Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

01-07-2013, 18:15

IV edycja konkursu “Obiektywnie Śląskie”  »

fotopolis.pl
Marcin Grabowiecki
01-07-2013

Dziś rusza IV edycja konkursu Obiektywnie Śląskie. Tematem tegorocznej edycji jest hasło “Śląsk, którego już nie ma – Śląsk, który będzie”. Fotoreportaże oraz krótkie filmy można przesyłać do 15 września.

IV edycja konkursu "Obiektywnie śląskie"

1 lipca 2013 r. ruszyła IV edycja konkursu na najlepsze fotoreportaże i filmy o Śląsku organizowanego przez stowarzyszenie “Projekt Śląsk” oraz europosła doktora Marka Migalskiego. Celem konkursu jest zaprezentowanie w obiektywie, w  ciekawy i oryginalny sposób, śląskiej kultury, tradycji, różnorodności oraz symboli charakterystycznych dla całego województwa śląskiego.

Tematem tegorocznej edycji jest hasło: “Śląsk, którego już nie ma – Śląsk, który będzie”. Uczestnicy mogą je zaprezentować w formie:

Fotoreportażu: składającego się z od 3-7 zdjęć lub/i

Filmu: maks. 2 minutowego, realizowanego kamerą profesjonalną, amatorską lub komórką.

W jury konkursu zasiadają: Lech Majewski (reżyser filmowy i teatralny, pisarz, poeta i malarz), Adam Sikora (operator filmowy, reżyser, fotograf, malarz), Jacek Joostberens (grafik, dr hab. sztuki, adiunkt w katedrze w Katedrze Sztuk Pięknych i Użytkowych Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej) oraz Marcin Meller (dziennikarz i publicysta). To oni wybiorą najlepsze prace tegorocznej edycji.

Tradycyjnie zostanie również przyznana nagroda publiczności, którą otrzyma fotoreportaż oraz film z najwyższą liczbą “kliknięć”.

Prace można nadsyłać do 15 września.

Na stronie http://www.obiektywnieslaskie.pl/ można na bieżąco śledzić napływające prace konkursowe, a także zobaczyć wszystkie fotoreportaże z poprzednich edycji.

Do wygrania są m.in.: wycieczki do Brukseli ufundowane przez europosła dra Marka Migalskiego, pobyty w leśniczówkach ufundowane przez Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych w Katowicach, statyw Manfrotto, prenumeraty miesięcznika FOTO, obramowane prace dla laureatów konkursu, nagrody książkowe i wiele innych.

Najlepsze prace zostaną zaprezentowane w formie wystawy.

Projekt został dofinansowany ze środków budżetu województwa śląskiego.

Całość: http://www.fotopolis.pl/index.php?n=17217

01-07-2013, 15:26

Janusz Weiss zwolniony z Radia ZET  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pp
01-07-2013

Radio ZET rozstało się z Januszem Weissem, który z rozgłośnią był związany przez 23 lata i ją współtworzył. Ostatnio prowadził w niej program “Wszystkie pytania świata”.

Janusz Weiss

- Potwierdzam, że program “Wszystkie pytania świata” Janusza Weisssa nie wróci w nowej ramówce – mówi Wirtualnemedia.pl Rafał Olejniczak, redaktor naczelny Radia ZET. Powodów tej decyzji nie komentuje. Wiadomo jednak, że za nią stoją oszczędności.

- Weiss nie będzie miał stałej audycji, ale zaproponowaliśmy mu współpracę, m.in. przy jednym z projektów programowych, przy promocji jego wydawnictw książkowych oraz w związki z Nagrodą radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego - mówi naczelny Radia ZET. - Janusz Weiss jest i będzie szanowanym współtwórcą Radia ZET - dodaje.

Janusz Weiss w 1990 roku współtworzył Radio ZET razem z Andrzejem Woyciechowskim i Leszkiem Stafiejem. Przez ponad 20 lat prowadził audycję “Dzwonię do Pani, Pana w bardzo nietypowej sprawie”, która była w ramówce do 2011 roku. Potem zaczął prowadzić program “Wszystkie pytania świata” (ostatni odcinek nadano w zeszły piątek), promował też na antenie swoją autobiograficzną powieść. Pierwszy o zwolnieniu Weissa napisał Press.

Z danych Radio Track wynika, że średni udział Radia ZET w rynku w okresie od marca do maja br. wyniósł 15,9 proc

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/janusz-weiss-zwolniony-z-radia-zet

01-07-2013, 14:23

Jubileusz Śląskiej Fali  »

Polskie Radio Katowice
01-07-2013

Polskie Radio Katowice

To już siedemnastotysięczne wydanie. Poranny program Radia Katowice, Śląska Fala, dziś ma swój jubileusz.

Śląska Fala programem porannym jest dopiero od 40 lat, bo przed 1973 rokiem audycja nadawana była po południu. Nazywała się wtedy zupełnie inaczej.

Śląski Magazyn Informacyjny po raz pierwszy na naszej antenie pojawił się 20 lutego 1957 roku. W latach sześćdziesiątych audycja, już ze zmienioną nazwą, “Na śląskiej Fali” świętowała swoje tysięczne wydanie. Program od samego początku był blisko słuchacza i zawsze był otwarty dla gości, wspominali w 1973 roku jego autorzy.

Teraz zamiast Gabinetu Cieni jest Kawa na Ławę. Wśród prezenterów na stałe współpracujących z programem byli między innymi pierwsi prezenterzy: Tadeusz Chmiel, Tadeusz Wojciechowski, Gwidon Gaj, Wiesław Wizental. Dziś program prowadzą: Wojciech Skowroński, Marek Ciepliński i Zdzisław Makles. Ślaska Fala to także najświeższa informacja oraz Trójwymiarowa Prognoza Pogody.

Prezes rozgłośni, Henryk Grzonka mówi, że liczba audycji, które ukazały się na antenie Radia Katowice została dokładnie policzona.

Całość: http://www.radio.katowice.pl/index.php?id=94&tx_ttnews[tt_news]=35119&tx_ttnews[backPid] =14&cHash=c4db2082e2

01-07-2013, 10:12

Hajdarowicz nie rządzi w Gremi Media SA  »

Press
AMS
01-07-2013

Grzegorz Hajdarowicz rezygnuje z prezesowania spółce inwestycyjnej należącej do Grupy Gremi pozostaje prezesem spółki wydawniczej.

Grzegorz Hajdarowicz

Grzegorz Hajdarowicz, pełniący funkcję prezesa zarządu Gremi Media SA, złożył rezygnację z pełnionej funkcji oraz z udziału w zarządzie spółki z dniem 30 czerwca br. Jak wyjaśnia Eryk Kłopotowski, rzecznik prasowy Grupy Gremi, Hajdarowicz złożył rezygnację z funkcji w spółce Gremi Media SA, a nie Gremi Media sp. z o.o. – To wynika ze zmian w Grupie Gremi i nie ma wpływu na wydawnictwo Gremi Media sp. z o.o. – podkreśla Kłopotowski. Dodaje, że żadne zmiany w zarządzie, ani tym bardziej na stanowisku prezesa zarządu Gremi Media sp. z o.o. nie są planowane (Hajdarowicz zapowiadał wcześniej, że będzie kierować Gremi Media sp. z o.o. do połowy br.).

 Grupę Gremi tworzą Gremi Media SA (wraz ze spółkami powiązanymi zajmuje się inwestycjami kapitałowymi, restrukturyzacją oraz projektami nieruchomościowymi, kontroluje m.in. takie spółki giełdowe, jak NFI Jupiter, KCI SA, Eurofaktor SA, a także spółkę Dragmor, która w Brazylii ma tereny inwestycyjne Fazenda Estrela) oraz Gremi Media sp. z o.o. (wydaje m.in. “Rzeczpospolitą”, “Sukces”, “Przekrój”, “Gazetę Giełdy Parkiet”, “Uważam Rze”, “Uważam Rze Historia”).

Spółka Gremi Media SA poinformowała ponadto, że na stanowisko jej prezesa powołano Artura Łopuszkę, który obejmie je dziś. Łopuszko wcześniej był dyrektorem finansowym w Art.B. Logistics (2011), członkiem zarządu Ragn-Sells Polska (2006-2010). W latach 2002-2005 związany był z grupą KCI – brał udział w restrukturyzacji spółek z portfela Grupy Gremi jako dyrektor finansowy i członek zarządu m.in. w spółce Dragmor. Zasiadał w radach nadzorczych spółek należących do Grupy.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/42142,Hajdarowicz-nie-rzadzi-w-Gremi-Media-SA

01-07-2013, 04:01

“Dziennik Kryminalny” nowym dodatkiem “Dziennika Zachodniego”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pp
01-07-2013

Od 2 lipca br. co wtorek do “Dziennika Zachodniego” (Polskapresse) dołączany będzie dodatek specjalny pt. “Dziennik Kryminalny”.

W pierwszym wydaniu dodatku czytelnicy znajdą informacje o śląskim archiwum x, tekst o tym jasnowidz Krzysztof Jackowski szuka zaginionej w tajemniczych okolicznościach Anny Garskiej oraz pierwszą część wakacyjnej powieści kryminalnej Jacka Getnera.

Dodatek promowany będzie w lokalnych rozgłośniach radiowych, TVP Katowice oraz w serwisach Naszemiasto.pl, Wiadomosci24.pl i Dziennikzachodni.pl. Za kreacje i zakup mediów odpowiadał dział marketingu wydawcy.

Z danych ZKDP wynika, że średnia sprzedaż ogółem “Dziennika Zachodniego” w kwietniu br. wyniosła 51 671 egz.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dziennik-kryminalny-nowym-dodatkiem-dziennika- zachodniego

28-06-2013, 16:35

Prasa – misja czy biznes  »

Prestiż nr 44
Jerzy Byra
28-06-2013

Z ANDRZEJEM MAŚLANKIEWICZEM, Sekretarzem Generalnym Stowarzyszenia Dziennikarzy RP rozmawia Jerzy Byra

Władza decyzyjna w wielkich koncernach skupiła się w rękach ludzi nie mających najmniejszego zainteresowania tym zawodem. Jest on dla nich zwykłym narzędziem… Z tego powodu reporterzy nie mają wspólnego języka z szefami mediów, administratorami biznesu, którym obca jest nawet zawodowa terminologia… Dzisiaj szef nie pyta wracającego z materiałem dziennikarza, czy zdobyta przez niego informacja jest prawdziwa, ale czy jest atrakcyjna i da się sprzedać. Oto najgłębsza zmiana, jaka dokonała się w świecie mediów: dawną etykę wyparły nowe reguły gry.

Ryszard Kapuściński: To nie jest zawód dla cyników;
Agora SA, Dom Wydawniczy PWN SA, Warszawa 2013.

JERZY BYRA
Panie redaktorze, z pańskiego biogramu niezbicie wynika, że miał Pan szczęście obserwować i brać udział w najważniejszych wydarzeniach społeczno-politycznych i gospodarczych ostatniego półwiecza. Znamienne daty to rok: 1968, 1970, 1976, 1980 i 1989. W tym czasie, jako dziennikarz recenzował Pan władzę i z nią współpracował. Nowa sprawiła, że zajął się Pan działalnością gospodarczą, również dziennikarską. Teraz w imieniu prasy zwanej czwartą władzą i w obronie środowiska dziennikarskiego znowu Pan tę władzę recenzuje. Czy dzisiaj używanie terminu “czwarta władza”, w odniesieniu do prasy i dziennikarstwa ma jeszcze swoje uzasadnienie?

Andrzej Maślankiewicz - Sekretarz Generalny Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy RP

ANDRZEJ MAŚLANKIEWICZ
Moim zdaniem ma. Od zarania dziejów media, dziennikarstwo pozostaje czwartą władzą. Ale w zależności od sytuacji politycznej, gospodarczej i od wielu innych czynników ta funkcja czwartej władzy się zmienia. Można nią być, można udawać, że się nią jest natomiast skutki działania tej czwartej władzy mogą być znikome, żadne lub wręcz żałosne. Zależy od kierunku w którym idzie i do kogo się odnosi. Czwarta władza może być wtedy skuteczna, kiedy się z nią liczy ta pierwsza. A w tej chwili śmiem twierdzić, że rząd, partie, politycy z prasą się nie liczą. Chyba, że im doraźnie bardzo zależy na którymś z mediów. Natomiast w sytuacji, gdy media odkrywają jakieś nieprawidłowości, szwindle, ogromne przekręty to władza albo tego nie zauważa, albo bagatelizuje, albo wręcz mówi, że media się wygłupiają. To pierwsza postawa władzy politycznej. Druga zakłada – niech media mówią źle, niech plują, ale niech mówią a my i tak będziemy kłamać, nie będziemy mówić prawdy do końca, bowiem zawsze znajdą się tacy, którzy w to co mówimy uwierzą.

Swoją drogą to znana taktyka propagandowa. Mimo wszystko zgodzi się Pan z opinią, że media posiadają niesamowitą moc oddziaływania i wpływania na opinię publiczną. Dziennikarze są nie tylko przekaźnikami między instytucjami państwowymi a społeczeństwem, ale także swego rodzaju przewodnikami we wszelkich zawiłościach życia społecznego. To właśnie oni pokazują rzeczy, których wstydzą się władze. To oni odkrywają i demaskują patologie, afery, skandale. Ale to nie znaczy, żeby generalizować i posądzać dziennikarzy o jakieś niecne czyny mające na celu destrukcję państwa i kompromitację jego urzędników. Nie sądzi Pan, że zjednoczenie dwóch największych organizacji dziennikarskich SDRP i SDP mogłoby tę krytykę władzy ukrócić i jednocześnie zwiększyć siłę oddziaływania na wydawców w sprawach zawodowych? Duży może więcej.
Nie ulega wątpliwości, że jedna duża organizacja dziennikarska miałaby zdecydowanie większą moc oddziaływania na stanowienie prawa prasowego, ochronę środowiska dziennikarskiego przed lekceważeniem przez władzę i wydawców, mogłaby również wpływać na kondycję zawodu dziennikarskiego od strony etycznej, zgodnej z zasadami rzetelności dziennikarskiej i zaufania społecznego. Ale niestety, w obecnej sytuacji nie jest to możliwe. Choć z naszej strony cały czas jest chęć połączenia organizacji.

Co stoi na przeszkodzie, by oba stowarzyszenia połączyły się?
Aktualne władze reaktywowanego w 1989 r. Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich nie chcą na ten temat rozmawiać. Cały czas pokutuje podział na dobre i złe dziennikarstwo. Białe i czerwone.

Nie rozumiem tego podziału. SDP zostało w stanie wojennym rozwiązane i zdelegalizowane w 1982 r. W 1989 r. po transformacji ustrojowej reaktywowano je z niewielką liczebnie reprezentacją dziennikarską. Wtedy też odzyskało cały majątek, choć wówczas reprezentowało zdecydowanie mniejszą liczebnie grupę dziennikarzy niż istniejące SDPRL, powstałe po rozwiązaniu SDP. 
No właśnie. Paradoks polega na tym, że SDP to organizacja zawodowo-twórcza powstała w 1951 roku, we wczesnym PRL-u.  A to znaczy, że cały dorobek intelektualny i materialny zgromadzony do 1989 roku był zasługą wszystkich dziennikarzy. W przeważającej liczbie tych, którzy dla ratowania tego dorobku utworzyli w 1982 roku SDPRL i później, w 1989 r. przekształcili w SDRP.         Niestety, po reaktywowaniu SDP, choć liczebnie mniejszym niż w tym czasie SDRP, to ono przejęło wszystkie wcześniej zgromadzone przez tę rzeszę dziennikarzy profity (budynek i spore pieniądze). I tego nasi koledzy z SDP nie chcą przyjąć do wiadomości, że przejęli, czy jak to się w tamtym środowisku mówi odzyskali wspólnie wypracowany majątek. Również tego, że gdyby nie powstałe wówczas SDPRL, SDP nie miałoby co przejmować. Władza stanu wojennego miała przygotowany wariant “b”, który zakładał całkowite rozbicie środowiska dziennikarskiego i przejęcie majątku. Gdyby nie powstałe wówczas SDPRL, najprawdopodobniej dziś, w budynku na Foksal urzędowałby jakiś bank. Powstałe w roku 1982 Stowarzyszenie pod zmienionym szyldem de facto składało się prawie w 90 proc. z dziennikarzy byłego SDP. Dlatego pamiętaliśmy wtedy o naszych kolegach, którzy znaleźli się nie tylko poza organizacją ale także pozbawieni zostali pracy. SDPRL organizowało pomoc dla tych dziennikarzy. O tym się dziś nie pamięta. 
Przepraszam, Honorowy Przewodniczący SDP, Stefan Bratkowski pamięta. Dziś SDRP, choć skupia twórców tego wypracowanego majątku ma teraz odpłatnie udostępnione, również w swoim budynku, trzy pokoiki sublokatorskie, na trzecim piętrze, na które muszą się wspinać schorowani, zadyszani starsi dziennikarze ciągle wierni naszej organizacji. 
Wymyślone w 1989 roku prawo likwidacyjne odebrało nam nie tylko to co przez dziesiątki lat tworzyliśmy w ramach SDP, co było wspólną dziennikarską własnością, ale przykleiło nam etykietę czerwonych zdrajców. Trudno polemizować z bezsensownymi epitetami. Historia to oceni.

Wobec tego zapytam inaczej. Dlaczego większość polskich dziennikarzy nie identyfikuje się z żadną z istniejących organizacji?
Uważam, że jest kilka powodów, ale dwa główne. Pierwszy, między innymi dlatego, że w obecnej sytuacji te organizacje niewiele mogą zaoferować swoim dziennikarzom. 
Nasze Stowarzyszenie jest biedne, choć pobieramy składki, na które nota bene wielu dziennikarzy, kiepsko zarabiających często nie stać. Po drugie, w sytuacji komercjalizacji prasy, dziennikarze obawiają się, by wstępując do organizacji przypadkiem nie narazić się wydawcom. Wydawcy odbierają bowiem stowarzyszenia dziennikarskie trochę jak związek zawodowy. I choć wiedzą, że one nie wiele mogą zdziałać na przykład w obronie dziennikarzy, ich warunków zatrudnienia i wynagrodzeń. Zawsze jednak stowarzyszenia  mogą upomnieć się o prawa i istotę dziennikarstwa, bronić ich, przypominać o potrzebie nowelizacji prawa prasowego, autorskiego czy kodeksu pracy i to w ramach działalności  Stowarzyszenia robimy.

Czy te obawy z wstępowaniem do organizacji dotyczą wszystkich dziennikarzy?
Głównie młodych. Oni na ogół są pracownikami na umowach o dzieło lub na tzw. umowach śmieciowych. To się wyczuwa podczas rozmów z nimi. Oni przede wszystkim walczą o przetrwanie. Zarabiają po 1000, 1500 zł i pracują za tyle by się jakoś utrzymać. Szczególnie jaskrawo to widać w telewizjach, gdzie 95 proc. młodych dziennikarzy zatrudnionych jest na umowach śmieciowych. Dlatego dziennikarze obawiają się jakiejkolwiek przynależności, bo pracodawca, czyli wydawca, może ich w każdej chwili, pod byle pretekstem, wyrzucić. To z jednej strony, ale z drugiej wydawcy też mają swoje problemy – spadają nakłady gazet, i co za tym idzie dochody, więc tną zatrudnienie, bo to najprostsze. Pauperyzacja zawodu dziennikarskiego z roku na rok pogłębia się.

Niebezpieczeństwo zwolnień z pracy sprawia, że dziennikarze, by utrzymać się w zawodzie, degenerują się etycznie. Na margines schodzi rzetelne, obiektywne i opiniotwórcze dziennikarstwo. Wydawcy nie chcą płacić za takie dziennikarstwo. Dlaczego?
Ponieważ dzisiaj prasa, media to biznes. Wydawcy nie oczekują rzetelnego dziennikarstwa, dla nich etyka dziennikarska, etos zawodu schodzą na plan dalszy, liczy się w zasadzie wyłącznie, by dziennikarz przyniósł dobry materiał. Najlepiej krytyczny, sensacyjny, który się dobrze sprzeda i spowoduje, że w tym tytule wzrosną wpływy z reklam. A jak jeszcze ten dziennikarz przyniesie jakąś reklamę, to wtedy jest dobrym dziennikarzem. Takich stawia się za wzór. Natomiast, gdyby ten dziennikarz chciał być rzetelnym, dążyć do sukcesu, chciałby zostać wybitnym piórem, parać się pogłębioną publicystyką – to już wydawcy nie interesuje. 
Dla potwierdzenia takiej opinii pozwoli pan, że zacytuję wypowiedź prof. Mirosława Karwata z UW. Ujmuje tę sprawę jeszcze mocniej: – Po pięciu latach studiów podczas stażu i pracy w pierwszej lepszej redakcji absolwenci dziennikarstwa przekonują się, że zasady profesjonalnego warsztatu dla ich pracodawców nic nie znaczą, że kariera nie zależy od nudnej rzetelności, lecz jest drogą na skróty. Są tylko planktonem dziennikarskim, najczęściej na bezpłatnym stażu. Jeśli będą grzeczni, czyli dyspozycyjni, to może po trzech miesiącach dostaną staż lekko pół płatny. A jeśli będą jeszcze bardziej grzeczni, to może pracodawca nie zastąpi ich następnym terminatorem za darmo.

W odniesieniu do tej opinii proszę zatem wytłumaczyć jeszcze takie zjawisko. spadają nakłady prasy drukowanej, czasopisma zmniejszają częstotliwość, w konsekwencji rośnie bezrobocie. To z jednej strony, a z drugiej mamy na uczelniach więcej wydziałów i instytutów kształcących dziennikarzy. Nie uważa Pan, że to droga donikąd, a na pewno do jeszcze większego bezrobocia i frustracji zawodowej dla tych młodych adeptów dziennikarstwa.
Rzeczywiście, niemal w każdej uczelni w większym mieście znajdują się kierunki dziennikarskie. Kandydatów na dziennikarzy przybywa. Wynika to w dalszym ciągu z dużej atrakcyjności tego zawodu. Ale oczywiście rynek mediów nie wszystkich jest w stanie wchłonąć. Wprawdzie w dobie dynamicznego rozwoju mediów elektronicznych i z tym związanych nowych gatunków dziennikarskich istnieje szansa, że znaczna część znajdzie w nich dla siebie pracę. Choć nie zawsze ten rodzaj pracy, w zgodzie z definicją, będzie można nazwać dziennikarstwem. Niestety, reszta absolwentów tych terenowych uniwersytetów, będzie musiała się przekwalifikować.

W świetle takiej diagnozy dziennikarstwo nie jawi się już jako czwarta władza, a na pewno nie pierwsza, jak mówią niektórzy. 
Pewnie ma pan na myśli komentarz Stefana Bratkowskiego, który twierdzi, że dziennikarze stali się klasą polityczną, sprawują rządy nad atmosferą w kraju, przed nikim nie ponoszą odpowiedzialności, zawsze mają rację, decydują o wszystkim – o ministrach, nastrojach, przeszłości i przyszłości, a robiąc to w sposób nieodpowiedzialny, przybliżają polski rok 1933. Też uważam, że jest w tym stwierdzeniu Bratkowskiego wiele na rzeczy, jak również to, że dziennikarze z lubością pomniejszają osiągnięcia Polski i wyolbrzymiają porażki, tym samym znajdują się w awangardzie auto-degradacji.

Poda Pan na to choćby jeden przykład?
Proszę bardzo. Redaktor Monika Olejnik. Czasem tak spłyca swoje rozmowy w radiu i telewizji, że tego nie chce się słuchać. A jak trafi na rozmówcę, który potrafi mieć inne zdanie i się z nią nie zgadza, to zaczyna zachowywać się niezwykle obcesowo, na pograniczu niegrzecznych odzywek. Stara się dominować nad zaproszonym rozmówcą.

Jesteśmy zatem zgodni, że media wyolbrzymiają porażki i pomniejszają osiągnięcia. Szczególnie w przypadku problematyki gospodarczej. Co Pańskim zdaniem jest przyczyną zaniechania tej problematyki w mediach?
Wydawcy unikają tematyki gospodarczej ponieważ wymaga to od dziennikarzy bardzo solidnego przygotowania, znajomości problemu, tematu, rzeczy itd. Poza tym oni są cały czas w biegu. Gonią za wspomnianymi sensacjami, za byle jakimi pieniędzmi, ale koniecznymi do utrzymania siebie a czasem rodziny. W takiej sytuacji łatwiej im zrobić byle jaką informację niż zająć się poważnym  problemem gospodarczym. Oni nie zajmą się popularyzacją wybitnych polskich wynalazców. Nie zajmą się popularyzacją ludzi, którzy w swoim środowisku robią dobrą robotę, produkują coś bardzo istotnego, bo być może ich boss, wydawca powie, że oni mu się nie podobają. Albo uzna, że kto będzie czytał, że jakiś tam człowiek w Polsce wynalazł przysłowiową żarówkę. To jest towar, który się nie sprzedaje.

Pańskie słowa, to miód na moje serce. Tym samym ośmielam się złożyć na Pańskie ręce propozycję Stowarzyszeniu Dziennikarzy RP do współorganizowania drugiej edycji Nagrody Prestiżu RENOMA ROKU 2013, ustanowionej przez “Prestiż – relacje gospodarcze”, magazyn poświęcony reputacji polskiej gospodarki. Uhonorowanie laureatów Nagrodą Prestiżu RENOMA ROKU –ludzi biznesu, wynalazców, polityków oraz firm i ich produktów ma właśnie na celu szerokie propagowanie oraz omawianie pozytywnych zjawisk w polskiej gospodarce. Co Pan na to?
Interesująca propozycja. Osobiście już jestem za i jestem przekonany, że Zarząd Główny też przychyli się do tej współpracy.

Dziękuję za rozmowę i z góry za deklarację współpracy. (czerwiec 2013)

——————————————————————————

Andrzej Maślankiewicz,  dziennikarz z ponad pięćdziesięcioletnim stażem pracy. Pracę zawodową rozpoczął w 1962 r. w dzienniku “Głos Koszaliński”. I choć potem w “Głosie Słupskim”, który wyodrębnił się z GK, zajmował się reporterką i poważną publicystyką zapamiętany tam został głównie jako “szalejący fotoreporter”.

W 1970 r., gdy po wypadkach grudniowych w Gdańsku, na zebraniu partyjnym poświęconym ich ocenie miał wraz z żoną Hanną, też dziennikarką w tej gazecie, odmienne zdanie od oficjalnego, dostali jednoznaczną sugestię by się przenieśli do innej gazety, najlepiej gdzieś w Polsce. W rezultacie wylądowali w Kielcach. On współorganizował tam powstającą właśnie popołudniówkę “Echo Dnia”, w której został kierownikiem działu miejskiego, a żona w “Słowie Ludu”. W “Echu Dnia” szybko awansował na z-cę redaktora naczelnego. Po sześciu latach, w 1976 r., po namowach żony, rodowitej warszawianki, przeniósł się do Warszawy. Wprawdzie nie do innego tytułu prasowego tylko do Wydziału Prasy, Radia i Telewizji KC, ale z pełną świadomością, bo nie było innej możliwości przeniesienia się do Warszawy. W wydziale prasy zajmował się prasą zakładową. Miał pod opieką 217 tytułów w całej Polsce.

Po dziesięciu latach, w 1980 r. historia zatoczyła koło i na dziennikarskiej drodze Andrzeja Maślankiewicza znowu stanęło wybrzeże, tym razem Gdańsk. Po rozpoczęciu strajków sierpniowych poprosił swojego szefa z wydziału by go tam wysłał w celu przyjrzenia się trójmiejskim gazetom i radiowęzłom zakładowym. Już w Gdańsku, dzięki legitymacji prasowej dostał się do stoczni i mimochodem został tam do podpisania porozumień. Powodem było powołanie go na rzecznika prasowego strony rządowej w rozmowach z Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym. Przez dwa tygodnie był świadkiem historycznych wydarzeń. Uczestniczył w obradach aż do podpisania porozumień z MKS. Po powrocie do Warszawy Andrzej Maślankiewicz przeszedł do nowo utworzonego Biura Prasowego Rządu, gdzie został Naczelnikiem Wydziału. Po dwóch latach, w 1982 roku został sekretarzem ds. szkoleniowych i klubów twórczych w nowo powstałym Stowarzyszeniu Dziennikarzy PRL. Zaraz potem powołano go na sekretarza generalnego stowarzyszenia. Po osobistej rezygnacji z tej funkcji w 1985 r. został z-cą redaktora naczelnego tygodnika “Rada Narodowa”. Przepracował w niej tylko do transformacji ustrojowej.

W 1990 r. Michał Kulesza, nowy redaktor naczelny “Rady Narodowej”, na pierwszym zebraniu stwierdził, że nie widzi możliwości współpracy ze starym zespołem redakcyjnym. W efekcie stracił pracę i z konieczności rozpoczął własną działalność gospodarczą. Najpierw zajął się reklamą i marketingiem, potem handlował, sprzedawał okna, prowadził sklep w Toruniu. Przez ostatnie pięć lat prowadził wymyśloną przez siebie gazetę dla 17 tys. członków Robotniczej Spółdzielni Mieszkaniowej “Praga”. W tym też czasie znowu uaktywnił się w Stowarzyszeniu Dziennikarzy RP. W rezultacie, na zjeździe stowarzyszenia w październiku 2012 r., został wybrany w skład Zarządu Głównego, a na posiedzeniu ZG zgodził się ponownie przyjąć funkcję Sekretarza Generalnego, którą aktualnie pełni.

Całość: http://prestiz.info.pl/Prasa_–_misja_czy_biznes,331,847