
Łukasz Wyrzykowski
Historyk z wykształcenia, dziennikarz z zamiłowania. Znakomicie potrafił łączyć te dwie pasje. Przeżył 65 lat. Pierwszym jego miejscem pracy był Dziennik Zachodni, przepracował z nami kilkanaście lat.
Łukasz był zawsze od wielkich tematów, długich rozmów z ważnymi ludźmi. Od zadań niewykonalnych. Choć czasem potykał się o drobiazgi i własną niefrasobliwość. Pióro miał znakomite.
Gdy odszedł z naszej redakcji związał się z Kurierem Zachodnim, pracował dla naszych parlamentarzystów – w biurze posłanki Barbary Blidy oraz senatora Bogusława Mąsiora. Z pracy dziennikarskiej nigdy nie zrezygnował.
Ostatnie jego branżowe pismo to “Nasze kontakty. Regiony Europy i Świata”. Wykładał w Wyższej Szkole Umiejętności Społecznych w Poznaniu, filii w Katowicach.
Wiedzieliśmy, że choruje, ale On przecież zawsze wychodził obronną ręką z wszystkich kłopotów. Zmarł w środę o godz. 18.00 z zabrzańskim szpitalu.
Żegnaj druhu.
TES
Redaktor Łukasz Wyrzykowski (1948-2013)
Powiedzieć o Nim: dziennikarz to zdecydowanie za mało. Należy tu, jak sądzę, dodać: nieprzeciętny, wybitny. Żył pisaniem – w tym się realizował, to był Jego żywioł i szczęście. Bliska mu była zwłaszcza szeroko i głęboko rozumiana tematyka kulturalna (literatura, teatr, film, sztuka). Ukończył na Uniwersytecie Śląskim historię, więc potrafił także odwoływać się do doświadczeń przeszłości. Znał i cenił klasyków. Dawniej o takich jak On mawiało się z szacunkiem: humanista. Jego ostatnie felietony, a raczej eseje w miesięczniku “Europerspektywy” to prawdziwe popisy erudycji i daru słowa. Winny nosić nadtytuł “Tylko dla myślących”.
Ale głównego zrębu Jego dziennikarskiego trudu należy szukać na żółknących łamach “Dziennika Zachodniego” z lat 70. i 80. Tam publikował swoje kapitalne, oryginalne jak na owe czasy, dociekliwe rozmowy z ówczesnymi VIP-ami, decydentami, którzy wtedy “kierowali ruchem” w różnych dziedzinach. Nieomylnie dobierał partnerów, docierając na niedostępne dla innych personalne wierzchołki. Wyciskał z warszawskiej elity wszystko, co się dało, a nawet więcej… Odławiał, kogo tylko chciał, i zachęcał do szczerych wyznań, w czym pomagały przyrodzony wdzięk, aktorskie predyspozycje, a także znakomite maniery, o które zadbała w odpowiednim czasie matka nauczycielka. Ludzi teatru rozumiał jak nikt, jako że sam otarł się o studia aktorskie i darzył ten trudny zawód ogromną estymą.
Przez pewien czas, lata 80., pełnił także obowiązki korespondenta prasowego “DZ” w Berlinie.
Aż do samego końca pisywał także skrzące się dowcipem, finezyjne recenzje teatralne. Patronował Mu w tym zakresie niedościgniony Boy-Żeleński, którego uwielbiał.
Pisywał książki. Jedna z nich z 2010 roku pt. “Długość Cienia”, dotycząca Siemianowic Śląskich, ma wartość dokumentalno-historyczną, ale przy tym wszystkim także interesujący wydźwięk – pochwałę śląskiej małej ojczyzny i tutejszych ludzi.
Łukasz próbował mądrze zgłębić tzw. śląskie problemy. Nic, co “katowickie”, nie było mu obce…
Doceniał śląskich artystów malarzy, usiłując rozszyfrować tajemnicę ich sukcesów. Chętnie zaglądał do pracowni Stanisława Mazusia, Romana Nowotarskiego, Witolda Pałki i innych.
Parał się także kolekcjonerstwem, bliska mu była zwłaszcza naiwna sztuka Nikifora.
Jak trzeba, potrafił wejść w rolę energicznego organizatora-menedżera. Redagował z dobrym skutkiem różne pisma, dbając wprost pedantycznie o ich poziom i poczytność (“Panorama”, “Nasze Kontakty”).
Sprawdzał się w konkretnym działaniu. Porywał go nurt działań określonych i namacalnych. Dyrektorował Śląskiej Izbie Budownictwa, doradzał niezapomnianej posłance, a potem minister budownictwa Barbarze Blidzie, a także senatorowi Bogusławowi Mąsiorowi.
Nie schodzili z pola jego zainteresowań wybitni lekarze. Zamierzał napisać biografię twórcy siemianowickiej oparzeniówki doktora Stanisława Sakiela.
Na co dzień chodząca życzliwość, nieodłączny uśmiech, dobre słowo dla każdego. Jego syn i żona zawsze byli na pierwszym planie. I jeszcze jedno. Wykładał studentom dziennikarstwo, ale też bardzo dbał o kontakty z nestorami naszego fachu.
No cóż, Łukaszu, nasze spotkania i długie rozmowy odchodzą w przeszłość, życie płynie, ale Ty nie zostaniesz przez nas zapomniany.
ANDRZEJ ŁOJAN
IRENEUSZ ŁĘCZEK
