Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

21-08-2013, 09:38

Żarty i domysły dziennikarzy po wpadce “Newsweeka” z dymisją Rostowskiego  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
21-08-2013

Błyskawicznie zdementowana informacja “Newsweeka” o dymisji ministra finansów Jacka Rostowskiego wywołała dużo żartobliwych komentarzy dziennikarzy i blogerów. Niektórzy zastanawiają się, kto napisał nieprawdziwy tekst oraz jakie może on mieć podłoże i konsekwencje.

We wtorek wieczorem “Newsweek Polska” w swoim serwisie internetowym zamieścił informację, że minister finansów Jacek Rostkowski podał się do dymisji. Wiadomość miała pochodzić z dwóch niezależnych źródeł.

Doniesienie szybko podchwyciły inne media – zwłaszcza że we wtorek na konferencji prasowej Rostowski wspólnie z Donaldem Tuskiem prezentowali nowelizację ustawy budżetowej. A kilka dni wcześniej agencja Reuters podała, że minister finansów zostanie odwołany przez premiera. Przy czym Donald Tusk na konferencji nazwał tę informację plotką i nie chciał jej komentować.

Natomiast we wtorek wieczorem po około godzinie od zamieszczenia tekstu “Newsweeka” o dymisji Rostowskiego, Donald Tusk stanowczo to zdementował. – Minister Rostowski nie złożył żadnej dymisji! Plotki czy nagonka? - napisał premier.

W tej sytuacji podane przed godziną informacje musiały korygować wszystkie media, które powołały się wcześniej na “Newsweeka”, a także sam tygodnik. W jego serwisie tytuł newsa “Jacek Rostowski podał się do dymisji” szybko zmieniono na “Tusk dementuje informację o rezygnacji Rostowskiego”, przy czym w leadzie pozostawiono wzmiankę o dwóch niezależnych źródłach informacji o rzekomej dymisji. – Nie podałem się wczoraj do dymisji. Są to informacje zupełnie nieprawdziwe, nierzetelne. Dzisiaj rano ku mojemu kompletnemu zdumieniu, okazuje się, że w nocy (a poszedłem spać o 10 wieczór) miała miejsce medialna “burza w szklance wody” – skomentował w środę rano sam Jacek Rostowski.

Wpadka "Newsweeka"

Opublikowanie przez „Newsweek” tak ważnej i szybko zdementowanej wiadomości wywołało sporo żartobliwych komentarzy dziennikarzy i blogerów. - Szukam jakiegoś fajnego informatora. Może być dwóch, najlepiej niezależnych od siebie – kpił na Twitterrze Marek Kacprzak z Polsat News. - Wiem z dwóch niezależnych źródeł, że dzień się zaczął. Witam serdecznie! - napisał w środę rano Stach Kornatowski z TVN 24. - Newsweek ma też ponoć gotową depeszę o dymisji Tuska, ale po akcji z JVR (Janem Vincentem Rostowskim – przyp.red.) postanowili nie bawić się wieczorami enterem - stwierdził Jarosław Kuźniar. – Czy teraz każdy kto w sprawie JVR powoła się na Newsweeka i Reutersa ma 2 źródła? ;) – żartował Grzegorz Nawacki z “Pulsu Biznesu”. – Hah! Nie wyszło z Rostowskim, ale próbujmy dalej! Jak dowiedzieliśmy się z dwóch niezależnych źródeł Joanna Mucha… ;) – ironizował Michał Majewski z “Wprost”.

Bez litości wpadkę “Newsweeka” wykpił ASZdziennik, blog publikujący absurdalne informacje, „najlepsze zmyślone newsy w kraju. ASZdziennik niedługo po dementi Donalda Tuska poinformował, że we wtorek zaczął współpracę z “Newsweekiem”, w ramach której połączono newsroomy polityczne obu tytułów. “- Liczymy na efekt synergii od zaraz – napisali redaktorzy naczelni we wspólnym oświadczeniu. Choć nasze przedsięwzięcie ma dopiero kilka godzin, już trafiło w sam środek politycznej debaty. – Minister Rostowski nie złożył żadnej dymisji – pisał na gorąco na Twitterze Donald Tusk życząc nam jednocześnie dalszych sukcesów” – napisał ASZdziennik.

- To był wtorek, a przy wtorku, Newsweek kupił kota w worku :) – skwitowała Małgorzata Serafin z TVP. – Wpadka tak epicka, że aż niemożliwa – podsumowała Kamila Biedrzycka z TVP Info.

Inni komentatorzy zwrócili uwagę, że zamieszanie informacyjne w tak istotnej sprawie może mieć poważne konsekwencje. - Dymisja Rostowskiego trwała 46 minut. Dobrze że GPW się nie zdążyła otworzyć - ocenił Maciej Sokołowski z TVN24. - Mają chłopaki z Nesquika farta, że nie w ciągu dnia. Taki kwadransik na giełdzie byłby ciekawy – dodał Michał Majewski. - O co tu chodzi? Ja mam tylko poglądy gospodarcze, z polityka mi nie po drodze, ale to co się dzieje, przekracza wszelkie granice - irytował się we wtorek wieczorem Kazimierz Krupa, redaktor naczelny “Forbes Polska” (tak samo jak “Newsweek” wydawanego przez Ringier Axel Springer). - Chyba trzeba będzie powołać komisję śledczą. Złożył czy nie? Dał przeciek do Reutersa czy nie? Kto napuścił “Newsweek”. Bez komisji się nie wyjaśni – dodał. – Fajnie teraz mają koledzy, którzy są “wydawcami numeru” w gazetach. Jak zrobić jedynkę? :) – zastanawiał się Igor Janke.

Smaczkowi sprawie dodał fakt, że we wtorek wieczorem milczał telefon rzecznika rządu Pawła Grasia, który był na koncercie Rogera Watersa, a na Twitterze pojawiło się jego fałszywe konto (po kilku godzinach zostało usunięte). W tej sytuacji komentatorzy docenili szybkie dementi Donalda Tuska na Twitterze. – Brawo, naprawdę brawo za szybką reakcję o tak późnej porze. Do tego w odpowiednim kanale komunikacji – stwierdził Sebastian Hejnowski z agencji public relations Ciszewski MSL. - Znalazłem z premierem Tuskiem jedną wspólną cechę. Też nie opuszcza Twittera po 22 - przyznał Samuel Pereira z “Gazety Polskiej”.

Inni dziennikarze zauważyli, że tekst o dymisji Rostowskiego w serwisie “Newsweeka” nie został przez nikogo podpisany. – Serio ktoś miał news o dymisji wicepremiera i się nie podpisał? A myślałem, że tylko ja taki skromny – ironizował Paweł Majewski. - Jak dziennikarz ma meganewsa i jest na tyle pewien, że go wypuszcza to w jego interesie leży, by się podpisać! Dziwne – dodała Kamila Baranowska z “Do Rzeczy”. Po tym, jak pojawiły się spekulacje, że autorem informacji jest Michał Krzymowski, Krzysztof Skórzyński z “Faktów” TVN przekazał wiadomość od Krzymowskiego, że to nie on napisał ten tekst. – Ja jako człek, który zaliczył parę wtop (i się tego przyznaje) ciekaw jestem, czy znajdzie się w “Newsweeku” ktoś kto powie, że info o JVR była jego – podsumował Konrad Piasecki z RMF FM.

Komentatorzy nie odmówili sobie złośliwości, spekulując, jak wyglądało przygotowanie informacji o dymisji i jaka będzie reakcja redakcji “Newsweeka” w obecnej sytuacji. – Czy Paweł Graś, zgodnie z tradycją, spotkał się przy śmietniku z Tomaszem Lisem przed publikacją tekstu o Rostowskim - kpił Marek Magierowski z “Do Rzeczy”, nawiązując do słynnego spotkania Grasia z Grzegorzem Hajdarowiczem poprzedzającego publikację w “Rzeczpospolitej” tekstu Cezarego Gmyza o trotylu na wraku tupolewa. - A tak na deser to ciekaw jestem, jak po tweecie premiera Tuska wyglądała rozmowa autora informacji o JVR w “Newsweeku” z Tomaszem Lisem ;) – napisał Krzysztof Berenda z RMF FM.

Niektórzy starali się szerzej interpretować to zamieszanie. - Pójdę w poprzek, bo na mój nos między jakąś formą dymisji a publikacją “Newsweeka”, doszło do rozmowy Donalda Tuska i Jacka Rostowskiego. Jeżeli nie, to “Newsweek” został użyty perfidnie to wzmocnienia pozycji Rostowskiego! - ocenił Krzysztof Skórzyński. – Mój dawny Szef uczulał, że w dementi też nie należy wierzyć. Szczególnie jeśli dementują politycy - dodała Karolina Hytrek-Prosiecka z TVN CNBC. – To sam Jacek Rostowski mógł stać za rozpuszczeniem wczorajszej plotki o swojej dymisji. Taką tezę stawiają zagraniczni dziennikarze biznesowi i ekonomiści - stwierdził na swoim blogu w środę rano Krzysztof Berenda. – Informacja o dymisji to mógł być szachowy gambit wymierzony w premiera. Świadczyć miałby o tym choćby fakt, że cała ta burza w szklance wody zostało rozegrana w ten sposób, by wyrządzić jak najmniej szkody dla rynku finansowego. Dochodzą też sygnały, że wczoraj obaj panowie mocno ścierali się za kulisami. Przed posiedzeniem rządu i po jego zakończeniu mieli ze sobą głośno dyskutować. To mogło rozzłościć Jacka Rostowskiego, który postanowił zagrać ostro. Mógł wypuścić plotkę o swojej dymisji licząc na to, że sprowokuje premiera, by ten jasno powiedział, czy chce zwolnić ministra, czy też stanie za nim murem – dodał Berenda.

Jak wynika z najnowszych danych średnia sprzedaż tygodnika “Newsweek Polska” w I półroczu 2013 r. wyniosła 124 467 egz., po wzroście o 11,03 proc.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/zarty-i-domysly-dziennikarzy-po-wpadce-newsweeka-z-dymisja-rostowskiego

20-08-2013, 21:09

Oświadczenie Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej z 20 sierpnia 2013 roku  »

Zarząd Główny SD RP
Andrzej Maślankiewicz
20-08-2013

Stowarzyszenie Dziennikarzy RP z coraz większym niepokojem obserwuje rozwój sytuacji w TVP S.A. związanej z planowanym przeniesieniem zatrudnionych w niej dziennikarzy do firmy zewnętrznej. Stanowisko w tej sprawie przedstawiliśmy już w Oświadczeniu Prezydium ZG z 20 maja 2013 r. W jego zakończeniu jednoznacznie stwierdziliśmy:

Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej nie akceptuje pomysłów Zarządu TVP SA i stanowczo protestuje  przeciwko  metodom, które w zakamuflowany sposób mają prowadzić do zbiorowych zwolnień dziennikarzy i innych twórców telewizyjnych.

Obecnie obawy te potwierdza prowadzona przez kierownictwo TVP akcja poddawania dziennikarzy (niejednokrotnie o wieloletnim stażu i niepodważalnym dorobku twórczym) swoistej weryfikacji za pomocą „testów kompetencyjnych” prowadzonych przez kolejną firmę zewnętrzną. Zabieg ten, tłumaczony przez kierownictwo TVP procedurami jakoby naturalnymi w każdej korporacji, uważamy za szykanę, natomiast zapewnienia, że każdy dziennikarz może  odmówić wypełniania testów – za hipokryzję.

W każdej szanującej się redakcji oceny dziennikarza, tak pod względem merytorycznym jak warsztatowym, dokonuje jej kierownictwo. Zastępowanie ich protezami w postaci testów przeprowadzanych przez firmę zewnętrzną, za publiczne pieniądze, bardzo źle świadczy o kompetencjach osób zarządzających tak specyficzną instytucją, jaką jest telewizja publiczna.

  Andrzej Maślankiewicz                                                     Jerzy Domański
         sekretarz generalny                                                               przewodniczący
        Zarządu Głównego                                                                 Zarządu Głównego
Stowarzyszenia Dziennikarzy RP                               Stowarzyszenia Dziennikarzy RP

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/5032

19-08-2013, 11:31

Jarosław Gugała: Media mają informować i tłumaczyć, a nie hodować idiotę  »

Media2.pl
Łukasz Szewczyk
19-08-2013

Media są od tego, żeby informować, tłumaczyć, wskazywać, a nie hodować idiotę, którym potem będzie można łatwo manipulować – mówi w wywiadzie dla Wprost Jarosław Gugała, twarz głównego wydania “Wydarzeń” Polsatu oraz dziennikarz Polsat News.

Jarosław Gugała

Jarosław Gugała, doskonale znany widzom telewizji Polsat oraz Polsat News, jest kolejnym dziennikarzem, który postanowił zabrać w głos w dyskusji na temat kondycji polskich mediów. Dyskusja trwa od kilku dni po tym, jak na Przystanku Woodstock został zaatakowany Grzegorz Miecugow. Dziennikarzowi oberwało się za to,że według atakującego “TVN kłamie”.

W jednym z wywiadów Grzegorz Miecugow powiedział, że największą słabością telewizji jest widz. Z kolegą po fachu nie zgadza się dziennikarz Polsat News.

To przerzucanie odpowiedzialności. Publicystyka powinna polegać na tym, że dziennikarz analizuje rzeczywistość. Z kolei u nas dziennikarstwo ogranicza się do tego, że szczuje się na siebie dwóch skłóconych polityków labo politykierów, którzy wylewają jad, obrażają się nawzajem i im bardziej się drą, tym lepszy program, większa cytowalność i zainteresowanie opinii publicznej. I to jest niewątpliwe chore zjawisko, które się nasila. A nasila się dlatego, że wytworzył się pewien standard, w którym emocje są ważniejsze niż meritum sprawy  – mówi tygodnikowi Wprost Jarosław Gugała.

Gugała twierdzi także, że tabloidyzacja, o której coraz głośniej się mówi, ma dwie twarze. Ta dobra polega na tym, że dziennikarz musi starać się przedstawić nawet bardzo poważny temat w sposób atrakcyjny. Ta druga twarz jest taka, że tematy nieistotne, ale za to np. sensacyjne zaczynają dominować. Z prostego powodu – bo mają lepszą oglądalność. I dodaje, że media nie powinny przerzucać odpowiedzialności za swój poziom na widzów.

Jeżeli założymy, że ci, którzy siedzą przed telewizorem, są kretynami, i w związku z powyższym trzeba traktować ich jak kretynów, serwując im totalny badziew podlany sensacją i okrucieństwem, to takich kretynów będziemy hodować (…) Jeśli serwisujemy społeczeństwu tylko tania papkę, to ono od tej papki się uzależnia. Media są od tego, żeby przekazywać informacje, tłumaczyć, wskazywać, a nie hodować idiotę, którym potem będzie można łatwo manipulować za pomocą tanio skrojonych głupowatych historyjek. To media są odpowiedzialne za to, co prezentują, bo jak my nie powiemy publiczności o istnieniu czegoś, to skąd ona ma to wiedzieć – dodaje Gugała.

Jarosław Gugała przyznaje, że dzisiaj każdy materiał można odpowiednio sprzedać, jednak programy informacyjne powinny być zobowiązane do pełnienia misji społecznej. Według niego, oglądalność zdobywa się też przez wiarygodność, a nie poprzez pokazywanie gołych bab.

Uważam, że doszliśmy w mediach do momentu, w którym musimy stworzyć porozumienie ponad podziałami, aby chronić wartości, które w nich zanikają – mówi Jarosław Gugała.

Ma także pretensję do dziennikarzy, którzy stają się celebrytami, bo jak twierdzi “dziennikarz informacyjny ma przekazywać informacje, a nie opowiadać o tym, co zjadł na obiad”.

Jarosław Gugała krytykuje także “Wiadomości” telewizyjnej Jedynki, za to, że “nie są w niczym lepsze od dzienników komercyjnych, a być powinny”. Ostro wypowiada się także na temat nowej telewizji informacyjnej TV Republika.

Na początku oglądałem (…) Teraz nie oglądam, bo wiem, co tam jest. To jest telewizja polityczna. Cały ich interes polega na tym, że jak ich partia przejmie władzę, to oni zostaną dyrektorami w TVP - mówi Gugała.

Całość: http://media2.pl/media/105353-Jaroslaw-Gugala-Media-maja-informowac-i-tlumaczyc-a-nie-hodowac-idiote.html

19-08-2013, 09:13

Telewizja Katowice coraz bliżej całkowitej utraty samodzielności  »

Dziennik Zachodni
Agara Pustułka
19-08-2013

Szukanie oszczędności i wielka zmiana ramówki programów regionalnych może być zagrożeniem dla i tak szczątkowo dziś widocznej na antenie Telewizji Katowice. Alarm podniosła Rada Programowa naszej regionalnej Teletrójki. O co chodzi?

Już we wrześniu zamiast, i tak zaledwie 3,5 godzinnego programu, Telewizji Katowice, widzowie będą oglądać TVP Regionalną. Ten nowy kanał ma połączyć siły wszystkich ośrodków regionalnych, zaś wypełniaczem mają być relacje sportowe. Rada Programowa Telewizji Katowice protestuje przeciwko nowej ramówce, która może doprowadzić do całkowitego zaniku niezależności Teletrójki!

Zgodnie z informacjami, które przekazywało dotąd kierownictwo TVP każdy z oddziałów regionalnych, a jest ich obecnie 16, ma tworzyć swój program lokalny, ale też łączyć swoje środki i siły przy produkcji wspólnych programów.

Zaplanowano cztery lokalne wejścia dziennie.Teraz zostały dwa. Niebawem ośrodki dowiedzą się jakie programy będą realizowały.

- Nie stracimy niezależności. To my będziemy decydować o programie – mówi Jerzy Nachel, dyrektor katowickiego ośrodka.

Jednak całkowicie inne zdanie mają przedstawiciele rady programowej. Jej przewodniczący prof. Dariusz Pawelec podpisał pismo, w którym wzywa do odstąpienia przez szefów TVP od nowych planów.

“Grozi nam poszatkowanie pór emisji, centralizacja zarządzania. To wbrew potrzebom widzów, którzy chcą informacji regionalnych” – czytamy w piśmie prof. Pawelca. W proteście padają ostre słowa, mówiące o tym, że plany TVP idą wręcz pod prąd oczekiwaniom widzów.

- Jest długi weekend. Nie ma praktycznie żadnej z osób, które mogłyby odpowiedzieć na to pismo – stwierdził Jacek Rakowiecki, rzecznik prasowy TVP.

Telewizja Katowice z podziału abonamentu dostaje obecnie ok. 7 mln zł rocznie. To śmieszne pieniądze, za które nie można robić programu z prawdziwego zdarzenia.

Lata świetności TVP 3 to oczywiście okres Edwarda Gierka. Wówczas transmitowano wielkie imprezy ze Spodka. Nie brakowało jednak ambitnych programów i produkcji. Dodajmy, że jeszcze na przełomie lat 80. i 90. TVP Katowice stworzyła pierwsza w Polsce telewizje śniadaniową.

Dziś TVP Katowice ukierunkowana na region byłaby niezwykle potrzebna. Przecież w województwie mieszka niemal 5 mln ludzi, potencjalnych odbiorców. – Trudno jednak robić sensowny i atrakcyjny program dysponując tak niewielkimi funduszami – mówi nam jeden z dziennikarzy.

Wizytówką TVP Katowice jest program informacyjny Aktualności. W ośrodku pracuje wielu bardzo zdolnych, nagradzanych dziennikarzy, którzy praktycznie nie mają co robić i zarabiają grosze. To, co stanie się niebawem z programami lokalnymi jest tylko przedsmakiem tego, co może spotkać całą telewizję publiczną. Generalnie powinna się ona utrzymywać z abonamentu, ale Polacy nie chcą go płacić, bo m.in.nie chcą płacić na gwiazdorskie etaty dla różnych dziennikarskich celebrytów.

Telewizja publiczna jest nadal najważniejszym graczem na polskim rynku medialnym, ale to już kolos na glinianych nogach. W dodatku zbyt często przegrywa prawa do transmisji ważnych imprez sportowych oraz meczów i staje się coraz mniej konkurencyjna.

Dlaczego Rada nie chce ramówki

Prof. Dariusz Pawelec, przewodniczący Rady Programowej Telewizji Katowice:

Po zapoznaniu się z zaproponowanym od 1 września kształtem programu ramowego dla ośrodków regionalnych domagamy się stanowczo odstąpienia od proponowanych założeń niweczących szansę odzyskania przez publiczną telewizję regionalną pozycji konkurencyjnej względem innych nadawców oraz szansę na odbudowanie widowni w oparciu o stałość i ciągłość emisji własnych audycji. Zamysł ten stoi w oczywistej sprzeczności z ideą realizowania misji telewizji publicznej w regionach przez konstruowanie węzłów tożsamości.

Staje pod prąd oczekiwaniom widzów i ich potrzebie identyfikacji z przekazywanymi w telewizji regionalnej treściami, nie pozwala w istotny sposób poszerzyć własnej oferty programowej ośrodków, blokuje potrzebę nawiązania do sprawdzonych przed laty doświadczeń jednolitego programu regionalnego, postrzeganego jako własny tak przez widzów, jak i biznesowych partnerów ośrodka.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/971251,telewizja-katowice-coraz-blizej-calkowitej- utraty-samodzielnosci,id,t.html

13-08-2013, 08:24

KRRiT: organy ścigania powinny reagować na agresję wobec dziennikarzy  »

Onet.pl
(PG), PAP
13-08-2013

“Wszelkie akty agresji fizycznej wobec dziennikarzy wykonujących swoje obowiązki zawodowe muszą spotkać się z właściwą reakcją organów ścigania, a także z potępieniem opinii publicznej” – pisze Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.

Jan Dworak

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji odnosi się do incydentu, który miał miejsce 2 sierpnia podczas tegorocznego Przystanku Woodstock. Grzegorz Miecugow został spoliczkowany przez jednego z uczestników wydarzenia, kiedy prowadził program na żywo w TVN24.

“Przemoc fizyczna wobec prowadzącego audycję »Szkło kontaktowe« podczas tegorocznego Przystanku Woodstock redaktora Grzegorza Miecugowa jest kolejnym przykładem wymagającym jednoznacznej reakcji. To czyn niedopuszczalny, nie tylko zabroniony prawem, ale naganny moralnie i godzący w istotę wolnych mediów” – czytamy w komunikacie KRRiT.

Jak pisze przewodniczący KRRiT Jan Dworak, agresja wobec dziennikarzy ma szczególny wymiar – “to atak na swobodę wypowiedzi, która stanowi fundament demokracji i wolności każdego człowieka”.

“Nikt nie może dzielić mediów na dobre i złe, siłą eliminować tych, które uzna za niewłaściwe, decydować, kto i jak może publicznie zabierać głos. Próba relatywizacji lub usprawiedliwień zachowań agresywnych wobec dziennikarzy w istocie stanowi przyzwolenie na obecność przemocy w mediach. Oznacza to, że elementem publicznego sporu mogą być już nie tylko argumenty, ale także fizyczna przemoc wobec oponentów” – podano w komunikacie KRRiT.

Jak czytamy w komunikacie Rady, wszelkie akty agresji fizycznej wobec dziennikarzy wykonujących swoje obowiązki zawodowe, niezależnie od ich motywacji, muszą spotkać się z właściwą reakcją organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, a także z potępieniem opinii publicznej. “Szczególnie ważna jest jednoznaczna postawa stowarzyszeń i organizacji zawodowych dziennikarzy. W takich sprawach nie można milczeć” – uważa KRRiT.

Rada apeluje więc do dziennikarzy i ich organizacji zawodowych m.in. Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Stowarzyszenia Dziennikarzy RP, Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, Towarzystwa Dziennikarskiego, o jednoznaczne potępienie agresji wobec dziennikarzy i obronę podstawowych zasad demokratycznego systemu opartego na wolności mediów i wolności słowa.

Przewodniczący KRRiT zwraca uwagę, że organa państwa odpowiedzialne za porządek publiczny muszą zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom imprez masowych. W planach ochrony przebiegu takich imprez powinny być uwzględnione warunki pracy ekip dziennikarskich, a w razie potrzeby – ich ochrona.

KRRiT przypomina, że w 2010 roku wyraziła sprzeciw wobec zachowania uczestników XIX pielgrzymki Radia Maryja, którzy siłą uniemożliwili wykonywanie obowiązków dziennikarskich ekipie Telewizji Polsat. Sprawca napaści na dziennikarza został ukarany przez Sąd Okręgowy w Częstochowie. W 2011 roku przeciwstawiła się brutalnym zachowaniom wobec dziennikarzy relacjonujących obchody Dnia Niepodległości. Podczas ulicznych ekscesów zniszczono wówczas telewizyjne samochody transmisyjne.

25-letni Oskar W. pochodzący z Białegostoku, który zaatakował Miecugowa, usłyszał zarzuty ataku na dziennikarza oraz zakłócenia porządku imprezy masowej. Postawiono mu zarzut z art. 43 prawa prasowego, mówiący, że “kto używa przemocy lub groźby bezprawnej w celu zmuszenia dziennikarza do opublikowania lub zaniechania opublikowania materiału prasowego albo do podjęcia lub zaniechania interwencji prasowej podlega karze pozbawienia wolności do lat 3″. Dodatkowo odpowie on za zakłócenie porządku imprezy masowej.

“Wszelkie akty agresji fizycznej wobec dziennikarzy wykonujących swoje obowiązki zawodowe muszą spotkać się z właściwą reakcją organów ścigania, a także z potępieniem opinii publicznej” – pisze Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.”Wszelkie akty agresji fizycznej wobec dziennikarzy wykonujących swoje obowiązki zawodowe muszą spotkać się z właściwą reakcją organów ścigania, a także z potępieniem opinii publicznej” – pisze Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.

“Wszelkie akty agresji fizycznej wobec dziennikarzy wykonujących swoje obowiązki zawodowe muszą spotkać się z właściwą reakcją organów ścigania, a także z potępieniem opinii publicznej” – pisze Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.

Całość: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/krrit-organy-scigania-powinny-reagowac-na-agresje-wobec-dziennikarzy/q48zc

12-08-2013, 20:29

Jacek Rakowiecki odpowiada Kolonce: jego apele to nadużycie  »

(RZ), Onet.pl
Grzegorz Krawczyk
12-08-2013

Rzecznik TVP Jacek Rakowiecki zareagował na apel Mariusza Maxa Kolonki, który wezwał do likwidacji TVP Polonia. – Apele pana Kolonki, w których kreuje się na “licencjonowanego” przedstawiciela Polonii z całego świata, są nadużyciem – mówi Onetowi Rakowiecki. Oskarża też dziennikarza, że ten chce przejąć ministerialne dotacje i wymusić na TVP płacenie mu za jego pomysł na telewizję.

Jacek Rakowiecki

Stanowisko rzecznika TVP to odpowiedź na zapowiedzi byłego dziennikarza tej stacji – Mariusza Maxa Kolonki. W swoim programie emitowanym w serwisie Youtube wezwał do likwidacji TVP Polonia, a szczegóły swojego pomysłu zdradził w rozmowie z Onetem.

Max Kolonko twierdzi, że amerykańska Polonia nie chce i nie może oglądać tego kanału, bo TVP blisko 20 lat temu podpisała niekorzystną umowę i jest jedynie dostarczycielem treści dla zewnętrznej firmy działającej na amerykańskim rynku. Kolejną przyczyną, jak podaje dziennikarz, jest słaba oferta programowa, jaką kanał serwuje telewidzom.

Co w zamian za to? Max Kolonko proponuje, by przenieść kanał do internetu. Chce też, aby jego produkcją zajęli się Polacy mieszkający za granicami kraju. – Stwórzmy nową telewizję. Powinna być robiona dla Polonii i przez Polonię, dystrybuowana za darmo na YouTube – wyjaśniał w rozmowie z Onetem.

Pomysł Maxa Kolonki w ostrych słowach komentuje rzecznik TVP Jacek Rakowiecki. – Apele pana Kolonki, w których kreuje się on na “licencjonowanego” przedstawiciela Polonii z całego świata, są nadużyciem – mówi nam. – Nie kwestionuję popularności jego programu na Youtube, ale to zdecydowanie za mało, aby oświadczać, że mówi się “w imieniu Polonii” – dodaje.

Rakowiecki wskazuje też na drugi aspekt całej sprawy. – Pan Kolonko chce wykorzystać niezawinione przez obecny zarząd TVP kłopoty z emisją TVP Polonia w USA, skupić na tej stacji niechęć i wystąpić w roli jedynego zbawcy polonijnego widza. A tak naprawdę – z czym się specjalnie nie kryje – przejąć ministerialne dotacje, wymusić na TVP płacenie mu za jego pomysł na telewizję i zmonopolizować w tej sposób ten fragment rynku mediów – twierdzi rzecznik TVP.

Jak dodaje, władze TVP Polonia pozostają w stałym kontakcie z publicznością polonijną. – W ostatnim czasie dyrektor TVP Polonia Łukasz Kardas – jak w każde wakacje – spotyka się z licznymi organizacjami polonijnymi, które w lipcu i sierpniu mają w ojczyźnie swoje spotkania, zloty, festiwale i konferencje. Czytamy też, odpisujemy i reagujemy na liczne maila od widzów polonijnych – tłumaczy.

Kontrowersje, na co wskazuje również Max Kolonko, od lat budzi umowa podpisana przez TVP z firmą Spanski Enterpises Inc. Zgodnie z nią wyłącznym dystrybutorem sygnału TVP Polonia w Stanach Zjednoczonych jest właśnie SEI, a TVP jest jedynie dostarczycielem treści. Rzecznik TVP tłumaczy, że obecny zarząd dostał ją “w spadku” po poprzednikach. Ostatni aneks podpisano za czasów prezesa Piotra Farfała – słyszymy.

- TVP ma obecnie przed sądem w USA proces o ich unieważnienie, ale to niestety sprawa długa, bardzo skomplikowana i bardzo droga – mówi nam Rakowiecki. Jak dodaje, zerwanie umowy nie jest możliwe – oznaczałoby to nieporównywanie większe koszty i niemożność emisji programów w Ameryce Północnej.

Choć rzecznik TVP nie zgadza się z zarzutami Maxa Kolonki, potwierdza, że z TVP Polonia nie jest wszystko w porządku. – W sytuacji tragicznie niskiego wpływu z abonamentu (…), TVP nie ma wystarczających środków na emisję programu w najwyższej jakości i w większej części premierowego. Dotacja z MSZ (stanowiąca niespełna czwartą część całego budżetu TVP  Polonia) to, jak na koszty telewizyjne, niesłychanie mało – tłumaczy.

-  Za 8 mln zł w przeciętnej europejskiej stacji TV produkuje się jeden lub najwyżej kilka odcinków jednego serialu, a my za tyle musimy wyprodukować całodobowy program satelitarny przez cały kwartał! – kończy Rakowiecki.

Kanał TVP Polonia rozpoczął regularną emisję w 1993 roku. Jego ramówka wykorzystuje w głównej mierze materiały produkowane przez TVP, w tym seriale i programy przeznaczone dla Polaków mieszkających poza granicami kraju. Od niedawna cyfrowy sygnał jest dostępny również drogą naziemną w Polsce.

TVP Polonia odbierają, oprócz mieszkańców Ameryki Północnej i Południowej oraz Afryki, Polacy mieszkający na wschód od naszego kraju – na Litwie, Łotwie, w Estonii, Białorusi i Ukrainie. W Rosji TVP Polonia jest dostępna w co najmniej kilkudziesięciu sieciach kablowych.

Co warte odnotowania, na początku roku MSZ zdecydował o blisko sześciokrotnym zmniejszeniu dotacji na TVP Polonia. Resort, jako główne powody ograniczenia dotacji, wymienia niewywiązanie się z zobowiązań przez Telewizję Publiczną. Chodzi między innymi o dostępność programu dla odbiorców za granicą, a także ofertę programową TVP Polonia.

Główny problem dotyczy dostępności kanału w USA. Tamtejsza Polonia, żeby oglądać ten kanał musi korzystać z oferty telewizji kablowej (to koszt około 25-30 dolarów miesięcznie) lub w internecie (w systemie “Video on Demand”, do którego dostęp kosztuje niecałe siedem dolarów miesięcznie).

Całość: http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/jacek-rakowiecki-odpowiada-kolonce-jego-apele-to-naduzycie/tz12c