Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

02-11-2013, 15:49

ZADUSZKI Łukasz Wyrzykowski: Wolał szukać w ludziach dobra niż zła; sukcesów, a nie porażek  »

Dziennik Zachodni
Teresa Semik
02-11-2013

Łukasz Wyrzykowski

Łukasza poznałam podczas Tygodnia Kultury Beskidzkiej. On przygotowywał relacje z koncertów dla “Dziennika Zachodniego”, a ja, wakacyjnie, pilotowałam festiwalowe zespoły. Nie byłam jeszcze pewna, czy chcę być prokuratorem, czy może dziennikarką… Łukasz wyjął swoją legitymację prasową i powiedział: – Żaden problem ją zdobyć. Trudniej zachować na dłużej.

Kiedy miesiąc później zobaczył mnie w redakcyjnym pokoju, uśmiechnął się życzliwie i podpowiedział, jak się znaleźć w nowym miejscu. Wiedziałam, że można na niego liczyć. Bezinteresowna życzliwość, taka zwyczajna, a nie na pokaz, była jego cnotą.

W “Dzienniku Zachodnim” przepracował kilkanaście lat. Był zawsze od wielkich tematów historycznych i kulturalnych, długich rozmów z wszystkimi ważnymi ludźmi.

Był od zadań niewykonalnych, gdy nie było telefonów komórkowych, internetu. Potrafił znaleźć rozmówcę pod ziemią i skutecznie zachęcić do rozmowy.

Do tego miał łatwość pisania, co w gazecie codziennej jest cechą do pozazdroszczenia. Chłostał rzadko. Wolał szukać w ludziach dobra, a nie zła, sukcesów, a nie porażek. Jak ognia w tamtych czasach unikał polityki.

Pióro miał dobre, ale czasem potykał się o własną niefrasobliwość, ponosiła go fantazja. Porażkę potrafił obrócić w żart. Był przecież od spraw wielkich, a nie od drobiazgów.

Podziwiałam jego spokój i opanowanie, choć w tej pogoni za informacjami i informatorami jest często trudno trzymać nerwy na wodzy. On rzadko się denerwował. Bo od wszelkiej pracy zawodowej i działalności społecznej ważniejsza była dla niego żona Ewa i syn Mikołaj.

Łukasz Wyrzykowski (1948-2013), absolwent historii Uniwersytetu Śląskiego, dziennikarz, autor książki “Długość cienia” o Siemianowicach Śląskich, społecznik – współpracował z Fundacją Kropla Życia im. Agaty Mróz-Olszewskiej. Pracował w biurze posłanki Barbary Blidy oraz senatora Bogusława Mąsiora.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/1032311,zaduszki-lukasz-wyrzykowski-wolal-szukac-w-ludziach-dobra-niz-zla-sukcesow-a-nie-porazek,id,t.html

02-11-2013, 12:53

Wydawca “Trybuny” wini dziennikarzy, że nie dostali pieniędzy  »

Press
MW
02-11-2013

Dziennik Trybuna

Jarosław Podolski, pełnomocnik Edusatu, wydawcy “Dziennika Trybuna”, winę za opóźnienia wypłat honorariów zrzuca na dziennikarzy. Twierdzi, że nie dostarczali oni na czas potrzebnych do wypłaty dodatkowych dokumentów. Dziennikarze odpowiadają, że o dodatkowych dokumentach nic nie wiedzieli.

Honorariów za teksty publikowane w “Trybunie” przez kilka miesięcy nie otrzymało kilkunastu autorów zewnętrznych. Kilku z nich zrezygnowało z pisania do tego dziennika. Współpracę z gazetą zerwał m.in. Piotr Gadzinowski.

Zdaniem wydawnictwa konflikt z nim został już zażegnany. – Piotr Gadzinowski zapewnił mnie, że od przyszłego tygodnia znów będzie prowadził w “Dzienniku Trybuna” rubrykę “Flaczki tygodnia” i zamieszczał komentarze – informuje pełnomocnik wydawnictwa Edusat Jarosław Podolski.
- Mój powrót do “Trybuny” zależy od tego, czy wydawca wypłaci mi zaległe honoraria – mówi Gadzinowski, który pisał do dziennika od maja br. Na pieniądze czeka do najbliższego poniedziałku.

- Wszystkie zatory płatnicze były spowodowane tym, że dziennikarze nie złożyli w terminie potrzebnych dokumentów – tłumaczy Podolski.

Gadzinowski mówi jednak, że o konieczności dostarczania wydawcy rachunków i oświadczeń, iż zrzeka się na rzecz wydawcy praw autorskich do tekstów, dowiedział się dopiero niedawno. – Nikt mnie o tym nie poinformował. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z koniecznością dostarczania tylu dokumentów. Cała ta papierologia służy temu, by nie wypłacać ludziom pieniędzy – uważa Gadzinowski.

Aleksandra Bełdowicz, która współpracowała z “Trybuną”, też nie wiedziała, że powinna złożyć dodatkowe dokumenty. – O takim wymogu nie wiedzieli nawet redaktorzy. Stosowny druk z wydawnictwa potrzebny do przelewu za czerwiec dostałam dopiero 30 lipca, a pieniądze w połowie sierpnia. Honorarium za lipiec przyszło dopiero w połowie września – opowiada Bełdowicz.

Bartłomiej Cacko złożył w sądzie pozew przeciwko wydawcy z powodu niewypłacenia honorariów za sześć tekstów opublikowanych w maju, czerwcu i sierpniu. Pomimo próśb nie dostał też ich wyceny od wydawcy. Sam je wycenił na ok. 900 zł. Wymagane dokumenty złożył pod koniec sierpnia br. Wczoraj otrzymał 214 zł. – To rażąco niska kwota. Jeden z redaktorów “Trybuny” powiedział mi, że za trzy moje pierwsze teksty powinienem dostać co najmniej 400 złotych. Pozostałe wymagały ode mnie więcej pracy, więc wyceniłem je na 500 złotych. Nie ustąpię. Wycenę moich tekstów sąd pewnie zleci biegłemu – mówi Cacko.

Jarosław Podolski zaprzecza, że Edusat nie ma pieniędzy na finansowanie “Trybuny”: – Autorzy, którzy mają do nas pretensje o honoraria, to nie dziennikarze, a osoby, które piszą gdzie popadnie i nie dotrzymują terminów oddania tekstów. Nie zrezygnujemy z autorów zewnętrznych, chcemy jednak, żeby byli to stali i rzetelni współpracownicy – mówi Podolski. Zapewnia, że zaległe honoraria zostaną wypłacone do końca października.
- Sądzę, że dziennikarze będą występować z kolejnymi pozwami. Media nie mogą się opierać na zaciągu wolontariuszy, lecz na pracy zawodowców – uważa Piotr Gadzinowski.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/43284,Wydawca-Trybuny-wini-dziennikarzy_-ze-nie-dostali-pieniedzy

31-10-2013, 13:02

Stypendia dziennikarskie. Konkurs Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej  »

Magdalena Przedmojska
31-10-2013

Celem konkursu jest wsparcie dziennikarzy, których praca przyczynia się do podnoszenia jakości relacji polsko-niemieckich, a także otwiera Polaków i Niemców na nowe wyzwania europejskie.

Zaproszenie kierujemy do dziennikarzy z Polski i Niemiec, którzy przygotowują artykuły lub reportaże (prasowe, radiowe, telewizyjne), fotoreportaże bądź publikacje internetowe (np. blogi dziennikarskie), a także książki dotyczące:

- funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego w Europie;

- codzienności współpracy w obszarach przygranicznych;

- ekologii, także w kontekście europejskiej polityki energetycznej

Dofinansowanie może pokryć koszty kwerendy do artykułu lub reportażu (prasowego, radiowego, telewizyjnego), fotoreportażu, bądź publikacji internetowej, a także książki – w Polsce, Niemczech lub w krajach sąsiednich.
O stypendium mogą ubiegać się dziennikarze (z dorobkiem zawodowym) mieszkający na stałe w Niemczech lub w Polsce.  Stypendium wynosi maksymalnie 3.000 €  (jego wysokość zależy od charakteru kwerendy).
Wniosek o przyznanie stypendium powinien zawierać:

- CV oraz jedną reprezentatywną publikację;

- koncepcję planowanej pracy (maks. 4000 znaków);

- plan realizacji kwerendy (maks. 2000 znaków);

- plan kosztów 

Wniosek może być sporządzony w języku polskim lub niemieckim.

Prosimy o przesyłanie wniosków wyłącznie w formie elektronicznej do 31 grudnia 2013 r. na adres: journalisten@sdpz.org. O rozstrzygnięciu konkursu poinformujemy  do 10 lutego 2014 r.

Informacji o stypendiach udziela Joanna Czudec:
tel. + 49 30 240 47 85 12, E-mail: journalisten@sdpz.org

Całość: komunikat@fwpn.org.pl

31-10-2013, 10:31

TVP do Gmyza: przy zniczach w Smoleńsku była ekipa Karnowskiego, a nie Kraśki  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
31-10-2013
Rzecznik TVP prostuje informacje podane przez Cezarego Gmyza – o tym, że ekipa “Wiadomości” 10 kwietnia 2010 ustawiała w Smoleńsku znicze na miejscu katastrofy. TVP podkreśla, że redakcją “Wiadomości” kierował wtedy nie Piotr Kraśko, tylko Jacek Karnowski. Gmyz ripostuje, że na miejscu katastrofy był ten pierwszy.

Cezary Gmyz

W nowym numerze “Do Rzeczy” Cezary Gmyz w artykule “Smoleńskie manipulacje” cytuje wypowiedź Wiktora Batera w rozmowie z Teresą Torańską, która znalazła się w opublikowanej niedawno książce “Smoleńsk”. Bater był w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku jako korespondent Polsat News (wcześniej był korespondentem TVP).

- Wieczorem telewizyjne “Wiadomości” odstawiły spektakl światło-dźwięk, zapalając pod murem lotniska setki zniczy wykupionych  przez kilkudziesięcioosobową ekipę TVP w całym Smoleńsku i okolicach. Że to niby światełka zapalone przez współczujących mieszkańców miasta. To było żenujące. A ludzie rzeczywiście przychodzili na miejsce katastrofy, tylko tam, gdzie my staliśmy, nie mieli wstępu. I zniczy nie palili, bo te wykupiła wcześniej ekipa Piotra Kraśki - stwierdził Bater cytowany w tekście Gmyza. Dziennikarz “Do Rzeczy” dodał, że to “wstrząsające szczegóły” świadczące o tym, że Kraśko “w jednej z relacji dokonał manipulacji mającej świadczyć na korzyść Rosjan”. – Opis polskiego dziennikarza z TVP zachowującego się na miejscu katastrofy jak funkcjonariusz sowieckiego agitpropu jest szokujący - podsumował Gmyz.

Rzecznik prasowy Telewizji Polskiej Jacek Rakowiecki w komunikacie przesłanym portalowi Wirtualnemedia.pl informuje, że Cezary Gmyz pytania o komentarz do tej relacji przesłał mailowo TVP dopiero w sobotnie popołudnie, podczas gdy w poniedziałek artykuł został już opublikowany w “Do Rzeczy”. W poniedziałek Gmyz otrzymał wyjaśnienie rzecznika TVP, jednak mimo wyraźnego żądania nie zmienił nic we fragmencie tekstu zamieszczonym w serwisie internetowym tygodnika

- Rzeczywiście obok miejsca skąd nadawała ekipa TVP płonęły znicze – konkretnie (bo dziennikarze je przeliczyli!) było ich 96. Faktycznie, część z nich, jak wspominają świadkowie, kupili i zapalili ludzie z ekipy TVP, ale liczba 96 ta raczej nie uprawnia do stwierdzenia o „ogołoceniu miasta ze zniczy”… - informuje w komunikacie Jacek Rakowiecki. – W dodatku  “Wiadomości” nadawane były z miejsca ogólnodostępnego, gdzie dotrzeć mógł każdy mieszkaniec Smoleńska. Setki świadków widziały mieszkańców Smoleńska składających kwiaty i palących znicze w miejscach jakkolwiek związanych z katastrofą. By okazać Polakom współczucie, nawet Ford Mondeo jednej z ekip TVP (oznakowany naszym logo) dosłownie cały obłożony był kwiatami - dodaje.

Rzecznik TVP zaznacza, że nieuprawnione są stwierdzenia o “ekipie Kraśki”, ponieważ dziennikarz ten, mimo że był 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku, nie był wtedy szefem, wydawcą ani reporterem “Wiadomości”. Natomiast redakcją “Wiadomości” kierował wtedy Jacek Karnowski, obecnie redaktor naczelny tygodnika “W sieci”.

Według Jacka Rakowieckiego Cezary Gmyz “nie tylko nie zweryfikował słów Batera zniesławiających pracowników TVP, ale dodał jeszcze do nich własne inwektywy”. – Ze smutkiem stwierdzam, że takie zachowanie jest głęboko nieprofesjonalne i nieetyczne, a słowa o zachowywaniu się „jak funkcjonariusz sowieckiego agitpropu” Cezary Gmyz może dedykować sobie samemu - ocenia rzecznik TVP.

Co na to Cezary Gmyz? – Nie wierzę, by tak doświadczony choć były już dziennikarz, jakim jest Jacek Rakowiecki, nie dostrzegł, że swoje pretensje kieruje pod niewłaściwym adresem. Zarzut wobec Piotra Kraśki o uprawianie “kreatywnego” dziennikarstwa sformułował Wiktor Bater w autoryzowanym wywiadzie udzielonym Teresie Torańskiej do książki “Smoleńsk”. Zacytowałem ten fragment w swoim tekście i opatrzyłem jednozdaniowym komentarzem - mówi Gmyz portalowi Wirtualnemedia.pl. Dziennikarz dodaje, że rzecznik TVP usiłował na nim wymóc natychmiastową publikację jego stanowiska, nie zaważając na to, że “Do Rzeczy” jest tygodnikiem. Jednocześnie Rakowiecki odmówił przekazania kontaktu do Piotra Kraśki. – Mimo nalegań nie uzyskałem też jednoznacznej odpowiedzi, czy sprawą zajmie się Komisja Etyki TVP, a jest dla mnie rzeczą oczywistą, że jest to sprawa, która wymaga zbadania przez ten organ - mówi Gmyz.

Dziennikarz podkreśla, że kontaktował się z wydawcą książki Torańskiej, Pawłem Szwedem z oficyny Wielka Litera. – Choć książka w której wobec Kraśki sformułowano najcięższy zarzut, jest na rynku drugi tydzień, ani ze strony TVP ani od samego dziennikarza nie wpłynęło żadne żądanie sprostowania - zauważa Gmyz. Dodaje też, że Bater w swojej wypowiedzi odpowiedzialnością za kreowanie informacji obarczył Kraśkę. nie zaś Jacka Karnowskiego, którego nie było wówczas w Smoleńsku. – I to Kraśko powinien w tej sprawie zabrać głos, a nie chować się za rzecznikiem TVP - mówi Cezary Gmyz.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tvp-do-gmyza-przy-zniczach-w-smolensku-byla-ekipa-karnowskiego-a-nie-kraski

31-10-2013, 09:54

Marcin Suder uwolnił się z rąk syryjskich porywaczy!  »

Porwany w lipcu w Syrii polski fotoreporter Marcin Suder od wtorku jest już w Polsce. Kilkakrotnie próbował ucieczki i w końcu sam uciekł z niewoli. Jest zdrowy.

Marcin Suder

Dziś rano na Twitterze minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski poinformował, że Suder jest już w kraju. MSZ przyznaje jednak, że fotoreporter sam uwolnił się z rąk porywaczy i nawiązał kontakt z polskimi służbami. Dyplomaci pomogli mu zorganizować powrót do Polski. Do kraju wrócił we wtorek. – Jak go zobaczyłam pierwszy raz po powrocie był już umyty i ogolony. Wyglądał jakby dopiero wczoraj wyjechał i właśnie wrócił – mówi mama fotoreportera Krystyna Jarosz.

Jak się dowiedzieliśmy od jego rodziny jest zdrowy. Ponieważ był skuty ma poranione ręce i nogi. Kilkakrotnie próbował uciec dlatego był krępowany łańcuchem. Przetrzymywano go w piwnicy. Na początku bez jedzenia.

34-letni Marcin Suder, został porwany 24 lipca br. przez islamskich bojowników na północnym zachodzie Syrii w kontrolowanej przez rebeliantów miejscowości Sarakib. Suder został porwany z biura prasowego opozycji. To doświadczony fotoreporter wojenny. Współpracuje ze studiem Melon. W MSZ powstał specjalny zespół, który zajmował się uwolnieniem Sudera.

Jak podaje organizacja Reporterzy bez Granic Syria jest obecnie najniebezpieczniejszym miejscem dla pracy dziennikarzy.

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/5272

31-10-2013, 08:46

Nominacje do Nagrody im. Andrzeja Woyciechowskiego  »

Press
RUT
31-10-2013

11 osób zostało nominowanych w tegorocznej edycji Nagrody Radia Zet im. Andrzeja Woyciechowskiego. Laureata nagrody poznamy 20 listopada.

Nominacje otrzymali: Edwin Bendyk (“Polityka”), Artur Domosławski (“Polityka”), Witold Gadomski (“Gazeta Wyborcza”), Robert Krasowski (za publikacje w “Polityce”), Vadim Makarenko (“Gazeta Wyborcza”), Wacław Radziwinowicz (“Gazeta Wyborcza”), Paweł Reszka (“Tygodnik Powszechny”), Mariusz Szczygieł (“Gazeta Wyborcza”), Przemysław Talkowski (Polsat), Bronisław Wildstein (Telewizja Republika), o. Ludwik Wiśniewski OP (za tekst opublikowany w “Tygodniku Powszechnym”).

Nagroda Radia Zet im. Andrzeja Woyciechowskiego jest przyznawana od 2005 roku. Członkowie kapituły (szefowie polskich mediów) wyróżniają autorów materiałów dziennikarskich, które łamią stereotypy i wpływają na świadomość Polaków. W tegorocznej edycji brano pod uwagę publikacje z okresu 1 września ub.r. – 31 sierpnia br.

Zwycięzcę oraz dwójkę wyróżnionych poznamy podczas gali w warszawskiej Zachęcie 20 listopada br. W ub.r. laureatem Nagrody im. Andrzeja Woyciechowskiego został Wawrzyniec Smoczyński z tygodnika “Polityka”.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/43278,Nominacje-do-Nagrody-im_-Andrzeja-Woyciechowskiego