Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

07-11-2013, 04:35

Andrzej Urbański naczelnym “Uważam Rze Historia”. “Z miłości do historii”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
07-11-2013

Andrzej Urbański, były prezes Telewizji Polskiej, został nowym redaktorem naczelnym miesięcznika historycznego “Uważam Rze Historia” (Uważam Rze).

- Zdecydowałem na przyjęcie tej funkcji z miłości do historii – mówi Wirtualnemedia.pl Andrzej Urbański, który od grudnia ub.r. jest felietonistą tygodnika “Uważam Rze”.

Andrzej Urbański

Nowy naczelny zapowiada, że miesięcznik pod jego kierownictwem skupi się na opisywaniu historii XX wieku. – Znaczenie tego okresu dla żyjących jest przeogromne – mówi nam Urbański. “Uważam Rze Historia” prezentować będzie też bardziej problematycznie i syntetycznie spojrzenie na rocznice, które są w Polsce obchodzone. Urbański zapowiada, że na łamach pisma pojawią się nowi autorzy, ale na razie nie ujawnia, kto to będzie.

“Uważam Rze Historia” ukazuje się od kwietnia 2012 roku. Zostało założone na fali sukcesu tygodnika “Uważam Rze”, kierowanego wówczas przez Pawła Lisickiego. Redakcji miesięcznika historycznego szefował na początku Piotr Zychowicz. Po odwołaniu Pawła Lisickiego również Zychowicz odszedł z tytułu (obecnie kieruje pismem “Historia Do Rzeczy”). W lutym br. pełniącym obowiązki naczelnego “URze Historia” został Jacek Borkowicz.

Do końca września br. wydawcą tego tytułu była spółka Gremi Media, a obecnie wydaje go firma Uważam Rze, mająca swoją siedzibę w Raszynie. Poza redakcjami “Uważam Rze” i “Uważam Rze Historia” przeniesiono do niej pracowników, którzy wcześniej pracowali m.in. w zespole “Rzeczpospolitej”.

Obecnie na rynku trwa boom na magazyny historyczne. W tym roku zadebiutowały już dwa miesięczniki o tej tematyce – “Historia Do Rzeczy” (Orle Pióro) i “W Sieci Historii” (Fratria), a także testowy numer pisma “Świat Wiedzy Historia”. Kolejny magazyn historyczny pod tytułem “Nasza Historia” (Polskapresse) trafił dziś na rynek.

- To pokazuje, że po latach jakiejś niechęci do historii czy braku rozpoznania potrzeb, teraz to się zmienia – mówi Urbański.

Andrzej Urbański był prezesem TVP w latach 2007-2008. Podczas swojej kadencji uruchomił kanał tematyczny TVP Historia i wprowadził na antenę Dwójki serial historyczny „Czas honoru” nadawany do dziś. Wcześniej był szefem kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W przeszłości był redaktorem naczelnym “Expressu Wieczornego”, “Życia Warszawy”, “Czasu Polskiego”, a także kierownikiem działu politycznego w “Tygodniku Solidarność”.

Z danych ZKDP wynika, że sprzedaż ogółem „Uważam Rze Historia” w lipcu br. wyniosła 24 137 egz. o 75,32 proc. mniej niż rok wcześniej.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/andrzej-urbanski-naczelnym-uwazam-rze-historia-z-milosci-do-historii

06-11-2013, 12:22

VII edycja konkursu dla dziennikarzy “Ludzka twarz Europejskiego Funduszu Społecznego”  »

Punkt Informacji Europejskiej, Europe Direct - Śląsk
Joanna Zembok
06-11-2013

Górnośląska Agencja Promocji Przedsiębiorczości S.A. zaprasza na VII edycję konkursu dla dziennikarzy “Ludzka twarz Europejskiego Funduszu Społecznego”.  Celem konkursu jest promocja efektów projektów nadzorowanych przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki 2007-2013 (PO KL) i przybliżenie ludziom wsparcia z EFS.

Do konkursu przyjmowane będą prace, które spełniają kryteria gatunkowe dziennikarskiej formy reportażu.

Laureaci konkursu, wyłonieni decyzją Jury, otrzymają nagrody pieniężne i statuetki “Dziennikarz przyjazny EFS”, a także wezmą udział w wizycie studyjnej w jednej z instytucji Wspólnot Europejskich organizowanej przez Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce.

Nagrody będą przyznawane w trzech kategoriach: PIÓRO (artykuły prasowe/publikacje internetowe), MIKROFON (audycje radiowe) i EKRAN (nagrania audiowizualne).

Zgłoszenia prac konkursowych będą przyjmowane do 31 grudnia 2013 r.

Nagrody pieniężne:

Kategoria Pióro – dla dziennikarzy prasowych:
I miejsce: 6 000 zł brutto
II miejsce: 4 000 zł brutto
III miejsce: 3 000 zł brutto
nagroda internautów: 1 000 zł brutto

Kategoria Mikrofon – dla dziennikarzy radiowych:
I miejsce: 6 000 zł brutto
II miejsce: 4 000 zł brutto
III miejsce: 3 000 zł brutto
nagroda internautów: 1 000 zł brutto

Kategoria Ekran – dla dziennikarzy telewizyjnych:
I miejsce: 6 000 zł brutto
II miejsce: 4 000 zł brutto
III miejsce: 3 000 zł brutto
nagroda internautów: 1 000 zł brutto

Organizator przeprowadzi również głosowanie internetowe, w którym wezmą udział wszystkie zgłoszone prace, które zostaną zaakceptowane pod względem formalnym. Głosowanie zostanie przeprowadzone na stronie internetowej konkursu w terminie od 15 stycznia do 15 lutego 2014 r. Autorom prac, które otrzymają największą liczbę głosów w każdej z kategorii, zostanie przyznana nagroda pieniężna.

Szczegółowe informacje dotyczące konkursu znajdą Państwo na stronie: www.ludzkatwarzefs.pl

Konkurs jest współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.

Joanna Zembok
Punkt Informacji Europejskiej
Europe Direct – Śląsk

Górnośląska Agencja Promocji Przedsiębiorczości S.A.
ul. Astrów 10
40-045 Katowice
tel. +48 32 730 49 49
faks +48 32 251 58 31
email: europedirect-slask@gapp.pl

Masz pytanie na temat Unii Europejskiej?
00 800 6 7 8 9 10 11
ec.europa.eu/europedirect

Całość: www.ludzkatwarzefs.pl

06-11-2013, 11:32

Mniej kandydatów do rad nadzorczych TVP i Polskiego Radia  »

Press
RUT
06-11-2013
Uczelnie zgłosiły Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji kandydatów do rad nadzorczych mediów publicznych: 38 osób do rady nadzorczej Telewizji Polskiej, 23 do rady Polskiego Radia i od kilku do kilkunastu osób do każdej z 17 rozgłośni regionalnych.

Kandydatów do rad TVP i Polskiego Radia jest mniej niż w poprzednim konkursie, który się odbył w 2010 roku (odpowiednio o 17 osób i 23 osoby). KRRiT zajmie się teraz oceną zgłoszeń od strony formalnej, po czym ogłosi listy kandydatów, co – jak zapewnia rzecznik prasowy KRRiT Katarzyna Twardowska – nastąpi “w najbliższym czasie”.

Trwające obecnie trzyletnie kadencje rad nadzorczych w 19 spółkach mediów publicznych zakończą się między 25 stycznia a 20 kwietnia 2014 roku.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/43316,Mniej-kandydatow-do-rad-nadzorczych-TVP-i-Polskiego-Radia

04-11-2013, 11:59

Media Regionalne już w rękach Polskapresse  »

Press
MW
04-11-2013

Polskapresse kupiła w ostatni czwartek spółkę Media Regionalne od brytyjskiego funduszu Mecom. Finalizacja transakcji była oczekiwana od wiosny br.

“Zakup Mediów Regionalnych jest dla Polskapresse najważniejszym wydarzeniem w historii firmy. Jesteśmy dumni, że będziemy mogli razem pracować i wspólnie tworzyć przyszłość jednej z największych grup medialnych w Polsce” – poinformował w komunikacie prasowym zarząd Polskapresse.

Finalizacja transakcji zakupu przez Polskapresse 100 proc. udziałów w spółce Media Regionalne była możliwa dzięki temu, że zgodził się na niego – pod koniec października – Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jednak pod jednym warunkiem: sprzedaży w ciągu roku wychodzącego w Lublinie “Dziennika Wschodniego” i jego domen. Lubelskie to jedyny obszar w Polsce, w którym oba wydawnictwa ze sobą konkurowały (Media Regionalne wydawały “Dziennik Wschodni”, a do Polskapresse należy “Polska Kurier Lubelski”). W wyniku transakcji Polskapresse staje się wydawcą 19 dzienników regionalnych.

Magdalena Chudzikiewicz, rzecznik prasowy Polskapresse, nie odpowiedziała na nasze pytania dotyczące ewentualnych zmian w zarządach obu koncernów po finalizacji przejęcia Mediów Regionalnych.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/43293,Media-Regionalne-juz-w-rekach-Polskapresse

03-11-2013, 08:11

Ziemiec: Nie wstydzę się płakać  »

Dziennik Zachodni
Katarzyna Spyrka
03-11-2013

“Niepokonani” – to tytuł nowej książki Krzysztofa Ziemca. Znalazło się w niej 12 rozmów z osobami, które przeżyły wielkie tragedie, m.in. z Moniką Kuszyńską czy Ewą Błaszczyk. Z dziennikarzem rozmawia Katarzyna Spyrka.

Niedawno odbyła się premiera pana nowej książki “Niepokonani”. Powiedział pan, że ta książka jest ludziom potrzebna. Skąd to przekonanie?

Do tej pory miałem program, w którym prowadzę rozmowy z ludźmi mającymi za sobą ciężkie przeżycia, ale nawet jeśli to będzie bardzo dobry program, to pozostaną po nim jakieś wspomnienia, które ulegną szybkiemu zatarciu. Książka za to jest czymś niezwykłym, ponadczasowym, i to dosłownie.
Można ją postawić na półce, zapomnieć, a po jakimś czasie znowu po nią sięgnąć. A być może wezmą ją do ręki kiedyś nasze dzieci i powiedzą: “Kurczę, jakie fajne przykłady, że można żyć inaczej, godnie”. Poza tym miałem wewnętrzne, niemal stuprocentowe przekonanie, że ta książka jest ludziom potrzebna, o czym zdążyłem się już przekonać podczas spotkań autorskich.

To nie jest zwykła książka…

Tego typu książki, które są świadectwem walki innych osób z cierpieniem, w dodatku, gdy są to osoby znane, dają do myślenia. Ludziom się wydaje, że tym znanym to żyje się tylko dobrze, bo są znani, lubiani i wszystko mają, a okazuje się, że po pierwsze, wcale tak nie jest, po drugie, mają swoje problemy, a po trzecie, potrafią sobie z nimi radzić. A skoro tym, których cenimy, to się udało, to dlaczego nie nam? Traktowałem tę książkę jako przewodnik po życiu dla tych, którzy być może poszukują wzoru. Przykłady tych dwunastu osób chyba trafią do każdego.

Po tę książkę sięgają jednak nie tylko ci, którzy przeżyli jakąś osobistą tragedię, ale też zwykli ludzie, bo sama przyznaję, że lektura wywiadów potrafi zmienić nastawienie do życia.

To tym bardziej cieszy. Wszyscy doskonale wiemy, że w dzisiejszym świecie mediów najlepiej sprzedaje się plotka. Najlepiej, żeby to była plotka dotycząca osób znanych i najlepiej, gdyby ta plotka ociekała krwią, seksem i różnymi takimi rzeczami, o których ludzie kiedyś nie mówili, bo to było wstydliwe, a dziś o oberwaniu ręki czy nogi opowiada się w mediach. W mojej książce nie ma plotki, jest szczera rozmowa dwóch osób, oparta na prawdziwych losach i zmaganiach. Dobrze byłoby, gdyby sięgnęli po nią też ludzie młodzi i zobaczyli, że to, że dzisiaj żyje nam się dobrze, nie znaczy, że jutro wszystko się nie zmieni i nie będziemy potrzebować pomocy. Może lektura zmieni nastawienie ludzi, staną się wrażliwsi na cierpienie drugiego człowieka i będą potrafili też wyciągnąć pomocną dłoń.

Rozmawiał pan z ludźmi, którzy mają za sobą naprawdę ciężkie przeżycia. Stracili dzieci, ukochaną osobę, byli na granicy życia, walczyli z nieuleczalną chorobą. Która z tych rozmów była dla pana najtrudniejsza?

Każda z dwunastu rozmów, które zamieściłem w książce, była trudna. Najtrudniejsza była chyba ta z Moniką Kuszyńską, która uległa ciężkiemu wypadkowi samochodowemu, po którym jest sparaliżowana od pasa w dół. To była pierwsza moja tak poważna rozmowa, w dodatku ja jeszcze byłem poturbowany trochę po swoich przejściach (dziennikarz ucierpiał poważnie, ratując swoją rodzinę z płonącego mieszkania – przyp. red.). Rozmowa była też o tyle trudniejsza, że ja jestem mężczyzną, ona – kobietą i wiedziałem, że pewnych intymnych granic w tej rozmowie nie mogę i nie powinienem przekraczać. Ale równie trudna była dla mnie rozmowa z Ewą Błaszczyk, bo była bardzo wzruszająca. Nie wiedziałem, jak daleko mogę się ze swoimi pytaniami posunąć, żeby kogoś nie urazić, a to nasze spotkanie odbywało się u niej w domu, gdzie za ścianą leżała jej córeczka, będąca od kilkunastu lat w śpiączce.

Czytając książkę, miałam wrażenie, że nie było łatwo rozmawiać z aktorem Henrykiem Gołębiewskim..

To był rozmówca, który wyrażał się bardzo skromnie. To znaczy w odpowiedzi na moje pytania, rzucał krótko “tak”, “nie”, “mówiłem już panu”. Słowem – koszmar dla dziennikarza, ale w ten sposób pokazałem tylko, że nie wszyscy tak chętnie mówią o swoich przeżyciach.

W książce wielokrotnie pisze pan, że niektóre rozmowy przywoływały w panu wspomnienia swoich trudnych chwil, z którymi pan się musiał zmierzyć po pożarze…To, o czym pani myśli, nie było dla mnie przeszkodą w prowadzeniu trudnych rozmów, wręcz przeciwnie.

Krzysztof Ziemiec

Cieszę się, że pani o to pyta. Rzeczywiście, było tak, że z myślą napisania książki mierzyłem się od jakiegoś czasu, ale nigdy nie było czasu, sił, myślałem, po co taka książka. Może to jest wyraz jakiegoś mojego dziennikarskiego zarozumialstwa. Śmierć Dawida we wrześniu 2012 roku zmieniła mój sposób myślenia. Pomimo swojej ciężkiej choroby, ten chłopak miał ogromny apetyt na życie, ciągle marzył. Udało nam się spełnić przy pomocy widzów jedno z tych marzeń, o zobaczeniu na żywo meczu Hiszpanów na Euro 2012. Kiedy Dawid umarł, ja akurat prowadziłem “Wiadomości”, miałem na kartce wypisane słowa, którymi chcę go pożegnać, ale nie byłem w stanie ich wypowiedzieć, bo łzy cisnęły mi się do oczu. Powiedziałem tylko “Żegnaj Dawidzie, byłeś dla nas wzorem”. Jego mama w rozmowie, którą wyemitujemy wkrótce na antenie TVP 1, przyznała, że jej 14-letni syn nauczył ją i nas wszystkich, jak nie bać się śmierci i godnie żyć.

Starałem się nie myśleć o tym, co ja przeżywałem, ale było to atutem w nakłanianiu tych moich bohaterów, żeby się ze mną zgodzili spotkać, chcieli porozmawiać i otworzyli się. Oni wiedzieli, że spotykają się z człowiekiem, który sam coś przeżył i otarł się o cierpienie i nie jest to pierwszy z brzegu dziennikarz, który ma zestawione pytania na kartce. Nigdy też nie porównywałem się z moimi bohaterami, bo czymże jest mój wypadek przy tragicznej śmierci córki Eleni (zamordował ją szaleńczo zakochany były chłopak – przyp. red.). Moje przejścia są też bez porównania z kilkunastoma latami zmagań Ewy Błaszczyk, która walczy o wybudzenie swojej córeczki ze śpiączki.

Podczas tych trudnych, wzruszających rozmów nawiązały się jakieś bliższe więzi, przyjaźnie? Utrzymuje pan kontakt z bohaterami swoich rozmów?

Taki kontakt udało mi się nawiązać m.in. z Moniką Kuszyńską, z którą niedawno udało mi się drugi raz spotkać w celach zawodowych. To o tyle ciekawe, że minęły trzy lata od naszej pierwszej rozmowy i teraz każde z nas jest na innym etapie. Monika jest już artystką, która ma kalendarz wypełniony po brzegi. Nie zastanawia się już nad tym, że jest niepełnosprawna, absolutnie jej to nie przeszkadza i idzie do przodu. Wspólne przemyślenia i sposób patrzenia na życie i świat łączą mnie też z Radkiem Pazurą. Sympatyczne więzi udało się też nawiązać z panią Ewą Błaszczyk i Jankiem Melą. Ostatnio nawet dostałem od Janka zaproszenie na film opowiadający o nim, którego premiera była kilka dni temu, także widać, że ten kontakt sprzed kilkunastu miesięcy procentuje.

Utrzymuje pan kontakt z rodziną Dawida Zapiska, który, jak pan przyznał, był inspiracją do napisania tej książki?

Cieszę się, że pani o to pyta. Rzeczywiście, było tak, że z myślą napisania książki mierzyłem się od jakiegoś czasu, ale nigdy nie było czasu, sił, myślałem, po co taka książka. Może to jest wyraz jakiegoś mojego dziennikarskiego zarozumialstwa. Śmierć Dawida we wrześniu 2012 roku zmieniła mój sposób myślenia. Pomimo swojej ciężkiej choroby, ten chłopak miał ogromny apetyt na życie, ciągle marzył. Udało nam się spełnić przy pomocy widzów jedno z tych marzeń, o zobaczeniu na żywo meczu Hiszpanów na Euro 2012. Kiedy Dawid umarł, ja akurat prowadziłem “Wiadomości”, miałem na kartce wypisane słowa, którymi chcę go pożegnać, ale nie byłem w stanie ich wypowiedzieć, bo łzy cisnęły mi się do oczu. Powiedziałem tylko “Żegnaj Dawidzie, byłeś dla nas wzorem”. Jego mama w rozmowie, którą wyemitujemy wkrótce na antenie TVP 1, przyznała, że jej 14-letni syn nauczył ją i nas wszystkich, jak nie bać się śmierci i godnie żyć.

Wspomina pan o wzruszeniu. Wielokrotnie w książce, w komentarzach do rozmowy, pisze pan, że się popłakał. Mężczyzna przyznaje się do łez, w dodatku dziennikarz… Nikt tego panu nie wypominał?

Kiedyś, jeszcze prowadząc program z cyklu “Niepokonani”, kiedy na antenie kilka razy uroniłem łzę, przeczytałem o sobie: “Ziemiec, ty mazgaju, weź się w garść, nie bądź babą”.

Strasznie się tym przejąłem, a potem pomyślałem, jakim trzeba być pustym, bez serca, bez wrażliwości człowiekiem, żeby takie rzeczy mówić. Absolutnie nie wolno się wstydzić łez, bo my dziennikarze jesteśmy ludźmi i tym lepszymi jesteśmy dziennikarzami, im mamy w sobie więcej empatii. Oczywiście, nie zawsze w sytuacjach kryzysowych można popadać w histerię. Dam tu dwa przykłady: śmierć Jana Pawła II i tragedia w Smoleńsku. W jednym i drugim przypadku prowadziłem serwisy informacyjne i choć też głos mi się łamał, walczyłem i powiedziałem, co się wydarzyło. Widzowie wymagają od nas profesjonalizmu, ale w przypadku takich rozmów można sobie na te łzy pozwolić.

W dzień Wszystkich Świętych też nie musimy kryć wzruszenia. O kim pan myśli w tym czasie najbardziej?

Przede wszystkim wspominam mojego tatę, który leży na cmentarzu na Powązkach, gdzie od kilku lat kwestuję. Tam też jest grób mojego kolegi Marcina Pawłowskiego, dziennikarza, z którym pracowałem. Niestety, pokonał go rak.

 

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/1030567,ziemiec-nie-wstydze-sie-plakac,id,t.html

02-11-2013, 18:38

ZADUSZKI Michał Smolorz: Najbardziej lubił to swoje “czcigodny redaktorze”  »

Dziennik Zachodni
Marek Twaróg
02-11-2013

Michał Smolorz

Pamiętam ten dzień, jakby był wczoraj. “Jak to umarł?” – pytałem przez telefon kolegę, który pierwszy dał mi znać. “Spróbuj to sprawdzić, nie jestem pewny, czy dobrze zrozumiałem” – usłyszałem. Koniec rozmowy. Był dość wczesny ranek, w redakcji prawie nikogo. Mógłbym teraz pięknie – jak to się zwykle w takich sytuacjach robi – napisać, że nie wierzyłem, że wydawało mi się to nieprawdopodobne. Ale prawda jest taka, że z jakiegoś powodu byłem prawie pewny, że jest źle. Skoro tak – bałem się. I postanowiłem do prawdy dochodzić opłotkami. Dzwonię na komórkę do Smolorza – nikt nie odbierze, będę krok dalej w domysłach. Robiłem po prostu wszystko, by uniknąć rozmowy z jego synami, od których z pewnością dowiedziałbym się najgorszego.

Dzwonię, jeden sygnał, dwa i jest, ktoś odbiera! Ale to nie Smolorz. To jego syn. Nie musiał właściwie nic mówić, po tonie jego głosu zrozumiałem wszystko. “Tak… ojciec… rano… była reanimacja… nagle…”.

Pamiętam, jak rozdzwoniły nam się telefony już kilka minut po opublikowaniu w internecie informacji o jego śmierci. Natychmiast pojawiły się komentarze pod tekstem. Koledzy z innych mediów wydzwaniali do mnie, bo chcieli znać szczegóły.

Rozczarowywałem ich. “Co mam Wam mówić? Ile trwała reanimacja? Gdzie się przewrócił? Nie wiem, nie żyje, po prostu: nie żyje”. Niezwykle zareagował zespół DZ. “Czy mogę napisać wspomnienie?” – ile razy słyszałem to tamtego ranka. Tego dnia okazało się, jak bardzo ważny był Smolorz dla wielu dziennikarzy DZ. I dla wielu innych z całej Polski. Prawdopodobnie nie mogli się dodzwonić do rodziny redaktora, może nie znali numeru. Dzwonili więc – ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu – do mnie z kondolencjami. “Bo wasz autor, bo go tak dobrze znaliście, bo to, bo tamto.” Gdybyście wiedzieli, kto dzwonił…

“Smolorz” – tak właśnie o nim mówiliśmy w firmie, tak ja o nim mówiłem w rozmowach z innymi. Z szacunku, bo “Smolorz” było takie majestatyczne, jak pieczęć na starym liście, było lakoniczne i oczywiste, pasowało, mówiło wszystko. “Smolorz” znaczyło – rozumiecie – wagę sprawy. Ale w rozmowie z nim wchodziłem w konwencję, którą znakomicie narzucał. “Panie redaktorze”, “Szacowny panie”, “Drogi kolego” i jego ulubione “Czcigodny redaktorze” – tytułowaliśmy się tak z ironicznym uśmieszkiem, bo obaj wiedzieliśmy, jak bardzo staromodne są takie maniery. I jak idiotycznie to brzmi, gdy zaczynała się tak nawet nasza korespondencja mailowa.

Nie wiem, czy wiedział, jak bardzo rozmowy z nim były dla mnie ważne. Mógł uznawać mnie za półgłówka, jednak – chwała Bogu – nie dawał tego po sobie poznać. Z czasem traktował mnie jak ucznia, a potem może jak partnera do rozmowy? Nie wiem. Oby. Plany w każdym razie mieliśmy wielkie i chyba wzajemnie docenialiśmy, że akceptujemy swoje pomysły. Ale czy wiedział, jaką wartość to dla mnie miało? Może nie. Pamiętam jego autentyczne zdziwienie, gdy zapaliłem się do promowania jego “Śląska wymyślonego”. Miałem wrażenie, że ten jeden raz słyszałem w jego głosie niepewność, co do wartości jego twórczości. Że długo nad książką siedział, że może nie jest zwarta kompozycyjnie, że jeden Bardzo Ważny Profesor miał szereg do niej uwag na etapie przewodu doktorskiego. Bo generalnie – trzeba wiedzieć – Smolorz znał swoją wartość. Lubił swoje teksty, nawet tytuły, które wymyślał. Tezy, które stawiał, kokieteryjnie wystawiał co prawda pod publiczny osąd, ale od początku wiedział swoje. Nawet gdy gdzieś przegrywał bitwę na słowa, uciekał w żart, zamieniając cały spór w groteskę.

Był mistrzem publicystyki, bo miał ogromną wiedzę o tym, o czym pisze. Akademicką i teoretyczną także. Jednak chyba najlepsze teksty pisał wtedy, gdy mógł przelać na papier refleksje, które po prostu wynosił z domu. Jeśli pamiętają Państwo jego film “Stanika Cyronia droga do nieba”, to pewnie wiecie, co mam na myśli. On to śląskie powikłanie miał we krwi. W wielu tekstach czuło się, że głównymi bohaterami są – symbolicznie – członkowie jego rodziny, bądź on sam.

Ale był też asem ostrego słowa. Nie wiem, skąd brał te wyszukane porównania i metafory. Ale wiem, że gdy miał dobry humor lub gdy traktował słowem ludzi, których lubił, jego publicystyka była tylko mistrzowsko kąśliwa, gdy natomiast rozprawiał się z nieprzyjaciółmi – łoił ich złośliwościami bez opamiętania. Obrażali się na niego, niektórzy do dziś nie mogą mu wybaczyć. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Nie wiem, czy tylko odgrywał twardziela, gdy mówił, że taki los felietonisty i nigdy nie ugnie się przed humorami nawet bardzo ważnych ludzi, czy może w głębi duszy uwierał go ostracyzm w niektórych środowiskach. Szczerze mówiąc – myślę, że to drugie.

Po roku od jego śmierci widać wyraźniej, jak bardzo go brakuje. Naturalne jest, że z czasem opadają emocje. Jednak w przypadku Smolorza towarzyszy temu coraz częstsze odwoływanie się do jego twórczości. Obserwowanie tego procesu jest bardzo interesujące. Myślę, że on sam z przyjemnością by to przeanalizował.

Raz jeszcze dzięki mistrzu, niemal w ostatniej chwili, a jednak dałeś mi tak wiele.

Michał Smolorz (1955 – 10 stycznia 2013). Publicysta, reżyser, scenarzysta. Doktor kulturoznawstwa na Uniwersytecie Śląskim. W latach 80. napisał książkę o kulisach rządów Zdzisława Grudnia, a w 2012 r. wydał świetnie przyjętą książkę “Śląsk wymyślony”. Pracował w TVP, miał własną firmę producencką. Wyprodukował ok. 200 filmów i widowisk TV. Był długoletnim felietonistą “Dziennika Zachodniego”.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/1032191,zaduszki-michal-smolorz-najbardziej-lubil-to-swoje-czcigodny-redaktorze,id,t.html