Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

04-12-2013, 08:35

Dorota Gawryluk: W pracy dziennikarza rzetelność i neutralność to podstawa  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Krzysztof Lisowski
04-12-2013

- Nigdy nie ośmieliłabym się powiedzieć, że “Wydarzenia” to tylko ja. Program informacyjny jest sumą doświadczeń i talentów wielu osób, a jego siłą jest zespół – mówi w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Dorota Gawryluk, prowadząca na antenie Polsatu “Wydarzenia”.

Dorota Gawryluk

W tym tygodniu informowaliśmy, iż w listopadzie br. oglądalność “Wydarzeń” wyniosła 2,89 mln osób. Tym samym w przypadku tego programu wzrost oglądalności w porównaniu z listopadem 2012 wyniósł aż 10,89 proc. (283 tys. oglądających). Dziennik ten duży wzrost notuje już trzeci miesiąc z rzędu.

- To nie jest tak, iż nagle przegoniliśmy konkurencję. W przypadku “Wydarzeń” mamy do czynienia już od kilku lat z systematycznym budowaniem widowni i przekonywaniem widzów, że nasz sposób przekazywania informacji jest najlepszy. My – w przeciwieństwie do innych – robimy to “po cichu”, bez spektakularnych kampanii, bo nie mamy na to czasu i szkoda nam na to pieniędzy. Promujemy się nie reklamą, ale tym, co mamy do przekazania naszym widzom. Więcej czasu poświęcamy po prostu pracy. Naszą mocną stroną jest zespół, który jest w miarę stabilny już od kilkunastu lat – komentuje Dorota Gawryluk.

Z dziennikarką rozmawialiśmy także o kwestii upolitycznienia programów informacyjnych oraz rzetelności dziennikarskiej. – Fałszem jest mówienie, że ludzie nie mają poglądów. Każdy ma jakieś poglądy, nie tylko polityczne. Natomiast w pracy dziennikarza neutralność i rzetelność to podstawa. Pracując w programie informacyjnym swoje sympatie i antypatie należy odstawić na bok i np. zapraszając do stołu przedstawicieli różnych opcji politycznych, wszystkich trzeba traktować równoprawnie. Publicyści mogą prezentować swoje poglądy. Jednak dziennikarz informacyjny musi dawać wszystkim taką samą możliwość zaprezentowania się. Poza tym totalnie monotonne byłoby ciągłe prezentowanie tych informacji, z którymi dziennikarz się zgadza – uważa Dorota Gawryluk.

—————————————————————————

Z Dorotą Gawryluk, prowadzącą “Wydarzenia” w Polsacie oraz dziennikarką Polsat News, rozmawiamy o telewizyjnych programach informacyjnych, kwestii upolitycznienia mediów, neutralności dziennikarskiej, a także m.in. o tym, z czego wynikają wzrosty i spadki oglądalności programów informacyjnych.

Krzysztof Lisowski: Na początek – gratulujemy ostatnich wyników oglądalności, które pokazują, że w ostatnich miesiącach “Wydarzenia” wyraźnie przeganiają konkurencję pod względem wzrostu oglądalności…

Dorota Gawryluk, prowadząca “Wydarzenia” w Polsacie: To nie jest tak, iż nagle przegoniliśmy konkurencję. W przypadku „Wydarzeń” mamy do czynienia już od kilku lat z systematycznym budowaniem widowni i przekonywaniem widzów, że nasz sposób przekazywania informacji jest najlepszy. My – w przeciwieństwie do innych – robimy to „po cichu”, bez spektakularnych kampanii, bo nie mamy na to czasu i szkoda nam na to pieniędzy. Promujemy się nie reklamą, ale tym, co mamy do przekazania naszym widzom. Więcej czasu poświęcamy po prostu pracy. Naszą mocną stroną jest zespół, który jest w miarę stabilny już od kilkunastu lat.

Jeśli chodzi o oglądalność, to z opracowanych przez nas danych wynika, że nie zawsze był trend wzrostowy. Jeszcze w pierwszych miesiącach b.r. “Wydarzenia” notowały w porównaniu z rokiem 2012 spadki oglądalności i to dość wysokie. Z czego one wynikały?

Wahania widowni nie są niczym zaskakującym – ma na to wpływ wiele czynników – cyfryzacja naziemna, coraz większa ilość kanałów tematycznych. Dla nas najważniejsza jest jednak perspektywa długoterminowa, a tu naprawdę mamy powody do dumy.

Kamil Durczok podkreśla w swoich wypowiedziach, że “Fakty” są programem autorskim i w tym tkwi jego siła. Czy “Wydarzenia” określiłaby Pani także jako program autorski?

Nie wiem, co Kamil Durczok miał na myśli mówiąc, że “Fakty” są autorskie. Nie bardzo też wiem, co to znaczy w odniesieniu do programu, który ma za zadanie przede wszystkim informować. “Wydarzenia” są efektem pracy całego zespołu. Każdy materiał ma swojego autora, każde wydanie ma swojego wydawcę, do tego jest prowadzący, dużo osób z obsługi technicznej. Program informacyjny jest sumą doświadczeń i talentów wielu osób. Dlatego nie ośmieliłabym się powiedzieć, że “Wydarzenia” to tylko ja. Siłą programu informacyjnego jest zespół.

Z czego wynika to, że konserwatywne środowiska dziennikarskie wrzucają główne programy informacyjne TVP, TVN i Polsatu do „jednego worka” twierdząc, że są one upolitycznione i antyopozycyjne? Określiłaby Pani w taki sposób “Wydarzenia”?

Trzeba o to pytać autorów tych stwierdzeń, co mają na myśli. Mam czasami wrażenie, że część dziennikarzy najwięcej czasu poświęca samym sobie. Kiedyś dziennikarze szanowali się nawzajem i nikomu nie przychodziło w tak arbitralny sposób oceniać, kto jest, a kto nie jest rzetelny. Co do nas, to nie tylko ja, ale widzowie i duża część środowiska uważa, że nasz program jest rzetelny. Każda ze stron sporu politycznego ma u nas swoje miejsce i jestem przekonana, że dzięki temu pokazujemy rzeczywistość taką, jaka ona jest – nie przypudrowaną, tylko prawdziwą – bez względu na to, czy dotyczy to władzy, czy opozycji. Nie mamy żadnych politycznych zadań do wykonania, mamy komfort, że nikt nam niczego nie narzuca. Patrzymy zarówno rządzącym, jak i opozycji na ręce, niezależnie od tego, jaka partia polityczna jest akurat u władzy, a jaka w opozycji. Pod naszym adresem nie ma zbyt dużo tego typu zarzutów.

A myśli Pani, że twórcy innych programów telewizyjnych mają polityczne zadania? Jaka jest Pani opinia na temat programów informacyjnych w TVP i TVN?

Z zasady nie chcę wypowiadać się na temat konkurencji. Oczywiście podglądam – szczególnie w weekend – niektóre programy realizowane przez moich kolegów z innych stacji, jednak opinię na ich temat pozostawiam tylko dla siebie. Uważam, że dziennikarze nie powinni oceniać nawzajem swojej pracy. Ostatecznej oceny dokonują widzowie i to oni wybierają programy, które chcą oglądać.

Piotr Barełkowski, właściciel TV Republika, powiedział, że – jego zdaniem – swoistymi konglomeratami dystrybucji newsów będą w przyszłości TVP, TVN oraz TV Republika. Nie wymienia Polsatu, gdyż – jego zdaniem – Polsat skupi się na dystrybucji kontentu wideo oraz stanie się stacją typowo rozrywkową…

Cóż, pozostaje mi powiedzieć, że pan Barełkowski się myli – ale to jego problem. I zupełnie się z tym nie zgadzam. Polsat niemal od początku działalności bardzo dużo inwestuje w informację i pod tym względem jesteśmy zdecydowanie w czołówce. Mamy świetny kanał informacyjny, który także pracuje na „Wydarzenia”, ponieważ żyjemy w swoistej symbiozie. Mamy też Polsat Biznes. A pan Barełkowski jest zdaje się biznesmenem i jeżeli robi takie założenia, to chyba nie można mu wróżyć sukcesu. No, ale żyjemy w wolnym kraju i każdy ma prawo prezentować swoje opinie.

Czy w ogóle istnieje neutralne dziennikarstwo? Zdaniem niektórych przedstawicieli rynku mediów czegoś takiego jak neutralne dziennikarstwo nie ma i nigdy nie było…

Fałszem jest mówienie, że ludzie nie mają poglądów. Każdy ma jakieś poglądy, nie tylko polityczne. Natomiast w pracy dziennikarza neutralność i rzetelność to podstawa. Pracując w programie informacyjnym swoje sympatie i antypatie należy odstawić na bok i np. zapraszając do stołu przedstawicieli różnych opcji politycznych, wszystkich trzeba traktować równoprawnie. Publicyści mogą prezentować swoje poglądy. Jednak dziennikarz informacyjny musi dawać wszystkim taką samą możliwość zaprezentowania się. Poza tym totalnie monotonne byłoby ciągłe prezentowanie tych informacji, z którymi dziennikarz się zgadza. W Polsacie rzetelność jest naszą marką.

Środowiska konserwatywne mają żal za to, że określa się je jako krzykliwe i prawicowe, tymczasem oprócz nich nikt – ich zdaniem – nie mówi wprost, że jest też grupa mediów silnie prorządowych…

Nie chciałabym wdawać się w tego typu dyskusję. Moim zdaniem należy cieszyć się, że po ponad 20 latach wolnej Polski mamy w naszym kraju tak ogromny wybór mediów. Możemy sięgnąć po gazetę skrajnie prawicową, skrajnie lewicową albo po gazetę środka. Zanim zaczniemy mocno narzekać, powinniśmy mieć świadomość wielości mediów, jaką obecnie mamy. Natomiast przypinanie łatek – to jest też element gry rynkowej i element PR-u. Prawicowe gazety – nawet, jeśli obrażają się, że określane są jako prawicowe – i tak samo lewicowe – powinny cieszyć się, że mają czytelników. W gorszej sytuacji są te media, które nie mają ani czytelników ani widzów. Poza tym nie podoba mi się to, że często dziennikarze, którzy mają jakieś swoje poglądy, automatycznie łączeni są z konkretnymi partiami politycznymi. Moim zdaniem ktoś, kto ma poglądy opozycyjne, wcale nie musi być łączony z PiS, a ktoś z poglądami prorządowymi wcale nie musi być kojarzony np. z PO.

Powiększył się w Polsce w ciągu ostatniego roku segment tygodników opinii. Mamy dwa tytuły konserwatywne, a mianowicie “Do Rzeczy” oraz “W Sieci”. Czy myśli Pani, że w kontekście długofalowym, przetrwają one na rynku?

Wielość i dostęp do różnych opinii jest bardzo cenny. Poza tym pojawienie się dwóch nowych tytułów konserwatywnych chyba zostało dobrze docenione przez czytelników, ponieważ według publikowanych danych nieźle się sprzedają. Jak ten segment będzie się rozwijał? Tego nie wiem.

A co Pani myśli o tabloidyzacji mediów? Pojawiają się opinie, że często w programach informacyjnych emitowane są materiały bardziej zbliżone do bulwarowych niż informujących o rzeczywistości społeczno-politycznej…

Tabloidyzacja to określenie bardzo pejoratywne, które kojarzy się z tandeciarstwem, czymś bardzo nieciekawym. Myślę, że określenie “tabloidyzacja” w takim rozumieniu jest bardzo nieuczciwe wobec tabloidów, które robią swoją robotę i – może czasami zbyt krzykliwie – ale starają się pokazywać otaczającą nas rzeczywistość. To nie jest tak, że zawsze „jadą po bandzie”, ale prawda jest taka, że zazwyczaj próbują pokazać to, czego oczekują od nich czytelnicy. Rozumiem, że tabloidyzacja w programach informacyjnych oznacza większą liczbę informacji o życiu, zbrodniach itp. na niekorzyść materiałów społeczno-politycznych… Sądzę, że w “Wydarzeniach” nie mamy z tym problemu. Poza tym często ciężko jest określić, jaka informacja jest tabloidowa, a jaka nie. Lepiej skupić się na tym, aby odpowiednio pokazywać otaczający nas świat.

Gdzie leży granica w przypadku tabloidyzacji? Czy np. pokazanie w programie informacyjnym niedoszłej ofiary gwałtu to przejaw tabloidyzacji?

Prosi mnie Pan o ocenę materiału pokazanego w “Wiadomościach”. Myślę, że opinia publiczna wyraziła już swoją ocenę tej sprawy.

“Wydarzenia” promują często programy, które emitowane są na antenie Polsatu. Dlaczego?

Jest to nieprawdziwe stwierdzenie. Informujemy o wydarzeniach ważnych dla naszej stacji, dokładnie tak samo jak inni.

6 grudnia br. przed “Wydarzeniami” zostanie wyemitowany specjalny blok mikołajkowy, w którego promocję się Pani zaangażowała. Czy – Pani zdaniem – takie inicjatywy mają sens i czy przynoszą rzeczywiste efekty?

Mikołajkowy blok reklamowy to już niemalże nasza tradycja. Od dziesięciu lat 6 grudnia w Mikołajki, miliony naszych widzów spotykają się i są razem, by przez ten krótki czas pomóc tysiącom dzieci w całej Polsce. Czas świąteczny jest niezwykły i każdy wtedy skłania się do pomocy potrzebującym, a ta akcja wymaga od nas minimum wysiłku – wystarczy włączyć telewizor 15 minut przed „Wydarzeniami”. W zeszłym roku było nas prawie 9 milionów i dla chorych dzieci, podopiecznych Fundacji Polsat, zostało przekazanych ponad 2 miliony złotych – jest więc to niezwykle wymierna akcja.

O rozmówcy
Dorota Gawryluk – prowadzi główne wydanie „Wydarzeń” w Polsacie. Karierę dziennikarską rozpoczęła na początku lat 90. w Polsacie jako reporterka, a następnie prowadząca i wiceszefowa “Informacji” oraz “Politycznego Graffiti”. Potem: szefowa publicystyki Polsatu, w latach 2004 – 2007 główna twarz “Wiadomości” TVP. Od maja 2007 członek zarządu ds. programów publicystycznych i informacyjnych TV Biznes. Od czerwca 2008 roku jest twarzą Polsatu (“Wydarzenia”) i Polsat News, gdzie rozmawia z politykami w cyklu “Gość Wydarzeń”.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dorota-gawryluk-w-pracy-dziennikarza-rzetelnosc-i-neutralnosc-to-podstawa

03-12-2013, 09:16

Jak Cezary Gmyz agentowi Tomkowi pomógł  »

Press
(MW)
03-12-2013

Dziennikarz “Tygodnika do Rzeczy” Cezary Gmyz zrobił ustawkę posłowi PiS Tomaszowi Kaczmarkowi – doniosły wczoraj tygodniki “Newsweek Polska” i “Wprost”. – To nie była ustawka. Sam zaproponowałem Kaczmarkowi zdjęcia i rozmowę – zaprzecza Gmyz.

“Wprost” i “Newsweek” poświęciły wczoraj okładkowe teksty posłowi PiS Tomaszowi Kaczmarkowi, znanemu jako agent Tomek. Gdy w luksusowym porsche cayenne miał niedawno stłuczkę, okazało się, że samochód nie należy do niego. Dziennikarze obu pism jednocześnie, niezależnie od siebie, sprawdzali, kto jest właścicielem auta. Niespodziewanie sprawę wyjaśnił na Twitterze Cezary Gmyz: “To auto jego narzeczonej. Poseł zwrócił się do Biura Analiz Sejmowych, czy użyczenie ma wpisać do rejestru korzyści” – napisał.

Tygodnik "Do Rzeczy" umożliwił wytłumaczenie się agentowi Tomkowi

Gdy Michał Krzymowski z “Newsweeka” oraz Michał Majewski i Anna Gielewska z “Wprost” dowiedzieli się w końcu, że samochód wzięła w leasing na firmę Plaza Katarzyna Sztylc – jej współwłaścicielka, prywatnie narzeczona Kaczmarka – Gmyz był szybszy. W minioną środę na witrynie “Tygodnika do Rzeczy” opublikował tekst “Love & PiS” ilustrowany zdjęciami agenta Tomka i jego narzeczonej. W artykule w “Tygodniku do Rzeczy” Kaczmarek sugeruje, że to on poprosił Gmyza o zaaranżowanie ustawki. “Od czasu mojej stłuczki dziennikarze polują, by wykryć, kim jest moja dziewczyna. Nie ma sensu utrzymywać tego w tajemnicy. Nie chcę, by biegali za mną paparazzi i uprzykrzali życie mi oraz Kasi” – mówi agent Tomek w tekście Gmyza.

We wczorajszych wydaniach “Newsweeka” i “Wprost” oba pisma informują o tej sytuacji, próbując jednocześnie dociec, kim jest tajemnicza Katarzyna Sztylc i o co chodzi z tym leasingiem samochodu. Tymczasem w drukowanym “Tygodniku do Rzeczy” ukazał się wywiad Gmyza z posłem Kaczmarkiem i Katarzyną Sztylc: dziennikarz niczego nie docieka, zadaje proste pytania, dając się posłowi wytłumaczyć.

Czy dziennikarz powinien reprezentować interesy polityka, robiąc na jego zlecenie zdjęcia i pokazując jedynie jego wersję? Michał Krzymowski: – Zarzutu z ustawki bym mu nie robił. Nie ma znaczenia, kto zainicjował zdjęcia i tekst. Pracując nad tą sprawą, nie doszedłem do wniosku, że Kaczmarek kłamie i że samochód nie należy do jego narzeczonej.

Cezary Gmyz zaprzecza, by zdjęcia i tekst ukazały się z inicjatywy Kaczmarka. – To ja namówiłem Kaczmarka do ujawnienia na naszych łamach, do kogo należał samochód, którym się poruszał i kim jest jego partnerka – mówi. – Nie kryłem też, że zdjęcia były pozowane, pisząc o ustawce na Twitterze. Czynienie mi zarzutu, że opublikowałem jako pierwszy newsa, za którym kilka dni biegało wielu kolegów, jest absurdem. Stara zasada amerykańskiego dziennikarstwa powiada: “Be first but first be right”. Byłem w tej sprawie zarówno “first”, jak i “right” – wyjaśnia.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/43609,Jak-Cezary-Gmyz-agentowi-Tomkowi-pomogl

03-12-2013, 03:43

Polska Agencja Prasowa kończy 95 lat  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pap/wm
03-12-2013

Informuje, relacjonuje, dokumentuje, tłumaczy. I tak od 95 lat. 5 grudnia rocznicę powstania obchodzi Polska Agencja Prasowa, spadkobierczyni przedwojennej Polskiej Agencji Telegraficznej.

Zaczęło się skromnie, od przejęcia przez grupę polskich dziennikarzy oddziałów Wiedeńskiego Biura Korespondencyjnego w Krakowie i we Lwowie. 5 grudnia 1918 r. powołano PAT jako urzędową agencję prasowo-informacyjną, podporządkowaną Prezydium Rady Ministrów RP. Oprócz centrali PAT w Warszawie stopniowo uruchamiano oddziały na terenie kraju i nawiązywano współpracę z agencjami zagranicznymi.

Przy oburzeniu konkurencji PAT otrzymywała co i raz wyłączność na różne formy działalności. Była monopolistką w zakresie płatnych ogłoszeń, reklamy, zdjęć i filmów z terenów państwowych. Zaczęła wydawać “Kronikę Filmową PAT”, “Monitor Polski”, zbiory Wyroków Najwyższego Trybunału Administracyjnego. Przejęła “Wydawnictwa Państwowe”, “Drukarnie Państwowe” i Instytut Filmowy.

Mimo takiej monopolistycznej pozycji Agencji nie wiodło się najlepiej. Jak przypomina prof. Andrzej Paczkowski, w latach 30. PAT, była wprawdzie “pełnokrwistym segmentem rynku prasowego”, ale miała kłopoty finansowe. “Polska prasa była biedna i tylko większe dzienniki było stać na kupowanie Biuletynu Codziennego PAT, a tym bardziej jej biuletynów specjalistycznych. Duża agencja prasowa bez wsparcia rządu nie byłaby w stanie sprawnie funkcjonować” – tłumaczy profesor.

PAT udało się jeszcze zrelacjonować początek II wojny światowej, ale już we wrześniu musiała ewakuować się. Wraz z rządem RP opuściła kraj i wznowiła pracę najpierw w Paryżu, a następnie w Londynie – przy rządzie polskim na uchodźstwie, gdzie przetrwała do 1991 roku.

Jeszcze trwała wojna, gdy powołano Polską Agencję Prasową “Polpress”, która od sierpnia 1944 roku działała w Lublinie, a od następnego roku w Łodzi i Warszawie. Nazwa “Polpress” nie przetrwała długo. Jak opowiadał Marian Podkowiński – sprawozdawca z procesu zbrodniarzy hitlerowskich w Norymberdze – już wtedy zrezygnował z opatrywania swych korespondencji sygnaturą “Polpress”, pozostawiając tylko trzy litery – PAP. I tak zostało.

Pod koniec lat 80., po długo oczekiwanych zmianach ustrojowych – Okrągłym Stole, pierwszych częściowo wolnych wyborach 4 czerwca 1989 r., powołaniu rządu Tadeusza Mazowieckiego, demokratyzacji życia, przejściu na gospodarkę wolnorynkową – dla PAP nastał również czas wielkich zmian. Odeszli z niej ludzie, którzy nie mogli sprostać wymaganiom nowych czasów. Przyszli nowi, często bardzo młodzi i bez doświadczeń w pracy dziennikarskiej, ale z zapałem i poczuciem misji. 27 lutego 1991 roku, na nadzwyczajnym posiedzeniu kolegium PAP, doszło do symbolicznego połączenia działającej na emigracji PAT z jej krajową kontynuatorką.

PAP dzisiaj, to blisko 400 pracowników, kilkadziesiąt różnych serwisów i usług. Każdego dnia 250 dziennikarzy w Warszawie, 70 korespondentów regionalnych, 30 korespondentów i współpracowników za granicą przygotowuje i dostarcza odbiorcom średnio 1200 informacji. 50 fotoreporterów PAP wraz z fotoreporterami Europejskiej Agencji Fotograficznej wykonuje ok. tysiąca zdjęć, które codziennie trafiają do serwisu agencyjnego.

Do mediów, instytucji, firm, organizacji, ambasad, samorządów trafiają też materiały wideo, grafy, pakiety multimedialne, newslettery. PAP prowadzi kilka portali tematycznych, wydaje serwisy na tablety i urządzenia mobilne, zapełnia nośniki reklamowe. Wymienia się informacjami i fotografiami z najważniejszymi agencjami światowymi i większością agencji europejskich.

Zgodnie z zapisami ustawy, PAP, jako publiczna agencja prasowa, ma obowiązek upowszechniać stanowiska władz państwowych oraz umożliwiać innym organom państwa prezentowanie stanowisk w ważnych sprawach. Poprzez Agencję trafiają więc do wiadomości publicznej wszystkie oficjalne komunikaty urzędów i instytucji.

PAP jest jednoosobową spółką skarbu państwa i działa w oparciu o Kodeks handlowy. Ok. 3 proc. budżetu PAP pokrywa skarb państwa z tytułu wypełniania przez dziennikarzy obowiązków misyjnych, pozostałe dochody Agencja musi zdobyć na rynku.

W ramach obchodów jubileuszu, 5 grudnia w Centrum Prasowym PAP odbędzie się debata pn. “Agencja informacyjna w dobie cyfryzacji”, z udziałem przedstawicieli światowych agencji prasowych, szefów polskich mediów, przedstawicieli sektora publicznego i biznesu. Wieczorem, podczas jubileuszowej gali, odbędzie się m.in. uroczystość uhonorowania laureatów III edycji Nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego. Patronat nad galą objął prezydent Bronisław Komorowski.

7 grudnia będzie Dniem Otwartym w PAP. Przygotowano spotkania tematyczne ze znanymi dziennikarzami PAP, zaprezentowane zostaną stare kroniki filmowe Polskiej Agencji Telegraficznej i archiwalne urządzenia telekomunikacyjne.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/polska-agencja-prasowa-konczy-95-lat

02-12-2013, 21:38

Nie mogli zrobić nic! Śląscy dziennikarze w Katowicach na wózkach inwalidzkich!  »

Telewizja Silesia
Krzysztof Trzosek
02-12-2013

Zakupy, wizyta w urzędzie miasta czy znalezienie miejsca parkingowego jest dla nich ogromnym wyzwaniem. Nawet jak osiągają sukcesy, to ich sukcesy nie są dostrzeżone. Od kilku lat musi z tym walczyć Karolina Hamer. O niepełnosprawnej olimpijce z Tychów informowaliśmy w Silesia Informacjach jako pierwsi. Po licznych interwencjach Karolinie udało się pozyskać sponsora. Dziś firma, która wspiera multimedalistkę  zaproponowała dziennikarzom, żeby ci przesiedli się na wózek inwalidzki. Z perspektywy osoby niepełnosprawnej Katowice pokonywał nasz reporter, Krzysztof Trzosek.

Śląscy dziennikarze zamienili się w niepełnosprawnych

Mimo usilnych prób – porażka. Nie da się wjechać na chodnik… Choć jesteśmy w pełni sprawni, to poruszanie się po centrum Katowic na wózku już tak sprawnie nam nie szło.  I to mimo podpowiedzi tych, którzy z konieczności mają w tej sprawie znacznie większe doświadczenie. - Dziennikarze mają wpływ na to, co myśli opinia publiczna więc teraz kochani dziennikarze zamieniacie swoje tradycyjne samochody na nasze bryki czyli wózki inwalidzkie - mówiła na początku akcji w Katowicach Karolina Hamer, niepełnosprawna pływaczka. A te nie tylko, że nie mają przyspieszenia, to znacznie spowalniają dostanie się gdziekolwiek. Zrobienie zakupów czy wizyta w urzędzie miasta. Do tego znalezienie wolnego miejsca parkingowego dla niepełnosprawnych. Kolejne miejsce i kolejna porażka.

- Pierwsze dziesięć minut to były minuty naprawdę straszne, przyzwyczajenie się do tego w jaki sposób się poruszać już nie mówiąc o tym jak teraz jestem zmęczona, to naprawdę bardzo ciężka praca - Olga Rybicka, dziennikarka TVP Katowice. A jednocześnie akcja, która ma zwrócić uwagą na bariery, jakie stoją w miejscach publicznych przed osobami niepełnosprawnymi. W kolejnych dniach na własnej skórze odczują to dziennikarze z Warszawy, Poznania, Wrocławia i Krakowa. - Mamy w planach posadzenia na wózki samorządowców. Rozmawialiśmy również z SARPEM, czyli Stowarzyszeniem Architektów Polskich i planujemy również taki program w ramach którego każdy student architektury na taki wózek usiądzie - mówi Bartłomiej Wnuk, organizator AKSON ROAD SHOW.

Karolina Hamer też musiała z niego korzystać. Teraz niepełnosprawna pływaczka z Tychów radzi sobie przy pomocy kul. Natrafiła za to na inną barierę. Żeby dalej trenować potrzebowała pieniędzy, ale tyscy urzędnicy nie chcieli dofinansować jej kariery w wystarczający sposób. Karolina się jednak nie poddała. Na jednym z portali zamieściła ogłoszenie, że szuka… sponsora. W zamian oferowała swój wizerunek. - Znalazła się duża firma rehabilitacyjna, która postanowiła mnie sponsorować. Dziękuję również mediom za pomoc. To jest nowy rozdział w sporcie paraolimpijskim. Paraolimpijczyk potraktowany jako partner marketingowy - mówi Karolina Hamer, niepełnosprawna pływaczka. 

Karolinie opłacono również profesjonalnego fotografa, który poleciał z nią do Kanady, żeby nakręcić materiał o zawodach osób niepełnosprawnych. -Karolina jest niesamowitą osobą, zrobiła na nas bardzo duże wrażenie i pomimo tego, że żyjemy w kryzysowych czasach po prostu wzruszyła nas i postanowiliśmy jej pomóc - Mirosław Padjasek, ASKON. Pomocy cały czas potrzebują też inni niepełnosprawni. Często tej najprostszej, bo wciąż to właśnie proste rzeczy stwarzają największe kłopoty. - Na pewno są problemy, ale te bariery chodniki czy drogi są coraz bardziej dostosowane, ale jak przyjeżdżają niepełnosprawni to przekazują nam, że jednak ciężko poruszać się po miastach - mówi Piotr Szymala, prezes Stowarzyszenia “Start”. Bo o ich wyglądzie decydują ci, którzy najczęściej na wózku nigdy nie siedzieli.

Całość: http://www.tvs.pl/47461,nie_mogli_zrobic_nic_slascy_dziennikarze_w_katowicach_na_wozkach_inwalidzkich_zdjecia_wideo.html

02-12-2013, 10:11

Jerzy Domański uhonorowany medalem “Zasłużony dla Tolerancji”  »

Dziennikarze RP
Andrzej Maślankiewicz
02-12-2013

Fundacja Ekumeniczna “Tolerancja” od szesnastu lat przyznaje medale “Zasłużony dla Tolerancji”. Wyróżnienia przyznawane są osobom szczególnie zasłużonym w działalności na rzecz zwalczania przejawów nacjonalizmu, szowinizmu i antysemityzmu oraz dla budowania stosunków międzywyznaniowych i narodowościowych na zasadach równoprawności.

W tym roku medalem uhonorowano Jerzego Domańskiego, przewodniczącego Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej, redaktora naczelnego tygodnika “Przegląd” „za aktywną działalność dziennikarską i owocny wysiłek na rzecz wzajemnego szacunku, pojednania i poszanowania ludzi bez względu na światopogląd czy przekonania religijne”.

Profesor Karol Karski wygłaszając laudację podkreślił, że Jerzy Domański, jako redaktor naczelny lewicowego “Przeglądu” nie wydaje pisma partyjnego. Jest dziennikarzem umiaru, unikającym skrajności w swej pracy redaktorskiej i publicystycznej.

Jerzy Domański uhonorowany zaszczytnym wyróżnieniem

Podczas piątkowej uroczystości w Muzeum Niepodległości odznaczenia ponadto otrzymali: prof. Adam Rotfeld z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych „za ustawiczny trud i pracę na rzecz porozumienia Polski i Rosji oraz za pracę na rzecz poszanowania mniejszości narodowych”; pisarka Ruta Wermuth za książkę “Spotkałam ludzi”, w której “świat jest postrzegany jako wzajemne uzupełnianie się relacji międzyludzkich, zwłaszcza między Polakami, Żydami i ludnością ukraińską” oraz Fundacja “Dzielnica Wzajemnego Szacunku Czterech Wyznań” z Wrocławia „za prezentowanie wzajemnej tolerancji ludzi różnych wyznań, jak i za zdecydowane działania przeciw ksenofobii i brakowi tolerancji w polskim społeczeństwie”.

Pośmiertnie uhonorowany został Kazimierz Morawski “za powołanie do działalności Fundacji Ekumenicznej ”Tolerancja” i wkład w tworzeniu postaw wzajemnego szacunku, pojednania na drodze dialogu ekumenicznego i troski o wzajemne poszanowanie w życiu politycznym i społecznym”.

Arcybiskup Henryk Muszyński oraz metropolita Hilarion medale otrzymali w sobotę 30 listopada br. podczas odbywającej się na UKSW konferencji “Przyszłość chrześcijaństwa w Europie”.

Wśród nagrodzonych w minionych latach byli m.in.: Jerzy Giedroyć, Jacek Kuroń, Chrześcijańska Akademia Teologiczna, Fundacja im. Batorego, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Józef Oleksy, Krzysztof Teodor Toeplitz, Andrzej Zoll i Barbara Skarga, była komisarz UE prof. Danuta Huebner, ks. Adam Boniecki, prof. Barbara Engelking, prof. Jerzy Jedlicki.

Naszemu prezesowi serdecznie gratulujemy tego jakże zaszczytnego wyróżnienia.

Andrzej Maślankiewicz

Całość: http://dziennikarzerp.org.pl/medale-zasluzony-dla-tolerancji/

02-12-2013, 08:43

Nowy numer Fabryki Silesia – WIELKA INDUSTRIA  »

Fabryka Silesia - kwartalnik
Alicja Wizner
02-12-2013

Piąty numer kwartalnika “Fabryka Silesia” podejmuje najważniejsze zagadnienia industrialnego dziedzictwa Górnego Śląska. Co pozostało po dwóch wiekach industrializacji? Jak Górny Śląsk zmieniła i naznaczyła industrializacja? Czym jest dzisiaj jej dziedzictwo i co z nim zrobić? Piąta “Fabryka” jest kopalnią wiedzy o dziedzictwie wielkiej industrii.

Fabryka Silesia nr 5

Numer otwiera Piotr Greiner szkicem o naszych industrialnych korzeniach sięgających przełomu XVIII i XIX wieku. Z kolei Henryk Waniek pisze o wpływie industrializacji na zmiany górnośląskiego pejzażu, Zbigniew Kadłubek podejmuje rozważania o “agrarnych duszach wśród maszyn”, a Irma Kozina o przemysłowym Śląsku jako inspiracji w sztuce. O wpływie przemysłu na literaturę i muzykę piszą Marek Mikołajec i Marcin Mońka.

Do najważniejszych pozycji kwartalnika należy ankieta, w której Trzydziestu typuje Jedenastkę, czyli najciekawsze zabytki poprzemysłowe z elektrociepłownią “Szombierki”, Główną Kluczową Sztolnią Dziedziczną i Nikiszowcem na czele. W sumie trzydziestu uczestników wskazało 69 zabytków, które uznają za ciekawe, a 28 otrzymało co najmniej dwa głosy. 

W eseju “Barbarzyńcy w mieście ogrodów” Jerzy Gorzelik zastanawia się nad znaczeniem dziedzictwa wielkiej industrii dla dzisiejszej górnośląskiej tożsamości. Dariusz Walerjański pisze o zabytkach przemysłowych, których już nie ma, a Krzysztof Karwat pyta architekta Ryszarda Nakoniecznego, co zrobić z tymi, które istnieją.  Pytania o przyszłość stawia również Ewa Chojecka w szkicu “I co dalej?” 

W dalszej części numeru Adam Hajduga apeluje o uratowanie elektrociepłowni w Szombierkach, Grażyna Kuźnik poszukuje Głównej Kluczowej Sztolni Dziedzicznej, Józef Krzyk przypomina pozostałości hutnictwa cynku w Szopienicach, a Irma Kozina opowiada, jak jej się mieszka w Nikiszowcu. Z kolei Jan F. Lewandowski wędruje chorzowskimi śladami młodości rzeźbiarza brązu i żelaza Theodora Kalidego. Retrospekcje przynoszą fragmenty relacji Oskara Antona Klaussmanna z podróży po przemysłowym Górnym Śląsku przed stu laty. Numer zamykają stałe felietony Kadłubka, Karwata i Villqista. 

To niektóre pozycje piątego numeru “Fabryki Silesia”, który 6 grudnia pojawi się w salonikach prasowych Empiku, Kolportera i Ruchu.

Wydawcą kwartalnika kulturalnego “Fabryka Silesia” jest Regionalny Ośrodek Kultury w Katowicach, a pismo jest dofinansowane przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Województwo Śląskie.

Całość: http://fabrykasilesia.pl/aktualnosci/nowy-numer-fabryki-silesia-wielka-industria,30.html