23-12-2013, 10:24
Przeprowadzka pamięci »
Bogdan Widera
23-12-2013
Co słychać w Radiu Katowice?
Przed laty Polskie Radio Katowice wzięło po raz pierwszy udział w Nocy Muzeów. Redaktor Beata Tomanek, która wówczas podjęła się oprowadzania chętnych, poprosiła mnie o wsparcie w tym przedsięwzięciu. Pamiętam ten dzień (a raczej wieczór). Było ohydnie. Lało. Wiał przenikliwy wiatr, choć i bez niego było dostatecznie zimno.
- Pewnie nikt nie przyjdzie – stwierdziła Beatka. – Posiedzimy z godzinę i o dwudziestej pierwszej pojedziemy do domu.
O dwudziestej trzeciej oznajmiłem jej, że idę sobie zapalić.
- Nie możesz! – zaprotestowała. – Na dole już znowu czeka dziewięć osób.
Nie zapaliłem. Do pierwszej w nocy mieliśmy bez żadnej przerwy ruch jak w ulu. Nasi goście wychodzili zadowoleni, bo zobaczyli Radio “od kuchni”, a w dodatku dowiedzieli się, “jak to drzewiej bywało”. To, że mieliśmy im co pokazywać zawdzięczamy jednemu człowiekowi. Karolowi Lipowczanowi, emerytowanemu pracownikowi niegdysiejszego Działu Techniki. On to bowiem ocalił od likwidacji mnóstwo dawnego sprzętu, zebrał masę archiwalnych zdjęć, zgromadził związane z Radiem publikacje, krótko mówiąc – wypełnił eksponatami radiową “izbę pamięci”. Magnetofony, mikrofony, radioodbiorniki z pierwszych lat radiofonii… W tym radiowym mini-muzeum jest też makieta przedwojennej katowickiej stacji nadawczej z dwoma masztami, wybudowana na Brynowie. Niewytłumaczalnym fenomenem jest to, że emitowany stąd sygnał był odbierany praktycznie na całym świecie, do Radia Katowice dochodziły bowiem listy nie tylko z Europy, ale i z USA a nawet z Australii. A we Francji powstał nawet klub słuchaczy naszej rozgłośni. Nazwali się Katowisardami. Tu dygresja – w ubiegłym, jubileuszowym dla Radia Katowice roku “osiemdziesięciopięciolecia, w audycji Beaty Tomanek “Czy to prawda, że…” mogliśmy z dumą zameldować prezesowi Henrykowi Grzonce, że znowu mamy w Paryżu Katowisardów, na razie dwoje – Anetę, katowiczankę z Załęża i jej męża Gillesa — Francuza, który mówi po polsku. Słuchają nas oczywiście nie z nadajników ale przez Internet.
Dla starszych radiowców sentymentalną pamiątką jest dawna montażówka. Mebel wielkości całkiem pokaźnej sekretery. Tu realizowało się zapowiedź: “to się wytnie”. A wycinało się żyletką oklejoną z jednej strony plastrem (takie małe BHP). Wprawdzie na blacie montażówki był stacjonarny nożyk, ale tępy na skutek długotrwałej eksploatacji. Dla najmłodszej generacji radiowców sprzęt ten jest zupełnie egzotyczny. Podobnie jak “bomba”, która bardzo się podoba wycieczkom odwiedzającym radiowe muzeum. To było urządzenie do rozmagnesowywania taśm. Duże metalowe pudło z otworem jak w skrzynce na listy (tam się taśmę wsuwało), dwoma światełkami, i takim “pstryczkiem”, który całość uruchamiał. Kiedy już poprzednie nagranie skasowano i taśma była gotowa do kolejnego użycia, rozlegał się huk. Stąd bomba. Dziś, można powiedzieć, zabytek, podobnie zresztą jak i same taśmy, które młodym kojarzą się z jakimś sensacyjnym odkryciem archeologicznym. Radio się zmienia. Siedzę sobie “na antenie”, czyli w studiu emisyjnym, pytam o coś kolegę zza szyby, który program wypuszcza w świat, a on mi mówi:
- Masz przed sobą nowy monitor. Pokazuje ci, ile do końca muzyki, co nadajemy, co będzie potem.
Mój Boże, ale jeszcze miesiąc temu tego ekranu tu nie było! Co tu się znajdzie za tydzień? Technologia rozwija się w tempie wcześniej niespotykanym. Prezes Radia Katowice przypomniał mi w rozmowie, że kiedyś dziennikarz zamawiał na nagranie samochód z kierowcą, do tego dołączał się technik z przenośnym magnetofonem, po wszystkim taśma dostarczana była na stanowisko przegrywające, potem cięła ją – zgodnie z wytycznymi autora – montażystka, a w studiu zgrywał audycję realizator. A teraz? Większość z tych operacji może wykonać redaktor u siebie w domu. Komputery, elektronika, cyfryzacja… Ale właśnie dlatego warto pamiętać o tym “skąd przychodzimy”. Dlatego bardzo szanuję dobrą robotę Karola Lipowczana, któremu powinno się przyznać tytuł Kronikarza Radia Katowice. Jego inicjatywę doceniły też władze rozgłośni, ponieważ włączyły się w jego działalność, na przykład poprzez wzbogacenie historycznej ekspozycji kolekcją zdjęć znamienitych gości, którzy odwiedzili gmach przy ul. Ligonia 29.
Tu nasuwa mi się takie spostrzeżenie natury nieco ogólniejszej. W Radiu bywam często, odwiedzam wiele redakcji, więc zauważyłem, że niemal w każdym pokoju znajdują się jakieś pamiątki, żeby nie powiedzieć – eksponaty, zawierające w sobie jakąś opowieść związaną z historią Radia Katowice. Gromadzenie podobnych rzeczy dotyczy zapewne wielu zakładów pracy, czy instytucji, jednak nasilenie tego zjawiska właśnie w naszej rozgłośni wydaje mi się godne uwagi. Ta skłonność do przechowywania rozmaitych “świadectw materialnych” – taka przynajmniej teoria przyszła mi do głowy – wiąże się być może z tym, że radiowcy mają świadomość tego, że ich praca “idzie w eter”, czyli rozpływa się bez śladu w powietrzu. Chcą więc mieć w swoim otoczeniu jakiś konkret – oprawiony dyplom lub list, prezent od słuchaczy, statuetkę przyznaną za udział w jakimś konkursie. Najbardziej oryginalnym eksponatem, na jaki natknąłem się w jednej z redakcji, był oprawiony za szkłem niedopałek papierosa laureata literackiej Nagrody Nobla Josifa Brodskiego.
Pora na wyjaśnienie tytułu tego felietonu. Otóż w Radiu Katowice stale coś się zmienia. Ostatnio remontowano studio kameralne, co było niebywałym utrudnieniem dla radiowców. Niektóre rzeczy nagrywało się w pokoiku obok rozdzielni, zmienionym na ten czas w prowizoryczne stanowisko nagrań. Czynne było jedyne studio A 2. Tuż obok radiowego muzeum. Kiedy wyszedłem po nagraniu, zobaczyłem, że pomieszczenie jest otwarte. W środku był oczywiście Karol Lipowczan, który coś tam pakował. Okazało się, że muzeum się przeprowadza do zupełnie innej części budynku. Więc Karol – kustosz-wolontariusz czuwał nad całą operacją. Myślę, że już wkrótce odwiedzę go w nowym miejscu. A oglądając tamtego dnia zabezpieczane do przeprowadzki eksponaty pomyślałem sobie, czy nastąpi kontynuacja w tym procesie zachowywania materialnej historii Radia Katowice. Czy na przykład pierwszy komputer, z którego wyemitowano sygnał stacji – słynne młotki – jeszcze istnieje? Czy już ktoś myśli o przechowaniu dla potomności pierwszego reporterskiego magnetofonu na kartę? Za chwilę to będą zabytki.
BOGDAN WIDERA




