Michał Smolorz nie żyje już rok. Obraz jego sylwetki natrętnie do mnie powracał przez wiele tygodni. To był rodzaj samoobrony przed szokiem, jakiego doznałem, gdy dowiedziałem się o jego nagłej śmierci. 10 stycznia mija dokładnie rok i nadal trudno pogodzić się z jego nieobecnością – pisze Krzysztof Karwat.

Michał Smolorz
Często wpadaliśmy na siebie, choć były to na ogół zdawkowe rozmowy, niekiedy wymiany ploteczek z tzw. środowiska, bo foyer teatrów świetnie się do tego nadaje. Michał Smolorz lubił ten odświętny ton, jaki towarzyszy premierom. Wykorzystywał go, mimochodem sondując wśród znajomych i oficjeli reakcje na swoje artykuły i kontrowersyjne tezy, jakie dopiero zamierzał ogłosić. Weryfikował informacje, perorował, dowcipkował, a czasem “wypuszczał” interlokutora, sprawdzając wiarygodność faktów i przebieg jakichś wydarzeń, które mogły stać się przedmiotem krytyki.
To był trwały element jego pracy i samokreacji, która – tak przypuszczam – dostarczała mu paliwa.
Większą część zawodowej drogi przebył bowiem w pojedynkę, bez zaplecza zespołów redakcyjnych. Oznaczało to, że nie mógł liczyć na to, że jak go opuści wena – ktoś mu temat podrzuci. A pole działania sam ograniczył, bo rzadko wychodził poza górnośląskie opłotki. Inna rzecz, że rozciągnął je tak szeroko, iż w końcu życia mu zabrakło.
Oczywiście, wielokrotnie działał na zamówienie, bo w tej robocie to naturalne. Niemniej każdy dzień musiał zaczynać od penetracji tego, co odkładał w sobie, co nie dawało mu spokoju lub przynajmniej zwiastowało narodzenie się pomysłu na felieton, artykuł publicystyczny albo szkic. Pamiętamy
Niemal zawsze pozostawał w kontrze, w jakimś sporze, manifestował autorskie “nie”. Dlatego nieraz sobie dobrodusznie żartowałem, że poranki Michał musiał mieć marne, nawet jeśli z łóżka nie wstał lewą nogą, a rzeczywistość zamiast skrzeczeć, odzywała się do niego radosnymi trelami ptaków (za oknami miał ich aż nadto, bo jego posesja wcięła się w niewielki, ale uroczy las, który zastępował mu przydomowy ogródek). Jak wtedy pobudzał w sobie adrenalinę? I jak kanalizował silne emocje, od których aż kipiały jego teksty?
Chroniła go – powtarzam tę hipotezę – właśnie owa umiejętność samokreacji, a bynajmniej nie używam tego pojęcia pejoratywnie. To był sposób na zespolenie rytmu codziennego życia i pisania. Stąd mocny ton etyczny w jego publicystyce, który zjednywał mu zwolenników, ale i napędzał przeciwników, wątpiących w jego kwalifikacje i moralne prawo do tak ostrego osądzania innych. Musiał więc Smolorz na co dzień “pilnować się”, by ten olbrzymi trud, sugerujący, że czyny i słowa zawsze powinny zlewać się w jednię, nie poszedł na marne.
Był tradycjonalistą i konserwatystą, co zapewne pomagało mu w konstruowaniu zbornego systemu wartości, a jednocześnie nie wyrzucało go poza rzeczywiste problemy, jakimi żyliśmy na co dzień, niezależnie od statusu społecznego czy zawodowego.
W ostatnich latach, mimo że wielu ludzi z jego profesji i generacji wyraźnie spuściło z tonu i odsunęło się poza obręb spraw publicznych, on przeciwnie – nabrał wiatru w żagle, czując się w nowych czasach niczym ryba w wodzie.
Jak wielu (jak wszyscy?) nie zawsze zgadzałem się z Michałem, zwłaszcza w odniesieniu do tzw. kultury instytucjonalnej i roli władzy publicznej w tej sferze. Zdarzyło się też ze dwa razy, że ostro ścięliśmy się na łamach prasy. Myślę o tym z rozrzewnieniem, bo właśnie jedna z tych polemik sprawiła, że się do siebie zbliżyliśmy. To on wtedy do mnie zadzwonił i uznał, że… mam rację. Do dziś myślę o tym z osłupieniem, bo skądinąd wiem, jak bardzo był uparty. Potem parę razy zaprosił mnie do swoich projektów filmowych, a ja go do sceniczno-publicystycznych. Czysta przyjemność. Zawsze był świetnie zorganizowany, przygotowany i – jak to się kiedyś mówiło – akuratny. Robotny jak stary hajer, który uczyni wszystko, by nie zamknięto mu jego kopalni.
Spotkanie wspomienie o Michale Smolorzu:
W piątek, 10 stycznia, o godz. 19 w chorzowskim Teatrze Rozrywki rozpocznie się wieczór z cyklu “Górny Śląsk – świat najmniejszy”, zatytułowany “Wspomnienie o Michale Smolorzu. Filmy i publicystyka”. Gośćmi Krzysztofa Karwata będą: prof. Andrzej Gwóźdź, reżyser Wojciech Sarnowicz, red. Teresa Semik i aktor Adam Szymura.