Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

30-01-2014, 13:19

Media Regionalne przejęte przez Polskapresse zamykają drukarnię  »

Press
(MW)
30-01-2014

Należąca do Mediów Regionalnych drukarnia w Zielonej Górze zostanie zamknięta na początku marca br. To skutek przejęcia jesienią ub.r. Mediów Regionalnych przez Grupę Polskapresse.

Dziennik “Gazeta Lubuska” oraz bezpłatne tygodniki “Teraz Gorzów” i “MM Zielona Góra” będą od marca drukowane w drukarni Polskapresse w Poznaniu. Do tej drukarni i do drukarni Polskapresse we Wrocławiu zostanie przeniesiona produkcja zewnętrzna.

“Z przeprowadzonej na potrzeby procesu integracji grup wydawniczych Polskapresse i Media Regionalne analizy wynika, że drukarnia w Zielonej Górze nie spełnia wymogów ekonomicznych, jakimi charakteryzować powinna się tego typu jednostka w obecnych uwarunkowaniach rynkowych” – czytamy w komunikacie prasowym Polskapresse.

Nie wiadomo, ilu pracowników drukarni w Zielonej Górze straci pracę. Magdalena Chudzikiewicz, rzeczniczka Polskapresse, odmówiła udzielenia informacji w tej sprawie. Z przesłanego komunikatu wynika, że “Media Regionalne zaproponowały pracownikom drukarni pakiet działań osłonowych wykraczający poza standardowe regulacje kodeksu pracy”. Mają oni otrzymać też dodatkowe świadczenia finansowe, a także będą mogli skorzystać z usług doradztwa personalnego.

Obecnie Polskapresse ma 10 drukarni. Po przejęciu w październiku ub.r. Mediów Regionalnych od funduszu Mecom jest wydawcą 19 dzienników regionalnych.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/44183,Media-Regionalne-przejete-przez-Polskapresse-zamykaja-drukarnie

30-01-2014, 09:01

Naczelny “Super Expressu” debiutuje jako prowadzący w telewizji  »

Press
AMS
30-01-2014

Dzisiaj na antenie Superstacji debiutuje program “Więc jak?” prowadzony przez redaktora naczelnego “Super Expressu” Sławomira Jastrzębowskiego.

Program nadawany jest od początku września w serwisie internetowym Superexpress.tv. Sławomir Jastrzębowski gości w niej ludzi ze świata polityki, gospodarki i sportu – rozmawiał już m.in. z prof. Wiesławem Godzicem, Zbigniewem Bońkiem i politykami.

Na antenie Superstacji program będzie emitowany we wtorki i czwartki o 17.30 (premiera) i 22.30 (powtórka). Gościem pierwszego telewizyjnego odcinka “Więc jak?” (emitowanego również w serwisie internetowym) będzie Janusz  Korwin-Mikke. Program nagrywany będzie nadal w studiu Superexpress.tv.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/44176,Naczelny-„Super-Expressu”-debiutuje-jako-prowadzacy-w-telewizji

30-01-2014, 05:03

Monika Olejnik o niebezpiecznej obsesji grzebania w życiorysach  »

Newsweek.pl
Renata Kim
30-01-2014

Autorów tej książki nie nazywam dziennikarzami. To żałośni frustraci robiący biznes na kłamstwach – o książce “Resortowe dzieci”, dziennikarskiej prostytucji i grzebaniu w życiorysach mówi Monika Olejnik, publicystka Radia Zet i TVN24.

NEWSWEEK: Jest pani wściekła?
MONIKA OLEJNIK: Wściekła? Z jednej strony książka mnie rozbawiła, a z drugiej jestem zirytowana. Grupa zakompleksionych pseudodziennikarzy zarabia górę kasy na kłamstwach, które wmawia naiwnym ludziom. Nigdy nie byłam w żadnej organizacji partyjnej – ani w PZPR, ani w ZSMP – a na okładce książki Doroty Kani i jej towarzyszy jestem w czerwonym krawacie. A ja tylko raz w życiu miałam na szyi czerwony krawat!

NEWSWEEK: Przy jakiej okazji?
MONIKA OLEJNIK: To była impreza z okazji którejś rocznicy powstania “Gazety Wyborczej”, odbywała się w słynnej stołówce KC. Wszyscy się poprzebierali, Piotr Najsztub za księdza, Adam Michnik za Fidela Castro, a ja założyłam krótkie, czerwone i podarte spodenki, do tego czerwony krawat i udawałam, że jestem działaczką ZSMP. Ale nie życzę sobie, żeby ktoś mnie w ten sposób przebierał!

Prawda jest taka, że autorzy książki opisują ludzi, z których poglądami się nie zgadzają. Nie chodzi o to, jakich ci ludzie mają przodków, nie chodzi o to, gdzie pracowali w stanie wojennym.

NEWSWEEK: Dlaczego?
MONIKA OLEJNIK: To oszustwo i szczyt bezczelności, żeby robić ze mnie i innych osób wyznawców socjalizmu. Kiedyś mówiliśmy o lepperyzacji obyczajów. Andrzej Lepper wchodził na sejmową mównicę, oczerniał niewinnych ludzi. A potem nikt już nie słuchał tłumaczeń poszkodowanych. Dzisiaj podobną drogą podążają Kania z Targalskim. Można się nie zgadzać z Michnikiem, ale to Michnik walczył o wolność Polski i siedział za to w więzieniu. Można się nie zgadzać z tym, co Michnik pisał w latach 90., ale trzeba być naprawdę stukniętym, by ubrać go w czerwony krawat. I kto to robi? Jerzy Targalski, który w pewnym momencie życia uwierzył w przewodnią rolę PZPR. I Dorota Kania, która przez ponad 20 lat pracy zawodowej wsławiła się tylko tym, że pożyczyła duże pieniądze od rodziny lobbysty Marka Dochnala.

NEWSWEEK: Który wtedy siedział w areszcie podejrzany o korupcję.
MONIKA OLEJNIK: Z artykułu Wojciecha Czuchnowskiego w “Gazecie Wyborczej” wynika jasno, że Dorota Kania zaproponowała żonie Dochnala, że wykorzysta swoje wpływy u polityków PiS, by mu pomóc. I rzeczywiście, omotała ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę, omotała szefa MSWiA Janusza Kaczmarka i Dochnal został przeniesiony z więzienia w Łodzi do Warszawy. To prostytucja dziennikarska i skandal. I tacy ludzie teraz ośmielają się oceniać innych. Dlatego autorów tej książki nie nazywam dziennikarzami. To żałośni frustraci robiący biznes na kłamstwach.

Monika Olejnik

NEWSWEEK: Co pani czuła, czytając “Resortowe dzieci”?
MONIKA OLEJNIK:
Że tracę czas. Jak dostałam tę książkę do ręki i zobaczyłam fragmenty o sobie, strasznie się ubawiłam. Bo okazuje się, że Dorota K. jest najzwyczajniej w świecie zawistna.

NEWSWEEK: Zawistna?
MONIKA OLEJNIK: Osoba o pseudonimie operacyjnym “Pożyczka” zazdrości mi na przykład tego, że Lech Wałęsa szanował i doceniał moją pracę. Bo zapraszał mnie na swoje urodziny, a 3 maja 1991 r. brałam udział w defiladzie, jadąc razem z Tomaszem Lisem zabytkową karetą po Krakowskim Przedmieściu. I to jest skala zarzutów wobec mnie! Co trzeba mieć w głowie, żeby coś takiego pisać? Albo inny zarzut: że byłam duszą towarzystwa w Sejmie. O czym niby to ma świadczyć? Prawda jest taka, że autorzy książki opisują ludzi, z których poglądami się nie zgadzają. Nie chodzi o to, jakich ci ludzie mają przodków, nie chodzi o to, gdzie pracowali w stanie wojennym. Mam przed sobą wywiad Roberta Mazurka z Dorotą Kanią, która mówi, że głównym kryterium wyboru bohaterów książki była ich postawa w III RP.

NEWSWEEK: Postawa w III RP? O co chodzi?
MONIKA OLEJNIK: O poglądy na katastrofę smoleńską, na dekomunizację, na lustrację. Uważam, że Mazurkowi udało się w wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” odsłonić całą hipokryzję współautorki książki. Przecież jej mama była w PZPR, ale teraz Kania twierdzi, że nie miała na nią wpływu, bo tatuś był taki religijny, a wujkowie to piłsudczycy. No i co, będziemy się teraz licytować na życiorysy? Proszę bardzo: mój dziadek walczył w bitwie o Anglię. Został po wojnie w Londynie, w kraju zostawił babcię z dwójką dzieci. Swoją drogą, zabawny jest ten fragment, w którym Kania opisuje zagraniczne wyjazdy mojej rodziny. Zapomniała tylko wspomnieć, że mama jeździła do Londynu, by odwiedzić swojego ojca. A brat od lat częściej przebywa za granicą niż w Polsce, bo skończył Wyższą Szkołę Morską i trudno, żeby tankowcami pływał po jeziorach mazurskich.

NEWSWEEK: Odnotowała za to, że pani ojciec, pułkownik w MSW, składał przełożonym raporty o lukratywnych wyjazdach córki za granicę.
MONIKA OLEJNIK: Nigdy nie były lukratywne. Do Finlandii wyjechałam na zaproszenie radia fińskiego. Na Malcie też byłam służbowo, robiłam reportaż itp, itd. I jeszcze jedno: Kania nie może się zdecydować, czy mój ojciec był pułkownikiem, czy majorem. W co drugim zdaniu albo go degraduje, albo mu daje stopień wyżej. Wyjaśniam: ojciec był majorem, nie pułkownikiem. Gdyby był perłą PRL-wskiego wywiadu, takim świetnym esbekiem, jakiego robią z niego pseudoprawicowi dziennikarze, to chyba dorobiłby się czegoś więcej niż tylko stopnia majora.

NEWSWEEK: Z książki wynika, że zajmował się inwigilacją opozycjonistów.
MONIKA OLEJNIK: Niech pokażą dowody, że tak było. Niech poda nazwiska opozycjonistów, których mój ojciec rzekomo śledził. Współcześni donosiciele grzebali w teczkach i niczego nie znaleźli. Ojciec najpierw pracował w wydziale kryminalnym, a potem ochraniał ambasady.

NEWSWEEK: Rozmawiała pani z nim o “Resortowych dzieciach”?
MONIKA OLEJNIK: Tak. Jest zbulwersowany, mówi, że nikogo nie inwigilował.

NEWSWEEK: Zamierza coś z tym zrobić?
MONIKA OLEJNIK: Mój tata jest starym człowiekiem, trudno, żeby latał po sądach. Ale właściwie dlaczego mam się tłumaczyć z życia rodziców? Nazywam się Monika Olejnik. Mam szczęście i odwagę być niezależną dziennikarką. A wszystko, co mam, zawdzięczam sobie, tylko sobie, swojej ambicji oraz ciężkiej pracy. Pracy od godz. 5.40 do późnego wieczora. I nie zmienią tego kłamstwa nawet najbardziej zakompleksionych frustratów z prawicy, lewicy i innych. Można się nie zgadzać z moimi poglądami, ale żeby sięgać do moich korzeni i wymyślać fałszywą tezę? To wygląda jak niebezpieczna obsesja. Autorzy tej książki zachowują się jak wyznawcy Gomułki i McCarthy’ego. To wszystko już było. Niestety, historia głupoty ludzkiej ciągle zatacza koło.

NEWSWEEK: A może rację mają Kania i Targalski, kiedy mówią, że skoro ktoś się wychowywał w resortowym domu, to potem będzie…
MONIKA OLEJNIK: Ale w jakim resortowym domu? W domu, w którym matka zmuszała mnie do chodzenia do kościoła, bo jest bardzo religijna? Pani Kania zarzuca nam, że w naszych domach nie śpiewano kolęd, tylko czczono manifest PKWN. To kolejne kłamstwo! Może tak było u Jerzego Targalskiego, ale u nas nie. Byłam bierzmowana, chodziłam na religię w czasach, kiedy Kościół był uważany za wroga władzy. Ale najgorsze jest to, że ludzie, którzy czytają tę książkę, myślą, że my się pławiliśmy w bogactwie. Kolejne kłamstwo! Moi rodzice do dziś mieszkają w zwykłym bloku.

NEWSWEEK: Kania tłumaczy, że chciała pokazać środowisko, w którym kształtowały się charaktery znanych polskich dziennikarzy i które ułatwiało im zrobienie kariery.
MONIKA OLEJNIK: A może fałszuje fakty pod tezę dla zysku? W końcu ma słabość do pieniędzy. Rodzicom zawdzięczam to, że istnieję. I jeszcze to, że oboje chcieli, żebym się uczyła. Ale wszystko, co w życiu osiągnęłam, zawdzięczam swojemu charakterowi. W Trójce, w której przez wiele lat pracowałam, najważniejszym kryterium były talent i osobowość. To było radio, które dzięki silnej grupie dziennikarzy miało odwagę wymknąć się ówczesnej władzy spod kontroli. A teraz czytam w tzw. prawicowych śmieciowych gazetach, że Andrzej Turski na polecenie SB przyjął do Trójki takich, a nie innych ludzi. Wierutna bzdura! Turski nie sprawdzał, kto ma jakiego tatusia czy mamusię.

NEWSWEEK: A może rację mają Kania i Targalski, kiedy mówią, że skoro ktoś się wychowywał w resortowym domu, to potem będzie…
MONIKA OLEJNIK: Ale w jakim resortowym domu? W domu, w którym matka zmuszała mnie do chodzenia do kościoła, bo jest bardzo religijna? Pani Kania zarzuca nam, że w naszych domach nie śpiewano kolęd, tylko czczono manifest PKWN. To kolejne kłamstwo! Może tak było u Jerzego Targalskiego, ale u nas nie. Byłam bierzmowana, chodziłam na religię w czasach, kiedy Kościół był uważany za wroga władzy. Ale najgorsze jest to, że ludzie, którzy czytają tę książkę, myślą, że my się pławiliśmy w bogactwie. Kolejne kłamstwo! Moi rodzice do dziś mieszkają w zwykłym bloku.

NEWSWEEK: Kania tłumaczy, że chciała pokazać środowisko, w którym kształtowały się charaktery znanych polskich dziennikarzy i które ułatwiało im zrobienie kariery.
MONIKA OLEJNIK: A może fałszuje fakty pod tezę dla zysku? W końcu ma słabość do pieniędzy. Rodzicom zawdzięczam to, że istnieję. I jeszcze to, że oboje chcieli, żebym się uczyła. Ale wszystko, co w życiu osiągnęłam, zawdzięczam swojemu charakterowi. W Trójce, w której przez wiele lat pracowałam, najważniejszym kryterium były talent i osobowość. To było radio, które dzięki silnej grupie dziennikarzy miało odwagę wymknąć się ówczesnej władzy spod kontroli. A teraz czytam w tzw. prawicowych śmieciowych gazetach, że Andrzej Turski na polecenie SB przyjął do Trójki takich, a nie innych ludzi. Wierutna bzdura! Turski nie sprawdzał, kto ma jakiego tatusia czy mamusię.

NEWSWEEK: Jak pani trafiła do Trójki?
MONIKA OLEJNIK: Byłam na studiach na praktykach w Polskim Radiu. Trójka to było moje marzenie, więc zadzwoniłam do ówczesnego wicedyrektora Sławka Zielińskiego i umówiłam się na rozmowę.

NEWSWEEK: Znała go pani?
MONIKA OLEJNIK: Nie.

NEWSWEEK: I tak po prostu pani zadzwoniła, mówiąc: “Dzień dobry, tu Monika Olejnik”?
MONIKA OLEJNIK: Właśnie tak. Był tak zaskoczony, że zgodził się na spotkanie. A potem zrobiłam mu awanturę, bo się spóźnił pół godziny. Był przy tym słynny dziennikarz muzyczny Piotrek Kaczkowski i mówi tak: “O, ma charakter. Zielona, czerwona, nadaje się”. To wyrażenie wzięło się z tego, że taśma radiowa miała początek zielony, a końcówkę czerwoną. Więc jak były oba kolory, realizator dźwięku wiedział, że taśma nadaje się do emisji. W trójkowym slangu oznaczało to, że ktoś ma silną osobowość. I tak zaczęłam pracę w redakcji “Zapraszamy do Trójki”. Robiłam reportaże, także interwencyjne, i byłam w tym naprawdę niezła. Nie potrzebowałam pleców, liczyłam tylko na siebie.

NEWSWEEK: Będzie się pani procesować z wydawcą “Resortowych dzieci”?
MONIKA OLEJNIK: Kilka razy w sądzie już wygrałam. Teraz jestem w trakcie kolejnych sporów. Dlatego ten czeka w kolejce. Przeczytałam na portalu prawicowym, że grupa współczesnych donosicieli dogrzebała się do moich dokumentów rozwodowych z czasów studiów. Towarzysz Gomułka doceniał takie zachowania. To się nadaje do Trybunału w Strasburgu. Kto im dał moje papiery rozwodowe? To jest skandal. Ja nie interesuję się życiem prawicy, która cytuje Biblię i poucza innych, jak żyć. Mam w nosie tych facetów, co zdradzają swoje żony, ale udają świętoszków. Niech sobie latają na Jasną Górę i leżą tam krzyżem. Tylko co wynika z ich modłów, skoro w życiu codziennym zachowują się niegodnie?

NEWSWEEK: Kogo ma pani na myśli?
MONIKA OLEJNIK: Nie będę wymieniać nazwisk, ale proszę mi powiedzieć, jakim człowiekiem trzeba być, żeby mówić o Andrzeju Turskim, że był pijany na wizji? To był profesjonalista, przyzwoity człowiek. Był moim pierwszym szefem. Uratował Wojciecha Reszczyńskiego, kiedy groziło mu wyrzucenie z radia. Reszczyński nigdy mu za to nie podziękował, ale za to chętnie go opluwał, kiedy stał się taki prawicowy. Dlaczego autorzy książki nie napisali, że Reszczyński pracował w stanie wojennym, a nawet prowadził słynne spotkanie z generałem Jaruzelskim? W tamtych czasach nie powierzano byle komu prowadzenia “Teleexpressu”. Między dziennikarzami zawsze były podziały, ale ja pamiętam czasy, kiedy się szanowaliśmy. To był ważny czas.

NEWSWEEK: Kiedy zaczęła się trwająca do dziś jatka?
MONIKA OLEJNIK: Po katastrofie smoleńskiej. Zaczął się podział Polski, jakiego nie było chyba nawet w czasach stanu wojennego. Nienawiść, szczególnie widoczna w internecie. Bo sieć daje poczucie anonimowości, więc można z siebie do woli wylewać bluzgi. To jest niebezpieczne, bo niektórzy traktują internet jak boga. Uważają, że to, co tam napisane, jest święte. I czerpią informacje z tego bluzgu, z tego błota.

NEWSWEEK: Czy jest szansa, że kiedyś emocje smoleńskie opadną?
MONIKA OLEJNIK: Do końca nigdy nie opadną, bo to jest przecież lokomotywa wyborcza niektórych ugrupowań i periodyków. Prawica utuczyła się na katastrofie smoleńskiej i śmierci Lecha Kaczyńskiego. Prawicowe gazety, na przykład braci Karnowskich, piszą o nim w każdym numerze. Najbardziej skorzystał na Smoleńsku Tomasz Sakiewicz, przecież “Gazeta Polska” była już taka cienka, a teraz dobrze się sprzedaje. Redaktor Sakiewicz zapomina, jak przychodził do tej strasznej Trójki na początku lat 90., by komentować wydarzenia polityczne. Jego koledzy z gazety zapominają, jak prosili mnie, żebym ich cytowała. A ja przypomnę Dorocie Kani, która tak chętnie sięga do mojego życiorysu, wywiad Piotra Zaremby i Michała Karnowskiego z braćmi Kaczyńskimi.

NEWSWEEK: “O dwóch takich…”?
MONIKA OLEJNIK: Właśnie. Tam jest pytanie do Lecha Kaczyńskiego o jego osobisty ranking dziennikarzy. Prezydent odpowiada, że nie ma najlepszych doświadczeń z mediami, ale dodaje: “Byłem w swoim czasie wdzięczny Monice Olejnik, która chętnie zapraszała mnie do swoich programów, do TVN i Radia Zet”.

NEWSWEEK: Po tej wdzięczności szybko nie zostało śladu?
MONIKA OLEJNIK: Ja nie oczekuję wdzięczności, bo kiedy rozmawiam z politykami, to każdemu zadaję trudne pytania. Nieważne, czy to jest prawica, czy lewica. Problem polega na tym, że dzisiaj nie wszyscy pamiętają lub nie chcą pamiętać, jak ostro i dociekliwie rozmawiałam z Buzkiem, Millerem, Kwaśniewskim, Oleksym, Wałęsą, Palikotem, Tuskiem i innymi. W swojej pracy zawsze miałam odwagę być niezależna w sytuacjach, w których część koniunkturalnych wyznawców prawicy zamiast dziennikarstwa uprawiała wazeliniarstwo.

NEWSWEEK: Prawica uważa inaczej: na ludzi o innych poglądach po prostu pani napada.
MONIKA OLEJNIK: To raczej pseudoprawica i jej merkantylna teza, a nie fakt. Prezydent Wałęsa przez dwa lata nie udzielał mi wywiadów. Aleksander Kwaśniewski przez dwa i pół roku, bo się obraził. A kto wytknął Palikotowi, że w jego klubie jest poseł, który zatrudnia u siebie w piśmie mordercę księdza Popiełuszki? Ja to zrobiłam! A kiedy zaczęła się wojna między Donaldem Tuskiem a Lechem Kaczyńskim, wiele razy oburzałam się, że Kancelaria Premiera zabiera samolot prezydentowi. Proszę sobie przypomnieć wazeliniarskie teksty Michała Karnowskiego o Jarosławie Kaczyńskim. Gdybym była prezesem PiS, to po takiej lekturze zrobiłoby mi się niedobrze. Bo on chyba nie lubi lizusów. A teraz pokażę pani inny fragment…

NEWSWEEK: Dobrze się pani przygotowała.
MONIKA OLEJNIK: Jak zawsze. O, proszę, Piotr Zaremba o aferze FOZZ: “Dziennikarze – gwiazdy typu Tomasz Lis czy Monika Olejnik – chyba jedyny raz wystąpili w tak wyraźnej obronie Kaczyńskich”. Może tzw. prawicowi dziennikarze zazdroszczą mi ciągle, że tylko u mnie bracia Kaczyńscy wystąpili w jednym programie w TVN oraz w TVP. Chyba żadnemu innemu dziennikarzowi nie udało się posadzić ich koło siebie w studiu. I chyba jestem jedyną dziennikarką, którą prezydent Lech Kaczyński najpierw obraził, mówiąc, że jestem na jego krótkiej liście do wykończenia, a następnie przeprosił, wysyłając bukiet kwiatów. O tym wydarzeniu pisały agencje informacyjne na całym świecie.

NEWSWEEK: Czuje się pani czasem nienawidzona?
MONIKA OLEJNIK: Są ludzie, którzy wierzą w nieodpowiedzialne kłamstwa tzw. prawicowych dziennikarzy. I to może wywoływać agresję. Na szczęście często spotykam się z sympatią przypadkowych osób. Największym problemem jest jednak to, że nie ma sprawy, w której mówilibyśmy ponad podziałami jednym głosem. Teraz, zdaniem części prawicy, trzeba być dumnym z tego powodu, że się nie daje pieniędzy do puszki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ja się dziwię Jarosławowi Kaczyńskiemu, że nie reaguje na te bzdury.

NEWSWEEK: Pani często prowokuje, używa ostrego języka.
MONIKA OLEJNIK: Proszę podać przykład mojej prowokacji.

NEWSWEEK: Wypowiedź posła PiS Jacka Sasina nazywa pani świństwem.
MONIKA OLEJNIK: Ale ja to samo mówiłam o Palikocie, kiedy obrażał pamięć Lecha Kaczyńskiego. A słowa Sasina nazwałam świństwem, bo przekroczył wszelkie granice, obciążając premiera Tuska winą za samobójstwo 16-letniego chłopca. Tak nie wolno robić. To brak odpowiedzialności.

NEWSWEEK: Dworuje sobie pani z księdza Oko.
MONIKA OLEJNIK: O nie, ja z nim dyskutuję. Nigdy nie powiedziałam, że ktoś jest głupkiem, chamem, talibem, świnią. Nieustannie liczę na poczucie humoru moich rozmówców.

NEWSWEEK: Kto jest dla pani autorytetem?
MONIKA OLEJNIK: W Polsce? Dominikanie. Lubię ich. Za to, że są odważni, potrafią się przeciwstawić głównemu nurtowi i nie boją się dyskutować z dziennikarzami. Autorytetami są również ludzie pozytywnie aktywni, którzy zmieniają Polskę. A z polityków szanuję klasę i talent szczególnie tych, których już nie ma. Uwielbiałam Bronisława Geremka, choć czasami byliśmy w sporze.

NEWSWEEK: Za co?
MONIKA OLEJNIK: Za elegancję. Za to, że potrafił precyzyjne przedstawić swoje poglądy. Za to, że był uczciwym politykiem, nie zniżał się do niskich chwytów, które dzisiaj są szalenie modne. Podobnie jak Tadeusz Mazowiecki, Jacek Kuroń, prof. Lech Falandysz, Andrzej Zakrzewski, ksiądz Tischner, arcybiskup Życiński. Kiedy przychodzili do mnie do studia, nigdy nie wdawali się w naparzanki z politycznymi przeciwnikami, tylko po prostu konstruktywnie rozmawiali. Coraz trudniej jest znaleźć ich następców, ale ciągle szukam…

NEWSWEEK: Dzisiaj zdarza się, że polityk wychodzi ze studia w czasie pani programu.
MONIKA OLEJNIK: Poseł Błaszczak zasłynął nawet tym, że zaplanował swoje wyjście jeszcze na długo przed programem. Wszyscy się tłuką między sobą. Mam wrażenie, że politycy uważają, że jak nie powiedzą czegoś ostrego, to nikt ich potem nie zacytuje w internecie.

NEWSWEEK: A pani się nie cieszy, jak inne media cytują pani program?
MONIKA OLEJNIK: Nie zawsze mam satysfakcję. Co z tego, że cytują takiego Sasina? Ja wyszłam z programu i było mi po prostu przykro. Myślałam o bliskich tego chłopca, który popełnił samobójstwo i zastanawiałam się, jak muszą się czuć. Bo w głębi duszy cały czas jestem reporterką społeczno-interwencyjną potrafiącą obserwować życie. A taki polityk wychodzi ze studia i mówi: “Przynajmniej było ostro”.

NEWSWEEK: Powiedziała pani jakiś czas temu, że politycy nie są już w stanie pani zadziwić.
MONIKA OLEJNIK: Już nikt mnie nie jest w stanie niczym zadziwić. Nawet prawicowi pseudodziennikarze, którzy w XXI wieku urządzają polowanie na czarownice w stylu przypominającym Marzec ’68 r. Mali ludzie pod szyldem prawicy czerpią wzorce z najbardziej mrocznych czasów komunizmu. Zachowują się tak, jakby próbowali złożyć wieniec pod pomnikiem Stalina. Może jeszcze czasem zaskoczą mnie jakieś odkrycia naukowe czy archeologiczne, literatura, muzyka, podróże.

NEWSWEEK: Nie ma pani jeszcze dość polityki?
MONIKA OLEJNIK: Nie, bo to jest mój zawód i moja pasja. Nie zmienią tego kłamstwa frustratów. Jestem szczęśliwą dziennikarką.

 

Całość: http://polska.newsweek.onet.pl/monika-olejnik-resortowe-dzieci-doroty-kanii-newsweek-pl,artykuly,279031,1.html

29-01-2014, 15:47

Zbigniew Nosowski zastąpił Andrzeja Turskiego w Radzie Programowej Polskiego Radia  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
29-01-2014

KRRiT powołała do Rady Programowej Polskiego Radia redaktora naczelnego miesięcznika “Więź” Zbigniewa Nosowskiego. Zajął on miejsce Andrzeja Turskiego, który zmarł w grudniu ub.r.

Zbigniew Nosowski

Nosowski jest świadomy, że kadencja Rady kończy się jesienią. - Wiem, że takie instytucje są zazwyczaj fasadowe. Ale zgodziłem się, by przez krótki okres sprawdzić od wewnątrz, czy coś się da, czy jednak się nie da - napisał na profilu na Facebooku Zbigniew Nosowski i zachęcił komentujących, żeby przesyłali mu swoje uwagi i propozycje co do spraw programowych w Polskim Radiu.

Zbigniew Nosowski pracuje w redakcji miesięcznika “Więź” od 1989 roku, natomiast od 2001 roku  pełni funkcję redaktor naczelnego. Jest autorem ponad 300 telewizyjnych programów publicystycznych, w tym cyklu “Boskie i cesarskie”. W 2005 roku został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w 2012 roku Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/zbigniew-nosowski-zastapil-andrzeja-turskiego-w-radzie-programowej-polskiego-radia

29-01-2014, 09:55

Współpraca z Uniwersytetem Ekonomicznym  »

Polskie Radio Katowice
Joanna Opas
29-01-2014

Studenci Uniwersytetu Ekonomicznego łatwiej odbędą praktyki w Radiu Katowice – dziś podpisano bowiem umowę o współpracy między Radiem Katowice a Uniwersytetem Ekonomicznym.

Prof. Leszek Żabiński - rektor Uniwersytetu Ekonomicznego i Henryk Grzonka - redaktor naczelny Polskiego Radia Katowice po podpisaniu umowy o współpracy

Jak mówi profesor Leszek Żabiński, rektor Uniwersytetu Ekonomicznego, dzięki podpisanej umowie zyskają nie tylko studenci.

Z kolei jak dodaje Henryk Grzonka, prezes Radia Katowice, do rozgłośni mają szansę trafić osoby lepiej przygotowane do wykonywania zawodu dziennikarza.

Ponadto dzięki umowie, także pracownicy naukowi zyskają możliwość prowadzenia badań na temat zarówno funkcjonowania, jak i historii radia. Radio Katowice pomoże także zbudować studencką rozgłośnię. Podobną umowę o współpracy dającą studentom szerszy dostęp do praktyk zawodowych, Uniwersytet Ekonomiczny podpisał dziś także z Funduszem Górnośląskim.

Całość: http://www.radio.katowice.pl/zobacz,2229,Wspolpraca-z-Uniwersytetem-Ekonomicznym.html

29-01-2014, 09:01

Strajk w TVP zapowiadany na 7 lutego  »

Press
(RUT)
29-01-2014

Siedziba Telewizji Polskiej

Na piątek 7 lutego działający w Telewizji Polskiej związek zawodowy Wizja zapowiedział strajk ostrzegawczy. Związkowcy chcą etatów dla pracowników twórczych i technicznych.

Akcja zacznie się o 12 i potrwa godzinę. Związkowcy planują wiece. W Warszawie strajkujący zbiorą się w głównej siedzibie TVP przy ul. Woronicza w holu bloku B i w holu siedziby programów informacyjnych przy placu Powstańców Warszawy. Mają być też wiece w oddziałach regionalnych. “Nie mamy już żadnego wyboru i musimy sięgnąć po ostateczną formę protestu, jaką jest strajk. Zarząd TVP okazał się głuchy na argumenty, lekceważy nie tylko stronę społeczną, ale i wszystkich Pracowników” – czytamy w odezwie Wizji.

Związek domaga się wyłącznie etatowego zatrudnienia dla zawodów twórczych i technicznych, protestując przeciwko planowanemu przez władze TVP outsourcingowi: ok. 550 pracowników TVP, głównie dziennikarzy, ma przejść do firmy zewnętrznej (trwa przetarg na tę firmę). “Nie wierzcie, że ocalejecie, gdy będziecie bierni i pozwolicie wyprowadzić 550 osób – wciąż jeszcze Waszych Koleżanek i Kolegów. Potem przyjdzie pora na Was” – przekonują pracowników telewizji związkowcy z Wizji.

O strajku pod koniec ub.r. zdecydowało referendum. Wizja zawiesiła jednak protest, bo pierwszy przetarg na firmę przejmującą pracowników TVP zakończył się rezygnacją jedynego finałowego oferenta (Gi Group). Związkowcy liczyli więc, że zarząd odstąpi od realizacji tego pomysłu. Władze TVP zdecydowały się jednak na drugi przetarg. “Wzywamy Zarząd TVP do podjęcia rozmów” – apelują związkowcy. Ostrzegają, że inaczej rozszerzą protest.

- Rozmowy wymagają jakiegoś pola do kompromisu, a tu go nie ma, bo związkowcy domagają się spełnienia ich żądań i odstąpienia od outsourcingu – mówi Jacek Rakowiecki, rzecznik prasowy TVP. Czy akcja protestacyjna nie zakłóci pracy telewizji? – Od czterech miesięcy jesteśmy straszeni strajkiem, więc zdążyliśmy się przygotować – odpiera Rakowiecki.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/44163,Strajk-w-TVP-zapowiadany-na-7-lutego