Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

05-02-2014, 09:14

Juliusz Braun: nie jest możliwe, by strajkujący przerwali transmisję TVP  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pap/wm
05-02-2014
Przerwanie transmisji nie jest możliwe – uważa prezes TVP Juliusz Braun. Tymczasem związkowcy z TVP, którzy na piątek zapowiedzieli godzinny strajk ostrzegawczy w związku z planowanym outsourcingiem pracowników, twierdzą, że scenariusze protestu są różne.

Juliusz Braun

Zgodnie z planami blisko 550 pracowników TVP ma zostać przeniesionych do wyłonionej w przetargu firmy zewnętrznej. Będą to graficy, charakteryzatorzy, montażyści i część dziennikarzy. W spółce pozostanie ok. 220 dziennikarzy odpowiadających za emisję programów.

Podczas wtorkowej konferencji poświęconej zmianom w naziemnej telewizji cyfrowej szef Telewizji Polskiej był pytany przez dziennikarzy o to, czy spółka liczy się z przerwaniem transmisji. “Nie, przerwanie transmisji nie jest możliwe” – odpowiedział Braun.

Komentując wypowiedź prezesa przewodnicząca Związku Zawodowego Wizja Barbara Markowska powiedziała PAP, że “scenariusze są różne, wszystko zależy od tego, co zrobią pracownicy”. “Pracownicy sami zdecydują. Jeżeli będą zastraszani, może się okazać, że nie odejdą od miejsc w pracy. Na to Wizja wpływu nie ma” – podkreśliła.

Przyznała, że “sytuacja jest trudna”. “Wiemy, że przed referendum strajkowym część pracowników dostała podwyżki, żeby nie brać w nim udziału” – mówiła.

O godz. 12 związkowcy zaplanowali wiece przed siedzibami Telewizji Polskiej w Warszawie na ul. Woronicza i przy pl. Powstańców Warszawskich oraz w 16 oddziałach terenowych.

“Będziemy czekać na prezesa Brauna. Już teraz jednak bez względu na strajk słyszymy, że do outsourcingu dojdzie. Oznacza to, że nie chodzi o sprawy finansowe spółki, lecz o odchudzenie firmy poprzez pozbycie się pracowników” – komentowała Markowska.

W ogłoszonym przetargu na firmę zewnętrzną, która przejmie pracowników, wystartowały cztery spółki: Personnel Service, Leasing Team, Wadwicz i Gi Group. Telewizja Polska przeprowadza procedurę przetargową po raz drugi. W poprzedniej nie udało się wyłonić wykonawcy. Outsourcing jest częścią prowadzonej przez zarząd restrukturyzacji spółki.

Przeniesieni do firmy zewnętrznej pracownicy będą mieli zagwarantowaną pracę i pensję w niezmienionej postaci przez dwa lata.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/juliusz-braun-nie-jest-mozliwe-by-strajkujacy-przerwali-transmisje-tvp

05-02-2014, 08:38

Tadeusz Mosz nie żyje. Dziennikarz ekonomiczny, absolwent UŚ miał 60 lat  »

Dziennik Zachodni, Press, Gazeta Wyborcza, Wirtualnemedia.pl
Jakub Sztern, PAP, mw, js, tw
05-02-2014 14-02-2013

Nie żyje Tadeusz Mosz, jeden z najbardziej znanych polskich dziennikarzy ekonomicznych. Absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Śląskim. Informację o jego śmierci podała TVP Info.

Tadeusz Mosz

Ukończył studia dziennikarskie na Uniwersytecie Śląskim. Związany z TVP od 1980 roku. Autor programów o tematyce ekonomicznej i reformie gospodarczej, m.in. “Jak jest, jak może być, jak być powinno, czyli jak przekształcić system centralnie planowany w rynkowy”.

Autor i pomysłodawca widowiska na żywo “Otwarte studio” (1989-1991), emitowanego przez kilka godzin w nocy z piątku na sobotę w TVP 1 w formule tzw.telewizyjnego “Hyde Parku”, gdzie bez skrępowania można było prowadzić spór z przedstawicielami ówczesnej władzy. Był także współautorem i prowadzącym poranny magazyn “Kawa czy herbata” w TVP 1.

Współpracował z Gazetą Giełdy “Parkiet”, gdzie był doradcą prezesa zarządu i kierownikiem zespołu analityków giełdowych. Ponownie związał się z TVP w 1996 roku – z “Giełdą”, programem o rynku papierów wartościowych. W 2001-2002 prezentował własne komentarze ekonomiczne w “Panoramie” w TVP2.

Od października 2001 do września 2006 pomysłodawca, autor i prowadzący magazyn ekonomiczny “Plus Minus” w TVP1. Od jesieni 2006 autor “Plus Minus” w TVP3, potem TVP Info. Od 2011 roku pomysłodawca, autor i prowadzący program “Mówisz Mosz” w TVP Info. W 2003 roku program “Plus Minus” i jego twórca zostali uhonorowani Medalem Europejskim. Od 2 marca 2009 program “Plus Minus” ponownie gości na antenie telewizji publicznej w TVP Info, z Tadeuszem Moszem jako prowadzącym.

Przez 5 lat felietonista “Przekroju”, a wcześniej BusinessWeek i Businessman Magazine. Publikował także swoje wideofelietony na łamach portalu interia.pl. Od 2004 roku do końca października 2007 w radiu PiN 102FM z sobotnią audycją “Co mnie dziwi”. Od 5 listopada 2007 roku prowadzi w radiu TOK FM codzienny poranny autorski program “EKG – Ekonomia, Kapitał, Gospodarka”, publikuje także felietony w “Businessman.pl”

Od marca do czerwca 2012 wraz z Janem Wróblem na antenie TVP1 prowadził program publicystyczny Kto za to zapłaci?.

Był wielokrotnie nagradzany i wyróżniany – przypomina TOK FM na swojej stronie internetowej. W 2002 r. otrzymał “Ostre pióro” – prestiżową nagrodę przyznawaną przez Business Centre Club. Rok później otrzymał Medal Europejski, którym nagrodzono także jego program “Plus Minus”. W 2002 r. otrzymał również tytuł “Dziennikarza roku”, przyznawany przez miesięcznik “Twój Pieniądz”, a dwa lata później “Dziennikarza gospodarczego roku” przyznawany w konkursie “Finansista Roku”.

PAP  

———————————————————————————————

Tadeusz Mosz przegrał walkę z chorobą nowotworową – poinformowało Radio Tok FM. Dziennikarz 25 stycznia br. obchodził 60. urodziny.

Tadeusz Mosz od 1980 roku związany był z Telewizją Polską. Znany był przede wszystkim z programów dotyczących ekonomii, których był autorem i prowadzącym. W swojej karierze tworzył m.in. programy : “Jak jest, jak może być, jak być powinno, czyli jak przekształcić system centralnie planowany w rynkowy”, “Otwarte studio” czy “Giełda”. W latach 2001 – 2013 prowadził magazyn “Plus Minus”, a potem “Mówisz Mosz”. Był jednym z prowadzących poranną audcyję “Kawa czy herbata”.

Od 5 listopada 2007 roku prowadził codzienny autorski program gospodarczy “EKG – Ekonomia, Kapitał, Gospodarka” w Radiu Tok FM. Rozmawiał w nim z ekspertami ekonomicznymi, menedżerami, ministrami i przedsiębiorcami.

Był felietonistą “Przekroju”, “BusinessWeek” i “Businessman Magazine”.

Jarosława Gugała, szef “Wydarzeń” Polsatu: – Tadeusz Masz miał wielki talent nazywania rzeczy w sposób jasny i jednocześnie precyzyjny. Dzięki niemu ekonomia stawała się ciekowa nawet w radiu i telewizji.

Paweł Lisicki, redaktor naczelny “Tygodnika Do Rzeczy”: – Tadeusz Mosz potrafił nadać ludzkie oblicze, czemuś tak abstrakcyjnemu jak ekonomia. Pokazywał, że za procesami ekonomicznymi stoją ludzie i ich emocje. Mało kto potrafi przedstawiać ekonomię w ten sposób, jak robił to Tadeusz Mosz, aby nie był to zapis abstrakcyjnych sił.

Tak żegna Mosza redakcja Tok FM: Z ogromnym żalem żegnamy Pana Tadeusza – człowieka o imponującej wiedzy, który potrafił o ekonomii mówić z prawdziwą pasją. Będzie nam brakowało Jego błyskotliwych uwag i poczucia humoru. Trudno wyobrazić sobie, że już Go nie zobaczymy w newsroomie, podczas porannej lektury gazet przed programem. Wysyłamy dobre myśli do rodziny Pana Tadeusza.

———————————————————————————————-

Tadeusz Mosz 25 stycznia skończył 60 lat. W TOK FM prowadził codzienny autorski program gospodarczy “EKG – Ekonomia, Kapitał, Gospodarka”.

- Nie przygotowaliśmy dla państwa normalnego programu, bo dzisiaj nie jest normalnie. Normalnie już nie będzie – mówił o godz. 6.43 w TOK FM Maciej Głogowski, szef redakcji ekonomicznej TOK FM. – Tadeusz Mosz odszedł od nas wczoraj po południu. Pamiętam, jak przyjeżdżał do radia, nigdy nie wchodził, zawsze wpadał z taką energią. Miał taki rytuał, że witał się ze mną słowami: “Jak się mosz?”. I ja odpowiadałem: “Dobrze”. A dzisiaj mam się źle, bo już cię nie ma, Tadziu.

Znany z “Plus minus”, “EKG”, “Mówisz Mosz”

Tadeusz Mosz skończył dziennikarstwo na Uniwersytecie Śląskim. Od 1980 r. związany był z Telewizją Polską. Prowadził przede wszystkim programy ekonomiczne. W swojej karierze tworzył m.in. programy “Jak jest, jak może być, jak być powinno, czyli jak przekształcić system centralnie planowany w rynkowy”, “Otwarte studio” czy “Giełda”.

Przez wiele lat widzom znany był z prowadzenia magazynu ekonomicznego ” Plus minus” – ten program w 2003 roku nagrodzono Medalem Europejskim. Od 2011 roku dziennikarz prowadził “Mówisz Mosz” w TVP Info.

Pisał m.in. dla ” Przekroju”, ” Business Week” i “Businessman Magazine”.

Od listopada 2007 roku prowadził w Radiu TOK FM codzienny poranny autorski program “EKG – Ekonomia, Kapitał, Gospodarka”.

Laureat wielu nagród

Był laureatem wielu nagród i wyróżnień dziennikarskich. m.in. Dziennikarz Gospodarczy Roku 2002 miesięcznika ” Pieniądz”, Dziennikarz Gospodarczy Roku 2004 “Gazety Finansowej”, laureat tytułu ” Solidna Firma 2004″, zdobywca nagrody specjalnej im. Eugeniusza Kwiatkowskiego za najlepszy utwór dziennikarski o tematyce ekonomicznej w 2002 roku, przyznany przez Akademię Ekonomiczną w Krakowie, zdobywca nagrody ” Ostre Pióro”, przyznawanej przez BCC.

Został uhonorowany tytułem “Człowiek Przyjazny Przedsiębiorczości 2009″ przez Kapitułę Ogólnopolskiego Konkursu “Samorząd Przyjazny Przedsiębiorczości”. W 2004 roku Tadeusz Mosz nominowany był do nagrody Wiktora.

Od redakcji TOK FM

Trudno jest nam uwierzyć, że odszedł ktoś tak pełny życia, energii, pomysłów. Dziennikarstwo ekonomiczne nie było tylko jego zawodem, ale także pasją, którą potrafił zarażać nie tylko nas, ale również słuchaczy. Zawsze w biegu, mimo to umiał znaleźć czas, żeby zatrzymać się, porozmawiać, opowiedzieć nam o swojej rodzinie, nartach czy po prostu pożartować. Tadeusz był naszym przyjacielem, kolegą, mistrzem. Będzie nam go brakowało.

————————————————————————————-

W wieku 60 lat zmarł Tadeusz Mosz, dziennikarz ekonomiczny radia Tok FM, wcześniej długo związany z Telewizją Polską. W ostatnich latach walczył z chorobą nowotworową.

Tadeusz Mosz

Tadeusz Mosz przez ostatnich 8 lat pracował w radiu Tok FM, gdzie prowadził codzienny autorski program “EKG – Ekonomia, Kapitał, Gospodarka”.

Wcześniej przez wiele lat był związany z Telewizją Polską, w której z przerwami pracował od 1980 do 2007 roku. Był pomysłodawcą i prowadzącym programów poświęconych ekonomii, takich jak “Otwarte studio”, “Giełda”, “Jak jest, jak może być, jak być powinno” oraz – w latach 2001-2013 – “Plus Minus”. Przez pewien czas prowadził też “Kawę czy herbatę” oraz był ekspertem ekonomicznym w “Panoramie”.

Ponadto Mosz współpracował jako felietonista z pismami “Przekrój”, “BusinessWeek” i “Businessman Magazine” i “Businessman.pl”. Był też kierownikiem zespołu analityków giełdowych “Parkietu Gazety Giełdy”, a w latach 2004-2007 prowadził autorską audycję “Co mnie dziwi” w Radiu PiN.

Za swoją pracę dziennikarską Tadeusz Mosz otrzymał wiele nagród i wyróżnień, m.in. został Dziennikarzem Gospodarczym Roku 2002 według miesięcznika “Pieniądz”, Dziennikarzem Gospodarczym Roku 2004 według “Gazety Finansowej”, laureatem nagrody specjalnej im. Eugeniusza Kwiatkowskiego za najlepszy utwór dziennikarski o tematyce ekonomicznej w 2002 roku oraz nagrody Ostre Pióro przyznawanej przez Business Centre Club.

- Nie przygotowaliśmy dla państwa normalnego programu, bo dzisiaj nie jest normalnie. Normalnie już nie będzie. Tadeusz Mosz odszedł od nas wczoraj po południu – powiedział dzisiaj rano na antenie Tok FM Maciej Głogowski, szef redakcji ekonomicznej rozgłośni. – Pamiętam, jak przyjeżdżał do radia, nigdy nie wchodził, zawsze wpadał z taką energią. Miał taki rytuał, że witał się ze mną słowami: “Jak się mosz?”. I ja odpowiadałem: “Dobrze”. A dzisiaj mam się źle, bo już cię nie ma, Tadziu - dodał.

*     *     *

Dziś rano na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie pochowano Tadusza Mosza. Dziennikarz zmarł w ubiegłym tygodniu – przegrał walkę z chorobą nowotworową. Pośmiernie został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Nabożeństwo żałobne odprawiono w domu pogrzebowym na Wojskowym Cmentarzu Komunalnym przy ul. Powązkowskiej w Warszawie. Tadeusz Mosz zmarł w wieku 60 lat.

Tadeusz Mosz pośmiertnie został odznaczony przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w pracy dziennikarskiej i publicystycznej oraz osiągnięcia w popularyzowaniu wiedzy z dziedziny ekonomii, finansów i gospodarki. Nadany pośmiertnie order został przekazany rodzinie zmarłego podczas uroczystości pogrzebowych.

Tadeusz Mosz był dziennikarzem ekonomicznem. Prowadził programy gospodarcze w TVP i radiach – ostatnio “EKG – Ekonomia, Kapitał, Gospodarka” w Radiu Tok FM.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3320732,tadeusz-mosz-nie-zyje-dziennikarz-ekonomiczny-absolwent-us-mial-60-lat,id,t.html; http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/44229,Tadeusz-Mosz-nie-zyje; http://wyborcza.pl/1,75478,15400761,Nie_zyje_Tadeusz_Mosz__dziennikarz_TOK_FM.html#ixzz2sQqSfpMJ; http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/zmarl-tadeusz-mosz; http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/44338,Na-wojskowych-Powazkach-pochowano-Tadeusza-Mosza

05-02-2014, 08:24

O powodzeniu paywalla “Gazety Wyborczej” zdecyduje jakość treści (opinie)  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
05-02-2014
Wprowadzenie płatnego dostępu w serwisach “Gazety Wyborczej” to odważny, ale nieunikniony krok, który może przynieść sukces, jeśli użytkownicy będą otrzymywać treści wysokiej jakości. Dla Wirtualnemedia.pl komentują Jacek Czynajtis, Lucyna Koba i Łukasz Zdrodowski.

We wtorek w serwisach “Gazety Wyborczej” (Agora) zaczął obowiązywać płatny dostęp (tzw. paywall), w którym za darmo każdy użytkownik może przeczytać tylko 10 artykułów. Dostęp do wszystkich treści można wykupić, płacąc za to od 17,90 do 39,90 zł miesięcznie.

Gazeta Wyborcza - płatny dostęp

Eksperci pytani przez Wirtualnemedia.pl są zgodni, że pobieranie opłat za treści wysokiej jakości w internecie to nieunikniony trend, zwłaszcza wśród wydawców działających też na kurczącym się rynku prasowym. – Mimo że wiele treści w sieci jest łatwo i bezpłatnie dostępnych, to jednak satysfakcja użytkowników z ich jakości, przydatności i wiarygodności z każdym rokiem jest mniejsza. I dlatego każdy wydawca chcący zamknąć dostęp do swoich zasobów będzie jednak musiał stale udowadniać, że kontent przez niego serwowany jest unikalny, jakościowy, wiarygodny i przez to warty dokonania opłaty - ocenia Jacek Czynajtis, prezes Optizen Labs, a w przeszłości m.in. wiceprezes Muratora i prezes Mediataka. – Decyzję Agory postrzegam jako inwestycję w obszary których brakuje w polskim internecie – jakościowy kontent, skierowany do wymagającego czytelnika - mówi Łukasz Zdrodowski, dyrektor w pionie client leadership domu mediowego Mindshare Polska.

Nieco bardziej sceptyczna jest Lucyna Koba, deputy media director w Lowe Media. – Ostateczne zaakceptowanie takiego modelu konsumpcji przez internautów będzie dowodem na osiągnięcie dojrzałości tego rynku – niestety obawiam się, że jeszcze nam do niej daleko - uważa. Jej zdaniem ceny pakietów w serwisach “Gazety Wyborczej” są zbyt wysokie, a promocyjny okres dostępu za 99 groszy zbyt krótki.

- Do tej pory Agora tak jak każdy wydawca prasowy była zasilana z dwóch źródeł, które obecnie mocno spadają – sprzedaży egzemplarzowej i przychodów reklamowych. Jeśli paywall wypali i przychody ze sprzedaży papierowych wydań zaczną być rekompensowane przez przychody ze sprzedaży dostępu, można będzie przyjąć, że jeden problem jest rozwiązany – uważa Rafał Oracz, szef OMG Poland. – Pozostaje jednak drugi problem, którym są przychody z reklamy prasowej, na razie w żaden sposób nierekompensowane przez wpływy reklamowe w sieci – dodaje.

Od półtora roku strony “GW”, tak samo jak serwisy innych czołowych wydawców prasowych, są objęte paywallem Piano Media, obejmującym tylko dłuższe, publicystyczne materiały. – Wydaje się, że ta wersja Piano nie była dobrze dopasowana do potrzeb czytelników mających za określoną kwotę dostęp do przypadkowo i luźno dobranych tytułów, nie przez siebie wybranych, lecz po prostu uczestniczących w tym projekcie - ocenia Jacek Czynajtis. – Te doświadczenia powinny pozwolić Agorze opracować teraz dobrą ofertę – stwierdza Łukasz Zdrodowski.

Ograniczenie dostępu do większości oferowanych treści może grozić spadkiem odwiedzalności serwisów “Gazety Wyborczej”. Jednak i taka sytuacja ma swoje zalety. – Wyselekcjonowana grupa czytelników płacących abonament będzie z pewnością charakteryzowała się wyższą siłą nabywczą w porównaniu do przeciętnego profilu internauty, co będzie mogło stanowić dla marketera pewną rekompensatę utraty zasięgu, a nawet ustanowić dla niego nową jakość poprzez uzyskanie wyższego wskaźnika affinity – uważa Jacek Czynajtis. – Elitarność tych serwisów ma szansę sprawić, że emitowane tam reklamy staną się pożądanym towarem – dodaje Łukasz Zdrodowski, sugerując, że wydawca powinien postawić na mniej inwazyjne, natywne formaty reklamowe.

Jacek Czynajtis, prezes Optizen Labs

Jacek Czynajtis

Zamykanie przez wydawców treści za paywallem jest zjawiskiem, z którym będziemy się coraz częściej spotykać. Na świecie, w Europie, w Polsce. To nieodwracalny trend i nie ma dla wydawców alternatywy poza płatnymi aplikacjami na urządzenia mobilne. Mimo że wiele treści w sieci jest łatwo i bezpłatnie dostępnych, to jednak satysfakcja użytkowników z ich jakości, przydatności i wiarygodności z każdym rokiem jest mniejsza. I dlatego każdy wydawca chcący zamknąć dostęp do swoich zasobów będzie jednak musiał stale udowadniać, że kontent przez niego serwowany jest unikalny, jakościowy, wiarygodny i przez to warty dokonania opłaty. Dbanie o brand własnego medium będzie miało kluczowe znaczenie. Pamiętajmy, że portale horyzontalne i te o tematyce gospodarczo-biznesowej, które swój model biznesowy opierają na monetyzacji jak największego ruchu, również mogą pozyskać sławne, sprawdzone nazwiska profesjonalnych dziennikarzy i redaktorów, na bazie których ich treści mogą nabrać charakteru jakościowego porównywalnego z mediami płatnymi o ugruntowanej marce.

Zastosowane właśnie przez Agorę narzędzie zdecydowanie ma większe szanse na szybsze pozyskiwanie subskrybentów niż poprzednia wersja Piano, która – wydaje się – nie była dobrze dopasowana do potrzeb czytelników mających za określoną kwotę dostęp do przypadkowo i luźno dobranych tytułów, nie przez siebie wybranych, lecz po prostu uczestniczących w tym projekcie.

Ewentualnego spadku ruchu w swoich serwisach “Gazeta Wyborcza” obawiać się raczej nie powinna, ponieważ mimo wszystko będzie oferować bezpłatnie kilka artykułów miesięcznie dla każdego użytkownika. Jeśli jednak nawet ruch na stronach zamkniętych za paywallem miałby być mniejszy, to wyselekcjonowana grupa czytelników płacących abonament będzie z pewnością charakteryzowała się wyższą siłą nabywczą w porównaniu do przeciętnego profilu internauty, co będzie mogło stanowić dla marketera pewną rekompensatę utraty zasięgu, a nawet ustanowić dla niego nową jakość poprzez uzyskanie wyższego wskaźnika affinity.

Wydawcy niemieccy szacują, że każdego roku przychody z tytułu pobierania opłat za treści wydawców publikowane w serwisach internetowych będą rosły średnio o 15 proc. Życzyłbym polskim wydawcom, aby z podobną dynamiką zdobywali kolejne rzesze czytelników świadomych clutteru w sieci.

Lucyna Koba, deputy media director w Lowe Media

Lucyna Koba

Ograniczanie bezpłatnego dostępu online do wartościowych treści jest kierunkiem pozytywnym i nieuniknionym. Ostateczne zaakceptowanie takiego modelu konsumpcji przez internautów będzie dowodem na osiągnięcie dojrzałości tego rynku – niestety obawiam się, że jeszcze nam do niej daleko.

Sama konstrukcja nowej oferty Agory – alternatywa bezpłatnego dostępu, trzy różne progi abonamentu oraz próbny dostęp za symboliczną opłatę – jest przemyślana, uczciwa wobec dotychczasowych użytkowników i przejrzysta. Jednak sądzę, że proponowane opłaty są zbyt wysokie, a okres testowania za symboliczną kwotę zbyt krótki.

Rozumiem, że Agora kieruje tę ofertę przede wszystkim do swoich obecnych użytkowników, a więc osób przywiązanych do tych właśnie treści. Jednak jest to zmiana dość radykalna i dlatego nie spodziewam się konwersji wyższej niż w przypadku Piano Media (ale trzymam kciuki abym się pomyliła). Osobiście uważam, że okres testowania powinien zostać wydłużony do co najmniej kwartału tak, aby dać odbiorcom szansę poczucia dużej wartości dodanej za jaką muszą zapłacić – zwłaszcza w kontekście takich pism jak “Wysokie Obcasy Extra” czy “Książki”.

Łukasz Zdrodowski, dyrektor w pionie client leadership Mindshare Polska

Łukasz Zdrodowski

Wprowadzenie paywalli w serwisach “Gazety Wyborczej” nie jest spóźnionym ruchem, ale przemyślaną decyzją, pokazującą długofalowe podejście wydawcy do budowania portfolio swoich serwisów. Decyzję Agory postrzegam jako inwestycję w obszary których brakuje w polskim internecie – jakościowy kontent, skierowany do wymagającego czytelnika.

Obserwując rozwój serwisów tego wydawcy, widać wyraźny podział. Wyborcza.pl, Wyborcza.biz czy Wysokieobcasy.pl to portale, które stawiają na pogłębione informacje skierowane do bardziej wymagającego czytelnika. To serwisy, które ze względu na swój charakter będą dążyły do ograniczania ilości emitowanych reklam, szczególnie tych o inwazyjnym i nachalnym charakterze. Płatny dostęp do treści może być – nawet jeżeli brzmi to paradoksalnie – sposobem wyjścia naprzeciw oczekiwaniom części najbardziej wymagających internautów i reklamodawców, unikających niskiej jakości kontentu. Lżejsze treści znajdziemy w pozostałych serwisach wydawcy, na czele z Gazeta.pl, gdzie za dostęp do materiałów użytkownicy “zapłacą”, oglądając reklamy.

Cel zdobycia 30 tysięcy płacących użytkowników jest ambitny, ale w mojej ocenie realny. Wyborcza.pl dość długo testowała rozwiązania związane z paywallami w ramach współpracy z Piano. Te doświadczenia powinny pozwolić Agorze opracować teraz dobrą ofertę. Z perspektywy użytkowników, wykupując dostęp do serwisów, na których wprowadzono paywalle, zyskujemy możliwość korzystania z e-wydań drukowanej “Gazety Wyborczej”, co w konsekwencji daje nam korzystne finansowo rozwiązanie.

Moim zdaniem wprowadzenie paywalli w wybranych serwisach Agory to odważny i wyprzedzający rynek ruch, który z pewnością wart jest śledzenia. Jest to także kolejny – chociażby po Natemat.pl – test, który pokaże, czy w polskim internecie można zarabiać na wysokiej jakości kontencie.

Z mojego punktu widzenia istotne będzie to, jak wydawca podejdzie do tematu obecności reklamowej w serwisach z ograniczonym dostępem. Nie przewiduję, że całkowicie zrezygnuje z emisji reklam, bo właśnie elitarność tych serwisów ma szansę sprawić, że emitowane tam reklamy staną się pożądanym towarem. Stawiałbym raczej na przejście w stronę mniej intruzywnych formatów czy reklamy natywnej, intensywnie promowanej przez wydawców serwisu Natemat.pl.

Rafał Oracz, prezes Online Media Group Poland

Rafał Oracz

Zacznę od tego, że Agora wprowadza lekkie zamieszanie, bo w przeciwieństwie do oficjalnej informacji, ekrany kierujące na nowy paywall są obrandowane przez Piano, więc trudno powiedzieć, czy to jest zmiana systemu czy po prostu rozszerzenie dotychczasowej współpracy. Niezależnie od tego i tak można uznać, iż doświadczenia z poprzedniego okresu są na tyle pozytywne, żeby zrobić następny krok w ograniczaniu dostępu do treści. Sam moment wprowadzenia można zresztą rozpatrywać wyłącznie w kontekście w którym znajduje się rynek i w którym się znajduje Agora. Z perspektywy wydawcy trudno bowiem znaleźć w tym momencie rozsądną alternatywę wobec wprowadzania opłat za treści. Agora jako producent kontentu jakościowego po prostu musi przyjąć pewną wizję funkcjonowania mediów i czekać, czy się sprawdzi. Bazuje ona na założeniu, że treść cały czas ma na tyle dużą wartość, że można ją sprzedać i istnieje grupa czytelników na tyle zaangażowanych, żeby za nią zapłacić. Tak naprawdę więc pytanie o to, czy jakikolwiek paywall -  niezależnie jak zrobiony – się przyjmie, jest pytaniem o to, czy internet i sieci społecznościowe na tyle zmieniły już potrzeby i zwyczaje konsumentów, że tak naprawdę nikogo już nie interesuje, kim jest ten przysłowiowy “premier Izraela”.

Tradycyjnie wartością redakcji gazety było filtrowanie i uwiarygodnianie informacji, jakie do docierają do odbiorców. Teraz tę funkcję spełniają znajomi z serwisów społecznościowych, dzięki którym otrzymujemy tylko te treści które nas realnie mogą dotyczyć i mają dla nas znaczenie. Dla każdego są to inne informacje, bo inne są jego kręgi znajomych i nie sposób wartościować jednych, a wyśmiewać innych. Drugim zjawiskiem jest geometryczy wzrost ilości informacji, jakie do nas docierają dzięki internetowi, co z kolei powoduje, że znacznie spłyca się możliwość ich odbioru i ta krytykowana przez wszystkich tabloidowość wiadomości nie jest dowodem  na ogłupienie ludzi, ale naturalnym trendem w ewolucji mediów.

Możliwe są więc dwa scenariusze: albo nic się nie zmieniło i dalej istnieje grupa ludzi, którzy podobnie jak kiedyś gazetę papierową będą teraz – na skutek technologicznej rewolucji – kupować dostęp do tych samych treści w wersji cyfrowej. Wtedy Agora powinna w dłuższej perspektywie wyjść z kryzysu i stać się wzorem do naśladowania dla innych wydawców. Jeśli jednak zmiana jest głębsza i dotyczy nie tylko technologii, ale samych potrzeb i postaw odbiorców – żaden paywall nic tu nie zmieni i ratunku trzeba szukać w odmiennej formie i treści informacji.

Obserwując z boku działania Agory w internecie można ocenić, że ona sama nie wie do końca, jak to z tymi potrzebami czytelników jest. Temu można też przypisać jej dwoistą obecność w sieci jako Gazeta.pl i Wyborcza.pl. Gazeta.pl od lat konsekwentnie jest już pozycjonowana jako portal mniej poważny, tabloidowy i z dość dużą ilością kontentu od użytkowników. Wyborcza.pl miała za zadanie wyodrębnić treści poważne i wartościowe, których część już od ponad roku jest zamknięta za paywallem Piano. Istnienie Gazeta.pl jest zresztą w tej sytuacji zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem Agory. Błogosławieństwem, bo ściąga na siebie główną część ruchu, który następnie przekierowuje także na Wyborcza.pl, utrzymuje wskaźniki odsłon dla reklamodawców i amortyzuje ryzyko związane z zamknięciem treści na stronach “Gazety Wyborczej”. Przekleństwem, bo jednak większość osób w ogóle nie rozróżnia tych dwóch marek, traktuje Gazeta.pl po prostu jako „Wyborczą” w internecie i co więcej wyrabia sobie opinię na temat jej jakości na podstawie artykuło-galerii z Plotek.pl. Sama Agora też boi się konsekwentnie odciąć czytelników Gazeta.pl  od treści z “Wyborczej” i utrzymuje działy informacyjne typu wiadomości.gazeta.pl; technologie.gazeta.pl sport.pl, które są zasilane treścią z “GW”, ale nie linkują do Wyborcza.pl.

Wreszcie należy też pamiętać, że rozwiązanie kwestii płacenia za treści to tylko część problemu, przed jakim stoi wydawca. Do tej pory bowiem był on zasilany z dwóch źródeł, które obecnie mocno spadają – sprzedaży egzemplarzowej i przychodów reklamowych. Jeśli paywall wypali i przychody ze sprzedaży papierowych wydań zaczną być rekompensowane przez przychody ze sprzedaży dostępu, można będzie przyjąć, że jeden problem jest rozwiązany. Osobiście uważam jednak, że koszt produktu cyfrowego zawsze będzie dużo niższy niż fizycznego egzemplarza gazety i może być zrekompensowany tylko przez wzrost skali, w co sama Agora chyba nie do końca wierzy, jeśli stosuje filtr zaangażowania w postaci Gazeta.pl. Pozostaje jednak drugi problem, którym są przychody z reklamy prasowej, na razie w żaden sposób nierekompensowane przez wpływy reklamowe w sieci. Tutaj są możliwe dwa scenariusze: albo wydawca uzna, że jeśli ktoś płaci za dostęp to nie powinien być jeszcze atakowany przez reklamy; albo pójdzie w kierunku tzw: reklamy natywnej i zacznie przekonywać reklamodawców, że kontekst dotarcia poprzez treści za paywallem jest znacznie bardziej wartościowy i koszty reklam pójdą w górę. Na razie nie wiemy, jaki plan w tym względzie ma Agora, która wydaje się głównie skupiać na tym, czy wprowadzane zmiany nie zmniejszą przypadkiem całkowitej miesięcznej liczby odsłon w serwisach “Gazety Wyborczej”.

Żeby zakończyć optymistycznym akcentem, należy na pewno podkreślić, że nawet przy negatywnym scenariuszu Agora osiągnie korzyść w postaci budowy postrzeganej wartości swoich treści w internecie – co i tak będzie dużą zmianą w stosunku do status quo i średniej na rynku. Nawet bowiem jeśli większość użytkowników zawiedzie i nie będzie chciało płacić, będzie można przecież dać im szansę na to, żeby dostali to co chcą, w zamian za różnego rodzaju działania korzystne dla wydawcy marketingowo bądź komercyjnie: pozostawione dane, rekomendację treści, przekierowanie. A takie działania będzie już można bez problemu sprzedać.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/o-powodzeniu-paywalla-gazety-wyborczej-zdecyduje-jakosc-tresci-opinie

05-02-2014, 06:02

Agora: za rok 30 tys. osób będzie płacić za serwisy “GW”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
05-02-2014

We wtorek w serwisach internetowych “Gazety Wyborczej” uruchomiono system płatnego dostępu do treści. - Jest on skierowany do tych, którzy dużo czytają, cenią wygodę czytania i chcą korzystać z różnych urządzeń – mówi Wirtualnemedia.pl Maciej Nowak, dyrektor cyfrowego działu wydawniczego Agory.

Agora zastosowała system oparty o tzw. metered paywall. Po przeczytaniu 10 darmowych artykułów w miesiącu (we wszystkich serwisach) użytkownik zostanie przekierowany do okna płatności i będzie mógł wybrać jeden z trzech pakietów: “Wyborcza” w cenie 17,99 zł, „Wyborcza Plus” za 29,99 zł lub o 10 zł droższy pakiet “Wyborcza Premium” . Firma zapowiada, że artykuły promowane na fanpage’ach facebookowych nie będą wliczane do puli darmowych materiałów.

Maciej Nowak

Dyrektor cyfrowego działu wydawniczego Agory Maciej Nowak tłumaczy portalowi Wirtualnemedia.pl, że “Gazeta” wierzy w płatne treści w internecie i dlatego zdecydowała się na uruchomienie płatnego dostępu. - Jestem zwolennikiem twierdzenia, że “Gazeta Wyborcza” otworzyła treści przed użytkownikami, a nie zamknęła, bo jeśli od dzisiaj wszystko to, co było za hard paywallem, czyli content premium, zostało otwarte dla wszystkich to oznacza to, że dostęp naszych treści się zwiększył - mówi Nowak. – Wierzymy, że nasz model oparty na płatnych treściach ma przyszłość - dodaje.

Maciej Nowak zdradza, że Agora pracuje obecnie nad nowymi pakietami, w tym papierowo-cyfrowymi. – Dość ciekawie rozwiązał to “Guardian”, który przygotowuje raz na kwartał książeczkę z kuponami i sprzedaje w kioskach. Czytelnik otrzymuje egzemplarz papierowy oraz ma dostęp do treści cyfrowych na tablety – mówi Nowak.

We wtorek rano Przemysław Pająk opisał na swoim blogu sposób, w jaki można obejść paywalla Agory. Wystarczy, że po wyczerpaniu puli 10 darmowych artykułów użytkownik skorzysta z wyszukiwarki internetowej, a paywall nie będzie obowiązywał. Komentujący na Twiterze wytknęli Agorze “dziurę” w systemie.

Maciej Nowak nie nazywa tego luką czy „dziurą”. Zapewnia natomiast, że ten wyjątek – tak samo jak dostęp do materiałów przez Facebooka - zastosowano z “absolutną premedytacją”.

- Nasz model jest skierowany do tych użytkowników, którzy czytają dużo, cenią wygodę czytania, chcą korzystać z różnych urządzeń, natomiast nie chcą tracić cennego czasu na dodatkowe wyszukiwanie lub przekierowanie przez Facebooka - wyjaśnia Nowak. – Oczywiście szanujemy wszystkich czytelników. Nigdy nie będzie tak, że wszyscy użytkownicy naszych serwisów staną się subskrybentami. Jest dużo osób, które chcą przeczytać tylko kilka artykułów miesięcznie – dodaje.

“Gazeta Wyborcza” w ciągu najbliższego roku ma w planach zdobycie około 30 tys. płatnych subskrybentów w internecie. W dalszej perspektywie jest to, żeby około 10 proc. wszystkich odwiedzających serwisy związane z “Gazetą” wykupiło płatny dostęp. Maciej Nowak twierdzi, że to kwestia co najmniej kilku lat.

Czerpiąc z doświadczeń “New York Timesa”, Agora postanowiła uruchomić infolinię dla użytkowników paywalla, która będzie czynna codziennie przez 24 godziny na dobę. Maciej Nowak tłumaczy, że na początku konsultanci będą wspierać czytelników tylko technicznie. Nie wyklucza jednak, że w przyszłości zostaną wprowadzone również elementy sprzedażowe. – Zmian jest naprawdę dużo i czytelnicy mogą sobie z nimi nie poradzić - mówi Nowak. – Musimy im pomagać natychmiast, nie możemy pozwolić, aby czekali na odpowiedź mailową kilka dni, musimy być gotowi, że będą mieli pytania nawet w nocy. Dlatego przez najbliższe tygodnie nasz helpdesk będzie pomagał wyłącznie w kwestiach związanych z logowaniem się. W przyszłości natomiast konsultanci przejmą część zadań sprzedażowych - dodaje.

Użytkownikom przedłużającym subskrypcje oraz tym, którzy z nich rezygnują, “Gazeta Wyborcza” zaproponuje specjalne promocje. Maciej Nowak zaznacza jednak, że będą się one zmieniać.

System dostępu do treści został wdrożony przez Agorę we współpracy z firmą Piano Media, która zapewnia obsługę płatności za cyfrową prenumeratę. Natomiast doradztwem analitycznym przy projekcie zajmuje się firma Conversion.

Obecni subskrybenci serwisów “Gazety Wyborczej”, korzystający z dotychczasowego systemu Piano Media, otrzymali automatycznie dostęp do pakietu podstawowego “GW”.

W listopadzie ub.r. Wyborcza.pl zanotowała 2,63 mln użytkowników i 39,1 mln odsłon, Wyborcza.biz – 1,66 mln użytkowników i 19,7 mln odsłon, a Wysokieobcasy.pl – 464 tys. użytkowników i 2,7 mln odsłon (według Megapanelu PBI/Gemius .

Z kolei sprzedaż ogółem e-wydań “Gazety Wyborczej” wyniosła w listopadzie ub.r. 1 846 egz., a mutacji cyfrowych – 1 100 egz. Razem z wydaniami papierowymi sprzedaż ogółem “GW” zmalała w skali roku o 16,6 proc., do 190 383 egz.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/agora-za-rok-30-tys-osob-bedzie-placic-za-serwisy-gw

04-02-2014, 23:34

Wojewódzki kontra Lis to była ustawka – uważa Paweł Lisicki  »

Press
(MW)
04-02-2014

Zgodnie z prawem redakcje nie mają obowiązku autoryzacji zdjęć i okładek, a tego w gruncie rzeczy domagał się Kuba Wojewódzki od redakcji “Newsweek Polska” pisząc do Tomasza Lisa na Facebooku: “Pogwałciłeś standardy nie tylko dziennikarskie, ale po prostu koleżeńskie”.

Na okładce ostatniego numeru tygodnika “Newsweek Polska” znalazła się podobizna Wojewódzkiego z tytułem “Moja bardzo wielka wina”. Wojewódzki ma do redakcji “Newsweeka” pretensje, bo na okładkowe zdjęcie nie wyraził zgody. “Newsweek” twierdzi, że Kuba Wojewódzki mija się z prawdą.

- Redakcja nie ma obowiązku autoryzacji zdjęć wykorzystanych na okładce. Chyba że umówi się z bohaterem zdjęcia na autoryzację. Jeśli redakcja “Newsweeka” złamała umowę zawartą z Kubą Wojewódzkim, to nic jej nie usprawiedliwia – mówi Jacek Kowalczyk, redaktor tygodnika “Polityka” i były redaktor naczelny tygodnika “Przekrój”.

Zaznacza jednak, że autoryzacja zdjęć jest obyczajem celebrytów, którzy naciskają w tej sprawie na media. Szczególnie w magazynach people takie zachowania są normą. – W “Przekroju” nigdy nie pytaliśmy “Czy chce Pan/Pani zobaczyć swoją okładkę?” Także w “Polityce” nie prowadzi się takich rozmów z bohaterami okładek – mówi Kowalczyk.

Paweł Lisicki, redaktor naczelny “Tygodnika do Rzeczy”, sądzi, że Wojewódzki i Lis umówili się, że wywołają awanturę w sprawie okładki, by wypromować program Wojewódzkiego i Lizuta w Rock Radiu. – Skandal jest najlepszym nośnikiem reklamowym produktu. Dowód: informacja o okładce “Newsweeka” obiegła wszystkie media. Redakcja nie musi autoryzować zdjęć. Jako redaktor naczelny nigdy nie zgadzałem się na naciski w tej sprawie – mówi Lisicki.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/44226,Wojewodzki-kontra-Lis-to-byla-ustawka---uwaza-Pawel-Lisicki

04-02-2014, 15:51

Smoleńsk nigdy nie napędzał ani też nie odpędzał nam czytelników  »

Press
Beata Goczał
04-02-2014
Rozmowa z Pawłem Lisickim – redaktorem naczelnym “Tygodnika do Rzeczy”

W styczniu 2014 minął rok od debiutu “Tygodnika do Rzeczy”. Zaczynaliście od średniej sprzedaży ponad 100 tys. egz., a w listopadzie ub.r. była ona już o 30 procent niższa. Konkurencyjny tygodnik “W Sieci” sprzedaje się lepiej. Bracia Karnowscy odebrali Wam czytelników?

Paweł Lisicki

Powody spadku sprzedaży tygodnika są cztery. Po pierwsze, zaraz po debiucie pisma sprzedawały się najlepiej, bo towarzyszyło im silne wsparcie promocyjne, a przy tym mieliśmy do czynienia z efektem nowości. Drugim powodem jest ogólna sytuacja na rynku prasowym, który boryka się ze słabnącą sprzedażą, bo część czytelników wybiera inne formy kontaktu z różnymi tytułami, np. poprzez Internet. Warto jednak zwrócić uwagę, że w przypadku tygodników ta tendencja spadkowa nie jest jeszcze aż tak wysoka jak w przypadku dzienników, gdzie spadki sięgają nawet kilkudziesięciu procent. Wreszcie po trzecie, tak naprawdę jako jedyny tygodnik opinii mamy bezpośrednią konkurencję w postaci wspomnianego przez panią tygodnika “W Sieci”. Wysoki poziom sprzedaży osiągnięty przez pierwsze numery w dłuższym czasie nie mógł się utrzymać, bo nastąpił naturalny podział na czytelników jednego i drugiego tytułu. Oba starają się zająć miejsce po “Uważam Rze”, które miało przecież sprzedaż na poziomie ok. 120 tys. egz. Ta właśnie liczba to realna grupa czytelników tygodników prawicowych. Obecnie jest ona podzielona między “Tygodnik do Rzeczy” i “W Sieci”. Po czwarte, obecny wynik sprzedażowy to również pochodna zmiany ceny. Po dziesięciu miesiącach sprzedawania tygodnika po 3,95 zł podnieśliśmy cenę do 4,90 zł. Podwyżka ceny zawsze niesie ryzyko spadku sprzedaży.

Zapowiadaliście na początku, że 3,95 zł to będzie stała cena tygodnika, a nie chwyt promocyjny.

I była stała przez dziesięć miesięcy. Potem dostosowaliśmy się do trendu na rynku – wszystkie tygodniki społeczno-polityczne podniosły ceny, więc przyszła pora i na nasz.

Powiedział Pan, że na niższą sprzedaż “Do Rzeczy” wpływ miało zmniejszenie wydatków na promocję i ogólny trend odchodzenia czytelników od prasy. Ale np. “Polityce” udaje się ten trend zatrzymać.

Trudno jest porównywać nowy tygodnik, obecny na rynku zaledwie rok, do pisma, które ma wieloletnią tradycję i grono stałych, wiernych czytelników.

Który numer “Do Rzeczy” sprzedał się dotychczas najlepiej?

Zawsze wysoką sprzedaż notują wydania świąteczne. Szczególnie dobrze sprzedało się wydanie z listopada ub.r. z uśmiechniętym Donaldem Tuskiem i Władimirem Putinem na okładce.

Czyli warto częściej sięgać po paliwo smoleńskie, bo tematy z katastrofą samolotu prezydenckiego napędzają sprzedaż?

Zawsze staramy się sięgać po tematy, które mogą zwiększyć sprzedaż, ale muszą to być tematy realne. Smoleńsk nigdy nie napędzał ani też nie odpędzał nam czytelników. Nie jesteśmy pismem, które ma określoną linię wobec tego tematu lub jakąś swoją teorię w tej sprawie. Być może jest u nas kilku dziennikarzy, którzy wierzą w zamach, jednak w żaden sposób nie przekłada się to na linię redakcyjną całego tygodnika.

W takim razie czym chcecie się różnić od innych tytułów po prawej stronie? Szczególnie czym chcecie się odróżniać od “W Sieci”?

Trzeba pamiętać, że “W Sieci” ma nad nami dwa miesiące przewagi, gdy chodzi o obecność na rynku. Nas wyróżnia to, że jesteśmy bardziej niż konkurenci otwarci na debatę, mamy większy dystans oraz moim zdaniem bardziej rozpoznawalnych autorów. Tygodnik “W Sieci” prezentuje bardziej jednolite stanowisko.

Czy bracia Jacek i Michał Karnowscy dużo stracili na wiarygodności po wpadce z informacją o tym, że Andrzej Turski miał się rzekomo pojawić pijany na wizji?

Takie dziennikarskie wpadki mogą się zdarzyć każdemu tytułowi czy redaktorowi. Jednak trzeba było tę sprawę zakończyć z klasą. Przyznać się do błędu i przeprosić, a nie próbować zmienić charakter całej sytuacji. To było z ich strony niewłaściwe.

Na ich forach pod tym tematem pojawiały się wpisy użytkowników, którzy pisali, że rzucają “W Sieci” i będą czytać “Do Rzeczy”, bo tam nie szczują na ludzi. Poczuł Pan satysfakcję?

Nie przywiązuję się do tego, co wypisują internauci. Jedynie głośno krzyczą.

Bracia Karnowscy są bardziej aktywni od Was w Internecie. Mają cały konglomerat serwisów: wPolityce, wSumie, wNas, wGospodarce. Wy w Internecie stawiacie tylko na promocję wydania drukowanego. Skąd tak strategia?

Nasza obecność w Internecie od początku miała zupełnie inną formułę i raczej tak pozostanie. Nie prowadzimy w sieci serwisu informacyjno-publicystycznego, tylko stronę internetową tygodnika. Ona ma go promować. Tak robią także inne tygodniki społeczno-polityczne. Oczywiście będziemy ten serwis rozwijać, jednak nie będzie on portalem informacyjnym.

Ale mówił Pan przed chwilą, że część czytelników ucieka z prasy do Internetu. Może tam będą dla Was pieniądze?

Nie wierzę w to. Internet pełni funkcję pomocniczą dla wydawanych tradycyjnie tytułów. Nawet tak duży serwis jak wPolityce.pl nie zarabia dużych pieniędzy na reklamie.

W ramach walki o reklamodawców w materiałach autopromocyjnych na łamach tygodnika osobiście dziękował Pan swoim dotychczasowym reklamodawcom, by w ten sposób pozyskać kolejnych. Wypada, aby naczelny prosił o reklamy, nawet w takiej formie?

A dlaczego nie? Reklamodawcy dobrze ten pomysł ocenili. Jestem nie tylko redaktorem naczelnym, ale też współwłaścicielem i współwydawcą tego tygodnika, dlatego tym bardziej nie rozumiem gromów, które wówczas się na mnie za to posypały. Obecnie sytuacja reklamowa na rynku wydawniczym jest taka, że naczelny może pokazać swoje zadowolenie ze współpracy tytułu z reklamodawcami.

Dotychczas prasie prawicowej udawało się przeżyć bez reklam. Przecież w “Uważam Rze” za czasów Presspubliki nie we wszystkich numerach były reklamy.

Owszem, kilka numerów “Uważam Rze” ukazało się bez reklam, ale nie oznacza to, że opłacało się wydawać wtedy ten tytuł bez sprzedanej powierzchni reklamowej. Były to pierwsze numery pisma. Pojawienie się w nim reklam było jedynie kwestią czasu. Dziś żaden wydawca nie może sobie pozwolić na wydawanie tytułu wyłącznie dla wpływów ze sprzedaży egzemplarzowej. Reklamy mają znaczenie także w przypadku naszego tygodnika, ale ważna jest jednocześnie ich jakość. Nie mam przy sobie dokładnych danych, ale z naszych analiz wynika, że tendencje – jeśli chodzi o pozyskiwanie reklamodawców – są w przypadku “Do Rzeczy” pozytywne.

Pomaga Waszemu tytułowi współpraca w tym zakresie z Platformą Mediową Point Group, czyli strategicznym udziałowcem spółki Orle Pióro?

Bez wątpienia. Przewagą naszego tytułu jest możliwość jednoczesnego zamieszczania reklam zarówno na naszych łamach, jak i we “Wprost”. Od wielu miesięcy pakietujemy ofertę z “Wprost”. Taka oferta jest atrakcyjna zarówno dla reklamodawców, jak i dla tytułu.

PMPG i jej prezes Michał Lisiecki nie chcą się wycofać ze spółki Orle Pióro? W wydawnictwie tym były jakieś zmiany właścicielskie?

Struktura udziałowców spółki Orle Pióro od miesięcy jest taka sama.

Na rynku mówi się, że Pana współpraca z Michałem Lisieckim i PMPG nie układa się jednak najlepiej.

Od początku układa się tak samo. Bez zmian. PMPG zajmuje się częścią wydawniczą, promocyjną i biznesową. Ja odpowiadam za politykę redakcyjną.

Może Pan przyznać z ręką na sercu, że ten układ z PMPG nie wiąże Panu rąk? Ma Pan pełną swobodę w robieniu tygodnika?

Tak. Mam absolutną niezależność. Nasze role zostały jasno określone. Współwłaściciele mają kontrolę nad działalnością biznesową, a kontrolę nad linią redakcyjną oddali redaktorom. Nie ma żadnych konsultacji w tych kwestiach.

Czy kwestia praw do tytułu Waszego tygodnika została już ostatecznie uregulowana?

Tak. Oficjalna nazwa tygodnika brzmi: “Tygodnik Lisickiego do Rzeczy”.

A jak Pan ocenia to, co robi “Wprost” pod kierownictwem Sylwestra Latkowskiego?

Niezręcznie mi się wypowiadać na ten temat, ponieważ mamy wspólnego wydawcę.

Orle Pióro wydałoby taką pozycję jak “Resortowe dzieci”? To ponoć hit wydawniczy ostatnich miesięcy?

Trudno mi odpowiedzieć. To abstrakcyjne pytanie.

Ma sens grzebanie w historii rodzin osób publicznych?

Ma sens, o ile można pokazać, że ma to wpływ na ich obecne stanowisko, karierę, poglądy. Moje wątpliwości budzi jednak wchodzenie w życie prywatne tych osób. Pozostaje kwestia granicy – i pytanie, gdzie ona leży? Jak daleko można się posunąć w tym wnikaniu w to życie, w przeszłość?

Jak bardzo jest Pan usatysfakcjonowany tym, że po odejściu Pana wraz z zespołem “Uważam Rze” tytuł ten faktycznie znika z rynku? Z wysokonakładowego tygodnika stał się niskonakładowym miesięcznikiem.

To, co czuję, to na pewno nie jest satysfakcja. Przykro mi, że tak się stało. Ubolewam nad zadufaniem tych, którzy doprowadzili do takiej sytuacji. Nad zadufaniem właściciela, który myślał, że jednak mu się uda.

Gdyby “Uważam Rze” było do kupienia, kupiłby Pan dziś ten tytuł?

Teraz już na pewno bym go nie kupił. Dziś nie ma już żadnej wartości.

Rozmawiała: Beata Goczał

Całość: http://www.press.pl/wywiady/pokaz/559,Smolensk-nigdy-nie-napedzal-ani-tez-nie-odpedzal-nam-czytelnikow