Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

25-02-2014, 09:18

LUDZIE Z OŁOWIU (część pierwsza)  »

Blogi Newsweeka ZEW Moje boje
ZEW
25-02-2014

Rok bieżący, czyli 2014. Kompleks gmachów biurowych przy byłej ulicy Liebknechta w Katowicach (obecnie Opolskiej). Pani w portierni pogoniła mnie, kiedy chciałem zostawić tutaj kilka egzemplarzy produkowanej obecnie przeze mnie gazety, a kiedyś…

NO WŁAŚNIE KIEDYŚ. Przed II wojną była tu Redakcja “Polonii” oraz drukarnia Wojciecha Korfantego, jeszcze ćwierć wieku temu wychodziło tu około 90 gazet z całej Polski! Ja zaczynałem dziwnie, w roku 1976 jako student pchałem w nocy wózek z gazetami, żeby zarobić sobie na dżinsy.

Przez kolejne 25 lat dochodziłem tu jako redaktor licznych pism. W roku 1994, kiedy umarła ołowiana zecernia napisałem dość obszerne story pt. LUDZIE Z OŁOWIU. Oto ono w trzech odcinkach.

LUDZIE Z OŁOWIU

“ZAWIADAMIAMY, ŻE W DNIU 14 STYCZNIA 1994 R. ODESZLI OD NAS ZECERNIA I LINOTYPY GAZETOWE. O CZYM ZAWIADAMIAJĄ ZAŁOGĘ – BYLI PRACOWNICY” – autentyczny nekrolog o tej właśnie treści wywieszony na drzwiach byłej już zecerni Prasowych Zakładów Graficznych w Katowicach zakończył nieodwracalnie pewną epokę w dziejach techniki drukarskiej. Gorący skład przeszedł do historii. Nadszedł czas komputerów.

Część byłych linotypistów, metrampaży i stenotypistów zdołała się na nią przestawić. Sporo jednak odeszło w ogóle poza zawód lub pracuje w drukarni w produkcji pomocniczej. Nie ma co ukrywać, że  dla każdego szanującego się Towarzysza Sztuki Drukarskiej jest to, było nie było, dyshonor. Przecież to oni przez wiele dziesiątków lat przesądzali o ostatecznym kształcie gazety. Zecerzy wszak byli zawsze awangardą drukarzy prasowych.

W tym i następnym numerze “Dziennika Śląskiego” chcielibyśmy ocalić od zapomnienia sylwetki i wspomnienia kilku “Ludzi z ołowiu”. Bo przecież ta technika druku, ołów i wszystko co wokół niego się działo, to kawał historii nie tylko prasy, ale również Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Oczywiście trudno jest sięgać do XV wieku kiedy to, uważany za ojca drukarstwa śląskiego ks. Kasper Elian, urządził pierwszą drukarnię we Wrocławiu. Jednak nie od rzeczy sięgnąć będzie do czasów II Rzeczypospolitej. tym bardziej, że żyją jeszcze drukarze z tamtych lat…

70 LAT PRZY SOBIESKIEGO

Przed II wojną światową w Katowicach istniało 16 drukarni. Najbardziej znaną spośród nich (poprzedniczką obecnych PZG) poseł z ramienia chadecji Wojciech Korfanty postanawia założyć w r. 1922. Przystąpiono do budowy odpowiedniego gmachu przy ul. Sobieskiego 11. 2 typografy, 2 linotypy, 16-stronicową maszynę rotacyjną i 5 maszyn płaskich sprowadzono z byłych drukarni niemieckich w Rybniku i Tarnowskich Górach. 27 września 1924 r. drukarnia rusza.

Jak sobie było wtedy najłatwiej załatwić protekcję aby dostać się do niej do pracy? – Brat Stefan był już zecerem po “chrzcie” jak wymyślił sobie, że pieszo do Rzymu pójdzie po drodze wstępując do każdej drukarni, by zdobywać kwalifikacje. Pracował, zarabiał na nocleg i jedzenie, dostawał pieczątkę na potwierdzenie. W Watykanie u Ojca Świętego się spowiadał. Gdy wrócił do kraju o do drukarni Korfantego w Katowicach poszedł takie papiery pokazał, z takimi kwalifikacjami się ujawnił, to go z otwartymi rękami przyjęli – wspomina 81-letni Antoni Sowa z Tarnowskich Gór, drukarz z półwiekowym stażem.

Trochę symboli jest z nim związanych jeśli chodzi o koniec “ołowiu” – 14 stycznia br. kiedy miał urodziny zamknięto właśnie zecernię, w której tyle lat pracował. Jednym z ostatnich tytułów tu robionych był – obok “Trybuny Śląskiej” i “Gazety Opolskiej” – właśnie tarnogórski “Gwarek”. A to z kolei nazwa klubu, któremu kibicował przez wiele lat… Może jednak do rzeczy. Kilka słów o zwyczajach przedwojennych drukarzy, które również przeszły do historii. Była tu mowa o “chrzcie” świeżo upieczonego drukarza. Jak on wyglądał? – Zamawiało się lokal. Na środku stała ocynkowana wanna nakryta białym obrusem. Wrzucało się kolegów do wody i trzy razy zanurzało. Z wanny gotowi zecerzy już wychodzili. Ale żeby być do niej wrzuconym trzeba było cztery lata się uczyć. Kandydat na zecera najpierw wprawiał się w wizytówkach, kończył na afiszach. Jak był dobry przenoszono go do zecerni gazetowej – wspomina Antoni Sowa.

KONFISKATA O 6 RANO

Antoniemu Sowie było łatwiej zacząć pracę – brat Stefan był kierownikiem w drukarni. Biurko miał tak ustawione, że w lustrze widział kto pracuje, a kto nie. Drukarze nieźle wtedy zarabiali. Najmłodszy czeladnik miał 280 zł, a zecer z 10-letnim stażem zarabiał 400 zł na miesiąc. Praca jednak wtedy to nie był sam miód. Ówczesny Związek Zawodowy Pracowników Przemysłu Poligraficznego walczył przeciwko zatrudnianiu niewykwalifikowanych młodocianych pracowników oraz o jednolite płace. W 1931 r. dochodzi np. do dwutygodniowego strajku w drukarni Nowaka w Chorzowie. W tym czasie wszystkim drukarzom groziło obcięcie zarobków o 40 proc.

Ludzie z ołowiu

Powróćmy jednak do Śląskich Zakładów Graficznych i Wydawniczych “Polonia” Wojciecha Korfantego. Kondycja finansowa pracodawcy nie była tu jedynym problemem. Na życie drukarzy i jej pracowników miała wpływ także… polityka. Dobrze przecież wiadomo, iż Korfanty do zwolenników Piłsudskiego i sanacji nie należał. Stąd też zaprzysięgły piłsudczyk, ówczesny wojewoda śląski Michał Grażyński założył swoją drukarnię i swoją gazetę “Polskę Zachodnią”. Aby osłabić przeciwnika potrafił np. o godzinie 6.00 rano skonfiskować cały 20-tysięczny nakład “Polonii”, flagowego dziennika eks-dyktatora powstań śląskich.

Cenzor urzędujący przy ul. Mikołowskiej mógł bowiem wtedy podjąć taką decyzję na podstawie dwóch bardzo “pojemnych” paragrafów kodeksu karnego. “Sztychlowało się” wtedy artykuł cofnięty przez cenzurę i gazeta szła z białą plamą i nadrukiem “drugie wydanie po konfiskacie” – wraca pamięcią do tamtych dni Antoni Sowa. Aby zarobić na “Polonię” zaczęto wydawać sensacyjno-humorystyczne “Siedem Groszy”. Furorę zrobił tu zwłaszcza komiks “Przygody bezrobotnego Froncka”. Ludzie wystawali pod drukarnią po wydanie niedzielne, kiedy szedł komiks a nakład dochodził do 120 tys.

SZYBSI OD PIŁKARZY

I jeszcze jedna anegdota, która uświadamia, że jak chodzi o szybkość docierania do czytelnika to ówcześni redaktorzy i drukarze wcale tak bardzo do tyłu nie byli – w stosunku do czasów współczesnych. Oto co pisze w “Było, minęło” Bolesław Surówka, szefujący wtedy “Kurierowi Wieczornemu” a po wojnie pracującemu w “Dzienniku Śląskim”: “A raz nawet udał się Staszkowi Nogajowi taki numer, że “Kurier” z wynikiem meczu, który dopiero co został rozegrany na stadionie “Ruchu” w Chorzowie, sprzedawany był widzom w tym samym momencie, kiedy co opuszczali stadion”.

Technika tego manewru była prosta – telefon był w loży prasowej a linotypista czekał, aby dołączyć kilka wierszy sprawozdania na gotową, prawie już skalandrowaną stronę. Jak teraz czekamy kiwając palcem w bucie przez dwie godziny na naświetlenie na “laserówce” stron depeszowych i pomyślimy o tej “antycznej szybkości” to aż nam ciarki po grzbiecie przechodzą. Aby domknąć wątek Antoniego Sowy. W 1944 r. zdezerterował on z Wermachtu i przeszedł na drugą stronę frontu. O tym, że sytuacja na froncie jest sprzyjająca dowiedział się z egzemplarza “Rzeczypospolitej”, która wpadła mu jakimś cudem w ręce. Gazeta towarzyszyła mu więc zawsze.

CDN

ZEW

Całość: http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/684567,ludzie-z-olowiu-czesc-pierwsza.html

24-02-2014, 21:21

Biografia Bogumiły Murzyńskiej, od 51 lat aktorki Teatru Śląskiego, autorstwa Henryki Wach-Malickiej  »

Dziennik Zachodni
Katarzyna Pachelska
24-02-2014

W poniedziałek 24 lutego odbyła się promocja książki Henryki Wach-Malickiej, dziennikarki DZ, pt. “Bogumiła Murzyńska. Biografia nostalgiczna”. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Naukowego “Śląsk”.

- Bohaterka wybrała mnie, a ją wybrał teatr – mówiła w poniedziałek 24 lutego w Bibliotece Śląskiej na spotkaniu poświęconym książce “Bogumiła Murzyńska. Biografia nostalgiczna” jej autorka, a nasza redakcyjna koleżanka Henryka Wach-Malicka.

Henryka Wach-Malicka i Bogumiła Murzyńska

Ta oryginalna biografia, która broni się też jako fascynująca powieść o życiu kobiety przez ponad 50 lat związanej z Teatrem Śląskim w Katowicach, jest, w co trudno uwierzyć, debiutem literackim Henryki Wach-Malickiej, przez przyjaciół nazywanej Izą.

Iza bowiem w tym roku, i nawet w tym miesiącu, obchodzi 40. rocznicę pracy w “Dzienniku Zachodnim”. – To się dopiero nazywa późny debiut – żartowała autorka.

Książka powstawała przez rok, ukazała się nakładem Wydawnictwa Naukowego “Śląsk”, również dzięki wsparciu sponsorów, a jej pomysłodawczynią była Krystyna Szaraniec, dyrektor Teatru Śląskiego. – Bogusia to wielka aktorka, przez ponad 50 lat wierna naszej scenie – mówiła Krystyna Szaraniec.

Jednak książka, która na początku miała być typową biografią artystki, szybko zamieniła się w opowieść również o życiu prywatnym, o rodzinie, ludziach, z którymi współpracowała pochodząca z Kresów Bogumiła Murzyńska. – Bogusia buduje swój świat na emocjach, u niej wszystko jest na zewnątrz – mówi Iza Wach-Malicka. – Chcąc oddać jej charakter jako człowieka, nie mogłam skupić się tylko na jej dokonaniach aktorskich. Na pierwsze spotkanie w sprawie książki, bo znamy się od kilkudziesięciu lat, zaprosiła mnie do domu. Tam zaczęła z kolejnych szuflad wyciągać zdjęcia, opowiadać o ludziach, którzy widnieli na nich, wspominać, przypominać sobie jeszcze inne wydarzenia. Już wtedy wiedziałam, że to nie będzie zwykła biografia artystki. Poza tym ona operuje szalenie obrazowym językiem, ma wielki talent gawędziarski- dodaje Wach-Malicka.

"Bogumiła Murzyńska. Biografia nostalgiczna"

To książka pełna anegdot, ciekawostek, ale też wyjątkowo szczera również w przypadku dramatycznych i smutnych wydarzeń z życia Bogumiły Murzyńskiej. – Znam cię, Bogusiu, dłużej niż twój mąż, ale po przeczytaniu tej książki czuję, że poznałam cię jeszcze bardziej – mówiła prowadząca spotkanie w Bibliotece Śląskiej red. Maria Kempińska z Polskiego Radia.

- To opowieść o aktorce, o tym, co ją buduje. Teatr to nie tylko tekst i wyobrażenie reżysera o tym, jak ma zagrać aktor, ale również osobowość aktora. Z biografii Bogusi można się dowiedzieć, jak budowała swoje role, a zagrała ich ponad 100 – mówi Iza Wach-Malicka.

- Od dawna marzyło mi się, by różne zdarzenia z mojego życia przelać na papier. Jestem bardzo szczęśliwa, że ta książka powstała i że napisała ją właśnie Iza. Teatr to dla mnie nie drugi, a wręcz pierwszy dom. Scena to miejsce wyjątkowe. Ja jestem z gatunku tych ludzi, którzy muszą mieć na scenie partnera lub partnerów, nie dla mnie monodram – mówiła Bogumiła Murzyńska. Aktorka sama napisała jeden jej rozdział, w formie listu do syna Mikołaja, który to rozdział wielu czytelników, którzy mieli okazję już zapoznać się z książką, uznaje wręcz za wyciskacz łez.

Obie panie nie ukrywają, że musiały dokonać “rzezi” materiału, bo bez tego książka liczyłaby z 1000 stron. – Nie ruszyłyśmy praktycznie telewizyjnego dorobku Bogusi, jej działalności społecznej – przyznaje Iza Wach-Malicka. – I o moich ukochanych kotach nie napisałyśmy za dużo, dobrze że choć na okładce są – dodaje Bogumiła Murzyńska.

Książka jest bogata w zdjęcia, zarówno rodzinne (niektóre sprzed 100 lat), jak i przedstawiające kreacje sceniczne Bogumiły Murzyńskiej.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3344341,biografia-bogumily-murzynskiej-od-51-lat-aktorki-teatru-slaskiego-autorstwa-henryki-wachmalickiej,id,t.html

24-02-2014, 09:46

Dodatkowe testy w TVP: etaty zachowają najlepsi  »

Press
(RUT)
24-02-2014

Dziennikarze Telewizji Polskiej będą mogli w marcu wziąć udział w dodatkowych testach kompetencji. Ci, którzy wypadną najlepiej, zachowają etaty w telewizji.

TVP finalizuje obecnie przetarg na firmę mającą przejąć od niej ok. 500 pracowników etatowych: montażystów, grafików, charakteryzatorów, a przede wszystkim dziennikarzy. Tych ostatnich ma do firmy zewnętrznej przejść ok. 400, natomiast ok. 200 zostanie w telewizji publicznej i będzie pełniło funkcje koordynatorów.

Żeby ich wybrać, TVP przeprowadziła w ub.r. badania składające się z trzech etapów, obejmujące: ocenę kompetencji (odbyła się bez udziału pracowników), testy i rozmowę. Przyjęto zasadę, że w telewizji zostaną osoby, które zbiorą najwięcej punktów. Testy wzbudziły jednak wśród dziennikarzy duże kontrowersje. Najbardziej krytykowano te psychometryczne, zawierające m.in. pytanie o hobby. W ramach protestu część dziennikarzy odmówiła udziału. Ostatecznie prezes TVP Juliusz Braun zdecydował się z dwóch najgorzej przyjętych testów zrezygnować, pozostawiając tylko test sytuacyjny badający kompetencje. – I temu testowi będą mogli w marcu poddać się dziennikarze, którzy w ubiegłym roku nie zdecydowali się na udział w badaniu – mówi Ewa Ger, dyrektor biura kadr TVP.

Takich osób jest ok. 80. Udział w teście będzie dobrowolny. Dodatkowe badania zostaną przeprowadzone w Warszawie, a w razie potrzeby także w oddziałach regionalnych TVP.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/44420,Dodatkowe-testy-w-TVP_-etaty-zachowaja-najlepsi

24-02-2014, 09:34

Majdan podziękował dziennikarzom  »

Press
(MAK)
24-02-2014

W sobotę ze sceny ustawionej na kijowskim Majdanie Niepodległości padły podziękowania dla dziennikarzy, którzy relacjonowali ostatnie wydarzenia na Ukrainie. Dzień wcześniej dziennikarze państwowego kanału Inter zwrócili się do kierownictwa stacji z apelem o wstrzymanie uprawiania propagandy.

Lida Pańkiw

Gdy w sobotni wieczór zebrani na Majdanie ludzie usłyszeli podziękowania dla dziennikarzy, z narażeniem życia prowadzących transmisje, odpowiedzieli: “Zuchy, zuchy!”. Podziękowania nie dotyczyły państwowego kanału Inter, od początku protestów przekazującego stronnicze materiały. W piątek do studia została zaproszona młoda kobieta, która w programie na żywo miała opowiedzieć historię miłości do funkcjonariusza oddziałów specjalnych Berkut. Zamiast tego jednak oświadczyła: “Nienawidzę kanału Inter za to, że przez trzy miesiące oszukiwał widzów i szerzył nienawiść między obywatelami naszego kraju. A teraz wzywacie do jedności, do pokoju. Tak, macie prawo oczyścić swoje sumienia. Myślę, że jedyne, co możecie teraz zrobić, to prowadzić swoje programy na kolanach. Przyniosłam wam fotografie ofiar. Chcę, żeby śnili się wam moi martwi przyjaciele. I abyście pamiętali, że tak samo braliście w tym udział”.

Po tym zdarzeniu dziennikarze kanału Inter zwrócili się do kierownictwa stacji z apelem o zaprzestanie uprawiania propagandy. “Przez te dwa miesiące w naszych materiałach próbowaliśmy walczyć o każde słowo. Były one poprawiane wiele razy tak, że potem ich nie poznawaliśmy. Dostawaliśmy polecenia, kogo mamy nagrywać i jakie słowa z wypowiedzi bohaterów programów mają być cytowane. Obiektywne materiały często nie były emitowane. Nie możemy pracować, gdy ludzie mówią nam w twarz, że kłamiemy” – napisali w apelu.

W sobotę jeden z prezenterów kanału Inter, prowadząc program, przeprosił widzów za propagandę i wyszedł ze stu

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/44424,Majdan-podziekowal-dziennikarzom

24-02-2014, 07:26

KRRiT: system poboru opłaty abonamentowej nierówno traktuje obywateli  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
24-02-2014

KRRiT

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji spotkała się z parlamentarzystami i zaprezentowała im swoje stanowisko na temat funkcjonującego systemu poboru, egzekwowania i umarzania abonamentu rtv.

W ubiegłotygodniowym spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (w tym przewodniczący Jan Dworak) oraz parlamentarzyści z Sejmowej i Senackiej Komisji Kultury i Środków. Spotkanie służyło przede wszystkim wyjaśnieniu spraw związanych z obecnie funkcjonującym systemem poboru opłaty abonamentowej.

Zdaniem Krajowej Rady, niesprawiedliwe jest, że obecny system egzekwuje należności jedynie od osób, które zarejestrowały odbiorniki, ponieważ dokonała tego jedynie połowa gospodarstw domowych, które są objęte tym obowiązkiem. Pozostałe znajdują się poza jakąkolwiek ewidencją zatem nie można dokonywać egzekwowania należności.

Na spotkaniu zastanawiano się nad lawinowo rosnącą liczbą wniosków o zwolnienia lub rozłożenie na raty zaległości abonamentowych, które to wpływają do Krajowej Rady. Wnioski te składają głownie osoby starsze i często chore.

- Obecnie mamy taką sytuację, że urzędy skarbowe windykują osoby, które złożyły wnioski o rozłożenie opłaty abonamentowej na raty lub wnioski o rozłożenie. Takich wniosków jest 160 tys. Nie wszystkie zostały rozpatrzone, a windykacja trwa – mówi Wirtualnemedia.pl Katarzyna Twardowska, rzeczniczka prasowa KRRiT. – Potrzebny jest szczelny system, a nie system dający profity tym którzy łamią prawo – dodaje.

Przedstawiciele KRRiT zapoznali parlamentarzystów z trudnościami, które ograniczają działania poszczególnych urzędów (KRRiT, Poczta Polska, urzędy skarbowe) na różnych etapach podejmowania decyzji dotyczących abonamentu. Omawiano również archaiczny sposób rejestracji odbiorników, który – zdaniem KRRiT – odstręcza od jej dokonywania.

KRRiT zasugerowała, że system poboru opłat abonamentowych potrzebuje pilnych i wszechstronnych zmian wobec nieskutecznych przepisów, które obowiązują obecnie.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/krrit-system-poboru-oplaty-abonamentowej-nierowno-traktuje-obywateli

23-02-2014, 18:47

Została wydana książka z historią synagogi w Wirku. Historią nieznaną przez wiele lat  »

Dziennik Zachodni
Joanna Oreł
23-02-2014

Tylko jedno zdjęcie początkowo było źródłem wiedzy dla pasjonatów z Rudy Śląskiej. Źródłem wiedzy o synagodze w rudzkiej dzielnicy Wirek. Zainspirowani nim, postanowili odkryć historię zapomnianej bożnicy. Właśnie wydana została o niej książka.

- Wszystko zaczęło się w 2005 roku od “Dziennika Zachodniego”. Od krótkiej informacji ze zdjęciem dawnej synagogi. Nie wiedzieliśmy na ten temat nic więcej poza wiedzą z tego tekstu – wspomina Adam Podgórski, który wraz z innymi pasjonatami rozpoczął badania. Na podstawie jednego zdjęcia próbowano ustalić, gdzie dokładnie synagoga stała. Informacji szukano nie tylko w muzeach w regionie, ale również w instytutach na całym świecie.

Ustalono, że w Wirku funkcjonowała gmina żydowska pod nazwą Filial-Synagogen-Gemeinde Antonienhütte.

"Synagoga w Wirku. Ocalona pamięć" - okładka książki

Synagoga (tutejsi Żydzi mieli także łaźnię rytualną oraz szkołę żydowską) dla wireckich Żydów powstała w 1891 roku przy ul. Kupieckiej w Wirku (wówczas była to Marktstrasse, czyli ulica Targowa). Została ona dosłownie “wciśnięta” pomiędzy sąsiednie budynki. Synagogę wybudowano w stylu neogotycko-romanizującym. Miała jedną centralną, wielką kopułę zwieńczoną gwiazdą Dawida i dwie mniejsze po bokach. Jej architektura podobna była do synagogi w Kluczborku, która została spalona podczas Nocy Kryształowej w 1938 roku.

Natomiast ta w Wirku znikła z powierzchni ziemi w 1939 roku. O tym, jaka była jej dokładna historia, mogliby opowiedzieć jedynie naoczni świadkowie. 85-letnia Rita Rozen-Simenauer, która od lat mieszka w Niemczech, jest jedną z takich osób. – Byłam dzieckiem w czasie, kiedy synagoga istniała – pisze w liście pani Rita. – Wróciliśmy do Wirku około 30 września 1940 roku, a może i parę dni później. Nie pamiętam, czy wówczas jeszcze synagoga stała, czy już nie – wspomina.

Prawdziwy przełom w ustalaniu dziejów synagogi nastąpił w 2012 roku. Do tamtej pory jej wygląd znany był jedynie z czterech zdjęć. Między innymi na tej podstawie powstał model architektoniczny bożnicy. Rudzkim pasjonatom pracę ułatwił Jan Olchowik, znany filatelista, który obecnie mieszka w Niemczech. To właśnie w jego ręce wpadła pocztówka z kolejnym wizerunkiem synagogi. – To widokówka z 1898 roku, wysłana została ze Świętochłowic do Koszyc. Stamtąd powędrowała do Kanady, a później do Niemiec. Na niej bardzo dobrze było widać synagogę – wyjaśnia Podgórski.

Stało się to impulsem do zakończenia prac nad książką “Synagoga w Wirku. 1891-1939. Ocalona pamięć”. Jednak po tym, jak publikacja rozeszła się w kraju i trafiła m.in. do Biblioteki Kongresu USA oraz Instytutu Polski w Tel Awiwie, do autorów zaczęły napływać kolejne informacje. Niedawno ukazało się więc drugie wydanie publikacji. Drugie i być może nie ostatnie. Bo też i historia synagogi nadal nie jest do końca rozwikłana. – Nie wiemy na przykład, jak synagoga wyglądała w środku i w jaki sposób dokładnie ją zniszczono – podkreśla Adam Podgórski.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3341385,zostala-wydana-ksiazka-z-historia-synagogi-w-wirku-historia-nieznana-przez-wiele-lat,id,t.html