Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

22-02-2014, 22:54

Reporterka Bożena Aksamit: Gdzie się schylę, znajduję temat  »

Wiadomości24.pl
Dominika Prais
22-02-2014

- Najtrudniejsze w zawodzie dziennikarza jest mierzenie się z ogromnym napięciem emocjonalnym. Niełatwo rozmawia się o bolesnych sprawach z zupełnie obcymi ludźmi, a mnie interesuje człowiek wrzucony w wir historii – mówi reporterka Bożena Aksamit.

Bożena Aksamit

- Pisałam kiedyś reportaż o księdzu, który odwiedzał chorych na raka. Jeździłam z nim po wsiach. Potrafiłam przez godzinę chodzić wokół domu, ale nie weszłam do środka – opowiada Bożena Aksamit.

Najtrudniejsze w zawodzie dziennikarza jest dla niej mierzenie się z ogromnym napięciem emocjonalnym. – Niełatwo rozmawia się o bolesnych sprawach z zupełnie obcymi ludźmi – przyznaje. Wspomina reportaż o księdzu pedofilu czy staruszce porwanej i wielokrotnie gwałconej w czasie wojny przez Rosjan. – Interesuje mnie człowiek wrzucony w wir historii – mówi. To zwykle bohater złamany przez sytuację historyczną czy polityczną. Bożena Aksamit specjalizuje się w takich tematach.

W redakcji Gazety Wyborczej jest zresztą z tego znana. Dlatego kiedy ruszyła akcja “Umierać po ludzku” dostała zlecenie napisania cyklu artykułów o hospicjach. – Mam poczucie misji. Chcę, żeby to co robię miało sens – mówi. Za swój największy sukces uważa uratowanie młodej, niepełnoletniej dziewczyny przed odebraniem jej dziecka przez siostrę zakonną. Poruszanie wesołych, optymistycznych spraw jest dla niej banalne. – Ja mam zresztą naturę depresyjną – przyznaje.

Od grafiki do dziennikarstwa

Nie chciała być dziennikarką. Skończyła oceanografię fizyczną na Uniwersytecie Gdańskim. Po studiach wyjechała z mężem do Szwecji, ale ciągnęło go do Polski, do domu w Sopocie, więc wrócili. Znalazła pracę w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Nie zagrzała tam długo miejsca. – Nie chciało mi się wstawać o 7 rano – żartem tłumaczy powód rezygnacji. Znalazła posadę grafika w “Głosie Wybrzeża”, a następnie w trójmiejskim oddziale “Gazety Wyborczej”. – Zmarł akurat naczelny. Jego zastępca był moim znajomym. Z grafika uczynił mnie dziennikarką – opowiada. Pracowała w dziale Nowe Inwestycje. Pozostali redaktorzy nieco się burzyli. Jej też niezbyt się to podobało. Chciała się rozwijać. Marzyła o pisaniu reportaży. W redakcji nikt nie wierzył, że jej się uda. – Od zawsze dobrze pisałam. Miałam piątkę na maturze z polskiego – wspomina. Dzięki talentowi, ale i uporowi już po roku pracy dziennikarskiej, w Dużym Formacie ukazał się jej pierwszy reportaż. Opowiadał o księdzu z Chmielnika, który nie zgodził się na utworzenie we wsi sekcji karate. – Był tak śmieszny i absurdalny, że zgodzili się go wydrukować – mówi.

Wychowana na Dużym Formacie

Czuła satysfakcję, bo udało jej się osiągnąć to, w co nikt nie wierzył. Źródło sukcesu? – Jestem uparta. I zawsze wiedziałam czego chcę – tłumaczy. Od tego czasu minęło prawie osiem lat. Jej reportaże ukazują się w Dużym Formacie, Wysokich Obcasach, Wysokich Obcasach Extra, Wydaniu Świątecznym Gazety Wyborczej. Na tym pierwszym magazynie się wychowała. Teksty w nim publikowane ukształtowały jej warsztat. – Trzeba pamiętać, że to jest zupełnie inne pisanie niż w szkole – podkreśla. Reportażyści stosują krótkie, proste zdania. Posługują się stylem wzorowanym na mowie potocznej.

Ceni sobie sposób pracy w Wyborczej. – Tu nikt się nie spieszy. Szczygieł nad swoim ostatnim reportażem pracował pół roku – mówi. Ona, na przygotowanie materiału poświęca zwykle około miesiąca. Pracuje nad kilkoma tekstami jednocześnie. Dużo czyta na dany temat, kilkakrotnie spotyka się ze swoimi bohaterami, analizuje, dopytuje. Zdarzają jej się też pisać reportaże zlecone przez redakcję. Na te ma zwykle mniej czasu. Przygotowuje też cykl starych fotografii kobiet. Przyznaje, że to praca wyłącznie dla pieniędzy. – Szczygieł czy Hugo- Bader, oni to nie muszą pracować – śmieje się. – Ale to jest pierwsza kategoria reportażystów. Ja muszę z czegoś żyć – mówi – Chociaż tekstu o Iwonie Wieczorek bym nie napisała – dodaje. Przywołuje akurat ten przykład, bo przypomina sobie jak długi czas żyła nim redakcja trójmiejskiej “Gazety Wyborczej”. Pamięta, że nie podobało jej się podgrzewanie atmosfery wokół tego tematu.

Wywiad jak dobry film

Lubi swoją pracę. Daje jej możliwość dotarcia do wielu, interesujących informacji. Pozwala zetknąć się z fascynującymi osobami i ich niesamowitymi historiami. Ze swoimi bohaterami się jednak nie zaprzyjaźnia. – Nie chcę, żeby ktoś mną manipulował – tłumaczy. Zna osoby, które reportażami załatwiają swoje interesy. – Za coś takiego wyleciałabym z redakcji – przyznaje.

Wkrótce ukaże się jej rozmowa z dyrektorem Opery Bałtyckiej Markiem Weissem. O kobietach, miłości i feminizmie. Dla niej spotkania z bohaterami są jak dobre kino – Kończąc wywiad czuję się jak po udanym seansie filmowym – przyznaje. Dlatego musi uważać, żeby nie dać się nazbyt wciągnąć w opisywane historie. – To przecież nie jest realny świat.

21 lutego w filii nr 2 Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gdańsku odbyło się spotkanie z reportażystką Bożeną Aksamit. Zapoczątkowało ono cykl warsztatów: Wydział Literatury/Katedra Reportażu Oliwskiej Akademii Sztuki.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/reporterka_bozena_aksamit_gdzie_sie_schyle_znajduje_temat_296791.html

22-02-2014, 19:06

Maraton fotograficzny w Siemianowicach Śląskich w Parku Tradycji  »

Dziennik Zachodni
SZEN
22-02-2014

W ramach IX Śląskiego Maratonu Fotograficznego w Siemianowicach Ślaskich zaprezentowano twórczość uznanych fotografików, wśród których znalazł się Arkadiusz Gola z Dziennika Zachodniego. Organizatorzy tegorocznej edycji imprezy skupili się na specjalistach od fotoreportaży i zaprosili ich prekursora Tadeusza Rolke.

Tadeusz Rolke

IX Śląski Maraton Fotograficzny odbył się 22 lutego w postindustrailnych zabudowaniach Parku Tradycji w Siemianowicach Śląskich. Imprezę co roku organizuje policealna szkoła fotograficzna “Fotoedukacja”, której absolwentami jest wielu znanych fotografów.

Jak podkreślali organizatorzy, tegoroczny IX Śląski Maraton Fotograficzny, zdominowali fotograficy reportażyści, którzy też prezentowali swoje cykle, opowiadali jak powstawały zdjęcia, co jest dla nich najważniejsze podczas pracy.

Na przykład Arkadiusz Gola, fotoreporter Dziennika Zachodniego przyznał się, że nie lubi wyjeżdżać poza Górny Śląsk, by fotografować. To tu najczęściej znajduje najciekawsze tematy, czy też bohaterów swoich reportaży. – Współczuję tym fotoreporterom, którzy pracuja w sejmie. Muszą mieć mocne łokcie i niezłe przyspieszenie na pięć metrów, by kogoś ważnego sfotografować. To nie dla mnie – powiedział Arkadiusz Gola, który zaprezentował m.in. swój cykl zdjęć mieszkańców osiedli robotniczych na górnym Śląsku i Zagłębiu.

Publiczność rozbawiła również prezentacja Macieja Jarzębińskiego z Polskiej Agencji Fotografów FORUM. Ponad 60 pokazanych przez niego zdjęć ujawniło, że jest ona naładowana sporą dawką ironii i dystansu do otaczającego nas świata. – Rzeczywistość traktuje nas z buta, to też ją trzeba tak potraktować – stwierdził Jarzębiński, który w swoim fotografowaniu jest bliski stylistyce rysownika i karykaturzysty Marka Raczkowskiego. Zresztą Jarzębiński przyznał, że jedno z jego zdjęć, wykonane podczas protestu młodzieży przeciw ACTA zainspirowało Marka Raczkowskiego. Na zdjęciu młodzi ludzie niosą transparent, którego jedynym hasłem jest znane polskie przekleństwo.

Inne ciekawe historie licznie zebranym miłośnikom fotografii zdradzili jeszcze Jerzy Kleszcz (fotoreporter sportowy), Przemysław Jendroska (grupa fotograficzna Natechwile, fotoreporter i fotoedytor w katowickiej “Gazecie Wyborczej”), Jakub Ociepa (fotoreporter krakowskiej “Gazety Wyborczej” i współpracownik kilku agencji i instytucji kulturalnych).

Gwiazdą IX Śląskiego Maratonu fotograficznego był jednak Tadeusz Rolke, warszawiak, prekursor polskiej fotografii reportażowej. Początki jego twórczości przypadły na lata 50. XX w. W fotografii reportażowej starał się oddawać polską rzeczywistość, tworzyć interwencyjną fotografię reportażową. To jego prezentacja autorska zakończyła imprezę.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3342421,maraton-fotograficzny-w-siemianowicach-slaskich-w-parku-tradycji,id,t.html

22-02-2014, 09:16

Katowice: Promocja książki dziennikarki DZ Henryki Wach-Malickiej  »

Dziennik Zachodni
KAP
22-02-2014

"Bogumiła Murzyńska. Biografia nostalgiczna"

W poniedziałek o godz. 17.00 w sali Benedyktynka Biblioteki Śląskiej (pl. Rady Europy 1) odbędzie się spotkanie promujące książkę Henryki Wach-Malickiej pt. “Bogumiła Murzyńska. Biografia nostalgiczna”.

Henryka Wach-Malicka jest dziennikarką “Dziennika Zachodniego”, krytykiem teatralnym. Bogumiła Murzyńska – aktorką Teatru Śląskiego. Przez pół wieku jej kariery scenicznej zmieniały się obyczaje, sceniczne mody i style, zmieniali się dyrektorzy Teatru Śląskiego, ba – nawet ustrój się zmienił.

A Bogumiła Murzyńska, zdarzało się, że nawet każdego wieczoru, siadała przed prostym lustrem i przeobrażała się w kolejną kobietę.

Zagrała tych kobiet ponad sto. Spotkanie poprowadzi red. Maria Kempińska. Wstęp wolny.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3342055,katowice-promocja-ksiazki-dziennikarki-dz-henryki-wachmalickiej,id,t.html

21-02-2014, 07:32

TVP, TVN i TV Republika wzmacniają swoje ekipy na Ukrainie  »

Press
(RUT, KOZ)
21-02-2014

Spośród nadawców telewizyjnych ekipy reporterskie na Ukrainę wysłały Telewizja Polska, Grupa TVN i Telewizja Republika. Z powodu zaognienia się sytuacji na Majdanie “Wiadomości” wyemitowały wczoraj dwa wydania wieczorne.

Beata Tadla, Maria Stepan i Jacek Gasiński podczas wejścia na żywo w TVP Info

TVP ma w Kijowie trzy ekipy zdjęciowe: reportera TVP Info Pawła Szota z operatorem Rafałem Szendzielarzem, rosyjskiego korespondenta Jacka Gasińskiego z operatorem Borysem Czerniawskim oraz Marię Stepan (“Wiadomości”) z operatorem obrazu Krzysztofem Kołosionkiem i operatorem dźwięku Stanisławem Doroszkiewiczem. W Kijowie jest też prowadząca “Wiadomości” Beata Tadla i producent Marek Czunkiewicz. Wczoraj dojechali do nich jeszcze szef “Wiadomości” Piotr Kraśko z operatorem Marcinem Wesołowskim. Natomiast do Lwowa pojechał reporter TVP Info Rafał Stańczyk z operatorem Pawłem Olesiejukiem i dźwiękowcem Marcinem Rudnikiem.

Z Grupy TVN w Kijowie są reporter “Faktów” Dariusz Prosiecki i reporterzy TVN 24 Tomasz Kanik i Piotr Świerczek, a w Kijowie Robert Jałocha i Dariusz Kmiecik. Relacje z Ukrainy pokazują zarówno TVN 24, jak i TVN 24 Biznes i Świat.

Z kolei Telewizja Republika wysłała Bartłomieja Maślankiewicza i Jana Pawlickiego. Na Ukrainie jest też dziennikarka tej stacji Ewa Stankiewicz.

Reporter Superstacji Miłosz Kłeczek relacjonuje wydarzenia z granicy polsko-ukraińskiej, dokąd pojechał wóz transmisyjny tego kanału. Dwóch reporterów na granicy ma również TVN 24: Leszka Kabłaka i Adama Krajewskiego z oddziału w Białymstoku.

Nikogo na Ukrainę nie wysłał natomiast Polsat News – kanał korzysta z materiałów zewnętrznych i współpracuje z dziennikarzami ukraińskimi.

Wczoraj “Wiadomości” wyemitowały z Kijowa dwa wydania wieczorne, oba w całości poświęcone tragicznym wydarzeniom na Ukrainie i pokazywane równocześnie w TVP Info: oprócz programu o 19.30 było też wydanie w godz. 18.55-19.18.

Czy serwis informacyjny TVP 1 chce w ten sposób walczyć z konkurencją emitowaną w tym paśmie? – Nie myślimy w tym momencie ani o “Faktach” TVN, ani o “Wydarzeniach” Polsatu. Mamy po prostu do przekazania naszym widzom mnóstwo informacji o tym, co dzieje się za wschodnią granicą i nie zmieścilibyśmy tego w jednym wydaniu – odpowiada Jacek Rakowiecki, rzecznik prasowy TVP.

Jak podaje Polska Agencja Prasowa, w czwartkowych starciach z milicją zginęło co najmniej 70 uczestników protestów na Ukrainie.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/44407,TVP_-TVN-i-TV-Republika-wzmacniaja-swoje-ekipy-na-Ukrainie

21-02-2014, 02:26

Polski reporter ostrzelany w Kijowie, ukraiński dziennikarz zabity  »

Press
(MAK)
21-02-2014

Wacław Radziwinowicz z “Gazety Wyborczej” został wczoraj Kijowie ostrzelany przez funkcjonariuszy ukraińskich służb specjalnych.

“Kiedy wyszedłem przed hotel i próbowałem wejść na Majdan, strzelali do mnie” – relacjonował w serwisie Wyborcza.pl Wacław Radziwinowicz. Dodał, że strzelał oddział specjalny Alfa, wchodzący w skład Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Żadna z kul wystrzelonych w kierunku dziennikarza go nie raniła.

Wczoraj jednak zginął ukraiński dziennikarz serwisu Sportanalytic.com Ihor Kostenko. Natomiast reporterowi ukraińskiej telewizji internetowej Hromadske.tv Antonowi Jemieljanowi funkcjonariusze zabrali sprzęt do prowadzenia transmisji online.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/44408,Polski-reporter-ostrzelany-w-Kijowie_-ukrainski-dziennikarz-zabity

20-02-2014, 22:54

Nasz komentarz  »

Wiadomości Rudzkie
Anna Piątek
20-02-2014

Wielką sztuką jest przyznanie się do błędu, a jeszcze większą przeproszenie za to. My nie mieliśmy z tym problemu, co udowodniliśmy publikując dwa sprostowania na łamach WR 19.02. podpisane przez posła PiS Grzegorza Tobiszowskiego. Niestety tej odwagi zabrakło posłowi, który do dziś nie przeprosił publicznie naszej dziennikarki za kierowane pod jej adresem groźby, pomówienia i insynuacje. No cóż widocznie w dniu, w którym w szkole uczono zasad dobrego wychowania uczeń Grzegorz Tobiszowski był albo chory, albo wybrał się na wagary.

Grzegorz Tobiszowski

O co chodzi? Otóż faktycznie w artykule pt.: “Plotka, czy świadome działanie” opublikowanym 11 grudnia ubiegłego roku popełniliśmy błąd pisząc w jednym zdaniu, że “… w podobnym tonie wypowiadał się m.in. obecny na sesji rady miasta poseł PiS Grzegorz Tobiszowski”. Chodziło o sesję na której rudzcy radni dyskutowali o przygotowanym przez prezydent Grażynę Dziedzic apelu do premiera Donalda Tuska o przyśpieszenie prac legislacyjnych nad nowelizacją ustawy o podatkach i opłatach lokalnych w zakresie doprecyzowania definicji budowli.

Artykuł zdenerwował posła Grzegorza Tobiszowskiego, ponieważ na tej sesji akurat go nie było. Dlatego w kolejnym numerze Wiadomości Rudzkich przyznaliśmy się do błędu i przeprosiliśmy posła. Zanim jednak nasze przeprosiny się ukazały poszkodowany w brutalny sposób zaatakował naszą dziennikarkę. W rozmowie telefonicznej Grzegorz Tobiszowski oskarżył autorkę artykułu , że “dała się kupić za parę groszy” oraz że “jesteśmy sterowani, nieobiektywni i kupieni”. Rozmowa zakończyła się groźbami pod adresem dziennikarki, że jak nie sprostujemy tej informacji, to “poczujemy” ten artykuł.

Zastanawialiśmy się, czy w obliczu takich gróźb, powinniśmy posła przepraszać. Uznaliśmy jednak, że jak się popełniło błąd, to trzeba tego ponieść konsekwencje. Jednak nasze przeprosiny nie wystarczyły. Poseł za pośrednictwem wynajętej kancelarii prawnej zażądał opublikowania już nie jednego, a dwóch sprostowań. Oba mimo wszystko opublikowaliśmy, bo nie zamierzamy narażać podatników na koszty procesu ich przedstawiciela w parlamencie z lokalną gazetą.

Poseł Tobiszowski zarzuca w nich naszej dziennikarce m.in. brak rzetelności dziennikarskiej. Czym ten brak się przejawia? Ano tym, że autorka mając półtorej miesiąca na przygotowanie artykułu, podjęła próbę kontaktu z posłem w ostatniej chwili żądając niemal natychmiastowej odpowiedzi. Trudno polemizować z tak absurdalnym oskarżeniem, bo to redakcja – a nie politycy- decyduje kiedy i na jaki temat przygotuje materiał.

Ale skoro Grzegorz Tobiszowski chce iść tym tokiem rozumowania, to proszę bardzo. W tej sytuacji zadajemy posłowi publicznie pytanie o jego rzetelność w wykonywaniu obowiązków poselskich. A zadajemy to pytanie choćby w kontekście nierozwiązanego w porę m.in. przez Sejm problemu niebezpiecznych przestępców, którzy po wieloletnich wyrokach zaczynają wychodzić na wolność. Konsekwencje tego zaniechania, albo mówiąc wprost lenistwa były widoczne, kiedy Rudę Śląską obiegła informacja, że jeden z takich przestępców Mariusz T. zamierza właśnie zamieszkać w Rudzie Śląskiej!

W sporze z posłem PiS stanęło po naszej stronie Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. W specjalnym stanowisku działające przy SDP Centrum Monitoringu Wolności Prasy “stanowczo sprzeciwia się postępowaniu, które może przyczyniać się do ograniczania swobodnej debaty i krytyki prasowej, szczególnie, gdy rozmówcą dziennikarza jest przedstawiciel władzy ustawodawczej RP”.

Jeden z premierów powiedział kiedyś, że prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy, a nie jak zaczyna. Niestety tego egzaminu poseł PiS Grzegorz Tobiszowski nie zdał.

W związku z powyższym pragniemy przypomnieć przedstawicielom wszystkich stronnictw politycznych, że w kontaktach z prasą przestrzegać należy takich standardów postępowania, aby wykluczyć wszelkie wątpliwości co do zagrożenia wolności słowa i prasy.

Całość: http://wiadomoscirudzkie.pl/aktualnosci/zobacz/3328