Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

22-04-2014, 09:03

Najważniejsze jest patrzenie  »

Miesięcznik społeczno-kulturalny "Śląsk" nr 4/2014
Agnieszka Sikora
22-04-2014

5 lutego 2014 roku w Bibliotece Śląskiej w Katowicach odbyła się promocja książki autorstwa Mirosława Słomczyńskiego pt. Kamerzysta. Telewizyjne epizody i historyczne zdrapki. W spotkaniu, oprócz autora, wziął udział bohater książki – Mieczysław Chudzik.

Książka Mirosława Słomczyńskiego to zbeletryzowana opowieść, osnuta na wspomnieniach Mieczysława Chudzika, operatora obrazu, związanego z katowickim ośrodkiem telewizyjnym od początku jego działalności, autora zdjęć do wielu programów TYP, reportaży, filmów dokumentalnych i fabularnych, realizowanych w kraju i za granicą, wyróżnianych i nagradzanych na krajowych i zagranicznych festiwalach filmowych. Pojawienie się na rynku czytelniczym książki Słomczyńskiego stało się okazją do rozmowy z jej głównym bohaterem.

- Urodził się pan na terenie przedwojennych Kresów Wschodnich, gdzie spędził pan dzieciństwo i wczesną młodość. Wraz z ostatnią falą repatriacji, w latach 50. XX wieku, przyjechał pan do Polski. Wiele osób, pochodzących stamtąd, wspominało po latach, że Śląsk przyjął ich z otwartymi rękami. Mimo wielu różnic kulturalnych czy językowych zostali tu dobrze przyjęci i szybko się zaaklimatyzowali. Tak wspominał między innymi Wojciech Kilar. A jaki był Śląsk z tych najwcześniejszych pana wspomnień?

Mieczysław Chudzik

- Moja droga na Śląsk wiodła przez Zachodniopomorskie, gdyż na ogół ludzi z Wileńszczyzny oraz zachodniej czy północnej Białorusi kierowano na Wybrzeże. Po pobycie w obozach przesiedleńczych i po przejściu wielu różnych i długotrwałych formalności wraz z rodziną w 1957 roku pojawiliśmy się na Śląsku. Dlaczego na Śląsku? Ponieważ tutaj była praca. Mój ojciec przed wojną był zatrudniony na kolei, a dokładniej – w łączności kolejowej. Po wojnie wszystko się zmieniło, ale kolej wciąż była gwarantem stabilnej pracy. Po przybyciu na Śląsk znalazł zajęcie na kolei i po przeszkoleniu został kierownikiem pociągu. Taki zawód dawał mu satysfakcję, bo miał naturę podróżnika, która chyba była w naszych genach, boja również, mimo zupełnie innej profesji, ją odziedziczyłem. Śląsk był wówczas najbardziej uprzemysłowionym regionem w Polsce i to był dla mnie szok, jak dla każdego, kto pochodził z terenów Wileńszczyzny czy Grodzieńszczyzny, gdzie przemysł był znikomy, były za to piękne krajobrazy: jeziora, rzeki, wzgórza, lasy itd. Z tak wielkim i ciężkim przemysłem zetknęliśmy dopiero tutaj. Moja mama zawsze narzekała i wspominała, że u nas było pięknie i czysto, a tu musi firanki prać raz w tygodniu. Szokowało ją również to, że w tym przemysłowym krajobrazie, wśród dymiących kominów okna są wypucowane i wiszą w nich czyste firaneczki. To jej się podobało. Czy dobrze się tu czuła? Nie wiem, ale pewnie, gdyby tak nie było, próbowałaby gdzieś się przenieść. Myślę, że się w końcu zaaklimatyzowała, no i dożyła sędziwego wieku, 10 dni jej zabrakło do ukończenia 107 lat. Widać, to śląskie powietrze jej służyło.

- Jak zaczęła się przygoda z filmem i fotografią? Czy to był przypadek, że został pan filmowcem?

- To nie był przypadek, że wybrałem taki styl życia. Gdy chodziłem do szkoły w Wołkowysku, to wraz z kolegami tworzyliśmy grupę łobuziaków. Ja byłem jedynym Polakiem, pozostali to byli Rosjanie, Białorusini, Uzbecy, ktoś z Kaukazu… Niezwykła mieszanina. Językiem rosyjskim władałem bardzo dobrze, trochę mówiłem po białorusku, a polskiego właściwie w ogóle nie znałem. Mieliśmy bardzo fajnego dyrektora – młodego, ambitnego, wykształconego, który żeby nas odciągnąć od łobuzerki, chciał nas czymś zainteresować. Założył więc kółko teatralne, zainspirował nas, żebyśmy wydawali miesięcznik, a także założył kółko fotograficzno-filmowe. I od tego się zaczęło, od 8 klasy. Oczywiście, wcześniej w domu u ojca był aparat fotograficzny i usiłowałem coś tam robić, ale dopiero szkoła pozwoliła mi się rozwinąć. Jeszcze jeden epizod jest wart wspomnienia. Otóż, w czasie przerw wakacyjnych pracowałem, żeby zarobić na książki. Znalazłem się w firmie, gdzie byłem pomocnikiem geodety, który nauczył mnie czytać plany, mierzyć ziemię, kołkować place budów, a przy okazji trzeba było fotografować. To była firma cywilna, która była przykrywką firmy wojskowej z siedzibą w Murmańsku. Nie miała nazwy, tylko numer, wtedy nie rozumiałem o co chodzi, ale teraz wiem, że jak się podaje numer firmy czy miasta, to chodzi o tajne sprawy.

- Skoro nie znał pan języka polskiego, to jak pan sobie poradził na początku?

- Rzeczywiście, gdy znalazłem się w Katowicach, to miałem problemy językowe. Ale bardzo pomogli mi studenci-wolontariusze z Akademii Sztuk Plastycznych. Był taki akademik na ulicy Kasprzaka, na Koszutce. Tam chodziłem codziennie na pogaduszki, podczas których koledzy mnie poprawiali, tłumaczyli, jak należy dane słowo poprawnie powiedzieć. W tym samym czasie Urząd Wojewódzki szukał ludzi chętnych do wyjazdu na kurs do Warszawy, który miał przygotować ich do pracy w powstającym w Katowicach ośrodku telewizyjnym. Namawiano mnie, abym się zgłosił, ale się nie zdecydowałem – po prostu się bałem. Przede wszystkim wciąż jeszcze miałem problemy językowe, trudno mi było wszystko zrozumieć. Najpierw musiałem sobie to przetłumaczyć na rosyjski, a dopiero potem na polski. Poza tym odstawałem od rówieśników wyglądem, moje ubranie było inne, fryzura inna, oczy inne, ludzie się oglądali w tramwaju. Byłem dla nich obcy. Potem przeczytałem w “Panoramie” artykuł, że w Katowicach bardzo prężnie działa Amatorski Klub Filmowy “Śląsk”. Bardzo mnie to zainteresowało, więc zacząłem go szukać. Znalazłem, siedziba mieściła się przy ul. Francuskiej. Dwa razy podchodziłem, bo nie miałem odwagi, żeby wejść. Aż w końcu wszedłem i spotkałem pana, bardzo miłego, sympatycznego, uśmiechniętego, potem okazało się, że to sekretarz klubu Bolesław Zieliński. Zaprosił mnie na herbatę, porozmawialiśmy i tak się zaczęło, ja się do tego klubu niejako przykleiłem i czułem się tam bardzo dobrze. Jak się okazało, że bardzo dużo potrafię zrobić, to zostałem chłopakiem do wszystkiego. Pierwszym moim wzorem do naśladowania, mistrzem, był prezes klubu Norbert Boronowski, zawodowy fotoreporter w “Panoramie”. Wywoływaliśmy taśmy filmowe, wszystko było robione ręcznie, ale technologię miałem opanowaną, a ponieważ posiadałem bardzo dużo wolnego czasu, to byłem na każde gwizdnięcie. Dostawaliśmy filmy, które robili członkowie klubu, ale wkrótce również zaczęły przychodzić materiały z telewizji. Interesujące i trudne w realizacji filmy robili Danuta i Jan Maćkowowie. Pamiętam również, jak Edward Poloczek, znany fotografik śląski, pojechał z ekipą na Spitsbergen i tam robił mnóstwo filmów i zdjęć. Trzeba było to wszystko obrobić, a my baliśmy się strasznie, żeby czegoś nie zepsuć. Jak wspomniałem, gdy powstała telewizja, to materiały filmowe, które były potrzebne do programów, były obrabiane w klubie filmowym przy ul. Francuskiej. Potem trzeba było biegać na ulicę Ligonia 37, gdzie obecnie stoi tzw. Decebmer, a wtedy stała willa, w której mieściła się pierwsza siedziba TYP Katowice. Po jakimś czasie powstało tam laboratorium, do którego się przeniosłem, a moim szefem został Jerzy Badura.

- Takich szefów-nauczycieli, mistrzów było chyba znacznie więcej w ciągu tych wszystkich lat?

- Tak, oczywiście. Zresztą w ogóle w życiu miałem szczęście do nauczycieli. Dużo by wymieniać, ale wspomnę choć kilka nazwisk. Opiekunem mojego roku był najpierw Andrzej Ancuta, a potem Adolf Forbert, współzałożyciel Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi, a następnie znacznie młodsi: Mieczysław Jahoda, Jerzy Wójcik, Witold Sobociński. Ponad dwa lata byłem szwenkierem u Mikołaja Sprudina, u którego przeszedłem niezła szkołę zawodu. Miałem szczęście również pracować z Zygmuntem Samosiukiem, znacznie młodszym człowiekiem, który miał zupełnie inne, nowatorskie podejście do kamery. To patrzenie na innych, lepszych, jak oni robią film było szalenie ważne. Szkoła szkołą, człowiek się oczywiście nauczy techniki, ale najważniejsze jest patrzenie, co robi mistrz, bycie z nim i podglądanie go.

- Jak doszło do współpracy z Poltelem?

- Niemal od samego początku w telewizji była redakcja filmowa, a jej szefem był Tadeusz Koper, z wykształcenia reżyser po szkole filmowej. Bardzo do niego przylgnąłem. Traktował mnie może nie jak syna, ale młodszego brata i wziął pod swoje skrzydła. Redakcja funkcjonowała około 2 lat, a potem, w 1960 roku, w Warszawie podjęto decyzję, że produkcja filmowa zostanie wydzielona i w ten sposób powstała nowa jednostka. Przenieśli nas z dnia na dzień. I było to dziwne, bo pracowaliśmy w telewizji, robiliśmy wszystko dla telewizji, ale byłyśmy jakby w innym zakładzie – w Zakładzie Produkcji Filmów Telewizyjnych w Warszawie z oddziałem w Katowicach. Jego szefem został Jan Maćków. Zakład zaczął się dość szybko i intensywnie rozwijać. Powstało nowoczesne laboratorium z bardzo dobrymi maszynami. W 1972 roku szefem Komitetu ds. Radia i Telewizji został Maciej Szczepański, który postanowił zrobić z telewizji nowoczesne narzędzie propagandy. Poszliśmy w kolor, w technikę najnowszej generacji, a przy tym Szczepański rządził żelazną ręką. Gdy moi koledzy przyjeżdżali z Zachodu, to się dziwili, że mamy taki sprzęt, jakiego nawet oni za dużo nie mieli. Szczepański postanowił zrobić własną wytwórnię filmową, która miałaby samodzielność decyzyjną i finansową. Wtedy powołał do życia Centralną Wytwórnię Programów i Filmów Telewizyjnych Poltel z odziałem w Katowicach. Tu był potężny przemysł, tu odbywały się wszystkie najważniejsze masówki, więc telewizja potrzebowała własnych programów, a produkcja filmów w zespołach filmowych była kosztowna i nie zawsze chciano realizować tematy, którymi była zainteresowana telewizja.

- Jak dziś można ocenić działalność Poltelu?

- Uważam, że bardzo dobrze. Szkoda, że to wszystko upadło, że doprowadzono do likwidacji tego majątku. Był rok 1991. Z dnia na dzień zapadła decyzja o likwidacji Poltelu i wszystkie archiwa dosłownie wyrzucono na śmietnik. Myśmy nawet żartowali, że taśmy poszły na grzebienie. Laboratorium zostało zniszczone, maszyny wyrzucone przez okno na podwórko. Były także budynki, które Poltel wcześniej przejął po Ośrodku Postępu Technicznego. Znajdowały się w nich: magazyny, stolarnie, świetna hala, administracja, montażownie, sala dźwiękowa – bardzo dobra, synchronizacyjna ze stołem trickowym, gdzie można było robić różne napisy czy wkopiowania. Były też kostiumy, rekwizyty, które Poltel wyprodukował przez lata swojej działalności. Ale cóż… przyszły takie czasy, że wszystko zostało sprasowane bez oglądania się na to, czy to jest potrzebne, czy nie. Zmarnowano pracę i zaangażowanie wielu ludzi, zniszczono materiały, które są nie do odtworzenia. A przecież w Poltelu wyprodukowano mnóstwo filmów dokumentalnych – więcej niż w Warszawie, również na potrzeby telewizji były robione filmy fabularne. Ponadto bardzo rozwinęły się usługi dla ekip zagranicznych. Kręcono na Śląsku sporo tytułów i Poltel zarabiał na tym dosyć dobrze. Już nie mówię, że mieliśmy mnóstwo wybitnych specjalistów w zawodach pomocniczo-twórczych, ludzi z ogromnym doświadczeniem. Tego nie da się nauczyć w żadnej szkole i oni też zostali straceni: stolarze, dekoratorzy, kostiumolodzy, charakteryzatorzy, garderobiane… A przecież bez nich film nie istnieje. Ludzie jednego dnia znaleźli się na bruku, bez szans na znalezienie pracy w zawodzie. A byli to entuzjaści, którzy kochali film, pracowali dla niego, nie dla pieniędzy. To wszystko mity, że myśmy tu zarabiali złote góry. To bzdury. Moim zdaniem, stolicy zależało na tym, żeby w Katowicach wszystko sprasować. To była swego rodzaju zemsta za to, że za czasów Gierka podobno nam się tutaj żyło jak w Szwajcarii, że Śląsk to rzekomo była kraina miodem i mlekiem płynąca.

- Jest w Katowicach na Uniwersytecie Śląskim Wydział Radia i Telewizji im. Krzysztofa Kieślowskiego. Rozwija się, młodzi ludzie zdobywają mnóstwo nagród…

-Ale Katowice z tego nic nie mają – w sensie tego środowiska, bo nie ma tutaj bazy produkcyjnej. Telewizja w ogóle przestała współpracować z Wydziałem. Więc ci młodzi ludzie uciekają do Warszawy. Nawet gdy kręcą etiudy operatorskie czy reżyserskie, to jadą do stolicy, a mogliby je robić w Katowicach, bo są tutaj dobrze wyposażone firmy. Presja warszawska jest jednak tak wielka, że uważają, że jeśli nie zrobią czegoś w Warszawie, to ich nie ma. Być może tak jest. Ale to jest kolejna konsekwencja likwidacji Poltelu i Zespołu Filmowego Silesia Kazimierza Kutza.

- Wspominał pan, że odziedziczył w genach zamiłowanie do podróży, że były czasy, gdy nie było pana pół roku w domu. Czy były jakieś wyjazdy, które szczególnie zapadły panu w pamięci, niebezpieczne przygody?

- Faktycznie, znaleźliśmy się parę razy z kolegami w sytuacjach dosyć niebezpiecznych. Był taki moment w historii, podobny do tego, co się obecnie dzieje na Ukrainie. Mam na myśli pucz Janajewa w Moskwie (nieudaną próbę przejęcia władzy w ZSRR w sierpniu 1991 roku). Wraz z kolegą Adamem Sojką wybraliśmy się jak idioci, samochodem, za własne pieniądze i znaleźliśmy się w środku konfliktu. Gdy to czasami wspominamy, to uzmysławiamy sobie, że przecież mogli nas zabić. Wykazaliśmy się wyjątkową bezmyślnością. Dziś nie byłbym już takim wariatem. Podobna sytuacja miała miejsce w Wilnie, gdzie oficer OMON-u zarepetował broń i powiedział mi, że mam trzy sekundy, aby odejść, w przeciwnym razie mnie zastrzeli.

Jakie ma pan plany na przyszłość?

Z moimi młodszym kolegami, a muszę zaznaczyć, że nie była to moja inicjatywa, w grudniu 2013 roku złożyliśmy Stowarzyszenie Filmowców Śląskich. Zostało już nie tylko zarejestrowane, ale nawet mamy honorowego członka, którym został Lech Majewski. Głównym założeniem Stowarzyszenia jest “rewitalizacja” środowiska filmowego na Śląsku, aby filmowcy śląscy mieli możliwość poznania siebie nawzajem i swoich prac. Chcemy stworzyć grupę, która będzie mówiła jednym, silnym głosem o rzeczach, które nas wszystkich denerwują, a może dzięki temu damy wspólnie radę naprawić to i owo. Chciałbym, żeby władze wojewódzkie życzliwiej spojrzały na lokalne ambicje filmowców. Trudno, żeby się to środowisko błyskawicznie odrodziło i działało, jak onegdaj, ale może powoli, gdy w centrum Katowic zostanie wzniesiony nowy budynek Wydziału Radia i Telewizji, powstanie rzeczywiście porządna firma produkcyjna – oczywiście teraz prywatna, może spółka… Mam nadzieję, że jeszcze w swoim życiu będę miał satysfakcję, że na Śląsku działalność filmowa – w szerokim znaczeniu – będzie widoczna.

Całość: www.alfa.com.pl/slask

19-04-2014, 22:28

Ewa Świstuniuk i Robert Musiał w zarządzie Izby Wydawców Prasy  »

Press
(GK)
19-04-2014

Walne zgromadzenie Izby Wydawców Prasy uzupełniło zarząd IWP.

Wcześniej z zarządu IWP zrezygnowała Joanna Pilcicka (była prezes Mediów Regionalnych przejętych przez Grupę Wydawniczą Polskapresse) i Grzegorz Kossakowski (Agora SA). Przed Wielkanocą odbyło się walne zgromadzenie IWP, na którym zarząd organizacji uzupełniono o Ewę Świstuniuk (prezes Infor Biznes) i Roberta Musiała (członek zarządu Agory).

Zarząd IWP liczy 15 członków, prezesem pozostaje Wiesław Podkański (prezes honorowy Ringier Axel Springer Polska).

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/45022,Ewa-Swistuniuk-i-Robert-Musial-w-zarzadzie-Izby-Wydawcow-Prasy

17-04-2014, 18:14

Spółka z udziałem dziennikarzy przejmie “Dziennik Wschodni”  »

Press
(GK, PR)
17-04-2014

Grupa Wydawnicza Polskapresse poinformowała, że Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zaakceptował inwestora, który przejmie „Dziennik Wschodni” oraz jego serwisy internetowe: Dziennikwschodni.pl i E-dziennikwschodni.pl. Jest nim spółka Corner Media z Lublina.

Udziałowcami spółki z ograniczoną odpowiedzialnością Corner Media są m.in. pracownicy „Dziennika Wschodniego”. Jej prezesem został redaktor naczelny “DW” Krzysztof Wiejak. Większościowym udziałowcem jest Tomasz Kalinowski, lubelski przedsiębiorca działający m.in. na rynku nieruchomości.

Sprzedaż  “Dziennika Wschodniego” to warunek zgody wydanej przez prezesa UOKiK  na nabycie przez Polskapresse spółki Media Regionalne.

Zgodnie z decyzją UOKiK z 24 października 2013 roku Polskapresse ma 12 miesięcy na sprzedaż “Dziennika Wschodniego”. Polskapresse informuje, że transakcja zostanie sfinalizowana w ciągu najbliższych tygodni.

W lutym 2014 roku średnia sprzedaż ogółem “DW” wyniosła 8 349 egz. (wzrost o 2,2 proc. w porównaniu z lutym ub.r.).

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/45015,Spolka-z-udzialem-dziennikarzy-przejmie-Dziennik-Wschodni

17-04-2014, 09:03

FIJ wzywa do szanowania praw dziennikarzy na Ukrainie  »

Press
(PAP, MAL)
17-04-2014

Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy (FIJ) zaalarmowała wczoraj o coraz trudniejszych warunkach pracy dziennikarzy opisujących sytuację na Ukrainie i wezwała do poszanowania praw przedstawicieli mediów.

FJT zwraca uwagę, że wzrasta liczba ofiar aktów przemocy i coraz więcej przedstawicieli mediów jest zastraszanych. W ostatnich dniach ponad 20 dziennikarzom i członkom ekip mediów rosyjskich nie zezwolono na wjazd na Ukrainę. Grożono ekipie BBC i uszkodzono jej sprzęt, zaatakowano fotografa z Wielkiej Brytanii Fredericka Paxtona i skonfiskowano jego materiał. Federacja informuje też, że dziennikarze niezależnej ukraińskiej telewizji internetowej Hromadske TV oraz rosyjskiej strony Lenta zostali w sobotę na krótko zatrzymani przez uzbrojonych ludzi.

FJT przypomina, że w marcu ukraiński sąd zakazał nadawania rosyjskim stacjom telewizyjnym, oskarżanym przez władze w Kijowie o podsycanie separatyzmu.

Prezes federacji Jim Boumelha zaapelował do wszystkich stron konfliktu, aby szanowały swobodę poruszania się i prawa dziennikarzy.

FIJ zrzesza 600 tys. dziennikarzy z ponad 100 krajów świata.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/45008,FIJ-wzywa-do-szanowania-praw-dziennikarzy-na-Ukrainie

16-04-2014, 16:56

Pracownicy przenoszeni do firmy zewnętrznej mogą pozwać TVP  »

Press
(RUT)
16-04-2014

Według działającego w Telewizji Polskiej związku zawodowego Wizja pracownicy, których TVP chce przenieść do firmy zewnętrznej LeasingTeam, mogą domagać się w sądzie ustalenia, że ich pracodawcą pozostaje TVP. Taką możliwość przedstawił współpracujący z Wizją radca prawny Krzysztof Kluj na panelu dyskusyjnym zorganizowanym przez związek.

- Pracownicy, których TVP zamierza przenieść do firmy zewnętrznej, mają trzy możliwości – wyliczał Kluj na wczorajszym spotkaniu. – Pierwsza to poddać się biegowi wydarzeń. Druga: w ciągu siedmiu dni od zawiadomienia o przeniesieniu rozwiązać stosunek pracy, co będzie równoznaczne z wypowiedzeniem ze strony pracodawcy – stwierdził Krzysztof Kluj. – Trzecie wyjście to pozew o ustalenie, że umowa o pracę nie przeszła na LeasingTeam, lecz pracodawcą nadal pozostaje TVP – dodał.

Jak informowaliśmy, TVP w maju zamierza podpisać z firmą LeasingTeam umowę, na mocy której 1 lipca ok. 400 etatowych pracowników telewizji przejdzie do LeasingTeam i tam nadal będzie pracować dla TVP. Sprawa dotyczy przede wszystkim dziennikarzy, a poza tym montażystów, grafików i charakteryzatorów. TVP powołuje się przy tym na art. 23(1) Kodeksu pracy, mówiący o „przejściu zakładu pracy lub jego części na innego pracodawcę”. Zgodnie z tym przepisem – jak mówi dyrektor biura kadr telewizji Ewa Ger – umowy osób przenoszonych do firmy zewnętrznej “nie będą wypowiadane, a kontynuowane u nowego pracodawcy”.

Prawnik Wizji nie zgadza się z tą interpretacją. Jego zdaniem przenoszeni pracownicy mogą wygrać z telewizją w sądzie. – To duże ryzyko dla TVP, bo w razie przegranej będzie musiała jednocześnie płacić LeasingTeam za przejęcie pracowników i wypłacać pensje tym pracownikom – mówi Krzysztof Kluj.

- Dysponujemy kilkoma ekspertyzami, które bezdyskusyjnie udowadniają, że nasze decyzje i procedury są całkowicie zgodne z prawem i, co równie ważne, uwzględniają w maksymalnym stopniu interes i bezpieczeństwo pracowników TVP – odpowiada na to Jacek Rakowiecki, rzecznik prasowy TVP.

Sprzeciw Wizji i innych działających w telewizji publicznej związków zawodowych (m.in. “Solidarności”) wobec planowanego outsourcingu popiera Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. – W tym procesie dziennikarze są traktowani jak przedmioty – stwierdził na wczorajszym panelu Wizji Krzysztof Skowroński, prezes SDP. – TVP to ogromna instytucja, która przegrywa nie z rynkiem, tylko z polityką i nieudolnym zarządzaniem albo złą wolą – dodał Skowroński.

Jak poinformował serwis SDP.pl, Najwyższa Izba Kontroli rozpoczyna w TVP kontrolę działań zarządu w latach 2011-2014, dotyczącą m.in. produkcji zewnętrznej, funkcjonowania systemu ROPAT (System Rejestracji i Oceny Propozycji Audycji Telewizyjnych – producenci mogą za jego pośrednictwem proponować TVP swoje programy) oraz proces outsourcingu. O kontrolę wnioskowała Wizja.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/45005,Pracownicy-przenoszeni-do-firmy-zewnetrznej-moga-pozwac-TVP

15-04-2014, 13:04

Dziennikarze “Panoramy” i “Teleexpressu” przejdą do firmy zewnętrznej  »

Press
(RUT)
15-04-2014

Większość etatowych dziennikarzy Telewizji Polskiej pracujących w zespołach “Panoramy” TVP 2 i “Teleexpressu” TVP 1 będzie musiała przejść do firmy zewnętrznej LeasingTeam – wynika z informacji “Presserwisu”. Na etatach w TVP zostanie jednak ok. 350 dziennikarzy.

1 lipca ok. 400 etatowych pracowników TVP przejdzie do firmy LeasingTeam i za jej pośrednictwem ma nadal pracować dla TVP. Przeniesieni zostaną głównie dziennikarze, a także montażyści, graficy i charakteryzatorzy. Po tej operacji na etatach w TVP zostanie ok. 350 dziennikarzy. 150 z nich to pracownicy anten nieobjętych outsourcingiem (TVP Polonia i kanały tematyczne). Natomiast ok. 200 dziennikarzy zostanie w telewizji, pełniąc funkcje koordynatorów w jednostkach, których outsourcing dotyczy (to m.in. główne anteny, TVP Info i oddziały regionalne).

Aby wybrać koordynatorów, TVP przeprowadziła w ub.r. badania kompetencji pracowników. Ich wyniki trzymano w tajemnicy aż do rozstrzygnięcia przetargu na firmę zewnętrzną, co nastąpiło 9 kwietnia. Potem biuro kadr zaczęło rozsyłać pracownikom e-maile z informacją o uzyskanej liczbie punktów i czy gwarantuje ona stanowisko koordynatora, czyli pozostanie w TVP.

Z informacji “Presserwisu” wynika, że w telewizji publicznej zostanie prawie cały zespół „Wiadomości” – oprócz Jarosława Kusia i Edyty Suchackiej, wydawcy programu o 12 i 15. Natomiast z „Panoramy” zostanie tylko reporterka Magdalena Sobkowiak, a z “Teleexpressu” – prowadząca Danuta Dobrzyńska (współprowadzi też „Panoramę dnia” TVP Info).  Z pozostałych prowadzących “Teleexpress” Beata Chmielowska-Olech w ogóle nie uczestniczyła w testach (nie zebrała więc punktów), a Maciej Orłoś ma z TVP kontrakt, więc sprawa go nie dotyczy. Na kontrakcie pracują też prowadzące “Panoramę” Hanna Lis i Joanna Racewicz oraz gospodarze głównych wydań “Wiadomości”: Piotr Kraśko, Beata Tadla i Krzysztof Ziemiec.

Ponadto z Telewizyjnej Agencji Informacyjnej (TAI obejmuje programy informacyjne w Jedynce i Dwójce oraz kanał TVP Info) do firmy zewnętrznej będą musieli przejść m.in. Michał Adamczyk (prowadzi “Panoramę dnia” w TVP Info i tam ma etat, ale pełni też dyżury w “Wiadomościach”), wydawca TVP Info Ewa Strzelec oraz dziennikarze zajmujący się tematami zagranicznymi: Piotr Górecki, Katarzyna Nowicka i Krystyna Antosik.

Wczoraj z dziennikarzami spotkała się dyrekcja TAI. – Zebranie trwało trzy minuty. Usłyszeliśmy tylko, że z firmy zewnętrznej nadal będziemy pracować dla TVP – relacjonuje jeden z uczestników spotkania, podczas którego nie padło ani jedno pytanie z sali.

Dziennikarzom, którzy zachowają etaty w telewizji, przybędzie obowiązków. Wydawcy mają się od lipca zajmować koordynacją programową, a reporterzy – realizacyjną. Na czym dokładnie będzie to polegało, dowiedzą się z nowych zakresów obowiązków, które biuro kadr przygotuje dla wszystkich koordynatorów w ciągu najbliższego miesiąca.

________________________________

Nie ocenialiśmy tylko warsztatu pracowników TVP

Rozmowa z Ewą Ger, dyrektor biura zarządzania zasobami ludzkimi Telewizji Polskiej

Dziennikarze Telewizji Polskiej, którzy dostali w testach za mało punktów, żeby załapać się na koordynatorów, są do niczego?

Ewa Ger

Nikt nigdy tak nie twierdził. Komisje i użyte w ewaluacji metody nie oceniały wyłącznie warsztatu dziennikarskiego. Większość zadań, czy pytań sytuacyjnych, dotyczyło wprawdzie pracy dziennikarskiej, ale założeniem ewaluacji było zbadanie predyspozycji do łączenia pracy dziennikarskiej z koordynacyjną. Osoby, które otrzymały więcej punktów i pozostaną w TVP, to zatem pracownicy, którzy wykazali się wysokimi zdolnościami do zarządzania i koordynacji pracy innych, umiejętnością skutecznego działania w stresie itp.

I co będą robić ci koordynatorzy od 1 lipca?

Nadal będą wypełniać swoje obowiązki dziennikarskie, a oprócz tego koordynować, organizować pracę innych zgodnie z potrzebami programowymi.

A reporter “Wiadomości” co będzie koordynował?

Każdy dziennikarz będzie miał indywidualnie przydzielone zadania koordynacyjne w konsultacji z kierownictwem określonej jednostki organizacyjnej. Właśnie rozpoczynamy pracę nad nowymi zakresami obowiązków, co zajmie około miesiąca. Koordynacja programowa, która skupiona będzie przede wszystkim w antenach, w oczywisty sposób będzie się różniła od koordynacji realizacyjnej wykonywanej np. w Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, czy oddziałach terenowych.

Ale materiały do “Wiadomości” taki reporter-koordynator też będzie robił?

Oczywiście. Koordynacja nie zastąpi dotychczasowych obowiązków. Koordynacja będzie dodatkowym zadaniem.

Za tę samą pensję?

Tak. Będzie po prostu inna organizacja pracy.

Co z tymi, którzy się na koordynatorów nie załapali i 1 lipca muszą przejść do firmy zewnętrznej LeasingTeam?

Będą wykonywać zbliżoną pracę na zlecenie konkretnej jednostki, najczęściej tej, do której etatowo byli przyporządkowani. Będą to z założenia czynności wykonawcze, a zatem takie, które wypełniać będą zaplanowany przez TVP kontent programowy.

Czyli dla przeniesionego do LeasingTeam reportera “Panoramy” zleceniem będzie: jedź i zrób materiał z konferencji premiera Tuska?

Można tak powiedzieć, ale zlecenie będzie kierowane poprzez firmę Leasing Team.

Ale najpierw ci przenoszeni dostaną wypowiedzenia z TVP?

Nie. Zgodnie z art. 23(1) Kodeksu pracy, umowy nie będą wypowiadane, a kontynuowane u nowego pracodawcy. W umowach o pracę nic się zatem nie zmienia. Wcześniej oczywiście pracownicy zostaną powiadomieni o przejęciu przez nowego pracodawcę.

A jeśli po roku gwarantowanego zatrudnienia dziennikarz zostanie zwolniony z LeasingTeam? Co ze świadectwem pracy?

Leasing Team obowiązuje – jak każdego pracodawcę – Kodeks pracy. Jeśli umowa zostanie wypowiedziana, to jedynie z uzasadnionych przyczyn i zgodnie z literą prawa. Jeśli taka sytuacja będzie miała miejsce, pracownik otrzyma świadectwo pracy, w którym będzie widoczna cała historia pracy w TVP, z adnotacją, że z dniem 1 lipca 2014 nastąpiło przejęcie przez firmę Leasing Team.

Wypowiedzenie będzie w przypadku takiej osoby trzymiesięczne

Zgodne z zapisami w umowach. Jeśli z umowy o pracę będzie wynikać trzymiesięczne wypowiedzenie – takie będzie. Jeszcze raz podkreślę, że to będzie wciąż ta sama umowa o pracę, którą pracownicy zawarli z TVP. Jeśli była na czas nieokreślony – dalej będzie na czas nieokreślony. Dotyczy to również odprawy. A zatem ewentualne wypowiedzenie umowy odbędzie się na takich samych zasadach, jak odbywa się to dzisiaj w TVP.

A co ze współpracownikami TVP?

Umowy ze współpracownikami, zostaną rozwiązane ze skutkiem na dzień 1 lipca 2014 roku i od tej daty – jeśli taka będzie wola współpracowników – ponownie zawarte na dotychczasowych warunkach z LeasingTeam. Chyba, że zdecydują się na działalność gospodarczą, wówczas będą mogli rozpocząć współpracę bezpośrednio z nami.

Co się stanie po dwóch latach, kiedy wygaśnie umowa TVP z LeasingTeam?

Osoby przeniesione do firmy zewnętrznej, będąc nadal jej pracownikami. Będą wykonywać pracę zgodnie z kształtowaną przez zarząd LeasingTeam strategią i polityką kadrową.

Prezes TVP Juliusz Braun mówił na komisji sejmowej, że przeniesione osoby po dwóch latach wrócą do TVP.

Prezes Braun na komisji sejmowej zaznaczył, że art. 23(1) daje taką możliwość. Istnieje taka możliwość, jeśli np. TVP zerwie umowę z LeasingTeam, albo jeśli kondycja finansowa Telewizji Polskiej będzie na tyle dobra, żeby móc taką decyzję podjąć.

A jeśli nie, to po dwóch latach LeasingTeam, nie mając już kontraktu z TVP, pewnie się tych ludzi pozbędzie.

Nie ma takiego założenia, a zatem są to jedynie spekulacje.

Rozmawiała Elżbieta Rutkowska

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/44990,Dziennikarze-%E2%80%9EPanoramy%E2%80%9D-i-%E2%80%9ETeleexpressu%E2%80%9D-przejda-do-firmy-zewnetrznej