Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

24-04-2014, 21:15

Prasa nie zniknie, ale się zmieni. “Dziennikarstwo wysokiej jakości”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
24-04-2014

- Prasa drukowana nie zniknie w najbliższych latach. Coraz większe znaczenie odgrywały będą jednak wydania elektroniczne i dziennikarstwo o wysokiej jakości, za które czytelnicy będą musieli zapłacić – uważają eksperci rynku prasowego.

Na temat perspektyw dla prasy w latach 2014-2015 podczas debaty zorganizowanej przez IAA Stowarzyszenie Reklamy dyskutowali: Edyta Sadowska (prezes Ringier Axel Springer Polska), Robert Musiał (członek zarządu Agory), Zofia Sanejko (wiceprezes domu mediowego Universal McCann) oraz Beata Mońka (ekspert, była prezes Gremi Business Communcation). Dyskutanci stwierdzili, że na razie nie ma mowy o śmierci prasy.

- Prasa w formie drukowanej nie zniknie, ale to nie będzie już tak duży biznes jak obecnie. Prasa papierowa daje czytelnikowi pewną gwarancję, można jej dotknąć – mówił podczas debaty Robert Musiał.  - Prasa na pewno przetrwa. Nie mówię, że będzie trwała wiecznie na papierze, ale mam nadzieję, że w e-wydaniach i aplikacjach mobilnych - dodała Edyta Sadowska.

Beata Mońka zwracała uwagę, że o rynku prasowym nie można już jednak mówić w oderwaniu od innych mediów, a także od konsumenta. – Model jego zachowania zmienił się. Konsument wstaje rano włącza radio i szuka informacji głównie w e-wydaniach i w portalach – podkreślała Mońka.

Przedstawiciele branży byli zgodni, że prasa przestanie być dostarczycielem newsów, ale będzie dostarczać pogłębionych treści. Tworzyć je będą znani czytelnikom, wiarygodni autorzy. Zofia Sanejko zwróciła uwagę, że najważniejsze będzie zatem inwestowanie w jakościowe dziennikarstwo. – Takie dziennikarstwo jest drogie, każdy szuka sposobu jego sfinansowania – skomentowała Sadowska.

Jednym z nich jest zachęcenie czytelników do płacenia za wartościowe treści w internecie. Zdaniem Beaty Mońki, najważniejsza jest edukacja prowadzona przez wszystkie media. Jako przykład, że jest możliwe przekonanie ludzi do płacenia za wartościowy kontent, podała rynek muzyczny. Kiedyś narzekał on na duże piractwo, obecnie wielu ludzi płaci za dostęp do serwisów z legalnymi utworami.

Edyta Sadowska przekonywała, że na aplikacjach i stronach mobilnych da się już zarabiać. Ujawniła, że 20 proc. przychodów wydawnictwa Ringier Axel Springer Polska pochodzi już z internetu i wersji mobilnych (dane te nie obejmują Grupy Onet).

Podczas debaty zwrócono uwagę na to, że domy mediowe nie wykupują w prasie tylu reklam, ile mogłyby. – Prasa jest passe w domach mediowych, ma słaby PR - mówiła prezes RASP. Jednym z powodów takiej sytuacji może być fakt, że w domach mediowych pracują młodzi specjaliście, którzy prasy zbyt dobrze nie znają. O lepszy wizerunek tego medium zamierzają walczyć wydawcy, którzy szykują zmiany w prezentacji badań czytelnictwa i wyników sprzedaży tytułów prasowych.

Przedstawiciele rynku prasowego wierzą też, że wpływ na poprawę znaczenia prasy na rynku reklamowym może mieć podwyżka cen reklam, którą od stycznia br. wprowadziła telewizja TVN. Wyniosła ona 30 proc.

- Gdy TVN podniósł cenę na rynku pojawiły się dwie skrajne opinie. Pierwsza mówiąca o tym, że będzie ona korzystna dla innych mediów niż telewizja, bo tam reklamodawcy przeniosą swoje budżety. Druga, że nie będzie ich już stać na reklamowanie się w innych mediach – mówiła Zofia Sanejko. Jej zdaniem, jest nadzieja, że rynek reklamy zacznie powoli rosnąć, udziały w nim poszczególnych typów mediów się zmienią, ale prasa nie będzie tracić więcej niż inni.

Zgodziła się z nią Edyta Sadowska. – Ten rok dla prasy nie będzie łatwy, ale z nadzieją patrzę na 2015 rok. Udział prasy w rynku reklamy się co prawda nie powiększy, ale nominalnie ona zyska – dodała.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/prasa-nie-zniknie-ale-sie-zmieni-dziennikarstwo-wysokiej-jakosci

24-04-2014, 18:21

“Czas Autonomii” Jana F. Lewandowskiego na rynku księgarskim  »

Wydawnictwa Videograf S.A.
Franciszek Leki
24-04-2014

Franciszek Leki, dyrektor Wydawnictw Videograf i członek Rady Nadzorczej Stowarzyszenia Alkmena poinformował nas, że na rynku ukazała się publikacja Jana F. Lewandowskiego “Czas Autonomii”.

"Czas Autonomii"

Przez wiele powojennych dziesięcioleci niewiele się o przedwojennej autonomii śląskiej mówiło i pisało. Dopiero w wolnej Polsce autonomia powróciła, szczególnie za sprawą Ruchu Autonomii Śląska, który samą nazwą do niej nawiązuje. Dzisiaj znowu wiele się o autonomii mówi, ale często przy niewiedzy, czym tamta przedwojenna autonomia była. Zamierzeniem historyka Jana F. Lewandowskiego, autora książki “Czas Autonomii”, która trafia właśnie do sprzedaży, było rozproszenie tej niewiedzy.

Zapisana w Statucie Organicznym Województwa Śląskiego przez Sejm Ustawodawczy Rzeczypospolitej Polskiej w 1920, a wprowadzona w życie w 1922 roku autonomia województwa śląskiego miała korzenie w okresie plebiscytowym.  Na konferencji w Wersalu w 1919 roku postanowiono, że o przyszłości Górnego Śląska mają zadecydować w plebiscycie Górnoślązacy.  Zainteresowane państwa musiały ich do siebie przekonać. Niezależnie od poczucia świadomości narodowej Górnoślązacy, czy to opcji niemieckiej, czy polskiej, czy po prostu górnośląskiej, mieli poczucie odrębności. Dlatego Polska, za namową komisarza plebiscytowego Wojciecha Korfantego, przekonywała daleko idącą autonomią.  Zaprojektowano ją dla Górnego Śląska, lecz także w interesie państwa polskiego.

Nowa książka Jana F. Lewandowskiego opowiada o tamtej, przedwojennej autonomii: skąd się wzięła, czym była, jak sprawdzała się praktycznie i co znaczyła dla Górnego Śląska i dla Rzeczypospolitej.  To zwięzła historia śląskiej autonomii w 10 rozdziałach, napisana w konwencji popularnej, a nieraz wręcz sensacyjnej. Wydano ją w atrakcyjnej szacie graficznej, z licznymi fotografiami z epoki, z tekstem Statutu Organicznego Województwa Śląskiego z 1920 roku w aneksie.

Jan F. Lewandowski, Czas Autonomii, Stowarzyszenie Alkmena, Chorzów 2014, s. 160.

Całość: http://www.videograf.pl/

24-04-2014, 18:05

Prestiżowa nominacja dla dziennikarki “Echa”  »

"Echo" Górnośląski Tygodnik Regionalny
24-04-2014

Renata Botor

Renata Botor, dziennikarka tygodnika “Echo” została nominowana do ogólnopolskiej Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej za najlepszy wywiad prasowy.

Nominowany został wywiad pt. “Buntownik od urodzenia” – z reżyserem amatorem Józefem Kłykiem. Rozmowa ukazała się w książce “Stąd w świat. Rozmowy ze sławnymi osobami z Pszczyny i okolic”, a obszerne fragmenty w “Echu”.

Pomysłodawcami i patronami konkursu są pisma, w których Barbara Łopieńska, znana ze świetnych reportaży i wywiadów, publikowała: “Polityka”, “Res Publica Nowa”, “Tygodnik Powszechny”, “Press”, “Gazeta Wyborcza”, “Viva!” i “Twój Styl”.

Laureatami Nagrody w latach ubiegłych zostali: Teresa Torańska, Anna Żebrowska, Katarzyna Bielas, Włodzimierz Kalicki, Dariusz Zaborek, Angelika Kuźniak, Tomasz Kwaśniewski, Justyna Dąbrowska i Przemysław Wilczyński.

Ogłoszenie laureatów Nagrody za rok 2013 odbędzie się 7 maja o godz. 16.00 podczas uroczystości wręczenia organizowanej w redakcji Res Publiki Nowej.

 

Całość: http://tygodnikecho.pl/news/5282-prestizowa-nominacja-dla-dziennikarki-echa

23-04-2014, 18:52

Tylko jedna trzecia zespołu “Dziennika Wschodniego” mogła objąć udziały  »

Press
(MW, HR)
23-04-2014

“Dziennik Wschodni” (Media Regionalne) zostanie sprzedany lubelskiej spółce Corner Media. Większościowym udziałowcem nowej spółki zostanie Tomasz Kalinowski, prezes spółek Wodrol Inwestycje i Corner House, związany z branżą nieruchomości. Mniejszościowym – 12 członków zespołu gazety.

Redakcja "Dziennika Wschodniego" mieszcząca się w biurowcu - własności Tomasza Kalinowskiego

Jak już informowaliśmy nowego inwestora “Dziennika Wschodniego” i serwisów internetowych Dziennikwschodni.pl oraz E-dziennikwschodni.pl. zaakceptował już Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W październiku ub.r. UOKiK zgodził się na przejęcie spółki Media Regionalne przez Grupę Polskapresse pod warunkiem, że sprzeda ona w ciągu 12 miesięcy “Dziennik Wschodni”.

Tomasz Kalinowski związany jest z Grupą Wodrol, która zarobiła pieniądze na budowie wodociągów, a obecnie działa też w branży deweloperskiej. Prezesem Corner Media (spółka w rejestracji) zostanie Krzysztof Wiejak, redaktor naczelny “Dziennika Wschodniego”, który nadal będzie pełnić tę funkcję. 58 proc. udziałów ma objąć Tomasz Kalinowski, a pozostałe 42 proc. – 12 członków zespołu “Dziennika Wschodniego”. Krzysztof Wiejak przyznaje, że według warunku inwestora udziałowcami w “Dzienniku Wschodnim” mogła zostać tylko jedna trzecia niespełna 40-osobowego zespołu. Udziałowców wytypował Wiejak. – Od lat pracują w “Dzienniku Wschodnim” i są z nim emocjonalnie związani. Teraz będą mieć poczucie, że pracują w swojej gazecie – uważa Wiejak.

Jednak niektórzy pracownicy obawiają się, że w spółce nastąpią redukcje zatrudnienia, a część pracowników dostanie mniej korzystne dla nich warunki umów.

- Moim głównym celem było znalezienie takiego rozwiązania, by “Dziennik Wschodni” trafił w ręce zespołu, a nie doprowadzenie do zwolnień. Najbliższe plany rozwoju wydawnictwa będę zależeć od skonstruowania nowego budżetu, a nie wiemy jeszcze, jakie należności i zobowiązania przejdą do Corner Media z Mediów Regionalnych. Na początku skupimy się nad zmianami w serwisie Dziennikwschodni.pl, by odróżnić się od witryn dotychczasowego właściciela – zapowiada Krzysztof Wiejak.

Z danych Związku Kontroli Dystrybucji Prasy wynika, że średnia sprzedaż ogółem “Dziennika Wschodniego” w lutym br. wyniosła 8349 egz. i była wyższa o 2,2 proc. w porównaniu z tym miesiącem ub. r. “Polska Kurier Lubelski” (Polskapresse) sprzedawał w lutym br. 4911 egz. (spadek o 16,6 proc.).

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/45057,Tylko-jedna-trzecia-zespolu-Dziennika-Wschodniego-mogla-objac-udzialy

23-04-2014, 04:46

SDP prowadzi zbiórkę pieniędzy dla ukraińskich dziennikarzy  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
23-04-2014

SDP

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich gromadzi środki pieniężne dla przedstawicieli ukraińskich mediów, którzy ucierpieli podczas wydarzeń na Majdanie i na Krymie. Zbiórka potrwa do końca czerwca br.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy na Ukrainie śmierć poniosło dwóch dziennikarzy. Zanotowano również ponad 160 przypadków napaści na pracowników ukraińskich mediów, podczas których wielu straciło swój sprzęt. – Nie mogą pracować i utrzymywać swoich rodzin, a także nie mogą przekazywać informacji o wydarzeniach na Ukrainie szerokiej opinii publicznej. Kilku dziennikarzy jest w trakcie długotrwałego i kosztownego leczenia, co oczywiście także uniemożliwia im zarobkowanie – pisze SDP w apelu o pomoc.

Na przełomie marca i kwietnia Stowarzyszenie zebrało kwotę około 22 tys. zł. – SDP przekazało pierwszą transzę. Ze sprawozdania, które zdali nam koledzy z Ukrainy wynika, że część tych pieniędzy została już wydana. Kolejną transzę przekażemy za chwilę – mówi Wirtualnemedia.pl Agnieszka Romaszewska-Guzy, wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Zbiórka publiczna posiada zgodę Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji. Zebrane środki przekazywane są partnerskim organizacjom na Ukrainie i rozdysponowane wśród najbardziej poszkodowanych dziennikarzy na podstawie zebranej dokumentacji na temat ich potrzeb.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wystosowało pisma do ponad 30 największych wydawców i nadawców w Polsce z apelem o wsparcie akcji pomocy dla ukraińskich dziennikarzy. Listy otrzymali prezesi następujących firm: Agora S.A., AVT Korporacja sp. z o.o., Wydawnictwo Bauer Sp. z o.o., Business Centre sp. z o.o., Bonnier Business Polska, Burda Media Polska sp. z o.o., Edipresse Polska S.A., Egmont Polska Sp. o.o., Elamed sp. z o.o., Express Media sp. z o.o., Fratria sp. z o.o., G+J Gruner+Jahr Polska sp. z o.o., Wydawnictwo Kurii Metropolitalnej Gość Niedzielny, Niezależne Wydawnictwo Polskie sp. z o.o., Gremi Media sp. zo.o., International Data Group Poland S.A., Infor Biznes sp. z o.o., Marquard Media Polska sp. z o.o., Murator S.A., Phoenix Press sp. z o.o., Polityka sp. zo.o., Polskapresse sp. z o.o., Profus Management, Media Regionalne, Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o., AWR Wprost sp. z o.o., Eurozet, Telewizja Polska, Telewizja Polsat, ITI, Grupa Radiowa Time, Radio Maryja, Polskie Radio S.A.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/sdp-prowadzi-zbiorke-pieniedzy-dla-ukrainskich-dziennikarzy

22-04-2014, 09:17

Henryk Sławik w okresie międzywojennym  »

Miesięcznik społeczno-kulturalny "Śląsk" nr 4/2014
Tomasz Kurpierz
22-04-2014

Redaktor i “siłacz”

Pewnego marcowego dnia 1927 roku do znajdującej się w centrum Katowic przy ul. Teatralnej redakcji “Gazety Robotniczej” weszło dwóch mocno wzburzonych oficerów Wojska Polskiego, którzy od razu skierowali się do – jak to wówczas nazywano – redaktora odpowiedzialnego. Po krótkiej wymianie zdań doszło do szamotaniny, w ruch poszły pięści oraz krzesło, po chwili jeden z napastników wycelował w stronę dziennikarza rewolwer. W tym momencie wszedł redaktor naczelny gazety i poseł do Sejmu Śląskiego Józef Biniszkiewicz, co na szczęście ostudziło nieco wojskowych, którzy zaniechali ataku i szybko opuścili budynek. Jak się okazało, poszło o artykuł opisujący dezercję dwóch oficerów z Poznańskiego do Niemiec. Krewcy towarzysze broni w ten, dość gwałtowny, sposób zapragnęli dowiedzieć się, czy redakcja socjalistycznej “Gazety Robotniczej” krytyczne uwagi na temat ucieczki „rozciąga na wszystkich oficerów z Poznańskiego”. Zaatakowanym dziennikarzem okazał się niespełna 33-letni Henryk Sławik – wówczas doświadczony już redaktor i znany w regionie działacz socjalistyczny. Nikt nie mógł wtedy przewidzieć, że za kilkanaście lat wojenny los rzuci go na Węgry, gdzie okaże się jednym z najwybitniejszych przywódców wielotysięcznej rzeszy polskich uchodźców szukających schronienia nad Dunajem i na trwale wpisze się w dzieło ratowania polskich Żydów.

Odpowiedzialny

Strona "Gazety Robotniczej" redagowanej przez Henryka Sławika

Codzienność w “Gazecie Robotniczej” na szczęście nie wyglądała aż tak niebezpiecznie jak w owym marcowym dniu. Sprawa zakończyła się zresztą bez większych konsekwencji – oficerowie zostali skazani za napaść na karę grzywny, która mogła być zamieniona na krótki pobyt za kratami. Niemniej jednak Henryk Sławik już od początku swej kariery dziennikarskiej, a więc kilka lat wcześniej, na własnej skórze wiele razy odczuł, na czym polega praca w opozycyjnym, socjalistycznym piśmie. Redaktorem odpowiedzialnym “Gazety Robotniczej” – najważniejszego organu prasowego Polskiej Partii Socjalistycznej na Górnym Śląsku – został już jesienią 1922 roku. Co warto podkreślić, był samoukiem, pochodził z biednej wielodzietnej rodziny, ukończył jedynie pruską szkołę ludową w rodzinnej Szerokiej (obecnie dzielnica Jastrzębia Zdroju). Rozległą wiedzę i umiejętności, które pozwalały mu na piastowanie wielu odpowiedzialnych stanowisk, zdobył samodzielnie. Z ruchem socjalistycznym na dobre związał się po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Walczył w powstaniach śląskich, w 1921 r. brał aktywny udział w kampanii przed plebiscytem. PPS brakowało wówczas sprawnych agitatorów i Sławik znalazł się w grupie młodych działaczy, którzy przeszli szkolenie w centrali partyjnej w Warszawie, a następnie aktywnie organizowali i prowadzili wiece nawołujące Górnoślązaków do głosowania za Polską. Jednocześnie młody Henryk rozpoczął współpracę z “Gazetą Robotniczą”, od 1920 r. drukując w niej swoje pierwsze artykuły o tematyce społeczno-gospodarczej, kulturalnej i sportowej. Dwa lata później, już jako redaktor odpowiedzialny, musiał stawać przed sądami za różne treści publikowane w piśmie. Prasa odgrywała w ówczesnej walce politycznej rolę pierwszorzędną. “Polityka i gazety – pisał Wojciech Korfanty – są dla mnie jednym i tym samym”. Temperatura sporów była bardzo wysoka, zaś “Gazeta Robotnicza” wśród organów prasowych legalnych stronnictw politycznych należała do bardziej prześladowanych przez różne ekipy rządzące pism. Świadczy o tym chociażby fakt, że Sławik jako redaktor odpowiedzialny już w 1926 r. doczekał się pięćdziesiątego procesu sądowego, a w następnych latach liczba rozpraw i konfiskat gazety jeszcze bardziej wzrosła. Zaskarżone artykuły dotyczyły różnych tematów – a to chodziło o zniewagę policji (np. skrytykowanie zbyt brutalnej interwencji stróżów prawa) czy też innych urzędników państwowych, a to część oskarżeń pochodziła od osób prywatnych, zwykle zajmujących jakieś poważniejsze stanowiska, których socjaliści atakowali np. za złe traktowanie robotników. Wiele spraw odnosiło się do regularnie prowadzanej na łamach “Gazety Robotniczej” krytyki duchowieństwa, np. w czerwcu 1923 r. przed Sądem Okręgowym w Katowicach toczył się proces przeciwko Sławikowi o znieważenie “urządzeń kościelnych” poprzez zamieszczenie w kąciku humorystycznym materiału “Pacierz na czasie”, w którym była mowa o związkach pewnego duchownego z dolarami i “biedną mareczką polską”. Redaktor bronił się, stwierdzając, że nie miał zamiaru nikogo znieważać, a “krytyki wybryków niektórych księży nie można uważać za obrazę religii, gdyż ksiądz nie przedstawia religii, lecz jako obywatel podlega krytyce jak każdy inny”. Sprawy kończyły się na ogół karami grzywny lub więzienia, czasami uniewinnieniem. Za kraty Henryk trafiał zazwyczaj na kilkanaście dni, czas ten wykorzystując na dalsze samokształcenie.

Siłacz

Sławik sam potrafił nadrobić braki w wykształceniu, zdawał sobie jednak sprawę, że dla tysięcy górnośląskich robotników edukacja poza poziomem najbardziej podstawowym pozostawała niedostępna. Stąd też, od początku swej działalności publicznej, obok pracy dziennikarskiej, skupił się na podnoszeniu poziomu ich wiedzy. Pod koniec 1922 r. został prezesem powołanego w tym roku górnośląskiego Zarządu Związku Młodzieży Robotniczej “Siła” (na tym terenie “siłacze” występowali potem pod różnymi nazwami, m.in. jako stowarzyszenie i wzorowali się na podobnej organizacji, która istniała na Śląsku Cieszyńskim już od 1908 r.). Działalność prowadzona była początkowo w ramach kilku sekcji – teatralnej, muzycznej, turystycznej i sportowej. Jakkolwiek socjaliści górnośląscy przed zamachem majowym w walce o wpływy wśród robotników przegrywali z chadecją Korfantego i Narodową Partią Robotniczą, to “Siła” w pierwszym okresie swej działalności rozwijała się dość dynamicznie. W roku 1923 dały się jednak odczuć pierwsze symptomy utrzymującego się przez trzy lata załamania gospodarczego (co było niestety dopiero przedsmakiem wielkiego kryzysu gospodarczego w pierwszej połowie lat trzydziestych) i w efekcie organizacja siłacka musiała skupić się przede wszystkim na wymagającej mniejszych nakładów finansowych działalności sportowej. Bezrobotni lub słabo zarabiający robotnicy nie mieli pieniędzy nawet na skromne składki członkowskie i dlatego rzadziej organizowano, np. teatry ludowe czy też wycieczki. Mimo tych przeszkód, Sławik w tym czasie zaczął również działać ponadregionalnie – w 1923 r. został wiceprzewodniczącym Zarządu Głównego “Siły” (ale ogólnopolska organizacja istniała niedługo i górnośląska struktura działała de facto samodzielnie), zaś w 1926 r. został członkiem Zarządu Głównego powołanego wówczas w Warszawie Związku Robotniczych Stowarzyszeń Sportowych. W lipcu następnego roku był kierownikiem drużyn “Siły” na II Olimpiadzie Robotniczej w Pradze. “Wobec ogromu Czerwonej Olimpiady – pisał Sławik w korespondencji do “Gazety Robotniczej” – wydają się śmieszne wszelkie docinki burżuazji o bankructwie programu idei socjalistycznej, a wprost kpinami można zbyć warcholską robotę komunistów, którzy zasilani sucie rublem moskiewskim, ze złością i zgrzytaniem zębów przypatrywać musieli się setkom tysięcy uczestników w pochodzie socjalistycznym”.

Naczelny

W tej oto kamienicy przy ulicy Teatralnej 12 mieściła się redakcja "Gazety Robotniczej"

Przełomowy w życiu Sławika okazał się rok 1928. Po przewrocie majowym w górnośląskiej PPS zarysował się podział na grupę propiłsudczykowską oraz najpierw dość neutralną, a z biegiem czasu coraz bardziej antysanacyjną frakcję, której jednym z liderów był właśnie redaktor odpowiedzialny “Gazety Robotniczej”. Po kilkunastu miesiącach narastania partyjnych antagonizmów, w pierwszej połowie 1928 r. doszło do rozłamu i ostrej walki w łonie górnośląskiego ruchu socjalistycznego. Dotychczasowy lider regionalnej PPS i wydawca gazety, wspomniany już Józef Biniszkiewicz skupił wokół siebie grupę popierającą rządy Piłsudskiego i powołał odrębną Śląską Partię Socjalistyczną. Sławik pozostał w grupie opozycyjnej wobec rządów wprowadzonych w Polsce w 1926 r., co zgadzało się z linią polityczną całej PPS i w tej sytuacji mianowany został przez krajowe kierownictwo partii redaktorem naczelnym “Gazety Robotniczej”. Funkcję tę pełnił aż do wybuchu wojny. Wszedł również w skład ścisłego kierownictwa górnośląskich struktur PPS. W tym samym roku górnośląska “Siła” stała się częścią ogólnopolskiej Organizacji Młodzieży TUR (Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych). Sławik zrezygnował wówczas z funkcji prezesa “Siły” (pozostając nadal w jej zarządzie), co spowodowane było znacznym zwiększeniem jego obowiązków na innych stanowiskach. Oprócz pełnienia funkcji w Okręgowym Komitecie Robotniczym PPS i kierowania “Gazetą Robotniczą”, w 1928 r. został członkiem Rady Miejskiej Katowic (początkowo wszedł do rady komisarycznej, w 1930 r. zdobył mandat w wyborach, choć potem szybko z niego zrezygnował). W następnym roku zasiadł w Śląskiej Radzie Wojewódzkiej. Sprawom oświatowym i sportowym nadal poświęcał jednak sporo czasu, regularnie pisząc o nich na łamach kierowanego przez siebie pisma. Rok 1928 przyniósł również zmiany w życiu osobistym Henryka – poślubił wówczas warszawiankę Jadwigę Purzycką, po dwóch latach urodziła im się córka Krysia. Mieszkali w centrum Katowic w kamienicy przy ul. św. Jana. W latach trzydziestych “Gazeta Robotnicza”, będąc głosem opozycji wobec coraz bardziej autorytarnych rządów Piłsudskiego i jego współpracowników, wielokrotnie przechodziła trudne momenty. Na porządku dziennym były zarządzane przez Dyrekcję Policji konfiskaty wydrukowanych, a nierozkolportowanych jeszcze numerów. Sławika i podległych mu dziennikarzy regularnie oskarżano o “zniewagę” urzędów państwowych, a nawet zdradę stanu. Redaktorzy mieli kłopoty finansowe i techniczne, wiele razy pracowali za darmo, nie obyło się również bez włamań do redakcji i drukarni. Pismo periodycznie było nawet zawieszane lub wydawane na przykład jako regionalna mutacja krakowskiego “Naprzodu” czy warszawskiego “Robotnika”. Sam Sławik padał ofiarą wielu, niejednokrotnie bezpardonowych ataków prasowych, ponieważ gazeta, często w bezkompromisowy sposób, broniła praw robotników i innych znajdujących się w ciężkim położeniu grup społecznych. Redaktor aktywnie wspomagał między innymi strajkujących o poprawę swego ciężkiego położenia górników z Giszowca, którzy w 1937 r. zorganizowali duży, podziemny protest w kopalni “Giesche” (Sławik zjechał do nich nielegalnie, przemycony przez policyjne bramki z pomocą komitetu strajkowego, efektem tej wizyty był obszerny reportaż Tysiąc robotników ginie z głodu).

Naczelny “Gazety Robotniczej” angażował się również w działalność samorządu dziennikarskiego – Syndykatu Dziennikarzy Polskich Śląska i Zagłębia. W latach trzydziestych był on kilkakrotnie prezesem i wiceprezesem tej organizacji, która zrzeszała kilkudziesięciu członków i wspierała znajdujących się w trudnej sytuacji kolegów po piórze – wypłacała zapomogi, pomagała w poszukiwaniu pracy, organizowała imprezy charytatywne. Systematycznie wzrastała też pozycja Sławika w PPS – od 1934 r. był nawet członkiem Rady Naczelnej PPS, a więc wszedł do ogólnopolskich władz partyjnych.

W obliczu wojny

Wobec narastającego zagrożenia wojennego, Sławik nawoływał do ścisłej współpracy wszystkich zantagonizowanych polskich stronnictw politycznych. Warto w tym miejscu wszakże podkreślić – i jest to istotna sprawa także w kontekście jego działalności w czasie drugiej wojny światowej – że mimo udziału z bronią w ręku w powstaniach śląskich, Sławika cechował znaczny dystans do antagonizmów o charakterze narodowościowym. Wielokrotnie popierał i postulował współpracę z socjalistami niemieckimi, skupionymi między innymi w Deutsche Sozialistische Arbeiter Partei. Postawa taka w mocno podzielonym regionie z pewnością nie była łatwa, wymagała niemałej odwagi i narażała go na szereg ataków z wielu stron.

W ostatnich dniach przed wybuchem wojny Sławik wziął udział w przygotowaniach do obrony, jednak wobec błyskawicznych postępów wojsk niemieckich, w pierwszych dniach września 1939 r. musiał opuścić Górny Śląsk (wcześniej, jeszcze w sierpniu, wysłał rodzinę do Warszawy). Decyzja o wyjeździe była przemyślana, ponieważ za zdecydowane opowiedzenie się za Polską, zaangażowanie w pracę społeczną i polityczną Sławik nie mógł liczyć – z czego doskonale sobie zdawał sprawę – na litość hitlerowskiego aparatu represji. I rzeczywiście – znalazł się na przygotowanej przez Urząd Kryminalny Policji Rzeszy Sonderfahndungsbuch Polen, czyli Specjalnej Księdze Gończej dla Polski, zawierającej listę osób, które ze względu na swą działalność społeczno-polityczną wzbudziły zainteresowanie służb policyjnych i miały być zatrzymane zaraz po wkroczeniu hitlerowców. Każde nazwisko w księdze opatrzone było odpowiednimi symbolami, oznaczającymi sposób potraktowania jego właściciela w przypadku ujęcia przez niemieckie formacje policyjne czy wojskowe. Przy redaktorze “Gazety Robotniczej” znalazł się zapis “Gestapa Berlin” (tak w oryginale), co oznaczało, że miał trafić w ręce śledczych do stolicy Rzeszy. 21 września 1939 r. Sławik przekroczył -jak się okazało, już na zawsze – polską granicę. Przybywał na Węgry jako doświadczony działacz społeczno-polityczny i dziennikarz. Zaczynał się, nowy, najtrudniejszy etap jego życia.

TOMASZ KURPIERZ

Całość: www.alfa.com.pl/slask