Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

08-06-2014, 09:17

Media są w kryzysie  »

Polityka, TOK FM
Jerzy Baczyński
08-06-2014

– Emocje, konflikt, skandal, celebryci zaczęli się rozprzestrzeniać jako dominujący element przekazu. Co spowodowało, że media stają się już częścią przemysłu rozrywkowego. To kolejny powód do publicznego niepokoju – przekonuje Jerzy Baczyński.

Krzysztof Lepczyński: – Od kilku miesięcy po mediach chodzą różnej maści liberałowie i przepraszają za to, że im nie wyszło z gospodarką. Ale nie wyszło też chyba z mediami, tyle że tu nie za bardzo kto przeprasza.
Jerzy Baczyński:
– To zbyt surowa ocena. W mediach przez ostatnie 25 lat doznaliśmy podwójnej, jeśli nie potrójnej rewolucji. Pierwsza to naturalna rewolucja transformacyjna, wyjście z systemu PRL, zerwanie z cenzurą i państwową kontrolą mediów, wejście na rynek dziennikarzy prasy podziemnej, powstanie nowych tytułów, w tym “Gazety Wyborczej”. Potem budowanie pierwszych organizacji medialnych, liczne przejęcia, fuzje, inwestycje zachodnich firm. Kiedy to się ustabilizowało, na początku lat 2000, nastąpiła kolejna rewolucja, technologiczna, która przeorała cały świat medialny w sposób trudny jeszcze do nazwania, bo to się wciąż dzieje.

Z jednej strony transformacja w mediach nam się udała, mamy bogaty rynek medialny, zróżnicowany w każdym sensie, pluralistyczny. Pod tym względem nie ustępujemy rozwiniętym rynkom zachodniej Europy. Jeśli jednak popatrzy się dokładniej, zapyta, jakie to media, jaka jest ich siła, to mamy już wiele powodów do frustracji i rozczarowań. Media tradycyjne przeżywają dzisiaj bardzo poważny kryzys, a środki obrony, jakie wymyślają, często ten kryzys jeszcze pogłębiają.

W jaki sposób?
Internet i media społecznościowe zasadniczo zmieniły cały kontekst komunikacyjny. Wszystko, co budowaliśmy na rynku medialnym, zostało zatopione przez świat nowych mediów. Dzienniki mają poważny problem z odpowiedzią, do czego i komu są potrzebne w formie, w jakiej istnieją. Telewizje są podgryzane przez kanały tematyczne i wszelkie formy interaktywnego przekazywania treści wideo.

Jerzy Baczyński

Mój segment, czyli czasopisma opinii, mają naturalny problem z tym, że kiedyś służyły kształtowaniu opinii, analizowaniu rzeczywistości. Dziś opinii jest nadmiar, w tysiącach powstają po każdym wydarzeniu. Jaki sens ma czekanie tydzień, by zapoznać się z analizą, skoro człowiek natychmiast dostaje zestaw wszelkich punktów widzenia?

Oczywiście, media tradycyjne są dziś mocno obecne w tym nowym internetowym świecie. O ile jednak jest on atrakcyjny z punktu widzenia zasięgu, dotarcia do publiczności, to okazał się kompletnie niedochodowy. W ogóle jednym z wielkich wyzwań współczesności jest komercjalizacja internetu. Wiele osób poświęca dziennie całe godziny na aktywność w sieci, ktoś z tego korzysta, czasem na dużą skalę, ale to nie wywołuje obiegu pieniądza, nie tworzy PKB, muszą zarabiać w tradycyjnej gospodarce. Jednocześnie nowa gospodarka internetowa przytłacza, zatapia kolejne gałęzie gospodarki tradycyjnej, a w każdym razie zasadniczo zmienia warunki ich działania. Jesteśmy w procesie cywilizacyjnej transformacji i media są na pierwszej linii frontu.

To bańka, która w końcu pęknie i wrócimy do realnej gospodarki?
W naszej branży w jakiejś mierze to już się dzieje. Wszystkie media tradycyjne tworzyły portale, rozdawały treści, ludzie tam wchodzili, klikali i za tym miały iść reklamy. Ale nie poszły. Ten model się nie sprawdził i teraz prawie wszyscy wprowadzają paywalle, żądają opłat za treści.

Z tym że wytworzyła się już tzw. kultura darmochy. Całe aktywne internetowo pokolenie nie jest skłonne do płacenia, pomijając to, że często nie ma pieniędzy. Powstały więc narzędzia kradzieży treści, obracania nimi bez pytania wytwórców. Teraz jest wielki problem, czy da się tę powódź zapędzić do koryta, czy da się zrobić z tego strumień, który napędzi koło młyńskie gospodarki i mediów. Jesteśmy w momencie testowania, próby, wynik jest nieprzesądzony. Są sygnały pozytywne, niekiedy po zamknięciu dostępu pieniądze zaczynają płynąć. Ale dla wielu kończy się to katastrofą.

Koszty przerzuca się na czytelników. Wydawcy zapewniają, że odbiorcy są gotowi płacić za treści premium. Czy nie należy się jednak obawiać medialnego rozwarstwienia, czy wartościowe media nie staną się czymś dostępnym wyłącznie dla elit?
To możliwe. Ewolucja wyraźnie idzie w kierunku rozdzielania się mediów na te produkujące treści jakościowe, specjalistyczne, eksperckie, za które odbiorcy są skłonni płacić, i ogólnorozrywkowe, kierowane do masowej publiczności, które mogą być tanie lub prawie darmowe.

To znów jedno z wielkich wyzwań nowej cywilizacji informatycznej, bo wartościowa informacja płynie coraz węższym korytem i ma coraz wyższe wały ochronne. Z drugiej strony ewolucja internetowych narzędzi służących do zarządzania informacją, personalizowania jej, prowadzi do niepokojącego zjawiska: dwie osoby na to samo pytanie zadane wyszukiwarkom otrzymają dwie różne odpowiedzi. Korzystając z wszelkich dostępnych informacji, poznają tylko to, co podsunie im spersonalizowany algorytm. Nie dowiedzą się o istnieniu innych światów, innych źródeł. Będą odcięte od nurtu, który selekcjonuje, porządkuje, wprowadza ład myślowy w świat informacji, będą dostawały rozmaite papki informacyjne budowane ku ich uciesze, w celu komercyjnego wykorzystania ich zainteresowań.

To wizja świata, która jest bardzo smętna, może wręcz prowadzić do wielkich wstrząsów politycznych. Demokracja zasadza się przecież na pewnym wspólnym poziomie wiedzy publicznej, zaangażowaniu obywateli, stosowaniu tego samego języka. Kiedy to się rozpadnie, nie będziemy mieli ze sobą wiele wspólnego, będziemy żyli w niszach, grupkach, sektach, otoczeni kokonami informacyjnymi. Zaniknie komunikacja i debata społeczna, czyli to, do czego służą media, co budowało demokrację.

Stąd się biorą dwa obozy zwalczające się dziś w Polsce.
To paradoks, że mimo udoskonalenia wszystkich narzędzi informacyjnych, obiegu informacji, coraz gorzej się ze sobą komunikujemy. Łatwo zamknąć się w swoim odizolowanym od innych przekazów kokonie.

Mam nadzieję, że to tylko kolejny etap ewolucji systemu nowych mediów, że teraz zachłysnęliśmy się pluralizmem, indywidualizmem, i że to się znudzi. Ludzie się nasycą, zaczną być ciekawi tego, co jest poza ich bańką informacyjną. Może zainteresują się sferą publiczną, wyjdą w real, zmęczy ich siedzenie przed komputerem. Doświadczenie ostatnich kilkudziesięciu lat by to podpowiadało, ludzie nie zmieniają się tak szybko jak technologie.

Media nie starają się zmienić człowieka, lecz się do niego dostosowują. Do jego najniższych instynktów.
Ludzie mają tyle możliwości komunikacyjnych, że nie muszą korzystać z tradycyjnych, profesjonalnych mediów. Zaczął się więc wyścig o uwagę odbiorcy. Prawie wszyscy przyjęli podobne taktyki, wychodząc z założenia, że można go jeszcze przyciągnąć emocjami. Nie da się przemówić do racji, bo to wymaga czasu, a nowy odbiorca jest bardziej nerwowy, ma rozproszoną uwagę. Trzeba mu „dać w żyłę”, podniecić, oszołomić.

Zaczęło się więc coś, co nazywamy tabloidyzacją. Nowa sytuacja ekonomiczna spowodowała, że po metody prasy brukowej zaczęły sięgać kolejne media. Emocje, konflikt, skandal, celebryci zaczęli się rozprzestrzeniać jako dominujący element przekazu. Co spowodowało, że media stają się już częścią przemysłu rozrywkowego. To kolejny powód do publicznego niepokoju. Widzę, jak kolejne gazety, radia, telewizje wyłączają się ze swoich ról społecznych, z publicznej misji. Ich główną misją jest zarabianie, a więc oglądalność, przytrzymanie odbiorcy przez zwiększanie dawki emocji.

Wstydzi się pan za konkurencję?
W jakiejś mierze konkurencja ułatwia nam zadanie. Czysto biznesowo mógłbym być wdzięczny – im bardziej się różnimy, tym lepiej. Na rynku może przecież przetrwać tylko ten, który się różni, a my, niezależnie od naszych własnych działań, coraz bardziej różnimy się od otoczenia. Przyjęliśmy zasadę, że – przy wykorzystywaniu nowych technologii – próbujemy utrzymać się w obszarze mediów jakościowych, dostarczających publiczności – może niezbyt wielkiej, ale dostatecznej, by nas utrzymać – uporządkowane informacje oraz analizy, dzięki którym łatwiej zrozumieć świat.

Powtarzam czasem, że media, także dziennikarze, powinni pełnić funkcję brokera informacji. Tak jak w każdej dziedzinie mamy specjalistów, tak samo są potrzebni specjaliści od informacji, ludzie, których zawodem jest wykonywanie czegoś za kogoś. Dokonywanie oglądu rzeczywistości, selekcjonowanie tego, co jest ważne, dobudowywanie kontekstu, pakietowanie i wysyłanie odbiorcy z komunikatem: myśmy za ciebie tę robotę wykonali, to musisz wiedzieć, by sprawnie i pełniej funkcjonować w dzisiejszym świecie.

To nadal potrzebne, cały świat nie może być rozrywką. Oczywiście, jakąś dozę rozrywki wkładamy i do naszej gazety, ale to nie jest sprawa dominująca. Uważamy, że świat jest o wiele ciekawszy niż to, co oferują media rozrywkowe. Rozumienie, poznawanie jest czymś pasjonującym. Nie musisz dostawać kolejnej opowieści o Madzi, żeby czuć, że żyjesz.

Dzisiaj dziennikarze często stają się everymenami. Rano są w radiu, po południu napiszą felieton, wieczorem prowadzą program telewizyjny. Czy mogą być dobrymi dziennikarzami na wszystkich tych polach?
Moją osobistą odpowiedzią jest własna niezbyt intensywna obecność w mediach. Niektóre zaproszenia czasem mnie po prostu bawią. A to żeby opowiedzieć na temat Ukrainy, a to o USA, a to o przemyśle węglowym. Są ludzie, którzy tak robią. Przy pewnej sprawności można produkować dość banalne komentarze czy reprodukować to, co się wcześniej przeczytało w gazecie, i przedstawiać jako własne myśli. To podaż stworzona przez popyt.

Całodobowe media informacyjne stworzyły gigantyczne ssanie na gadające głowy i pseudoekspertów. Wyobrażam sobie, w jakiej panice musi być redaktor TVN, Polsatu, TVP Info, kiedy ma przed sobą kilkanaście godzin programu i musi to czymś zapełnić. Przemiał różnych ekspertów jest gigantyczny, ale uczymy się już rozpoznawać osoby, które są warte uwagi, a których słuchanie to strata czasu.

Oczywiście całodobowe media informacyjne także zmieniły pejzaż medialny. Tworząc model infotainmentu, łączenia informacji z rozrywką, zarażają inne media. Także te, które powinny zachować większą szlachetność obróbki. Ilość paplaniny, która w ciągu doby przelewa się przez media, jest ogromna, ale trzeba po prostu znaleźć swój sposób pływania w tym wszystkim, żeby nie utonąć. Żeby nie zachłysnąć się głupstwami.

20 lat temu, kiedy stawał pan na czele POLITYKI, trzeba było ją zmienić. Była wielkoformatowa, czarno-biała…
Z innej epoki.

A teraz sztuka polega na tym, żeby w tej poprzedniej epoce częściowo pozostać.
Na pewno żeby nie utonąć, trzymać głowę na powierzchni. Ale też nie płynąć z prądem, bo być może dalej jest wodospad. Może wiosłujemy więc trochę pod prąd, szukamy własnego nurtu. Jest nam o tyle łatwiej, że mamy za sobą tradycję. POLITYKA zawsze odgrywała szczególną rolę społeczną, była uważana za punkt odniesienia dla inteligencji polskiej, potem klasy średniej. Chcemy tę pozycję utrzymać. Nie będziemy wybiegać zbyt daleko naprzeciw młodej, internetowej publiczności, próbować się przypodobać, tylko poczekamy. Oni też się zmienią, dojrzeją, poszukają dojrzalszego rozumienia świata.

Czasem jednak POLITYKA puszcza oko do tego medialnego owczego stada. Z najnowszym numerem można kupić film.
Zdecydowaliśmy się na to trochę pod wpływem sytuacji rynkowej. Chodzi nie tyle o zachowania konkurentów, co naszych partnerów na rynku reklamowym. Oni wciąż posługują się prostymi kategoriami oglądu mediów, do czego ich wszyscy przyzwyczailiśmy. Ocenia się zasięg, liczbę sprzedanych egzemplarzy, gdzie wciąż jesteśmy numerem jeden, ale na ogół nikt nie zwraca uwagi, że sprzedaż bywa nabijana np. przez dołączanie filmu. Nie możemy kompletnie ignorować zachowań konkurencji. Jednak nałożyliśmy na siebie pewne ograniczenia. Nie będziemy dołączać filmów rozrywkowych. Smarzowski i Pilch to laureaci Paszportów Polityki, Pilch był naszym wieloletnim felietonistą. To ludzie z naszego środowiska. Wydanie polskiego filmu dwóch wybitnych autorów jest czymś, co nam jak najbardziej przystoi. Zwłaszcza że możemy na tym zarobić.

Po co?
Po co nam pieniądze? Na skutek ewolucji mediów, pójścia w stronę tańszych, rozrywkowych form, zrezygnowano z wielu ambitniejszych form dziennikarstwa. Prawie nie ma dziennikarstwa śledczego, to raczej parodie, nie wysyła się też korespondentów zagranicznych. To wszystko umiera, bo najłatwiej jest zrobić tandetę, internetową mielonkę. My staramy się zachować te wszystkie ambitniejsze formy, eseistykę, krytykę kulturalną, reportaż, utrzymujemy rozbudowany dział zagraniczny, naukowy, historyczny, gospodarczy.

A przede wszystkim chcemy utrzymać redakcję. Dziś coraz wyraźniej widać w mediach, że słabną zespoły redakcyjne, tworzy się rynek mediaworkerów, ludzi, których można wynająć do pracy dziennikarskiej czy pseudoredakcyjnej. Można dzisiaj wydawać tygodnik w sześć osób. Tylko staff redakcyjny i autorzy, którym się płaci lub nie. Zwłaszcza gdy są motywowani ideologicznie. Taki model ma prasa prawicowa. Kilkunastoosobowy zespół redakcyjny i grupa autorów, którzy identyfikują się politycznie i mają motywację, żeby pisać, o coś walczyć. Gazeta, która stawia sobie inne cele, która chce poznać i zrozumieć świat, musi mieć specjalistów od różnych dziedzin, którzy schodzą się do redakcji, znoszą te wiadomości, dyskutują, przetwarzają na teksty.

Jako pierwsi w naszym segmencie zdecydowaliśmy się na podwyższenie ceny. Powiedzieliśmy czytelnikom, że nie jesteśmy w stanie przy tym spadku dochodów reklamowych robić gazety za takie pieniądze jak do tej pory. Więc podwyższamy cenę. I jeśli ją akceptujecie, to znaczy, że akceptujecie naszą ofertę. Sprzedaż po tej podwyżce nie spadła nam ani o egzemplarz. Wręcz wzrosła. Widać, że jest aprobata dla takiego układu.

Wspomniał pan o zespole redakcyjnym. Wiele osób podnosi to jako zarzut, że jesteście hermetycznym środowiskiem, złożonym do tego z osób dojrzałych. Zbyt dojrzałych.
Wiem, że mamy taki wizerunek. Jest on o tyle nieprawdziwy, że większość zespołu to ludzie bardzo młodzi i w wieku średnim. Oczywiście mamy sporą grupę publicystów w wieku zaawansowanym. Marian Turski po raz pierwszy wręczał nagrody historyczne, będąc już kierownikiem działu, w 1959 roku. I nadal nim jest, choć ma ponad 80 lat. Pracuje znakomicie.

Staramy się godzić, łączyć różne pokolenia. To się chyba udaje. Młodym mówimy: bycie tutaj jest pomysłem na życie. Musimy się zmieniać, chcemy się zmieniać i dostosowujmy się do tego rynku razem. Jesteśmy zespołem, a może nawet firmą rodzinną. W rodzinie są ludzie starsi i młodziaki. Jeden jest wysłany po piwo, a drugi zapala cygaro.

Mamy też bardzo szeroki przekrój wiekowy czytelników. Od najstarszych, którzy POLITYKĘ zaczęli czytać w latach 50., po studentów, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z naszą gazetą. Tak też powinien być zbudowany zespół redakcyjny. On musi jakoś odzwierciedlać strukturę tego lektoratu. Niektórzy proponują nam: „odmłódźcie zespół”. Dlaczego? Życie składa się także ze starych i bardzo starych, którzy mają prawo do czytania, do wiedzy. Kto im będzie towarzyszył, jeśli my ich porzucimy? To sztuka życia gazety, żeby dostosowywać się do epoki, czasu, całego społecznego kontekstu, nie tracąc własnej osobowości.

Osobowości skrajnie lewicowej, co zarzucają prawicowcy?
Mówimy o sobie, że jesteśmy radykalnie umiarkowani. W każdej sprawie staramy się trzymać umiar i rozsądek, czy to dotyczy konstrukcji gazety, czy budowy zespołu. Staramy się też podtrzymywać etos dziennikarski. Wciąż wierzymy, a nie ma już wielu takich ludzi, w etos zawodu dziennikarskiego. Specyficznego zawodu z własnym, surowym kodeksem etycznym, z poczuciem misji publicznej. Staramy się chronić naszych dziennikarzy przed presją świata komercyjnego, co jest dziś rzadkością.

Nie zmuszamy do pisania advertoriali, mieszania treści dziennikarskich z komercyjnymi. U nas ten mur chiński między reklamą a treściami dziennikarskimi jest zachowany. Nie wywieramy presji politycznej, ideowej, że temu masz przyłożyć, a temu odpuścić. Dziennikarze funkcjonują u nas jak samodzielni pracownicy nauki. Mają swój rozum, swoją wiedzę, swój obszar zainteresowań. Są naszymi zmysłami; mają chodzić, zbierać, spisywać, przynosić, a my w redakcji ostatecznie to formatujemy. Wciąż nam się wydaje, że to nasz atut w grze o przyszłość.

Dlatego nie przyjmujemy do pracy debiutantów, choć jest tu wielu ludzi po jakichś stażach. Uważamy, że w nasz zespół trzeba wejść. Pewną sprawność mogą mieć ludzie tuż po studiach, ale żeby zostać dziennikarzem, publicystą, trzeba nabyć więcej doświadczenia, więcej wiedzy. Naczytać się, narozmawiać. Dlatego nasz zespół wiekowo jest nieco przesunięty w górę. Do nas trzeba dojrzeć.

Staniecie się koncernem medialnym?
Już jesteśmy, życie nas pcha w tę stronę. Nie mamy co prawda telewizji na pokładzie, do tej pory się do tego nie przymierzaliśmy, ale kto wie. Próg wejścia na rynek telewizyjny jest dziś bardzo niski. Na razie rozbudowujemy się organicznie, tam gdzie w sposób naturalny możemy dodawać kolejne moduły. Prócz publikacji papierowych – POLITYKI,”Forum”, wydawnictw seryjnych, książek – i ich rozmaitych wersji elektronicznych mamy nasz think-tank medialny, Politykę Insight, jesteśmy współwłaścicielem radia TOK FM, niewykluczone, że rozwiniemy się w obszarze konferencyjno-szkoleniowym.

Rozglądamy się na różne strony, jednak cały czas z tym samym konceptem: to mają być przedsięwzięcia ze znakiem jakości. Jeśli będą gdzieś łatwe pieniądze, które będą wymagały naruszenia naszego wizerunku, tego nie będziemy robić. Nasz trademark trzeba chronić.

Gdzie widzi pan POLITYKĘ za 20 lat?
Najprościej powiedzieć, że to nie moje zmartwienie, choć może nim być. Za 20 lat będę koło osiemdziesiątki, a w firmie mam ludzi, którzy mają tyle lat i dobrze funkcjonują. W jakich postaciach i formach będziemy istnieli? Trudno przewidzieć. Może nawet przetrwa forma papierowa. Głównym celem jest utrzymanie fabryki przetwarzania informacji, redakcji, zespołu umiejącego zbierać, analizować, przepakowywać i sprzedawać wiedzę o świecie. Kanały dystrybucji mogą być różne. Ważne, aby działało to jak sprawna fabryka.

A jeżeli po drodze trafi się coś ciekawego, nowy pomysł, nowa okazja, pewnie będziemy z tego korzystać.

Siedzibę POLITYKI budowaliśmy na początku lat 2000. Gdy powstawał ten budynek, pojawił się już internet, ale to było na zasadzie ciekawostki. Zaplanowaliśmy w projekcie pokój internetowy z dwoma stanowiskami z dostępem do internetu, poprowadziliśmy w ścianie kabel. I w trakcie budowy te technologie tak się zmieniały, że najpierw pomyśleliśmy: dwa stanowiska nie wystarczą, musi być osiem, musimy rozbudować salę internetową (śmiech). Przeprojektowywaliśmy to cztery razy, aż w końcu machnęliśmy ręką i okablowaliśmy cały budynek. Dzisiaj okazuje się, że nawet te kable nie były konieczne. A to było ledwie 10 lat temu.

Całość: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1582599,1,media-sa-w-kryzysie.read

07-06-2014, 16:47

Babska szychta  »

Trybuna Górnicza
WIG
07-06-2014

Moje bohaterki kochają zjazdy pod ziemię i ich nienawidzą. Ich opowieści o pracy w kopalniach, o rodzinach i stereotypach “baby na dole” są takim zjazdem do najgłębszych pokładów ich życia i kobiecej wrażliwości – mówi o swojej najnowszej książce pt. “Babska szychta” autorka, Karolina Baca-Pogorzelska.

“Babska szychta”, która w pierwszych dniach czerwca trafi do księgarń, jest drugą pozycją serii wydawniczej Górnictwo 2.0 – projektu realizowanego przez tandem autorski: Karolina Baca-Pogorzelska (parająca się do niedawna branżą górniczą dziennikarka Rzeczpospolitej) i Tomasz Jodłowski (uzdolniony i nagradzany śląski fotografik-freelancer). Jednak o ile początek serii, czyli album “Drugie życie kopalń”, był przede wszystkim ucztą dla oczu ze względu na wysmakowane fotogramy ginącej postindustrialnej potęgi, o tyle “Babska szychta” jest reportażem, który wciąga czytelnika unikalnym tematem.

Kobiety-górniczki, które – jak tłumaczy autorka – jeszcze po wojnie wypełniały na równi z mężczyznami przodki śląskich i wałbrzyskich kopalń, od lat 50. XX w. zniknęły zupełnie, również ze społecznej świadomości.

Mało kto wie, że od 2008 r., gdy Polska zniosła administracyjny zakaz pracy kobiet w kopalniach węgla, panie zdążyły już wtopić się w rzeczywistość wielu zakładów. Pracują nie tylko jako robotnice przy przeróbce i uzdatnianiu urobku, ale często piastują odpowiedzialne, wymagające akademickich kwalifikacji stanowiska. Są sztygarami, geodetkami, kontrolerami, specjalistami bhp, a nawet prezesami spółek górniczych.

Autorka rozmawia ze swymi bohaterkami, poznawszy na własnej skórze uprzedzenia i przesądy, z których najpopularniejszy, pielęgnowany przez mężczyzn, głosi, że “baba w kopalni pod ziemią przynosi pecha”. Górniczki obdarzone zrozumieniem dziennikarki otwierają się i mówią o swoim życiu, które – inaczej niż u “ciężko pracujących górników” – nie dzieli się na harówkę w kopalni i regenerację sił w domowym zaciszu. Kobiety po wyjeździe z dołu często pędzą na szybkie zakupy, by potem zaliczyć jeszcze drugą szychtę w kuchni… Mają za to wiele niepowtarzalnych doświadczeń, które czynią z nich istoty o niespożytej sile woli i charakteru.

Obserwacje zadziwiają swą wnikliwością, a pytania są odważne i dalekie od sztampy. Z kolejnych rozdziałów “Babskiej szychty” dowiemy się m.in., czy… prywatyzacja ma damską dłoń, na jakie specyficzne pułapki narażone są górnicze małżeństwa, czy istnieje w rodzinach górniczy gen i jak nietypowo się przenosi. A nawet o tym, jak trudno jest górniczce pod ziemią dbać o kobiecą urodę i jak cierpią jej włosy gniecione pod hełmem.

Polski tytuł “Babska szychta” przełożono na angielski – “Ladies of shift” i postanowiono wydać książkę w dwujęzycznym opracowaniu.

Całość: http://www.nettg.pl/news/121422/babska-szychta

07-06-2014, 16:26

Zmarł redaktor Jerzy Bieroński  »

(ów)
07-06-2014

W piątek, 6 czerwca zmarł Jerzy Bieroński – wieloletni redaktor “Trybuny Robotniczej”. Miał 82 lata.

Msza św. za zmarłego odbędzie się we wtorek, 10 czerwca o godz. 14.00 w kościele pw. św. Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała w Czeladzi – Piaskach, na osiedlu “Dziekana”.

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/6413

06-06-2014, 18:59

Ordery prezydenckie dla dziennikarzy dzielą środowisko. “Dziwny zwyczaj, jakoś mi to zgrzyta”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
06-06-2014

Po tym jak w czwartek prezydent odznaczył kilkunastu znanych dziennikarzy i menedżerów mediów, pojawiły się opinie, że czynni dziennikarze, relacjonujący głównie wydarzenia polityczne, nie powinni odbierać wyróżnień od polityków. Niektórzy komentujący zwracają jednak uwagę, że takie odznaczenia przyznawane są od lat.

W czwartek Juliusz Braun odebrał z rąk prezydenta Bronisława Komorowskiego Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, Bogusław Chrabota, Jarosław Gugała, Tomasz Lis, Edward Miszczak, Edward Krzemień, Jarosław Kurski, Małgorzata Szejnert i Sławomir Siwek – Krzyże Oficerskie Orderu Odrodzenia Polski, a Adam Pieczyński – Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. W uzasadnieniu wszystkich odznaczeń znalazło się stwierdzenie: “za wkład w rozwój wolnych mediów i niezależnego dziennikarstwa”.

Przyznanie odznaczeń czynnym zawodowo dziennikarzom i menedżerom mediów wywołało sporo negatywnych komentarzy dziennikarzy i blogerów aktywnych na Twitterze. Najmocniej skrytykowali to publicyści prawicowi, którym nie spodobało się, że wyróżnione za rozwój wolnych mediów i niezależnego dziennikarstwa zostały właśnie te, a nie inne osoby. - Ale żeby Gugała dostał order za niezależne dziennikarstwo a Piotr Zaremba nie, to jednak niefajne - stwierdziła blogerka Kataryna. -Tomasz Lis na dowód swej niezależności, po otrzymaniu orderu będzie równie wazeliniarski wobec PO i hejterski wobec PiS, co był wcześniej - ocenił Samuel Pereira z “Gazety Polskiej Codziennie”.

Wojciech Reszczyński, pierwszy prezenter “Wiadomości”, a później m.in. założyciel i szef Radia Wawa, w rozmowie z wPolityce.pl przypomniał, że Jarosław Gugała trzy lata temu mocno atakował w wywiadach telewizyjnych polityków PiS Adama Hoffmana i Joachmia Brudzińskiego. - To wyłącznie nagroda za to, co ci dziennikarze zrobili dla utrwalenia III RP i zachęta do dalszej pracy na rzecz jej przywódców i ich mediów. To bardzo niedobry przykład typowy dla PRL – uhonorowanie swoich, posłusznych dziennikarzy - stwierdził Reszczyński. Zwrócił też uwagę, że Bronisław Komorowski w połowie maja br. przyznał odznaczenia państwowe 41 osobom związanym ze świętującą wtedy 25-lecie “Gazetą Wyborczą”.

- Dziennikarz odznaczony przez władzę to dokładnie to samo co lekarz obdarowany bonusem przez koncern farmaceutyczny – ocenił na Twitterze Rafał Ziemkiewicz, publicysta “Do Rzeczy” i TV Republika. – Władze, które nagradzają dziennikarzy przypominają zakład pogrzebowy, który premiuje lekarzy za dostarczanie zwłok – ocenił na łamach wPolityce.pl Marek Król, założyciel i były redaktor naczelny “Wprost”. – Media kupione, ordery i przetargi rozdane, mordercy uhonorowani i afery pozamiatane. III RP załatwi nas metodą salami – skwitował Samuel Pereira. – Ten nasz Pą Prezydą to jednak żartowniś jest – komentował Łukasz Warzecha, publicysta “Super Expressu” i “W Sieci”.

Z drugiej strony zwrócono uwagę, że krytyczni w tej sytuacji prawicowi dziennikarze sami mają sporo za uszami. - Widzę, że przyjęcie orderu od prezydenta to większa niestosowność niż wystąpienie w reklamówce wyborczej kandydata. Doprawdy? – napisała na Twitterze Dominika Długosz z Polsat News, nawiązując do tego, że Bronisław Wildstein i Anita Gargas pojawili się niedawno w spocie kandydata PiS do europarlamentu. Przypomniano też, że w marcu 2010 roku prezydent Lech Kaczyński odznaczył m.in. Pawła Lisickiego, Igora Janke i Piotra Skwiecińskiego (związanych wtedy z “Rzeczpospolitą”) oraz Anitę Gargas z “Gazety Polskiej”. Przy czym tamte odznaczenia zostały przyznane za działalność w latach 80. w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów.

Inni komentujący zastanawiali się, czy czynni dziennikarze, zajmujący się głównie polityką, i menedżerowie mediów powinni za pracę w mediach odbierać odznaczenia od polityków.

- Nie rozumiem krytyki samej idei odznaczania dziennikarzy. Wolałbym tylko ich większe zróżnicowanie polityczne. Ja akurat nie mam problemu – nigdy nie dostałem żadnego orderu, ale dotąd brali je zgodnie wszyscy z prawa i z lewa. Nieprawdaż? – stwierdził na Twitterze Konrad Piasecki z RMF FM. – Rozumiem, że w takim razie dziennikarze nie powinni przyjmować żadnych odznaczeń? Ok. Dla mnie żaden problem. Aczkolwiek dzieje się tak od zawsze. Przy różnych okazjach prezydenci odznaczali dziennikarzy. I jakoś nie słyszałem wielkiego utyskiwania – dodał.

Dziwny zwyczaj, by robiący w polityce dziennikarze ordery odbierali od polityka, którego działalność winni recenzować - napisał Michał Majewski z “Wprost”. - Dziennikarze są od patrzenia władzy na ręce. Dostrzegam tu fundamentalną sprzeczność – ocenił Mariusz Ziomecki, były redaktor naczelny m.in. “Super Expressu”, “Przekroju” i Superstacji. - Dziennikarze powinni patrzeć władzy na ręce, a nie brać od niej ordery. Jakoś mi to zgrzyta - dodała Renata Grochal z “Gazety Wyborczej”.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/ordery-prezydenckie-dla-dziennikarzy-dziela-srodowisko-dziwny-zwyczaj-jakos-mi-to-zgrzyta#

06-06-2014, 08:58

Igor Janke powinien wybrać: dziennikarstwo albo PR  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
06-06-2014

- Igor Janke powinien wybrać – wraca do dziennikarstwa na sto procent albo zostaje w biznesie tak jak wybrał rok temu. Te dwie funkcje są nie do pogodzenia – uważają pytani przez Wirtualnemedia.pl dziennikarze. Janke, obecnie partner w agencji PR, poprowadzi program publicystyczny w Polsat News+.

Igor Janke

Nowy kanał publicystyczno-informacyjny Polsat News+ ruszy 9 czerwca br. W jego ramówce w dni powszednie o 20.00 nadawany będzie program “Prawy do lewego, lewy do prawego”, którego jednym z gospodarzy będzie Igor Janke. Porozmawia on z ekspertami i politykami na różne tematy.

Janke w kwietniu ub.r. ogłosił, że rezygnuje z dziennikarstwa i zajmie się pracą w branży public relations. Obecnie jest udziałowcem w agencji Bridge . Informacja o poprowadzeniu przez niego magazynu publicystycznego została odebrana przez część obserwatorów jako powrót do zawodu dziennikarza. Wywołało to krytykę, bo Janke nie zamierza rezygnować ze swojej działalności w branży PR. Czy można mówić w jego przypadku o konflikcie interesów? W przestrzeni medialnej istnieją przecież ekonomiści regularnie występujący w mediach czy publikujący w prasie (np. prof. Krzysztof Rybiński).

Zdaniem Jadwigi Sztabińskiej, redaktor naczelnej “Dziennika Gazety Prawnej”, należy oddzielić mówienie o ekonomistach, którzy z racji swoich tytułów profesorskich występują w mediach, od osób, które pracują w public relations i chcą zajmować się dziennikarstwem.

- To są dwie różne rzeczy. Igor Janke powinien wybrać – wraca do dziennikarstwa i zajmuje się nim na sto procent albo zostaje w biznesie tak jak wybrał rok temu. Z punktu widzenia etycznego połączenie tych dwóch ról stoi pod znakiem zapytania – mówi naczelna “DGP”.

Jadwiga Sztabińska uważa, że Igor Janke wchodząc w rolę publicysty nie uniknie omawiania w prowadzonym przez siebie programie tematów biznesowych. Jej zdaniem jest to podważenie obiektywności dziennikarskiej, ponieważ prowadzący sam jest biznesmenem.

- Gdyby wszyscy dziennikarze tak robili to w ogóle nie moglibyśmy mówić o jakiejkolwiek obiektywności. Sami skreślamy w ten sposób jedną z podstawowych wartości tego zawodu. Dlaczego Igor Janke tak wybrał? – nie wiem. Ale dla mnie jest to co najmniej dwuznaczne. Nawet jeżeli w jego programie byłyby omawiane jedynie tematy polityczne to i tak jest to nietakt – tłumaczy Sztabińska.

Michał Kobosko, szef Project Syndicate Polska i warszawskiego biura Atlantic Council, a w przeszłości redaktor naczelny “Newsweeka” i “Wprost”, przyznaje, że ubiegłoroczną deklarację Igora Janke o odejściu z zawodu przyjął z żalem, ponieważ uważa go za jednego z najlepszych dziennikarzy politycznych w Polsce. - Nie musiał tego robić, ale chciał. Rozumiem, że teraz jakoś naturalnie ciągnie go do dawnego zawodu. Ja jednak wywodzę się ze starej szkoły, według której te dwie funkcje są nie do pogodzenia: albo jest się dziennikarzem albo piarowcem – ocenia Michał Kobosko.

- Igor pracuje w agencji PR i postrzegam go jako doradcę, który działa na szeroko pojętym rynku public relations. Jeśli ktoś jest piarowcem to reprezentuje przede wszystkim interesy swojego klienta, a nie interesy czytelnika, widza, odbiorcy produktu medialnego – dodaje.

Szef Project Syndicate Polska twierdzi, że jeszcze kilka lat temu takie powroty z sektora PR do mediów nie były możliwe i dopiero teraz ulega to zmianie. - Branża dziennikarska patrzyła podejrzliwie na osoby, które chciały na nowo zająć się tym zawodem. Dzisiaj ta droga jest bardziej dwukierunkowa - mówi nam Kobosko.

Z Michałem Kobosko zgadza się Tomasz Machała, redaktor naczelny serwisu naTemat.pl. - Kiedyś była to droga w jedną stronę. Od jakiegoś czasu jest dwukierunkowa. Igor Janke zamierza przetestować jeszcze inny model: jechać jednocześnie w dwie strony. Życzę mu powodzenia i ostrzegam przed niebezpieczeństwami – mówi Tomasz Machała.

Naczelny naTemat.pl przyznaje jednocześnie, że o nowym zajęciu partnera agencji Bridge wiedział już od dłuższego czasu. - Byłem zaskoczony, ale publicznie milczałem. W środowisku jest z pewnością wiele osób, które skomentują to szybciej, ostrzej i z większym moralnym wzburzeniem niż ja. Ja widzę w decyzji Igora Janke efekt tęsknoty za dziennikarstwem, która w wielu dziennikarzach budzi się, gdy przejdą do PR-u. Wiem, że nie tylko Igor Janke taką tęsknotę odczuwa - twierdzi Machała.

Szefowa kanału Polsat News+ Beata Grabarczyk, która złożyła Igorowi Janke propozycję prowadzenia magazynu “‘Prawy do lewego, lewy do prawego”, nie dostrzega konfliktu interesów w jednoczesnej pracy w telewizji i w branży public relations . Nie zgadza się również z twierdzeniem, że Janke wraca przez do dziennikarstwa.

- Poprowadzi tylko jeden program. Publicystyka jest rodzajem komentarza i on w “Prawy do lewego, lewy do prawego” występuje z pozycji komentatora, który dopytuje o świat – mówi nam Beata Grabarczyk. – Igor Janke nie ukrywa tego, że jest piarowcem. To, co będzie robił w programie nie ma z jego działalnością nic wspólnego. Jako komentator nie będzie poruszał tematów, którymi zajmuje się jako piarowiec. Ufam Igorowi - dodaje Beata Grabarczyk.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/igor-janke-powinien-wybrac-dziennikarstwo-albo-pr-opinie

05-06-2014, 18:42

Lis, Gugała, Miszczak, Kurski, Chrabota i Braun wśród odznaczonych przez prezydenta  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
05-06-2014

Juliusz Braun został odznaczony przez prezydenta Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, natomiast Bogusław Chrabota, Jarosław Gugała, Tomasz Lis, Edward Miszczak, Edward Krzemień, Jarosław Kurski, Małgorzata Szejnert i Sławomir Siwek – Krzyżami Oficerskimi Orderu Odrodzenia Polski.

Prezes Telewizji Polskiej Juliusz Braun otrzymał w czwartek z rąk prezydenta Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski jako jedna z dziewięciu osób. Odznaczenie przyznano “za wybitne zasługi dla przemian demokratycznych w Polsce, za wkład w rozwój wolnych mediów i niezależnego dziennikarstwa, za działalność państwową i publiczną”.

Prezydent Bronisław Komorowski odznacza Tomasza Lisa

Bogusław Chrabota (obecnie redaktor naczelny “Rzeczpospolitej”, wcześniej związany przez wiele lat z Polsatem), Jarosław Gugała (szef “Wydarzeń” w Polsacie, w przeszłości pracował m.in. w TVP), Tomasz Lis (redaktor naczelny “Newsweeka” i publicysta w TVP2, w przeszłości pracujący też w Polsacie i TVN) oraz Edward Miszczak (dyrektor programowy TVN, wcześniej związany z RMF FM) otrzymali Krzyże Oficerskie Orderu Odrodzenia Polski “za wybitne osiągnięcia w działalności na rzecz wolności słowa w Polsce, za wkład w rozwój wolnych mediów i niezależnego dziennikarstwa”.

Takie samo odznaczenie “za wybitne zasługi w budowaniu niezależnej prasy w Polsce, za pielęgnowanie wartości, jakie legły u podstaw polskich przemian demokratycznych, za wkład w rozwój nowoczesnej publicystyki i przestrzeganie wysokich standardów w pracy dziennikarskiej, redakcyjnej i menadżerskiej” otrzymali Edward Krzemień (szef portalu Wyborcza.pl, wcześniej pracujący w “Gazecie Wyborczej”), Jarosław Kurski (wicenaczelny “Gazety Wyborczej”), Małgorzata Szejnert (reportażystka współzałożycielka “Gazecie Wyborczej”, w której przez 15 lat kierowała działem reportażu) oraz Krystyna Naszkowska. Z kolei Sławomir Siwek (w latach 80. związany z prasą opozycyjną, a potem m.in. prezes Fundacji Prasowej “Solidarność”, szef wydawnictwa “TR Obserwator” i w latach 2006-2009 członek zarządu TVP) został odznaczony „za wybitne zasługi dla przemian demokratycznych w Polsce, za wkład w rozwój wolnych mediów i niezależnego dziennikarstwa, za działalność państwową i publiczną”.

Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski otrzymał Adam Pieczyński (obecnie członek zarządu i dyrektor departamentu informacji TVN, wcześniej związany m.in. z TVP, RTL7 i Polskim Radiem) “za wybitne osiągnięcia w działalności na rzecz wolności słowa w Polsce, za wkład w rozwój wolnych mediów i niezależnego dziennikarstwa”.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/lis-gugala-miszczak-kurski-chrabota-i-braun-wsrod-odznaczonych-przez-prezydenta