Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

20-06-2014, 14:25

Media chcą być ponad wszystkim i wszystkimi  »

Wiadomości24.pl
Rajmund Czok
20-06-2014

Wydarzenia ostatnich dni w kraju obserwuję z pewnej odległości z ogromnym niepokojem. Kiedyś jeden były minister oznajmił, że Polska to dziki kraj. I miał rację. Obserwując mój kraj, kreśli mi się obraz totalnego zamętu i chaosu.

W mojej ocenie Polska to kraj ludzi nie pojmujących istoty demokracji. Demokracja jest nagminnie ignorowana, nie przestrzegana, przez część polityków wręcz nadużywana i prawnie łamana. Ogromny udział w tym wszystkim przypisać należy także mediom, którym się wydaje, że stanowią machinę ponad wszystkim i wszystkimi. Takie rozumowanie jest zgoła błędne.

Od blisko ćwierć wieku przebywam na przemian w kraju i zagranicą. I szczerze mówiąc, gdy po kilkutygodniowym pobycie opuszczam kraj czuję naprawdę ogromną ulgę. Takiego bezprawia, wręcz zdziczenia, jakiego dopuszczają się niektórzy dziennikarze, zwłaszcza fotoreporterzy, za granicą szukać ze świeczką. Brakuje im profesjonalizmu i kultury. Niemiecki dziennikarz, który ostatnio wizytował nasz kraj, zwierzył mi się, że był zbulwersowany zachowaniem młodych reporterów telewizyjnych z mikrofonami. Na jednej z ważnych konferencji prasowych zachowywali się jak chmara natarczywej szarańczy.

Ten sam dziennikarz zauważył również, że w polskiej telewizji panuje istny zalew upolitycznionych programów. Że do TV zapraszani są nagminnie ci sami politycy nie lubiani przez telewidzów. Zamiast konstruktywnej rozmowy atakują się wzajem, skacząc do oczu, np. “Kawa na ławę”, “Loża prasowa” i inne, Te programy nie tylko denerwują, ale są pozbawione etyki i obyczaju. Podobną hipokryzję polityków wysłuchał na licznych konferencjach prasowych odbytych w ciągu jednego dnia. Z tego płynie wniosek: nasze media nie starają się łagodzić nabrzmiałych sytuacji, prowokują, skłócają i osłabiają nasze państwo. udając przed społeczeństwem… i tu powtórzę raz jeszcze – bycie ponad wszystkim i wszystkimi

Z ciekawości przeglądam w Internecie co ciekawsze tytuły prasowe. Większość z nich ma nagłówki sugerujące (czytaj: prowokujące), że nie trzeba czytać treści, by się domyśleć o co chodzi. Włos na głowie staje dęba, gdy zerkamy na komentarze. Niektórzy komentatorzy drakońsko prymitywnym słownictwem (czytaj: aroganckim, impertynenckim) wystawiają sobie laurkę, a swojemu środowisku ogromny wstyd.

Dlatego w sprawie afery podsłuchowej z rozmachem rozdmuchanej przez tygodnik “Wprost”, nie zabiorę głosu. Według mnie to maskarada medialnie-polityczna, próba destabilizacji kraju granicząca z zamachem stanu. W sumie sprawa groteskowa, śmieszna i infantylna reakcja mediów na trudną sytuację.

 

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/media_chca_byc_ponad_wszystkim_i_wszystkimi_307033.html

20-06-2014, 13:46

Stefan Bratkowski: “Dziennikarze nie muszą być dziczą”  »

Press, StudioOpinii.pl
Stefan Bratkowski
20-06-2014

Stefan Bratkowski, prezes honorowy SDP, jest zdania, że “znaczna część polskich mediów ma dziś swój udział w kampanii destabilizacji, graniczącej z próbą zamachu stanu”. Wtórują mu Ewa Milewicz i Jacek Żakowski.

Stefan Bratkowski

Stefan Bratkowski w związku z akcją ABW w tygodniku “Wprost” zamieścił komentarz w serwisie StudioOpinii.pl, którego jest redaktorem naczelnym. “Dziennikarze nie muszą być dziczą nie przestrzegającą żadnych zasad,  ani politycy z poparciem dziennikarzy nie muszą swoją nieodpowiedzialnością niszczyć podstaw państwa polskiego” – napisał Bratkowski. I dalej:

Przede wszystkim: dziennikarz ma prawo nie ujawniać, a nawet ma obowiązek chronić swe źródła informacji. Nie wolno mu jednak posługiwać sie źródłami informacji, opartymi na przestępstwie, a takim jest nielegalny i nieuprawniony podsłuch. Podsłuch mogą instalować jedynie organy ścigania za zgodą sądu, a kontrwywiad musi uzyskać późniejszą urzędową autoryzację dla działań tego rodzaju. Publikacja informacji, choćby najatrakcyjniejszych, jeśli pochodzą z przestępstwa, jest sprzeczna z zasadami kodeksu Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy, nie mówiąc już o kodeksie karnym. Dziennikarz powinien sprawdzić źródło informacji i nie może go nie znać – musi ustalić kto, co, kiedy, gdzie i po co, pamiętając zawsze o starej rzymskiej wskazówce: is fecit cui prodest – zrobił ten kto skorzysta. Jeśli tego wszystkiego się nie wie, wówczas to co się publikuje jest niczym więcej niż plotką, często szkodliwą – niewiarygodną z założenia. Jest bowiem wielce prawdopodobne, że publikując uczestniczy się w realizacji czyichś niecnych zamiarów łącznie z chybotaniem strukturami państwa.

A zatem – nieznane źródło informacji nie podlega ochronie gwarantowanej tajemnicą zawodową. Dyskusja nad treścią tak uzyskanych informacji oznacza legitymizowanie przestępstwa. Jeśli już kogoś aż tak zafascynowały ujawnione treści, może drążyć interesujący go temat w bezpośredniej rozmowie. Inaczej zamieniamy dziennikarstwo w szambo. To szambo dziś zalewa media polskie.

Stefan Bratkowski kończy swój komentarz konkluzją: “Jest mi niezmiernie przykro że znaczna część polskich mediów ma dziś swój udział w kampanii destabilizacji, graniczącej z próbą zamachu stanu”.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/45646,Stefan-Bratkowski_-Dziennikarze-nie-musza-byc-dzicza

20-06-2014, 12:51

Protest Izby Wydawców Prasy w sprawie Wprost  »

Media2.pl
Łukasz Szewczyk
20-06-2014

Izba Wydawców Prasy w przesłanym do Wprost stanowisku wyraża “najwyższe zaniepokojenie działaniami prokuratury i Agencji Bezpieczeństwa” wobec dziennikarzy oraz “stanowczo protestuje przeciwko stosowaniu w dochodzeniu metod, które stanowią zaprzeczenie zasad przyzwoitości i praworządności”.

Nieuzasadniona rzeczywistą koniecznością ingerencja prokuratury i działających na jej zlecenie funkcjonariuszy ABW w działalność redakcji, przeszukanie siedziby redakcji i próba przejęcia siłą nośników informacji naruszają zasady funkcjonowania społecznego, stanowią także podważenie jednej z fundamentalnych i chronionych prawem zasad wykonywania zawodu dziennikarskiego w wolnym świecie: prawa do ochrony źródeł informacji.

Ochrona źródeł informacji nie jest bowiem przywilejem dziennikarzy, jest ich obowiązkiem, jest jednym z fundamentów działania mediów w wolnych i demokratycznych państwach. Przestrzeganie tego prawa jest także obowiązkiem wszystkich organów państwa, a w szczególności wymiaru sprawiedliwości – nie dla ochrony prasy, lecz w interesie wszystkich obywateli państwa.

Chcielibyśmy z dobrą wiarą przyjąć słowa prokuratora generalnego, który stwierdził, że ani on, ani konkretni prokuratorzy nie kierują się intencjami zmierzającymi do ograniczenia wolności prasy, ani ujawnienia tajemnicy dziennikarskiej, postępując wobec dziennikarzy “Wprost” zgodnie z przewidzianymi prawem procedurami. Rozumiemy, że zastosowanie nielegalnych podsłuchów wymaga stosownej reakcji organów ścigania. Uważamy jednak, że organy te powinny z najwyższą ostrożnością korzystać z przysługujących im wobec dziennikarzy praw i to tylko w sytuacjach rzeczywistego i poważnego zagrożenia najwyższych wartości publicznych. W tym przypadku jednak sytuacja nie skłaniała do sięgnięcia po tak drastyczne metody jak najście redakcji przez funkcjonariuszy ABW.

Izba Wydawców Prasy z niepokojem zauważa, iż kilkakrotnie już była zmuszona zabierać głos w związku z naruszaniem wolności słowa i zasad działania mediów w demokracji przez organa wymiaru sprawiedliwości i służby specjalne. I tak m.in.:

• w lipcu 2005 r. protestowaliśmy przeciwko próbie przejęcia przez prokuraturę dysku komputerowego dziennikarza tygodnika “Nie”;

• w maju roku 2007 protestowaliśmy przeciwko działaniom podjętym przez Żandarmerię Wojskową wobec dziennikarza i redakcji “Głosu Pomorza” w Słupsku (mające cechy zastraszania przesłuchanie dziennikarza zbierającego w sposób zgodny z prawem i zasadami zawodowej staranności i rzetelności materiały do publikacji, nieuprawnione najście redakcji i usuwanie materiałów z redakcyjnego komputera);

• w październiku roku 2010 protestowaliśmy przeciwko ujawnionej szerokiej inwigilacji dziennikarzy przez służby specjalne.

Powtarzające się na przestrzeni lat działania organów ścigania przeciwko dziennikarzom, redakcjom i wydawcom świadczą o utrzymującym się, niestety, także w III RP swoistym lekceważeniu przez niektórych polityków i przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości zasad demokracji.

Szczególnie smutne jest to w kontekście niedawnych obchodów 25-lecia odzyskania wolności, których to obchodów ważnym akcentem było odsłonięcie przez Prezydenta RP “Memoriału Wolnego Słowa”. Wydarzenia takie, jak interwencja prokuratury i ABW w redakcji tygodnika “Wprost”, stanowią zaprzeczenie ideałów i działań, które ten “Memoriał” miał uczcić i upamiętnić.

Izba Wydawców Prasy będzie konsekwentnie domagać się od właściwych organów państwa podjęcia odpowiednich i natychmiastowych działań celem jednoznacznego wyjaśnienia wszelkich wątpliwości związanych zarówno ze sprawą interwencji prokuratury i ABW w redakcji “Wprost”, jak i z każdą inną, w której zachodzi podejrzenie stosowania niedozwolonych metod w stosunku do mediów i dziennikarzy

- napisano w przesłanym do Wprost oświadczeniu zarządu Izby Wydawców Prasy

Całość: http://media2.pl/media/112117-Protest-Izby-Wydawcow-Prasy-w-sprawie-Wprost.html

20-06-2014, 12:21

Wbrew Monice Olejnik nie wszyscy dziennikarze są przeciw Tuskowi – Żakowski, Lis, Blumsztajn…  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
20-06-2014

Monika Olejnik na czwartkowej konferencji prasowej powiedziała Donaldowi Tuskowi: “całe środowisko dziennikarskie jest przeciwko panu”. Polemizowali z nią Ewa Milewicz i Jacek Żakowski, a zachowanie Sylwestra Latkowskiego i całej redakcji “Wprost” wobec ABW i prokuratorów skrytykowali też m.in. Stefan Bratkowski, ks. Kazimierz Sowa, Tomasz Lis, Seweryn Blumsztajn i Adam Szostkiewicz.

Na porannej konferencji prasowej w czwartek Monika Olejnik wyliczyła premierowi, jakie zastrzeżenia ma wobec postępowania jego rządu i służb w sprawie nagrań podsłuchanych rozmów opublikowanych przez “Wprost”, podsumowując to stwierdzeniem: “całe środowisko dziennikarskie jest przeciwko panu”.

Po południu dziennikarka wytknęła jednak prawicowym dziennikarzom niewłaściwe jej zdaniem zachowanie w czasie konferencji. Podczas spotkania z premierem sprzeczali się Michał Rachoń z Telewizji Republika i Samuel Pereira z “Gazety Polskiej Codziennie”.

- Jestem zbulwersowana chamskim zachowaniem prawicowych dziennikarzy wobec premiera! Czy jak Jarosław Kaczyński dojdzie do władzy, też będą na niego wrzeszczeć? Swoją drogą, gdzie tuzy dziennikarskie? 8 rano w Boże Ciało to za wcześnie? – napisała Monika Olejnik na swoim fanpage’u facebookowym.

Ze słowami dziennikarki Radia ZET i TVN24 do Donalda Tuska nie zgodziła się publicystka “Gazety Wyborczej” Ewa Milewicz, już w tytule swojej polemiki stwierdzając: “Przecież żyjemy w wolnym kraju”.

- Redakcje to nie są sanktuaria. Skoro prokurator może sięgnąć do komputera księdza, lekarza, to dlaczego nie może sięgnąć do komputera redakcji? Przecież nie ma tam – mam nadzieję – danych o informatorach. Bo to byłaby gratka dla hakerów – napisała Milewicz. – Redakcja “Wprost” ma nagrania podstępnie zrobione, zrobione być może nie dla poszerzenia wiedzy ludzkości o knowaniach polityków. Nie wiem, po co prokuraturze laptop redaktora Sylwestra Latkowskiego. Mam nadzieję, że ona wie – dodała.

Monikę Olejnik skrytykował za tę wypowiedź także Jacek Żakowski. - To powiedziała jedna z naszych koleżanek, która łatwo się unosi. I myślę, że się pomyliła. Mam nadzieję, że się bardzo pomyliła. Bo z faktu, że grupa rozhisteryzowanych prawicowych dziennikarzy rzeczywiście doznawała takich uniesień, nie wynika, że całe środowisko zwariowało - stwierdził na antenie TOK FM.

Według Stefana Bratkowskiego, honorowego prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w przypadku posługiwania się przez media materiałami pozyskanymi dzięki przestępstwu, np. nagraniami z nielegalnego podsłuchu, zgodnie z kodeksem Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy nie obowiązuje ochrona źródła informacji gwarantowana tajemnicą zawodową. – Dyskusja nad treścią tak uzyskanych informacji oznacza legitymizowanie przestępstwa. Jeśli już kogoś aż tak zafascynowały ujawnione treści, może drążyć interesujący go temat w bezpośredniej rozmowie. Inaczej zamieniamy dziennikarstwo w szambo. To szambo dziś zalewa media polskie – stwierdził Bratkowski w felietonie zamieszczonym na stronie StudioOpinii.pl.

- Nie akceptuję udziału mediów w nieuzasadnionej próbie zamachu stanu, inaczej mówiąc, występuję w obronie szacunku do władz własnego państwa, nie dla własnego interesu czy przyjemności, lecz w interesie tego państwa – MOJEGO państwa – podkreślił Stefan Bratkowski. – Kwestionowanie prawnych podstaw funkcjonowania tych władz, a zwłaszcza absurdalne oskarżenia i permanentne wymysły z obelgami, przy równoczesnym odgrywania roli zapasowych władz państwa – składają się na ciągłą destabilizację konstytucyjnie uformowanego państwa – dodał.

Jeszcze mocniej postawę redakcji “Wprost” w tej sytuacji skrytykował ks. Kazimierz Sowa, współzałożyciel i dyrektor Religia.tv. Jego zdaniem w solidarnym wsparciu dla tygodnika, które wyraziły skonfliktowane i krytykujące się zazwyczaj redakcje, nie chodzi o obronę wolności mediów, tylko “utrzymanie za wszelką cenę (w tym przypadku osłabienia państwa) prawa do bycia ponad wszystkim i wszystkimi”.

- Chęć bycia przez sporą część świata dziennikarskiego faktyczną władzą trochę mnie przeraża – stwierdził ks. Sowa. – I nie zamierzam podpisywać żadnych listów protestacyjnych czy “w obronie wolności słowa”, bo nie jestem karpiem, który głosuje za przyspieszeniem Wigilii – zadeklarował.

Dziennikarz “Polityki” Edwin Bendyk przypomniał, kiedy w ub.r. “Guardian” ujawnił informacje przekazane przez Edwarda Snowdena, śledczy szybko pojawili się w redakcji gazety, a kiedy redaktorzy nie chcieli udostępnić im dysków z odpowiednimi danymi, uzgodniono, że zostaną one zniszczone w obecności funkcjonariuszy. – Część kolegów uwierzyła, że metaforyczny mandat czwartej władzy oznacza więcej niż prawo i obowiązek zadawania przenikliwych pytań, by wydobyć informację, lecz także daje prawo do podejmowania decyzji politycznych, wydawania wyroków i interpretacji przepisów prawa. Również we własnej sprawie (choć prawa tego odmawia się w oczywisty sposób przedstawicielom innych władz) – dodał Bendyk, odnosząc się do obecnej sytuacji “Wprost”.

W środę po południu komentarz popierający działania ABW (jeszcze przed eskalacją zamieszania w redakcji “Wprost”) napisał publicysta “Polityki” Adam Szostkiewicz.

- Nakaz prokuratorski ma uzasadnienie, Agencja działa nie tylko zgodnie z prawem, ale i w interesie publicznym, bo nie może być tak, by sprawcy zuchwałego przestępstwa pozostali bezkarni – napisał Szostkiewicz w komentarzu zamieszczonym w serwisie internetowym tygodnika. – Rzeczywiście, prawo do ochrony źródeł informacji jest jednym z filarów niezależności mediów w systemie demokratycznym. Ale czy w obliczu tej konkretnej sprawy nie należałoby od “Wprost” oczekiwać trochę innej reakcji niż odmowy? Wolne media są częścią demokracji, ale mają nie tylko prawa, lecz i obowiązki wynikające z ich uprzywilejowanej roli. Gdy rzecz dotyczy przestępstwa, media nie mogą stawać po stronie łamiących prawo (chyba że chodzi o tak zwane nieposłuszeństwo obywatelskie, ale na razie nic nie wskazuje, by taki był charakter skandalu podsłuchowego) – dodał publicysta.

W czwartek z Szostkiewiczem na swoim blogu polemizował dziennikarz “Wprost” Cezary Łazarewicz. – To teraz sobie jeszcze wyobraźmy, że po publikacji tekstu “Przychodzi Rywin do Michnika” w redakcji Gazety zjawia się Agencja Bezpieczeństwa Publicznego, domaga się wydania nośników i grozi redakcji rewizją. Czy również wtedy Adam Szostkiewicz napisałby, że są granice tajemnicy dziennikarskiej? Czy zacierałby wówczas ręce, pisząc, że należałoby się tego spodziewać – pytał Łazarewicz.

- Panie Adamie, taśmy “Wprost” więcej mówią o naszych politykach niż tysiące artykułów, które my dziennikarze o nich przez dziesiątki lat napisaliśmy. Ubolewam, że zostały nagrane skrycie. Ale gdyby tak nie było – nie zobaczylibyśmy ich prawdziwego oblicza – a tylko maski. Panie Adamie, przecież, gdybyście to wy zdobyli te nagrania pierwsi to też byście je opublikowali. Taką mam przynajmniej nadzieję – podkreślił dziennikarz “Wprost”.

Z kolei Szostkiewicz w czwartek zamieścił na swoim blogu komentarz “Nie wszyscy są dziennikarzami “Wprost”, który zaczął od deklaracji: “Nie w moim imieniu, proszę, nie wszyscy w mediach są dziś przeciw premierowi”.

- Korporacyjny odruch mediów w obronie tygodnika przypomina odruchy lekarzy od deklaracji wiary. Lekarzowi sumienie nie pozwala przestrzegać prawa, okazuje się, że dziennikarzom też. Samo prawo, jak to u nas, mało kogo obchodzi – napisał publicysta “Polityki”. – A przecież ABW działała w redakcji legalnie, jawnie, z polecenia prokuratury. Działała w sprawie nielegalnego zakładania podsłuchów, co jest przestępstwem. Działała nieudolnie, niestety, ale gdyby nie działała, a premier nie występował na konferencjach prasowych, też by było źle pod innym rytualnym zaklęciem: Tusk nic nie robi – zauważył.

Szostkiewicz odniósł się też do zarzutów Łazarewicza. – W histerycznej dyskusji pojawia się też argument, że gdyby ABW wkroczyło do redakcji “Wyborczej” w związku z tzw. aferą Rywina, to pewnie tacy jak ja by nie protestowali. Nietrafiony. W tej aferze wiedzieliśmy, kto i po co nagrywał Rywina. Służby nie były potrzebne. Dziś są potrzebne, ale na razie nie dają rady. Na tym polega kłopot – stwierdził.

W piątek pojawiły się kolejne komentarze krytykujące stwierdzenie Moniki Olejnik i zachowanie dziennikarzy na czwartkowej konferencji prasowej z premierem. - Tej atmosferze, temu owczemu pędowi w pierwszym momencie ulegli tak znakomici dziennikarze jak Monika Olejnik, która na szczęście ocknęła się i w “Gazecie Wyborczej” nie może się nadziwić temu chamstwu i zalewowi agresji - stwierdził Tomasz Wołek na antenie TOK FM. - To była próba sądu nad premierem, takiego wulgarnego, brutalnego, agresywnego. To nie ma nic wspólnego z dziennikarstwem - ocenił czwartkową konferencję.

Większość dziennikarzy nie jest w stanie pojąć, że prokuratura naprawdę nie jest częścią w dyspozycji Donalda Tuska. Prokuratura ponosi odpowiedzialność za to co się stało. Ale rozumiem, że pojęcie “prokuratura nie podlega premierowi” jest dość trudne… Równie dobrze o to, co się dzieje we “Wprost”, można oskarżyć mnie, a o to, co się dzieje w “Newsweeku”, oskarżyć redaktora Władykę (publicystę “Polityki” – przyp.red.) - powiedział w tej dyskusji Tomasz Lis.

- W ostatnich dniach widać onanistyczną skłonność dziennikarzy do zajmowania się głównie sobą i występowania w roli twórców i uczestników różnych happeningów – ocenił Lis. – Jeśli chodzi o samą akcję – bardzo mi się nie podobała, wyglądało to fatalnie, przeprowadzone beznadziejne. Głosy prawników są różne, dla mnie prawnie akcja była wątpliwa. Politycznie – niemądra. PR-owsko – katastrofalna. Sprawiało takie wrażenie, jakby tę akcję prokuratury i ABW zorganizowała firma PR-owska Sylwestra Latkowskiego – dodał.

Z kolei Seweryn Blumsztajn już w tytule swojego komentarza w “Gazecie Wyborczej” ocenił: “To nie wojna o demokrację i wolność słowa, ale o stabilność państwa”. - Nie histeryzujmy i nie opowiadajmy o dyktaturze Tuska, tym bardziej że to nie on wysyłał ABW do redakcji “Wprost”. W kraju, gdzie najście służb na redakcję transmitowane jest w telewizji, a niemądra nastolatka bezkarnie może wyzywać premiera od zdrajców, trudno mówić o braku wolności. I nie kreujmy na ikonę wolności słowa redakcję, która specjalizuje się w publikowaniu materiałów z nielegalnych podsłuchów - stwierdził publicysta. - Polska funkcjonuje według scenariusza napisanego przez zleceniodawcę podsłuchów i redaktora Latkowskiego, który dozuje nam kolejne nagrania, tak by zwiększyć sprzedaż swojego tygodnika - ocenił.

W porannym programie TVN24 dziennikarz przypomniał Stefanowi Bratkowskiemu, że ten w 2006 roku miał inne zdanie o podsłuchach. Wówczas w programie “Teraz My” komentował sprawę podsłuchanej rozmowy Renaty Beger i Adama Lipińskiego. - Beger była osobą, która zawnioskowała o to, żeby nagrać rozmowę z nią, więc to miało zupełnie inny charakter. Osoba podsłuchiwana sama prosiła żeby być podsłuchana - twierdził Stefan Bratkowski.

W jego opinii winnego w tej sprawie szuka się teraz według rzymskiej zasady, że sprawcą jest ten, który skorzystał. – A skorzystał na tym “Wprost” i pierwsze podejrzenia będą kierowane na samego Latkowskiego – prognozował publicysta. Bratkowski nie zgadza się jednak, że na “aferze Rywina” skorzystała “Gazeta Wyborcza”, bowiem nakład dziennika nie zwiększył się gwałtownie. - W tamtej aferze to Michnik miał być oszukany, a nie Rywin. Nie było tam podsłuchu tylko rejestracja rozmowy – opisywał.

Jednocześnie prezes honorowy SDP zarzucił mediom prowadzenie nagonki na rząd, a stacji TVN24 przedstawił zarzut “agresywności” w stosunku do przedstawicieli władzy państwowej. - To jest kampania dyfamacyjna, nie informacje. Jest ona skierowana przeciwko legalnym władzom mojego państwa. Mogę to samo powiedzieć o Monice Olejnik, Justynie Pochanke i innych dziennikarzach. Ten rodzaj agresywności do przedstawicieli rządu jest nie od dzisiaj. Ja taką politykę redakcji obserwuję w TVN24 od dłuższego czasu - stwierdził Stefan Bratkowski.

Sama Monika Olejnik w piątek w felietonie na łamach “Gazety Wyborczej” zdystansowała się od “Wprost”. - W tym całym nieszczęściu najgorsze jest to, że ikoną dziennikarstwa stał się Sylwester Latkowski, człowiek o niejasnej przeszłości. To on – “były gangster”, jak pisze o nim tygodnik “wSieci” – próbuje obalić rząd - napisała dziennikarka.

Przypomnijmy, że ostatni jak na razie krytyczny artykuł o przeszłości Latkowskiego ukazał się „W Sieci” w tym tygodniu.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/wbrew-monice-olejnik-nie-wszyscy-dziennikarze-sa-przeciw-tuskowi-zakowski-lis-blumsztajn

19-06-2014, 17:13

Działania we Wprost były prawidłowe. Dziennikarze także muszą przestrzegać prawa  »

Media2.pl
Łukasz Szewczyk
19-06-2014

Działania prokuratorów w redakcji tygodnika “Wprost” były prawidłowe i w ramach prawa – powiedział prokurator generalny Andrzej Seremet. Dodał jednocześnie, że wszyscy są równi wobec prawa, także dziennikarze.

Podczas specjalnej konferencji prasowej Prokurator Generalny wyjaśnił działania w redakcji tygodnika Wprost i przypomniał, że wszyscy są równi wobec przestrzegania prawa, także dziennikarze.

Redakcja “Wprost”, uważa, że prokuratura łamie prawo, łamie standardy konstytucyjne. Tak nie jest. I zapewniam, że podsuwane państwu interpretacje prawne są błędne – powiedział podczas konferencji prokurator Andrzej Seremet

Przypomniał dziennikarzom oraz opinii publicznej podstawowe przepisy prawa, które stanowią, że prokuratora oraz sąd ma prawo żądać wydania dowodów przestępstwa. W przypadku, gdy ktoś dobrowolnie nie wyda dowodu w sprawie, prawo zakłada użycie przemocy w celu odebrania dowodów.

Prokurator wyjaśnił także, że w przypadku gdy “dowód przestępstwa” jest obgięty klauzulą tajemnicy zawodowej, w tym m.in. tajemnicy dziennikarskiej, wówczas taki dowód pakuje się do zalakowanej koperty i dostarcza do sądu. Zapieczętowany materiał ocenia sąd, który decyduje czy zabezpieczony materiał zawiera informacje stanowiące tajemnicę, czy też nie. I wówczas zezwala na wykorzystanie go w postępowaniu prokuratury, lub też nie.

Ja jako prokurator generalny, ani konkretni prokuratorzy nie kierują się intencjami zmierzającymi do ograniczenia wolności prasy, ani ujawnienia tajemnicy dziennikarskiej – powiedział prokurator generalny.

Prokurator generalny przypomniał także, że prokuratorzy nie pojechali do Wprost “z tabunem funkcjonariuszy ABW, z kordonami policji, nie wchodzili z wyłamywaniem drzwi”. Początkowo do redakcji Wprost wysłano dwóch funkcjonariuszy, którzy poprosili o wydanie dowodów przestępstwa. Gdy spotkali się z odmową, nie użyli siły ale “mając na uwadze wrażliwość kwestii tajemnicy dziennikarskiej jak i konieczność ścigania przestępstw”, skorzystali z prawa do przeszukania pomieszczenia redakcji Wprost. Wyjaśnił też, że rozwiązania siłowe użyto dopiero wówczas, gdy funkcjonariusze ABW przygotowywali się do kopiowania, a redaktor Latkowski zabrał komputer i odmówił wydania kopii. “Tym samym uniemożliwił dokonanie sądowej kontroli materiału” – ocenia prokurator generalny.

Całość: http://media2.pl/media/112101-Dzialania-we-Wprost-byly-prawidlowe.-Dziennikarze-takze-musza-przestrzegac-prawa.html

19-06-2014, 16:50

Milewicz do Olejnik: Przecież żyjemy w wolnym kraju  »

Gazeta Wyborcza
Ewa Milewicz
19-06-2014

“Całe środowisko dziennikarskie jest przeciw panu” – powiedziała Monika Olejnik do premiera Donalda Tuska. Ja nie jestem.

Ewa Milewicz

Nie umiem oceniać czegokolwiek, nie mając danych. Nie wiem, kto nagrał VIP-ów, czy to ktoś z Polski, czy też z zagranicy. Bez względu na to, kto to zrobił, czy za pieniądze, czy dla hecy, czy z poczucia misji, czy był to “zielony ludzik” – musiał wiedzieć, że skutkiem jego działania okaże się zamach stanu. Można sobie wyobrazić siły, którym by to było na rękę.

Państwo musi wykryć, kto to zrobił i – ewentualnie – na czyje zlecenie. Jeśli to się nie uda, to każda władza w Polsce może czuć się zagrożona. Wolność dziennikarzy też.

Prokurator generalny Andrzej Seremet powinien sięgnąć po najbardziej niezależnych prokuratorów, powinien natychmiast skonstruować zespół fachowców, nie patałachów, którzy prowadzą śledztwa niczego niewyjaśniające, gnębią ludzi po wielu latach mordęgi uniewinnianych.

Redakcje to nie są sanktuaria. Skoro prokurator może sięgnąć do komputera księdza, lekarza, to dlaczego nie może sięgnąć do komputera redakcji? Przecież nie ma tam – mam nadzieję – danych o informatorach. Bo to byłaby gratka dla hakerów.

Redakcja “Wprost” ma nagrania podstępnie zrobione, zrobione być może nie dla poszerzenia wiedzy ludzkości o knowaniach polityków. Nie wiem, po co prokuraturze laptop redaktora Sylwestra Latkowskiego. Mam nadzieję, że ona wie.

I jeszcze kwestia wolności słowa – nie słyszałam o kraju zamordystycznym, w którym możliwa byłaby transmisja na żywo w telewizji z przeszukania dokonywanego przez specsłużby i prokuraturę. W którym najważniejsza dziennikarka w kraju mogłaby na żywo przekazywać wyrazy solidarności z redaktorem naczelnym przeszukiwanej redakcji i apelować o wolność słowa. Moniko, kraj, w którym możesz to robić, pozostaje demokratyczny, choć niedołężny.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75968,16183610,Milewicz_do_Olejnik__Przeciez_zyjemy_w_wolnym_kraju.html#BoxSlotI3img