Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

23-06-2014, 14:22

Tomasz Lis krytykuje „Wprost”: to stenotypiści, a nie dziennikarze, chronią przestępców  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
23-06-2014

Według Tomasza Lisa, redaktora naczelnego “Newsweeka”, redakcja “Wprost” zbyt pochopnie publikuje podsłuchane rozmowy polityków, nie sprawdzając, kto jest autorem nagrań. – Bez poszukiwania odpowiedzi na takie pytania dziennikarstwo staje się nie tylko kulawe, ale staje się dziennikarstwa zaprzeczeniem – ocenia Lis.

Tomasz Lis na swoim blogu w serwisie NaTemat.pl wyliczył szereg pytań dotyczących nagrań opublikowanych przez “Wprost”, na które redakcja tygodnika nie znalazła odpowiedzi. – A więc kto nagrywał i dlaczego? Dlaczego chce opublikować te nagrania teraz. Dlaczego przyszedł do mnie? Czy to, co mi oferuje to całość nagrań czy część? Jeśli część, to kto dysponuje resztą? Dlaczego reszty nie udostępnił? Kiedy może to zrobić? – pytał naczelny “Newsweeka”.

- Poważne dziennikarstwo, jakiekolwiek dziennikarstwo, odpowiedzi na takie pytania wymaga, wręcz ich żąda. Bez poszukiwania odpowiedzi na takie pytania dziennikarstwo staje się nie tylko kulawe, ale staje się dziennikarstwa zaprzeczeniem - ocenił.

Lis zwrócił uwagę, że zarówno pierwszą, jak i drugą partię nagrań redakcja “Wprost” otrzymała w czwartek, a numer ukazującego się w poniedziałek tygodnika jest zamykany w nocy z piątku na sobotę. W konsekwencji dziennikarze mieli tylko półtora dnia na weryfikację materiałów.

- Dość czasu, żeby zdesperowany zespół, gotowy opublikować sensacje jak najszybciej, zdążył spisać i wydrukować, co się mu podrzuca. Za mało na jakąkolwiek dziennikarską pracę - uważa Tomasz Lis. – Uprzejmie poproszę o wskazanie, w którym dokładnie punkcie mówimy tu o dziennikarskiej pracy. Spisywaniem nagrań zajmują się, z całym szacunkiem dla ich wysiłku, panie i panowie stenotypiści. Ale z jakichś powodów dziennikarzami ich nie nazywamy - dodał.

Tomasz Lis i Sylwester Latkowski

Zdaniem redaktora naczelnego “Newsweeka” afery wywołanej publikacjami “Wprost” nie można porównywać z Watergate, ponieważ w tym drugim przypadku śledztwo dziennikarskie trwało dwa lata, a prezydent Nixon stracił stanowisko bardziej z powodu tuszowania dowodów zbieranych przez dziennikarzy niż za same nieprawidłowe działania, których dotyczyły te dowody. Lis uważa, że w aferze taśmowej bliżej do skandalu w angielskim tabloidzie “News of the World”, który został zamknięty, po tym jak okazało się, że redakcja zlecała podsłuchiwanie celebrytów.

- Prawdziwym redaktorem naczelnym “Wprost” nie jest teraz redaktor Latkowski, lecz szef studia nagrań. O tym, co się ukazuje w gazecie, o tym jakie ona publikuje sensacje, w największym stopniu decyduje właśnie on. Przecież już wie, że co podrzuci, to dadzą do druku – stwierdził Tomasz Lis. – Powściągnąłbym więc tryumfalny ton i słowa o efektach “naszej dziennikarskiej pracy”. Gołąb pocztowy nie jest autorem listu. Jest doręczycielem - zaznaczył.

Redaktor naczelny “Newsweeka” zadeklarował, że gdyby otrzymał takie nagrania, opublikowałby je, ale wcześniej poprosiłby wszystkich ich bohaterów i premiera o odniesienie się do tych materiałów oraz spróbowałby ustalić, kto i w jakim celu nagrywał. – Jeśli tego nie zrobię, nie jestem dziennikarzem, jestem co najwyżej chłopcem na posyłki - ocenił Lis.

Jego zdaniem ochrona tajemnicy dziennikarskiej (w zakresie ochrony źródła informacji), na którą powoływał się Sylwester Latkowski, nie pozwalając w środę śledczym odebrać swojego laptopa, w tym przypadku jest nadużyciem. - Dziennikarska tajemnica nie oznacza prawa do trzymania w tajemnicy informacji o przestępcach, ochrona źródeł zaś, naprawdę nie oznacza ochrony przestępców - uważa Tomasz Lis.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tomasz-lis-krytykuje-wprost-to-stenotypisci-a-nie-dziennikarze-chronia-przestepcow

23-06-2014, 08:42

Wojciech Surmacz: Nie utożsamiam się z dziennikarzeniem “Wprost”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
23-06-2014

- Po raz kolejny media i opinia publiczna są manipulowane przez służby specjalne, a dziennikarstwo śledcze utożsamia się w Polsce ze współpracą z tymi służbami – tak publikację stenogramów nagrań przez tygodnik “Wprost” ocenia Wojciech Surmacz, dziennikarz śledczy oraz redaktor naczelny “Gazety Bankowej” (Fratria).

Wojciech Surmacz

Wszystkim zainteresowanym całą tą “aferą taśmową” proponuję skoncentrować się na Piotrze Nisztorze, bo to on przyniósł nagrania do redakcji “Wprost”. Zresztą nie pierwszy to już raz ten człowiek używa “taśm prawdy”. Przypomnę, że to Nisztor w lipcu 2012 roku – wówczas dziennikarz „Pulsu Biznesu” – ujawnił tzw. “taśmy Serafina”, co doprowadziło do dymisji ówczesnego ministra rolnictwa Marka Sawickiego. Skąd ten facet bierze te nagrania? Gdzie jest teraz Nisztor? Gdzie jest nasz bohater narodowy – nosiciel prawdy podsłuchanej? O jaką to wolność słowa walczą dzisiaj „wszyscy dziennikarze” z Moniką Olejnik na czele? O wolność słowa podawaną na tacy przez służby specjalne? Czy o swoją własną wolność do publikowania informacji, okupionych ciężką i żmudną do bólu pracą? O jakim dziennikarstwie tu się mówi? Publikację wątpliwej proweniencji stenogramów, których stenotypiści “Wprost” nie potrafili nawet porządnie spisać, nazywa się dziś dziennikarstwem?

A teraz o “aferze taśmowej”. Tak, jest afera, która jednak nie polega na tym, że ktoś nagrał i upublicznił rozmowy wysokich urzędników państwowych, którzy sobie kpią z państwa i z nas wszystkich przy okazji. To już niestety fatalny standard w Polsce, żadne zaskoczenie. Afera polega na tym, że po raz kolejny media i opinia publiczna są manipulowane przez służby specjalne, że dziennikarstwo śledcze utożsamia się w Polsce ze współpracą z tymi służbami. Afera polega na tym, że ludzie mieniący się dziennikarzami publikują stenogramy, dokonując swoistego outsourcingu, zdają się mówić do wszystkich kolegów po fachu: “zobaczcie, to są te skandaliczne rozmowy. Do roboty! Powiedzcie nam teraz, o co tu chodzi”.

Ja za takie „dziennikarzenie” dziękuję, ja się z nim nie utożsamiam. Jeśli zaś chodzi o wtargnięcie funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego do redakcji “Wprost”, to po prostu nie kupuję tego teatrzyku. I nie wyobrażam sobie, żeby ci smutni panowie odstawili taką szopkę w “Polityce” czy “Newsweeku”. Swoją drogą ciekawe dlaczego Nisztor nie pojawił się z nagraniami w tych redakcjach? A może był tylko go nikt nie zauważył?


Wojciech Surmacz – dziennikarz śledczy, publicysta gospodarczy, redaktor naczelny “Gazety Bankowej”

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/wojciech-surmacz-nie-utozsamiam-sie-z-dziennikarzeniem-wprost

23-06-2014, 08:22

Wojciech Maziarski: “Wprost” nadużywa prawa do tajemnicy dziennikarskiej i manipuluje opinią publiczną  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
23-06-2014

- Można zrozumieć, dlaczego rosyjskie spec służby chcą skompromitować amerykańskich dyplomatów i poróżnić ich z sojusznikami. Dlaczego jednak tak samo postępuje “Wprost” w stosunku do polskiego ministra spraw zagranicznych? – zastanawia się Wojciech Maziarski, publicysta “Gazety Wyborczej” i były redaktor naczelny “Newsweeka”.

Wojciech Maziarski

Całe środowisko dziennikarskie z dezaprobatą i niepokojem zareagowało na wejście funkcjonariuszy ABW do redakcji “Wprost” i ich przepychanki z redaktorem Latkowskim, ale to nie znaczy, że całe środowisko jest zgodne w ocenie działań redakcji tygodnika.

I na pewno nie wszyscy są “przeciw Donaldowi Tuskowi”, jak w chwili emocjonalnego uniesienia stwierdziła Monika Olejnik. Niektórzy moi koledzy już odcięli się od tej deklaracji. Korzystając z okazji ja też się odcinam. W ogóle nie widzę powodu, by do działań prokuratury mieszać rząd i premiera. Prokuratura, która wysłała ABW do “Wprost”, nie jest organem rządu.

Tajemnica dziennikarska, na którą powołuje się redakcja “Wprost”, rzeczywiście jest ważną wartością i należy jej bronić. Stąd dezaprobata środowiska po wejściu funkcjonariuszy do redakcji. Jednocześnie jednak trzeba pamiętać, że ochrona tajemnicy dziennikarskiej ma służyć ważnemu interesowi publicznemu. Jeżeli redakcja ujawnia ważne, bulwersujące skandale, przestępstwa, afery – to służy dobru wspólnemu. Wówczas naruszanie innych reguł i standardów (jak np. zakaz potajemnego nagrywania) może być usprawiedliwione, a tajemnica dziennikarska służy ochronie osób działających w interesie publicznym.

Sęk w tym, że “Wprost” niczego takiego nie ujawnił. Nagranie prywatnej rozmowy ministra Sienkiewicza z prezesem Belką nie zawiera żadnych elementów uzasadniających jej publikację. Warto zwrócić uwagę, że “Puls Biznesu” właśnie z tego powodu nie zdecydował się na to – i wielka mu chwała.

Jedynym, jak dotąd, fragmentem, który zasługuje na publikację, jest ten, gdzie b. wiceminister Parafianowicz informuje, że zablokował kontrolę skarbową żony ministra Nowaka. Tu rzeczywiście “Wprost” postąpił w zgodzie z regułami i interesem publicznym.

Cała reszta nagrań nie powinna być ujawniona. A już publikacja rozmowy ministra Sikorskiego, w której ujawniono poufne, zakulisowe oceny sojuszników, jest działaniem jednoznacznie szkodliwym dla polskiej racji stanu. Przypomina to, co w lutym zrobili „nieznani sprawcy”, czyli najprawdopodobniej rosyjskie służby specjalne, którzy nagrali w Kijowie rozmowy asystentki amerykańskiego sekretarza stanu Victorii Nuland z ambasadorem USA Geoffreyem Pyattem. “Pieprzyć Unię Europejską” („Fuck the European Union”) – powiedziała Nuland, a wrogowie Zachodu umieścili nagranie z tymi słowami na YouTube.

Można zrozumieć, dlaczego rosyjskie specsłużby chcą skompromitować amerykańskich dyplomatów i poróżnić ich z sojusznikami. Dlaczego jednak tak samo postępuje “Wprost” w stosunku do polskiego ministra spraw zagranicznych? Jeśli odrzucimy podejrzenie o agenturalność albo głupotę, pozostaje jedynie chęć zyskania rozgłosu przez tygodnik. Rozgłosu, który oczywiście przekłada się na wyniki finansowe.

Jednak prawo do zachowania tajemnicy dziennikarskiej nie zostało wymyślone po to, by redaktor Latkowski i redakcja “Wprost” mogły zarobić górę kasy. Nie taki jest jego cel.W dodatku widać wyraźnie, że dla zwiększenia efektu redaktorzy dopuścili się manipulacji przy wyborze publikowanych fragmentów. Np. najpierw w świat poszła wyrwana z kontekstu wersja, jakoby min. Sienkiewicz mówił, że “polskie państwo istnieje tylko teoretycznie, praktycznie go nie ma”. Dopiero z pełnego zapisu rozmowy, opublikowanego później, okazało się, że nie taka była jego myśl. Że chodziło mu o to, by instytucje państwa koordynowały swoje działania, bo bez tego są nieskuteczne.

Redaktorzy “Wprost”, znający całość nagrania, musieli wiedzieć, jaka jest prawda, a mimo to opublikowali fragment, z którego wyłaniał się obraz zafałszowany. Nie przesądzam, w jakim celu i z jakich powodów to zrobili, ale takie działanie nosi nazwę manipulacji.

Reasumując: stoimy przed dylematem – z jednej strony trzeba bronić prawa każdej redakcji do zachowania tajemnicy, a wejście funkcjonariuszy do “Wprost” może okazać się groźnym precedensem. Z drugiej strony trudno jest bronić redaktorów “Wprost”, bo nadużywają tego prawa dla swoich partykularnych celów i manipulują opinią publiczną.

No i – last, but not least – w interesie publicznym leży złapanie i przykładne ukaranie autorów nagrań, którzy demolują polskie życie publiczne i wprowadzają do niego postsowieckie standardy. Z tym zgadzają się nawet redaktorzy “Wprost” – przynajmniej jeśli wierzyć ich deklaracjom.


Wojciech Maziarski, publicysta “Gazety Wyborczej”, były redaktor naczelny “Newsweek Polska”

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/wojciech-maziarski-wprost-naduzywa-prawa-do-tajemnicy-dziennikarskiej-i-manipuluje-opinia-publiczna

23-06-2014, 07:57

Akcja we “Wprost” nie zjednoczyła dziennikarzy  »

Press
(DR)
23-06-2014

W środę wieczorem wydawało się, że akcja prokuratury i ABW w redakcji “Wprost” dokonała cudu: zjednoczyła polskich dziennikarzy. W czwartek rano myślała tak też Monika Olejnik – lecz po jej wypowiedzi do premiera okazało się, że nie wszyscy dziennikarze stoją murem za “Wprost”. Sama Olejnik też zmieniła zdanie.

Monika Olejnik

Kto obserwował telewizyjne relacje na żywo z redakcji “Wprost” w środowy wieczór, widział po raz pierwszy niesamowitą solidarność polskich mediów, które wejście ABW do “Wprost” odebrały zgodnie jako atak na wolność mediów. Monika Olejnik w “Kropce nad i” wezwała wszystkich dziennikarzy, by wspierali redakcję “Wprost”. Paweł Wroński z “Gazety Wyborczej” mówił w TVN 24, że można mieć różne zastrzeżenia do redakcji “Wprost”, ale to jest akt dziwnej desperacji państwa. Konrad Piasecki z RMF FM oceniał to jako brutalne łamanie niezależności dziennikarskiej. W redakcji tygodnika stawili się dziennikarze prawicowych mediów, by wspierać kolegów. W czwartek Wojciech Czuchnowski z “Gazety Wyborczej” zainicjował list dziennikarzy, w którym protestują przeciwko akcji organów ścigania w redakcji “Wprost” i solidaryzują się z redaktorem naczelnym tygodnika. Pod listem podpisali się dziennikarze np.: Maciej Duda (Tvn24.pl), Renata Grochal (“Gazeta Wyborcza”), Michał Krzymowski (“Newsweek Polska”), Tomasz Sekielski (TVP), Piotr Cywiński (wPolityce.pl), Piotr Gociek (“Tygodnik do Rzeczy”, TV Republika), Juliusz Ćwieluch (“Polityka”). Kiedy więc na czwartkowej konferencji Monika Olejnik wypaliła do premiera Donalda Tuska: “Całe środowisko jest przeciwko panu” – wydawało się, że ma rację.

Nie miała. “Ja nie jestem” (przeciwko Tuskowi – przyp. red.) – wyznała Ewa Milewicz z “Gazety Wyborczej”. Jacek Żakowski z “Polityki” krytykował Olejnik: “To powiedziała jedna z naszych koleżanek, która łatwo się unosi. I myślę, że się pomyliła”. Podobnie Janina Paradowska: “Muszę powiedzieć, że zupełnie nie rozumiem, dlaczego doświadczona dziennikarka wpisuje się w tę karczmę obrzydliwości i ten wiec, który się tam dział”. Szturm przypuścił Tomasz Wołek, a Seweryn Blumsztajn z “Gazety Wyborczej” w niedzielnej “Loży Prasowej” mówił do dziennikarki “Wprost”: “To nie jest tylko łamanie standardów dziennikarskich, ale i obywatelskich. Ja jestem po prostu tym przerażony, co wy wyprawiacie”. Głos w sprawie zabrał Stefan Bratkowski, honorowy prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich: “Dyskusja nad treścią tak uzyskanych informacji oznacza legitymizowanie przestępstwa. Jeśli już kogoś tak zafascynowały ujawnione treści, może drążyć interesujący go temat w bezpośredniej rozmowie. Inaczej zamieniamy dziennikarstwo w szambo. To szambo dziś zalewa polskie media”.

Zdanie szybko zmieniła sama Monika Olejnik – w piątkowej “Gazecie Wyborczej” ubolewała nad tym, że “ikoną dziennikarstwa stał się Sylwester Latkowski, człowiek o niejasnej przeszłości”.

Wojciech Czuchnowski uspokaja, że odmienne opinie pracowników mediów nie oznaczają podziału. – Pewna grupa dziennikarzy od samego początku ma inne zdanie. Mniejszość nie rozumie standardów i czym w praktyce jest wolność słowa – stwierdza. Jego zdaniem wynika to z faktu, że nie rozumieją oni pryncypiów, jakimi dziennikarze powinni kierować się w swojej pracy. – Powinno się chronić źródła informacji za wszelką cenę, nawet jeśli miałaby to być cena poniesienia odpowiedzialności karnej. Niektórzy nie są w stanie zrozumieć też tego, że wkroczenie służb specjalnych do redakcji w demokratycznym państwie jest absolutnie niedopuszczalne.

Według Cezarego Gmyza z “Tygodnika do Rzeczy” mieliśmy do czynienia z pozorną solidarnością dziennikarzy. Gmyz wspomina, że w środę w redakcji tygodnika “Wprost” byli dziennikarze reprezentujący większość redakcji, jednak zauważalny był brak pracowników “GW”, “Newsweeka” czy “Polityki”. – Byłbym hipokrytą, gdybym nie zauważył, że nasza obecność na miejscu była nie tylko wyrazem sprzeciwu przeciw łamaniu wolności słowa. Był to również wyraz solidarności korporacyjnej. Na szczęście w tym wypadku taka solidarność jest zgodna z interesem opinii publicznej. Fakt, że kilku znanych dziennikarzy przyjęło postawę “nie wszyscy dziennikarze są przeciw premierowi” nie dziwi mnie. Większość tych pracowników mediów od dawna pełni rolę nieformalnych rzeczników rządu – kwituje Gmyz.

Tomasz Patora, dziennikarz śledczy TVN, ocenia, że wydarzenia w redakcji “Wprost” były skandalem. – To, co zrobiła prokuratura, było przegięciem, nie można robić czegoś takiego w państwie prawa. Nie można przeszukiwać komputerów pod pozorem wydania dowodów. Przez 25 lat nikt przepisu dotyczącego przeszukiwania redakcji nie stosował – zauważa. I dodaje: – Absurdalny jest dla mnie fakt, że są w Polsce dziennikarze, którzy tej decyzji bronią. Słuchałem Tomasza Wołka w radiu, on używał głównie argumentów pozadziennikarskich, propaństwowych. Dziennikarz nie jest wysłannikiem partii politycznych.

Robert Zieliński z Tvn24.pl: – Nie wszyscy dziennikarze pracują ze źródłami informacji. Nie wiedzą albo już nie pamiętają, na czym to polega. Nie mam moralnego kaca po podpisaniu tego listu. Uważam, że nadal jest aktualny. To, że część dziennikarzy inaczej na to patrzy, jest efektem tego, że nie pracują ze źródłami. Ewa Milewicz pisze świetne teksty, zaangażowane, strasznie fajne, ale nie sądzę, by miała większą świadomość tego, czym zajmują się dziennikarze śledczy – podsumowuje.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/45651,Akcja-we-Wprost-nie-zjednoczyla-dziennikarzy

23-06-2014, 05:01

Dlaczego solidarność dziennikarska z “Wprost” prysła tak szybko?  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
23-06-2014

- Zawodowej solidarności wystarczyło na kilkanaście godzin, bo środowisko dziennikarskie w Polsce było, jest i będzie podzielone – reakcję dziennikarzy na “aferę podsłuchową” oceniają Marcin Kowalczyk, Michał Kobosko, Wojciech Maziarski, Tomasz Wróblewski i Wojciech Surmacz.

W ubiegłotygodniowym wydaniu “Wprost” opublikował stenogramy podsłuchanych rozmów ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza i prezesa NBP Marka Belki oraz byłego ministra transportu Sławomira Nowaka i byłego wiceministra finansów Andrzeja Parafianowicza. Burze w mediach wywołała sama zapowiedź publikacji, której redakcja dokonywała przez cały weekend.

W środę do redakcji tygodnika przyszli funkcjonariusze ABW i  zażądali od redaktora naczelnego “Wprost” Sylwestra Latkowskiego nośników z nagraniami, na podstawie pisma skierowanego przez prokuratora. Redakcja nie oddała nagrań, zasłaniając się tajemnicą dziennikarską. Po południu do siedziby tygodnika wkroczyli agenci ABW i prokuratorzy. Funkcjonariusze chcieli Latkowskiemu odebrać laptopa i pendrive’y, a w stosunku do niego użyto siły.

Wkroczenie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego do redakcji “Wprost” relacjonowały na żywo główne anteny telewizyjne. Tym, co dzieje się w siedzibie tygodnika oburzeni byli dziennikarze o różnych poglądach, zgodnie wyrażali swoje poparcie dla kolegów z “Wprost”. W czwartek podczas porannej konferencji premiera Donalda Tuska skrytykowano nasłanie na redakcję funkcjonariuszy ABW. – Całe środowisko dziennikarskie jest przeciwko panu – powiedziała Monika Olejnik.

Szybko jednak środowisko przestało mówić w tej sprawie jednym głosem. – Redakcje to nie są sanktuaria. Skoro prokurator może sięgnąć do komputera księdza, lekarza, to dlaczego nie może sięgnąć do komputera redakcji? Przecież nie ma tam – mam nadzieję – danych o informatorach – zastanawiała się w felietonie Ewa Milewicz z “Gazety Wyborczej”. Dziennikarze zaczęli przypominać sobie o przeszłości Sylwestra Latkowskiego i jego wyrokach sądowych.

Dlaczego prysła ta chwilowa solidarność dziennikarzy? A może w ogóle jej nie było?

Marcin Kowalczyk, redaktor naczelny „Expressu Ilustrowanego”, zauważa, że środowisko dziennikarskie w Polsce nie tylko jest podzielone, ale zawsze było i będzie. – Jeśli na bezcenny dar wolności słowa i swobodnego wyrażania najbardziej nawet kontrowersyjnych poglądów, którym cieszymy się od 25 lat, nałożymy zawodowe i osobiste uprzedzenia, antypatie, złość, zawiść oraz inne przykre cechy właściwe całemu rodzajowi ludzkiemu, to inaczej być nie może – uważa Marcin Kowalczyk.

- Zawodowej solidarności, niewolnej co prawda od histerycznych, a czasem operetkowych w formie zachowań, wystarczyło nam na kilkanaście godzin. Myślę jednak, że i to powinno cieszyć w kontekście zagrożenia ze strony państwa oraz jego służb, z jakim spotkała się redakcja “Wprost”, a pewnie mogłyby i redakcje innych mediów – mówi Kowalczyk. – Dziennikarze, widząc na żywo, co wyprawiają z Latkowskim agenci ABW, podobnie jak ja nie wierzyli pewnie własnym oczom. Złowieszcza wymowa tych scen dała choć na chwilę do myślenia i środowiskowe uprzedzenia poszły w kąt – dodaje.

Zdaniem naczelnego “Expressu Ilustrowanego”, nie da się nic zrobić na dyskredytację materiałów “Wprost” i opisywanie przeszłości Sylwestra Latkowskiego przez część przedstawicieli środowiska dziennikarskiego. – Kiepsko wyglądają ich wywody w kontekście miażdżącej dla prokuratury i ABW oceny działań w redakcji “Wprost”, dokonanej dzisiaj przez Ministerstwo Sprawiedliwości – konkluduje Marcin Kowalczyk.

Usprawiedliwienia dla akcji ABW i prokuratury w redakcji “Wprost” nie znajduje również Michał Kobosko, – Nie dziwię się oburzeniu mediów z lewa i prawa – tym bardziej, że takiego wydarzenia nie było przez ostatnie 25 lat wolnej Polski. Sam byłem wstrząśnięty obserwując transmisję online z miejsca agresywnego, bezprawnego i w istocie bezradnego działania służb państwa – mówi nam Michał Kobosko.

Kobosko zwraca jednak uwagę na zdarzenia, które miały miejsce przed “najazdem” na redakcję, w jego trakcie i już po nim. – Fatalnie wyglądało wzmożenie dziennikarzy mediów prawicowych, którzy swoimi zachowaniem w redakcji “Wprost” i na konferencjach premiera natychmiast dorobili sprawie łatkę polityczną – zrobili z “Wprost” medium walczące z reżimem Tuska – a “Wprost” takim medium nie był i nie jest – podkreśla Michał Kobosko. – Mówiąc wprost, zachowanie co bardziej krewkich dziennikarzy na konferencjach prasowych było prostackie i dziecinnie amatorskie. Takich mediów władza nie musi się bać – dodaje.

Szef Project Syndicate Polska uważa natomiast, że świętym prawem dziennikarzy, a nawet ich obowiązkiem jest zgłębianie wszystkich aspektów “afery podsłuchowej”, analizowania sylwetek bohaterów oraz ich motywacji i interesów, jakie za nimi stoją. – Powinni przy tym zachowywać zawodową powściągliwość i zwykły zdrowy rozsądek. Mam wrażenie, że dziennikarze wciąż mało wiedzą, a wypowiadają się nader autorytatywnie, zbyt szybko ferują wyroki – mówi Michał Kobosko. – Chciałbym, żeby dziennikarstwo wyszło z tej afery silniejsze i lepsze – podobnie jak świat polityki, który na taśmach pokazał się z jak najgorszej strony – podsumowuje były naczelny “Wprost”.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dlaczego-solidarnosc-dziennikarska-z-wprost-prysla-tak-szybko-opinie

22-06-2014, 18:14

Były naczelny Wprost: “Nie kupuję robienia z Latkowskiego męczennika walki o wolne słowo w Polsce”  »

Media2.pl
Łukasz Szewczyk
22-06-2014

“Redaktor naczelny Wprost ze swoją osobistą historią, niepospolitą nawet jak na poplątane polskie media, jest jedną z ostatnich osób, którym wolno moralizować i kogokolwiek nauczać” – pisze Michał Kobosko, szef Project Syndicate Polska, a w latach 2012-2013 naczelny Wprost.

Michał Kobosko

Wprost od kilku dni ujawnia kolejne taśmy niewiadomego pochodzenia z nielegalnymi podsłuchami, które następnie szybko podchwytują inne media. W wyników podsłuchów w Polsce trwa dyskusja, szczególnie emocjonalna wśród dziennikarzy i polityków. Problem w tym, że media nagłaśniają kolejne stenogramy podsłuchów, jednak nie wiedzą, kto stoi za nagraniami oraz ilu nagrań dokonano i kogo. Można nawet przypuszczać, że dziennikarze dali się wciągnąć w pewną grę. To z kolei budzi sporo wątpliwości pod adresem działalności polskich mediów. “Porzućmy emocje i histerię – zacznijmy myśleć” – apeluje Michał Kobosko.

Jestem przeciw. Jestem przeciw rozmontowywaniu państwa polskiego. Nieważne, jaki interes za tym stoi. (…) Czy też jest to interes wewnętrzny, polityczny, wywodzący się z narastającej niecierpliwości i pędu do możliwie szybkiego przejęcia władzy. (…) Jaki by nie był powód i źródło, naruszanie podstaw działania państwa, jest działaniem niezwykle groźnym. (…) W naszym przypadku nie chodzi o zagrożenie dla konkretnego premiera czy rządzącej partii – ale dla funkcjonowania Polski. Tak funkcjonowania wewnętrznego, jak i w ramach międzynarodowej wspólnoty - komentuje na łamach portalu Wszystkoconajważniejsze.pl Michał Kobosko. W latach 2012-2013 redaktor naczelny Wprost, a obecnie szef Project Syndicate Polska i polskiego oddziału waszyngtońskiego think-thanku Atlantic Council.

W opublikowanym komentarzu nie brakuje gorzkich słów pod adresem tygodnika Wprost, który – jak twierdzi autor – będzie publikował potajemnie nagrane taśmy, by pomagać w ratowaniu sprzedaży pisma. Jednak autor zwraca także uwagę na postać Sylwestra Latkowskiego, obecnego naczelnego Wprost.

Znam wielu dziennikarzy “Wprost” i wierzę, że nie uczestniczą świadomie w kampanii wrogiej dla własnego kraju. Wykonują swoją robotę w przekonaniu, że przyniesie ona coś dobrego. Nie muszą się głowić, kto na ich publikacji zyska i jakie interesy stoją za informatorami. Taśmy mają, więc je dają.

Ale tak jak szeregowy dziennikarz po prostu siada i pisze, tak to jego szef podejmuje decyzje o tym, co, kiedy i w jakiej formie się ukaże. To redaktor naczelny ponosi odpowiedzialność – nie tylko prawną – za skutki publikacji. Musi umieć przewidzieć, jakie będą echa, efekty, plusy dodatnie i ujemne. Musi starać się możliwie zweryfikować to, co “niewidzialna ręka” próbuje mu włożyć do gazety.

Red. Latkowski pisze we wstępniaku redakcyjnym, że decydując się na publikację zapisu kolejnych podsłuchanych rozmów “Wprost” kieruje się troską o państwo i o wykorzenienie z niego, tego co złe. Chciałbym w to wierzyć, ale nie wierzę. Podobnie jak nie kupuję robienia z Latkowskiego męczennika walki o wolne słowo w Polsce. Najnowsza okładka tygodnika “Wprost”, nadużywająca symbolu “solidarycy” jest skandalem. Nikt i nic nie dało redaktorowi i wydawcy “Wprost” prawa do zapisywania się w szeregi bojowników o wolną i demokratyczną Polskę. Redaktor naczelny “Wprost” ze swoją osobistą historią, niepospolitą nawet jak na poplątane polskie media, jest jedną z ostatnich osób, którym wolno moralizować i kogokolwiek nauczać. Historia kocha robić sobie takie żarty, ale my nie mamy obowiązku dawać się otumanić. Porzućmy emocje i histerię - zacznijmy myśleć. To apel nie tylko do kolegów dziennikarzy - dodaje Michał Kobosko.

Kobosko podkreśla jednak, że nie ma zamiaru bronić bohaterów podsłuchów, który w jego ocenie “dali się ponagrywać i rozegrać jak dzieci”. Zwraca jednak uwagę, że podobnie brzmieliby także politycy innych partii, “gdyby im przyszło przejąć odpowiedzialność za państwo”.

Całość: http://media2.pl/media/112147-Byly-naczelny-Wprost-Nie-kupuje-robienia-z-Latkowskiego-meczennika-walki-o-wolne-slowo-w-Polsce.html