Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

08-07-2014, 09:53

Naczelni o publikacji “Wprost” o Romanie Giertychu: uderza w mecenasa, ale kierują tym niskie pobudki  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
08-07-2014

Opublikowanie przez “Wprost” rozmowy z Romanem Giertychem burzy jego wizerunek i ujawnia obyczajowo obrzydliwą historię, ale kierują tym niskie pobudki – publikację tygodnika oceniają Bogusław Chrabota, Sławomir Jastrzębowski i Jadwiga Sztabińska.

W bieżącym numerze tygodnika “Wprost” ukazał się artykuł napisany w oparciu o nagraną rozmowę Romana Giertycha z dziennikarzami Piotrem Nisztorem i Janem Pińskim. Nagranie dostarczył Nisztor, on również miał włączony dyktafon w trakcie spotkania, do którego doszło w kancelarii Giertycha w 2011 roku. Mężczyźni rozmawiali m.in. na temat książki o Janie Kulczyku. Nie stronili również od niewybrednych żartów.

“Wprost” pierwotnie zapowiadał publikację zapisu rozmowy, co zostało odczytane jako publikacja stenogramu (do tej pory nagrania z podsłuchanych taśm ujawniano w takiej formie). Finalnie w tekście znalazły się powycinane fragmenty wypowiedzi mecenasa, z kolei wypowiedzi Piotra Nisztora zostały opisane. Natomiast na okładce tygodnika napisano, że Roman Giertych “chciał tworzyć grupę, która będzie wymuszała pieniądze od najbogatszych Polaków”.

Bogusław Chrabota

Bogusław Chrabota, redaktor naczelny “Rzeczpospolitej”, nie uznaje publikacji “Wprost” za dziennikarstwo śledcze.

- Materiał jest haniebny pod względem warsztatowym, bo wszystko w nim jest „uszyte” pod z góry założoną tezę. Autorzy nie dali nam szansy zapoznania się ze słowami Piotra Nisztora. Te są omawiane, w przeciwieństwie do gęstych cytatów z Romana Giertycha - mówi Wirtualnemedia.pl Bogusław Chrabota.

Naczelny “Rzeczpospolitej” uważa, że taki sposób redagowania tekstu pozbawia czytelnika możliwości samodzielnego rekonstruowania kontekstu. – Samo nagrywanie kolegów podczas alkoholowej imprezy uważam za niegodne – podkreśla.

- Ważne jest pytanie dlaczego Piotr Nisztor czekał trzy lata na upublicznienie wiedzy o tym, że Giertych usiłuje stworzyć grupę przestępczą? Powinien od razu ujawnić tę historię, bądź powiadomić prokuraturę. Ta zwłoka musi nasuwać podejrzenia, że chodziło o „haka” na Giertycha, czyli materiał do szantażu – zauważa Bogusław Chrabota.

W opinii Chraboty, czytelnik może mieć wrażenie, że publikacja fragmentów nagranej rozmowy z Romanem Giertychem jest próbą zemsty na mecenasie. – Giertych w jej trakcie nie był już czynnym politykiem, ani człowiekiem pełniącym ważne role publiczne. Gdyby był aktywnym politykiem to publikacja tego nagrania miałaby sens. Co więcej, należałoby to opublikować je niezwłocznie. Opublikowanie tej rozmowy teraz ujawnia obyczajowo obrzydliwą historię, ale kierują tym niskie pobudki – twierdzi naczelny “Rzeczpospolitej”.

Jadwiga Sztabińska

Jadwigę Sztabińską, redaktor naczelną “Dziennika Gazety Prawnej”, również bulwersuje podsłuchiwanie i nagrywanie prywatnych rozmów, a tym bardziej upublicznianiem ich po latach. - Wywołuje to we mnie moralny niesmak - mówi nam naczelna “DGP”.

Sztabińska zwraca uwagę na sposób publikacji nagrania rozmowy Romana Giertycha, Piotra Nisztora i Jana Pińskiego.

- Z wypowiedzi Giertycha w tekście znajdują się cytaty dosłowne, a wypowiedzi Nisztora w nim nie ma. Nie chcę mówić, że jest to rodzaj manipulacji, ale mam wątpliwości co do obiektywności takiego sposobu prezentacji. Brakuje też stenogramów na stronie internetowej. Cóż więc takiego pan Nisztor mówił, że czytelnik nie może do tego sam zajrzeć? – pyta Sztabińska.

Redaktor naczelna “DGP” podkreśla, że do tej pory czytała zapisy podsłuchanych rozmów we “Wprost” i sama wyrabiała sobie opinię na temat ich bohaterów. – Mogłam zajrzeć na stronę internetową, przesłuchać czy przeczytać całość. Tu jest inaczej. Rodzi się więc kolejne pytanie: czym się kierowała redakcja, że w taki sposób sprzedała te taśmy czytelnikom? Wygląda to tak: pokazujemy wam, co mówił Giertych, a jeśli chodzi o dziennikarza, który z nami współpracuje to damy wam tyle, ile uważamy – zauważa Jadwiga Sztabińska.

Zdaniem Jadwigi Sztabińskiej, powstanie artykułu o Romanie Giertychu, w którym zawarto fragmenty prywatnej rozmowy sprzed trzech lat, mogło być podyktowane chęcią odegrania się na mecenasie. – Ale czy jest to zemsta? Nie umiem powiedzieć. Latkowski musiał być przygotowany, że po uruchomieniu akcji z taśmami osoby, które są ich bohaterami będą sięgały do jego przeszłości. Mam wrażenie, że w tym momencie chodzi już tylko i wyłącznie o sprzedaż tygodnika. Choć wydaje się, że od samego początku właśnie to było powodem publikacji zapisów z podsłuchanych rozmów – przyznaje.

- Zaczynam się za to bać poziomu dziennikarstwa i obserwowanego odstępowania od przyjętych standardów. Publikacja „Wprost”, sposób jej podania czytelnikom, jest działaniem przeciwko nam, mediom. Odbiega dość daleko od standardów sztuki dziennikarskiej oraz stawia pod dużym znakiem zapytania obiektywizm i rzetelność redakcji “Wprost” – mówi Jadwiga Sztabińska.

Sławomir Jastrzębowski

Sławomir Jastrzębowski, redaktor naczelny “Super Expressu”, ocenia, że artykuł, w którym upubliczniono treści prywatnej rozmowy dziennikarzy z Romanem Giertychem burzy wizerunek mecenasa. – Pytanie: jak bardzo? – zastanawia się. – Zarzut powoływania grupy hakowej, wyciągającej pieniądze od biznesmenów, z którym występuje “Wprost” jest niezwykle poważny. Powinna zająć się tym prokuratura – twierdzi Sławomir Jastrzębowski.

- Celowość materiału opublikowanego przez tygodnik jest o tyle trafiona, że mecenas Giertych pokazuje w nim inną twarz. Widzimy człowieka, który – jeżeli prawdą jest to, co sugeruje “Wprost” – nie do końca swoich klientów traktuje priorytetowo, raczej jako źródło pieniędzy. Z etyką adwokacką ma to niewiele wspólnego. Nie wyobrażam sobie reprezentowania mojej osoby przez kogoś takiego jak Giertych - mówi Jastrzębowski.

Zdaniem naczelnego “SE”, konflikt pomiędzy Romanem Giertychem a częścią redakcji “Wprost” wchodzi w zupełnie nową fazę. – Giertych zaczyna okładać stronę przeciwną pałami, mówi o “przestępstwach”, “gangsterach” w odniesieniu do Sylwestra Latkowskiego – zauważa Sławomir Jastrzębowski. Zaznacza on również, że Roman Giertych jest adwokatem i doskonale zna instytucję zatarcia skazania. – Nie powinien więc w ogóle używać takich określeń. Z drugiej strony, po tak dużej agresji, z jaką atakował tygodnik “Wprost”, mógł się spodziewać, że redakcja sprawdzi, czy on rzeczywiście jest kryształowym człowiekiem – ocenia naczelny “Super Expressu”.

- Okazało się, że do końca kryształowy nie jest skoro w obecności dziennikarzy pozwolił sobie na taką rozmowę, o której napisał “Wprost”. To jest rozmowa przy alkoholu, wtedy mówi się różne rzeczy. Nie należy jednak zapominać o starej łacińskiej sentencji “in vino veritas”, czyli w winie prawda – mówi Sławomir Jastrzębowski.

W kwietniu br. średni nakład “Wprost” wynosił 116 617 egz., a średnia sprzedaż ogółem - 51 660 egz. (według danych ZKDP. Przy czym trzy ostatnie numery pisma, z nagraniami podsłuchanych rozmów, rozeszły się w dużo większej liczbie: 163 tys., 300 tys. i 250 tys. egz. Dwóch pierwszych zaczęło brakować w kioskach już po dwóch dniach sprzedaży.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/naczelni-o-publikacji-wprost-o-romanie-giertychu-uderza-w-mecenasa-ale-kieruja-tym-niskie-pobudki

08-07-2014, 08:33

“Taśma Giertycha” szkodzi Giertychowi, ale też Nisztorowi  »

Press
(MAL)
08-07-2014

Ujawniona wczoraj przez “Wprost” rozmowa Piotra Nisztora z Romanem Giertychem w sprawie biografii Jana Kulczyka nie jest już dla mediów tak ważnym tematem, jakim od kilku tygodni są taśmy z podsłuchów polityków prowadzonych w warszawskich restauracjach. Nisztor ma nadzieję, że za kilkanaście dni podpisze umowę na wydanie książki, do której prawa chciał nabyć trzy lata temu Giertych.

“Przyznam, że chyba żadna z dotychczasowych taśm Wprost nie zrobiła na mnie takiego wrażenia” – pisze w bieżącym wydaniu tygodnika “Wprost” szef jego działu śledczego Michał Majewski. W tekście “Taśma Giertycha” redakcja przedstawia przebieg rozmowy przeprowadzonej w 2011 roku, w której były wicepremier, a obecnie adwokat, proponuje Piotrowi Nisztorowi odkupienie za 400 tys. zł praw do pisanej przez niego książki o Janie Kulczyku. Proponuje mu też zbieranie materiałów na innych najbogatszych Polaków, a potem ich szantażowanie. Dziś Giertych twierdzi, że podczas nagranej potajemnie przez Nisztora rozmowy blefował. Jego wersję potwierdza trzeci uczestnik spotkania – Jan Piński (obecnie naczelny miesięcznika “Uważam Rze”).

- Nie podzielam zachwytu redakcji “Wprost” nad tym materiałem – mówi Wojciech Czuchnowski, dziennikarz “Gazety Wyborczej”, który był inicjatorem listu poparcia dla tygodnika po najściu jego redakcji przez prokuraturę i Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, po ujawnieniu podsłuchanych rozmów m.in. prezesa NBP Marka Belki z ministrem spraw wewnętrznych Bartłomiejem Sienkiewiczem. – W tym przypadku mamy do czynienia z rozmową trzech pijanych mężczyzn, z których jeden się kontrolował, bo nagrywał. Nagrywanie i publikowanie tego typu rozmów jest naganne i nie ma w tym żadnego interesu społecznego – mówi Czuchnowski. Jego zdaniem wiarygodność tekstu “Wprost” podważa to, że nie przytoczono w nim pełnych wypowiedzi Nisztora. – Opublikowano wypowiedzi Giertycha, które pasują do tezy, jakoby miał on zmontować ten cały spisek, a wypowiedzi Nisztora są opisywane, zaś on sam jest przedstawiony jako nagabywana dziewica, która nie poddaje się naciskom. Dziwne, że “Wprost” nie opublikował pełnego zapisu rozmowy, tak jak to robił wcześniej, abyśmy mogli poznać, na ile to oddaje prawdziwą jej atmosferę – dodaje Czuchnowski.

Piotr Nisztor tłumaczy, że forma przedstawienia jego wypowiedzi była decyzją redakcji “Wprost”. – Nie widzę problemu w publikowaniu moich pełnych wypowiedzi, nie mam sobie nic do zarzucenia, bo odrzuciłem propozycję Romana Giertycha – mówi Nisztor. Uważa, że zachował się jak dziennikarz śledczy, bo chciał mieć dowód na propozycję tak “dziwnego interesu”.

- Najbardziej interesowało nas to, co mówi Giertych i jaką składa propozycję – powiedział “Presserwisowi” Majewski, pytany dlaczego w stenogramie niektóre odpowiedzi dziennikarza nie są przytaczane wprost, tylko opisywane np. w ten sposób: “Nisztor znów ucieka od odpowiedzi. Zaczyna opowiadać o studiach Kulczyka”. – Nie mamy nic do ukrycia – zapewnia Michał Majewski. Wczoraj po południu nagrania z rozmowy zostały udostępnione na stronie Wprost.pl. Majewski zapewnia, że jest to całość z wyjątkiem “prywatności”.

- Gdyby Nisztor chciał użyć tych nagrań w sądzie jako dowodu w sprawie, nie zostałyby przyjęte, bo zostały zrobione bez zgody rozmówcy. Ze swojego doświadczenia wiem, że sąd odrzuca nagrania, które zostały zdobyte w nieuprawniony sposób – mówi Wojciech Surmacz, dziś redaktor naczelny “Gazety Bankowej” (Fratria). Zaznacza, że na ujawnieniu prywatnych rozmów sprzed trzech lat straci nie tylko Roman Giertych jako adwokat, ale też Piotr Nisztor. – Giertycha nie uważam za prawnika, ale polityka, a tym nie ufam. Natomiast Nisztora nie uważam za dziennikarza. Psuje reputację swoim kolegom, w tym Michałowi Majewskiemu czy Cezaremu Gmyzowi, bo nadszarpnął ich wiarygodność. To na nich długo będzie wisiało piętno afery taśmowej – dodaje Surmacz.

Na łamach “Wprost” Nisztor tłumaczy, że treść propozycji Giertycha chciał zawrzeć we wstępie swojej książki pokazującym kulisy jej powstawania i dlatego otrzymanej propozycji nie upubliczniał. – Teraz w mediach zaczęto podejmować temat pisanej przeze mnie książki, więc doszedłem do wniosku, że pora ujawnić te informacje – mówi Nisztor. Zapewnia, że nadal chciałby wydać biografię Kulczyka, choć na razie ma tylko jej szkic i zebrany “obszerny materiał”. – Prowadzę rozmowy z wydawcami na temat jej wydania. Mam nadzieję, że umowa zostanie podpisana w ciągu kilkunastu dni – dodaje Nisztor. Na jesień zapowiada wydanie innej swojej książki – “Nietykalni”. – Będą w niej rzeczy, które mogą bulwersować, np. wyciągi z kont zagranicznych różnych ważnych ludzi. Nie będzie tam odniesienia do żadnych taśm. Ci, którzy liczą, że wyciągną ode mnie kolejne taśmy, będą zawiedzeni – dodaje Nisztor.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/45814,Tasma-Giertycha-szkodzi-Giertychowi_-ale-tez-Nisztorowi

08-07-2014, 04:23

Piotr Nisztor tłumaczy się z nagrania rozmowy z Giertychem. “Byłem jak Adam Michnik”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
08-07-2014

Piotr Nisztor, współpracownik tygodnika “Wprost”, twierdzi, że jest “zajadle atakowany”, dlatego zdecydował się ujawnić nagranie rozmowy z mecenasem Romanem Giertychem. – Posądza się mnie, że sprzedałem książkę o Janie Kulczyku, co jest kłamstwem – mówi w wywiadzie.

Piotr Nisztor

Piotr Nisztor w wywiadzie pt. “Giertycha musiałem nagrać”, który ukazał się w najnowszym numerze “Wprost” rozmawia z Sylwestrem Latkowskim i Michałem Majewskim. Dziennikarz przyznaje, że zapis nagranej rozmowy Piński-Nisztor-Giertych zamierzał wykorzystać w swojej książce o Janie Kulczyku. - Jest przykładem nacisków, które mnie spotykały, gdy zbierałem materiał o Kulczyku. Chciałem tę historię zawrzeć we wstępie pokazującym kulisy powstawania książki - mówi Nisztor.

Współpracownik “Wprost” twierdzi, że po wybuchu “afery podsłuchowej” zaczęto publicznie stawiać mu zarzuty wzięcia 400 tys. zł za nieopublikowanie książki. - Postanowiłem to uciąć. I mam nadzieję, że ujawniona taśma, na której odrzucam propozycję Romana Giertycha, zakończy te spekulacje – tłumaczy Nisztor.

- Propozycja złożona przez Pińskiego była podejrzana. Spodziewałem się, że w trakcie spotkania padną kolejne podejrzane propozycje. Nie myliłem się. Byłem w podobnej sytuacji co Adam Michnik, który postanowił nagrać Rywina – podkreśla Piotr Nisztor.

Dziennikarz zaprzecza jednocześnie jakoby miał kogokolwiek szantażować nagraniem z rozmowy w kancelarii Romana Giertycha. Twierdzi, że do szantażu nie posłużył mu również materiał do książki o Janie Kulczyku.

Przypomnijmy, że w bieżącym wydaniu tygodnika “Wprost” opublikowano tekst w oparciu o fragmenty stenogramów z rozmowy Romana Giertycha z dziennikarzami Janem Pińskim i Piotrem Nisztorem (on nagrywał rozmowę). Mężczyźni spotkali się w 2011 roku w kancelarii mecenasa Giertycha i rozmawiali o nieopublikowanej książce o Janie Kulczyku.

W kwietniu br. średni nakład “Wprost” wynosił 116 617 egz., a średnia sprzedaż – 51 660 egz. (według danych ZKDP). Przy czym trzy ostatnie numery pisma, z nagraniami podsłuchanych rozmów, rozeszły się w dużo większej liczbie: 163 tys., 300 tys. i 250 tys. egz. Dwóch pierwszych zaczęło brakować w kioskach już po dwóch dniach sprzedaży.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/piotr-nisztor-tlumaczy-sie-z-nagrania-rozmowy-z-giertychem-bylem-jak-adam-michnik

08-07-2014, 04:17

Bogusław Chrabota: Materiał tygodnika “Wprost” o Romanie Giertychu jest haniebny  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
08-07-2014

- Materiał tygodnika “Wprost” o Romanie Giertychu jest haniebny pod względem warsztatowym, bo wszystko w nim jest “uszyte” pod z góry założoną tezę – ocenia Bogusław Chrabota, redaktor naczelny “Rzeczpospolitej”.

Bogusław Chrabota

Publikacji “Wprost” o Romanie Giertychu nie uznaję za dziennikarstwo śledcze. Materiał jest haniebny pod względem warsztatowym, bo wszystko w nim jest “uszyte” pod z góry założoną tezę. Autorzy nie dali nam szansy zapoznania się ze słowami Piotra Nisztora. Te są omawiane, w przeciwieństwie do gęstych cytatów z Romana Giertycha. Taki sposób redagowania tekstu pozbawia czytelnika możliwości samodzielnego rekonstruowania kontekstu. Poza tym, choć to już kwestia etyczna nie warsztatowa, samo nagrywanie kolegów podczas alkoholowej imprezy uważam za niegodne.

Ważne jest pytanie dlaczego Piotr Nisztor czekał trzy lata na upublicznienie wiedzy o tym, ze Giertych usiłuje stworzyć grupę przestępczą? Powinien od razu ujawnić tę historię, bądź powiadomić prokuraturę. Ta zwłoka musi nasuwać podejrzenia, że chodziło o “haka” na Giertycha, czyli materiał do szantażu.

Uważam, że publikacja nie ma na celu ważnego interesu publicznego. Zostawia ona więcej znaków zapytania niż wyjaśnia. Wszyscy uczestnicy tej rozmowy, na czele z Nisztorem, są w sytuacji wątpliwej moralnie.

Można mieć wrażenie, że publikacja fragmentów nagranej rozmowy z Romanem Giertychem jest próbą zemsty na mecenasie. Giertych w jej trakcie nie był już czynnym politykiem, ani człowiekiem pełniącym ważne role publiczne. Gdyby był aktywnym politykiem to publikacja tego nagrania miałaby sens. Co więcej, należałoby to opublikować je niezwłocznie. Opublikowanie tej rozmowy teraz ujawnia obyczajowo obrzydliwą historię, ale kierują tym niskie pobudki.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/boguslaw-chrabota-material-tygodnika-wprost-o-romanie-giertychu-jest-haniebny

07-07-2014, 16:54

Dziennikarskie bagno  »

Tygodnik Powszechny
Paweł Reszka
07-07-2014

Taśma z nagranej przed trzema laty rozmowy Nisztor–Piński–Giertych, opisana przez “Wprost”, jest niezwykle ważna. Nie z powodu obecnych koneksji politycznych Romana Giertycha, ale dlatego, że pokazuje, co się stało z dziennikarzami.

Paweł Reszka

Nie znamy całości nagrania: czytamy wypowiedzi byłego wicepremiera, po drugiej stronie zaś jest redakcyjne omówienie słów współpracownika “Wprost” Piotra Nisztora. Wiemy jednak sporo. Mamy dwóch dziennikarzy. Pierwszy, Jan Piński, dzwoni do swojego kolegi Piotra Nisztora. Ma mu zaproponować 300 tys. zł za sprzedanie praw do książki o najbogatszym Polaku, Janie Kulczyku. Suma z kosmosu – nie ma takich na rynku. Ale nie chodzi o wydanie książki, tylko o jej zatrzymanie. “Książka nie ujrzałaby światła dziennego, a ja chciałem ją wydać” – tłumaczy Nisztor we “Wprost”. Niezrażony Piński namawia autora, by poszli do innego kolegi, o ksywce “Długi” (to Giertych).

Nisztor bierze dyktafon. Spodziewa się (ciekawe, na jakiej podstawie?), że podczas rozmowy padną “dziwne propozycje”. I padają. Pierwsza: “Cztery stówy i dziesięć pro”. Jak tłumaczy “Wprost”, chodzi o 400 tys. zł od Giertycha i 10 proc. tego, co mecenasowi uda się wyciągnąć od Kulczyka. Za co? Za to, by nie publikować książki. Druga: z Nisztorowego pisania o miliarderach zrobić biznes. Autor pisze, mecenas upłynnia materiał bohaterowi – w jednym egzemplarzu.

Giertych twierdzi, że to była tylko gra – ale czy to prawda, nie wiemy. Tym bardziej nie wie tego Nisztor w chwili rozmowy. Co robi, gdy pada niemoralna propozycja? Kluczy i ucieka w dygresje (tak opisuje to “Wprost”). Wnioskuję, że nie mówi Giertychowi: „To, co proponujesz, to zwyczajny skandal, chcesz szantażować bohaterów moich książek, uczciwy dziennikarz nigdy na to nie pójdzie”. Panowie, popiwszy i pojadłszy, rozchodzą się. Zapada trzyletnie milczenie. Taśma w kieszeni. Książki nie ma. Dlaczego? Wydawnictwo, z którym Nisztor był dogadany, wycofało się. A inne? “Szukałeś wydawcy?” – pyta redakcja “Wprost”. “Nie – odpowiada Nisztor. – Może to był błąd”.

Fakt! Jeśli ktoś chce wydać książkę, a nie szuka wydawcy, to popełnia błąd. Tym bardziej że – chwali się Nisztor – materiałem do książki interesowało się mnóstwo ludzi: politycy, lobbyści, PR-owcy. Co robi dziennikarz? Zamiast wydać książkę, jej fragmenty przesyła “komuś” do “autoryzacji lub do przejrzenia”. Co to znaczy “do przejrzenia”? Ilu osobom i w jakim celu?

Do wielu nienormalnych rzeczy zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Reporter bierze się za reklamowanie produktów? Nie ma sprawy! Plagiat? Zmyślanie? Da się przeżyć! Powrót z PR do zawodu? Ok! Jesteś lobbystą? Zakładaj gazetkę, udawaj reportera! Starasz się być obiektywny? Puknij się w głowę – zaangażowanie polityczne jest cnotą.

Jak widać, zbliżamy się do kolejnej granicy. Niebawem największe pieniądze będzie można zarobić w portalu “niepublikuję.pl”.

Całość: http://tygodnik.onet.pl/wlasnym-glosem/dziennikarskie-bagno/c93f4

07-07-2014, 09:59

Jerzy Domański: Taśmociąg dzieli media  »

Przegląd
Jerzy Domański
07-07-2014

Jerzy Domański

Po taśmociągu nie tylko polityka, ale i polskie dziennikarstwo znalazły się na rozdrożu. Stosunek do tego, jak i czy w ogóle korzystać z podsłuchów jako źródła informacji, bardzo podzielił środowisko dziennikarskie. Wielu wybitnych dziennikarzy uważa, że każda forma podsłuchu jest draństwem i nie może być tak, że z jakiegokolwiek powodu z niego korzystamy. Że wchodząc na drogę publikowania nagrań in extenso, narażamy media na jeszcze większy spadek zaufania. A przecież już dziś ani media, ani dziennikarze nie cieszą się szczególną estymą. Spadek zaufania do mediów będzie zresztą mniejszym problemem wobec totalnego kryzysu zaufania między ludźmi w Polsce. Tego argumentu nie wolno lekceważyć, bo gdyby patrzeć na deficyty w relacjach społecznych, to z pewnością brak zaufania i niechęć do współpracy są w kraju na pierwszym miejscu. W przypadku podsłuchów niełatwo bronić tezy, że były one zakładane w jakimś ważnym interesie społecznym. Bo skoro zakładano je masowo, na zasadzie sieci rybackiej – a nuż coś się w nią złapie – trudno dobrze mówić o intencjach inspiratorów i organizatorów podsłuchów.

W zdecydowanej większości środowisko dziennikarskie solidaryzuje się z redakcją “Wprost” w dwóch sprawach. W obronie tajemnicy dziennikarskiej i w obronie tej redakcji przed takimi zachowaniami, jakie zaprezentowała prokuratura, wchodząc do tygodnika. Nie mam złudzeń co do intencji naszego bardzo podzielonego środowiska. W tej obronie przede wszystkim chodzi o zablokowanie na przyszłość możliwości skorzystania z takiego precedensu. To jest uzasadniona obrona własnych redakcji przed podobnym działaniem jakiejkolwiek władzy.

W sprawie stosunku do podsłuchów najważniejsze są jednak poglądy polityczne dziennikarzy bądź właścicieli mediów. Bo osobiste poglądy polityczne wpływają na to, czy jest się w większym stopniu za publikacją przecieków czy przeciw niej. Linia ta przebiega dość wyraźnie między szeroko rozumianymi zwolennikami obecnej władzy a opozycją.

Jeśli media źle zdefiniują zagrożenia, jakie dla państwa i dla nich samych wynikają z tego, co się dzieje z aferą podsłuchową, poniosą konsekwencje. Najboleśniejsze będzie to, że jeszcze więcej odbiorców naszej pracy odwróci się od nas plecami. By spróbować tego uniknąć i ustalić, co dziennikarzy może łączyć, mimo znanych i głębokich podziałów, po raz pierwszy, odkąd pamiętam, przedstawiciele trzech stowarzyszeń dziennikarskich usiedli przy jednym stole w Fundacji Helsińskiej. Dziękuję za to dyrektorowi Adamowi Bodnarowi. Jak i Sewerynowi Blumsztajnowi z Towarzystwa Dziennikarskiego, który ten dialog zainicjował. Wierzę, że zarówno dla Agnieszki Romaszewskiej-Guzy z SDP, jak i dla mnie (SDRP) była to bardzo ważna debata.

Całość: http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/jerzy-domanski-tasmociag-dzieli-media