Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

16-07-2014, 19:16

Piotr Nisztor o artykule “Polityki” na swój temat: Absurdalne plotki, bzdury i próba zdyskredytowania mnie  »

TokFm
osi, mf
16-07-2014

Na urodzinach Piotra Nisztora bawili się “ludzie służb, obecnych i dawnych, nie wyłączając służby bezpieczeństwa” – pisze tygodnik “Polityka”, powołując się na jednego ze znajomych dziennikarza. Gazeta stara się odpowiedzieć na pytanie, kim jest Nisztor, którego nazwisko pada często w kontekście taśm “Wprost”. Sam zainteresowany twierdzi jednak, że tekst na jego temat to część “operacji mającej na celu zdyskredytowanie go”.

Piotr Nisztor

- To ja Nisztora stworzyłem – mówi dla “Polityki” Jan Piński, redaktor naczelny miesięcznika “Uważam Rze”, który twierdzi, że to on na początku kariery Nisztora zapewniał mu kontakty z tzw. źródłami.

Piotr Nisztor zw. “Młodym”

Piotr Nisztor – jak wynika z tekstu “Polityki”, w środowisku zwany “Młodym” – jest dziennikarzem współpracującym z tygodnikiem “Wprost”. To on miał skontaktować gazetę z informatorem, który przekazał nagrania rozmów czołowych polskich polityków, brał też udział w nagranej rozmowie z mec. Romanem Giertychem.

Nisztor poprzez swojego ówczesnego szefa z czasów, kiedy pracował w “Gazecie Polskiej”, został przedstawiony biznesmenowi, dr. Andrzejowi Kleszczewskiemu, który z kolei wprowadził go w kręgi biznesowe. Tam Nisztor poznał m.in. prezesa SkładówWęgla.pl, Marka Falentę, który usłyszał zarzuty ws. taśm “Wprost”.

Pytania z pomówieniami

W swoje kręgi towarzysko-biznesowe wprowadził Nisztora także Piński. – Na urodzinach Piotra widziałem zbiorowisko osobliwości – mówi dawny znajomy Nisztora, dodając, że chodzi mu o “ludzi służb, obecnych i dawnych, nie wyłączając służby bezpieczeństwa”.

“Polityka” pisze, że w tzw. środowisku krążą historie o setkach pytań zadawanych przez Nisztora drogą mailową znanym polskim biznesmenom. Według “Polityki” pytania te często odnosiły się do kwestii obyczajowych. Piński również miał otrzymać maila od “Młodego”; w jego pytaniach miały zawierać się pomówienia. Były policjant z trójmiejskiego CBŚ, Jarosław Pieczonka, mówi z kolei o tym, że “podejrzewał, że Nisztor tylko udaje dziennikarza”, a tak naprawdę “zbiera na ludzi haki jako trofea, nie do publikacji”.

Nisztor odpowiada

Poprosiliśmy Piotra Nisztora o komentarz do publikacji “Polityki”. Choć stwierdził, że “w żaden sposób nie będzie komentował plotek i bzdur, które postanowił opublikować redaktor Pytlakowski” [autor tekstu w "Polityce"- przyp. red.], udało się nam uzyskać od niego kilka wypowiedzi o tekście tygodnika. – Nie wiem, dlaczego redaktor Pytlakowski tak bardzo dziwi się moimi kontaktami i stara się je z mizernym skutkiem opisywać, tym bardziej, że sam od wielu lat ma kontakty z najgroźniejszymi polskimi gangsterami – stwierdził Nisztor.

Dodał, że dziennikarz “Polityki” “podobnie jak niektórzy koledzy i koleżanki wpisał się w operację mającą na celu zdyskredytować moją osobę wszelkimi, nawet najbardziej absurdalnymi plotkami”. – A wszystko przez to, że zrobiłem to, co każdy dziennikarz powinien – ujawniłem patologiczne mechanizmy funkcjonujące w kraju – stwierdził Nisztor.

Dziennikarz wyraził też zdziwienie, że “Polityka” nie skontaktowała się z biznesmenami, do których rzekomo miał on wysyłać “setki pytań” dotyczących sfery obyczajowej. – Nie jestem w stanie zrozumieć również dlaczego za zbieranie haków redaktor Pytlakowski uważa przesyłanie merytorycznych pytań mających na celu weryfikację różnego rodzaju informacji podczas przygotowywania publikacji prasowej lub książkowej. To normalne działania podejmowane w ramach pracy dziennikarskiej – mówił nam Nisztor, wyśmiewając też doniesienia “Polityki” o tym, kogo rzekomo gościł na swoich urodzinach. Stwierdził, że to, kogo zaprasza, to jego prywatna sprawa. – Ale jeśli redaktor Pytlakowski będzie tak bardzo ciekawy, to z wielką chęcią zaproszę go w tym roku na moje 30. urodziny – podsumował.

Całość: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,16330099,Piotr_Nisztor_o_artykule__Polityki__na_swoj_temat_.html

16-07-2014, 14:48

Jastrzębie: Henryk Sławik, bohater Polski, Węgier i narodu żydowskiego doczekał się miejsca pamięci  »

Dziennik Zachodni
Katarzyna Spyrka
16-07-2014

Henryk Sławik, bohater z Szerokiej doczekał się miejsca pamięci w Jastrzębiu-Zdroju. Dziś przy kościele, w którym urodził się bohater, odsłonięto pamiątkową tablicę.

Henryk Sławik jest nazywany bohaterem Trzech Narodów – polskiego, żydowskiego i węgierskiego, jednym z największych Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. W 1944 roku został powieszony w Mauthausen za tworzenie dla Żydów z Polski nowych dokumentów z polsko brzmiącymi nazwiskami. Ratując innych przed śmiercią, sam zapłacił za to własnym życiem.

Dzisiaj w Jastrzębiu-Zdroju w 120 rocznicę urodzin bohatera odbyła się specjalna msza, a po niej, poświęcono tablicę upamiętniającą Henryka Sławika.

W uroczystościach wzięła udział także węgierska konsul. – Henryk Sławik był strażnikiem zasad i to w czasach, kiedy zło miało ogromną siłę. Wyznawał zasadę wierności dla wartości. To od niego możemy się uczyć, że być Europejczykiem, być Ślązakiem, być Polakiem, to zawsze jest też obowiązek, żeby być po prostu człowiekiem – zaznaczyła konsul Adrienne Körmendy.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3508241,jastrzebie-henryk-slawik-bohater-polski-wegier-i-narodu-zydowskiego-doczekal-sie-miejsca-pamieci,id,t.html

16-07-2014, 11:37

Śląsk pamięta o swoim bohaterze  »

Polskie Radio Katowice
Łukasz Kałuża
16-07-2014

Tablica pamiątkowa, wystawy i bieg pamięci – Śląsk pamięta o swoim bohaterze Henryku Sławiku.

Szacuje się, że pochodzący z Jastrzębia Zdroju działacz uratował na Węgrzech życie tysiącom polskich uchodźców, wśród których było wielu Żydów.

— W 1939 stworzył tam całą siatkę pomocy dla żołnierzy, potrzebujących i dzieci — mówi dziennikarka Stanisława Warmbrand.

Rok 2014 jest rokiem Henryk Sławika. Piotr Koj, doradca marszałka województwa śląskiego mówi, że trzeba upamiętniać takich bohaterów, aby o nich nie zapomniano.

Nasi reporterzy sprawdzali, czy wiemy kim był Henryk Sławik.

Dziś w Jastrzębiu Zdroju zostanie odsłonięta tablica upamiętniająca tę postać. Piotr Koj mówi, że społeczność lokalna pamięta o swoim bohaterze. Także tamtejsze gimnazjum, które nosi jego imię.

Za swoją działalność Sławik został stracony w 1944 w obozie w Mauthausen. Za ratowanie Żydów został pośmiertnie, w 1990 roku, uhonorowany tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata.

Całość: http://www.radio.katowice.pl/zobacz,5554,Slask-pamieta-o-swoim-bohaterze.html#.U8YBm0DNDSg

16-07-2014, 04:31

Dziennikarze: publikowanie podsłuchów tylko w społecznym interesie  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pap/wm
16-07-2014

Za publikowaniem podsłuchiwanych rozmów powinien zawsze stać interes społeczny – uznały Towarzystwo Dziennikarskie i SDRP w deklaracji odnoszącej się do publikacji tygodnika “Wprost”. Deklaracji nie podpisało SDP, choć brało udział w jej przygotowaniu i zgadza się co do meritum.

“Uważamy publikowanie nielegalnych podsłuchów za sytuację wyjątkową, ponieważ wiąże się z naruszeniem prywatności, a często i godności podsłuchiwanych osób. Dziennikarze mogą podjąć taką decyzję tylko w sytuacji, gdy za publikacją stoi oczywisty społeczny interes np. udokumentowanie przestępstwa. Dziennikarz powinien wytłumaczyć się z takiego tekstu, czyli zdefiniować interes społeczny, który za taką publikacją stoi” – napisali dziennikarze w opublikowanej wczoraj deklaracji.

Uznali, że przed publikacjami “Wprost” nigdy dotąd podsłuchy nie dotyczyły tak wielu ważnych urzędników państwowych, a ich ujawnienie nie miało tak poważnych konsekwencji politycznych. “Nie możemy sobie wyobrazić życia w kraju, gdzie wszyscy są odarci z prywatności i podsłuchiwani, a codzienną praktyką mediów jest publikacja nielegalnych podsłuchów. Tak jak nie chcemy żyć w kraju, gdzie policja inwigiluje dziennikarzy i przeszukuje redakcje, by zablokować niewygodne dla władzy publikacje” – napisano w deklaracji.

Pod deklaracją podpisali się: prezes Towarzystwa Dziennikarskiego Seweryn Blumsztajn i prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Jerzy Domański. Deklarację przyjęto po debacie współorganizowanej przez Helsińską Fundacją Praw Człowieka na temat publikacji tygodnika “Wprost” i wydarzeń w tej redakcji. W spotkaniu zorganizowanym 10 lipca wzięła udział wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Agnieszka Romaszewska-Guzy, deklaracji jednak nie podpisała.

Romaszewska-Guzy powiedziała, że przed podpisaniem deklaracji chciała skonsultować się z prezesem stowarzyszenia Krzysztofem Skowrońskim i wiceprezesem Piotrem Legutką. “Nasze uwagi są takie, że co do meritum się zgadzamy, ale nie do przyjęcia jest rozłożenie akcentów” – powiedziała. Jak tłumaczyła, “to bardzo wiele znaczy, bo to jest pytanie, na co zwraca się większą uwagę, na kryzys, który to wywołało, czy na kwestie etyki dziennikarskiej i wolności prasy”.

“Deklaracja rozpoczyna się od dramatycznego stwierdzenia, że stała się straszna, bezprecedensowa rzecz” – mówiła Romaszewska-Guzy. Tymczasem w jej ocenie ujawnienie podsłuchów “jest, owszem, godne pożałowania, ale nie takiego emocjonowania się”. “To nie jest tak, że nie należy nigdy nikogo podsłuchiwać, bo to jest brzydko, owszem, to nie jest właściwe, ale w przypadkach szczególnych jest usprawiedliwione” – dowodziła.

Tygodnik “Wprost” nie odniósł się do treści deklaracji, natomiast “ze zdziwieniem” przyjął brak zaproszenia do debaty. “Dziwi nas również fakt, że wobec nieobecności dziennikarzy +Wprost+ w debacie brali czynny udział przedstawiciele tytułów konkurencyjnych, innych tygodników, ferując wyroki bez zachowania fundamentalnej zasady dziennikarskiej, bez zadania pytań drugiej stronie” – czytamy w przesłanym oświadczeniu.

“Z przykrością odnotowujemy fakt, że w uwiarygodnianie środowiskowego sądu kapturowego nad dziennikarzami +Wprost+ próbowano zaangażować tak ważną dla polskiej demokracji instytucję, jaką jest Helsińska Fundacja Praw Człowieka. I z uznaniem przyjmujemy wyważone i rozsądne wypowiedzi przedstawiciela HFPC” – napisano.

“Wprost” opublikował nagrania z podsłuchanych rozmów, m.in. szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza, szefa MSZ Radosława Sikorskiego, ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego, b. ministra finansów Jacka Rostowskiego, b. ministra transportu Sławomira Nowaka, b. wiceszefa resortu finansów Andrzeja Parafianowicza i prezesa NBP Marka Belki.

W kolejnym oświadczeniu tygodnik “Wprost” sprostował, że w jednej z publikacji dotyczących podsłuchiwanych rozmów zamiast ówczesnego wiceministra skarbu Pawła Tamborskiego chodziło o wiceministra gospodarki Tomasza Tomczykiewicza. To pod jego adresem, a nie Tamborskiego, jak wcześniej napisał “Wprost”, skierowane były krytyczne słowa ministra Karpińskiego. Do takiego wniosku tygodnik doszedł po powtórnej analizie materiału dźwiękowego.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dziennikarze-publikowanie-podsluchow-tylko-w-spolecznym-interesie

15-07-2014, 19:30

Katowice: Rok Henryka Sławika na półmetku  »

Telewizja Silesia
TVS
15-07-2014

Konkursy wiedzy, wykłady, konferencje i seminaria poświęcone pamięci jednego z najwybitniejszych Ślązaków – Henryka Sławika. To tylko niektóre z punktów programu obchodów roku jego pamięci, które już się odbyły albo odbędą się w najbliższych miesiącach w województwie śląskim. Z Jastrzębia-Zdroju 23 sierpnia pobiegnie specjalna sztafeta, której uczestnicy przemierzą 462 km.

- Dla naszej świadomości historycznej, taka osoba jak Henryk Sławik, to postać dzięki której możemy budować naszą pozytywną tożsamość. To przykład myślenia kategoriami dobra wspólnego, najważniejszych ludzkich wartości – mówi marszałek Mirosław Sekuła. Tegorocznym obchodom towarzyszy myśl Henryka Sławika, będąca cytatem z jego wpisu do pamiętnika: “Za życiem nie trzeba gonić, przychodzi ono samo do człowieka. Ale tajemnice życia trzeba okupić bólem i łzami”.

Za nami pierwsze półrocze obchodów Roku Sławika, które omówili uczestnicy konferencji, która odbywała się w Urzędzie Marszałkowskim.

- Chcieliśmy w ten sposób podsumować dokonania pierwszego półrocza i zachęcić do udziału w kolejnych wydarzeniach. Staramy się prowadzić aktywną politykę historyczną na szczeblu regionu i ocalić od zapomnienia postaci wybitne. To nasz obowiązek- – podkreśla Andrzej Gościniak, Przewodniczący Sejmiku Województwa Śląskiego.

Rezolucję o ogłoszeniu obecnego roku Rokiem Henryka Sławika, Sejmik Województwa Śląskiego przyjął uchwałą z 18 listopada 2013 roku. To kontynuacja tradycji przypominania mieszkańcom regionu postaci wielkich Polaków, wywodzących się z województwa śląskiego. Od roku 2011 uhonorowano w ten sposób postaci: Wojciecha Korfantego, Konstantego Wolnego i Augusta Hlonda. Wśród najważniejszych wydarzeń, które miały już miejsce, warto wymienić m.in. ogólnopolskie forum nauczycieli regionalistów z udziałem wnuczki Józsefa Antalla, Klary Hejj, upamiętnienie Henryka Sławika w trakcie sesji rad miejskich Katowic, Rybnika i Rydułtów, konkursy historyczne, plastyczne, konferencje i seminaria naukowe, koncerty i przypomnienie postaci w trakcie dni polsko-węgierskich w Katowicach.

Uczestnicy konferencji nakreślili również plan wydarzeń, które będą odbywać się w najbliższych miesiącach. 16 lipca br., w 120. rocznicę urodzin Sławika w Jastrzębiu odsłonięta zostanie pamiątkowa tablica poświęcona jego osobie. 23 sierpnia z Jastrzębia-Szerokiej wystartuje bieg pamięci, w trakcie którego dziesięciu biegaczy pokona łącznie 462 km oddając w ten sposób hołd pamięci Sławika. Finał biegu będzie miał miejsce w obozie Mathausen-Gusen w 70. rocznicę jego śmierci.

6 listopada odbędzie się uroczysta sesja Sejmiku Województwa Śląskiego, a dwa dni później uroczysty koncert Filharmonii Śląskiej, w trakcie którego rozbrzmiewać będą dźwięki muzyki polskiej, węgierskiej i żydowskiej. Rok Henryka Sławika został objęty patronatem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Henryk Sławik urodził się 16 lipca 1894 r. we wsi Szeroka (obecnie dzielnica Jastrzębia-Zdroju) jako dziewiąte dziecko chłopskiej, niezamożnej rodziny śląskiej. Był uczestnikiem powstań śląskich i posłem do Sejmu Śląskiego. Podczas II Wojny Światowej trafił na Węgry, gdzie uratował życie kilkudziesięciu tysiącom uchodźców, w tym kilku tysiącom Żydów. W 1944 został skazany na karę śmierci w niemieckim obozie koncentracyjnym Mauthausen. Pośmiertnie odznaczony tytułem Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata i Orderem Orła Białego

Całość: http://www.tvs.pl/informacje/katowice-rok-henryka-slawika-na-polmetku

15-07-2014, 18:15

Nisztor story  »

Polityka
Piotr Pytlakowski
15-07-2014

Niejasne powiązania Piotra Nisztora

Kim jest Piotr Nisztor? To jedna z najciekawszych zagadek, jakie wciąż towarzyszą tzw. aferze podsłuchowej.

Piotr Nisztor

Ujawnienie prywatnej rozmowy z Romanem Giertychem i Janem Pińskim to było w wykonaniu Piotr Nisztora posunięcie strategiczne. Pokazał swoje możliwości, ale chyba daleko nie wszystkie.

Wydawało mu się, że zagrał jak szachista i uciekł do przodu. Od roku spekulowano, co zrobił z książką, którą, jak sam rozpowiadał, pisał o biznesmenie Janie Kulczyku. Plotka głosiła, że zabawił się w szantaż, sprzedał książkę (napisaną lub jeszcze nie) bohaterowi dzieła za 1 mln zł po to, aby nigdy nie ujrzała światła dziennego. Upublicznienie nagranej pod stołem rozmowy z Giertychem spowodowało, że teraz niektórzy za szantażystę uznali byłego wicepremiera, a nie redaktora Nisztora.

Kto jest ojcem, a kto matką

– To ja Nisztora stworzyłem – przyznaje z niejakim bólem Jan Piński, redaktor naczelny tygodnika “Uważam Rze”, posiadacz tytułu międzynarodowego mistrza szachowego, trener tej gry.

Piński mówi, że nauczył Młodego, jak nazywa Piotra Nisztora, dziennikarstwa i wyposażył go w kontakty z tzw. źródłami. – Połowę informatorów miał od mnie, drugą od Andrzeja Kleszczewskiego – wyznaje. – Zastanawiamy się z Andrzejem, który z nas jest ojcem, a który matką Młodego.

Kleszczewski to lekarz radiolog, z bogatym doświadczeniem w działalności gospodarczej, właściciel prywatnej przychodni na warszawskiej Saskiej Kępie. W PRL działał w Zrzeszeniu Studentów Polskich. Później był m.in. prezesem Polfy Tarchomin, Polskiego Holdingu Farmaceutycznego, działał we władzach i radach nadzorczych kilku prywatnych spółek: m.in. SKOK Wołomin oraz związanych z Markiem Falentą (który ma zarzuty udziału w tzw. aferze podsłuchowej) Hawe i Electus. Trudno powiedzieć, co skłoniło doświadczonego menedżera, z branży nie tylko medycznej, do utrzymywania bliskiej towarzyskiej znajomości z młodym dziennikarzem dopiero raczkującym w zawodzie. – Poznałem go przez Tomka Sakiewicza, mojego dobrego kolegę, naczelnego “Gazety Polskiej” – mówi dr Kleszczewski. – Piotr Nisztor tam wtedy pracował, ale potem o coś się z Sakiewiczem poróżnił i go zwolnili.

Wąskie gardła

Kleszczewski wprowadził Nisztora w swoje kręgi. Poznał go m.in. z Markiem Falentą, prezesem SKOK Wołomin Mariuszem Gazdą, a także z biznesmenami działającymi w orbicie wołomińskiego SKOK. Redaktor Jan Piński, starszy kolega Piotra Nisztora, rozprowadził go wśród swoich znajomych ze świata biznesu i polityki. Zapoznał go też z Romanem Giertychem.

Piotr Nisztor miał szczególny talent do zjednywania sobie ludzi. Szybko skracał dystans, przechodził na “ty”, jak z Giertychem. Potrafił być ujmujący, zawsze pamiętał o datach imienin i urodzin osób, na których mu zależało. Swoje urodziny zaś obchodził uroczyście, zapraszając liczne grono gości. – To było zbiorowisko osobliwości – opowiada dawny znajomy Nisztora, bywalec imprez u Piotra. – Były dowódca GROM gen. Roman Polko, płk Śledzik ze Służby Więziennej, dzisiaj sędzia, gen. Paweł Pruszyński, były wiceszef ABW. Co drugi to człowiek służb, obecnych i dawnych, nie wyłączając Służby Bezpieczeństwa.

Nisztor przedstawiał mu swoich gości, nie kryjąc, że to jego wąskie gardła. – Każdemu towarzyszył opis przypominający fiszkę w bibliotece – relacjonuje bywalec kilku imprez urodzinowych. – Ten ma mocne wejścia w ABW, tamten jest z WSI, albo SKW. Przedstawił mi płk Maćkowiaka, szefa Wojskowego Centrum Normalizacji, Jakości i Kodyfikacji, tłumacząc, że to ważny facet, wydaje jakieś certyfikaty i jest po imieniu z generałami.

– Zastanawiałem się, jak to możliwe, że dwudziestoparoletni dziennikarz tak szybko zdobył zaufanie w tylu kręgach – mówi kolega Piotra Nisztora z redakcji dawnego “Dziennika”. Jan Piński zauważa, że Młody zawsze działał z wyrachowaniem. Zaprzyjaźniał się, ale nie był lojalny. Ludzi traktował jak szczeble, po których wdrapywał się coraz wyżej. – Nie uznawał świętości, nawet przyjaciół potrafił gryźć w dłonie.

Pogryzieni przez redaktora

Sam, po publikacji nagrania rozmowy z mecenasem Giertychem, czuje się pogryziony. Motyw gryzienia często powraca w rozmowach o Nisztorze. Andrzej Kleszczewski też czuje się pogryziony. W styczniu 2013 r. Nisztor wysłał do niego e-maila z pomówieniami zawartymi w pytaniach. Wynikało z nich, że uważa Kleszczewskiego za agenta CBA o pseudonimie “Romek”, rozpowiadającego, że Nisztor siedzi u niego w kieszeni. Padła też sugestia o nagraniu jakiejś rozmowy z Kleszczewskim. Z listy adresatów Kleszczewski zorientował się, że korespondencja nie jest prywatna, trafiła do wielu odbiorców. Zaprzeczył wszystkim zarzutom i zerwał z Nisztorem kontakty.

Piotr Nisztor

E-maile z licznymi pytaniami to była specjalność redaktora Nisztora. Sam wyjaśnia, że “kwestia wysyłania pytań do bohaterów publikacji jest jednym z elementów pracy dziennikarza i służy weryfikacji informacji oraz poznaniu stanowiska danej osoby czy podmiotu”. Krążą opowieści o setkach pytań, jakimi zasypywał znanych biznesmenów, m.in. Jana Kulczyka, Leszka Czarneckiego, Ryszarda Krauzego, Michała Sołowowa czy Jerzego Staraka. Miał w nich poruszać niezwykle skomplikowane kwestie biznesowe, ale też dopytywać o sprawy obyczajowe. Andrzej Piechocki, prezes giełdowej spółki MNI, opublikował specjalny komunikat giełdowy, w którym przytoczył 75 pytań zadanych mu przez Nisztora, aby “zapobiec rozpowszechnianiu bezpodstawnych informacji dotyczących spółki”. Pytania dotyczyły relacji Piechockiego z innymi osobami i firmami, ale też zawierały sugestie dotyczące uwikłań prezesa MNI z okresu PRL.

Po co Piotr Nisztor przygważdżał osoby z biznesowej top-listy swoimi szczegółowymi pytaniami, skoro nie pojawiały się potem związane z tymi kwestiami publikacje? Nisztor wyjaśnia, że nie wysyłał setek pytań, a do Sołowowa i Staraka w ogóle pytań nie wysyłał. Korespondencję z biznesmenami prowadził w związku przygotowywaną książką “Nietykalni – kulisy polskich prywatyzacji”, która ukaże się na przełomie września i października nakładem wydawnictwa Editions Spotkania.

Według Andrzeja Kleszczewskiego wysłał też prowokujące pytania do szefa SKOK Wołomin. – Rozmawiał z nim prywatnie, byli na “ty”, a potem treść towarzyskich pogawędek wykorzystał w pytaniach. Prezes SKOK był tym oburzony – mówi.

Na początku 2014 r. pojawiła się plotka, że Piotr Nisztor został ostro skarcony (pobity?) przez osoby związane ze SKOK Wołomin. Towarzyszyła tej plotce opinia, że ukarano go za to, że ugryzł rękę, która go karmiła. Sam Nisztor zaprzecza, nigdy nie został przez nikogo pobity. Ale nie odpowiada na pytanie, czy był przez kogoś ze SKOK zastraszany.

Dojeżdżanie misia

Według plotki po rzekomym pobiciu (zastraszeniu?) przez kilkanaście dni nie pokazywał się publicznie. Mniej więcej w tym czasie spółka wydająca periodyk “7 Dni Puls Tygodnia” rozwiązała z nim umowę o pracę, był tam zatrudniony jako redaktor naczelny. Jednym z powodów był fakt, że zaniedbał obowiązki, przez jakiś czas nie pojawiał się nawet w pracy. – Dawałem mu materiały do publikacji o interesach Jana Burego z PSL z biznesmenami z branży energetycznej, chciał to opisać – mówi Jan Piński. – Nie opisał, za to przyjął posadę u tych biznesmenów, bo to oni dali pieniądze na tygodnik “7 dni Puls Tygodnia”.

Poseł Józef Rojek (Solidarna Polska) wystosował w grudniu 2013 r. zapytanie do ministra gospodarki m.in. w sprawie niejasnych biznesowych powiązań posła Burego. Stwierdził, że spółka wydająca “7 Dni Puls Tygodnia” jest powiązana z firmą energetyczną Elektrix wspieraną przez Jana Burego w okresie, kiedy był wiceministrem skarbu. Jan Bury został potem blogerem tygodnika, a na łamach jego nazwisko pojawiało się wyłącznie w pozytywnym kontekście.

Znajomy Nisztora pamięta, że krótko przed powstaniem tego tygodnika Piotrek atakował Burego pytaniami. – Mówił, że go dojeżdża. Kiedyś zadzwonił do niego telefon. Powiedział, żebym siedział cicho, bo to Bury. Dał na funkcję głośnomówiącą. Bury o coś go prosił i brzmiało to jak skomlenie – opowiada.

– Powiedzenie o dojeżdżaniu było jego ulubionym zwrotem – mówi Jan Piński. – Dojedziemy misia, tak zapowiadał swoje kolejne akcje.

Sławomir Wróbel (nazwisko zmienione), swego czasu bliski kolega Piotra Nisztora, pamięta, że tuż przed wybuchem sprawy prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego, Piotrek pakował torbę przed podróżą na Wybrzeże. – Był podekscytowany i mówił, że jedzie dojechać Karnolka. Dopiero potem zrozumiałem, co miał na myśli.

Nisztor był współautorem publikacji “Rzeczpospolitej” o nagranej przez biznesmena Sławomira Julkego rzekomo korupcyjnej rozmowy z Karnowskim. Dopiero po kilku latach prezydent Sopotu został oczyszczony z zarzutów, a nagranie okazało się zmanipulowane. W tamtym czasie Nisztor triumfował, że udało się tak sprytnie prezydenta dojechać. Prawdopodobnie z tego poczucia triumfu i dla poniżenia bohatera swojej publikacji zaczął wtedy używać nowego adresu e-mailowego, którego początek brzmiał: j.karnolek@.

Żonglowanie i kiwanie

Piotr Nisztor nazywa sam siebie dziennikarzem śledczym. Faktycznie, śledzi, co się da. Podczas wypraw na Wybrzeże próbował śledzić tamtejszego potentata biznesowego Ryszarda Krauzego. – Pytał mnie o materiały na Krauzego – ujawnia Jarosław Pieczonka, były policjant CBŚ z Trójmiasta. – Czego konkretnie szukasz, chciałem wiedzieć. Wszystkiego, co będzie kompromitujące, odrzekł. Nie pomogłem mu.

Pieczonka przez jakiś czas utrzymywał kontakty z Nisztorem, ale potem je zerwał, bo, jak mówi, zaczął podejrzewać, że ten człowiek tylko udaje dziennikarza, a prawdziwy cel swoich poczynań skrzętnie ukrywa. Zbiera haki na ludzi i traktuje je jak trofea, ale nie do publikacji. – Po co to robi? Mogę się domyślać, że dla jakiś innych korzyści – mówi były funkcjonariusz.

Nisztor na wszelkie pytania ma gotowe odpowiedzi. Książki o Kulczyku nikomu nie sprzedał. Miał umowę z wydawnictwem, ale została zerwana. Przez następne trzy lata zapomniał poszukać innego wydawcy. Dlaczego dopiero po trzech latach od nagrania przekazał do “Wprost” rozmowę z Giertychem i Pińskim? Miała być rozdziałem książki o Janie Kulczyku, odpowiada na moje pytanie. Ma nadzieję, że książka ukaże się w przyszłym roku. Nie wyjaśnia jednak, dlaczego akurat ten rozdział z mecenasem Giertychem postanowił dorzucić do listy ujawnionych skrycie nagranych rozmów. – Popełnił błąd, nawet średnio rozgarnięty szachista nie wykonałby takiego ruchu – mówi Jan Piński, dawny przyjaciel Nisztora.

Polityków i biznesmenów nagrywali w warszawskich restauracjach kelnerzy na czyjeś zlecenie. Wcale nie jest pewne, że to Marek Falenta był tym zleceniodawcą. Piotr Nisztor, dorzucając nagranie, którego sam dokonał, wpisał się na listę podejrzanych, tym bardziej że to on był osobą, której jakieś tajemnicze źródło miało podrzucać pozostałe nagrania. Za dużo spraw zwaliło się na głowę dziennikarza z ambicjami śledczymi. Żongluje nimi jak piłkarz futbolówką. W piłkę lubi grywać, ma skłonności do dryblingu. – Kiwa się z piłeczką zbyt chaotycznie – ocenia kolega z sali gimnastycznej, gdzie czasem trenują. – Zawsze jest obawa, że splączą mu się nogi i wywinie orła.

Całość: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1586133,1,niejasne-powiazania-piotra-nisztora.read