Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

28-09-2014, 12:16

Zwolnienia w Agorze: Pacewicz i Ogórek stracili etaty w “Gazecie Wyborczej”  »

Press
(MW)
28-09-2014

Wojciech Jachim przestanie kierować “Gazetą Wyborczą Szczecin”, a Maciej Krzyślak wydaniem “GW” w Zielonej Górze. W ramach redukcji etaty stracą też w “GW” m.in. Piotr Pacewicz i Michał Ogórek – wynika z nieoficjalnych informacji “Presserwisu”.

Piotr Pacewicz

Agora rozpoczęła zwolnienia grupowe 250 spośród 2382 osób zatrudnionych na etatach. Wydawca rozstał się m.in. z Wojciechem Jachimem – redaktorem naczelnym “GW” w Szczecinie i z Maciejem Krzyślakiem – redaktorem naczelnym “GW” w Zielonej Górze. Jachim był szefem szczecińskiego dodatku od 2005 roku. Od najbliższego poniedziałku pokieruje nim Paula Skalnicka-Kirpsza, dotychczasowa zastępczyni. Krzyślak, od roku szef dodatku w Zielonej Górze (wcześniej przez dziewięć lat naczelny “GW” w Rzeszowie), pozostanie na stanowisku jeszcze przez miesiąc. Nie wiadomo na razie, kto go zastąpi. Natomiast od stycznia 2013 roku zmieni się też naczelna “Gazety Wyborczej Lublin”: Małgorzatę Bielecką-Hołdę zastąpi Joanna Żarnoch-Chudzińska, obecnie zastępczyni redaktora naczelnego “GW” w Poznaniu. Bielecka-Hołda przejdzie na etat redaktora.

“GW” pozbywa się też etatów w centrali. Piotr Pacewicz, który po odejściu ze stanowiska wicenaczelnego był na etacie publicysty, otrzymał ofertę współpracy z “Gazetą”. Podobnie felietonista Michał Ogórek i dziennikarka działu kultury Dorota Jarecka – którym też wypowiedziano etaty.

Ponadto wypowiedzenia dostali m.in. redaktor naczelny “Gazety Telewizyjnej” Wojciech Krzyżaniak oraz dziennikarze działu gospodarczego “GW” Przemysław Poznański i Rafał Zasuń.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/39997,Zwolnienia-w-Agorze_-Pacewicz-i-Ogorek-stracili-etaty-w-Gazecie-Wyborczej

27-09-2014, 20:36

Pokaz filmu o Henryku Sławiku pt. “Życie na krawędzi” odbył się w Katowicach  »

Dziennik Zachodni
MCH
27-09-2014

W piątek, 26 września, w sali Parnassos w Bibliotece Śląskiej odbył się przedpremierowy pokaz filmu “Życie na krawędzi”. Obraz opowiada o niezwykłym Ślązaku – Henryku Sławiku i niezrównanym opiekunie polskich uchodźców wojennych na Węgrzech – Józsefie Antallu seniorze.

Życie na krawędzi

Henryk Sławik urodził się w 1894 r. w Szerokiej, dziś dzielnicy Jastrzębia-Zdroju. Był redaktorem naczelnym “Gazety Robotniczej”, pisma śląskiego oddziału Polskiej Partii Socjalistycznej. Kierował Syndykatem Dziennikarzy Polskich Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Był również radnym Katowic i reprezentantem Śląska w genewskiej Lidze Narodów. Walczył w Powstaniach Śląskich, organizował uniwersytety robotnicze i kluby sportowe, kierował Stowarzyszeniem Kulturalno-Oświatowym Młodzieży Robotniczej “Siła”.

Nazywany jest często bohaterem Trzech Narodów – polskiego, żydowskiego i węgierskiego, jednym z największych Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. W 1944 roku został powieszony w Mauthausen za tworzenie dla Żydów z Polski nowych dokumentów z polsko brzmiącymi nazwiskami. Ratując innych przed śmiercią, sam zapłacił za to własnym życiem.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3588239,pokaz-filmu-o-henryku-slawiku-pt-zycie-na-krawedzi-odbyl-sie-w-katowicach,id,t.html

27-09-2014, 12:18

Znamy nominacje do Nagrody im. Beaty Pawlak  »

Gazeta Wyborcza
PAP
27-09-2014

Książki Aleksandry Gumowskiej, Mateusza Janiszewskiego, Michała Książka, Adama Lacha, Małgorzaty Rejmer i Eli Sidi zostały nominowane do nagrody im. Beaty Pawlak przyznawanej tekstom na temat innych kultur, religii i cywilizacji. Laureata poznamy 13 października.

Jak poinformowała w piątek Fundacja Batorego na liście nominowanych książek znalazły się: “Seks, betel i czary. Życie seksualne dzikich sto lat później” Aleksandry Gumowskiej (Znak), “Dom nad rzeką Loes” Mateusza Janiszewskiego (Czarne), “Jakuck. Słownik miejsca” Michał Książka (Czarne), “Stigma” Adama Lacha (wydawca: Adam Lach), “Bukareszt. Kurz i krew” Małgorzaty Rejmer (Czarne) oraz “Izrael oswojony” Eli Sidi (Muza).

Nagroda imienia Beaty Pawlak przyznawana jest od 2003 roku za tekst na temat innych kultur, religii i cywilizacji opublikowany w języku polskim. W ten sposób wypełniana jest ostatnia wola Beaty Pawlak, dziennikarki i pisarki, która 12 października 2002 zginęła w zamachu terrorystycznym na indonezyjskiej wyspie Bali. Ustanowiony jej testamentem i noszący jej imię fundusz, powierzony został Fundacji im. Stefana Batorego.

“Nagroda ma tragiczny rodowód. Jej fundatorka i patronka, dziennikarka i pisarka Beata Pawlak, zginęła w antyzachodnim zamachu terrorystycznym na indonezyjskiej wyspie Bali w październiku 2002 roku. Zbierała tam materiał do kolejnej książki. W pozostawionym w Polsce testamencie wyraziła wolę, by powstała nagroda dziennikarska promująca ambitne teksty o świecie i idei dialogu między kulturami. Dziś znów żyjemy w czasie, kiedy dialog jest coraz trudniejszy. Jak go prowadzić, jak uprawiać dziennikarstwo, reportaż, literaturę, kiedy zewsząd płyną hiobowe wieści? Jedną z odpowiedzi są książki, które nominowano do Nagrody im. Beaty Pawlak” – podkreśla Adam Szostkiewicz, przewodniczący kapituły nagrody.

Dotychczasowymi laureatami nagrody są : Joanna Bator, Max Cegielski, Artur Domosławski, Anna Fostakowska, Bartosz Jastrzębski, Marek Kęskrawiec, Piotr Kłodkowski, Cezary Michalski, Jacek Milewski, Jędrzej Morawiecki, Beata Pawlikowska, Paweł Smoleński, Andrzej Stasiuk, Witold Szabłowski i Mariusz Szczygieł.

Nazwisko laureata poznamy podczas uroczystości w warszawskiej siedzibie Fundacji Batorego w dniu 13 października.

Całość: Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,91446,16713606,Znamy_nominacje_do_Nagrody_im__Beaty_Pawlak.html#ixzz3G5s0x5xz

25-09-2014, 21:39

Nie żyje Ireneusz Łęczek. Zmarł zagłębiowski dziennikarz, regionalista  »

Dziennik Zachodni
25-09-2014

Nie żyje Ireneusz Łęczek, dziennikarz, pisarz i regionalista z Zagłębia.

Ireneusz Łęczek

Ireneusz Łęczek nie żyje.

Urodzony w 1950 r. w Będzinie. Ukończył Wydział Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego w 1981 r.

W latach 70-tych prowadził gazetę zakładową Kopalni “Czerwone Zagłębie” w Sosnowcu. Od 1981 do 1991 r. był sekretarzem redakcji “Wieczoru”. Później pełnił funkcję z-cy redaktora naczelnego “Trybuny Robotniczej”.

W latach 1998-2004 był dyrektorem oddziału śląskiego “Trybuny Warszawskiej”.

Był Prezesem Stowarzyszenia im. Bogdana Suchodolskiego. Był twórcą i prezesem radia “Rezonans” w Sosnowcu.

Był jednym z inicjatorów powołania w Sosnowcu w 1999 roku Stowarzyszenia “Kuźnica”.

Był również rzecznikiem prasowym.

Pogrzeb Ireneusza Łęczka odbędzie się w poniedziałek 29 września o godzinie 14.00 na cmentarzu komunalnym w Sosnowcu, przy ul. Wojska Polskiego 124.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3587409,nie-zyje-ireneusz-leczek-dziennikarz-regionalista,id,t.html

25-09-2014, 18:49

Wydarzenia: SIŁA DOKUMENTU Stanisława Jakubowskiego  »

nettg.pl - Portal górniczy
Andrzej Bęben
25-09-2014

Dawno, dawno temu (w czasach, gdy nikomu nie marzył się internet, a nawet gdyby istniał, to dostęp do niego byłby reglamentowany) istniała Centralna Agencja Fotograficzna. W 1991 r. wchłonęła ją Polska Agencja Prasowa. Wraz ze Stanisławem Jakubowskim, fotoreporterem katowickiego oddziału CAF. Zostawiła po sobie ok. 18 mln klatek. Swój udział w tym dorobku ma (80-letni dziś) red. Jakubowski. W Muzeum Śląskim kilkadziesiąt fotografii jego autorstwa prezentuje “Siłę dokumentu”. Warto ją poczuć (do 15 stycznia 2015 r.). To największa od lat prezentacja twórczości jednego autora!

Pracując jako fotoreporter Centralnej Agencji Fotograficznej, Stanisław Jakubowski był świadkiem wielu wydarzeń, które z racji profesji mógł oglądać bliżej, pełniej i w miejscach, które dla innych były niedostępne

Fotograf nie mówi. Przemawiają za niego jego fotografie. W czasach, gdy każdy uważa się za fotografa, bo cóż to za sztuka nacisnąć guzik w smartfonie, takie stwierdzenie może być niezrozumiałe. Zatem objaśniam…

CAF była w Polsce jedyną instytucją, która mogła sprzedawać zdjęcia innym mediom, głównie prasie. Miała w całej Polsce swoje oddziały, a ten w województwie śląskim był szczególnie ważny. Wiadomo: górnictwo, hutnictwo, naród, partia, Gierek, Jaruzelski itd. Fotograf CAF, w tym także Stanisław Jakubowski, w tamtych warunkach miał przede wszystkim dokumentować sukcesy (lub drogę do sukcesów) Polski Ludowej i społeczeństwa rozwijającego się socjalizmu. Zdjęcia red. Jakubowskiego pokazują, że na rzeczywistość fotograf pracujący w realnym socjalizm mógł spojrzeć tak, że partia była zadowolona i odbiorca wiedział, że wcale nie o to chodzi, co na zdjęciu widać. O fotkach nie powinno się dużo mówić, je się powinno oglądać. Ale dla poparcia wcześniej przytoczonej tezy, podajmy jeden przykład…

Oto jest sklep. Mięsny. Za szybą sporo różnych wędlin. Nad nimi napis: “Wesołych Świąt”. A przed witryną stoi sobie pani i na to wszystko spogląda. Wówczas, zdjęcie z przełomu lat 60. i 70., kiełbasa była towarem tyleż poszukiwanym, co politycznym. Obrazki, jak ten uwieńczony przed red. Jakubowskiego, były w rzeczywistości nieczęste. Zdjęcie weszło do serwisu, bo przecież pokazywało, że partia dba o społeczeństwo, przynajmniej w święta. I na też da mu pojeść kiełbasy więcej niż zazwyczaj! Z drugiej strony lud w ciemię bity nie był i słusznie przypuszczał, że fotograf uwiecznił wystawę wypełnioną wędzonką nie po to, by chwalić partię, ale spytać – nie tylko w swoim imieniu – dlaczego kiełbasy nie brakuje tylko w święta? Siła dokumentu? A jakże!

Stanisław Jakubowski i Bogdan Kułakowski

Nie zawsze udawały się takie podchody. Trudno sobie było wyobrazić, by jakakolwiek gazeta w Polsce Ludowej wzięła, a gdyby nawet wzięła, to cenzura by przepuściła fotę pokazującą robotnika siedzącego na pomnikowej głowie… Lenina! Trudno też sobie wyobrazić, by którykolwiek fotograf zobaczywszy taką scenkę, nie sfotografował jej. W “Sile dokumentu” takich obrazów nie brakuje. Po analizie kilku tylko mało rozgarnięty obserwator nie będzie wiedział, co odróżnia fotografa od użytkownika aparatu (lub smartfonu) lub innego pstrykacza uważającego się za mistrza obiektywu!

***

Red. Jakubowski prezentuje snajperski styl fotografowania. A cóż to takiego? Już wyjaśniam. Drzewiej, gdy nie było fotografii cyfrowej, fotografowanie na materiale światłoczułym było zajęciem tyleż pracochłonnym, co kosztownym.

Pracochłonnym – bo trzeba było pstryknąć, wywołać negatyw, zrobić z niego – gdy była taka konieczność – pozytywy. To trwało nie krócej niż pół godziny. Kosztownym – bo negatyw, a szczególnie kolorowy lub jeszcze lepiej (czyli drożej) diapozytyw zwany slajdem, kosztował. I w przeciwieństwie do dzisiejszych nośników cyfrowych był jednorazowego użytku. W CAF, jak wspomina red. Jakubowski, nie było tak, że mieli materiału na tony. Wszystko było wyliczone, spisane i tak dalej. Z negatywu 12 zdjęć musiało spełniać kryteria agencyjne – poprawność techniczna, ideologiczna, merytoryczna itp. Teoretycznie z 36-klatkowego negatywu fotograf CAF mógł “zepsuć” 24. W praktyce rzadko do tego dochodziło. Fotograf szedł na temat, wiedział, że serwis potrzebuje 6 zdjęć. To robił ich góra 12. A to oznaczało, że jeden obiekt, dwa strzały migawki. Stąd moje określenie “snajperski styl”, którego nie opanują już ci, którzy w życiu nie fotografowali na negatywie!

Powiedzmy sobie jednak, że troszkę fotoreporterzy CAF byli uprzywilejowani. Gdy dokumentowali bardzo ważne wydarzenia, mogli wejść tam, gdzie inni fotoreporterzy całowali klamki. Faktem jest, że nie zawsze z takiego przywileju można było wycisnąć to, czego oczekiwał fotoreporter. Zdjęcie red. Jakubowskiego z Janem Pawłem (w roli głównej) i klepiącym go dzieciakiem mogło pójść w obieg. Gdyby zamiast papieża na zdjęciu był I sekretarz i reszta pozostałaby bez zmian, to takie zdjęcia red. Jakubowski mógłby pokazywać tylko znajomym!

***

W wystawowym przewodniku o autorze “Siły dokumentu” napisano:

“Pracując jako fotoreporter Centralnej Agencji Fotograficznej, Stanisław Jakubowski był świadkiem wielu wydarzeń, które z racji profesji mógł oglądać bliżej, pełniej i w miejscach, które dla innych były niedostępne. Fascynowało go zmaganie z czasem i konieczność dokonywania szybkich i celnych wyborów. Potrafił także wykorzystać okoliczności, dzięki czemu uzyskał złoty medal w konkursie World Press Photo w Hadze w 1970 roku za fotoreportaż “Wyrwani śmierci”, zrealizowany podczas akcji ratowania górników po zawale w kopalni “Generał Zawadzki” w Dąbrowie Górniczej. Umiejętność obserwacji i mistrzostwo warsztatowe przyniosły mu również tytuły Fotoreportera Roku w 1973 i Fotoreportera Roku CAF w 1974 roku…”.

W fotografiach Stanisława Jakubowskiego sporo jest górnictwa. Z oczywistych przyczyn. Dodajmy, że Mistrz pracował też, już będąc na emeryturze, w górniczej prasie – m.in. w Trybunie Górniczej. Ale to już temat na inne opowieści. A teraz zapraszamy do obejrzenia galerii, a później do wizyty w Muzeum Śląskim. Dopiero tam poznacie, jak siłę ma dokument!

W galerii: otwarcie wystawy “Siła dokumentu” Stanisława Jakubowskiego (zdjęcia – kolorowe - Andrzej Bęben, zdjęcia czarnobiałe - Stanisław Jakubowski).

Całość: http://www.nettg.pl/news/124050/wydarzenia-sila-dokumentu-stanislawa-jakubowskiego

25-09-2014, 08:37

Dziennikarze o nowym rzeczniku rządu: świetnie rozumie logikę mediów  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezick
25-09-2014

Jako była dziennikarka telewizyjna Iwona Sulik świetnie zna dziennikarzy i szefów mediów, lepiej rozumie ich logikę i przeczuwa, co mogą wyłowić z wypowiedzi. Nie ma jednak zaplecza politycznego, więc może pomylić się tylko raz – tak nową rzecznik rządu oceniają jej byli koledzy po fachu m.in. Konrad Piasecki, Tomasz Terlikowski, Roman Osica, Andrzej Morozowski i Bartosz Węglarczyk.

Konrad Piasecki – dziennikarz RMF FM – uważa, że dziennikarz ma trudniej wchodząc w rolę rzecznika, bo inna jest jego odpowiedzialność za słowa niż odpowiedzialność polityka, który sprawuje to stanowisko. Jego zdaniem, nie można z góry założyć, że osoba, która pracowała w mediach nie poradzi sobie na tym stanowisku. – Bywało, że sprawdzali się dziennikarze, a nie radzili sobie politycy, a bywało tak, że byli dziennikarze i politycy całkiem dobrze dawali sobie radę z tą trudną rolą – mówi Konrad Piasecki.

- Mam nadzieje że Iwona Sulik poradzi sobie na stanowisku rzecznika rządu. Jako rzecznik marszałka miała na pewno inny zakres obowiązków. Nie wiem, jaki Sulik chce przyjąć model rzecznikowania: czy zamierza być sekretarzem prasowym, który będzie na linii między dziennikarzami a premierem i ministrami, ale samodzielnie się nie wypowiada, czy też chce być twarzą rządu i w jego imieniu wypowiadać się oraz wyrażać poglądy – dodaje Piasecki.

Tomasz Wróblewski, publicysta “Do Rzeczy” i szef tocowazne.pl twierdzi, że nowa rzecznik będzie miała zupełnie inne zadanie niż jej poprzedniczka i nie będzie „zderzakiem” rządu. – Sądząc po ostatnich wystąpieniach pani premier, obecna szefowa rządu przede wszystkim potrzebuje kogoś do składnego formułowania jej myśli. I tu pewnie dziennikarz lepiej się nadaje. Ktoś, kto nie tyle odpowiada w imieniu rządu, ale podpowiada, co premierowi przystoi, a co nie. Kogoś kto  konfrontuje jej myśli z poszczególnymi ministrami co do autentycznego stanu rzeczy, spisuje to w zdania i podsuwa średnio koherentnej premier. Dobrze, że pełni to stanowisko osoba, która lepiej rozumie logikę mediów i przeczuwa, co mogą wyłowić z jej wypowiedzi – uważa Wróblewski.

Publicysta stosuje wobec Iwony Sulik porównanie do angielskiego tłumacza Lecha Wałęsy. – Łatwiej było zrozumieć Wałęsę słuchając tłumacza niż samego Wałęsę. Możemy mieć powtórkę, tyle, że teraz ktoś tłumaczyć nam będzie z polskiego na polski, albo jak woli PEK – z “kobiecego” na polski – dodaje Tomasz Wróblewski.

Z kolei zdaniem redaktora naczelnego Telewizji Republika Tomasza Terlikowskiego, nominacja Iwony Sulik jest niekorzystna dla dziennikarzy politycznych, bowiem rzecznik rządu zajmowała się w swojej karierze polityką. – Może to rodzić wątpliwości co do jej wcześniejszej pracy. Nie jest dobrze, kiedy przedstawiciele mediów zajmujący się polityką tak łatwo przechodzą na drugą stronę do PR-u politycznego. Rodzi to obawę, czy przypadkiem wcześniej zachowali wszelkie wymogi obiektywności dziennikarskiej – ocenia Terlikowski.

- Rzecznik prasowy rządu to jest funkcja polityczna, a Sulik pochodzi z zewnątrz Platformy Obywatelskiej i nie ma tam własnego środowiska. Jej rola może więc polegać na byciu saperem, który pomyli się tylko raz. Mieliśmy już byłych dziennikarzy na tym stanowisku, którzy byli prawie niewidoczni. Iwona Sulik również może być nieobecna – konkluduje redaktor naczelny TV Republika.

Wśród zalet Iwony Sulik jako rzecznik rządu Michał Kobosko, redaktor portalu Project Syndicate Polska i szef polskiego biura Atlantic Council, widzi pracę w telewizji. – Świetnie zna dziennikarzy i szefów mediów, zna sposób funkcjonowania mediów – wymienia Kobosko. – Faktem jest jednak, że do tej pory nie pełniła funkcji rzecznika prasowego – w konstrukcji Sejmu marszałek nie potrzebuje rzecznika, bo sam jest głosem i twarzą parlamentu – dodaje.

- Jakim rzecznikiem będzie Iwona Sulik zależy w dużej mierze od tego, jakim rządem ma być rząd Ewy Kopacz. Czy spróbuje przeprowadzić kilka odważnych reform, wtedy pani Sulik będzie musiała tłumaczyć decyzje premiera, czy też będzie to raczej rząd przetrwania, który ma umożliwić koalicji skuteczne funkcjonowanie aż do wyborów za rok. Wówczas pani Sulik może być rzecznikiem prawie niewidocznym, pilnującym, żeby Kopacz nie stała się duża krzywda w mediach – ocenia szef Project Syndicate Polska.

Pozytywnie decyzję o nominacji Sulik ocenia reporter Radia ZET Roman Osica. Jego zdaniem, dobry rzecznik rządu musi być zaufaną osobą premiera, a taką właśnie jest nowa rzecznik. – Ze swojego doświadczenia nie miałem nigdy problemów z kontaktem z Iwoną Sulik, więc daję jej kredyt zaufania, że teraz będzie podobnie. Zawsze ciepło przyjmuję wybór dziennikarza na stanowisko rzecznika, bo któż inny jeśli nie dziennikarz ma wiedzieć, czego oczekują przedstawiciele tej branży? – mówi Roman Osica.

Dziennikarz TVN24 Andrzej Morozowski oraz Bartosz Węglarczyk, zastępca redaktora naczelnego “Rzeczpospolitej”, przyznają, że nie znają osobiście Iwony Sulik. – Była rzecznikiem marszałek Sejmu, a także sprawozdawcą sejmowym w czasach pracy w TVP. To doświadczenie, które pozwala sądzić, że da sobie radę na stanowisku rzecznika rządu. Jak pisał Św. Mateusz “A więc: poznacie ich po ich owocach”. Poczekajmy więc na owoce jej pracy – proponuje Morozowski. – Rzecznik rządu to jednak kompletnie inna pozycja niż rzecznik marszałka Sejmu. To trochę jak wartownik w Sztabie Generalnym w Warszawie i wartownik w polskiej bazie w Afganistanie. Niby i to wartownik, i to wartownik, a realia pracy jakby troszkę inne – ocenia Bartosz Węglarczyk.

Zdaniem Tomasza Skorego z RMF FM, rzecznikiem rządu powinien być ktoś, kto zna rząd od środka i niekoniecznie musi to być polityk. Dziennikarz twierdzi, że sukces Iwony Sulik w nowej roli zależy od pozycji jaką sobie wypracuje. – Wszystko przed nią. Poprzedniczka weszła w istniejący mechanizm, Iwona z nowym szefem rządu mogą wykreować własną politykę informacyjną. Paweł Graś i Małgorzata Kidawa-Błońska byli też sekretarzami stanu, zatem mogli np. uczestniczyć w obradach rządu. O Iwonie tego nie wiem – mówi Tomasz Skory.

Konrad Piasecki, dziennikarz RMF FM
Dziennikarz ma trudniej wchodząc w rolę rzecznika, bowiem nieco inna jest odpowiedzialność za słowa dziennikarza niż odpowiedzialność polityka. Nie ma reguły, czy osoba, która pracowała w mediach będzie dobrym rzecznikiem rządu. Bywało, że na tym stanowisku sprawdzali się dziennikarze, a nie radzili sobie politycy, a bywało tak, że byli dziennikarze i politycy całkiem dobrze dawali sobie radę z tą trudną rolą.

Widziałem różnych dziennikarzy w roli rzeczników prasowych, także takich którzy potrafili nie odbierać telefonów, nie oddzwaniać, uciekać od pytań i unikać byłych kolegów po fachu. Byli jednak i tacy, którzy rozumiejąc ich potrzeby okazywali się bardzo pomocni. Myślę, że to wynika z osobowości i chęci pomocy. Ważne jest również to, na ile pewnie człowiek czuje się na takim stanowisku.

Mam nadzieje ze Iwona Sulik poradzi sobie na stanowisku rzecznika rządu. Jako rzecznik marszałka miała na pewno inny zakres obowiązków. Nie wiem, jaki Sulik chce przyjąć model rzecznikowania: czy zamierza być sekretarzem prasowym, który będzie na linii między dziennikarzami a premierem i ministrami, ale samodzielnie się nie wypowiada, czy też chce być twarzą rządu i w jego imieniu wypowiadać się oraz wyrażać poglądy.

Ewie Kopacz potrzeba oprawy medialnej i ludzi, którzy się na tym znają, znacznie bardziej niż Donaldowi Tuskowi. On z czasem zyskiwał coraz większy instynkt, wiedział, jak należy się zachowywać w kontaktach z mediami. Mimo wsparcia Igora Ostachowicza miał w tym dużo własnej intuicji. Premier Kopacz, sądząc po jej pierwszych wypowiedziach, ma tej intuicji trochę mniej i potrzebuje kogoś, kto ją medialnie wspomoże.

Tomasz Wróblewski, publicysta “Do Rzeczy” i szef tocowazne.pl
Myślę, że nowa rzecznik będzie miała zupełnie inne zadanie. Pani Kidawa-Błońska pełniła rolę “zderzaka”. Platforma Obywatelska potrzebowała kogoś, kto skutecznie zbywał dziennikarzy nic nie znaczącymi frazesami i odwracał uwagę od innych problemów. Tusk nie miał problemu w kontaktach z mediami i werbalizowaniu swoich myśli. Potrzebował tylko kogoś, kto będzie go chronił przed pytaniami, na które nie chce odpowiadać.

Sądząc po ostatnich wystąpieniach Pani premier, obecna szefowa rządu przede wszystkim potrzebuje kogoś do składnego formułowania jej myśli. I tu pewnie dziennikarz lepiej się nadaje. Ktoś, kto nie tyle odpowiada w imieniu rządu, ale podpowiada, co premierowi przystoi, a co nie. Kogoś kto  konfrontuje jej myśli z poszczególnymi ministrami co do autentycznego stanu rzeczy, spisuje to w zdania i podsuwa średnio koherentnej premier.

Dobrze, że pełni to stanowisko osoba, która lepiej rozumie logikę mediów i przeczuwa, co mogą wyłowić z jej wypowiedzi. Przypomina mi się tu sławny tłumacz Lecha Wałęsy, który przekładał na składny angielski nieskładne polskie myśli prezydenta. Łatwiej było zrozumieć Wałęsę słuchając tłumacza niż samego Wałęsę. Możemy mieć powtórkę, tyle, że teraz ktoś tłumaczyć nam będzie z polskiego na polski, albo jak woli PEK – z “kobiecego” na polski.

Tomasz Terlikowski, redaktor naczelny Telewizji Republika
Iwona Sulik jako dziennikarka zajmowała się polityką, więc jej nominacja jest niekorzystna przede wszystkim dla dziennikarzy politycznych. Może bowiem rodzić wątpliwości co do wcześniejszej pracy. Nie jest dobrze, kiedy przedstawiciele mediów zajmujący się polityką tak łatwo przechodzą na drugą stronę do PR-u politycznego. Rodzi to obawę, czy przypadkiem wcześniej zachowali wszelkie wymogi obiektywności dziennikarskiej.

Rzecznik prasowy rządu to jest funkcja polityczna, a Sulik pochodzi z zewnątrz Platformy Obywatelskiej i nie ma tam własnego środowiska. Jej rola może więc polegać na byciu saperem, który pomyli się tylko raz. Mieliśmy już byłych dziennikarzy na tym stanowisku, którzy byli prawie niewidoczni. Iwona Sulik również może być nieobecna.

Polityka to nie jest tylko pokazywanie się i uśmiechanie, ale również komunikacja ze społeczeństwem. Na razie nie widzimy ani pani rzecznik, ani pani premier. Ostatnie wystąpienie Ewy Kopacz skierowane do społeczeństwa zakończyło się jej kompromitacją. Oczekuję, że obie zaczną zabierać głos.

Michał Kobosko, redaktor portalu Project Syndicate Polska, szef polskiego biura Atlantic Council
Nie chciałbym generalizować, że dziennikarze nie sprawdzają się w roli rzeczników rządu – prawda jest taka, że jedni dawali radę lepiej, inni gorzej. Zaletą Iwony Sulik na pewno jest to, że przez długi czas była dziennikarką telewizyjną, więc świetnie zna dziennikarzy i szefów mediów. Zna sposób funkcjonowania mediów. Poza tym jest zaufaną osobą pani premier Kopacz, pracowała z nią przez kilka lat przed obecną nominacją. Faktem jest jednak, że do tej pory nie pełniła funkcji rzecznika prasowego – w konstrukcji Sejmu marszałek nie potrzebuje rzecznika, bo sam jest głosem i twarzą parlamentu.

Jakim rzecznikiem będzie Iwona Sulik zależy w dużej mierze od tego, jakim rządem ma być rząd Ewy Kopacz. Czy spróbuje przeprowadzić kilka odważnych reform, wtedy pani Sulik będzie musiała tłumaczyć decyzje premiera, czy też będzie to raczej rząd przetrwania, który ma umożliwić koalicji skuteczne funkcjonowanie aż do wyborów za rok. Wówczas pani Sulik może być rzecznikiem prawie niewidocznym, pilnującym, żeby Kopacz nie stała się duża krzywda w mediach.

Dotychczasowa funkcja nie wymagała od Ewy Kopacz ciągłego bywania w mediach, wygłaszania opinii, jej wypowiedzi nie były zbyt dokładnie analizowane. Zawsze bowiem miała za plecami premiera, który wszystkie obciążenia brał na siebie i sprawnie rozgrywał. Ale teraz ona jest premierem. Cień Donalda Tuska dosłownie z każdym dniem będzie coraz mniej dostrzegalny – czeka go ogrom pracy w Brukseli.

Pierwsza konferencja nowej pani premier okazała się w pewnym stopniu niewypałem. Na podstawie jednego wystąpienia powstał wizerunek osoby, która nie czuje się zbyt pewnie w swojej nowej roli. Pytanie o Ukrainę nie było zaskakujące, otoczenie Kopacz powinno dobrze przygotować treść i formę takich odpowiedzi. Iwona Sulik musi stanąć do walki o stworzenie zupełnie nowego wizerunku Ewy Kopacz – jako osoby zdeterminowanej, pewnej siebie, kompetentnej i wiarygodnej. Pierwszy test już 1 października przy okazji sejmowego expose pani premier.

Roman Osica, reporter Radia ZET
Decyzję o nominacji oceniam pozytywnie. Według mnie, dobry rzecznik rządu musi być zaufaną osobą premiera, zorientowaną na bieżąco, by jego wypowiedzi dziennikarze mogli traktować jak oficjalne stanowisko rządu. Tak bez wątpienia jest w przypadku pani Iwony Sulik. Jest bardzo blisko Ewy Kopacz. Czym innym jest sposób w jaki będzie się tą wiedzą z dziennikarzami dzielić.

Z mojego doświadczenia: nie miałem nigdy problemów z kontaktem z Iwoną Sulik, więc daję jej kredyt zaufania, że teraz będzie podobnie. Zawsze ciepło przyjmuję wybór dziennikarza na stanowisko rzecznika, bo któż inny jak jeśli nie dziennikarz ma wiedzieć, czego oczekują przedstawiciele tej branży? Znajomość parlamentu od środka na pewno nie jest przeszkodą w sprawowaniu funkcji rzecznika rządu.

Andrzej Morozowski, dziennikarz TVN24
Trudno mi odpowiedzieć pytanie, czy Iwona Sulik poradzi sobie na stanowisku rzecznika rządu, bo nie znam jej osobiście. Z tego, co wiem, była rzecznikiem marszałek Sejmu, a także sprawozdawcą sejmowym w czasach pracy w TVP. To doświadczenie, które pozwala sądzić, że da sobie radę na stanowisku rzecznika rządu. Jak pisał Św. Mateusz “A więc: poznacie ich po ich owocach”. Poczekajmy więc na owoce jej pracy.

Bartosz Węglarczyk, zastępca redaktora naczelnego “Rzeczpospolitej”
W ogóle nie znam p. Sulik. Nigdy się z nią nie zetknąłem. Życzę jej wszystkiego najlepszego.

Rzecznik rządu to jednak kompletnie inna pozycja niż rzecznik marszałka Sejmu. To trochę jak wartownik w Sztabie Generalnym w Warszawie i wartownik w polskiej bazie w Afganistanie. Niby i to wartownik, i to wartownik, a realia pracy jakby troszkę inne.

Tomasz Skory, dziennikarz RMF FM
Czy wybór byłego dziennikarza na stanowisko rzecznika rządu jest dobrym pomysłem? Raczej tak, ale nie dla dziennikarza.

Nie mam pojęcia, czy będzie lepsza od Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Nie wiem nawet, co miałoby to znaczyć. Wszystko zależy od tego, jaką pozycję sobie wypracuje, wszystko przed nią. Poprzedniczka weszła w istniejący mechanizm, Iwona z nowym szefem rządu mogą wykreować własną politykę informacyjną. Paweł Graś i Małgorzata Kidawa-Błońska byli też sekretarzami stanu, zatem mogli np. uczestniczyć w obradach rządu. O Iwonie tego nie wiem.

Rzecznikiem rządu powinien być ktoś, kto zna rząd od środka. Niekoniecznie polityk.

Agnieszka Gozdyra, dziennikarka Polsat News
Nie widzę nic dziwnego ani bulwersującego w powołaniu pani Sulik na to stanowisko. Przeciwnie – jej doświadczenie zawodowe znacznie ułatwi jej funkcjonowanie w roli rzecznika rządu. Obycie przed kamerą, znajomość realiów pracy dziennikarskiej i lata pracy w roli sprawozdawcy sejmowego są na pewno cennym doświadczeniem. Ale najważniejsze jest, moim zdaniem, dobre porozumienie między rzecznikiem a osobą, którą ma reprezentować, a także uczestniczenie w codziennej pracy tej osoby. Nie mam wątpliwości, że ten warunek także jest spełniony, skoro pani Sulik była rzeczniczką Ewy Kopacz, gdy ta była Marszałkiem Sejmu, to widocznie pani premier dobrze się współpracuje z dotychczasową rzeczniczką.

Wątpliwości mam wtedy, gdy PR-wiec czy rzecznik robi krok w drugą stronę, czyli wraca do dziennikarstwa. Ale to też zależy od wielu czynników. Sama lata temu byłam szefem PR Domu Prasowego, czyli ówczesnego wydawcy “Życia Warszawy” i wróciłam do zawodu.

Katarzyna Kolenda-Zaleska, dziennikarka TVN i TVN24
Nie ma znaczenia skąd ktoś przychodzi, ważne jest tylko to czy jest się przy podejmowaniu najważniejszych decyzji a także to czy ma się wpływ na podejmowane decyzje. Wtedy można te decyzje kompetentnie przedstawiać opinii publicznej.

Nie można być dobrym rzecznikiem, jeśli nie siedzi się naprawdę głęboko w politycznej kuchni, bo wtedy od razu widać, że się wypowiada wyuczone kwestie i co najważniejsze – nie swoje.

Rzecznik musi mieć emocjonalny stosunek do wygłaszanych słów i działań rządu, wtedy jest naprawdę wiarygodny. Rzecznik staje się po prostu politykiem. W historii Polski najlepsi rzecznicy to byli właśnie politycy- czy się nimi stawali w trakcie swojej pracy – i najbardziej zaufani ludzie premiera.

Dziennikarz ma oczywiście łatwiej, zwłaszcza telewizyjny, bo ma pewna łatwość w obcowaniu z mediami, wypowiadaniem się przed kamera. Ale to nie pomoże jeśli zostanie odsunięty od jądra politycznych spraw.

 

 

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dziennikarze-o-nowym-rzeczniku-rzadu-swietnie-rozumie-logike-mediow/page:1