Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

29-09-2014, 15:39

LeasingTeam zwalnia grupowo, dziennikarze przeniesieni z TVP boją się  »

Press
(RUT)
29-09-2014

LeasingTeam – firma, do której Telewizja Polska przeniosła 411 swoich pracowników – planuje zwolnienia grupowe. Z informacji “Presserwisu” wynika, że pracę ma stracić 613 osób.

Nie ma wśród nich osób objętych outsourcingiem z TVP. Obawiają się jednak, że to tylko kwestia czasu. – Za rok przyjdzie kolej na nas – mówi jeden z dziennikarzy.

Obecnie firma outsourcingowa LeasingTeam zamierza zwolnić grupowo pracowników, których przejęła z TP Teltech, przedsiębiorstwa z grupy kapitałowej Orange Polska, działającego w branży telekomunikacyjnej i teleinformatycznej. Powodem jest wygaśnięcie kontraktu LeasingTeam z TP Teltech.

TVP też przeniosła do firmy outsourcingowej swoich pracowników: dziennikarzy, montażystów, grafików i charakteryzatorów. Obowiązujący od 1 lipca br. kontrakt jest dwuletni, ale gwarancje zatrudnienia dla osób przeniesionych z TVP – tylko roczne.

– Władze telewizji mówiły, że outsourcing to obrona przed zwolnieniami grupowymi. Dziś widać, że nie dla nas – komentuje jeden z dziennikarzy.

Czy niepokój pracowników przeniesionych z TVP jest uzasadniony? Jakie są plany TVP co do przedłużenia umowy z LeasingTeam? – Umowa trwa dopiero trzy miesiące, a jest przewidziana na 24, więc nie sposób kategorycznie stwierdzać, co mogłoby się stać za dwa lata – odpowiada Jacek Rakowiecki, rzecznik prasowy TVP. – Specyfika rynku mediów powoduje, że nie sposób przewidzieć dokładnie potrzeby produkcyjne nadawcy z dwuletnim wyprzedzeniem. Zatem trudno jest stwierdzić, jak w ciągu tego okresu kształtować się będą potrzeby produkcyjne TVP i jednoznacznie stwierdzić, czy umowa po dwóch latach będzie przedłużana – dodaje rzecznik TVP.

Z 411 pracowników TVP przeniesionych do LeasingTeam etaty ma tam obecnie 367, reszta przeszła na własną działalność gospodarczą. – Nie sposób przewidzieć, ile osób za dwa lata pozostanie na etatach w LeasingTeam. Nie można wykluczyć, że ani jedna – stwierdza Jacek Rakowiecki. – Firma LeasingTeam jest zobowiązana do zapewnienia właściwej realizacji usług zlecanych przez TVP, a co za tym idzie zabezpieczenia odpowiedniego poziomu zatrudnienia i właściwej organizacji pracy po stronie wykonawcy. Jak do tej pory wywiązuje się ze zobowiązań, a TVP z miesiąca na miesiąc utrzymuje zbliżony poziom zamówień – dodaje rzecznik TVP.

Firma LeasingTeam nie odpowiedziała nam w piątek na pytanie w tej sprawie.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/46620,LeasingTeam-zwalnia-grupowo_-dziennikarze-przeniesieni-z-TVP-boja-sie

29-09-2014, 09:09

Igor Janke zajmie miejsce Eryka Mistewicza w “Tygodniku do Rzeczy”  »

Press
MAL
29-09-2014

Eryk Mistewicz rozstał się z redakcją “Tygodnika do Rzeczy” (Orle Pióro). Jego miejsce zajmie Igor Janke, który rok temu ogłosił, że odchodzi z dziennikarstwa.

Igor Janke

Mistewicz poinformował w piątek na Twitterze, że w zeszły poniedziałek zakończył współpracę z tygodnikiem. – W miejsce Eryka Mistewicza nowym felietonistą tygodnika “Do Rzeczy” będzie Igor Janke – poinformował “Presserwis” naczelny “Tygodnika do Rzeczy” Paweł Lisicki. Pierwszy felieton nowego autora opublikowany zostanie w wydaniu, które ukaże się 6 października br. Janke ma mieć dowolność podejmowania tematów.

Lisicki tłumaczy, że rozstanie Mistewicza z redakcją było wspólną decyzją obu stron. O powodach nie chce mówić.

W ub.r. Janke (związany w przeszłości m.in. z “Wprost”, “Rzeczpospolitą”, “Życiem Warszawy”, Tok FM, TVP, PAP) poinformował, że odchodzi z dziennikarstwa z powodu złej kondycji mediów. We wpisie na Salon24.pl tłumaczył: “Dziennikarstwo przestaje pełnić rolę, do której zostało powołane. Misja, która w mojej pracy była zawsze ważna, jest na coraz dalszym miejscu w niemal wszystkich redakcjach”. Od czerwca br. prowadzi jednak razem z Mariuszem Ziomeckim program ”Prawy do lewego, lewy do prawego” w kanale Polsat News+. Janke spytany przez “Presserwis”, czy pisanie do tygodnika i prowadzenie programu w telewizji oznacza powrót do mediów, odpowiada: – Nie trzeba być dziennikarzem, by pisać felietony. Nie ukrywam, że pracuję w biznesie i będę się podpisywać jako partner firmy Bridge. Będę pisać o mediach, komunikacji, o państwie i sprawach, które mnie ciekawią, ale przy tym będę starał się unikać komentowania bieżącej polityki.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/46613,Igor-Janke-zajmie-miejsce-Eryka-Mistewicza-w-%E2%80%9ETygodniku-do-Rzeczy%E2%80%9D?target=pressletter&uid=556

29-09-2014, 04:25

“Fakt” musi przeprosić TVP i zapłacić 50 tys. zł  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
29-09-2014

Dziennik “Fakt” (Ringier Axel Springer Polska) przegrał wytoczony przez Telewizję Polską proces o ochronę dóbr osobistych w związku z tekstem o wydatkach TVP. Wydawca, dziennikarz oraz były naczelny gazety muszą przeprosić i wpłacić 50 tys. zł na cele charytatywne. Wyrok jest prawomocny.

TVP pozwała Ringier Axel Springer Polska za tekst pt. “Zobacz, na co płacisz abonament”, który ukazał się w “Fakcie” w 2011 roku. Autor artykułu, Bartłomiej Łęczek, napisał w nim m.in., że Piotr Rubik, który skomponował melodię rozpoczynającą “Wiadomości”, za każdą emisję swojego dzieła dostaje ponoć 470 złotych. Z tekstu wynika, że 30 do 70 tys. złotych miesięcznie mają otrzymywać jurorzy programów muzycznych, prowadzący programy i teleturnieje. Według autora, znacznie skromniej prezentują się dochody szeregowych pracowników. – Operator, który zna się z kierownikiem produkcji, za godzinę pracy może zarobić 400 złotych, taki bez znajomości 10 razy mniej – pisał Łęczek.

Sąd Apelacyjny w Warszawie oddalił apelację wydawcy “Faktu”, utrzymując tym samym wyrok sądu pierwszej instancji, który uwzględnił pozew TVP o ochronę jej dóbr osobistych.

Zdaniem sądu, artykuł zawierał “rażąco nieprawdziwe informacje dotyczące wydatków TVP i źródeł ich finansowania”, w tym zarobków pracowników spółki i jej współpracowników oraz budowy nowego gmachu m.in. z wpływów z abonamentu. Nadawca dowiódł przed sądem, że wpływy z abonamentu sięgały w 2011 roku 10-13 proc. jego budżetu i nie były przeznaczane na żadne z celów opisane przez “Fakt”.

Zgodnie z wyrokiem wydawca “Faktu”, Grzegorz Jankowski (były redaktor naczelny dziennika) i dziennikarz Bartłomiej Łęczek mają na łamach dziennika przeprosić TVP za “nieprawdziwe informacje dotyczące wydatków TVP i źródeł ich finansowania” i wpłacić 50 tys. zł na fundację Anny Dymnej.

Wyrok jest prawomocny. Wydawca “Faktu” może złożyć skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Na razie nie wiadomo, czy RASP zdecyduje się na to.

To nie pierwszy przegrany przez “Fakt” proces z Telewizją Polską. Dziennik w maju 2009 roku napisał, że “otwarto szumnie zapowiadane supernowoczesne studio w budynku TVP za 200 milionów zł. I okazało się, że to zwykły bubel”. TVP wytoczyła za to “Faktowi” proces o ochronę dóbr osobistych. W 2011 roku Sąd Okręgowy, a następnie w 2012 roku Sąd Apelacyjny przyznały rację publicznemu nadawcy i nakazały RASP przeprosiny oraz wpłacenie 30 tys. zł zadośćuczynienia na cel społeczny.

Z danych ZKDP wynika, że w lipcu br. sprzedaż ogółem “Faktu” wyniosła 309 315 egz.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/fakt-musi-przeprosic-tvp-i-zaplacic-50-tys-zl

29-09-2014, 04:16

Dziennikarze o komunikatach prasowych: cenimy konkretne dane i przydatne informacje  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
29-09-2014

Informacja prasowa powinna być konkretna i zwięzła, mieć atrakcyjny tytuł, podawać przydatne wiadomości. Im jest dłuższa i bardziej rozwlekła, tym większa szansa, że wyląduje w koszu – komunikaty prasowe przesyłane przez firmy PR oceniają Tomasz Machała, Michał Zaczyński, Piotr Stasiak i Wojciech Wybranowski.

W badaniu przeprowadzonym przez firmy pr.co i d*fusion communication, grupa dziennikarzy z całej Polski oceniała wiadomości o charakterze public relations, które codziennie otrzymują na swoje skrzynki mailowe.

Główną rzeczą, na którą przedstawiciele mediów zwrócili uwagę jest konieczność wyróżnienia z tematem. W ciągu tygodnia muszą bowiem przeanalizować kilkaset różnorodnych informacji, a tylko 17 proc. z nich odczytuje od 30 do 50 proc. materiałów prasowych. Jedynie co dziesiąty zapoznaje się ze wszystkimi monitami. 73 proc. badanych bez zastanowienia kasuje słabe merytorycznie informacje prasowe, natomiast zbyt obszerny e-mail jest usuwany przez 37 proc. respondentów. Jaka powinna być zatem informacja prasowa, żeby nie wylądowała od razu w koszu?

Tomasz Machała, dyrektor zarządzający i redaktor naczelny naTemat.pl, zauważa, że notatki prasowe są potrzebne, ponieważ każda firma ma informacje do przekazania klientom, a ci są zainteresowani nowymi produktami, markami i ciekawymi zjawiskami. - Jest więc zarówno podaż, jak i popyt. Powinno działać idealnie. Dlaczego tak nie jest? Z kilku powodów. Zamknij oczy i odpowiedz na pytanie, co widzisz na hasło “notka prasowa”. Ja widzę nudną e-mailową bułę, wysyłaną do wszystkich z listy adresowej, najczęściej z leadem w stylu: Dnia XXX odbyła się… Widzę tekst, który nie jest żadną opowieścią o marce, ale wymęczonym komunikatem, tysiąc razy poprawianym przez dział komunikacji firmy tak, że stał się, no właśnie, niestrawną bułą - mówi Machała.

Szef naTemat zdradza, że w redakcji, którą kieruje, kasowane jest błyskawicznie jakieś 97 proc. takich informacji. - Notkom prasowym dajemy dokładnie takie same szanse, jakie czytelnicy dają tekstom w internecie – jeśli w kilka sekund nie zwróci uwagi, klikamy w coś innego. Podstawowe błędy to myślenie o notatce, jak o liście na zjazd PZPR – musi być poprawnie i bezpiecznie. Długość nie jest moim zdaniem żadnym kryterium. Kryterium jest “mind set” piszącego - twierdzi Tomasz Machała.

Zastępca redaktora naczelnego “Grazii” i bloger modowy Michał Zaczyński chce się dowiedzieć z informacji prasowej przede wszystkim czegoś nowego. – Ale chciałbym, żeby ta treść była podana w formie, która nie obraża mojej wiedzy i znajomości języka polskiego. Wiele maili od PR-owców – zwłaszcza w mojej branży – jest fatalnie przygotowywanych, mają mnóstwo błędów, są nieprzemyślane. A absolutnym i pierwszym warunkiem wykonywania tego zawodu jest umiejętność pisania – mówi Zaczyński.

Jego zdaniem, standardowa informacja prasowa nie powinna przekraczać półtorej strony maszynopisu. Powinna też zawierać dane osoby, która odpowie na pytania jeśli chce się poznać więcej szczegółów. - Ale najważniejsze są konkrety – już sam tytuł maila powinien zawierać konkretny opis, czego dotyczy. Kiedy wiadomość tekstowa zatytułowana jest po prostu “informacja prasowa” to nie chce mi się nawet do niej zaglądać – dodaje wicenaczelny “Grazii”.

Agencje PR coraz częściej chcą zbudować ciekawość u dziennikarzy, powielając schemat znany z portali internetowych, typu “znany aktor po raz pierwszy o swoim dramacie”. Jaki aktor? Polski, zagraniczny? O jakim dramacie? A my często nie mamy czasu na to, żeby iść za wskazówkami, które dopiero poprowadzą nas do konkretnych danych. Informacja prasowa to nie jest powieść szkatułkowa: z jednej rzeczy wykluwa się kolejna, coraz nowsza; powinna zawierać konkret, który pomoże nam w pracy, a przy okazji pomoże firmom, które je wysyłają - wymienia dziennikarz.

Zaczyński zwraca również uwagę na to, że firmy PR-owskie przejęły zadania dziennikarzy – informacje prasowe są przesyłane w formie rozbudowanych historii, noszących znamiona gotowego artykułu dziennikarskiego. - Wiele serwisów wiernie przepisuje takie komunikaty. Jest to proceder, który trwa od kilku lat i dotyczy zresztą każdej branży - mówi Michał Zaczyński.

Krótkie i rzeczowe maile od firm PR woli otrzymywać również Piotr Stasiak, redaktor naczelny serwisu Newsweek.pl. - Dłuższe i bardziej szczegółowe powinny być załączone dokumenty, dla chcących pogłębić temat - doprecyzowuje.

- Z mojej perspektywy jednak absolutnie kluczowe jest dostosowanie komunikatu do medium. Jest znikoma szansa, że czytelnika Newsweek.pl zainteresuje wiadomość, iż fabryka drutu kolczastego dostała certyfikat ISO, a mimo to takie informacje wciąż nadchodzą. Jeśli więc jest coś, co cenię sobie najbardziej, to odwaga PR-owca, który powie klientowi – “Sorry, ale media to nie zainteresuje, wymyślmy coś, co rzeczywiście może się im przydać”. Albo takiego, który ma czas, aby chwilę się zastanowić, czy komunikat, z którym wychodzi do danego medium, jest właśnie tym, który ma w ogóle szansę dziennikarza zainspirować, a jego czytelnika zainteresować – ocenia Piotr Stasiak.

Publicysta tygodnika “Do Rzeczy” Wojciech Wybranowski przyznaje z kolei, że bardzo rzadko czyta komunikaty prasowe. - Najczęściej jest to kwestia przeczytania tytułu wiadomości i jeśli on mnie nie przyciągnie, nie będzie nawiązywał do moich zainteresowań zawodowych czy prywatnych, to sprawa jest bardzo prosta – klik i do kosza - mówi Wybranowski.

Dziennikarz twierdzi, że dzieje się tak w przypadku 90 proc. wiadomości prasowych, zwłaszcza tych, które nie dotyczą tematów jakimi się zajmuje – polityka, historia, gospodarka. - Nie bardzo mam czas i ochotę rozmawiać z PR-rowcem, który wiadomość przesłał. Zwłaszcza, że uparcie dzwonią – jak na złość – najczęściej w godzinach deadline’u - przyznaje publicysta “Do Rzeczy”.

Wybranowski zwraca uwagę – podobnie jak Michał Zaczyński – na tytuł maila i precyzję podawanych informacji. - Kto, kiedy, gdzie, dlaczego, za ile i co z tego wynika. Jeśli tych informacji nie ma na wstępie przygotowanej w sposób zwięzły i ciekawy, nie czytam dalej. Może to zabrzmi okrutnie, ale nie jestem w stanie poświęcić swojego czasu na czytanie w całości dwudziestu czy trzydziestu obszernych PR-owych informacji dziennie – dodaje.

Tomasz Machała, dyrektor zarządzający i redaktor naczelny naTemat.pl

Informacja prasowa ma 108 lat historii. Pierwsza została wysłana w 1906 roku. Czy to oznacza, że miejsce komunikatu PR jest na cmentarzu? Absolutnie nie. Czy wiek już jest emerytalny? Niekoniecznie. Każda firma ma informacje do przekazania klientom. Klienci są zainteresowani nowymi produktami, markami które znają, ciekawymi zjawiskami. Jest więc zarówno podaż, jak i popyt. Powinno działać idealnie. Dlaczego tak nie jest? Z kilku powodów. Zamknij oczy i odpowiedz na pytanie, co widzisz na hasło “notka prasowa”. Ja widzę nudną e-mailową bułę, wysyłaną do wszystkich z listy adresowej, najczęściej z leadem w stylu: Dnia XXX odbyła się… Widzę tekst, który nie jest żadną opowieścią o marce, ale wymęczonym komunikatem, tysiąc razy poprawianym przez dział komunikacji firmy tak, że stał się, no właśnie, niestrawną bułą.

W naTemat kasujemy błyskawicznie jakieś 97 proc. wysyłanych do nas informacji. Notkom prasowym dajemy dokładnie takie same szanse, jakie czytelnicy dają tekstom w internecie – jeśli w kilka sekund nie zwróci uwagi, klikamy w coś innego. Podstawowe błędy to myślenie o notatce, jak o liście na zjazd PZPR – musi być poprawnie i bezpiecznie. Długość nie jest moim zdaniem żadnym kryterium. Kryterium jest “mind set” piszącego.

Komunikacja korporacyjna ma wielką przyszłość, ale: musi śmiało wejść w XXI wiek, korzystać z korzyści technologii, łączyć mailing, SEO, kanały społecznościowe, YouTube z płatnymi rozwiązaniami. My w naTemat mamy usługę BrandVoice dla tych firm, które chcą publikować komunikaty prasowe bezpośrednio na stronie głównej magazynu. Bardzo ważne jest też targetowanie notatek PR do odpowiednich odbiorców, powinno powstawać kilka wersji tekstu – w zależności do kogo wysyłamy, można tworzyć internetowe landing page zamiast prostego mailingu.

Technologia daje ogromne możliwości. Czas najwyższy, by notatka prasowa zaczęła z nich korzystać.

Michał Zaczyński, zastępca redaktora naczelnego magazynu “Grazia” i autor bloga MichalZaczynski.com

Z informacji prasowej chcę się dowiedzieć przede wszystkim czegoś nowego, ale chciałbym, żeby ta treść była podana w formie, która nie obraża mojej wiedzy i znajomości języka polskiego. Wiele maili od PR-owców – zwłaszcza w mojej branży – jest fatalnie przygotowywanych, mają mnóstwo błędów, są nieprzemyślane. A absolutnym i pierwszym warunkiem wykonywania tego zawodu jest umiejętność pisania.

Standardowa informacja prasowa nie powinna przekraczać półtorej strony maszynopisu. Dobrze byłoby gdyby pod nią znalazły się dane osoby, z którą należy się kontaktować jeśli chce się poznać więcej szczegółów. Ale najważniejsze są konkrety – już sam tytuł maila powinien zawierać konkretny opis, czego dotyczy. Kiedy wiadomość tekstowa zatytułowana jest po prostu “informacja prasowa” to nie chce mi się nawet do niej zaglądać.

Agencje PR coraz częściej chcą zbudować ciekawość u dziennikarzy, powielając schemat znany z portali internetowych, typu “znany aktor po raz pierwszy o swoim dramacie”. Jaki aktor? Polski, zagraniczny? O jakim dramacie? A my często nie mamy czasu na to, żeby iść za wskazówkami, które dopiero poprowadzą nas do konkretnych danych. Informacja prasowa to nie jest powieść szkatułkowa: z jednej rzeczy wykluwa się kolejna, coraz nowsza; powinna zawierać konkret, który pomoże nam w pracy, a przy okazji pomoże firmom, które je wysyłają.

Kolejnym problemem jest to, że firmy PR-owskie przejęły zadania dziennikarzy. Wysyłają informacje prasowe w formie rozbudowanych historii, noszących znamiona gotowego artykułu dziennikarskiego. Wiele serwisów wiernie przepisuje takie komunikaty. Jest to proceder, który trwa od kilku lat i dotyczy zresztą każdej branży.

Piotr Stasiak, redaktor naczelny Newsweek.pl

Maile – oczywiście, że krótkie i rzeczowe. Dłuższe i bardziej szczegółowe powinny być załączone dokumenty, dla chcących pogłębić temat.

Z mojej perspektywy jednak absolutnie kluczowe jest dostosowanie komunikatu do medium. Jest znikoma szansa, że czytelnika newsweek.pl zainteresuje wiadomość, iż fabryka drutu kolczastego dostała certyfikat ISO, a mimo to takie informacje wciąż nadchodzą. Jeśli więc jest coś, co cenię sobie najbardziej, to odwaga PR-owca, który powie klientowi – “Sorry, ale media to nie zainteresuje, wymyślmy coś, co rzeczywiście może się im przydać”. Albo takiego, który ma czas, aby chwilę się zastanowić, czy komunikat, z którym wychodzi do danego medium, jest właśnie tym, który ma w ogóle szansę dziennikarza zainspirować, a jego czytelnika zainteresować.

Wojciech Wybranowski, publicysta tygodnika “Do Rzeczy”

Szczerze mówiąc, muszę się przyznać, że bardzo rzadko czytam wiadomości PR-owskie. Najczęściej jest to kwestia przeczytania tytułu wiadomości i jeśli on mnie nie przyciągnie, nie będzie nawiązywał do moich zainteresowań zawodowych czy prywatnych, to sprawa jest bardzo prosta – klik i do kosza.

I tak się dzieje w przypadku 90 proc. wiadomości od firm PR-owych jakie trafiają na moją skrzynkę. Wiadomości, które nie dotyczą tematów jakimi się zajmuję (polityka, historia, część gospodarki etc.), nie są przeze mnie czytane. Nie bardzo mam czas i ochotę rozmawiać z PR-rowcem, który wiadomość przesłał. Zwłaszcza, że uparcie dzwonią – jak na złość – najczęściej w godzinach deadline’u.

Głównym elementem, na które zwracam uwagę – może to banalne, jest ciekawy przyciągający uwagę tytuł maila. Dalej – precyzja informacji: kto, kiedy, gdzie, dlaczego, za ile i co z tego wynika. Jeśli tych informacji nie ma na wstępie przygotowanych w sposób zwięzły i ciekawy, nie czytam dalej. Może to zabrzmi okrutnie, ale nie jestem w stanie poświęcić swojego czasu na czytanie w całości dwudziestu czy trzydziestu obszernych PR-owych informacji dziennie.

Przyznam się też, że bardziej jest w stanie zainteresować mnie informacja prasowa o wydarzeniu – spotkanie, koncert, premiera, inwestycja w nową firmę, wejście na rynek, niż najczęściej zbyt obszerna wiadomość “o planach działania i zamiarach funkcjonowania”.

To, czy przeczytam notatkę prasową zależy od: atrakcyjnego tytułu, przydatności informacji i jej zwięzłości. Im dłużej, im bardziej rozwlekle, im mniej konkretów, tym szanse, że przeczytam są mniejsze. A w zasadzie i tak tych informacji w swoich tekstach nie wykorzystuję.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dziennikarze-o-komunikatach-prasowych-cenimy-konkretne-dane-i-przydatne-informacje

28-09-2014, 20:22

Upływa termin zgłoszenia prac do IV edycji Nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego  »

Press
PAP
28-09-2014

Nagroda PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego IV edycja

W konkursie oceniane będą materiały i zdjęcia opublikowane od początku września 2013 roku do końca września 2014 roku.

Nagroda PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego przyznawana jest autorom najbardziej rzetelnych, obiektywnych i poprawnych warsztatowo informacji – zarówno tekstów i zdjęć, jak i relacji radiowych oraz telewizyjnych. Polska Agencja Prasowa ustanowiła cztery lata temu tę nagrodę, aby promować wartości bliskie i Agencji i patronowi wyróżnienia: obiektywizm, rzetelność oraz dociekliwość.

Nagroda PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego przyznawana jest co roku i jak co roku na każdego z laureatów czeka 20 tys. zł.  Materiały należy nadsyłać do 30 września 2014  roku. Szczegóły na www.pap.pl.

Laureatów Nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego poznamy w grudniu 2014.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/46608,Uplywa-termin-zgloszenia-prac-do-IV-edycji-Nagrody-PAP-im_-Ryszarda-Kapuscinskiego

28-09-2014, 18:23

“Fakt” musi przeprosić TVP  »

Press
(PAP)
28-09-2014

Sąd Apelacyjny w Warszawie orzekł już prawomocnie, że “Fakt” (Ringier Axel Springer Polska) ma przeprosić Telewizję Polską za opublikowanie nieprawdziwych informacji. Ma też wpłacić 50 tys. zł na cel społeczny.

Wyrok sądu dotyczy artykułu ‘Faktu” pt. “Zobacz, na co płacisz abonament” (z 2011 roku), w którym pisano o wysokich zarobkach w TVP, które rzekomo wypłacane były z abonamentu radiowo-telewizyjnego. W ub.r. Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, że informacje w tekście były w znacznym stopniu nieprawdziwe. Dziennik wniósł o  apelację.

Sąd Apelacyjny podtrzymał ustalenia sądu i w piątek (26 września 2014) oddalił apelację. Wydawca “Faktu”, jego były redaktor naczelny Grzegorz Jankowski i dziennikarz Bartłomiej Łęczek mają przeprosić TVP za “nieprawdziwe informacje dotyczące wydatków TVP i źródeł ich finansowania” oraz wpłacić 50 tys. zł na cel społeczny.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/46605,Fakt-musi-przeprosic-TVP