Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

18-12-2014, 08:13

Skarga do KRRiT na niecenzuralne słowo Tomasza Lisa w TVP2 o “Resortowych dzieciach”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
18-12-2014

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji otrzymała skargę na ostatni odcinek programu publicystycznego TVP2 “Tomasz Lis na żywo”. W czasie dyskusji Tomasz Lis wypowiedział niecenzuralne słowo, opisując książkę “Resortowe dzieci”.

Tomasz Lis

Tomasz Lis w pierwszej części swojego programu rozmawiał z zaproszonymi gośćmi o sobotnim “Marszu w obronie demokracji i wolności mediów”, zorganizowanym przez Prawo i Sprawiedliwość. Do studia zaproszeni zostali Andrzej Celiński, Zbigniew Ziobro, Tomasz Terlikowski i Włodzimierz Czarzasty.

W trakcie toczącej się dyskusji Celiński wypomniał Ziobrze, że w rządzie PiS znalazł się sędzia Andrzej Kryże (był wiceministrem sprawiedliwości, więc podlegał ówczesnemu ministrowi Ziobrze), który w 1980 roku skazywał na karę aresztu m.in. Bronisława Komorowskiego. - Proszę powiedzieć w takim razie redaktorowi Michnikowi o rodzinie i o odpowiedzialności za rodzinę. Porozmawiał pan ze swoim kolegą Adamem Michnikiem? - kontrował były szef resortu sprawiedliwości.

- Ten ostatni argument mi się nie podoba – zganił Andrzeja Celińskiego Tomasz Lis. – Choć przyznaję, że gwałtowna polemika pana Zbigniewa Ziobro też wydaje mi się dość intrygująca, bo nie przypominam sobie, żeby protestował pan przeciwko zabawnej lekturze “Resortowych dzieci”, pełnej kłamstw, manipulacji i gówna – powiedział Lis. Ziobro nie skomentował tej uwagi.

We wtorek do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wpłynęła skarga na niecenzuralne słowo wypowiedziane przez dziennikarza. W związku z tym KRRiT będzie analizować zgłoszenie pod kątem podejmowania ewentualnych działań.

Tomasz Lis publicznie w mocnych słowach skrytykował “Resortowe dzieci” już pod koniec ub.r., zaraz po ukazaniu się książki. - To co wyprawiają, nie waham się użyć określenia, żule z prawicowego lumpeksu, to u nas to jest w okolicach mainstreamu. Oni są mainstreamem – stwierdził na antenie TOK FM.

Program “Tomasz Lis na żywo” nadawany jest od godz. 21.50 do 22.40, czyli w czasie ustawowo chronionym (6.00-23.00). W tym czasie zabroniona jest emisja audycji zawierających sceny lub treści mogących mieć negatywny wpływ na rozwój osób małoletnich. Program Tomasza Lisa jest kierowany dla widzów powyżej 12. roku życia i takie ma oznaczenie. Jego pierwsze odcinki jesienią ub.r. oglądało 1,77 mln osób (według danych Nielsen Audience Measurement).

Przypomnijmy, że w maju br. KRRiT otrzymała skarga na wulgarne słowo wypowiedziane w show “Dancing with the Stars. Taniec z gwiazdami”  w Polsacie przez jurorkę Beatę Tyszkiewicz. Z kolei w lipcu br. wulgaryzm wymsknął się Wojciechowi Mannowi na antenie radiowej Trójki, na co nie poskarżył się żaden ze słuchaczy.

Warto zaznaczyć, że autorzy programów radiowych i telewizyjnych przepisy o poprawności i czystości językowej traktują z różną rygorystycznością. Przykładowo prowadzący satyryczną audycję “Pyta nie na śniadanie” w Rock Radio (nadawaną w piątki w godz. 12-14) w ostatnim wydaniu wielokrotnie użyli słowa “zajebisty / zajebiście”, twierdząc, że jest ono dopuszczalne na antenie. Do KRRiT nie wpłynęła w tej sprawie żadna skarga.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/skarga-do-krrit-na-niecenzuralne-slowo-tomasza-lisa-w-tvp2-o-resortowych-dzieciach

18-12-2014, 06:57

Samuel Pereira odrzucony przez SDP. Spór w zarządzie organizacji  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
18-12-2014

Zarząd warszawskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich odrzucił wniosek Samuela Pereiry o wstąpienie do organizacji. – Stało się to z przyczyn formalnych – wyjaśnia SDP. Temat powrócił na wtorkowym zebraniu. – Sekretarz Bartosz Ławski wykrzykiwał, że jeśli Pereira zostanie przyjęty to on rzuci legitymacją – mówi Joanna Lichocka, należąca do zarządu.

Samuel Pereira

O tym, że Pereira, na co dzień dziennikarz “Gazety Polskiej Codziennie”, nie został przyjęty do SDP poinformowała na Twitterze Joanna Lichocka, członek zarządu warszawskiego oddziału Stowarzyszenia. Wniosek Pereiry odrzucono już na październikowym spotkaniu, a we wtorek dziennikarka poruszyła ten temat ponownie.

Prezes warszawskich struktur SDP Grzegorz Cydejko tłumaczy portalowi Wirtualnemedia.pl, że przyczyną negatywnej weryfikacji podania były kwestie formalne. - Pereira nie odwołał się w terminie statutowym (30 dni) od tej decyzji. Joanna Lichocka żądała podczas wtorkowego posiedzenia zarządu OW SDP, by zmienił swą decyzję. Zarząd po dyskusji postanowił przestrzegać formalnej drogi, którą stosuje wobec wszystkich wnioskodawców starających się o członkostwo w SDP – informuje Grzegorz Cydejko.

Dziennikarz “Gazety Polskiej Codziennie” twierdzi jednak, że nie otrzymał od władz SDP żadnego pisma w tej sprawie. Nie mógł więc odwołać się od decyzji w ściśle określonym czasie, ponieważ nie wiedział, jaki status ma jego wniosek.

Informacje jakie posiadam w tej sprawie pochodzą od naocznego świadka, członka zarządu warszawskiego SDP Joanny Lichockiej. Dowiedziałem się, że mój wniosek, mimo iż spełniał wszystkie niezbędne warunki został storpedowany pod kilkoma pretekstami. Np. trzy publikacje, to dla władz warszawskiego oddziału SDP za mało, tłumacząc że “kilka” oznacza więcej niż trzy - wymienia Samuel Pereira. - Kolejny to sugestia części członków, że mnie nie znają. Na sugestię Lichockiej, że muszą znać, bo w „GPC” piszę od jej początku, czyli od września 2011 roku i przecież wystarczy czytać ogólnopolską prasę – dowiedziała się, że “gadzinówek się nie czyta”. Kolejnym pretekstem były “niewyraźne” odbitki tekstów, co jest zwyczajnie niezgodne z prawdą - dodaje.

Samuel Pereira zauważa, że niedawno w trakcie procesu dziennikarzy zatrzymanych w PKW policjant kierujący akcją tłumaczył, że widząc mężczyzn z kostkami TVP Info i TVN24 wiedział, że to dziennikarze, ale już gdy legitymowali mu się reporterzy PAP i TV Republiki – nie miał takiej pewności. - Widzę tu podobną postawę. Podział na media, które lubimy (tam pracują dziennikarze) i te które nie lubimy i wtedy piszący w nim ludzie, już dla zarządu warszawskiego SDP dziennikarzami nie są. Do takiej prywatnej opinii mają prawo, jednak podejmowanie decyzji na takiej podstawie dyskwalifikuje ich jako przedstawicieli tak renomowanej organizacji – ocenia.

Obecna na wtorkowym zebraniu zarządu OW SDP Joanna Lichocka opisuje portalowi Wirtualnemedia.pl, że podanie Samuela Pereiry o przyjęcie do Stowarzyszenia trafiło do oddziału – wraz z wnioskami innych dziennikarzy z redakcji “Gazety Polskiej Codziennie” – już w maju i od tego czasu nie było rozpatrywane. Jej zdaniem, zarząd dba o to, aby nie przyjmować dziennikarzy opozycyjnych przed ważnymi wydarzeniami w stowarzyszeniu. We wrześniu odbył się w Warszawie zjazd regionalny oddziału warszawskiego, który wybierał delegatów na zjazd wybierający władze główne. Dlatego od maja żaden z wniosków dziennikarzy “GPC” nie został rozpatrzony przez Komisję Członkowską. Zarząd tłumaczył to chorobą Stefana Zubczewskiego, członka Komisji, przez co organ nie mógł zebrać się w zmniejszonym składzie.

Po wyborach, w październiku OW SDP decydowało o kandydaturach, które wpłynęły do stowarzyszenia od maja – było ich osiemnaście. Joanna Lichocka relacjonuje, że decyzją zarządu koledzy Samuela Pereiry z redakcji mieli uzupełnić swoje wnioski o większą liczbę własnych publikowanych tekstów. Na odrzucenie jego kandydatury wpływ miał mieć Bartosz Ławski, sekretarz warszawskiego oddziału SDP.

Kandydaturę Samuela Pereiry jako jedynego zarząd odrzucił od razu, mimo że miał prawidłowo wypełniony wniosek, dołączone teksty i bardzo dobre rekomendacje. Bartosz Ławski wykrzykiwał wówczas, co zresztą powtórzył we wtorek, że nie życzy sobie, żeby Pereira był członkiem SDP, ponieważ dwa lata temu opisał go w sposób, który on uważa za nieprawdziwy. Dodał, że jeśli Samuel Pereira zostanie przyjęty to on rzuci legitymacją stowarzyszenia - mówi Joanna Lichocka. Chodzi o tekst pt. “Sąd nad Skowrońskim” z 2012 roku, w którym Pereira opisywał wezwanie prezesa SDP Krzysztofa Skowrońskiego do ustąpienia ze stanowiska po tym, jak poprowadził on konferencję Prawa i Sprawiedliwości. Jednym z apelujących miał być Bartosz Ławski.

Pytany o komentarz do sytuacji Bartosz Ławski, który w OW SDP pełni funkcję sekretarza, twierdzi, że Lichocka “oszczędnie gospodaruje prawdą”, bo wtedy nie było jej na posiedzeniu. - Komisja Członkowska nie uznała dorobku Pereiry za wystarczający, Zarząd na Komisję w żaden sposób naciskać nie może – dodaje dziennikarz.

Ławski przyznaje jednak, że prywatnie uważa Pereirę za “partyjnego propagandzistę”, a nie dziennikarza. – Osobiście zostałem przez niego kłamliwie pomówiony. Dla niego nie ma różnicy pomiędzy prowadzeniem konferencji PiS a prowadzeniem konferencji z udziałem posła PO. Dziennikarz zadałby sobie trud sprawdzenia, jak osoba, o której pisze, ma na imię. Dziwię się zresztą, że Pereira tak bardzo chce wstąpić do OW SDP, który z takim zapałem opluwał? Na dodatek spodziewa się, że człowiek, którego oskarżał, będzie za jego przyjęciem głosował? Koledzy z Zarządu chyba wzięli tę sprawę pod uwagę przy głosowaniu – konkluduje Bartosz Ławski.

Sekretarz zarządu OW SDP podkreśla, że w trakcie obecnej kadencji przyjęto już 93 osoby. – Mam wrażenie, że cała redakcja “Gazety Polskiej” już się zapisała. Draka o Pereirę to właśnie kolejny dowód na to, jak bardzo upolityczniona jest statutowo apolityczna organizacja – dodaje Ławski.

Prezes warszawskiego oddziału SDP twierdzi z kolei, że zarząd w ostatnich latach przyjął kilkudziesięciu dziennikarzy publikujących w “Gazecie Polskiej”, “Gazecie Polskiej Codziennie”, portalu Niezalezna.pl oraz w innych mediach, z którymi związana jest Joanna Lichocka. Dlatego, jego zdaniem, nie może być mowy o jakimkolwiek politycznym motywie decyzji zarządu.

- Zamiast kłamliwej nagonki z wykorzystaniem Lichockiej, Pereira może po prostu złożyć nowy, prawidłowo wypełniony, wyczerpująco opisany wniosek o członkostwo w SDP z załączonymi czytelnymi kopiami swojej twórczości dziennikarskiej. Ten ponowny wniosek przejdzie normalną stosowaną w OW SDP drogę – zostanie oceniony przez Komisję Członkowską OW SDP, która będzie rekomendowała zarządowi przyjęcie lub nieprzyjęcie kandydata do SDP, a zarząd podejmie w tej sprawie decyzję – zapowiada Grzegorz Cydejko.

- Jestem przekonany, że kiedy Pereira i Lichocka mówią o politycznych decyzjach SDP, to nie mają na myśli np. zarządu głównego, którym kieruje korzystający z dotacji PiS Krzysztof Skowroński a chce poniżyć Oddział Warszawski SDP, jego komisję członkowską i zarząd, czyli krąg osób, które prowadzą działalność w równym dystansie do wszystkich sił politycznych – wyjaśnia Cydejko. – Lichocka jest członkinią tego zarządu, i jak dotąd wzięła udział w niewielu jego posiedzeniach forsując lustrację władz Oddziału i przyznanie członkostwa tym swoim kilku koleżankom i kolegom, którzy nie sprostali procedurze przyjęcia do Stowarzyszenia. Poza tym nie zajęła się pracą merytoryczną zgodną ze statutem SDP. Żałosne jest szukanie przez Lichocką partyjnego poklasku poprzez kłamliwe i nie mające cienia podstaw posądzenie koleżanek i kolegów z OW SDP i szczucie na nich opinii publicznej – dodaje prezes warszawskich struktur SDP.

Joanna Lichocka twierdzi, że zarzuty prezesa są nieprawdziwe. – Nie będę odnosić się do insynuacji Grzegorza Cydejki, który próbuje odwrócić uwagę od własnych działań, sprzecznych ze statutem SDP. Boleję nad tym, że przez ostatnie lata nie zajmował się właściwie niczym innym niż atakowaniem Krzysztofa Skowrońskiego, prezesa SDP i Zarządu Głównego. Niestety silne, motywowane politycznie emocje i działania Cydejki kładą się cieniem nad  pracami zarządu oddziału. Konieczna jest zmiana, tak by warszawskie SDP zajmowało się obroną praw dziennikarzy i obroną wolności słowa – dodaje dziennikarka.

Samuel Pereira zapowiada, że będzie ponownie starał się o wstąpienie do stołecznego oddziału SDP. – Najpierw jednak muszę zapoznać się z pisemnym uzasadnieniem decyzji odmownej – mówi dziennikarz.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/samuel-pereira-odrzucony-przez-sdp-spor-w-zarzadzie-organizacji

18-12-2014, 06:20

66 dziennikarzy zabitych, 220 uwięzionych, a 119 porwanych w 2014 r.  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
ps
18-12-2014

W 2014 r. 66 dziennikarzy zginęło, 220 trafiło do więzień za swoją zawodową działalność, 119 zostało porwanych, a 40 wciąż pozostaje zakładnikami – podają Komitet Obrony Dziennikarzy oraz organizacja Reporterzy Bez Granic.

Coroczny bilans opublikowany właśnie przez organizację Reporterzy Bez Granic podaje, że w 2014 r. na całym świecie podczas wykonywania swojej pracy życie straciło 66 dziennikarzy, o 7 proc. mniej niż w roku 2013.

Choć liczba śmiertelnych ofiar jest niższa niż przed rokiem, to autorzy raportu podkreślają, że część zabitych dziennikarzy straciła życie w wyjątkowo okrutny sposób, między innymi poprzez ścięcie z rak muzułmańskich fundamentalistów. - Tegoroczny raport obrazuje niepokojącą ewolucję w naturze przemocy stosowanej wobec dziennikarzy – zaznacza w komunikacie organizacja Reporterzy Bez Granic. - Mamy do czynienia ze starannie urządzanymi i rejestrowanymi egzekucjami, publikowanymi w internecie dla osiągnięcia propagandowych celów określonych grup. Dla całego świata jest to wstrząsające doświadczenie – podkreślają autorzy raportu.

Z dokumentu wynika, że w 2014 r. największa liczba pracowników mediów zginęła w Syrii (15), na terenach palestyńskich (7) i na Ukrainie (6). Raport podaje także, że w ostatnim roku na świecie doszło do porwania 119 dziennikarzy – to o 37 proc. więcej niż w roku 2013. Do dzisiaj zakładnikami pozostaje 40 z nich.

Z kolei Międzynarodowa organizacja CPJ (Committee to Protect Journalists – Komitet Obrony Dziennikarzy) od 1990 r. monitoruje na całym świecie przypadki więzienia dziennikarzy w związku z wykonywanym przez nich zawodem, a od roku 2000 publikuje na ten temat coroczne raporty.

Z danych za 2014 r. wynika, że obecnie w więzieniach przebywa 220 dziennikarzy. Ten wynik jest gorszy o 9 osób w porównaniu z rokiem 2013, kiedy za kratami przebywało 211 publicystów, reporterów, fotografów i blogerów. Jest to jednocześnie drugi w tym dziesięcioleciu najgorszy rezultat – rekordowy pod względem prześladowania mediów był 2012 r., w którym uwięzionych pozostawało 232 dziennikarzy.

Najczęstszym powodem pozbawienia wolności pracowników mediów jest publikowanie przez nich treści sprzecznych z polityką rządów poszczególnych krajów, zarzuty z którymi spotyka się największa ich liczba to działalność wywrotowa i terroryzm. Według raportu CPJ 20 proc. uwięzionych do dzisiaj nie usłyszało żadnych zarzutów.

W 2014 r. największą liczbę uwięzionych dziennikarzy zanotowano w Chinach (44), Iranie (30) i Erytrei (23). Ponad połowa więźniów (119) to autorzy publikujący wyłącznie w internecie, 83 to dziennikarze prasowi, przedstawicieli radia jest 15, a telewizji – 14. 153 osoby są dziennikarzami zatrudnionymi w konkretnych redakcjach, a 67 to freelancerzy. Autorzy raportu podkreślają, że opublikowane w nim dane nie uwzględniają przypadków dziennikarzy, którzy w ciągu 2014 r. zostali aresztowani, a następnie zwolnieni po dłuższym lub krótszym pobycie w więzieniu.

Być może żyjemy w erze globalnego dostępu do informacji, ale ci, którzy starają się nam je dostarczyć są prześladowani i więzieni w niespotykany wcześniej sposób – stwierdził w komunikacie towarzyszącym raportowi Joel Simon, szef CPJ. - Od Chin do Iranu i od Egiptu po Birmę wciąż istnieją totalitarne reżimy, które za wszelką cenę starają się zdusić głosy krytyki. I to jest przerażająca cena, jaką płacą dziennikarze – podkreślił Simon.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/66-dziennikarzy-zabitych-220-uwiezionych-a-119-porwanych-w-2014-r

18-12-2014, 01:40

Świadek prokuratury o spotkaniu w “Elektromisie”: To Aleksander G. mówił, że Ziętara “musi być skutecznie zlikwidowany”  »

Gazeta Wyborcza
Wojciech Czuchnowski, Piotr Żytnicki
18-12-2014

18 września 2012 r. prokuratura uzyskała pierwsze wiarygodne zeznanie wskazujące na zabójców dziennikarza Jarosława Ziętary. Wtedy śledztwo przyspieszyło.

Zeznanie jest teraz w aktach sprawy o areszt dla Aleksandra G. Ten były senator, a w latach 90. właściciel sieci kantorów, został 4 listopada 2014 r. zatrzymany. Zarzut: podżeganie do zabójstwa reportera. Nie przyznaje się. We wtorek sąd w Krakowie odrzucił wniosek o wypuszczenie go na wolność.

“Chcę powiedzieć całą prawdę…”

Przed wydaniem decyzji sąd analizował dowody. Pierwszym z nich jest przesłuchanie Macieja B., gangstera z Poznania o pseudonimie “Baryła”, odsiadującego dożywocie za zabicie policjanta. Dlaczego skontaktował się z prowadzącym sprawę Ziętary prok. Piotrem Kosmatym? Bo, jak mówi, dawni wspólnicy, z którymi dokonywał zabójstw i porwań, a których potem wydał policji, grozili, że skrzywdzą jego córkę i matkę. Liczy, że jego rodzina dostanie ochronę. “Chcę powiedzieć całą prawdę o zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary”, deklaruje “Baryła”. Zeznaje, że wychował się na tym samym osiedlu, na którym mieszkał znany biznesmen Mariusz Świtalski, w latach 90. właściciel spółki Elektromis. Podaje nazwiska starszych kolegów, którzy współpracowali ze Świtalskim. Jeden z nich, b. milicjant Dariusz L., ps. “Lewy”, był kierowcą biznesmena i wprowadzał “Baryłę” w to środowisko. “Baryła” wymienia milicjantów, którzy w latach 90. przeszli do Elektromisu lub pracowali dla Aleksandra G., który miał ze Świtalskim wspólne interesy. Byli tam ochroniarzami i – jak zeznaje “Baryła” – “dokonywali szeregu przestępstw: wymuszeń, wyłudzeń odszkodowania i odzyskiwania długów”.

“Będzie robota na dziennikarza…”

W marcu 1992 r. “Lewy” miał powiedzieć “Baryle”, że “będzie robota na dziennikarza, niejakiego Ziętarę, który robi smród wokół firm Świtalskiego”. Przestępca opisuje, jak razem z “Lewym” obserwowali dom Ziętary (przy ul. Kolejowej), drzwi do jego mieszkania, i badali rozkład dnia.

Byli też na rozpoznaniu pod redakcją “Gazety Poznańskiej”, gdzie pracował reporter.

Opowiada, że przedtem dziennikarz “został zatrzymany na ul. Wołczyńskiej, przy magazynach Elektromisu, przez ochroniarzy, a następnie pobity. Wcześniej przeskoczył przez ogrodzenie i robił zdjęcia tirów, które tam wjeżdżały”. Jak mówi świadek, “pomimo tego [pobicia, dziennikarz] dalej interesował się Elektromisem, Aleksandrem G. i różnymi układami. Dlatego był niebezpieczny i należało go uciszyć”.

Bandyci między sobą pogardliwie nazywali Ziętarę “Szczurem”.

Ostatecznie “Baryła” nie pobił reportera, bo, jak zeznaje, “nie zdążył”. Mówi, że wczesnym latem 1992 r. “wyszła sytuacja z [Aleksandrem] G. Byłem wraz z » Lewym «w siedzibie Elektromisu. Wtedy do Świtalskiego przyjechał G. Wraz z nim przyjechali jego ochroniarze, Rosjanie”.

“Baryła” wymienia nazwiska i pseudonimy kolegów obecnych przy spotkaniu z Aleksandrem G.

“On musi być skutecznie zlikwidowany”

Jeden z nich, Marek Z., miał przedstawić “Baryłę” biznesmenowi “jako młodego, zdolnego człowieka do czarnej roboty”. “G. poklepał mnie otwartą dłonią po twarzy i powiedział: »Takich ludzi nam trzeba«”. Potem świadek mówi: “Wtedy właśnie słyszałem, jak G. ze Świtalskim rozmawiali, że Ziętara dalej wp…a się w ich interesy, jest niebezpieczny i należy go zlikwidować, »Lewy«” powiedział, że sprawa Ziętary jest załatwiona, bo ja mam mu zrobić porządny »oklep«. Wtedy G. zdenerwował się i powiedział: »Jaki ‘oklep’, przecież on musi być skutecznie zlikwidowany«. Dodał też, że jak to jest, że on ma nas uczyć roboty”.

W dalszej części tej relacji czytamy, że w dyskusję włączył się Marek Z., mówiąc, że to on “zajmie się zlikwidowaniem Ziętary”. “Baryła” miał o sprawie zapomnieć. “Przypominam sobie jeszcze, że G. zdenerwowany mówił, że Ziętara węszył i robił gnój szczególnie w interesach wokół kantorów, gdzie duże pieniądze zainwestowali byli esbecy i służby specjalne. G. mówił, że jest tak wkurwiony na Ziętarę, że sam by go osobiście zamordował”.

Według “Baryły” Świtalski, który słuchał tego wszystkiego, “był wystraszony”. W innym miejscu dodaje, że “Świtalski nie chciał zabić Ziętary”.

Świadek prokuratury opowiada, że 2 września 1992 r. dziennikarza porwali ochroniarze Elektromisu, którzy byli obecni na spotkaniu, ale zabójstwa dokonali Rosjanie z otoczenia Aleksandra G. Wcześniej reporter miał być bity. Opis jest drastyczny.

Wiarygodność bandyty

40-letni dzisiaj Maciej B., ps. “Baryła”, miał opinię jednego z najbardziej agresywnych poznańskich bandytów. W marcu 1999 r., zastrzelił pod Zieloną Górą sierżanta policji. Po zabójstwie ukrywał się przez dwa miesiące, zatrzymano go na Śląsku.

Według źródeł “Wyborczej” prok. Kosmaty przez dwa lata weryfikował słowa “Baryły”. Gdy znalazł innych świadków potwierdzających relację przestępcy, zatrzymał Aleksandra G., a potem Konrada L., ps. “Lala”, i Mirosława R., ps. “Ryba”. Obaj mają zarzut udziału w porwaniu dziennikarza.

O wiarygodności zeznań “Baryły” świadczyły szczegóły, których nie mógł znać, gdyby nie był wtajemniczony w sprawę. Zgadza się więc adres dziennikarza, fakt pobicia go przez ochroniarzy, nazwiska i opisy osób pracujących dla Aleksandra G. i Mariusza Świtalskiego. Poważnym błędem tej relacji była marka samochodu, jakim na spotkanie miał przyjechać Aleksander G. “Baryła” upiera się, że była to “lancia, taka, jaką jeździł rząd”. Ale biznesmen nigdy nie jeździł takim samochodem.

Świtalski chce zeznawać

Zeznania nie obciążają Świtalskiego w takim stopniu jak Aleksandra G. Mimo to Świtalski jest zaniepokojony zarzutami wobec jego ochroniarzy i dawnych wspólników. Jednego z nich – Mirosława R., “Rybę” – broni mec. Wiesław Michalski, od lat prawa ręka Świtalskiego i członek rady nadzorczej obecnej firmy biznesmena, Czerwonej Torebki. W ostatnich dniach adwokat powiedział prok. Kosmatemu, że Świtalski chciałby zostać przesłuchany w tej sprawie i że stawi się na każde wezwanie. – Pan Świtalski jest przekonany w 100 proc. o niewinności mojego klienta i deklaruje, że może stawić się na przesłuchanie o każdej porze dnia i nocy – mówi mecenas. I dodaje: – Mój klient [Mirosław R.] twierdzi, że jest niewinny. Zarzuty opierają się na zeznaniach świadków. Dotarło do mnie, że jednym z nich jest człowiek skazany za zabójstwo policjanta. Nie wiem, czy taka osoba jest wiarygodna. Złożyłem zażalenie na areszt. Nie wiem, czy prokurator byłby zainteresowany, ale gdyby była taka możliwość, to pan Świtalski jest gotowy poręczyć za mojego klienta.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75478,17149051,Swiadek_prokuratury_o_spotkaniu_w__Elektromisie__.html

17-12-2014, 22:54

Proces naczelnej Solidarni2010.pl za naruszenie miru został odroczony  »

Press
(MW)
17-12-2014

Kolejni świadkowie zeznawali wczoraj podczas drugiej rozprawy Hanny Dobrowolskiej, redaktor naczelnej serwisu Solidarni2010.pl, oskarżonej o naruszenie miru domowego Państwowej Komisji Wyborczej.

Dobrowolska razem z protestującymi i dziennikarzami przebywała w warszawskiej siedzibie PKW 20 listopada br. Sądzona jest w jednym procesie z reżyserem Grzegorzem Braunem. Wczoraj zeznawała 18-letnia uczestniczka protestu w PKW i policjant, który nagrywał na wideo wydarzenia w budynku. Dziewczyna zeznała, że osoby przebywające w siedzibie PKW zachowywały się spokojnie. Policjant stwierdził tylko, że słyszał komunikat administratora budynku do zebranych, ale nie pamięta jego treści.

Podczas poprzedniej rozprawy Dobrowolska zeznała, że w chwili zatrzymania pokazała policjantce legitymację prasową, co nie zostało odnotowane w aktach sprawy. Świadkowie potwierdzili wtedy, że przebywała w PKW jako dziennikarka. Kolejna rozprawa odbędzie się 7 stycznia br.

Podczas protestu w Państwowej Komisji Wyborczej pod zarzutem naruszania miru domowego tej instytucji zatrzymano 12 osób, w tym dziennikarzy. Sąd uniewinnił już  dziennikarza TV Republika Jana Pawlickiego i fotoreportera PAP Tomasza Gzella. Witold Zieliński, dziennikarz internetowego radia Niepoprawne Radio PL, nie zna jeszcze terminu swojej pierwszej rozprawy.

Całość: http://www.press.pl/newsy/internet/pokaz/47453,Proces-naczelnej-Solidarni2010_pl-za-naruszenie-miru-zostal-odroczony

17-12-2014, 17:50

Wybrali członków Rady Programowej Polskiego Radia  »

IAR
17-12-2014

Jacek Szymanderski został nowym przewodniczącym Rady Programowej Polskiego Radia. Jego zastępcami zostali Krystian Legierski i Krzysztof Czabański.

Prezydium rady ukonstytuowało się podczas inauguracyjnego posiedzenia w siedzibie Polskiego Radia w Warszawie.

Jacek Szymanderski to były działacz “Solidarności” i opozycji w PRL. Pracował również jako dyrektor Ośrodka Badań Opinii Publicznej. Nowy przewodniczący Rady Programowej podkreślił w rozmowie z IAR, że zamierza korzystać ze swoich doświadczeń zawodowych, związanych z badaniem mediów oraz wykształcenia socjologicznego i dlatego dużą wagę chce zwracać na audytorium: kto słucha i czego chce słuchać.

Do Rady Programowej PR weszli: Rafał Grupiński, Urszula Augustyn, Edward Pałłasz, Piotr Węgleński – rekomendowani przez Klub Parlamentarny PO; Krzysztof Czabański, Tadeusz Deszkiewicz i Witold Kołodziejski – przez Klub Parlamentarny PiS; Bożena Żelazowska – przez PSL; Małgorzata Winiarczyk-Kossakowska rekomendowana przez Klub Parlamentarny SLD i Marcin Rzońca – przez Twój Ruch.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji w skład Rady Programowej Polskiego Radia powołała: Krystiana Legierskiego, Małgorzatę Muzoł, Zbigniewa Nosowskiego, Jana Poprawę i Jacka Szymanderskiego.

Rada programowa liczy 15 członków.

Reprezentowanych jest przez ugrupowania parlamentarne, pięciu rekomenduje KRRiT. Kadencja rad trwa 4 lata. Zgodnie z Ustawą o radiofonii i telewizji, członkowie Rad Programowych publicznej radiofonii i telewizji reprezentują społeczne interesy i oczekiwania związane z działalnością programową. Rady są również zobowiązane do przedstawiania swoich opinii w procesie uzgodnień planów programowo-finansowych.

Całość: http://wiadomosci.dziennik.pl/media/artykuly/478204,jacek-szymanderski-rada-programowa-polskiego-radia.html