Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

20-12-2014, 16:59

Sąd potwierdził prawo felietonisty do zjadliwej krytyki, Ziemkiewicz nie musi przepraszać Michnika  »

Press
(MW, PAP)
20-12-2014

Sąd Apelacyjny oddalił apelację Adama Michnika od wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, który rok temu nie uwzględnił jego pozwu wobec Rafała Ziemkiewicza. Redaktor naczelny “Gazety Wyborczej” domagał się od felietonisty przeprosin. Zdaniem sądu Michnik jest osobą publiczną, wobec której granice dopuszczalnej krytyki są szersze niż zwykłych osób, a ponadto “może on reagować w swej gazecie na wystąpienia swych oponentów”.

Rafał Ziemkiewicz

Michnik pozwał Ziemkiewicza (autora m.in. książki pt. “Michnikowszczyzna”) o ochronę dóbr osobistych za fragment jego felietonu w “Gazecie Polskiej” z 2012 roku. Uważa, że pozwany sugerował jego nielegalne związki z wymiarem sprawiedliwości. Wnosił by sąd nakazał przeprosiny i wpłatę przez Ziemkiewicza 50 tys. zł na Zakład dla Niewidomych w Laskach.

Ziemkiewicz twierdzi, że publicysta ma prawo wyraziście przedstawiać swe opinie w felietonie. Przypominał przed sądem wygrane przez Michnika lub Agorę SA procesy o ochronę dóbr osobistych, m.in. wobec Jarosława M. Rymkiewicza, co – zdaniem Ziemkiewicza – “budzi poczucie krzywdy”.

Sąd Okręgowy uznał, że nie doszło do naruszenia dóbr osobistych Michnika, a pozwany nie przekroczył granic dopuszczalnej krytyki i działał w interesie społecznym, jakim jest swoboda wypowiedzi. Jak mówiła sędzia SO Anna Pogorzelska, pozwanemu chodziło nie o korzystanie przez Michnika z metod terroru, ale tylko z “drogi procesu sądowego”. Nawet jeśli zwrot może uwłaczać sędziom, powód nie ma legitymacji, by występować w ich imieniu – dodała. Jej zdaniem słów pozwanego nie można rozumieć jako zarzutu skorumpowania sędziów przez powoda.

Sędzia oświadczyła też, że chcąc zwalczać nieprawdziwe zarzuty, powód nie musi wytaczać procesów i można oczekiwać od niego – jako szefa dużej gazety – “ponadprzeciętnego” poziomu odporności wobec stwierdzeń, które “nie pociągają negatywnych dla niego skutków”. Według SO określenie “rozgrzani sędziowie” to właściwy dla felietonu środek literacki oraz nawiązanie do słów Bronisława Komorowskiego po wygranym przezeń procesie z Jarosławem Kaczyńskim w kampanii prezydenckiej w 2010 roku.

Adam Michnik złożył od tego wyroku apelację. Sąd Apelacyjny uznał, że doszło wprawdzie do naruszenia dóbr osobistych powoda i mógł on poczuć się dotknięty, ale działanie pozwanego nie było bezprawne.

Uzasadniając wyrok, sędzia SA Krzysztof Tucharz powiedział, że należy się zgodzić z apelacją, iż o tym czy dana wypowiedź narusza dobra osobiste, nie może przesądzać to, czy wywołała ona dla powoda jakieś negatywne konsekwencje. Powód nie musi zaś tego wykazywać. Ale sędzia dodał, że nie można wyciągać tak daleko idących wniosków, jak powód co do znaczenia słów o “terroryzowaniu przy pomocy usłużnych sędziów”. Według SA zwrotu “terroryzować” w kontekście całego felietonu pozwanego nie można rozumieć dosłowne, a słowo “usłużny” nie oznacza “znajdujący się na czyichś usługach” i nie sugeruje by powód oddziaływał zakulisowo na sędziów.

SA uznał, że nie jest bez znaczenia, iż inkryminowane słowa padły w felietonie i napisał je publicysta, a nie dziennikarz. SA potwierdził prawo do krytyki nawet zjadliwej, ale nie obraźliwej. Sędzia Tucharz dodał, że Michnik jest osobą publiczną, wobec której granice dopuszczalnej krytyki są szersze niż zwykłych osób, a ponadto “może on reagować w swej gazecie na wystąpienia swych oponentów”. Sędzia podkreślił, że procesy cywilne wytaczane przez powoda “nie miały odosobnionego charakteru” i mogły być postrzegane jako “hamowanie dyskursu ideowego”.

Pełnomocnik Michnika radca prawny Piotr Rogowski powiedział PAP, że SA odmówił Michnikowi prawa do sądu. Dodał, że SA ośmieszył też tym wyrokiem niedawne oświadczenie prezesów Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego i Naczelnego Sądu Administracyjnego na temat słów o sędziach wypowiedzianych przez Jarosława Kaczyńskiego 13 grudnia.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/47474,Sad-potwierdzil-prawo-felietonisty-do-zjadliwej-krytyki_-Ziemkiewicz-nie-musi-przepraszac-Michnika

20-12-2014, 05:49

Zarząd SDP zarzuca mediom zmowę milczenia w sprawie przesłuchania prezydenta Komorowskiego  »

Press
20-12-2014

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarz Polskich wydał oświadczenie w sprawie braku transmisji telewizyjnych ze składania zeznań w charakterze świadka przez prezydenta RP Bronisława Komorowskiego w procesie sądowym Wojciecha Sumlińskiego. W swoim oświadczeniu szefowie SDP gratulują dziennikarzowi TV Republika, że przerwał zmowę milczenia polskich mediów w tej sprawie.

Oświadczenie Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich obserwowało przesłuchanie prezydenta Bronisława Komorowskiego jako świadka w procesie Wojciecha Sumlińskiego.

SDP w radością składa gratulacje dziennikarzowi TV Republika Michałowi Rachoniowi, który – za pomocą własnego telefonu komórkowego – przełamał zmowę milczenia wobec tego zdarzenia i pozwolił opinii publicznej na zapoznanie się z zeznaniami Bronisława Komorowskiego. Michał Rachoń rzetelnie wykonał swoją pracę. Mamy nadzieje, że takich odważnych i sumiennych dziennikarzy będzie coraz więcej.

W Pałacu Prezydenckim były kamery wszystkich polskich telewizji.  Jednak żadna z telewizji nie odważyła się przeprowadzić relacji na żywo z przesłuchania pierwszej osoby w państwie.

Takie wydarzenie byłoby szeroko komentowane i transmitowane w każdym demokratycznym kraju. Postawa przedstawicieli dużych telewizji jest, z punktu widzenia dziennikarskiego rzemiosła, zawstydzająca.

Krzysztof Skowroński, prezes SDP

Agnieszka Romaszewska-Guzy, wiceprezes SDP

Piotr Legutko, wiceprezes SDP

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/47473,Zarzad-SDP-zarzuca-mediom-zmowe-milczenia-w-sprawie-przesluchania-prezydenta-Komorowskiego

19-12-2014, 17:51

W “Marchołcie”, w nastroju przedświątecznym  »

SD RP Oddział Katowice
(ów), Edward Kozak, Józef Wróbel, Andrzej Dyczko
19-12-2014

Zgodnie z wieloletnią tradycją, u progu świąt Bożego Narodzenia i nadchodzącego wielkimi krokami Nowego 2015 Roku, późnym popołudniem, w piątek 12 grudnia spotkaliśmy się – w “Marchołcie”.

Było rzewnie, nieco nostalgicznie, ale nade wszystko radośnie, bo i było się z czego cieszyć. Okazało się bowiem, iż mimo upływu nieubłaganego czasu na spotkaniu było nas sporo. Po wielu latach pojawił się między nami, oczekiwany przez wielu, Henryk Szczepański.

Symbolicznie, łamiąc się opłatkiem życzyliśmy sobie wzajemnie wszystkiego co najlepsze, przede wszystkim zdrowia i wszelkiej pomyślności, a także lepszych perspektyw dla uprawianej przez nas profesji.

Nie obyło się bez okolicznościowych upominków i okolicznościowych paczek, które dzięki hojności: Zakładów Mięsnych w Żywcu firmy rodzinnej Wojciecha Dobiji,  PPUH Voigt Ludmiły Jamy Sp. z o.o. w Zabrzu oraz firmy Alfa Jacka Jelińskiego Sp. z o.o. w Katowicach – naszych niezawodnych sponsorów trafiły do rąk wszystkich uczestników przedświątecznego spotkania.

A jak było,  zobaczcie na zdjęciach Edwarda Kozaka, Józefa Wróbla, a na deser – album Andrzeja Dyczki:

https://picasaweb.google.com/103687673037790319064/20141212SDPRPKatowice?authkey=Gv1sRgCNzT5sKKltjeSw&feat=email

(ów)

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/7372

19-12-2014, 16:22

Policja przed posłami tłumaczyła się z zatrzymania dziennikarzy w PKW  »

Press
(PAP)
19-12-2014

Na piątkowym posiedzeniu komisji kultury i środków przekazu przedstawiciele kierownictwa MSW i Policji tłumaczyli okoliczności zatrzymania dziennikarzy w siedzibie PKW, wyrazili też ubolewanie z powodu incydentu.

Posiedzenie komisji w sprawie “zatrzymania dziennikarzy Polskiej Agencji Prasowej i Telewizji Republika podczas wykonywania obowiązków służbowych w siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej w nocy z 20 na 21 listopada 2014 roku” zostało zwołane na wniosek posłów PiS.

W imieniu wnioskodawców poseł Jan Dziedziczak podkreślił, że zatrzymanie przez policję dziennikarzy w PKW było wydarzeniem “bez precedensu po 1989 roku”. “Ten rok 2014, przedstawiany przez liberalne media jako rok wolności, rok 25-lecia po przemianach z roku 1989, jest tak naprawdę, w opinii wielu, czarnym rokiem dla polskiego dziennikarstwa, czarnym rokiem dla wolności słowa w naszym kraju” – mówił poseł PiS.

Odpowiadając na zarzuty minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska podkreśliła, że do zatrzymania dziennikarzy “nie powinno dojść ani wtedy, kiedy to się zdarzyło, ani nigdy więcej”. “Nie powinno też dojść do okupacji siedziby PKW. Wtedy była potrzebna interwencja policji, ale niepotrzebne było zatrzymanie dziennikarzy. Dziennikarze nie powinni być wówczas zatrzymani” – mówiła.

“Wszystkich tych, których to dotknęło w sposób bezpośredni, a również tych, których to zbulwersowało, czy spowodowało dyskomfort, przeprosiłam” – dodała szefowa MSW.

Nie zgodziła się jednak, że zatrzymanie dziennikarzy było – jak mówił Dziedziczak – “formą represji”. “Bo sugeruje to, że ktoś taką represję zlecił, zarządził. Nic takiego nie miało miejsca (…). Media w Polsce mają bezgraniczny dostęp do informacji i mają prawo pełnić swoją misję, ale z drugiej strony policja ma mieć możliwość realizowania swoich zadań” – mówiła Piotrowska.

Komendant główny policji gen. Marek Działoszyński powiedział, że policja również ubolewa “nad sytuacją, która wydarzyła się w PKW”.

“My jako policja jesteśmy i będziemy nastawieni na współpracę z mediami (…). Ta sytuacja, która zdarzyła się w PKW, jest swego rodzaju sytuacją nową, z którą policja się zderzyła (…). Ta sytuacja (…) wymagała od policjantów podejmowania decyzji związanych z wyegzekwowaniem uprawnień podmiotów uprawnionych do dysponowania swoją własnością, stąd mamy do czynienia z kwalifikacją związaną z naruszeniem miru domowego” – tłumaczył Działoszyński.

Przedstawiając szczegółowe działania policji w siedzibie PKW, podkreślił, że o godz. 21.30 Państwowa Komisja Wyborcza przerwała pracę. “W związku z tym relacjonowania pracy i przebiegu tej pracy, jeśli chodzi o PKW, właściwie po godzinie 21.30 nie było” – mówił komendant. Tłumaczył, że część osób, pomimo czterech wezwań administratora budynku do jego opuszczenia, a także trzech późniejszych wezwań policji, nie opuściła sali konferencyjnej PKW i dlatego policja zaczęła te osoby wyprowadzać.

Przewodnicząca sejmowej komisji kultury Iwona Śledzińska-Katarasińska (PO) zwróciła uwagę, że problemem nie było chwilowe zatrzymanie dziennikarzy, ale ich przetrzymywanie przez dłuższy czas. “Problem się zaczął wtedy, kiedy już po ochłonięciu w komendzie, jednak zdecydowano się zatrzymać (dziennikarzy) na dłużej i postawić przed sądem” – mówiła. Zwróciła uwagę, że bardzo często dziennikarze znajdują się w sytuacji, w której mogą przeszkadzać w akcji policji, co – jej zdaniem – daje policji prawo do zdecydowanego działania, jednak potem powinno się ich potraktować zgodnie z wiedzą o tym, jaką rolę dziennikarze pełnią w społeczeństwie.

W odpowiedzi komendant główny policji przypomniał treść art. 193 Kodeksu karnego dot. naruszenia miru domowego. “Przestępstwo naruszenia miru domowego może być popełnione zarówno przez działanie – jako wdarcie się, jak i przez zaniechanie, czyli wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nieopuszczenie. Dla bytu przestępstwa nie ma znaczenia, czy sprawca znalazł się w tym miejscu legalnie, bo np. został zaproszony, czy też nielegalnie. Jeśli jednak sprawca dostał się do niego legalnie, to nieopuszczenie tego miejsca staje się bezprawne od momentu, kiedy dowiaduje się o żądaniu osoby uprawnionej, aby opuściła takie miejsce” – tłumaczył Działoszyński.

Podczas posiedzenia komisji policja przedstawiła także założenia opracowywanego obecnie we współpracy z mediami kodeksu dobrych praktyk, który ma poprawić współpracę policjantów z dziennikarzami.

Dwaj dziennikarze – fotoreporter PAP Tomasz Gzell i dziennikarz TV Republika Jan Pawlicki – zostali zatrzymani przez policję około północy z 20 na 21 listopada, gdy relacjonowali okupację gmachu PKW przez osoby domagające się natychmiastowej dymisji członków PKW, w związku z przedłużającym się obliczaniem wyników wyborów samorządowych. Łącznie z dziennikarzami zatrzymano wtedy 12 osób. Wszystkich policja oskarżyła o naruszenie miru domowego przez nieusłuchanie polecenia opuszczenia pomieszczenia. 5 grudnia sąd uniewinnił dziennikarzy, uznając, że ich zatrzymanie było pomyłką.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/47469,Policja-przed-poslami-tlumaczyla-sie-z-zatrzymania-dziennikarzy-w-PKW?target=pressletter&uid=556

19-12-2014, 08:33

Juliusz Braun chce dalej kierować TVP, wystartuje w konkursie do zarządu  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pp
19-12-2014

Obecny prezes Telewizji Polskiej Juliusz Braun podczas wigilijnego spotkania z pracownikami TVP zapowiedział, że wystartuje w przyszłorocznym konkursie do zarządu spółki – dowiedział się portal Wirtualnemedia.pl.

Juliusz Braun

Braun podtrzymał zapowiedź, że TVP zakończy ten rok z nieujemnym wynikiem finansowym, co zakłada plan finansowy spółki. Prezes TVP podczas spotkania zdementował także plotki, że planuje zostać ambasadorem.

Kadencja obecnego zarządu TVP, w którym oprócz Brauna zasiadają także Marian Zalewski i Bogusław Piwowar, zaczęła się w maju 2011 roku. Zakończy się ona natomiast wraz z odbyciem walnego zgromadzenia za 2014 roku, co ma nastąpić najpóźniej do 30 czerwca przyszłego roku.

Konkurs na nowy zarząd TVP zostanie zorganizowany wiosną przyszłego roku. W styczniu rada nadzorcza spółki ma zdecydować, czy zarząd nadal będzie wieloosobowy, czy może w TVP powstanie zarząd jednoosobowy. To ostatnie rozwiązanie rekomenduje mediom publicznym Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Jednak Stanisław Jekiełek, przewodniczący rady nadzorczej TVP, jest zwolennikiem wieloosobowego zarządu.

W mediach pojawiły się ostatnio informacje, że kandydatami do nowego zarządu TVP mogą być też Edward Miszczak, członek zarządu TVN ds. programowych, oraz Agnieszka Odorowicz, dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Oboje dotąd nie skomentowali tych doniesień.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/juliusz-braun-chce-dalej-kierowac-tvp-wystartuje-w-konkursie-do-zarzadu

18-12-2014, 19:11

Komorowski zeznawał w procesie Sumlińskiego. Ten miał do niego 200 pytań. Sąd uchylił wiele z nich  »

Gazeta.pl
prot, klep, PAP
18-12-2014

Prezydent Bronisław Komorowski przez prawie cztery godziny zeznawał jako świadek w procesie dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego i b. oficera WSI płk. Aleksandra L., oskarżonych o płatną protekcję przy weryfikacji b. żołnierza WSI. Rozprawa odbyła się w Pałacu Prezydenckim.

Sekwencja wydarzeń robiła ogromne wrażenie – zeznał prezydent. Powiedział, że w okresie zmiany władzy jesienią 2007 r. zjawił się u niego oficer WSI płk Aleksander L. i zaoferował dotarcie do aneksu z raportu weryfikacji WSI – sugerował, że ma do niego dojście; nie wskazał swych źródeł.

“ABW przejęło T. w moim biurze poselskim”

- Pomyślałem, że to dziwne, bo przecież i tak dostęp jako marszałek Sejmu do aneksu mam – zeznał prezydent, który wtedy nie wykluczał, że to forma prowokacji i – jak mówił – oględnie wypowiadał się wobec L., “by go nie spłoszyć”. Uznał L. za niebezpiecznego człowieka, który “chciał się wkraść w łaski nowej władzy”.

Prezydent dodał, że krótko potem zjawił się u niego płk WSI Leszek T., który poinformował, że ma nagrania wiążące się z korupcją wokół komisji weryfikacyjnej WSI. – Nie chciałbym wnikać w motywy obu panów. Pana L. znałem jako oficera WSW i człowieka związanego z poprzednim systemem; byłem zdziwiony, że w ogóle przyszedł – zeznał prezydent.

Komorowski dodał, że za swój “naturalny obowiązek” uznał poinformowanie o sprawie odpowiednich organów. – Pan (Paweł) Graś (ówczesny koordynator służb specjalnych) zasugerował, by sprawę przekazać ABW – dodał. – W tej sytuacji ABW przejęło T. w moim biurze poselskim; na tym mój udział w sprawie się skończył – oświadczył prezydent.

Komorowski podkreślił, że chodziło o bezpieczeństwo państwa. – W tej sytuacji ABW przejęło T. w moim biurze poselskim; na tym mój udział w sprawie się skończył – oświadczył prezydent. Dodał, że nie pamięta więcej niż zeznał w prokuraturze; zeznania te podtrzymał.

“Podtrzymuję krytyczną opinię co do likwidacji WSI”

- Nie pamiętam, bym się zapoznawał z aneksem – oświadczył Komorowski; dodał, że nie wyklucza tego i że można to sprawdzić w tajnej kancelarii. Podkreślił, że nie odczuwał potrzeby zapoznania się z dokumentem zbudowanym – jak mówił – głównie po to, by go zaatakować w sposób oderwany od prawdy za to, że głosował przeciw likwidacji WSI. – Podtrzymuję krytyczną opinię co do likwidacji WSI w taki sposób, w jaki zrobił to rząd PiS – dodał.

W lutym 2007 r. prezydent Lech Kaczyński upublicznił raport z weryfikacji WSI, sygnowany przez szefa komisji weryfikacyjnej Antoniego Macierewicza. W 2008 r. Trybunał Konstytucyjny uznał za sprzeczne z konstytucją pozbawienie osób z raportu prawa do wysłuchania przez komisję, prawa dostępu do akt sprawy oraz odwołania do sądu od umieszczenia w raporcie. Po tym prezydent Kaczyński zdecydował nie ujawniać przygotowanego przez Macierewicza aneksu do raportu, bo – jak mówił w 2008 r. – “zbyt wiele jest tam fragmentów, w których fakty zastąpiono interpretacjami”. Podtrzymał to potem Komorowski.

Zawodna pamięć

Komorowski oświadczył, że nie pamięta więcej, niż powiedział w prokuraturze; zeznania te podtrzymał. Powtórzył to też po ich odczytaniu (mówił w nich m.in., że “mógł się pomylić co do dat spotkań z T.”). Według Sumlińskiego (oświadczył, że ma 200 pytań do prezydenta) są sprzeczności w zeznaniach świadka ze śledztwa i z sądu. – Ja sprzeczności nie widzę – replikował prezydent. – Ta sprawa nie była moim priorytetem przy zmianie władzy w Polsce; nie wykluczam, że moje zeznania nie znajdują potwierdzenia w słowach innych świadków – dodał.

Sumliński mówił, że T. zeznał, iż przyszedł on do Komorowskiego przed płk. L. – Moja pamięć może być zawodna; do sądu należy ocena, czy ma to wpływ na sprawę – odparł Komorowski, podkreślając że nie chce wprowadzać sądu w błąd. Prosił też sąd o uniemożliwienie pytań sugerujących, jakoby chciał on nielegalnie zdobyć aneks od L.

Uchylone pytania

Sąd uchylił wiele pytań Sumlińskiego, który pytał prezydenta m.in. o to, “czy to on kłamie, czy b. szef ABW Krzysztof Bondaryk”. Prezydent uznał zaś za “niegodziwe” pytanie Sumlińskiego o sprawę potrącenia syna Komorowskiego. Sąd pouczył oskarżonego, że jeśli ma problemy z zadawaniem pytań, może skorzystać z pomocy swego obrońcy.

Na wniosek Sumlińskiego prezydent na początku złożył przysięgę, że będzie mówił “całą prawdę, niczego nie ukrywając”. Przysięga taka ma charakter formalny (bo za składanie fałszywych zeznań lub zatajanie prawdy tak czy inaczej grozi do 3 lat więzienia). Sąd jest obowiązany odebrać ją od świadka, jeśli wnosi o to jedna ze stron procesu.

Przez pierwsze 45 minut prezydent składał zeznania na stojąco, potem za zgodą sądu usiadł za stołem nakrytym zielonym suknem, naprzeciwko prowadzącego sprawę sędziego Stanisława Zduna. Po jego bokach, również za stołami, zasiadają oskarżeni oraz prokurator. Sąd zgodził się na transmisję telewizyjną rozprawy przez kilka stacji.

Prezydent zeznaje

Rolę sądowej sali pełni tzw. sala muszlowa na drugim piętrze Pałacu Prezydenckiego. Obecni są tam dziennikarze oraz publiczność – uzyskali oni specjalne przepustki od Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli. Bezpieczeństwa pilnują oficerowie BOR.

Ogłaszając w listopadzie takie przesłuchanie, sędzia Zdun powiedział, że prezydent prosił sąd, aby – ze względu na “bezpieczeństwo i obowiązki służbowe” – rozprawa odbyła się w Kancelarii Prezydenta. “Pan prezydent ma czas do końca dnia” – mówił wtedy sędzia, prosząc strony postępowania o przygotowanie “syntetycznych pytań” do świadka.

Żaden przepis prawa nie reguluje tak wyjątkowej sytuacji jak zeznania prezydenta RP w roli świadka. Nie podlega on bowiem rygorom takim jak każdy inny obywatel, który – wezwany przed sąd – musi się stawić. Od woli prezydenta zależy zarówno stawiennictwo jak i jego forma – np. może on zaprosić sąd do swej siedziby. Dzisiejsza rozprawa to pierwszy taki przypadek.

Sprawa Sumlińskiego

Proces Sumlińskiego i L. – którym grozi do ośmiu lat więzienia – toczy się od 2011 r. i jest na końcowym etapie. Już na początku procesu wskazywano, że możliwe będzie złożenie zeznań przez prezydenta Komorowskiego, który zeznawał w śledztwie, będąc jeszcze marszałkiem Sejmu. Prezydent zeznaje na wniosek prokuratury, która dopisała go do listy świadków już w akcie oskarżenia, gdy nie był jeszcze głową państwa.

W grudniu 2009 r. Sumliński (który w wypowiedziach dla mediów występuje pod pełnym nazwiskiem) i L. zostali oskarżeni przez warszawską prokuraturę apelacyjną o powoływanie się od grudnia 2006 do stycznia 2007 r. na wpływy w Komisji Weryfikacyjnej WSI i podjęcie się – w zamian za 200 tys. zł – załatwienia pozytywnej weryfikacji oficera WSI płk. Leszka T. Ten oficer tajnych służb wojska jeszcze z PRL ostatecznie został negatywnie zweryfikowany.

Śledztwo zainicjował Leszek T., który nagrywał rozmowy z płk. L. i Sumlińskim. W listopadzie 2007 r., po przegranych przez PiS wyborach, zawiadomił o sprawie ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, który poinformował o niej ABW. Śledztwo trwało od grudnia 2007 r. W maju 2008 r. ABW przeszukała mieszkania członków Komisji Weryfikacyjnej WSI Piotra Bączka i Leszka Pietrzaka.

Sprawa nabrała rozgłosu w mediach w lipcu 2008 r. gdy sąd – po uwzględnieniu zażalenia prokuratury – zdecydował o aresztowaniu Sumlińskiego. Dzień później dziennikarz próbował popełnić samobójstwo w jednym z warszawskich kościołów. Po tym zdarzeniu odstąpiono od jego aresztowania. Aresztowany przez pół roku był zaś płk L. (chciał się poddać karze, czego sąd odmówił).

Sumliński nie przyznaje się do winy i twierdzi, że była to prowokacja T. wymierzona m.in. w Komisję Weryfikacyjną. W mediach zwracał uwagę na swe dziennikarskie śledztwa i sugerował, że “mógł się tym narazić wielu osobom”. Media ponownie nawiązały do tej sprawy w 2012 r., kiedy zmarł Leszek T., mający zeznawać w procesie. Prokuratura podawała, że przyczyną śmierci T. była niewydolność krążenia. Śledztwo w sprawie jego śmierci umorzono.

Całość: http://m.wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,117915,17151292,Komorowski_zeznaje_w_procesie_Sumlinskiego__Ten_ma.html