Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

26-01-2015, 10:59

“Malemen” publikuje zapis rozmowy dziennikarki i bohatera wywiadu. “To zakończy dyskusję o jego autentyczności”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
26-01-2015

W bieżącym wydaniu dwumiesięcznika “Malemen” (Next Media) opublikowano rozmowę ze stylistą Robertem Kiełbem ułożoną z fragmentów felietonów blogera Romana Zaczkiewicza. Kiełb zaprzecza, że udzielił wywiadu, a redakcja publikuje jego rozmowę z dziennikarką.

Autor bloga Szarmant.pl Roman Zaczkiewicz w ubiegłym tygodniu poinformował, że opublikowany w wydaniu grudniowo-styczniowym “Malemena” oraz na portalu Malemen.pl wywiad pt. “Zmierzch elegancji”, jaki ze stylistą i historykiem ubioru Robertem Kiełbem przeprowadziła Kaja Burakiewicz, jest właściwie niezmodyfikowaną kompilacją dwóch jego tekstów – „Bal na Titanicu – Zmierzch klasycznej męskiej elegancji” oraz “Męska elegancja: rys historyczny od XIX w.”. Bloger napisał je w maju i październiku 2011 roku.

Redakcja pisma publicznie przeprosiła Romana Zaczkiewicza za zaistniałą sytuację. Podobieństwo przytoczonych przez blogera fragmentów z artykułem prasowym tłumaczono tym, że wywiad został przeprowadzony drogą mailową, a odpowiedzi na pytania dziennikarki pochodziły bezpośrednio od Roberta Kiełba. – Redaktor naczelny “Malemena” Michał Kukawski zadzwonił do mnie z przeprosinami oraz propozycją wystąpienia na łamach magazynu – mówił Wirtualnemedia.pl autor bloga Szarmant.pl. Bloger rozważał również podjęcie kroków prawnych.

W piątek głos zabrał Robert Kiełb, który – w oświadczeniu przesłanym do redakcji Wirtualnemedia.pl – zaprzeczył, że wywiad został z nim w ogóle przeprowadzony. – Ze zdumieniem przyjąłem treść rzekomo udzielonego przeze mnie wywiadu opublikowanego w magazynie “Malemen” nr 49 z 2014 roku. Nie udzieliłem bowiem tego wywiadu, a jedynie przesyłałem, jak wielokrotnie wcześniej w okresie naszej współpracy, materiały oraz linki referencyjne, które miały służyć do inspiracji dla dziennikarzy “Malemen” - tłumaczy Robert Kiełb.

Stylista podkreśla, że dotychczas wywiady przekazywano mu do autoryzacji i tego samego oczekiwał tym razem. – Tymczasem do wywiadu w ogóle nie doszło – zamiast tego magazyn zdecydował się opublikować materiał, który nie był mojego autorstwa. Nastąpiło to bez mojej wiedzy i zgody i było dla mnie zupełnym zaskoczeniem – twierdzi kategorycznie Kiełb. Ponadto stylista zarzuca redakcji pisma zniesławienie go i rozważa podjęcie kroków prawnych wobec naruszania dóbr osobistych. – Całą sytuację można by uznać za efekt nieszczęśliwego nieporozumienia między mną i redakcją oraz tłumaczyć publikowaniem przez magazyn artykułów pod dużą presją czasu, gdyby nie oświadczenie “Malemen” zamieszczone 21.01.2015 roku na stronie www magazynu. Wyjaśnienia redakcji zawierają stwierdzenia zniesławiające mnie oraz bezpodstawne sugestie jakobym dopuścił się plagiatu. Z całą stanowczością zaprzeczam takim insynuacjom – konkluduje Robert Kiełb.

Reakcja dwumiesięcznika była natychmiastowa. W przesłanym oświadczeniu zarzucono Robertowi Kiełbowi mijanie się z prawdą. - Jesteśmy zmuszeni zareagować zdecydowanie, publikując całą korespondencję między naszą dziennikarką, Kają Burakiewicz a Panem Robertem Kiełbem, historykiem ubioru i stylistą. W wymianie tej jasno widać, że Pan Robert (z powodu choroby) sam zaproponował, by mu przesłać pytania w formie pisemnej, na które odpowiedział gotowym tekstem. Nie były to, jak twierdzi, linki ani referencje lecz gotowe odpowiedzi na przesłane pytania. Nie pada żaden komentarz dotyczący źródeł, nie ma ani jednej informacji, że przesłane odpowiedzi są cytatami lub fragmentami przekopiowanymi z bloga bądź innej publikacji. Jedyny przesłany link (do strony meskieinspiracje.com) potraktowaliśmy jako żartobliwy gest ze strony Pana Roberta i nie zamieściliśmy żadnych informacji z przesłanej strony. W żadnym miejscu nie pada jakiekolwiek odwołanie do bloga Szarmant, prowadzonego przez Pana Romana Zaczkiewicza – czytamy w oświadczeniu, przesłanym do redakcji Wirtualnemedia.pl przez Michała Kukawskiego, redaktora naczelnego “Malemena”.

Redakcja dwumiesięcznika podkreśla, że odpowiedzi na pytania dziennikarki zostały napisane przez Roberta Kiełba w pierwszej osobie, a stylista – ponieważ wielokrotnie współpracował z pismem – miał pełną świadomość, że tekst zostanie opublikowany w formie wywiadu. - Jednocześnie Pan Kiełb nie prosił o autoryzację tekstu, a po publikacji (29 grudnia 2014 roku) prosił Kaję Burakiewicz o przesłanie materiałów w formie plików pdf (co także znajduje się w korespondencji z Kają Burakiewicz) - tłumaczy redakcja.

Zespół redakcyjny zdecydował się upublicznić zapis rozmowy Burakiewicz i Kiełba w serwisie społecznościowym. Decyzja ta wynikała m.in. z niemożności skontaktowania się ze stylistą. W piątek Michał Kukawski, naczelny “Malemena”, zapowiedział w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl, że zdaniem redakcji dziennikarka Kaja Burakiewicz nie popełniła żadnego błędu i nie zostanie ukarana. Wydawnictwo nie zdecydowało, czy wobec Roberta Kiełba zostaną podjęte kroki prawne. - W tej sprawie decyzję podejmie zarząd - tłumaczył nam Michał Kukawski.

Z serwisu Malemen.pl zniknęło w weekend oświadczenie redakcji, zawierające odpowiedź na oskarżenia Roberta Kiełba. Usunięty został również screenshot z korespondencją między dziennikarką a stylistą. Czytelników powiadomiono o rozpoczęciu mediacji.

- Publiczne pranie brudów czas kończyć. Niniejszym informujemy, że strony sporu (nazwanego już przez sieć #szarmantgate) postanowiły się spotkać i porozmawiać bez nerwów. Bezspornie doszło do naruszenia własności intelektualnej i wzajemnych oskarżeń oraz przerzucania się odpowiedzialnością. Wierzymy jednak, że nikt w tej sprawie nie miał złych intencji, ani nie próbował cynicznie nikogo oszukać, a do wykorzystania cytatu bez podania źródła doszło przez godną pożałowania nieuwagę. Wierzymy również, że wszyscy wyniesiemy z tej sprawy ważną naukę – napisano na portalu “Malemena”.

Z Robertem Kiełbem nie udało nam się skontaktować.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/malemen-publikuje-zapis-rozmowy-dziennikarki-i-bohatera-wywiadu-to-zakonczy-dyskusje-o-jego-autentycznosci

25-01-2015, 23:56

Prokuratura złożyła apelację w sprawie dziennikarzy zatrzymanych w PKW  »

Press
(RUT, PAP)
25-01-2015

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście złożyła do Sądu Okręgowego w Warszawie apelację w sprawie dziennikarzy Polskiej Agencji Prasowej i Telewizji Republika, których sąd pierwszej instancji uwolnił od zarzutu naruszenia “miru domowego” w siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej w listopadzie ub.r.

Fotoreporter PAP Tomasz Gzell i dziennikarz TV Republika Jan Pawlicki zostali zatrzymani przez policję, gdy relacjonowali okupację gmachu PKW w związku z przedłużającym się obliczaniem wyników wyborów samorządowych. W grudniu ub.r. warszawski sąd rejonowy uniewinnił dziennikarzy. “Zatrzymanie to pomyłka, przykre nieporozumienie” – mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia. Po analizie nagrania wideo i zeznań świadków sąd uznał, że do tej pomyłki mogło dojść m.in. z powodu działań policji i administratora gmachu, bo zmieniono początkowo ogłaszany komunikat wzywający również dziennikarzy do opuszczenia gmachu, na wezwanie do “nieutrudniania działań policji”. “Z nagrania bezspornie wynika, gdzie byli pracujący dziennikarze, a gdzie manifestanci” – dodał sędzia. Z kolei minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska mówiła PAP wkrótce po uniewinnieniu dziennikarzy, że ich zatrzymanie podczas zajść w PKW nie powinno się było zdarzyć. “Przepraszam tych, których to dotknęło, których to bulwersowało” – dodała. Mimo to Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście złożyła do Sądu Okręgowego w Warszawie apelację od wyroku uniewinniającego dziennikarzy.

Na początku stycznia br. sąd uwzględnił zażalenie Pawlickiego na zatrzymanie go przez policję, a od końca ub.r. trwa śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez policjantów. Prowadzi je Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów, obaj dziennikarze mają status pokrzywdzonych.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/47748,Prokuratura-zlozyla-apelacje-w-sprawie-dziennikarzy-zatrzymanych-w-PKW

24-01-2015, 19:04

Sprawa Ziętary: Gangster przeprasza i chce wycofać zeznania  »

Głos Wielkopolski
Krzysztof M. Kaźmierczak
24-01-2015

Znany w przestępczym świecie pod pseudonimem “Baryła” 42-letni Maciej B. będący ważnym świadkiem w sprawie zabójstwa Jarosława Ziętary przyznaje się do udziału w zastraszaniu dziennikarza, ale z powodu obawy o swoje życie chce wycofać zeznania obciążające byłego senatora Aleksandra G. i dawnych ochroniarzy Elektromisu: Mirosława L. ps. “Lala” i Dariusza R. ps. “Ryba”. Może to mieć fatalne skutki dla śledztwa.

Odsiadujący wyrok dożywocia (o “Baryle” patrz niżej) przestępca zdecydował się na rozmowę z dziennikarzem “Głosu Wielkopolskiego” gdyż czuje się zagrożony. Dotąd nie rozmawiał z mediami. W czasie gdy doszło do zabójstwa Ziętary miał 20 lat. Do środowiska ochroniarzy Elektromisu wprowadził go znajomy, Dariusz L. ps. “Lewy” – było to trzy lata przed zamordowaniem dziennikarza.

Na początku rozmowy gangster powiedział, że “przeprasza za Jarka” i bardzo żałuje swojego udziału w sprawie Ziętary.

Przyznał przy tym, że uczestniczył w jego zastraszeniu i pobiciu, wraz z innymi osiłkami z Elektromisu był w tym celu u dziennikarza w jego mieszkaniu. Zapewnił, że nie wiedział wtedy, że może on zostać później porwany i zamordowany, i że on sam nie uczestniczył w tej zbrodni.

“Baryła” powiedział, że po tym jak ujawniono, że jest on ważnym świadkiem w sprawie zabójstwa Ziętary otrzymał anonimowy list, którą odebrał jako groźbę. Przekazał nam jego zawartość. To wydruk zdjęcia przedstawiającego młodego Macieja B. ćwiczącego na plaży. Twierdzi, że wykonano je latem 1991 roku w Cetniewie. Był wówczas w tamtejszym ośrodku sportowym wraz z kilkoma kolegami z Elektromisu. Tylko oni – według niego – mają fotografie z tamtego wyjazdu i jej przysłanie do więzienia ma być sygnałem, że ludzie z tamtego kręgu nim się obecnie interesują.

Przestępca twierdzi, że jest jednym z nielicznych związanych ze sprawą Ziętary ludzi, którzy jeszcze żyją. Pozostali – w tym Dariusz L. ps. “Lewy” – zginęli w jego zdaniem w dziwnych wypadkach, a jednemu z nich, Romanowi K., “zrobiono” samobójstwo.

Gangster oświadczył, że ostatnio wszystko przemyślał i podczas najbliższego przesłuchania w krakowskiej prokuraturze zamierza wycofać swoje zeznania obciążające aresztowanych.

Powiedział, że zdaje sobie sprawę z tego, że może to uniemożliwić wyjaśnienie sprawy Ziętary, ale dla niego własne sprawy są ważniejsze.

Odwołanie zeznań przez Macieja B. spowodowałoby zapewne kłopoty w śledztwie. Jak mocno by mu zagroziło – tego nie wiadomo, gdyż zapytana przez nas krakowska prokuratura nie udzieliła konkretnej odpowiedzi.

- Ze względu na dobro śledztwa nie mogę potwierdzić, czy Maciej B. jest świadkiem w sprawie zabójstwa Jarosława Ziętary – powiedział nam prowadzący postępowanie Piotr Kosmaty. – Mogę jedynie zapewnić, że nasz materiał dowodowy opiera się na zeznaniach szeregu świadków, które wzajemnie się uzupełniają oraz innych dowodach – dodał prokurator.

Odmówił także odpowiedzi na pytanie, czy osoby zeznające w sprawie zabicia dziennikarza są pod ochroną policji czy też są szczególnie pilnowane w zakładach karnych .

- W razie jakichkolwiek informacji o zagrożeniu świadków podejmiemy niezwłocznie działania, by zapewnić im pełne bezpieczeństwo – zapewnił prokurator Kosmaty.

Kim jest “Baryła” i co łączy go ze sprawą Ziętary

  • Zanim trafił na drogę przestępczą Maciej B. jako nastolatek trenował kick-boxing i judo. Dzięki znajomości z sal treningowych trafił do Elektromisu, w którego ochronie pracowało wielu trenujących sztuki walki. Ochroniarze, z którymi – jak twierdzi – brał udział w przestępstwach (wymuszeniach i zastraszaniu) mówili na niego “małolat” lub “młody”. Pseudonimu “Baryła” dorobił się później, podczas porachunków gangsterskich. Kilkakrotnie próbowano go zabić. W 1996 roku B. aresztowano za rozboje. Po wypuszczeniu za kaucją zaczął się ukrywać się za granicą, a potem w województwie lubuskim. Wpadł w 1999 roku gdy w mieszkaniu, w którym się ukrywał doszło do eksplozji ładunku wybuchowego, przy którym Maciej B. manipulował. Gangster został wtedy ciężko ranny. W 2001 roku skazano go na dożywocie za zastrzelenie w 1999 roku policjanta podejrzewanego o związki z przestępczością narkotykową.
  • “Baryła” według “Gazety Wyborczej” jest głównym świadkiem krakowskiej prokuratury. To na podstawie jego zeznań podstawiono Aleksandrowi G. zarzut podżegania do zabójstwa Ziętary, Maciej B. miał powiedzieć podczas przesłuchania, że był świadkiem tego, jak biznesmen w siedzibie Elektromisu domagał się od ochroniarzy żeby skutecznie “uciszyli” dziennikarza, który interesował się jego nielegalnymi interesami. Według zeznań gangstera w porwanie i zabójstwo Jarosława Ziętary zamieszani byli Mirosław L. i Dariusza R., wieloletni osobisty ochroniarz twórcy Elektromisu, Mariusza Świtalskiego. Eks senator i ochroniarze zostali tymczasowo aresztowani.

Całość: http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/3726494,sprawa-zietary-gangster-przeprasza-i-chce-wycofac-zeznania,id,t.html?cookie=1

24-01-2015, 18:55

Tomasz Sekielski będzie wydawał książki. “Czas trochę zamieszać na rynku wydawniczym”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
24-01-2015

W marcu br. nakładem wydawnictwa Od Deski Do Deski, którego współwłaścicielem jest Tomasz Sekielski, w sprzedaży pojawi się premierowa powieść “Preparator”. Dziennikarz nie planuje porzucenia zawodu. – Konkurencja może przynieść jedynie korzyści i czytelnikom i autorom – tłumaczy portalowi Wirtualnemedia.pl Sekielski.

Tomasz Sekielski

Od deski do deski jest wydawnictwem o profilu non-fiction. Większościowym udziałowcem wydawnictwa jest Kombinat Medialny, czyli firma, odpowiadająca m.in. za produkcję programu “Po prostu” dla TVP1, w której to Tomasz Sekielski posiada większość udziałów. Sam pełni w wydawnictwie funkcję dyrektora oficyny.

Na razie w Od deski do deski pracuje kilka osób, ale dziennikarz podkreśla, że nie planuje ogromnego rozrostu zatrudnienia. – Są to osoby, które znam i do których mam pełne zaufanie. Powiem więcej. Mam nadzieję, że wydawnictwo z jego nieuniknionym rozwojem nie zapadnie na chorobę zwaną przerostem zatrudnienia, gdzie rozmywa się odpowiedzialność, gdzie nikt nie wie, za co odpowiada. Mówiąc obrazowo: mamy być zwartą, nieliczną i elastyczną grupą szybkiego reagowania – wyjaśnia Tomasz Sekielski.

Dlaczego Sekielski zdecydował się na otwarcie wydawnictwa? – Uwielbiam literaturę faktu, szczególnie tę w wydaniu amerykańskim. Zawsze narzekałem, że brakuje mi podobnych książek pisanych przez polskich autorów. I choć w tej kwestii widać poprawę uznałem, że czas trochę zamieszać na rynku wydawniczym. Konkurencja może przynieść jedynie korzyści i czytelnikom i autorom – wyjaśnia dziennikarz. – Bezpośrednim impulsem była ponowna lektura książki Trumana Capote “Z zimną krwią”. Nie jest to klasyczna literatura faktu, ale oparta na faktach powieść. Gdy czytałem ją po raz kolejny pomyślałem, że to znakomity pomysł na stworzenie serii wydawniczej. Tak powstało Od deski do deski. Wierzę, że znajdzie się odbiorca tego typu literatury. Warunek jest jeden – muszą to być książki na najwyższym poziomie – podkreśla.

Na początek zaplanowano wydanie dwóch serii wydawniczych. Pierwszy cykl “Na fAktach” to powieści dokumentalne, w których czołowi polscy prozaicy napisali powieści, inspirowane prawdziwymi wydarzeniami i głośnymi zbrodniami ostatnich dekad. Premierowa powieść serii – “Preparator” Huberta Klimki-Dobrzanieckiego – ukaże się 16 marca br. i opowie historię preparatora z łódzkiego prosektorium, skazanego za kazirodztwo, profanację zwłok i podwójne morderstwo.

- Czytelnik otrzyma nie tylko kryminał, ale i poruszający obraz naszego społeczeństwa. Te książki są naprawdę wstrząsające – wyjaśnia Tomasz Sekielski. W drugim cyklu znajdą się historie ludzi, którzy zza kulis wpływają na rzeczywistość polityczną i gospodarczą.

- Będziemy dostarczać czytelnikowi książki opisujące i wyjaśniające mechanizmy, według których funkcjonuje otaczająca nas rzeczywistość. Zarówno z perspektywy naszego polskiego podwórka, jak i tej szerszej, globalnej. Profil non-fiction daje nam tu duże pole działania, jeżeli chodzi o formę i tematykę naszych publikacji. Wywiad-rzeka, biografia, reportaż, ale oprócz “czystej” literatury faktu nie zamykamy się na bardziej fabularyzowane treści – podkreśla Sekielski.

Wydawnictwo Tomasza Sekielskiego nawiązało współpracę z młodymi autorami. Do napisania książki w serii “Na fAktach” udało się zaprosić m.in. Huberta Klimko-Dobrzanieckiego, Łukasza Orbitowskiego, Wojciecha Kuczoka czy Sylwię Chutnik. – Są to autorzy i autorka młodego i średniego pokolenia. Wiek nie był tu jednak kryterium, wszystkie te nazwiska łączy fantastyczny dorobek literacki, wielokrotnie doceniany licznymi nagrodami. Ci autorzy to czołówka współczesnej prozy polskiej – wymienia Tomasz Sekielski. Powieść dla Od deski do deski napisze również Janusz Wiśniewski.

Książki z obu serii mają ukazywać się równolegle, a pierwsze ich tytuły będą wydawane w odstępie około miesiąca. Terminy kolejnych premier są uzależnione od autorów, ponieważ niektóre z powieści nadal są na etapie pisania.

W październiku ub.r. w sprzedaży pojawiła się ostatnia książka Tomasza Sekielskiego “Sejf 3. Gniazdo kruka” (wydana nakładem Rebis). Autor na razie nie pracuje nad nową pozycją. Wydawnictwo Od deski do deski wyda wywiad rzekę, który dziennikarz przeprowadził z Grzegorzem Żemkiem, głównym oskarżonym w głośnej aferze FOZZ.

Sekielski nie zamierza porzucić dziennikarstwa i zaznacza, że realizując program “Po prostu” w obecnej, międzynarodowej formule przeprowadza dziesiątki rozmów z ludźmi, których spotyka na całym świecie. – Nowe miejsca, które poznaję są bardzo inspirujące i nie wykluczone, że właśnie podczas tych podróży narodzi się pomysł na nowe wydawnicze serie – podkreśla dziennikarz.

Z danych Nielsen Audience Measurement wynika, że program “Po prostu” jesienią ub.r. oglądało średnio 691 tys. osób. Jedynka w czasie emisji audycji Tomasza Sekielskiego notowała słabsze wyniki niż jej główni konkurenci. Wpływy z reklam wyniosły 2,6 mln zł.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tomasz-sekielski-bedzie-wydawal-ksiazki-czas-troche-zamieszac-na-rynku-wydawniczym

23-01-2015, 05:23

10 lat “Szkła kontaktowego” w TVN24. Miecugow: najwięcej pokazujemy PO  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
23-01-2015

“Szkło kontaktowe” obchodzi 10. urodziny. Program wpisał się już na stałe krajobraz telewizji w Polsce, a tematy w nim poruszane od lat nakręca spór PO-PiS. Z okazji jubileuszu TVN24 nada dziś specjalne wydanie magazynu z udziałem publiczności.

Gospodarze "Szkła kontaktowego" - Grzegorz Miecugow i Tomasz Sianecki

Formuła “Szkła” jest prosta. Codziennie prowadzący wraz z komentatorem, najczęściej satyrykiem, w pewnej żartobliwej konwencji komentują prezentowane w materiałach i setkach tematy dnia, a ich dialogi przeplatane są telefonami od widzów. Na dole ekranu przeczytać można też sms-y nadesłane przez oglądających audycję.

Program wszedł na antenę TVN24 25 stycznia 2005 roku. Powstał w reakcji na frustrację społeczeństwa końcówką mających coraz gorsze notowania rządów Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Pierwsze wydanie “Szkła” poprowadził Grzegorz Miecugow, któremu towarzyszył Krzysztof Daukszewicz. Następnego dnia gospodarzem audycji był Tomasz Sianecki, a komentował Tomasz Jachimek.

Grzegorz Miecugow, szef redakcji “Szkła”, podkreśla, że pierwszy rok emisji programu był nieco inny niż kolejne dziewięć lat, które wyglądały dość podobnie. – Na początku 2006 roku zarysowało się coś, co stało się trwałym wyznacznikiem naszej polityki, mianowicie konflikt na linii dwóch braterskich partii, wyrosłych z tego samego pnia. To sporu PO-PiS dotyczą materiały, wokół niego toczą się rozmowy telefoniczne, to on wyznaczył linię ocen – mówi Wirtualnemedia.pl Miecugow.

W pierwszych latach, gdy media mocno krytykowały powstały po wyborach rząd PiS-u, to właśnie ta partia uznała “Szkło” za jednego ze swoich wrogów. Ówczesny wicepremier Ludwik Dorn nazwał widzów audycji “wykształciuchami” . Z kolei ówczesny premier Jarosław Kaczyński powiedział, że „to co pokazuje “Szkło kontaktowe”, to jedna wielka bzdura”, zaznaczając jednocześnie, że programu nie ogląda.

- PiS uważa, że jesteśmy im nieprzychylni – przyznaje Miecugow – Jednak gdyby ktoś przeanalizował ilość materiałów poświęcanych poszczególnym partiom w ostatnich trzech latach to wygrałaby Platforma. Poza taki tematami jak lot posłów PiS do Madrytu, to najwięcej mówimy o naszej rzeczywistości, o lekarzach, górnikach, o rządzących, którzy podejmują decyzje - opisuje.

Szef “Szkła” podkreśla, że program nie pokazuje tylko wpadek i przejęzyczeń. – Staram się, by w każdym wydaniu było odwzorowaniem tego co wydarzyło się tego dnia – mówi Miecugow. W audycji dominuje polityka, tak jak w całej stacji TVN24. Są też tematy, których magazyn nie porusza - takim była np. cała sprawa „matki Madzi”.

Do polityków którzy najczęściej przez te 10 lat pokazywani byli w “Szkle” należą m.in. Donald Tusk, Jarosław Kaczyński, Stefan Niesiołowski czy Ewa Kopacz, ale także Ryszard Kalisz, Jacek Kurski czy Tadeusz Cymański. Częstotliwość pojawiania się polityków zależy oczywiście od ich aktywności w życiu publicznym. – Na początku emisji “Szkła” było dużo Jana Rokity. Sądzę, że ostatni raz pojawił się większym zakresie przy okazji incydentu samolotowego – mówi Grzegorz Miecugow.

Zdaniem Miecugowa, że telefony od ludzi, którzy wypowiadają się na antenie negatywnie stanowią tylko od 5 do 10 proc. wszystkich połączeń. – Pozostałe telefony są nijakie. Tzn. tym sensie, że albo jest problem ze zrozumieniem o co rozmówcy chodzi, albo ktoś krytykuje przedmówcę albo nie zrozumiał jego wypowiedzi. Dzwoniący odnoszą się też do sytuacji innych grup zawodowych, czy narzekając na małą rentę czy emeryturę – mówi Miecugow.

Cały czas wiele osób dzwoniących nie potrafi zmieścić się w ciągu minuty (tyle mniej więcej przewidziano na jedną wypowiedź)  i to zdaniem Miecugowa nie zmieniło się przez te 10 lat. – My Polacy nie potrafimy w krótkich słowach powiedzieć o co nam chodzi, powtarzamy w kółko, nikt nas nie uczy sztuki wypowiadania się – ubolewa szef “Szkła”.

Niektórzy widzowie do “Szkła” dzwonią regularnie i ich telefony stały się już pewną tradycją programu. Taką osobą jest pan Edward ze Szczecina, który dzwoniąc, przedstawia “prawdy prawdziwego Polaka”, a na koniec mówi “Niech Pan nie przerywa, panie Miecugow”. – Jest też pan Marek z Warszawy, którzy mówi zawsze, że wszystko jest źle i że żyje w strasznym świecie – wymienia Miecugów.

Ale zdarzają się też bardzo pozytywne telefony. – Niedawno dzwoniła pani, która powiedziała, że 10 lat temu 25 stycznia jej koleżance urodziła się wnuczka, jej córka także tego dnia urodziła córkę, a wieczorem “urodziło” się “Szkło”. Pani zażartowała, że obie dziewczynki patronkami programu – opowiada Miecugow.

Program początkowo był nadawany w dni powszednie i trwał około 20 minut. Potem został wydłużony do godziny i pojawiły się też jego wydania weekendowe. W pierwszym roku emisji “Szkła” TVN 24 stacja nie była monitorowana programowo przez Nielsen Audience Measurement, więc nie ma dokładnych wyników oglądalności audycji. Z danych za okres od 1 października 2006 roku do 24 stycznia 2007 wynika, że średnia widownia “Szkła kontaktowego” wyniosła wtedy aż pół mln osób przy udziale w rynku na poziomie 4,34 proc. W kolejnym roku magazyn notował rekordową widownię (528 tys. osób.)

W następnych latach oglądalność programu spadła poniżej 400 tys. widzów, ale od kilku lat utrzymuje się w miarę na podobnym poziome.  W ostatnim roku (okres od 25 stycznia ub.r. do 21 stycznia br.) “Szkło” średnio śledziło 360 tys. osób przy udziale 3 proc.

“Szkło kontaktowe” od początku tworzy niewielki zespół redakcyjny, liczący wraz z prowadzącymi niecałe 10 osób. Do tego dochodzi grupa komentatorów – obecnie są nimi Tomasz Jachimek, Krzysztof Daukszewicz, Marek Przybylik, Maria Czubaszek, Artur Andrus, Wojciech Zimiński, Grzegorz Markowski i Jerzy Iwaszkiewicz. W przeszłości komentatorami byli też m.in. Kamil Dąbrowa i Ilona Łepkowska.

Niemal wszyscy komentatorzy będą obecni w dzisiejszym, jubileuszowym wydaniu “Szkła”. – Pokażemy fragmenty starych programów, stare oprawy, będą wspomnienia, a nawet wiersz rocznicowy – zapowiada Grzegorz Miecugow.

Program wyjątkowo potrwa dwie godziny, realizowany będzie z publicznością z nowego studia wirtualnego TVN24. Odcinek zakończy się prezentacją nowej oprawy antenowej, w której “Szkło” ukazywać się będzie do soboty. Tego dnia zmieni się też grafika jego studia.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/10-lat-szkla-kontaktowego-w-tvn24-miecugow-najwiecej-pokazujemy-po

22-01-2015, 12:40

Radio Piekary zniknie? Potrzeba zmian, ale jak to zrobić?  »

Dziennik Zachodni
Iwona Makarska
22-01-2015

Radio Piekary ma 3. miejsce w aglomeracji pod względem słuchalności. Ale było uznawane za “tubę” poprzednich władz miasta. Czy zniknie?

Krzysztof Turzański

Radio Piekary. 88,7 FM. Regionalna tradycja i wielki sukces jednej z najpopularniejszych stacji radiowych w aglomeracji śląskiej. Nadawanie regularnych programów rozpoczęło blisko 19 lat temu. Teraz, po zmianie władz w Piekarach Śląskich, przyszłość wyrosłej z nurtu obywatelskiego rozgłośni stanęła pod znakiem zapytania.

Dlaczego? Bo rozgłośnia, która działa w strukturach Miejskiego Domu Kultury, przez lata miała opinię stronniczej. Była nawet nazywana “tubą propagandową” poprzednich władz Piekar Śląskich. Czy więc nowa prezydent Sława Umińska-Duraj i jej zastępca Krzysztof Turzański, wcześniej w opozycji, wykorzystają teraz możliwość, by pozbyć się radia, w którym bardzo często wypowiadano krytyczne uwagi na ich temat?

- Radio będzie funkcjonować dalej. Ale powinien się nim zająć profesjonalista, tak samo zresztą jak Miejskim Domem Kultury. I to nie powinna być jedna i ta sama osoba – zapowiada Krzysztof Turzański, wiceprezydent Piekar Śląskich.

To uwaga dotycząca obecnej redaktor naczelnej, Teresy Szaflik. Jednak Szaflik ma podpisany kontrakt do 2018 roku, więc szybko zmian raczej nie będzie.

Sama Teresa Szaflik krótko kwituje obecną sytuację instytucji: – Radio ma się dobrze. Pracujemy dalej, niezależnie od tego, jakie są teraz władze w mieście – ucina.

Rzecz w tym, że Radio Piekary to nie jest zwykła, lokalna rozgłośnia. Badania słuchalności co roku pokazują, że Radio Piekary cieszy się ogromną popularnością na Śląsku. Z raportu Radio Track Millward Brown za II półrocze 2014 roku, przygotowanego dla portalu Wirtualnemedia.pl, dotyczącego najpopularniejszych stacji radiowych w aglomeracji śląskiej pod względem udziału słuchania w grupie wiekowej słuchaczy od 15 do 75 lat, wynika, że Radio Piekary jest na trzecim miejscu. Rozgłośnia ma 7,2 proc. udziału w rynku. Wyprzedzają ją tylko RMF FM (33,3 proc.) oraz Trójka (7,7 proc.). Piekarska rozgłośnia ma jednak coraz większą konkurencję. Zyskuje Radio Fest z Chorzowa. Jego słuchalność wynosząca 5 proc. jest wyższa nawet od Polskiego Radia Katowice, które ma zaledwie 3,7 proc. udziału w rynku. Na rynek wchodzi też Radio Silesia.

Radio Piekary ma słuchaczy nie tylko w regionie, ale i za granicą. – Można posłuchać najważniejszych informacji, dowiedzieć się, co dzieje się w regionie, ale też w naszym mieście. O ile mam czas, słucham również śląskich szlagierów. Gdyby to radio zniknęło, byłoby to przykre – mówi Grażyna Gruszka z Piekar Śląskich.

- Dobrze, że jest na Śląsku radio, które promuje naszą kulturę. Stale słucham “Koncertu życzeń” – cieszy się piekarzanka Urszula Górniak. – Radio promuje nasz region! Nie wyobrażam sobie, by mogło go zabraknąć. Bardzo lubię to radio i słucham go często, nawet czasem od rana do wieczora – dodaje Danuta Nowak, której udaje się zwyciężać w różnych radiowych konkursach.

W nadawanych audycjach rzeczywiście dominują zwyczaje oraz gwara śląska, a także śląskie szlagiery. Transmitowane są też msze święte i nabożeństwa z piekarskiej bazyliki NMP.

Dziennikarze pracujący w radiu są optymistami, ale… zachowawczo nie chcą podawać swoich imion i nazwisk. – Pracujemy tu od wielu lat. Nie skupiamy się na polityce. Będzie, co ma być – mówi jeden z dziennikarzy. – Od konkurencji musimy być lepsi. Radio Piekary znalazło dobrą niszę. Trzeba walczyć, by tak zostało – podkreśla Turzański.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3723476,radio-piekary-zniknie-potrzeba-zmian-ale-jak-to-zrobic,id,t.html