Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

17-02-2015, 12:06

Ciemna strona  »

Polityka
Piotr Pytlakowski
17-02-2015

Dlaczego zająłem się artykułami z “Wprost”?

Piotr Pytlakowski

Zacznę jak oni. Nie interesuje mnie, kto z kim ma romans i kto z kim sypia. To prywatne sprawy. Jeżeli jednak w grę wchodzi najście na prywatne mieszkanie, zaczyna się inna rozmowa.

Dziennikarze proponują taki ton tej rozmowy. Dokonują rewizji w cudzym apartamencie. Istnieje forma, nazwijmy to, interwencji społecznej – w postaci tzw. obywatelskiego zatrzymania. Złodziej czy napastnik zostaje zatrzymany przez świadków na gorącym uczynku. Jak jednak nazwać zachowanie kolegów z tygodnika “Wprost”? Rewizja obywatelska czy dziennikarskie przeszukanie?

W tej historii, delikatnie mówiąc, nic nie trzyma się kupy. Do “Wprost” zgłasza się z donosem pewien biznesmen, właściciel 130-metrowego apartamentu na warszawskim Mokotowie. Wynajmuje go pewnej bizneswoman, która jednak nie płaci czynszu. Ale to nie dłużniczka mieszka w lokalu, lecz jej pracownica. To do niej dobijają się właściciel apartamentu i jego żona, bo postanowili „pozbyć się niesfornej lokatorki”. Ale to nie lokatorka zalega z opłatami, lecz – jako się rzekło – jej szefowa, której nikt nie niepokoi.

Z mieszkania wybiega mężczyzna w kapturze. Okazuje się, że to szef redakcji “Faktów” w telewizji TVN, który był tam z wizytą u znajomej. Właściciele wymieniają zamki w drzwiach i ryglują lokal dokładnie na 28 dni. Nikt poza nimi nie ma tam dostępu. W środku pozostają “aresztowane” rzeczy osobiste lokatorki. 13 lutego, w piątek, do mieszkania wkraczają wraz z właścicielami dziennikarze. Odkrywają biały proszek przypominający narkotyk, ogólny bałagan i osobiste notatki prezentera. Przeglądają je i uwieczniają ten fakt na fotografiach. Pismo z urzędu skarbowego, szkice tematów do “Faktów” – to bez wątpienia wrażliwe dane osobiste dziennikarza telewizyjnego, ale reporterów tygodnika takie niuanse nie interesują. Wpadli na trop czegoś niewyobrażalnie złego i już nie popuszczą. Afera jest tak ewidentna, że – jak ogłaszają światu – wymaga dziennikarskiego śledztwa. Bo – tu znów cytat – „wszystko składa się na dość przerażający obraz”. Ale co tak przeraża doświadczonych tropicieli w bałaganie zastanym w mieszkaniu. Biały proszek? Pisma pornograficzne? Krawaty znalezione w walizce?

Z prawnego punktu widzenia nie wiadomo, kiedy w mieszkaniu pojawił się proszek przypominający narkotyk. Mógł zostać podrzucony między 16 stycznia a 13 lutego, a w tym czasie tylko właściciele mieszkania mieli do niego dostęp. Dlaczego wcześniej nie wezwali policji, aby sprawdziła, czy w ich lokalu ktoś przechowywał zakazane substancje – nie wiadomo. Jedno jest pewne – to nie szef „Faktów” tam mieszkał, to nie on wynajmował apartament i nie on był stroną konfliktu właścicieli z osobą wynajmującą mieszkanie. Ale te drobiazgi kolegów dziennikarzy w ogóle nie zainteresowały.

Każdego można w podobny sposób dopaść i skompromitować. Można wejść do łazienki w pokoju hotelowym opuszczonym przez reporterów śledczych “Wprost”, dostrzec brudny ręcznik, pustą flaszkę po markowej whisky i coś jeszcze, aby grzmieć, że ktoś taki nie ma prawa mówić nam, jak żyć.

“Nasze środowisko, środowisko mediów, obowiązują pewne reguły. To może niektórych boleć, bo najwyraźniej poczuli się nietykalni” – czytamy we wstępniaku redaktora naczelnego “Wprost”. I właśnie o to chodzi. O reguły. Nie można budować tzw. materiału śledczego na podstawie insynuacji. Dziennikarz nie ma prawa szperać w prywatnych rzeczach innej osoby bez jej zgody i wiedzy. Nie ma prawa chwalić się tym na łamach. To hucpa, a nie dziennikarstwo!

Nie wiem, czy prezenter, którego opisał tygodnik, molestował seksualnie podwładne w swojej redakcji, co sugerują autorzy tekstów we “Wprost”. Na razie nie przedstawili żadnych dowodów na potwierdzenie tej tezy. Skupili się na przeszukaniu apartamentu i białym proszku. I grzmią, że to skandal. Ale co jest skandalem? Przecież nie wiedzieli nawet, czy proszek był narkotykiem, czy na przykład mąką, nie wiedzieli też, do kogo należał. Jeżeli to był narkotyk, to nie wiedzą, kto go zażywał i czy nie jest osobą uzależnioną, której może trzeba pomóc, a nie wdeptywać w ziemię.

Według mnie to grzebanie w prawdziwych czy zmyślonych brudach z czyjegoś prywatnego życia jest skandaliczne. Tak samo oburzało mnie grzebanie w przeszłości redaktora naczelnego tygodnika “Wprost”. Uważam za równie niegodziwe, kiedy ktoś na siłę szuka haka na niego i kiedy on sam szuka haka na inną osobę. Strojenie się w szaty jedynego sprawiedliwego w tej sytuacji nie przystoi.

Całość: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1609421,1,dlaczego-zajalem-sie-artykulami-z-wprost.read#.VONvxjBCErU.twitter

17-02-2015, 11:49

Monika Olejnik o propozycji zostania naczelną “Wprost”  »

Press
17-02-2015

Po tym jak “Wprost” opublikował materiał o Kamilu Durczoku, szefie “Faktów” TVN, Monika Olejnik ujawniła na Facebooku, że dostała propozycję objęcia stanowiska naczelnej tego tytułu. Cieszy się, że jej nie przyjęła.

Monika Olejnik w "Kropce nad i"

Monika Olejnik napisała dziś na Facebooku:

Kilka miesięcy temu wydawca “Wprost” proponował mi stanowisko redaktor naczelnej tygodnika. Dobrze, że jej nie przyjęłam. Musiałabym dziś biegać po cudzych mieszkaniach i grzebać ludziom w szufladach. Uważajcie, co wrzucacie do śmietnika, zbliża się redaktor Latkowski…

Redaktorem naczelnym “Wprost” (AWR Wprost) od stycznia 2013 roku jest Sylwester Latkowski. Zastąpił na tym stanowisku Michała Koboskę.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/47957,Monika-Olejnik-o-propozycji-zostania-naczelna-Wprost

17-02-2015, 09:03

Sławomir Jastrzębowski: Nie mogę się zgodzić na to, co WPROST robi z Durczokiem  »

Super Express
Sławomir Jastrzębowski
17-02-2015

Sławomir Jastrzębowski komentuje doniesienia “Wprost” na temat Kamila Durczoka.

Sławomir Jastrzębowski

Kamil Durczok nie jest moim kolegą, ale nie mogę się zgodzić na to, co robi z nim “Wprost”. Publikacje tego tygodnika na temat znanego dziennikarza są zwykłym świństwem i prymitywnym sądem kapturowym. Zapewne ku uciesze wrogów Durczoka ten sąd kapturowy jakoś tam zadziałał. Przyjrzyjmy się, jak funkcjonuje taka machina. Tydzień temu “Wprost” opublikował materiał, w którym jakaś pani mówi, że w jakiejś telewizji jej szef brutalnie ją molestował. Nie padają żadne nazwiska, żadne fakty i teoretycznie nikt nikomu nie stawia zarzutów. Teoretycznie. Praktycznie anonimowi internetowi komentatorzy wydają wyrok: to Kamil Durczok, szef “Faktów” TVN. Na jakiej podstawie? Nie wiadomo. Sam Durczok w zasadzie nie może się bronić, bo jak? Zaprzeczać? Ale komu? Anonimowym nienawistnikom? Sprawa jakoś dziwnie przestaje być anonimowa, TVN powołuje komisję w sprawie zbadania sprawy. To błąd. Bo jakiej sprawy i na jakiej podstawie? Kółka insynuacji kręcą się w najlepsze. “Wprost” zapowiedział przecież, że będzie sprawę molestowania i mobbingu bardzo znanego dziennikarza kontynuował. Wszyscy więc czekali.

Wczoraj na okładce “Wprost” pojawia się wielka twarz i tytuł “Ciemna strona Kamila Durczoka”. Oczywiście czytelnik zasiadający do lektury jest przekonany, że znajdzie tam dowody winy dziennikarza, że molestował, że mobbował jakąś dziennikarkę. Nic z tego, w środku wyłącznie prostacka ohyda. “Wprost” opisuje, że Durczok był w mieszkaniu jakiejś kobiety i kiedy reporterzy weszli po miesiącu do środka, to zastali ślady białego proszku, płyty pornograficzne, pozbawione powietrza lalki z sex-shopu i bałagan. Jaki zarzut można w związku z tym przypisać dziennikarzowi? Molestowanie czy mobbing dmuchanych lalek? Oczywiście żaden, ale przecież chodzi o to, żeby go zniszczyć. Na końcu tego podłego, nietrzymającego żadnych dziennikarskich standardów artykułu czytamy: “Za tydzień dalszy ciąg śledztwa >Wprost< dotyczącego molestowania i mobbingu w stacji telewizyjnej”. Wolne żarty, jaki dalszy ciąg śledztwa, skoro nie przeprowadziliście żadnego śledztwa? Jeżeli macie jakieś dowody przeciw Durczokowi, to je pokażcie. Jeśli ich nie macie, to się obróci przeciwko wam. Z wami można zrobić dokładnie to samo.

Całość: http://www.se.pl/wydarzenia/opinie/nie-moge-sie-zgodzic-na-to-co-wprost-robi-z-durczokiem_533840.html

17-02-2015, 08:22

Jan Piński doniósł do CBA na sędzię za list gończy. “Świadomie złamała prawo”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
17-02-2015

Redaktor naczelny “Uważam Rze” Jan Piński wysłał do Centralnego Biura Antykorupcyjnego zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez sędzię, która w ostatni piątek wystawiła list gończy i nakaz aresztowania dziennikarza.

Jan Piński

List gończy i nakaz aresztowania Jana Pińskiego został wydany w zeszły piątek przez sędzię Joannę Bukowską orzekającą w Sądzie Rejonowym Warszawa Mokotów, ponieważ naczelny “Uważam Rze” nie stawił się na kolejną rozprawę w procesie ze spółką J&S Energy, składając za pośrednictwem adwokata zwolnienie lekarskie.

W poniedziałek Piński wysłał do Centralnego Biura Antykorupcyjnego zostało wysłane zawiadomienie z podejrzeniami, że sędzia naruszyła przepisy Kodeksu karnego mówiące o przyjęciu łapówki i przekroczeniu uprawnień.

- Zawiadomienie wymienia osoby z najwyższych szczebli polityki, biznesu i świadka prawniczego, co do których mam wiedzę ze źródeł dziennikarskich, że powoływały się na wpływy w wymiarze sprawiedliwości, a także podejmowały bezpośrednie próby publikowania przeze mnie materiałów dziennikarskich - opisuje Piński. – Nie ma wątpliwości, że sędzia Bukowska świadomie złamała prawo, a jest niewiarygodne, aby zrobiła to bezinteresownie – ocenia.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/jan-pinski-doniosl-do-cba-na-sedzie-za-list-gonczy-swiadomie-zlamala-prawo

17-02-2015, 07:43

Tekst “Wprost” wygląda jak zlecenie na Kamila Durczoka  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
17-02-2015

Po nagonce na Kamila Durczoka warto przypomnieć sobie zasadę domniemania niewinności. Artykuł we “Wprost” wejdzie do historii polskiej dziennikarskiej hańby i wygląda jak zlecenie na szefa “Faktów” – tak poniedziałkową publikację tygodnika “Wprost” oceniają przedstawiciele mediów.

Kamil Durczok - szef "Faktów" TVN

W bieżącym wydaniu tygodnika “Wprost” opublikowany został artykuł autorstwa Sylwestra Latkowskiego i Michała Majewskiego, poświęcony życiu prywatnemu Kamila Durczoka, redaktora naczelnego “Faktów” TVN. Redakcja opisuje m.in. jak dziennikarz “uciekał z mieszkania”, w którym pozostawiono “podejrzany biały proszek przypominający narkotyki”. Tekst jest promowany na okładce tygodnika, która zdobi czarno-białe zdjęcie szefa redakcji “Faktów” z napisem “Ciemna strona Kamila Durczoka”.

W poniedziałkowej audycji “Poranek TOK FM” Kamil Durczok odniósł się do publikacji “Wprost” na swój temat. Dziennikarz przyznał, że odwiedził mieszkanie, w którym mieszkała jego znajoma, ale podkreślał, że to, co tam robił, nie było złamaniem prawa. – To jest moja absolutnie prywatna sprawa – powiedział Durczok. Stwierdził, że nie wie, czy w mieszkaniu znajdowały się narkotyki. Jednocześnie zauważył, że wezwani na miejsce policjanci na pewno by je zabezpieczyli i zatrzymali obecne osoby, gdyby znaleźli na miejscu coś podejrzanego.

Bogusław Chrabota, redaktor naczelny “Rzeczpospolitej”, nie chce oceniać Durczoka, ale zgadza się, że pewne publiczne role wymagają szczególnych kwalifikacji. – Czy do tych ról należy zaliczyć rolę szefa newsów w stacji komercyjnej i prezentera informacyjnego? Tu mam wątpliwości – ocenia Bogusław Chrabota.

- Zarazem chcę przypomnieć, że celebrytyzm jest produktem medialnym, a uświęcanie celebrytów przejawem skrajnej… naiwności. Co do sprawy Kamila Durczoka mamy do czynienia z działaniami na pograniczu zniesławienia, acz, jeśli tygodnik przedstawi jakieś rzeczowe dowody co do czynów karalnych, sprawą winna zająć się oczywiście prokuratura. Na pewno celebrytyzm nie zwalnia z odpowiedzialności karnej - podkreśla Chrabota i dodaje, że zaglądanie opisywanym bohaterom w bieliznę sytuuje “Wprost” bliżej tabloidów, niż prasy opiniotwórczej.

Tomasz Machała

Dyrektor zarządzający Grupy naTemat i redaktor naczelny naTemat.pl zauważa, że osoby publiczne podlegają mniejszej ochronie niż anonimowe, dlatego zainteresowanie Kamilem Durczokiem wydaje się dla niego zrozumiałe. – Nawet jednak osoby bardzo publiczne mają święte prawo do prywatności – twierdzi Tomasz Machała.

- To prawo w przypadku Kamila Durczoka zostało naruszone. “Wprost” nie powinien publikować zdjęć z mieszkania. To, co Kamil Durczok robi w mieszkaniu, co lubi oglądać i czego dotykać to jest jego prywatna sprawa. Pojawia się naturalnie pytanie, co byłoby gdyby takie materiały znaleziono w mieszkaniu biskupa. Durczok nie jest jednak biskupem, nie ubierał się w stroje autorytetu moralnego. To, że przeprowadzał wywiady z najważniejszymi osobami w państwie i relacjonował najważniejszy wydarzenia nie jest powodem, by mu zaglądać do sypialni – podkreśla Machała. – Argument typu: Prowadzi ważny program, więc możemy go zmieszać z błotem, oceniam jako żenujący. Zwłaszcza że nie ma żadnego dowodu, że Durczok w tej sypialni złamał prawo. Nie ma nawet żadnego dowodu, że jest to sypialnia, z której korzystał – dodaje naczelny naTemat.pl.

Kamil Durczok w TOK FM brzmiał jak człowiek załamany i złamany. Nie znam go, nie pracowaliśmy nigdy razem, nie mam więc żadnej wiedzy o tym w jaki sposób prowadzi zespół telewizyjny. Praca przy dzienniku telewizyjnym to wielki stres i potężna odpowiedzialność. Nie przekonuje mnie argument, że utrata nerwów jest w takiej sytuacji normalna i dopuszczalna. Nawet choleryk, jeśli jest managerem, musi jakoś zmanagować swój charakter. Ponieważ jednak nie mam zielonego pojęcia o relacjach Kamila Durczoka z reporterami i reporterkami “Faktów” TVN, to nie mam nic w tej sprawie do powiedzenia. Czekam na ewentualne zeznania, oświadczenia pod nazwiskiem, śledztwo prokuratury, bądź ustalenia komisji TVN.

Dobrze że Kamil Durczok poszedł na urlop. Na razie nie widzę żadnego powodu, by za dwa tygodnie nie wrócił do prowadzenia “Faktów”. W sprawie jest dużo niezdrowych emocji, bardzo dużo polityki (“Fakty” nie są lubiane po prawej stronie sceny), sporo biznesu (TVN jest w trakcie sprzedaży), masa plotkarskiego podniecenia i dużo pomówień. “Wprost” osiągnął na razie efekt odwrotny do zapewne zamierzonego. Całkiem sporo osób zaczęło Durczokowi współczuć. Jestem wśród nich. Daję mu na tym etapie kredyt zaufania i bardzo bym się rozczarował, gdyby się okazało, że złamał prawo albo dobre obyczaje w miejscu pracy.

Po kilkunastu dniach nagonki wydaje mi się jednak, że warto przypomnieć sobie zasadę domniemania niewinności. I to w takim sensie prawnym i bardziej publicystycznym, okładkowym. Droga, na której nieźle się ostatnio rozpędziliśmy doprowadzić nas bowiem może do okładkowych zdjęć z sypialni każdego z nas. I tytułów dużą czcionką o ciemnej stronie. Nawet ja, żyjąc codziennie w internecie, a więc dość drapieżnym środowisku, nie pożądam takiego świata.

Nie mam pojęcia jakie są motywy tygodnika Wprost. Jeśli prosprzedażowe, to wyniki zdaje się pokazują, że jazda na sensacji nie przynosi długotrwałych korzyści.

Brak profesjonalizmu autorom tekstu o szefie “Faktów” TVN zarzuca Wojciech Surmacz, redaktor naczelny “Gazety Bankowej”.

- To kolejny pokaz braku elementarnego pojęcia o zawodzie dziennikarza. Dziennikarstwo śledcze polega na tym, że prowadzi się “śledztwo” na zasadzie kojarzenia faktów, zbierania informacji drogą legalną, czasami można posunąć się do prowokacji. Ale ja nie wyobrażam sobie wejścia do miejsca, w którym prywatnie przebywa Kamil Durczok i grzebania w jego rzeczach – wylicza Wojciech Surmacz.

- Normalny dziennikarz wykonuje jakieś czynności, dochodzi do wniosków, które później publikuje, a tworzenie cyklu jest ciągnięciem tematu głównego. Z kolei redaktorzy “Wprost” zachowują się tak jakby zdawali relację opinii publicznej z kolejnych kroków, które wykonują prowadząc swoje śledztwo, obnażając przy tym własną nieudolność – dodaje Surmacz.

Wojciech Czuchnowski

Wojciech Czuchnowski z “Gazety Wyborczej” uważa z kolei, że publikacja “Wprost” o Kamilu Durczoku mocno naruszyła zaufanie czytelników tygodnika. – Mieliśmy zapowiedź artykułu na temat molestowania seksualnego w jednej ze stacji telewizyjnych, mieliśmy zapowiedź przedstawienia twardych dowodów, natomiast dostaliśmy relację redaktora naczelnego “Wprost” i szefa działu śledczego z tego jak grzebią w majtkach Kamila Durczoka i pokazują różne wstydliwe dla niego rzeczy. Nie ma to nic wspólnego z bardzo poważną kwestią molestowania seksualnego, niczego do tej sprawy nie wnosi – ocenia Wojciech Czuchnowski.

Czuchnowski podkreśla, że od redakcji “Wprost” oczekuje się, że przedstawi w końcu dowody (jeżeli takie posiada) na przypadki molestowania seksualnego przez Durczoka zamiast “niszczenia w sprawach, które z tym przestępstwem nie mają nic wspólnego”.

Zapewnienie, że tekst o Kamilu Durczoku jest elementem większego śledztwa traktuję jako niemoralny chwyt, bo przecież molestowanie seksualne jest ważniejszym tematem od gumowych lalek. Niemoralność polega tu przede wszystkim na tym, że jest to rodzaj szantażu wobec osób, które są zdziwione publikacją i naruszeniem prywatności Durczoka. To jest taki szantaż: Uważajcie, bo za chwile przedstawimy dowody, że będzie wam wstyd. Drugi element niemoralny jest taki, że to ma nabić nakład kolejnego numeru. Już sama zapowiedź poniedziałkowej publikacji to zrobiła. Jedni czytelnicy poczuli się oszukani tymi pikantnymi rzeczami znalezionymi w mieszkaniu, inni zamęczeni, rzeczami, które nie do końca wiadomo, czy należą do Durczoka. A teraz jeszcze się tych czytelników kusi, że “za tydzień to dopiero zobaczycie”.

Dla mnie publikację “Wprost” należy czytać razem z foto story z mieszkania, które miał odwiedzić Kamil Durczok i dopiero wtedy można w całości ją interpretować. Mieliśmy zapowiedź artykułu na temat molestowania seksualnego w jednej ze stacji telewizyjnych, mieliśmy zapowiedź przedstawienia twardych dowodów, natomiast dostaliśmy relację redaktora naczelnego “Wprost” i szefa działu śledczego z tego jak grzebią w majtkach Kamila Durczoka i pokazują różne wstydliwe dla niego rzeczy. Nie ma to nic wspólnego z bardzo poważną kwestią molestowania seksualnego, niczego do tej sprawy nie wnosi.

Wydaje mi się, że jest to mocne naruszenie zaufania czytelników oraz przekroczenie granicy, którą można przekroczyć tylko w ważnym interesie społecznym. Jeżeli nielegalne przeszukanie rzeczy Durczoka miałoby udowodnić, że on popełnia przestępstwo molestowania seksualnego to można powiedzieć, że to było dopuszczalne. Natomiast robienie tego, żeby epatować opinię publiczną tym, co Durczok ma w swoich szafach i komputerze jest po prostu bulwersujące i niedopuszczalne. Mam nadzieję, że redakcja “Wprost” w końcu wykona to, czego się od niej oczekuje i przedstawi dowody – jeżeli takie posiada – na przypadki molestowania seksualnego przez Durczoka, a nie będzie go niszczyła w sprawach, które z tym przestępstwem nie mają nic wspólnego.

Molestatorem może być osoba, która nie używa gumowych lalek i nie ogląda pornografii i odwrotnie – ktoś kto lubi takie gadżety nie musi molestować. Publikacja “Wprost” opisuje tło śledztwa dziennikarskiego, a od tła nie powinno się zaczynać pokazywania obrazu, tak jak od komina nie rozpoczyna się budowy domu.

Sławomir Jastrzębowski

To nie jest żadne dziennikarstwo, to jest czyste obrzydlistwo – w taki sposób o publikacji “Wprost” wypowiada się Sławomir Jastrzębowski, redaktor naczelny Grupy Super Express. – Wygląda na zlecenie na Durczoka realizowane prymitywną metodą “na chama”. Intencje autorów są aż nazbyt wyraziste: za wszelką cenę i wszelkimi sposobami zniszczyć gwiazdę TVN. Fakty w tym tekście się nie liczą, bo żadnych faktów, które miałyby kompromitować dziennikarza tam po prostu nie ma. Chodzi wyłącznie o mechanizm “unurzania”, czyli skojarzenia szefa “Faktów” z czymś niewłaściwym – ocenia Jastrzębowski.

- Temu służy po pierwsze język autorów: “został przyłapany przez policję, jak ucieka z mieszkania”. Przyłapany? Ucieka? Przecież to nachalnie prostacka nieprawda i cały tekst taki jest. Po drugie, temu służy sekwencja bzdur rozwijanych w artykule. Dziennikarze “Wprost” wchodzą do cudzego mieszkania, w którym Durczok był nie wiadomo jak długo, i ze sobie tylko znanych powodów kojarzą jego osobę z białym proszkiem i erotycznymi akcesoriami, które mogli przecież przynieść sami. Jakim prawem? Prostym: zniszczyć za wszelką cenę. Ten materiał, który wejdzie do historii polskiej dziennikarskiej hańby, kończy się kuriozalnie “Za tydzień dalszy ciąg śledztwa “Wprost” dotyczącego molestowania i lobbingu w stacji telewizyjnej”. Jaki dalszy ciąg śledztwa, skoro oni nie przeprowadzili żadnego śledztwa, natomiast wysłuchali zwierzeń jakiejś pani? Ten tekst cuchnie sądem kapturowym - uważa naczelny “SE”.

- To nie jest dziennikarstwo tylko działalność insynuacyjna i wygląda jak zlecenie na szefa “Faktów” – zgadza się z Jastrzębowskim Wojciech Surmacz.

Z danych ZKDP wynika, że średnia sprzedaż ogółem “Wprost” w listopadzie ub.r. wyniosła  41 353 egz., po dużym spadku.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tekst-wprost-wyglada-jak-zlecenie-na-kamila-durczoka-opinie

17-02-2015, 06:52

Żakowski o Durczoku: Jeśli molestował, to jego kariera jest złamana  »

Fakt.pl
Jacek Żakowski
17-02-2015

– Wiara, że ktoś ma być pod każdym względem ideałem, dlatego że jest osobą publiczną, to pułapka moralizatorska – twierdzi publicysta tygodnika “Polityka”, Jacek Żakowski. W rozmowie z Faktem przekonuje, że należy oddzielić zarzuty wobec Kamila Durczoka na dwie grupy: te poważne, o molestowanie seksualne oraz te m.in. o styczność z treściami zoofilskimi, będące – według publicysty – zwykłą nagonką na dziennikarza.

Fakt: Co sądzi pan o publikacjach “Wprost” na temat naczelnego Faktów TVN, Kamila Durczoka?

Jacek Żakowski

Jacek Żakowski: Pierwszy tekst “Wprost” traktował o poważnym problemie, jakim jest molestowanie, mobbing czy stalking. Natomiast drugi to już regularna nagonka na Durczoka. Trudno odnaleźć tu publiczną rację.

F: Czy osoba zajmująca tak wysokie stanowisko, rozmawiająca z najważniejszymi osobami w państwie, nie powinna być krystalicznie czysta także w prywatnym życiu?

JŻ: Powinna być krystaliczna w selekcjonowaniu informacji, które nam przedstawia. Gdy oglądam Fakty TVN, interesuje mnie, czy Durczok dokonał właściwej selekcji informacji, a nie to, czy np. jest wierny swojej żonie. Problem byłby dopiero, gdyby się okazało, że dopuszcza się przestępstw, czy poważnych wykroczeń wobec innych ludzi, np. molestowania czy mobbingu. Wiara, że ktoś ma być pod każdym względem ideałem, dlatego że jest osobą publiczną, to pułapka moralizatorska. Praca i życie prywatne nie mogą być mieszane. Musimy wyraźnie oddzielać te dwie sfery. Bo nasze odczucia moralne są różne, Jedni tolerują np. jedzenie mięsa, palenie marihuany i picie wódki, inni nie. Ale to nie ma związku z pracą. Nie możemy brnąć w kanał moralizatorskiego fundamentalizmu. Idąc tą drogą, trzeba by w muzeach pisać, czy artysta jadł mięso albo czy miał syfilis, bo od tego, by zależało, czy ktoś, by chciał oglądać jego obrazy. I nie powinniśmy siadać do samolotu, jeśli nie wiemy, jak się prowadził projektant. To by było głupie.

F: Dla autorytetu medialnego, jakim dla wielu jest Durczok, sprawa, z kim się spotyka i co ogląda, to prywatność? Czy ludzie powinni wiedzieć?

JŻ: Po co nam taka wiedza? Oczekiwanie, że dziennikarzami będą anioły, wydaje mi się kompletnie nietrafnione. Jeżeli ktokolwiek dopuszcza się molestowania, mobbingu, stalkingu, to bez względu na to, czy jest dziennikarzem czy kucharzem, naturalnym odruchem porządnego człowieka jest powstrzymanie go. Natomiast, co ktoś robi w prywatnym czasie, to jego prywatna sprawa, bez względu na to, jaką ma pracę. Według mnie kompletnym skandalem jest grzebanie komuś w prywatnych zapiskach i insynuacyjne wiązanie go z różnymi sytuacjami, jak to zrobił tygodnik „Wprost”. To nie ma nic wspólnego z dziennikarstwem.

F: Jeśli zarzuty się potwierdzą, Kamil Durczok powinien odejść z mediów?

JŻ: Komisja, którą powołał TVN, ma dwa tygodnie na wyjaśnienie tej sprawy. Może czegoś się dowiemy. Mam nadzieję, że jeśli ktoś ma jakiś żal do Durczoka, to ujawni to pod nazwiskiem. Bo bardzo mi się nie podoba, że ktoś anonimowo mówi o swoich żalach, ale nie ujawnia tożsamości. To ma znamiona pomówienia, plotkowania. Anonimami i plotkami można wykończyć każdego. Jeśli zgłoszą się ofiary i będą twarde przesłanki, że Durczok molestował, to moim zdaniem jego kariera będzie zniszczona. Trudno sobie wyobrazić, żeby firma, w której pracuje, mogła tolerować molestowanie.

Całość: www.fakt.pl/polityka/jacek-zakowski-o-aferze-z-kamilem-durczokiem,artykuly,524672.html