Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

23-02-2015, 06:52

Kacper Kowalski: wyróżnienie w World Press Photo to dla mnie nagroda za całokształt  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Beata Goczał
23-02-2015

- Nagroda jest przede wszystkim narzędziem. Jest jak klucz, który pomaga otwierać drzwi. A dalej – wszystko zależy od pomysłu i propozycji, z jakimi się za te drzwi przychodzi – stwierdza w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl Kacper Kowalski, jedyny polski laureat World Press Photo 2015.

W tegorocznej edycji World Press Photo Kacper Kowalski otrzymał drugą nagrodę w kategorii projektów długoterminowych. Nagrodzono jego serię zdjęć “Efekty uboczne” pokazującą krajobrazy na Pomorzu.

Kowalski robił te zdjęcia przez kilka ostatnich lat z paralotni lecącej na wysokości ok. 500 metrów. Fotografie mają pokazywać skomplikowane relacje ludzi z przyrodą.


Beata Goczał: To już Pana kolejna nagroda na World Press Photo. Która była ważniejsza – ta obecna, czy ta poprzednia – w kategorii Przyroda? I dlaczego?

Kacper Kowalski

Kacper Kowalski: Każda nowa była tą najważniejszą. To moja trzecia nagroda w konkursie World Press Photo i też w tym momencie jest najważniejsza. Dotyczy projektu długoterminowego, co chyba w moim przypadku oznacza nagrodę za całokształt.

Jest Pan jednym z niewielu Polaków, którzy w World Press Photo zostali zauważeni i docenieni. Jakie to uczucie?

Po prostu się cieszę.

Czuje się Pan szczególnie wyróżniony? Nagroda w World Press Photo to także jedna z wielu innych jakie otrzymał Pan na innych konkursach. Która z nich jest dla fotografa najważniejsza i dlaczego?

World Press Photo jest w zasadzie najważniejszym konkursem fotografii prasowej. Myślę, że udział w konkursach to obowiązek każdego fotografa. Nawet nie chodzi o to, że nie wysyłając zdjęć nie dajemy sobie szansy. Ważny jest sam proces selekcji i edycji zdjęć. To bardzo dobre ćwiczenie oraz moment, w którym mogę się sam zweryfikować. Same nagrody też są ważne. Dodają wiary w siebie, utwierdzają w przekonaniu, że to co się robi ma sens i że warto konsekwentnie dalej pracować

Takie wyróżnienia otwierają wiele drzwi w Pana zawodzie?

Samo nic się nie dzieje. Nagroda jest przede wszystkim narzędziem. Jest jak klucz, który pomaga otwierać drzwi. A dalej – wszystko zależy od pomysłu i propozycji, z jakimi się za te drzwi przychodzi.

Fotografuje Pan głównie z lotu ptaka, z paralotni. Dlaczego? Czy świat widziany obiektywem aparatu z tej perspektywy wygląda lepiej?

Fotografuję z lotu ptaka, bo kocham latać. Fotografowanie jest pretekstem do latania. Ale bez fotografowania moje latanie jest niepełne. Może nawet bezcelowe. W powietrzu spędziłem kilka tysięcy godzin. Lot, to dla mnie stan niemal naturalny. Ziemia widziana z lotu ptaka też jest taka sama. Tylko że z lotu ptaka.

Czy robiąc zdjęcie myśli Pan od razu kategoriami konkursowymi?

Robiąc zdjęcia myślę o wrażeniach, jakie za jego pomocą chciałbym przekazać. Moje zdjęcia składają się na duży projekt. Każde nowe jest elementem większej układanki. Wystawy, książki, serii. Staram się więc, aby było spójne.

Co decyduje o tym, że właśnie takie a nie inne zdjęcie trafia do danego konkursu?

Jan Saudek powiedział kiedyś: dobra fotografia to taka, którą chciałbym mieć na ścianie.

Przez lata fotografował Pan fragmenty terenów przemysłowych. Dlaczego właśnie ten temat, takie tereny?

Ciekawość prowadziła mnie nad te tereny. Z perspektywy człowieka były skryte za wielkim murem. Były niedostępne. Gdy więc poleciałem nad te tereny zafascynowały mnie. Za pomocą fotografii w pewien sposób każdy może polecieć ze mną i zobaczyć to, co ja.

W jednym z wywiadów mówił Pan, że ten projekt to także trochę gra z pojęciem tego, co uważamy za piękne i dlaczego tak się dzieje. A co według Pana jest piękne?

Piękno jest tajemnicą. Być może piękno to takie współistnienie form, kształtów, proporcji i kolorów, zapachów, ruchów itp., które poprzez zmysły docierają do wzorca piękna, które dla każdego człowieka jest inne. Każdy ma indywidualną matrycę piękna. To, czy coś odczuwamy jako piękno wynika z sumy doświadczeń i znajduje się poza świadomością.

Kacper Kowalski urodził się w 1977 roku. Ukończył wydział architektury na Politechnice Gdańskiej.

Specjalizuje się w fotografii z lotu ptaka. Wykorzystując niezwykłą perspektywę i kontrolę nad obrazem, jaką posiada będąc jednocześnie fotografem i pilotem, pokazuje niedostępne na co dzień naturalne pejzaże i krajobrazy miejskie. Tak powstają odrealnione, niemal graficzne fotografie -obrazy, przedstawiające wzory, symetrie i asymetrie tworzone przez człowieka i naturę.

Kowalski otrzymał nagrody i wyróżnienia w najważniejszych polskich i międzynarodowych konkursach fotograficznych: World Press Photo (2009 i 2014), Picture of The Year International – POYi (2012 i 2014), Grand Press Photo, Nikon Photo Contest International, National Geographic, Sony World Photography Award, International Photography Awards (IPA), Best Of Photojournalism (NPPA).

W styczniu 2014 roku ukazał się jego pierwszy debiutancki album “Efekty uboczne”. Kacper Kowalski jest reprezentowany przez brytyjską agencję prasową Panos Pictures.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/kacper-kowalski-wyroznienie-w-world-press-photo-to-dla-mnie-nagroda-za-caloksztalt

22-02-2015, 19:10

Agora wydała książkę “Ludzie czy bogowie” Krystyny Bochenek i Dariusza Kortki  »

Media2.pl
Łukasz Szewczyk
22-02-2015

Na rynku ukazała się książka “Ludzie czy bogowie” Krystyny Bochenek i Dariusza Kortki. To zbiór wywiadów, jakie autorzy przeprowadzili z 27 najlepszymi polskimi specjalistami w dziedzinie medycyny i cenionymi badaczami. Drugie, poprawione wydanie przygotowała Agora.

"Ludzie czy bogowie"

Krystyna Bochenek i Dariusz Kortko przeprowadzili rozmowy m.in. z: dr. Tomaszem Dangelem (anestezjologiem), prof. Kornelem Gibińskim (internistą i gastroenterologiem), prof. Jerzym Hołowieckim (hematologiem), prof. Franciszkiem Kokotem (nefrologiem, endokrynologiem), prof. Janem Nielubowiczem (chirurgiem), prof. Zbigniewem Religą (kardiochirurgiem), prof. Witoldem Rudowskim (chirurgiem), prof. Henrykiem Skarżyńskim (otolaryngologiem), prof. Cezarym Szczylikem (onkologiem) oraz prof. Michałem Tenderą (kardiologiem).

“Przez kilka lat rozmawialiśmy z lekarzami, bo nie mogliśmy się pogodzić z oskarżeniami, że są zadufani, przemęczeni, w ciągłej pogoni za pieniądzem. Niemoralni, stracili empatię. Urynkowieni, zatopieni w procedurach, kontraktach, punkty za leczenie przeliczają na kasę. Że się wzbogacili, co widać – zbudowali domy, jeżdżą lepszymi samochodami, wakacje spędzają w ciepłych krajach. Pacjent to klient. Pytaliśmy: wszyscy, większość czy nieliczni? Kto to jest wielki lekarz? Na jaką nagrodę mogą liczyć i jak się mierzą z porażkami? Skąd czerpią wzory, kto jest dla nich mistrzem? Nagradzali naszą ciekawość. Opowiadali o najbardziej intymnych sprawach, często były to wyznania bardzo poruszające. Chętnie mówili o sensie cierpienia, choroby i o śmierci, z którą tak często mieli do czynienia. Szczeklik, Trojanowski, Religa, Kozuschek, Gibiński, Rudowski i inni. Niektórzy już nie żyją, a zapisy rozmów z nimi są jak testamenty wielkich lekarzy” – pisze o książce Dariusz Kortko.

Krystyna Bochenek (ur. w 1953 r., zm. 10.04.2010 r. w katastrofie samolotu w Smoleńsku) była dziennikarką i publicystką, twórczynią wielu inicjatyw społecznych, m.in. Ogólnopolskiego Dyktanda. W 2004 r. została wybrana na senatora, od 2007 r. była wicemarszałkiem Senatu RP. Współautorka książek “Jubileuszowe Dyktando”, “Chirurdzy i detektywi”, “Jak Krystyna z Krystyną”.

Dariusz Kortko pracę w “Gazecie Wyborczej” rozpoczął w 1991 r. Od 2004 r. jest redaktorem naczelnym katowickiej redakcji “Wyborczej”; współautor książek: “Czerwona księżniczka”, “Religa” i “Na szczycie stromej góry. Opowieści o transplantacjach” (z Judytą Watołą). Z wykształcenia jest politologiem, absolwentem Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego.

Od 20 lutego br. książkę “Ludzie czy bogowie” będzie można kupić w salonach Empik, w sieciach Media Markt i Saturn oraz w księgarniach, na Kulturalnysklep.pl, a także w formie e-booka na Publio.pl .

Całość: http://media2.pl/media/118415-Agora-wydala-ksiezke-Ludzie-czy-bogowie-Krystyny-Bochenek-i-Dariusza-Kortki.html

22-02-2015, 18:52

Związek zawodowy Wizja pozywa TVP  »

Media2.pl
Łukasz Szewczyk
22-02-2015

Związek Zawodowy Pracowników Twórczych i Technicznych Mediów Polskich Wizja złożył w sądzie pozew przeciwko TVP oraz LeasingTeam w sprawie wyprowadzenia z TVP czterech grup zawodowych pracowników twórczych (dziennikarzy, montażystów, charakteryzatorów i grafików komputerowych) poprzez rzekome przejęcie części przedsiębiorstwa Telewizja Polska.

Związek zarzuca pozwanym naruszenie szeregu przepisów prawa, w tym: ustawy o radiofonii i telewizji, ustawy prawo prasowe, kodeksu pracy, a także pozbawienie dziennikarzy ich statusu zawodowego.

Związek informuje, że został zmuszony do tego działania z powodu całkowitego braku dialogu społecznego w TVP z winy pracodawcy, a także brak jasnej i zdecydowanej reakcji instytucji państwa na wystąpienia związku, który od prawie dwóch lat wskazuje na łamanie prawa, jakiego mógł dopuścić się obecny zarząd TVP w kwestii tak zwanego outsourcingu, tak zwanych usług dziennikarskich, montażowych, charakteryzacji i grafiki komputerowej.

Całość: http://media2.pl/media/118411-Zwiazek-zawodowy-Wizja-pozywa-TVP.html

21-02-2015, 16:23

Hołownia ostro ws. tekstu “Wprost” o Durczoku: Nieogarniona bieda z nędzą, nurkowanie w szambie  »

Media2.pl
Łukasz Szewczyk
21-02-2015

“Wprost” zrobił to, co wszystkie szmatławce: zanurkował komuś w szambie, a relację z tej wyprawy przedstawił jako tekst z ”National Geographic” – pisze Szymon Hołownia. Publicysta dodaje też, że z warsztatowego punktu widzenia publikacja o Kamilu Durczoku “to nieogarniona bieda z nędzą”.

Szymon Hołownia

Szymon Hołownia swój tekst rozpoczyna od krytyki pod adresem ludzi, którzy “ludzi z telewizji” postrzegają jako własne autorytety, wzory do naśladowania.

Jak żyć, gdy okazało się że człowiek, który rozmawiał w TV z prezydentem, później bawił się sypialni na ten przykład pejczem? Normalnie. Ktoś kto z faceta czytającego wieczorem wiadomości, robi sobie z miejsca wzór osobowy, powinien jak najszybciej umówić się do terapeuty -  czytamy w felietonie Szymona Hołowni na jego stronie internetowej.

Następnie dziennikarz odnosi się do ostatniej publikacji tygodnika Wprost na temat Kamila Durczoka.

Przecież, z warsztatowego punktu widzenia tekst o Durczoku, to nieogarniona bieda z nędzą. Z dziennikarstwem śledczym ma on tyle wspólnego, co serial o Kiepskich z filmami Kurosawy. Niewiarygodni informatorzy. Poza nimi nie ma źródeł (bo mnie uczono, że powinny być co najmniej dwa), nie ma nazwisk, nie ma faktów. Nie ma nic, poza próbą dowiedzenia, że kolega Durczok w życiu jest babiarzem i perwersem - ocenia Szymon Hołownia.

Hołownia przyznaje, że nie ma powodów, by lubić Durczoka. Jednak zauważa, że uzna go za przestępcę dopiero wówczas, gdy ktoś go oskarży o coś z podniesionym czołem, a następnie wypowie się o tym sąd.

Wprost nie pokazał wszak póki co przestępstwa, pokazał czyjeś moralne ekskrementy. Zrobił to, co wszystkie szmatławce: zanurkował komuś w szambie, a relację z tej wyprawy przedstawił jako tekst z National Geographic. Sądzę, że zrobił to z premedytacją. Moja teza: redakcja dobrze wiedziała, że na razie nic “twardego” na Durczoka nie ma, ale wypuściła tę okładkę, by go osłabić, i by ktoś kto rzeczywiście może na niego coś mieć, nie bał się już konsekwencji i kopnął leżącego. A jeśli nikt taki do chwili zamknięcia numeru się nie znajdzie? No worries. Nakład się sprzedał. A redakcja i tak zrobi z siebie lidera walki z maskującym molestowanie ciemnogrodem - dodał Hołownia.

Całość: http://media2.pl/media/118395-Szymon-Holownia-ostro-o-Wprost-Nurkowanie-w-szambie.html

20-02-2015, 23:58

Żona Kamila Durczoka odpowiada na pytania “Wprost” zadane jej mężowi  »

Press
20-02-2015

Marianna Dufek-Durczok, żona Kamila Durczoka – szefa “Faktów” TVN, na Facebooku odpowiedziała na pytania redakcji tygodnika “Wprost” przesłane do jej męża. “Pomyliliście rolę dziennikarzy z rolą psów gończych tropiących ofiarę” – napisała Dufek-Durczok, która pracuje w TVP Katowice. Ofiarami są osoby, które spotkaliśmy podczas pracy nad tekstem – odpowiada redakcja “Wprost”.

Marianna Dufek-Durczok

Marianna Dufek-Durczok napisała na swoim profilu na Facebooku, że w związku z pytaniami “Wprost” skierowanymi do jej męża, odpowiada ona, bo “Kamil w poniedziałek znalazł się w poważnym stanie w szpitalu”. Zaznacza, że znalazł się tam w wyniku publikacji tygodnika “skonstruowanych tak, że stanowią publiczny lincz na Kamilu i medialną egzekucję w odcinkach”.

W dwa tygodnie publikując nieudokumentowane zarzuty oraz wchodząc z butami w prywatne życie zniszczyliście człowieka, naraziliście jego zdrowie oraz życie jego, moje i bliskiej nam osoby. Jeśli zatem chcecie dochować rzetelności musicie poczekać na wyniki działań Komisji TVN” – napisała żona szefa “Faktów”. I dalej zarzuca redakcji “Wprost”: “Pomyliliście rolę dziennikarzy z rolą psów gończych tropiących ofiarę. To nie jestrzetelne dziennikarstwo, to w ogóle nie jest dziennikarstwo. Nie mając dowodów na zarzuty, które postawiliście w pierwszym tekście i tropiąc wątki z jego osobistego życia, dzwonicie gorączkowo do dalszych i bliższych znajomych moich i Kamila, nie mających żadnego związku z jego pracą. To skandaliczne.” Przypomina, że w poniedziałek na antenie radia Tok FM Kamil Durczok oświadczył, że nigdy nie molestował żadnej pracownicy ani kobiety. “Wyjaśnia to Komisja powołana przez TVN. To ona i ewentualnie sąd, a nie Wy jest właściwym organem, aby się tym zająć. Znowu pomyliły się Wam role.” – dodaje Dufek-Durczok, która podkreśla, że od wielu lat jest dziennikarką. “Mój dorobek i doświadczenie uprawniają mnie by z całą stanowczością oświadczyć – to co zrobiliście i nadal robicie jest obrzydliwe i urąga wszelkim standardom dziennikarskiej etyki” – kończy Marianna Dufek-Durczok.

W związku z tą odpowiedzią w piątek wieczorem redakcja “Wprost” wydała oświadczenie. Zamieszczono je na stronie internetowej tygodnika, a redaktor naczelny Sylwester Latkowski opublikował na swoim profilu na Facebooku. Napisano w nim m.in.: “W pytaniach przesłanych przez nas mailem nie ma ani jednego pytania o sprawy prywatne. Są jedynie pytania o mobbing i molestowanie seksualne w jego miejscu pracy. Za głęboko niesprawiedliwe uznajemy nazywanie nas „psami gończymi tropiącymi ofiarę” gdy wrzeczywistości upominamy się o prawa ofiar. Ofiar molestowania i mobbingu. Powtórzmy: ofiarami są osoby które spotkaliśmy podczas pracy nad tekstem.”

Redakcja sugestię, aby poczekać na wyjaśnienia komisji powołanej przez TVN, uważa za próbę opóźnienia publikacji. “To żądanie absurdalne – wszak gdyby nie nasze zainteresowanie tematem, komisja ta w ogóle by nie powstała” – pisze redakcja. I dalej: “Niepokoją nas próby dezawuowania naszej pracy, gdyż mogą one zostać odebrane przez ofiary molestowania jako próba generalna przed dezawuowaniem ich własnych relacji, a nawet jako chęć ich zastraszenia i moralnego zaszantażowania.”

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/47994,Zona-Kamila-Durczoka-odpowiada-na-pytania-Wprost-zadane-jej-mezowi

20-02-2015, 19:25

Twaróg: Halo, czy już wszyscy rzekli coś doniosłego o Durczoku? To ja tylko słówko – o mediach  »

Dziennik Zachodni
Marek Twaróg
20-02-2015

Marek Twaróg

Żebym był dobrze zrozumiany – szanowni Państwo – to zacznę od tego, że piszę teraz z lekkim uśmieszkiem na ustach, trochę z zażenowaniem, a trochę ze współczuciem.

Po grozie, oburzeniu, zamęcie i konsternacji sprzed dwóch-trzech tygodni, kiedy mowa była o molestowaniu i mobbingu, niewiele zostało. W kontekście ostatniego tekstu we “Wprost” jest już tylko cyrk, groteska i wzruszenie ramion. I mam nadzieję, że tak zostanie, choć pewności nie mam. W każdym razie, wszyscy moralizatorzy wyrazili swoje doniosłe zdanie i po raz kolejny wypełnili ważki obowiązek naprawiania Polski i Polaków. Wiemy już więc po raz kolejny, co nam wolno, a czego nie wolno, jak nam sumienie powinno zadziałać i jak prawo moralne w nas się objawiać.

Dziękuję w imieniu milionów. Sprawa Kamila Durczoka znowu pozwoliła nam na to, byśmy poczuli się lepsi, porządniejsi i cnotliwsi, bo, jak wiadomo, niewiele rzeczy cieszy nas bardziej niż sytuacja, gdy przyłapiemy ludzi sukcesu wypadających z życiowych zakrętów. Dobrze im tak!

O ile nie mam specjalnie wielkiego doświadczenia z akcesoriami, które od kilku dni cała Polska ogląda na zdjęciach z podejrzanego apartamentu – ekspertem w każdym razie nie jestem – to w sprawie mediów nie czuję się autsajderem. Dlatego, by to obrazowo i bardzo tu pasującym dwuznacznym zwrotem przedstawić: nad dmuchaną lalą i kreską na stole się nie pochylam, natomiast nad robotą dziennikarską i owszem. Kamil Durczok więc sam musi sobie poradzić z porządkiem w apartamencie, a ja kilkoma zdaniami wyręczę go w kwestii bałaganu w mediach.

A zatem, kochani, przepraszam, że niekiedy musicie uczestniczyć w tych wszystkich żałosnych debatach nad mediami. Wybuchają zawsze po jakiejś kolejnej dziennikarskiej żenadzie i tak właśnie stało się przy okazji ostatniego “śledztwa” we “Wprost”. Tekstu na odległość podejrzanego, niczego nie wyjaśniającego, chlapnięcia błotem jedynie. Znów słuchacie o tak zwanej “kondycji dziennikarstwa”, “standardach mediów”, “etyce zawodowej” i pewnie musicie się zastanawiać, co to za podejrzana profesja pełna hien i kanalii.

Niekiedy nie mamy alibi. Jesteśmy merytorycznie słabi, mamy zbyt mało czasu na porządne produkcje, z językiem polskim u nas zdecydowanie coraz gorzej. Tak, na takie zarzuty reaguję, gdy dotyczą dziennikarstwa. Że nasze sądy są zbyt ostre, opinie powierzchowne, a tezy przesadzone – to samo. I owszem, niekiedy mogę tylko przeprosić. Jednak ta hienowatość, kanaliowatość, ustawki, brednie, krętactwa i fałsze – to, co przebija z kolorowych gazetek o niemałych niestety nakładach – to na ogół nie jest dziennikarstwo. To szołbiznes zwykły. Jak cyrk, gdzie nikt nie wierzy, że pięknej pani w szafie mieczem ucinają głowę, a jednak publika cieszy się, jakie to fajne i kupuje numer, a nawet o nim potem żywo dyskutuje.

Doszło do tego, że jeden wytwór cyrkowego dziennikarstwa (tekst o Durczoku) recenzuje naczelny reprezentant innego cyrkowego dziennikarstwa. Naprawdę, choć przecieram oczy i szczypię się na ostro, to ten obraz nie chce zniknąć: jeden pan redaktor z całym “majestatem”, jaki stoi za zwyczajnym polskim tabloidem, wystawia autorom “Wprost” świadectwo zawodowej nierzetelności. Chłopcy się bawią, szołbiznes w końcu, lecz publiczność może być skołowana.

Taką, szanowni Państwo, mamy dzisiaj sytuację w przemyśle rozrywkowym. Lecz nie w dziennikarstwie, uspokajam. Normalne dziennikarstwo ma się całkiem dobrze.

PS Kilka razy mówiono mi: “Tak, teraz solidarność dziennikarska nie pozwoli wam ujawnić całej prawdy”. Wtedy odpowiadam zauważonym na Twitterze bon motem: “Jedni solidaryzują się z Durczokiem, inni z “Wprost”. Więc tak, jakaś solidarność dziennikarska jest” .

moje konto na Twitterze: @marektwarog

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3759467,twarog-halo-czy-juz-wszyscy-rzekli-cos-donioslego-o-durczoku-to-ja-tylko-slowko-o-mediach,id,t.html