Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

24-02-2015, 10:44

Metafizyczny Śląsk Arkadiusza Goli  »

Miesięcznik społeczno-kulturalny "Śląsk" nr 2/2015
Wiesława Konopelska
24-02-2015

Gdyby Arkadiusz Gola nie pochodził z Rudy Śląskiej i nie mieszkał w Zabrzu, czy byłby takim samym fotografem? Z pewnością, byłby równie znakomitym artystą, jakim jest obecnie, ale zapewne innym. Bo Gola jest jak bohaterowie jego obrazów, jest częścią swoich czarno-białych fotoreportaży, jest “człowiekiem z węgla”. Świat Górnego Śląska jest od zawsze jego światem najbliższym, z którego uczynił wielki temat swojej twórczości. Kiedy pokazuje swoje fotografie, zawsze tworzące sugestywne cykle, prowadzi oglądającego za rękę: od sytuacji do sytuacji, od osobistej refleksji po zdystansowane obrazy. On jest w środku zdarzeń, ale nie w chwili największego dziania się, ale chwilę przed lub chwilę po. Bo tylko te sytuacje są źródłem jego fascynacji ludźmi. Nie ma w jego zdjęciach relacji, sensacji, dociekania i drążenia tematu. Będąc w środku zdarzenia aparat kieruje na okolice, pobocza, na epizody na pierwszy rzut oka mało istotne. Lecz kiedy to wszystko doda do siebie, jeśli poszczególne obrazy utworzą określoną sekwencję, powstaje całość, jakiej postronni obserwatorzy jego działania z pewnością by się nie spodziewali. Fotografując codzienność, zwykłość, nawet banalność, wyłuskuje z niej niebywały ładunek emocjonalny. Obrazy pozornie uspokojone, wyciszone, nierzadko ziejące pustką, opowiadają o człowieku – najczęściej o takim, którego nie zauważamy, obojętnie mijamy na ulicy czy patrzymy na niego z politowaniem.

Arkadiusz Gola "Dziewczyna z dywanem"

Świat Śląska, jego ulic, podwórek, familoków, które są nieodłącznym elementem krajobrazu peryferii wielkich miast, ale też ciągle jeszcze występują w roli głównej krajobrazu zwyczajnych miast i miasteczek obok kopalnianych szybów i górników z czarnymi obwódkami wokół oczu lub raz w roku obchodzących w strojach galowych swoje Barbórkowe święto, jest obszarem, po którym z wielkim znawstwem i przenikliwością porusza się Arkadiusz Gola.

Fotoreportaże tego artysty obiektywu to nie tylko mistrzowskie – zarówno w sferze obrazu i warsztatu – dokumentalne zapisy. Jego dzieła wyrastają ponad to, co oglądamy u największych fotoreporterów w dziejach fotografii reportażowej na Śląsku, na pracach których uczył się, poznając tajniki techniki i sztuki tworzenia obrazów niezwykłych. Dziś Arkadiusz Gola jest fotografem osobnym, rozpoznawalnym. Swój Śląsk opisuje najczęściej poprzez fotografię czarno-białą, ale nie na sposób czarno-biały. Kiedy używa koloru, powstają malarskie obrazy – nie istotne, czy widzimy na nich scenę przygotowań do procesji Bożego Ciała, czy fedrującego górnika. Wtedy Arkadiusz Gola staje się malarzem. I właśnie ta cecha wyróżnia go spośród grona wielu świetnych fotografów na Śląsku. Lecz niezależnie od tego, czy w czerni i bieli, czy w kolorze, powstają fotografie, które można analizować jak obrazy malarskie.

Stąd już niedaleko było Arkadiuszowi Goli do wzięcia udziału w pewnym plastycznym eksperymencie – swoim najnowszym cyklem fotografii, zatytułowanym „Dziewczyna z dywanem”, odpowiedział na postawiony przed nim, przez kuratora wystawy, problem, który brzmiał: de Chirico i jego obraz z 1914 roku pt. “Tajemnica i melancholia ulicy”. Gola zaproponował kilkanaście fotografii, który rozpoczyna “Dziewczyna z dywanem”, a kończy chłopiec biegnący za toczącą się oponą – niczym dziewczynka z kółkiem z obrazu de Chirico. Z jednej strony idąca zdecydowanym krokiem przed siebie z przerzuconym przez ramię dywanem dziewczyna, mająca wyraźnie do spełnienia jakieś zadanie. Na nogach ma ubrane białe skarpetki, wokół pustka wczesnego ranka. To sytuacja budowania ołtarza z okazji święta Bożego Ciała – zdradza Arkadiusz Gola. Ten moment okazał się dla niego kluczowy, bo zawiera tajemnicę, nieokreśloność, a zarazem konkret działania postaci, chociaż ukryty dla obserwatora. Odświętność narzuca się poprzez … biel skarpetek, tak nie pasujących do innych, codziennych, porządkowych zajęć, jak chociażby trzepanie dywanu. A poza tym pora dnia -jeszcze szary świt, więc musi wydarzyć się coś niezwykłego. Oczywiście – trzeba przygotować ołtarz. Ale bez opowiedzianej anegdoty przez autora nie do końca wiemy o co chodzi. Analizując detal po detalu wyczuwamy zaledwie emocje i napięcie niezwykłej sytuacji. Gola po mistrzowsku potrafi budować wewnętrzne napięcia w obrazie, a poprzez jego konstrukcję formalną, skupić uwagę odbiorcy na tym, co dla tej fotografii najważniejsze. Podobnie jest z chłopcem biegnącym za oponą – pusta boczna ściana domu, której zwieńczenie dachu tworzy trójkąt, wzmocniony drugim, narysowanym, jakby powtarzającym krzywiznę dachu trójkątem, powoduje, że skupiamy wzrok na tym, co dzieje się u dołu zdjęcia. Niby nic takiego – chłopiec toczący przed sobą oponę i starszy mężczyzna przyglądający się przypadkiem tej sytuacji. A jak ma się do tych fotografii obraz de Chirico? Geometryczne zabudowania, wykreślony jak od linijki cień rzucany przez przemykające pustą ulicą postacie. Dziewczynka z kółkiem – realna postać, choć bardziej przypominająca własny cień i druga postać – rzucająca wyłącznie cień, rozświetlone słońce ulicy. Nie analizując dogłębnie symboli zawartych w obrazie de Chirico, a tylko skupiając się na atmosferze tego obrazu łatwo dostrzec paralelę sytuacji w dziele de Chirico i Arkadiusza Goli. Niezwykłe jest to, że obrazy Goli nie powstały jako odpowiedź na malarstwo de Chirico. Zrodziły się w innym miejscu, i cały wiek później. Nie starczy miejsca, by opisywać kolejne fotografie z cyklu “Dziewczyna z dywanem”. Te, tak odległe światy – de Chirico i Arkadiusza Goli – nagle stały się spójne, paralelne. Łączy je metafizyczne pojmowanie i widzenie otaczającego świata, dostrzeganie miejsca jako przestrzeni nie tylko mającej swoje tu i teraz, ale jako osobiste doświadczenie ze wszystkimi tego konsekwencjami. I tak, jak poprzez obrazy de Chirico opowiada historię swojego życia, tak Arkadiusz Gola swoje wybory filtruje poprzez wewnętrzną wrażliwość, która towarzyszy mu od zawsze, poprzez swój wewnętrzny Śląsk.

WIESŁAWA KONOPELSKA

Arkadiusz Gola – rocznik 1972. Doktorant Instytutu Kreatywnej Fotografii Uniwersytetu Śląskiego w Opawie (Czechy), fotoreporter prasowy związany z “Dziennikiem Zachodnim”. Członek PAF. Zajmuje się fotografią dokumentalną. Rejestruje zmiany zachodzące w społeczeństwie na Górnym Śląsku po 1989 roku. Zdobył nagrody w najważniejszych ogólnopolskich konkursach fotografii prasowej (BZ WBK Pressfoto, Newsreportaż, Grand Press Photo, Śląska Fotografia Prasowa). Dziennikarz Roku 2003 “Dziennika Zachodniego”. Zdjęcia w zbiorach Muzeum Śląskiego, Muzeum Historii Katowic, Muzeum Miejskiego w Zabrzu, Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu, Muzeum Historii Fotografii w Krakowie, Muzeum Umeni w Ołomuńcu oraz we Francji w regionie Nord Pas de Calais (projekt “Górnicy świata”). Autor albumów: “Ludzie z węgla”, “Nie muszę wracać. ..”, “Stany graniczne”. Wystawy w kraju i zagranicą (Czechy, Francja, Niemcy, Belgi, Słowacja).

Całość: http://www.slaskgtl.pl/files/pdf/pisma/18/Miesiecznik_Slask_2015_2_18.pdf?20150914105643

24-02-2015, 05:50

Okręgowa Inspekcja Pracy wkracza do TVN. “Inspektor może przesłuchiwać zatrudnione osoby”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
24-02-2015

Okręgowa Inspekcja Pracy w Warszawie rozpoczęła kontrolę w Grupie TVN. Inspektorzy sprawdzą, czy w firmie nie było łamane prawo pracy. – W sprawach dotyczących ewentualnej dyskryminacji lub mobbingu powoływana przez pracodawcę komisja nie zastępuje kontroli niezależnego organu – wyjaśnia Wirtualnemedia.pl Sobiesław Jaroszek, zastępca okręgowego inspektora pracy w Warszawie.

Choć do Państwowej Inspekcji Pracy nie wpłynęły żadne skargi od pracowników TVN, to jej warszawski oddział podjął decyzję o rozpoczęciu kontroli w stacji pod wpływem doniesień medialnych o łamaniu prawa pracy w Grupie TVN. Trzy tygodnie temu “Wprost” opisał doświadczenia dziennikarki, która była obiektem mobbingu i molestowania seksualnego w jednej dużych stacji telewizyjnych. W bieżącym wydaniu tygodnika redakcja wskazuje konkretnie na Kamila Durczoka, szefa “Faktów” TVN, który miał dopuszczać się czynów niedozwolonych wobec swoich podwładnych.

Na kontrolę do TVN wysłano dwóch inspektorów, którzy ocenią stan przestrzegania prawa pracy przez pracodawcę. - TVN została powiadomiona o kontroli - informuje portal Wirtualnemedia.pl Maria Kacprzak-Rawa, rzecznik prasowa OIP.

Kontrola w Grupie TVN odbywa się na podstawie upoważnienia wskazującego m.in. zakres i czas jej trwania. Jest ona przeprowadzana w siedzibie firmy oraz w innych miejscach wykonywania zadań pracodawcy. Poszczególne czynności kontrolne mogą być wykonywane także w siedzibie Okręgowej Inspekcji Pracy w Warszawie.

Zgodnie z zasadami określonymi w ustawie o Państwowej Inspekcji Pracy, podmiot kontrolowany ma obowiązek zapewnić inspektorowi pracy warunki i środki niezbędne do sprawnego przeprowadzenia kontroli, a w szczególności niezwłocznie przedstawić żądane dokumenty i materiały inspektorom PIP. Kontrolowany pracodawca jest zobligowany również do udostępnienia urządzeń technicznych oraz oddzielnego pomieszczenia z odpowiednim wyposażeniem.

W toku postępowania kontrolnego inspektorzy pracy mają prawo m.in. do swobodnego wstępu na teren oraz do obiektów i pomieszczeń, a także żądania od podmiotu kontrolowanego oraz od wszystkich pracowników pisemnych i ustnych informacji w sprawach objętych kontrolą.

Pracownicy mogą być wzywani i przesłuchiwani przez inspektorów. Rygorowi temu podlegają również wszystkie osoby, które są lub były zatrudnione przez pracodawcę, albo które wykonują lub wykonywały pracę na jego rzecz na innej podstawie niż stosunek pracy.

- Zatem inspektor pracy może wzywać i przesłuchiwać zatrudnione osoby, odbierać ustne i pisemne informacje od pracowników w sprawach objętych kontrolą. Przesłuchanie pracownika powinno odbywać się bez udziału pracodawcy lub jego przedstawiciela. Przesłuchanie może odbywać się w siedzibie jednostki PIP – o tym decyduje inspektor pracy prowadzący kontrolę – tłumaczy portalowi Wirtualnemedia.pl Sobiesław Jaroszek, zastępca okręgowego inspektora pracy w Warszawie.

Podmiot kontrolowany ma ponadto obowiązek przedłożyć inspektorom akta osobowe i wszelkie dokumenty związanych z wykonywaniem pracy przez pracowników lub osoby świadczące pracę na innej podstawie niż stosunek pracy.

- Jeżeli zachodzi uzasadniona obawa, że udzielenie inspektorowi pracy informacji w sprawach objętych kontrolą przez pracownika, mogłoby narazić pracownika na jakikolwiek uszczerbek lub zarzut z powodu udzielenia tej informacji, inspektor pracy może wydać postanowienie o zachowaniu w tajemnicy okoliczności umożliwiających ujawnienie tożsamości tego pracownika lub osoby, w tym danych osobowych. W razie wydania takiego postanowienia okoliczności pozostają wyłącznie do wiadomości inspektora pracy – wyjaśnia Wirtualnemedia.pl Sobiesław Jaroszek.

Za niestawienie się pracownika bez uzasadnionej przyczyny na wezwanie kierowane w toku kontroli lub za bezzasadną odmowę złożenia zeznania grozi grzywna.

Przypomnijmy, że zarząd Grupy TVN powołał niezależną komisję, której celem jest zweryfikowanie rozpowszechnianych publicznie twierdzeń, że osoby zatrudnione w TVN mogły być przedmiotem mobbingu lub molestowania w miejscu pracy. – W sprawach dotyczących ewentualnej dyskryminacji lub mobbingu, powoływana przez pracodawcę komisja nie zastępuje kontroli niezależnego organu kontroli państwowej tj. inspektora pracy PIP – zaznacza Jaroszek.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/okregowa-inspekcja-pracy-wkracza-do-tvn-inspektor-moze-przesluchiwac-zatrudnione-osoby

24-02-2015, 05:39

Prawnicy o sprawie Durczoka: mobbing trudny do udowodnienia, to “Wprost” może zostać oskarżony  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Tomasz Wojtas
24-02-2015

W świetle prawa trudno jednoznacznie orzec, czy zachowanie Kamila Durczoka w redakcji “Faktów” TVN przedstawione przez “Wprost” wyczerpuje znamiona mobbingu. Osoby czujące się poszkodowane powinny pozwać dziennikarza i udowodnić to przed sądem. Za to Durczok może pozwać “Wprost” za naruszenie dóbr osobistych i zniesławienie – komentują eksperci dla Wirtualnemedia.pl.

W nowym numerze “Wprost” Kamil Durczok już na okładce jest przedstawiony jako zamieszany w molestowanie seksualne i mobbing oraz chroniony zmową milczenia. Tygodnik poświęca temu tematowi dwa artykuły.

Pierwszy to opowieść byłej researcherki i producentki “Faktów” TVN, która opisuje, że Durczok wielokrotnie wysyłał jej SMS-ami dwuznaczne prośby, żeby się z nim umówiła (m.in. w środku nocy podczas wyjazdów służbowych redakcji “Faktów” w 2010 i 2011 roku), chociaż ciągle odmawiała, tłumacząc, że nie chce wchodzić w takie relacje z przełożonym. Kiedy sfrustrowana tym, że jej zdaniem mniej uzdolnione i pracowite koleżanki szybciej awansowały, zagroziła odejściem, dano jej podwyżkę i funkcję producentki. Jednak po tym jak w czerwcu 2012 roku nie chciała wraz z Durczokiem wracać jedną taksówką z imprezy redakcyjnej, ten zaczął ją ignorować, mocno krytykować jej materiały, a inni współpracownicy też mieli do niej pretensje. Niedługo później szef sam zaproponował, że skoro jest niezadowolona, to powinna odejść, do czego doszło jesienią 2012 roku.

Zdaniem prawników, których poprosiliśmy o opinię na ten temat, bohaterka artykułu, czując się mobbingowana, powinna w pierwszej kolejności zgłosić do odpowiednich instytucji: Państwowej Inspekcji Pracy lub prokuratury. – Publikowanie takich informacji w mediach jest według mnie bardzo nie profesjonalne. Jeżeli ktoś czuł się mobbowany przez redaktora Kamila Durczoka, powinien zgłosić określone roszczenia w pozwie skierowanym przeciwko niemu, celem zbadania sprawy przez niezależny niezawisły sąd – uważa Jakub Tarkowski, radca prawny z kancelarii JT.

Z artykułu wynika, że jedynymi dowodami niestosownego zachowania Durczoka są zachowane przez byłą reseracherkę SMS-y do niego, które jednak brzmią dość wieloznacznie (np. “Wpadniesz?”, “Ile mam się o ciebie starać? Staram się już tyle czasu”, “Gwarantuję ci pełną swobodę”) i nie wyczerpują znamion mobbingu. – Analogicznie należy potraktować takie sytuacje, jak wybuchy gniewu, wyzwiska, czy grożenie, że cała redakcja zostanie rozwiązana, o ile mają charakter incydentalny i nie są skierowane do oznaczonych osób – dodaje Sylwia Migdalska, radca prawny z kancelarii Mamczarek i Migdalska.

Zgodnie z paragrafem 2 artykułu 94 Kodeksu pracy mobbing to bowiem “działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników”.

- Aby móc zakwalifikować dane zachowanie jako mobbing muszą być kumulatywnie spełnione te przesłanki – podkreśla Sylwia Migdalska, radca prawny z kancelarii Mamczarek i Migdalska. - Istotne znaczenie ma zwłaszcza uporczywość i długotrwałość działań polegających na nękaniu lub zastraszaniu, co należy zawsze indywidualnie oceniać w danej sprawie. Ponadto ocena, czy nastąpiło nękanie i zastraszanie pracownika oraz, czy działania te miały na celu i mogły lub doprowadziły do zaniżonej oceny jego przydatności zawodowej, do jego poniżenia, ośmieszenia, izolacji, bądź wyeliminowania z zespołu współpracowników, musi opierać się na obiektywnych kryteriach - dodaje Migdalska, powołując się na postanowienie Sądu Najwyższego z 19 marca 2012 roku.

Tymczasem w sporach prawnych dotyczących mobbingu zazwyczaj niewiele jest „twardych” dowodów, dlatego pozostaje konfrontowanie relacji uczestników wydarzeń, a więc słowo przeciw słowu. – Najczęściej w takich procesach powództwa opierają się na osobowych źródłach dowodowych (czyli zeznaniach świadków). W przypadku gdy są nimi aktualni pracownicy pozostający nadal w zależności służbowej osoby pozwanej, nietrudno przewidzieć, iż ich wypowiedzi raczej będą oscylować wokół stwierdzeń, iż raczej nie byli świadkami nieprawidłowych zachowań – stwierdza Jakub Tarkowski.

Proces o mobbing jest zatem od strony powodowej procesem trudnym dowodowo, i należy pamiętać, że to  powód, pracownik uważający się za poszkodowanego, musi wykazać długotrwałe i uporczywe nękanie, za co na pewno nie mogą być poczytane chwilowe złe nastroje szefa, czy jego podniesiony głos – ocenia Tarkowski. – A dochodząc zadośćuczynienia za rozstrój zdrowia, pracownik będzie musiał wykazać, iż był on spowodowany nękaniem w miejscu pracy – dodaje Sylwia Migdalska.

Z tych przyczyn pozwy za mobbing nadal stanowią niewielki odsetek procesów dotyczących prawa pracy. – Ponadto analiza orzecznictwa sądowego wskazuje, iż bardzo często pracownicy nadużywają pojęcia mobbingu i mylą je z innymi zjawiskami występującymi w miejscu pracy – zaznacza Sylwia Migdalska.

- Jeżeli działania noszące znamiona mobbingu wyczerpują również znamiona czynów zabronionych opisanych w kodeksie karnym jak np. zniewaga innej osoby (art. 216 Kodeksu k), groźba karalna (art. 190 kk), stalking (art. 190a kk) organy ścigania wszczynają w tych sprawach postępowanie sprawdzające na wniosek osób pokrzywdzonych z tzw. oskarżenia prywatnego. Sama publikacja informacji, z którymi spotkaliśmy się na przełomie ostatnich dni, nie skłonią organów do wszczęcia postępowania z urzędu – dodaje Jakub Tarkowski.

W drugim z tekstów o Kamilu Durczoku w nowym numerze “Wprost” sugerowany jest sprzyjający mobbingowi system, który dziennikarz miał stworzyć w redakcji “Faktów”: po jego przejściu z TVP jako reasercherki zaczęto zatrudniać głównie kobiety, które elegancko ubierały się do pracy (w przeciwieństwie do pracujących w tej funkcji w TVN24 mężczyzn noszących luźne stroje). Durczok z niektórymi researcherkami chętnie żartował, zapraszał do swojego gabinetu i faworyzował, przy czym szybko zmieniał swoje ulubienice. Wszystkie te informacje pochodzą od wypowiadających się anonimowo byłych lub obecnych pracowników redakcji.

- Należy pamiętać, iż ciążący na pracodawcy obowiązek przeciwdziałania mobbingowi jest obowiązkiem starannego działania, co oznacza, że jeśli w postępowaniu mającym za przedmiot odpowiedzialność pracodawcy z tytułu mobbingu wykaże on, że podjął realne działania prewencyjne, które wykaże przed sądem i potwierdzi ich potencjalną pełną skuteczność, pracodawca może uwolnić się od odpowiedzialności – komentuje Sylwia Migdalska.

Tymczasem kierownictwo TVN miało nie wiedzieć o opisanym we “Wprost” zachowaniu Kamila Durczoka, ponieważ młode researcherki bały się poskarżyć, a inne osoby w redakcji uznały taki system za normę. Dopiero półtora tygodnia temu, po pierwszej publikacji tygodnika na ten temat, zarząd TVN powołał niezależną komisję, która ma zweryfikować pogłoski o mobbingu i molestowaniu w zespole „Faktów”, oraz ogłosił reguły zakazujące działań tego typu.

Kamil Durczok tydzień temu na antenie TOK FM kategorycznie zaprzeczył, jakoby kiedykolwiek molestował którąś ze swoich podwładnych, chociaż przyznał, że jest cholerykiem i ma ostry styl zarządzania, a ponadto niektóre elementy z jego życia prywatnego mogą wywołać zarzuty molestowania czy mobbingu. Dziennikarz zapowiedział, że pozwie blogera Matkę Kurkę, który już po pierwszych doniesieniach “Wprost” sprzed trzech tygodni zidentyfikował ich negatywnego bohatera jako Durczoka. Prawdopodobnie szef “Faktów” będzie też procesował się z “Wprost”, także za ubiegłotygodniowy artykuł i fotorelację z mieszkania jego znajomej, w którym oprócz materiałów pornograficznych i być może narkotyków znalazły się rzeczy osobiste dziennikarza.

Pytani przez nas prawnicy oceniają, że Kamil Durczok ma podstawy do roszczeń wobec “Wprost” na dwóch ścieżkach sądowych. – Fakt naruszenia dóbr osobistych w tym wypadku prawa do prywatności, wizerunku, red. Durczoka jest raczej niezaprzeczalny. Jednocześnie wiemy także, kto owe informacje upublicznił. Sfera naruszeń dóbr osobistych i ustalenia określonego zadośćuczynienia będzie zapewne przedmiotem sporów w postępowaniu cywilnym – prognozuje Jakub Tarkowski. –  Należy jednak wskazać, że także prawo karne penalizuje zachowania naruszające cześć człowieka, a mam tu na myśli ścigane z oskarżenia prywatnego przestępstwa znieważania (art. 214 Kodeksu karnego) lub zniesławienia (216 kk) – dodaje Tarkowski.

- Należy także mieć na uwadze, że w orzecznictwie sądowym przyjmuje się, iż bezprawne postawienie pracownikowi zarzutu stosowania mobbingu narusza jego dobra osobiste, w tym w szczególności dobre imię. Także inne wypowiedzi przypisujące danej osobie niewłaściwe zachowanie, mogące spowodować utratę zaufania potrzebnego do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie, mogą doprowadzić do naruszenia dobrego imienia takiej osoby. W związku z powyższym tego typu artykuł, jak znalazł się we „Wprost” mógłby stanowić podstawę do wystąpienia z pozwem o ochronę dóbr osobistych – ocenia Sylwia Migdalska. - W takim postępowaniu o ochronę dóbr osobistych to pozwany będzie musiał udowodnić wszelkimi dostępnymi środkami, iż publikacje miały służyć interesowi społecznemu, a przedstawiona przez niego krytyka prasowa była oparta na prawdzie oraz, że materiały do nich zostały przygotowane rzetelnie i starannie. W orzecznictwie wskazuje się nadto, iż sam fakt powołania się przez dziennikarza na cudze wypowiedzi, nawet ze wskazaniem ich źródła nie wyłącza bezprawności działania takiego dziennikarz - dodaje na podstawie wyroków sądowych wydanych w podobnych sprawach w ostatnich latach.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/prawnicy-o-sprawie-durczoka-mobbing-trudny-do-udowodnienia-to-wprost-moze-zostac-oskarzony

23-02-2015, 23:54

“Poziom na dwa łamy”, książka Arka Goli o śląskich fotoreporterach  »

Dziennik Zachodni
Teresa Semik
23-02-2015

Nasz redakcyjny kolega, Arkadiusz Gola, fotoreporter wielokrotnie nagradzany, zaprosił nas na sentymentalną podróż po łamach naszej gazety.

W katowickim Kinoteatrze Rialto odbyła się promocja jego książki “Poziom na dwa łamy” poświęconej fotografii prasowej w Trybunie Robotniczej i Dziennikowi Zachodniemu 1960-1989.

Bohaterowie książki Arkadiusza Goli - śląscy fotoreporterzy prasowi

Gospodarzem wieczoru był redaktor naczelny DZ, Marek Twaróg, a mistrzów fotografii było wielu, bo Arek Gola zaprosił na spotkanie bohaterów swojej książki, fotoreporterów: Józefa Makala, Bogdana Kułakowskiego, Zygmunta Wieczorka, Ryszarda D’Antoniego.

Kronikarze regionu wspominali zmagania z techniką i z władzą, z czasem i z szefami.

- Miałem zawsze aparat gotowy do strzału – mówił Józef Makal, niemal całe zawodowe życie związany z DZ. – Zaczynałem dzień od ulicy, praca polegała na pogoni za człowiekiem.

- Moi starsi koledzy sporo godzin spędzali w ciemni – przypomniał Arek Gola. – Mnie ten czas analogowej fotografii też zastał w redakcji, ale cieszę się, że mam aparat cyfrowy, bo pozwala więcej czasu spędzić w terenie.

Zadedykował swoją książkę: “Tym, którzy przyjdą po nas”. Tadeusz Sierny, dyrektor Wydawnictwa “Śląsk”, którego nakładem ukazała się ta książka, zwrócił uwagę właśnie na dokumentacyjny charakter “Poziomu na dwa łamy”. Opowiada o środowisku fotoreporterów śląskich mediów, ich dorobku, na przestrzeni wielu lat. To środowisko nie miało dotąd takiej publikacji, dlatego jest tak ważna.

- Mamy się czym chwalić, chcemy o tym dorobku przypominać, bo okazja jest szczególna – 70. urodziny Dziennika Zachodniego – mówił Zenon Nowak, prezes Prasy Śląskiej.

- Dziś fotografować może każdy, mnie to cieszy, ale przez to praca fotoreportera nie została zdeprecjonowana. Najważniejsze w niej to wiedzieć, w którym momencie zrobić zdjęcie – dodał Arek Gola. – Najlepszy fotoreporter to ten, który właśnie jest na miejscu zdarzenia, a najlepszy aparat to ten, który akurat ma przy sobie.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3759743,poziom-na-dwa-lamy-ksiazka-arka-goli-o-slaskich-fotoreporterach,id,t.html

23-02-2015, 14:35

Zakaz stadionowy dla dziennikarza. Prezes Podbeskidzia oskarża go o nierzetelność  »

Dziennik Zachodni
Łukasz Klimaniec
23-02-2015
Bartłomiej Kawalec, dziennikarz bielskiego portalu internetowego bielsko.biala.pl nie został wpuszczony na mecz Podbeskidzia, bo klub zawiesił akredytacje dla jego redakcji. Dziennikarz dostał “zakaz stadionowy”. Czy to odwet za dociekliwość w sprawie stypendiów przyznawanych piłkarzom przez miasto? Oto odpowiedź prezesa TS Podbeskidzie.

Sprawa wyszła na jaw dzień przed piątkowym meczem TS Podbeskidzie z Cracovią. O zawieszeniu współpracy i wygaśnięciu akredytacji poinformował dziennikarzy bielskiego portalu rzecznik Podbeskidzia Marcin Zarębski. W piątek dziennikarz portalu Bartłomiej Kawalec nie został wpuszczony na stadion.

Po wylegitymowaniu się usłyszałem od ochroniarzy, że jestem „na liście” i muszę oddać akredytację. Pytałem, co to za lista i jaki jest powód odebrania ważnej na cały sezon akredytacji. Szef ochrony stwierdził, że o decyzji władz klubu zostaliśmy już poinformowani drogą telefoniczną – relacjonuje Kawalec.

Dlaczego nie został wpuszczony na stadion?

Dziennikarz spekuluje, że sprawa może mieć związek ze złożoną przez niego skargą do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach na… bezczynność prezydenta Bielska-Białej. Chodzi o dostęp do informacji publicznej, a konkretnie o ujawnienie wysokości kwot przyznanych poszczególnym zawodnikom Podbeskidzia w ramach stypendiów sportowych, jakich udziela miasto Bielsko-Biała. Skarga została wysłana w miniony wtorek, a dwa dni później klub, którego większościowym udziałowcem jest miasto, zawiesił współpracę z portalem.

Wojciech Borecki, prezes TS Podbeskidzie zapowiedział, że we wtorek klub wyda oficjalny komunikat w tej sprawie.

- Jestem dziś w podróży, rzecznik z kolei ma dzień wolny – wyjaśnił.

Pytany o sprawę odebrania akredytacji stwierdził, że dotyczy ona tylko jednego dziennikarza.

Pisze nierzetelnie, tendencyjnie, reprezentuje środowisko, które jest wrogie klubowi i miastu, nie potrafi być obiektywny. Z jakiej racji mamy za darmo wpuszczać na stadion osobę, która jest w taki sposób nastawiona – powiedział o Bartłomieju Kawalcu prezes Borecki.

O sprawę zapytaliśmy w bielskim Ratuszu. Rzecznik Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej Tomasz Ficoń zapewnia stanowczo, że sprawa odebrania akredytacji dziennikarzom bielskiego portalu nie ma nic wspólnego z kwestią stypendiów przyznawanych piłkarzom. Dodał, że prezydent miasta poprosił prezesa klubu o wyjaśnienia w sprawie akredytacji.
Pytany o powody nieujawniania kwot stypendiów przyznawanych piłkarzom stwierdził, że jest to sprawa klubu
- Miasto przekazuje klubowi kwotę na stypendia, którą klub dzieli między piłkarzy. Nie czujemy się uprawnieni, by to upubliczniać – powiedział.

Oficjalny komunikat klubu w tej sprawie ma zostać wydany we wtorek.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3761881,zakaz-stadionowy-dla-dziennikarza-prezes-podbeskidzia-oskarza-go-o-nierzetelnosc,id,t.html

23-02-2015, 14:03

“Wprost” o Kamilu Durczoku: mobbingował i molestował w redakcji “Faktów”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
23-02-2015

- Po kilku tygodniach badania sprawy, możemy już napisać, że przypadków molestowania i mobbingu dopuszczał się Kamil Durczok, szef “Faktów” – stwierdza w nowym numerze “Wprost”. Dziennikarze tygodnika podkreślają, że wysłuchali relacji ofiar takich praktyk.

Okładka "Wprost"

Trzy tygodnie temu “Wprost” w artykule o mobbingu opublikował anonimową relację znanej dziennikarki telewizyjnej napastowanej w redakcji przez jej szefa będącego “popularną twarzą telewizyjną”. Po fali komentarzy internetowych i wpisach blogera Matki Kurki, który stwierdził, że negatywnym bohaterem tej publikacji jest redaktor naczelny “Faktów” TVN Kamil Durczok, zarząd TVN dwa tygodnie temu powołał komisję ds. wyjaśnienia pogłosek o mobbingu i molestowaniu w redakcji stacji.

Sam Durczok w zeszły poniedziałek na antenie TOK FM kategorycznie zaprzeczył, jakoby kiedykolwiek stosował mobbing. Poinformował też, że w związku z rozpoczęciem prac przez powołaną komisję zaczyna dwutygodniowy urlop. Publikację “Wprost” określił jako przykład “dziennikarstwa hybrydowego”, zapowiedział też pozwanie Matki Kurki. Przyznał jednak, że jego styl zarządzania i życie prywatne mogły sprowadzić na niego zarzuty mobbingu (przeczytaj więcej o jego wypowiedziach).

Wyjaśnienia Kamila Durczoka szybko skrytykowała dziennikarka “Wprost” Olga Wasilewska, współautorka tekstu o mobbingu. - Po trzech tygodniach słuchania relacji zdemolowanych psychicznie współpracowników słyszę kogoś kto mówi że “taki ma styl zarządzania”. Smutne. „Zdemolowane psychicznie” to są osoby, których relacji słucham od wielu dni. Sam fakt że o sprawie zaczęło się mówić głośno, jest bardzo ważny - napisała na Twitterze, odnosząc się do konkretnych słów szefa “Faktów” w TOK FM.

W nowym wydaniu “Wprost” dziennikarze tygodnika – oprócz Wasilewskiej, redaktor naczelny Sylwester Latkowski, jego zastępca Marcin Dzierżanowski i szef działu śledczego Michał Majewski – w tekście zatytułowanym “Co się działo w “Faktach’” tłumaczą, że trzy tygodnie temu nie ujawnili nazwiska Durczoka, bo nie zgodziła się na to ofiara, której relację zamieścili. Jednak publiczna dyskusja o sprawie sprawiła, że osłabła środowiskowa zmowa milczenia, a inne ofiary mobbingu nabrały odwagi, dzięki czemu mogli kontynuować dziennikarskie śledztwo. - Dziś, po kilku tygodniach badania sprawy, możemy już napisać, że przypadków molestowania i mobbingu dopuszczał się Kamil Durczok, szef “Faktów” - stwierdzają dziennikarze tygodnika.

Na potwierdzenie przytaczają relację researcherki (chcącej zachować anonimowość), której Durczok miał SMS-owo proponować w środku nocy na wyjeździe służbowym w 2010 roku, żeby do niego wpadła. W kolejnych miesiącach dziennikarz wysłał jej wiele podobnych SMS-ów, a kiedy researcherka konsekwentnie odmawiała i prosiła, żeby nie składał jej takich propozycji, zapowiedział że “teraz wszystko się zmieni”. Potem co prawda dał jej awans na producentkę i podwyżkę, ale kiedy w 2012 roku odmówiła kolejnej jego dwuznacznej propozycji, zaczął mocno krytykować jej pracę. Inni pracownicy nie reagowali i ani nie pomagali, tłumacząc, że w tym zespole to norma. Niedługo później Durczok zaproponował jej, że skoro jest niezadowolona, to powinna dobrowolnie odejść, ewentualnie przejść do redakcji innego programu. Ostatecznie kobieta pożegnała się z TVN jesienią 2012 roku.

Dziennikarze “Wprost” zaznaczają, że wysłuchali wiele podobnych historii o Kamilu Durczoku. W drugim artykule, “System Durczoka”  Inni pracownicy TVN (także anonimowo) opowiadają, że w redakcji “Faktów”, odkąd jej kierownictwo objął Kamil Durczok, researcherami zostawały głównie kobiety (inaczej niż w redakcji TVN24), z którymi szef redakcji chętnie żartował, niektóre zapraszał do swojego gabinetu i faworyzował, przy czym szybko zmieniał swoje ulubienice. Panowało przekonanie, że w redakcji wszystko mu wolno, zdarzało mu się krzyczeć czy wulgarnie krytykować materiały reporterów, a w lipcu 2010 roku w ataku wściekłości na współpracowników ogłosił nawet, że rozwiązuje redakcję. Zrzucał też na podwładnych odpowiedzialność za jego własne błędne decyzje dotyczące materiałów.

Redaktor naczelny “Wprost” Sylwester Latkowski w artykule wstępnym tłumaczy natomiast, że nazwiska wypowiadających się poszkodowanych osób nie zostały podane, żeby zapewnić im minimalny komfort anonimowości. – Nie jesteśmy bydlakami. Ujawnienie nazwisk ofiar byłoby zwykłym świństwem - uważa. Przypomina ponadto, że kiedy “Gazeta Wyborcza” 10 lat temu ujawniała seksaferę w Samoobronie, w pierwszym tekście też nie pojawiło się jej nazwisko.

Przypomnijmy, że tydzień temu “Wprost” opisał, że Durczok w połowie stycznia br. został znaleziony przez policję w mieszkaniu znajomej, w którym były materiały pornograficzne i być może narkotyki. Artykuł został skrytykowany przez większość środowiska dziennikarskiego jako naciągany i naruszający prywatność (przeczytaj te komentarze), zaniepokojenie tą publikacją wyraziła Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Michał Majewski tłumaczył natomiast, że postępowanie policjantów w tej sprawie wzbudziło zastrzeżenia, a ponadto gdyby sprawa dotyczyła polityka, media chętnie by się nią zajmowały, podczas gdy w przypadku Durczoka przejawiają niedopuszczalną formę solidarności zawodowej.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/wprost-o-kamilu-durczoku-mobbingowal-i-molestowal-w-redakcji-faktow