Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

25-02-2015, 05:10

KRRiT cofnęła koncesję stacji Religia.tv  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
25-02-2015

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zdecydowała o cofnięciu koncesji satelitarnej przyznanej kanałowi Religia.tv – dowiedział się portal Wirtualnemedia.pl. Powodem jest zakończenie emisji przez stację.

Religia.tv zakończyła nadawanie programu 31 stycznia br. Zdecydowała o tym kontrolująca kanał Grupa ITI. Był to skutek wcześniejszych decyzji o zaprzestaniu dofinansowania działania stacji (wcześniej ITI dokładał do Religia.tv 1 mln euro rocznie) i likwidacji jej zespołu.

Kanał Religia.tv ruszył w 2007 roku, jako projekt pro bono, który powstał z inicjatywy Mariusza Waltera. Stacja początkowo należała do ITI Neovision, operatora platformy n, gdzie oferowana była na wyłączność. Samodzielną spółką, zależną bezpośrednio od Grupy ITI, stała się w 2009 roku.

Dyrektorem Religia.tv przez cały okres istnienia był ks. Kazimierz Sowa.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/krrit-cofnela-koncesje-stacji-religia-tv

24-02-2015, 23:50

Komisja powołana w TVN do badania mobbingu przeprowadziła 12 rozmów, ma w planie 16 kolejnych  »

Press
(RUT)
24-02-2015

Komisja, którą zarząd TVN powołał do zweryfikowania twierdzeń, “że osoby zatrudnione w TVN mogły być przedmiotem mobbingu lub molestowania w miejscu pracy”, odbyła już 12 rozmów i planuje 16 kolejnych. Dotychczas oficjalnie nic nie wiadomo o wnioskach z jej działalności.

Markus Tellenbach - prezes i dyrektor generalny TVN SA

W skład komisji powołanej 13 lutego wchodzą: adwokat Bartłomiej Raczkowski z kancelarii Raczkowski Paruch, ekspert ds. prawa pracy (przewodniczący) oraz dwóch pracowników TVN: dyrektor działu HR Agnieszka Trysła (w TVN pracuje od 2007 roku) i dyrektor departamentu prawnego Marek Szydłowski (zatrudniony w TVN od 2013 roku). Komisja zaczęła pracę w poniedziałek 16 lutego i – jak poinformowało biuro prasowe spółki – od tego czasu odbyła 12 rozmów z obecnymi i byłymi pracownikami oraz współpracownikami TVN. 16 kolejnych rozmów ma się odbyć w ciągu następnych 10 dni. Jak podkreśla TVN, “zakres prac komisji nie ogranicza się wyłącznie do publicznie rozpowszechnianych zarzutów”. – Po wyczerpującej analizie i zakończeniu prac komisja przekaże wnioski prezesowi zarządu – informuje Emilia Ordon, rzecznik prasowy TVN.

“TVN nie toleruje żadnych form mobbingu ani molestowania, w tym także molestowania seksualnego. Jako odpowiedzialny pracodawca będziemy nadal prowadzić politykę zero tolerancji, potwierdzając naszą dobrą reputację i w dalszym ciągu wykazując czujność wobec jakichkolwiek zachowań niepożądanych. Jeśli będzie to konieczne, podejmiemy dodatkowe kroki, by TVN pozostał bezpiecznym i atrakcyjnym miejscem pracy” – stwierdza prezes TVN Markus Tellenbach cytowany w komunikacie spółki.

Według Wprost.pl komisja przesłuchuje świadków codziennie od 10 do 22. Serwis cytuje asystentkę z “Faktów”, mówiącą, że rozmowy nie są nagrywane, a członkowie komisji piszą ręczne protokoły, które chowają w zalakowanych kopertach. Według niej komisja podpisała zobowiązanie, że “szczegółowe dane nie wyciekną poza salę przesłuchań”. Zeznania trwają nawet po kilka godzin.

W poniedziałek “Wprost” napisał otwarcie, że molestowania i mobbingu miał dopuszczać się szef “Faktów” TVN Kamil Durczok. – Wszystko, co Kamil Durczok miał w tej sprawie do powiedzenia, powiedział w Radiu Tok i podtrzymuje swoje słowa – mówi Monika-Janowska Mleczko, partner w reprezentującej dziennikarza agencji Point of View. W Tok FM Durczok zaprzeczał zarzutom o molestowanie.

Kontrolę w TVN prowadzi też Państwowa Inspekcja Pracy. – Okręgowy Inspektor Pracy w Warszawie podjął decyzję o kontroli, w związku informacjami medialnymi o łamaniu prawa pracy – informuje Maria Kacprzak-Rawa, rzecznik prasowy OIP. – W ciągu ostatnich kilku lat nie wpływały żadne skargi na tego pracodawcę – dodaje.

Niezależnie od wyniku pracy komisji i PIP, powrót Kamila Durczoka do “Faktów” jest  wątpliwy.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/48029,Komisja-powolana-w-TVN-do-badania-mobbingu-przeprowadzila-12-rozmow_-ma-w-planie-16-kolejnych

24-02-2015, 16:19

Orle Pióro traci Bronisława Wildsteina  »

Press
24-02-2015

Bronisław Wildstein od kwietnia 2015 nie będzie już pisał do tygodnika “Do Rzeczy” (Orle Pióro) – podał serwis 300Polityka.pl.

Bronisław Wildstein z “Do Rzeczy” przechodzi do tygodnika „W Sieci” (Fratria). Rozmowy z pismem braci Karnowskich trwały od kilku miesięcy. Wildstein odchodząc z “Do Rzeczy” pozbywa się też udziałów w wydawnictwie Orle Pióro (głównym udziałowcem jest  PMPG Polskie Media SA).

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/48027,Orle-Pioro-traci-Bronislawa-Wildsteina

24-02-2015, 16:04

Dziennikarze o publikacji “Wprost” o Durczoku: bez anonimowych źródeł nie ma dziennikarstwa śledczego  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
24-02-2015

Bez anonimowych źródeł nie ma dziennikarstwa śledczego, ale redakcja powinna się zabezpieczyć przed ewentualnym procesem, podpisując z osobami oskarżającymi Kamila Durczoka oświadczenia – publikację “Wprost” z anonimowymi relacjami pracowników oceniają Ewa Wanat, Agnieszka Gozdyra, Tomasz Terlikowski, Sławomir Jastrzębowski, Mikołaj Lizut i Mikołaj Wójcik.

W bieżącym wydaniu “Wprost” (AWR “Wprost”) opublikowano dwa teksty, będące podsumowaniem kilkutygodniowego śledztwa dziennikarzy tego tygodnika. W artykułach znalazły się anonimowe relacje byłych i obecnych pracowników redakcji “Faktów” TVN, które mają potwierdzać, że Kamil Durczok molestował i mobbingował swoich podwładnych (więcej na ten temat).

Pierwszą historię znanej dziennikarki “Wprost” opisał trzy tygodnie temu. Nie podano wówczas jej personaliów. Dziennikarze tłumaczyli, że nie ujawnili wówczas nazwiska Durczoka, bo nie zgodziła się na to ofiara, której relację zamieścili.

- Dziś, po kilku tygodniach badania sprawy, możemy już napisać, że przypadków molestowania i mobbingu dopuszczał się Kamil Durczok, szef “Faktów” – napisano we wstępie do tekstu.

Ewa Wanat

Redaktor naczelna i dyrektor programowa Polskiego Radia RDC Ewa Wanat tłumaczy, że w takich sprawach bardzo trudno jest uzyskać dziennikarzom nie anonimowe relacje świadków. Przy opisywaniu molestowania w grę wchodzi bowiem wstyd kobiet, którym niezwykle trudno jest o tym opowiadać pod nazwiskiem. – Niewiele osób się na to decyduje, to jest bardzo skomplikowana sytuacja dla ofiar molestowania. Ale ofiary mobbingu, jeżeli go doświadczyły, również przeżywają traumę gdy muszą o tym mówić – podkreśla Ewa Wanat.

- To nie jest takie sobie zwykłe opowiadanie o sytuacji, w której się uczestniczyło, tylko dla ofiar mobbingu i dla ofiar molestowania jest to bardzo stygmatyzujące. W związku z tym bardzo bym się zdziwiła, gdyby ktoś odważył się mówić pod nazwiskiem. Reakcją ludzi bardzo często jest oskarżanie ofiary, przerzucanie na nią winy – ocenia Wanat.

Z Ewą Wanat zgadza się Tomasz Terlikowski, redaktor naczelny Telewizji Republika, który twierdzi, że sprawy molestowania są bardzo trudne, a ofiary są często stygmatyzowane po raz kolejny. – Trudno się dziwić ludziom, którzy mogli zostać skrzywdzeni przez Kamila Durczoka, że po dwutygodniowej nagonce na autorów “Wprost” nie mieli odwagi wystąpić pod nazwiskiem. Gdyby się zdecydowali to zrobić to przecież te psy gończe, obrońcy Kamila Durczoka, rzuciliby się żeby analizować ich życie osobiste i wybory życiowe – zauważa Tomasz Terlikowski.

Agnieszka Gozdyra

Agnieszka Gozdyra, dziennikarka Polsat News, uważa, że bez anonimowych źródeł i anonimowych informatorów nie istniałoby dziennikarstwo śledcze. – To oczywiste, że są osoby, które mają wrażliwą, istotną dla społecznego interesu wiedzę, a ukrywają swoją tożsamość choćby z troski o własne bezpieczeństwo. Bez anonimowych źródeł nie usłyszelibyśmy o aferze Watergate, nie byłoby jej politycznych skutków i Pulitzera – zauważa Gozdyra.

Dziennikarka podkreśla, że dziennikarz ma obowiązek chronić swoje źródła. Natomiast gdy w grę wchodzi czyjeś dobre imię, a nawet życie, sprawa powinna być dobrze udokumentowana, a redakcja musi się także zabezpieczyć na wypadek ewentualnego procesu. – W tym przypadku stosownym zabezpieczeniem powinny być oświadczenia, podpisane przez osoby oskarżające Kamila Durczoka o molestowanie czy mobbing. W przypadku procesu redakcja przedstawia takie oświadczenia jako dowód w sprawie – sugeruje Agnieszka Gozdyra.

Jej zdaniem, redakcje nie powinny wysuwać oskarżeń bez dowodów, a także nie mając pewności, że anonimowe źródła są wiarygodne. – To po prostu kwestia odpowiedzialności za czyjeś życie i kwestia wiarygodności redakcji – twierdzi dziennikarka Polsat News.

Agnieszce Gozdyrze wtóruje Ewa Wanat, która uważa, że anonimowy informator jest instytucją znaną mediom od czasu ich istnienia i zaakceptowaną przez standardy dziennikarskie. Dyrektor programowa RDC wskazuje, że wiele jest w polskiej historii spraw, również tych dotyczących korupcji czy polityki, w rozwiązaniu których pomogły anonimowe źródła.

- Redaktor naczelny ma prawo wiedzieć, kto udzielił dziennikarzowi takich informacji, ale ma obowiązek chronić tego źródła, jeżeli nie wyraża ono zgody by udostępnić jego dane. Przed sądem również, bo tak mówi prawo prasowe. Ale jeżeli informator stwierdzi: nie chcę, żeby moje nazwisko było ujawnione, ale jak dojdzie do rozprawy to będę zeznawać, zgadzam się na to, żeby ujawnić sądowi moje dane, np. pod warunkiem, że rozprawa będzie utajniona – to wtedy dziennikarze są zwolnieni z obowiązku ochrony informatorów – tłumaczy Ewa Wanat.

Anonimowe źródła w opisywaniu przypadków mobbingu i przemocy seksualnej dopuszcza również Tomasz Terlikowski. – Oczywiście, jeśli “Wprost” ma dowody procesowe i kiedy będzie to konieczne przedstawi je w sądzie. Jeżeli pani “Magdalena” z poniedziałkowego tekstu zdecyduje się zeznawać przed sądem to ja nie mam dużych wątpliwości, że redakcja uzasadni swoje tezy z tekstu – przekonuje redaktor naczelny TV Republika.

Sławomir Jastrzębowski

Inne zdanie w tej sprawie ma Sławomir Jastrzębowski, redaktor naczelny Grupy Super Express.  - “Wprost” z całą mocą stwierdził, że Durczok jest winny molestowania seksualnego i mobbingu oraz przytoczył historię, która ma nas do tego przekonać. Mnie przekonuje tak sobie. Dlaczego? Anonimowa reasercherka, która oskarża Durczoka o molestowanie i mobbing przyznaje, że kiedy zaczęła mu odmawiać, została awansowana i dostała etat w TVN. Przyznam, że do tej pory myślałem, że przestępcze zachowania szefów wyglądają odwrotnie – zauważa szef “Super Expressu”.

W opinii naczelnego Grupy Super Express, tygodnik “Wprost” w sprawie Kamila Durczoka od trzech tygodni posługuje się metodą z „arsenału czarnego PR-u”, a nie dziennikarstwa. – Kiedy czytam słowa szefa działu śledczego “Wprost” (Michała Majewskiego – przyp. red.), piszącego o konieczności ustalenia faktów w sprawie i podającego jako fakty wersję jednej ze stron, właściciela mieszkania, opadają mi ręce. Przy takim warsztacie dziennikarskim błędy popełniają się same – ocenia Jastrzębowski. – Mamy do czynienia z bardzo interesującym ciągiem zdarzeń, który cała Polska obserwuje z olbrzymią uwagą. I najważniejsze, nic tu jeszcze nie jest przesądzone – podkreśla.

Redaktor naczelny Rock Radio Mikołaj Lizut uważa, że artykuł “Wprost” o Kamilu Durczoku jest poważnym złamaniem reguł dziennikarskich. – Identyczny tekst umiałbym napisać o panu Latkowskim. Tak ciężkiego kalibru pomówienia oparte o anonimowe głosy są mocno niedopuszczalne – ocenia Mikołaj Lizut.

Mikołaj Lizut

Lizut dziwi się bohaterkom tekstów tygodnika, które uznały, że lepiej opowiedzieć swoje historie Latkowskiemu, a nie prokuraturze. – Ja przypomnę, że molestowanie seksualne jest karalne. To jest sposób na rozwiązywanie tego typu problemów, bo one istnieją i są bardzo poważne – mówi szef redakcji Rock Radio.

- Nie wydaje mi się, żeby najlepszą metodą rozwiązywania problemów pracowniczych było anonimowe zeznawanie w gazetach. Dlaczego dziennikarka nie zdecydowała się do tej pory zeznawać w prokuraturze? Czy redakcja „Wprost” to wyjaśnia? Dlaczego zdecydowała się na publiczny lincz na Durczoku, a nie zgłosiła sprawy tam, gdzie jest jej miejsce? Bardzo mnie to dziwi i niepokoi. Ja wiem, w co gra redakcja “Wprost”, wydaje mi się, że to jest walka o ich życie. Natomiast nie podobają mi się takie metody – twierdzi Mikołaj Lizut.

Mikołaj Lizut podkreśla, że rozumie prawa ofiar oraz to, że ofiara nie może być podwójnie skrzywdzona – w pracy i za ujawnienie sprawy. – Z tym że wydaje mi się mocno pokrętne i obłudne tłumaczenie tygodnika “Wprost”, że ofiary boją się mówić. Jakoś nie boją się mówić Latkowskiemu, a boją się w prokuraturze – podsumowuje dziennikarz.

- Przypomnę, że polskie media bardzo często odwołują się do anonimowych źródeł, np. analizując przemoc seksualną, jakiej mają się dopuszczać osoby duchowne. Zatem jeżeli takie zarzuty można postawić anonimowo księdzu to można je również postawić Kamilowi Durczokowi – dodaje Tomasz Terlikowski.

Mikołaj Wójcik

Zapytany o cenę trafności doboru źródeł przez “Wprost”, szef działu Polityka w “Fakcie” Mikołaj Wójcik odpowiada, że od chwili opublikowania w tygodniku pierwszego artykułu na temat mobbingu i molestowania redakcja dziennika nie komentuje ani nie ocenia publikacji o Kamilu Durczoku. – Pozostawiamy to medioznawcom i sądom, które ocenią wiarygodność i dowody w sprawie. To na naszych łamach najmocniej wypowiedział się ceniony publicysta Jacek Żakowski. Piszemy o tej sprawie dużo, bo naszych czytelników informujemy zawsze o wszystkim co ważne, ale nie oceniamy warsztatu i jakości pracy dziennikarzy innych tytułów – podkreśla Wójcik.

- Przypomnę, że polskie media bardzo często odwołują się do anonimowych źródeł, np. analizując przemoc seksualną, jakiej mają się dopuszczać osoby duchowne. Zatem jeżeli takie zarzuty można postawić anonimowo księdzu to można je również postawić Kamilowi Durczokowi – dodaje Tomasz Terlikowski.

Zapytany o cenę trafności doboru źródeł przez “Wprost”, szef działu Polityka w “Fakcie” Mikołaj Wójcik odpowiada, że od chwili opublikowania w tygodniku pierwszego artykułu na temat mobbingu i molestowania redakcja dziennika nie komentuje ani nie ocenia publikacji o Kamilu Durczoku. – Pozostawiamy to medioznawcom i sądom, które ocenią wiarygodność i dowody w sprawie. To na naszych łamach najmocniej wypowiedział się ceniony publicysta Jacek Żakowski. Piszemy o tej sprawie dużo, bo naszych czytelników informujemy zawsze o wszystkim co ważne, ale nie oceniamy warsztatu i jakości pracy dziennikarzy innych tytułów – podkreśla Wójcik.

Zapytani przez Wirtualnemedia.pl komentatorzy są zgodni – w mediach granicę między ostrym stylem zarządzania personelem a mobbingiem stawia prawo pracy, definiujące to zjawisko. – Redakcja to jest normalne miejsce pracy – jak urząd prezydenta w Olsztynie, klub sportowy albo korporacja. W pracy może być nerwowo, nawet głośno, ale praca nie może polegać na poniżaniu. Jeżeli redaktor naczelny ma pretensje do dziennikarza o źle zrobiony materiał to musi z nim odbyć rozmowę dotyczącą merytorycznej strony tego materiału, nawet czasem przeprowadzoną podniesionym głosem, a nie jego cech osobowości – uważa Ewa Wanat.

Tomasz Terlikowski

- Każdy, kto pracuje w mediach wie, że zdarzają się ostre i bardzo ostre odzywki. Granica między ostrymi odzywkami a mobbingiem zaczyna się w momencie, kiedy się kogoś regularnie niszczy. Takie sytuacje też się zdarzają. Czy w przypadku opisanym przez “Wprost” mieliśmy do czynienia z mobbingiem? Nie wiem. Natomiast granicą między ostrym traktowaniem a molestowaniem są choćby SMS-y, które miały być wysyłane pracownicy. Jakakolwiek próba namawiania swoich podwładnych do prywatnych relacji jest granicą, której szef przekroczyć nie może – twierdzi Tomasz Terlikowski.

- Dziennikarstwo to trudny kawałek chleba, mocno stresujący i czasem sobie nawet powtarzamy, że trzeba mieć grubą skórę, bo to nie jest ochronka. Stres towarzyszy nam na co dzień i nie ma sensu obrażać się o wszystko, bo wszyscy pracujemy pod presją. Ale wszędzie tam, gdzie naruszana jest ludzka godność czy intymność, dochodzi do przekroczenia granicy – konkluduje Agnieszka Gozdyra.

Z danych ZKDP wynika, że w 2014 roku średnia sprzedaż ogółem “Wprost” wynosiła 58 226 egz.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dziennikarze-o-publikacji-wprost-o-durczoku-bez-anonimowych-zrodel-nie-ma-dziennikarstwa-sledczego

24-02-2015, 15:31

Kamil Durczok nawet oczyszczony z zarzutów będzie miał problem z powrotem na wizję  »

Press
(MW, RUT)
24-02-2015

Po publikacji “Wprost” (AWR Wprost) o molestowaniu i mobbingu w redakcji “Faktów” TVN pojawia się pytanie, czy Kamil Durczok będzie mógł jeszcze wrócić do prowadzenia programu.

Po tym jak “Wprost” opisał historię researcherki, a później producentki w “Faktach”, która przez kilka lat miała być nękana m.in. SMS-ami z treściami o podłożu seksualnym przez swojego szefa – Kamila Durczoka, dziennikarze zastanawiają się, czy będzie mógł pozostać twarzą głównego programu informacyjnego TVN.

Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej” w pierwszym odruchu mówi, że po tej publikacji “Wprost” nie wyobraża sobie powrotu Durczoka do „Faktów”. – Ale z drugiej strony, jeśli komisja powołana do zweryfikowania tych doniesień nie znajdzie dowodów przeciwko niemu, TVN powinien podać Durczokowi rękę. Po tych kubłach pomyj, które na niego wylano, to byłby ze strony telewizji akt cywilnej odwagi – mówi Czuchnowski. – Nikt nie jest doskonały, gwiazdy telewizyjne też nie. O ile Durczok nie popełnił przestępstwa, powinien dostać szansę – stwierdza.

- Kamil Durczok na pewno został poważnie poturbowany, bez względu na to czy sprawiedliwie, czy nie. Nawet jeśli okaże się, że jest niewinny, to i tak ludzie oglądając go na ekranie będą przypominać sobie historię szefa molestującego podwładne – komentuje Jacek Żakowski, publicysta “Polityki”. Zaznacza jednak: – Jeśli zarzuty wobec Durczoka okażą się bezpodstawne, będzie miał prawo do gigantycznego zadośćuczynienia. Jeśli sprawa rozstrzygnie się na jego korzyść, będę czuł się w obowiązku, żeby zrobić wszystko, żeby ułatwić mu powrót do mediów – dodaje Żakowski.

- Jego powrót będzie bardzo trudny. Sprawa jest na tyle głośna i precedensowa, że trudno ją będzie zamieść pod dywan – ocenia Bogusław Chrabota, redaktor naczelny “Rzeczpospolitej”.

- Nie zabijałbym go od razu – mówi o przyszłości Durczoka Piotr Pytlakowski, dziennikarz “Polityki”. – Poczekajmy na ustalenia komisji TVN. Od nich powinna zależeć decyzja kierownictwa stacji co do przyszłości Kamila Durczoka. Molestowanie jest przestępstwem, ale zachowania opisane przez “Wprost” mają raczej cechy złych relacji międzyludzkich. Część zarzutów jest wręcz niepoważna, bo czy można mieć szefowi za złe, że mówi “Dzień dobry” i rozmawia z researcherkami? – zastanawia się Pytlakowski.

Zdaniem Sławomira Jastrzębowskiego, redaktora naczelnego “Super Expressu”, o przyszłości Durczoka zdecydują dwie rzeczy: – To zależy od badań komisji TVN, ale też od wyników badań opinii publicznej – mówi Jastrzębowski.   – Gdybym ja był szefem Kamil Durczoka, to już by on nie wrócił do pracy. Nie wyobrażam sobie, żeby w takiej atmosferze pojawił się jeszcze w “Faktach”, nawet jeśli komisja go oczyści z zarzutów – mówi Jerzy Jurecki, wydawca “Tygodnika Podhalańskiego”.

Łukasz Przybysz, medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego, zwraca uwagę, że to sytuacja niespotykana dotąd w polskich mediach. – Ale na przykład politycy nie po takich wpadkach wracają do gry. Pytanie, czy Kamil Durczok nawet oczyszczony z zarzutów będzie wiarygodny dla opinii publicznej? TVN może mieć z nim teraz problem, ale ludzie za jakiś czas zapomną – komentuje Przybysz.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/48026,Kamil-Durczok-nawet-oczyszczony-z-zarzutow-bedzie-mial-problem-z-powrotem-na-wizje--_opinie_

24-02-2015, 12:36

Dziś komisja TVN ma się wypowiedzieć o molestowaniu, być może będzie też oświadczenie Durczoka  »

Press
(DR, RUT)
24-02-2015

Dziś po południu zostanie opublikowany komunikat komisji, którą zarząd TVN powołał do zweryfikowania twierdzeń, “że osoby zatrudnione w TVN mogły być przedmiotem mobbingu lub molestowania w miejscu pracy”.

Bogusław Chrabota, redaktor naczelny “Rzeczpospolitej” komisji nie udzielamy komentarza w tej kwestii – stwierdza rzeczniczka prasowa TVN Emilia Ordon, którą poprosiliśmy o komentarz do poniedziałkowego artykułu tygodnika „Wprost” i spytaliśmy, jakie decyzje podejmie TVN w związku z tym tekstem. „Wprost” napisał już otwarcie, że szef ”Faktów” Kamil Durczok dopuszczał się molestowania i mobbingu. Na poparcie tego oskarżenia tygodnik zamieścił opowieść byłej producentki ”Faktów”, przytaczając m.in. SMS-y, jakie miała otrzymywać od Durczoka.

O komentarz poprosiliśmy też reprezentującą przebywającego w szpitalu dziennikarza agencję Point of View. Jak jednak informuje Monika-Janowska Mleczko, partner w Point of View, oświadczenia Kamila Durczoka można się spodziewać dopiero dziś – o ile pozwoli na to stan jego zdrowia. Tydzień temu na antenie Tok FM zapewniał on, że nigdy nie molestował żadnej podwładnej.

Pod nieobecność Kamila Durczoka redakcją – tak jak podczas poprzednich urlopów szefa (formalnie jest on na dwutygodniowym urlopie) – kieruje wydawca „Faktów” Grzegorz Jędrzejowski. Szefem reporterów pozostaje zaś Grzegorz Kajdanowicz. Na nasze pytanie, kto zastąpi Kamila Durczoka, gdyby jego nieobecność się przedłużyła, rzeczniczka prasowa TVN Emilia Ordon odpowiedziała: „Nie udzielamy informacji na ten temat”.

Pierwszy tekst „Wprost” o molestowaniu ukazał się 2 lutego i nie padła w nim ani nazwa telewizji, ani nazwisko dziennikarza. Mimo to komentarze w Internecie nie pozostawiały wątpliwości, o kogo chodzi. 13 lutego zarząd TVN powołał komisję do zbadania sprawy. Komisja rozpoczęła działalność 16 lutego, a w jej skład weszli eksperci wewnętrzni i zewnętrzni. Sprawozdanie ze swojej działalności miała przekazać władzom TVN w ciągu dwóch tygodni. Na nasze pytania o procedury i postępy prac komisji spółka w ubiegłym tygodniu nie odpowiadała.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/48023,Dzis-komisja-TVN-ma-sie-wypowiedziec-o-molestowaniu_-byc-moze-bedzie-tez-oswiadczenie-Durczoka