Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

27-02-2015, 15:57

TVP w hołdzie Bohdanowi Tomaszewskiemu  »

Media2.pl
Łukasz Szewczyk
27-02-2015

Po smutnej wiadomości o śmierci legendarnego komentatora sportowego Bohdana Tomaszewskiego, TVP1, TVP Sport i TVP Polonia podjęły decyzję o zmianach w swojej ramówce na najbliższe godziny, by przypomnieć i uczcić pamięć tego wielkiego dziennikarza.

Bohdan Tomaszewski

O legendarnym dziennikarzu będzie już w piątek 27 lutego o godz. 18:30 rozmawiać Agata Młynarska w programie “Świat się kręci”; jej rozmówcami będą syn pana Bohdana – Tomasz Tomaszewski oraz szef TVP Sport i komentator – Włodzimierz Szaranowicz.

Także od razu w piątek TVP Sport wyemituje rozmowę z Bohdanem Tomaszewskim, przygotowaną w 2011 r. z okazji jego 90. urodzin: o godz. 22:10 – “Jubilat Bohdan Tomaszewski o sporcie i nie tylko – wywiad, cz.1.” o raz o godz. 22:35 – “Jubilat Bohdan Tomaszewski o sporcie i nie tylko – wywiad, cz.2″.

W sobotę, 28 lutego TVP Sport o godz. 11:45 pokaże film dokumentalny o redaktorze Tomaszewskim – “W biegu za życia”. Ten sam dokument będzie można też obejrzeć w TVP Polonia, w poniedziałek, 2 marca, o godz. 15.50.

Całość: http://media2.pl/media/118721-TVP-w-holdzie-Bohdanowi-Tomaszewskiemu.html

27-02-2015, 15:43

Rzecznicy kontra dziennikarze 2015. W meczu koszykówki najważniejszy był cel, a nie wynik  »

Dziennik Zachodni
Jacek Sroka
27-02-2015

Rzecznicy kontra dziennikarze - fragment meczu

Mecz rzecznicy kontra dziennikarze 2015: Sukcesy Marcina Gortata w najlepszej koszykarskiej lidze świata sprawiły, że i tym razem idea zawodów rzeczników prasowych i dziennikarzy nie trafiła do kosza. Po siatkówce (2011), strzelaniu (2012), squashu (2013) i badmintonie (2014) rzecznicy prasowi śląskich instytucji oraz dziennikarze z naszego regionu zmierzyli się ze sobą w kolejnej dyscyplinie sportu – koszykówce.

Mecz rzecznicy kontra dziennikarze 2015: 5. edycję zawodów rozegranych tradycyjnie w ośrodku Bażantowo Sport w Katowicach wygrała drużyna Rzeczników wynikiem 47:41. Jak co roku nie wynik był najważniejszy, a to, aby zwrócić uwagę na potrzeby organizacji pożytku publicznego z naszego regionu i przeznaczyć swoje 1% z podatku dla śląskich fundacji.

W meczu zagrali:

RZECZNICY

  1. Rafał Jankowski – NSZZ Policjantów
  2. Jacek Pytel – KMP w Katowicach
  3. Joanna Dybała – Śmigiel Implant Master Clinc
  4. Mirosław Rusecki – Szpital św. Barbary w Sosnowcu
  5. Lena Polok – Galeria Katowicka
  6. Marcin Marzyński – Tauron Dystrybucja
  7. Cezary Orzech – GTL
  8. Paweł Doś – Politechnika Śląska
  9. Arkadiusz Teodorowski – MPGK Katowice
  10. Marek Kiczka – Uniwersytet Ekonomiczny
DZIENNIKARZE
  1. Katarzyna Nylec – Onet.pl
  2. Piotr Kalsztyn – NaszeMiasto.pl
  3. Marek Durmała – TVP Katowice
  4. Krzysztof Trzosek – TVS
  5. Adrian Leks – TVS
  6. Jacek Sroka – Dziennik Zachodni
  7. Piotr Girczys – PAP
  8. Dagmara Kowalczyk – TVN Turbo
  9. Bartłomiej Wnuk – PLACE
Organizatorem meczu była agencja content marketingu i public relations Wnuk Consulting, Współorganizatorem Bażantowo Sport, a Partnerami Tauron Dystrybucja, Śmigiel Implant Master Clinic, Volkswagen Porsche Katowice i Galeria Katowicka.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3767335,rzecznicy-kontra-dziennikarze-2015-w-meczu-koszykowki-najwazniejszy-byl-cel-a-nie-wynik-zdjecia,id,t.html

27-02-2015, 09:27

Niezwykła historia Bohdana Tomaszewskiego  »

Onet.pl
27-02-2015
Bohdan Tomaszewski odszedł w piątek w wieku 93 lat. Półtora roku temu specjalnie dla “Faktu” ten wybitny komentator sportowy opowiedział swoją niezwykłą historię.

Bohdan Tomaszewski

“Jako młody człowiek wiele czytałem. Książka jest potęgą. Ona nie tylko kształtuje język, ale też rozwija wyobraźnię. Czyta pan “Potop” i tam jest pościg Kmicica za księciem Bogusławem. U Sienkiewicza to jest tak opisane, że pan słyszy tętent koni, oddech Kmicica i strach Bogusława. Jerzy Hoffman nakręcił to na filmie i w ogóle nie było żadnej emocji.

Dzisiaj dziennikarze nie mają czasu, by czytać. Jest telewizja, internet, nieustanna pogoń za pieniędzmi i to się odbija na bogactwie języka młodszych kolegów. Wiele wiedzą – słucham dziś relacji i dowiaduję się, że ktoś przyszedł z Barcelony, ten kosztował tyle pieniędzy, a tamten miał już dwie żony, do tego wyniki, statystyki. Mają wiedzę, ale ich fachowość jest powierzchowna. Jakby nie mieli sportu pod skórą.

Jeszcze przed wojną miałem okazję słuchać genialnego sprawozdawcy. Nazywał się Wojciech Trojanowski i w 1939 roku komentował mecz Polaków. W pewnej chwili krzyknął: “Jezus Maria, Niemcy atakują”, a efekt był taki, że chłopi rzucali kosy i biegli po karabin. Po wojnie był w Offlagu, potem w Anglii pracował dla BBC i poszedł do Radia Wolna Europa. Spotykaliśmy się na igrzyskach olimpijskich, po raz pierwszy w Melbourne. Organizatorzy byli dowcipni i rozmyślnie ustawiali obok siebie dwie kabiny – Wolna Europa i Polskie Radio. Chcieli zobaczyć, jak będą współpracować dwa wrogie światy, a my byliśmy świetnymi kolegami. Wydaje mi się, że na drugiego Trojanowskiego poczekamy sto lat.

Kiedyś byłem w jury, przyjmującym do telewizji nowych sprawozdawców. Przychodzili ludzie z różnych środowisk. Próbowali szybko mówić, ale to było słabe i odpadali. Ale zapamiętałem jednego – pięknie mówił po polsku, tak gładko, aktorsko. Trochę jak Zbigniew Zapasiewicz. Wiecie, kto to był? Przemysław Babiarz. Teraz jak go słucham, cały czas mnie zaskakuje. Jest coraz lepszy.

Ale jak słucham wielu innych, razi mnie ten wszechobecny optymizm. To pozostałość po propagandzie sukcesu z czasów PRL. Małysz stawał na górze, jeszcze nie skoczył, a już pewien znany redaktor mówił o jego zwycięstwie. A Małysz zajmował trzecie miejsce. I mówiło się, że zawiódł. W ten sposób robi się krzywdę zawodnikowi.

Magia mi­kro­fo­nu

Dzi­siaj tremę mam taką samą jak trzy­dzie­ści lat temu. Nie­któ­rzy moi ko­le­dzy sia­da­ją do wy­da­rze­nia spor­to­we­go jak do bu­tel­ki piwa. Ale prze­cież naj­lep­si ak­to­rzy mieli za­wsze nie­po­kój. To wy­ni­ka z pew­nej od­po­wie­dzial­no­ści. Z tego, że ja nie chcę sko­pać. Nie chcę być zły.

Kie­dyś na sta­dio­nie lek­ko­atle­tycz­nym ktoś mi ofia­ro­wał bu­te­lecz­kę na al­ko­hol. Pięk­na była. Osza­la­łem, na­la­łem tam wina, wzią­łem ją na sta­dion i tam po­cią­gną­łem dwa łyki. Od al­ko­ho­lu za­wsze stro­ni­łem. I tutaj nagle po tych kilku ły­kach wina w upale po­czu­łem nie­bez­pie­czeń­stwo. Po­my­śla­łem, że łapię za duży luz, je­stem poza miarą. Luz jest nie­bez­piecz­ny.

Na swo­ich ostat­nich igrzy­skach – w 1980 roku w Mo­skwie – ko­men­to­wa­łem bieg Bro­ni­sła­wa Ma­li­now­skie­go. Nie­sa­mo­wi­ty. Tan­zań­czyk ucie­ka, Polak bie­gnie rów­nym tem­pem, sys­te­ma­tycz­nie go do­ga­nia, w końcu nie­da­le­ko przed metą, wy­gry­wa. To samo mnie nio­sło.

Pa­mię­tam też moje pierw­sze igrzy­ska w Mel­bo­ur­ne w 1956 roku. U nas sza­lał Go­muł­ka, nie było wia­do­mo, co do­kład­nie się sta­nie. Po­le­cia­łem tam z dużym stra­chem, a w do­dat­ku na miej­scu uży­wa­li­śmy krót­ko­fa­ló­wek, a ja wszyst­ko mu­sia­łem robić sam. Każdą dys­cy­pli­nę. To była strasz­li­wa szko­ła, ale po­ży­tecz­na.

Na olim­pia­dzie w Sap­po­ro, tam gdzie wy­grał For­tu­na, za­cho­ro­wał jeden z ko­le­gów dzien­ni­ka­rzy, a na miej­scu było nas le­d­wie kilku. I nagle kie­row­nik mówi mi: “Boh­dan, mu­sisz zro­bić hokej”. To była naj­więk­sza moja klę­ska! Mu­sia­łem się tego pod­jąć, a nawet nie zna­łem pol­skich gra­czy. Mi­ga­łem się, po­wta­rza­łem, że Niem­cy są w po­sia­da­niu krąż­ka. Nie mó­wi­łem, że Schmitt albo Baum­gart­ner. Ale zy­ska­łem wtedy jedną rzecz. Mia­łem swoje sta­no­wi­sko tuż przy bok­sie na­szych gra­czy i zo­ba­czy­łem wtedy praw­dę o ho­ke­ju. Jak zjeż­dża­ją z tej walki, pół­przy­tom­ni. Na­stęp­ni muszą wy­je­chać i z ra­do­ścią oraz stra­chem ru­sza­ją w bój. To był dla mnie nie­sa­mo­wi­ty, zu­peł­nie inny obraz. Na­bra­łem wtedy sza­cun­ku do ho­ke­ja.

Ale najlepsza historia przydarzyła mi się na mundialu w Argentynie. Mieliśmy grać z Brazylią i przed meczem przychodzi do mnie facet z telewizji wenezuelskiej. Mówi tak: “Mister Tomaszewski, czy pan by mógł pojechać do hotelu? Redaktor Pele by zrobił z panem wywiad”. Myślałem, że to po prostu dość popularne nazwisko, zgadzam się, jedziemy do tego hotelu, a tam siedzi spięty człowiek. I to jest ten słynny Pele, największy piłkarz świata, który zdenerwowany czekał na wywiad z polskim dziennikarzem. Kapitalny człowiek, miło się rozmawiało.

Tenisowa miłość

Mój tenis zaczął się w 1931 roku. Miałem 10 lat i byliśmy na wakacjach w Konstancinie. Grupa chłopców, byłem najmłodszy. Padł pomysł, by zrobić turniej tenisowy.

Na wąskiej ubitej alejce, sznurek między drzewami, dwie stare piłki, a w rękach drewniane packi. To takie coś jak paletka do pingponga, tylko bez gumy. Przegrałem wtedy z tym najstarszym, ale zakochałem się w tenisie. Pomyślałem sobie, że to odbijanie piłki przyrządem i jednocześnie kierowanie to jest coś wspaniałego. I tak mi już zostało.

Potem przeprowadziliśmy się na Czerniaków. Spółdzielnia po drugiej stronie ulicy zbudowała boiska do siatkówki, koszykówki i kort tenisowy. Zacząłem tam grać i zobaczył mnie pewien oficer. Podszedł do mojej mamy i powiedział: “Pani syn dobrze się zapowiada, a ja mam chody na Legii. Zaproteguję go. Proszę przyjść w piątek”. Poszliśmy i dostałem się do Legii, która w tamtych czasach była elitarnym klubem. Mówiłem wtedy rodzicom, że wychodzę do szkoły i szedłem na kort.

Bohdan Tomaszewski

To był piękny czas. Poznawałem na Legii wspaniałych ludzi. Przychodziła Halina Konopacka, pierwsza polska złota medalistka w historii. Piękna kobieta, pierwsza dama, żona ministra skarbu Matuszewskiego, który blisko współpracował z Piłsudskim. Na początku wojny trzeba było jak najszybciej zapakować złoto do autobusów, ciężarówek i wywieźć je do Rumunii. Szukano szoferów. Zgłosiła się Konopacka, która oprócz biegów uprawiała też narciarstwo, tenis i automobilizm. I pod bombami to wszystko woziła.

Na Legii poznałem też Janusza Kusocińskiego, który stał się moim przyjacielem. “Kusy” przychodził tam pograć w brydża. Raz wziął do ręki rakietę tenisową, ale zupełnie mu nie szło. Gdy zaczęła się okupacja, weszliśmy do armii podziemnej, a on otworzył knajpę. W swojej Karczmie Pod Kogutem dał ludziom pracę, a jednocześnie konspirował. Był w innej grupie, ale wiedział wszystko o tym, jak my działamy w podziemiu. Aresztowało go Gestapo. Torturowali go, maltretowali, do Palmir wieźli go na noszach. I ten “Kusy” – strzęp człowieka, którego prawie rzucili do rozstrzelania – nie wydał nikogo.

To był kapitalny człowiek. Prosty, twardy. Niewysoki, lekko zgarbiony, a na igrzyskach w Los Angeles zdobył złoto na 10 kilometrów. Prezydent Mościcki dał mu mieszkanie w Łazienkach, by miał gdzie trenować. Chodziliśmy czasem we dwóch na basen na Legię i tam próbował podrywać dziewczyny na swoją sławę. Ale mu nie wychodziło. Był też niestety trochę naiwny. Kiedyś w czasie jednej z wielu rozmów, mówi do mnie: “Mnie to Niemcy nie zaaresztują”. Tłumaczył, że na igrzyskach w Berlinie poproszono go jako wielkiego mistrza do loży, w której siedzieli Hitler i Goering. I że w razie czego pokaże nazistom zdjęcie, które mu wtedy zrobiono.

Byłem u niego jakieś dziesięć dni przed aresztowaniem. Pokazał mi autograf od Charliego Chaplina, który dostał w Los Angeles. Miał swoich idoli i swoje marzenia. Mówił: – Panie Bohdanie. Jak wojna się skończy, pojadę na igrzyska w Helsinkach. Ale pobiegnę tam tylko w maratonie”.

Bohdan Tomaszewski

ur. 10 sierpnia 1921 w Warszawie – zm. 27 lutego 2015; komentator sportowy radia i telewizji; publicysta, pisarz, autor scenariuszy filmowych; w latach trzydziestych i czterdziestych ubiegłego wieku czołowy tenisista Polski. Absolwent gimnazjum im. Stanisława Staszica w Warszawie, podczas okupacji niemieckiej uczęszczał na wykłady Tajnej Szkoły Głównej Handlowej. Żołnierz Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego (pseudonim Mały). Karierę dziennikarską zaczął w 1948 w Kurierze Szczecińskim, a po przenosinach do stolicy pisywał w Wieczorze, Expressie Wieczornym, Kulturze. Od 1955 związany był na stałe z Polskim Radiem, w którym do dzisiaj pojawiał się na antenie. W latach sześćdziesiątych minionego wieku zaczął komentować sport w Telewizji Polskiej. W okresie 1956-1980 obsługiwał dla PR i TVP 12 igrzysk olimpijskich – letnich i zimowych. W stanie wojennym odmówił współpracy z Polskim Radiem, do którego powrócił dopiero w 1989 roku. Od kilku lat komentował tenis w telewizji Polsat.

Napisał kilkanaście książek (m. in. “Milczące stadiony”, “Kariera z kolcami”, “Romantyczne mecze”, “Łączymy się ze stadionem”, “Pożegnalna defilada”).

W 1958 i 1959 nagrodzony Złotym Piórem Klubu Dziennikarzy Sportowych Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich; w 1972 zdobył Złoty Mikrofon; W 1995 obdarzony w Polskim Radiu Diamentowym Mikrofonem; w 2001 znalazł się w gronie pierwszych laureatów konkursu Mistrz Mowy Polskiej; w 2006 otrzymał Laur SDP jako niedościgniony wzór dziennikarskiego profesjonalizmu.

W 2005 udekorowany Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. W 2009 – kapituła złożona z przedstawicieli Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Polskiej Akademii Olimpijskiej i Przeglądu Sportowego przyznała mu odznaczenie Kalos Kagathos – za umiejętne połączenie kariery sportowej z życiem zawodowym. Ostatnio na spotkaniu Związku Powstańców Warszawskich kierownik Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych dr Jan Ciechanowski uhonorował Bohdana Tomaszewskiego medalem Pro Memoria.

Sukcesy sportowe Bohdana Tomaszewskiego:

  • 1937 – mistrzostwo Polski kadetów w singlu (po meczu z Andrzejem Juraszem) w Łodzi
  • 1938: wicemistrzostwo Polski juniorów w deblu z Juraszem w Katowicach (finał przegrany z parą Władysław Skonecki – Jan Chytrowski)
  • 1939 – mistrzostwo Polski juniorów w grze podwójnej z Henrykiem Zborowskim

Za: “Fakt”

Całość: http://eurosport.onet.pl/lekkoatletyka/bohdan-tomaszewski-komentator-sportowy-nie-zyje/59c517

27-02-2015, 08:19

Bohdan Tomaszewski nie żyje. Legendarny komentator miał 93 lata  »

Wyborcza.pl
mw
27-02-2015

Nie żyje Bohdan Tomaszewski, dziennikarz i komentator sportowy – podała telewizja Polsat News. Tomaszewski miał 93 lata.

Bohdan Tomaszewski

Tomaszewski urodził się 10 sierpnia 1921 roku w Warszawie. Był wręcz legendarną postacią polskiego dziennikarstwa sportowego. Sprawozdawał z najważniejszych wydarzeń sportowych, zwłaszcza dotyczących lekkoatletyki i tenisa Wychował całe pokolenia dziennikarzy sportowych.

Od prawie 15 lat Tomaszewski związany był z kanałem Polsat Sport, kojarzony jednak był głównie z Polskim Radiem. Komentował najważniejsze wydarzenia sportowe związane z tenisem. Tomaszewski był popularny wśród widzów i słuchaczy dzięki swemu barwnemu stylowi mówienia i bardzo dużej wiedzy.

Mistrz Polski juniorów

Od 1936 r. Tomaszewski był tenisistą w sekcji WKS “Legia” w Warszawie. Wyczynowo zajmował się tym sportem do wybuchu II wojny światowej. W 1939 r. wywalczył tytuł mistrza Polski juniorów.

W czasie okupacji studiował w tajnej Szkole Głównej Handlowej. Był działaczem Związku Walki Zbrojnej (późniejszej Armii Krajowej). Uczestniczył w powstaniu warszawskim. Po jego upadku trafił do obozu w Ożarowie.

Po wojnie wyjechał do Koszalina, gdzie podjął pierwsze próby pracy w zawodzie dziennikarza. Publikował sprawozdania sportowe w “Wiadomościach Koszalińskich”, a w 1946 roku zaczął pracę w “Kurierze Szczecińskim”.

W 1948 roku zaczął pracę jako dziennikarz sportowy w “Expressie Wieczornym”. W 1955 roku został sprawozdawcą – najpierw radiowym, potem telewizyjnym. W swojej karierze relacjonował 12 letnich i zimowych igrzysk olimpijskich.

W stanie wojennym odmówił współpracy z Polskim Radiem

Powrócił na antenę w 1989 roku. Był częstym gościem Kroniki Sportowej w radiowej Jedynce.

Bohdan Tomaszewski to autor książek: “Dziesięć moich olimpiad”, “Łączymy się ze stadionem”, “Pożegnalna defilada”, “Proszę o klucz”, “Przeżyjmy to jeszcze raz”, “Romantyczne mecze”, “Do ostatniego tchu”, “Wimbledon”. Był też laureatem wielu nagród dziennikarskich, m.in. “Złotego pióra” i “Złotego mikrofonu”. W 2005 roku odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

- Patrzę na sport z miłością, ale i ze smutkiem. W meczu reprezentacji Polski rywale biją korner i nagle słyszę potworny gwizd, publiczność przeszkadza. To zaprzeczenie idei sportu. W 1936 roku graliśmy z Niemcami, rządził już Adolf Hitler. Gdy wbiegali na boisko, na Stadionie Wojska Polskiego były oklaski. Warszawa nie może nie bić brawa gościom – mówił w 2013 roku dziennikarzom “Gazety Wyborczej”.

Jeszcze niedawno komentował mecze, był pomysłodawcą turnieju dla młodych adeptów tenisa – Tomaszewski Cup. Odbyło się już 47 edycji tej imprezy, która ma od ponad dekady międzynarodową obsadę i zaliczana jest do najwyższej rangi zawodów Tennis Europe. Pierwsze jej odsłony miały miejsce na Agrykoli, przez kolejne 25 lat turniej rozgrywany był na Warszawiance, zanim został przeniesiony na obiekt Legii.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75478,17491563,Bohdan_Tomaszewski_nie_zyje__Legendarny_komentator.html#ixzz3SvQW28Rw

27-02-2015, 08:09

Tomasz Sakiewicz przeprasza byłego fotografa “Gazety Polskiej” za wypowiedź w “Polityce”  »

WIERTUALNEMEDIA.pl
tw
27-02-2015

Redaktor naczelny “Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz na łamach “Polityki” przeprosił fotografa Krzysztofa Hejke (pracującego przez kilka lat w “Gazecie Polskiej”) za wypowiedź o nim udzieloną temu tygodnikowi sześć lat temu, chociaż nie zgadza się z takim wyrokiem sądowym.

Tomasz Sakiewicz

Wypowiedź Sakiewicz znalazła się w opublikowanym w “Polityce” w maju 2009 roku artykule Piotra Pytlakowskiego “Hejke kontra Hejke” opisującym burzliwe rozstanie fotografa Krzysztofa Hejke (przez kilka lat kierującego działem graficznym “Gazety Polskiej”) z dziennikarką “Gazety Polskiej” Katarzyną Hejke oraz rolę, jaką odegrała w tym znajomość Katarzyny Hejke z ówczesnym prezesem IPN Januszem Kurtyką.

Poproszony o wypowiedź na temat Krzysztofa Hejke, Tomasz Sakiewicz stwierdził: “Uważam go za złego człowieka. To prawda, że jest chory psychicznie, leczył się na oddziale zamkniętym. Miewał dziwne odloty, sypiał na cmentarzach, zbierał czaszki ludzkie. Jestem z wykształcenia psychologiem klinicznym, wiem, co mówię”. Już w artykule Hejke tłumaczył, że kontakt z psychiatrami miał tylko w stanie wojennym, gdy symulował chorobę psychiczną, żeby uniknąć wcielenia do wojska, natomiast jako fotograf udokumentował wiele zabytkowych cmentarzy oraz czaszki polskich żołnierzy zamordowanych w II wojnie światowej.

Poza tym Krzysztof Hejke pozwał Sakiewicza za tę wypowiedź. Sąd w obu instancjach uznał, że redaktor naczelny “Gazety Polskiej” w swoim komentarzu naruszył dobra osobiste Hejke i nakazał przeproszenie go na łamach “Polityki”. Stosowne oświadczenie znalazło się w bieżącym numerze tygodnika.

Tomasz Sakiewicz wykonał wyrok sądowy, jednak zdecydowanie się z nim nie zgadza. – Uważam tę sprawę za skandaliczną. W procesie nie przesłuchano żadnej z moich świadków – stwierdził w rozmowie z Wirtualnemedia.pl. – Składam wniosek o kasację wyroku, idę też z tą sprawą do Strasburga (czyli Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu – przyp.red.) - zapowiedział.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tomasz-sakiewicz-przeprasza-bylego-fotografa-gazety-polskiej-za-wypowiedz-w-polityce#

26-02-2015, 22:38

Janusz Czapiński o Kamilu Durczoku: To jego ostateczny koniec jako dziennikarza  »

Super Express
Przemysław Harczuk
26-02-2015

- Powrót Durczoka jest wykluczony – mówi Super Expressowi Janusz Czapiński, profesor Uniwersytetu Warszawskiego.

“Super Express”: – Od kilku tygodni trwa serial pod tytułem “sprawa Kamila Durczoka”. Jedni oburzają się na dziennikarza, inni na działania dziennikarzy “Wprost”. A jak całą sprawę możemy ocenić od strony wizerunkowej?

Prof. Janusz Czapiński

Janusz Czapiński: – Zarzuty, które pojawiły się wobec Kamila Durczoka, są bardzo poważne, wręcz niszczące. Ich odbiór społeczny jest fatalny. O Kamilu Durczoku powiedzieć możemy, że został strącony ze świecznika. To jego ostateczny koniec jako dziennikarza. Warto zaznaczyć, że zdecydowana większość polskiego społeczeństwa wcale go nie żałuje.

- Ale, szczególnie po ubiegłotygodniowej publikacji “Wprost”, wiele osób ze środowiska dziennikarskiego, w tym także o prawicowych, a więc nieprzychylnych TVN poglądach, broniło Kamila Durczoka. Czyżby opinie ludzi mediów nie miały żadnego wpływu na polskie społeczeństwo?

- Nie zgodzę się z opinią, by ktokolwiek w mediach bronił Kamila Durczoka. Faktycznie, wśród dziennikarzy i nie tylko wśród dziennikarzy pojawiło się wiele głosów krytycznych wobec działań redakcji “Wprost”. Jednak proszę zwrócić uwagę, że niemal każdy wypowiadający się w tej sprawie zastrzegał, że choć nie podobała mu się publikacja, nie rozstrzyga o winie bądź niewinności szefa “Faktów” TVN. Nikt nie zarzucił, że dziennikarze napisali nieprawdę czy byli nierzetelni.

- Skąd wzięło się więc tak wiele głosów krytycznych wobec publikacji “Wprost”?

- Krytyka dotyczyła metod, jakimi dziennikarze się posłużyli. Szukania sensacji za wszelką cenę, podawania nieistotnych dla sprawy informacji z życia prywatnego. Mieszania faktów z plotkami. To wzbudziło sprzeciw. Jednak nikt nie ręczył za niewinność dziennikarza. Nie sądzę więc, by krytyka działań “Wprost” miała jakikolwiek wpływ na oceny społeczeństwa w tej sprawie.

- Wspomniał pan o tym, że Polacy dziennikarza nie żałują. Czy, bo takie opinie też się pojawiły, wynikać może to z faktu, że ktoś znany i bogaty wpadł w poważne kłopoty, a większość ludzi cieszy się z niepowodzeń osoby ze świecznika?

- Nie sądzę, by akurat to kierowało naszym społeczeństwem. Oceny Polaków w sprawie afery Kamila Durczoka wynikają z pobudek moralnych. Sprawy takie jak mobbing, molestowanie są oceniane jednoznacznie źle. Polacy są dziś nie przeciwko Kamilowi Durczokowi jako osobie, ale przeciwko metodom, którymi szef jednego z najważniejszych programów informacyjnych w Polsce się posługiwał.

- Czy po takiej aferze powrót Kamila Durczoka do prowadzenia “Faktów” czy innych programów informacyjnych jest jeszcze możliwy?

- W świetle ujawnionych informacji jest to absolutnie wykluczone.

Całość: http://www.se.pl/wydarzenia/opinie/janusz-czapinski-o-durczoku_542167.html