Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

25-03-2015, 09:29

“Dziennikarz jest zawodem predestynowanym do zdalnego modelu pracy, chociaż wymaga to żelaznej dyscypliny”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
ps
25-03-2015

- Zdalny model pracy to oszczędność czasu i możliwość większego skupienia się na celach oraz terminach, ale stały brak bezpośredniego kontaktu z czasem grozi eskalacją konfliktów na linii pracownik – pracodawca – ocenia dla Wirtualnemedia.pl Sebastian Popiel, członek zarządu firmy doradztwa personalnego People.

Zdalne zatrudnienie przynosi szereg oszczędności zarówno po stronie pracodawcy, jak i pracownika. To m.in. oszczędność czasu spędzonego na dojazdach, czy podtrzymywaniu relacji z innymi czyli tzw. “pogaduchy w kuchni”. Umożliwia to pracownikowi większe skupienie na celach oraz terminach oraz godzenie życia osobistego z zawodowym. Z kolei pracodawca znacznie redukuje koszty prowadzenia biura. Jednak model zdalnego zatrudnienia nie sprawdzi się w każdej branży i w dużej mierze zależy od wzajemnego zaufania pomiędzy dwoma stronami.

Sebastian Popiel

Odpowiedni kandydat do pracy zdalnej to osoba, która nie potrzebuje stałej kontroli, motywowania i “popychania”, ale sama potrafi narzucić sobie żelazną dyscyplinę. Sposób oraz okoliczności w jakich wykona projekt są nieistotne, liczy się efekt. Praca zdalna to przede wszystkim ryzyko braku kontroli i bezpośredniego nadzoru nad pracownikiem. Stały brak bezpośredniego kontaktu z czasem grozi eskalacją konfliktów. Jedynie osobiste spotkanie pozwala uruchamiać znane w psychologii “neurony odzwierciedlające”, które umożliwiają zrozumienie perspektywy drugiej osoby, co jest szczególni ważne na linii pracownik - szef. Trwające dłużej kontakty jedynie przy użyciu maila, telefonu czy Skype’a prowadzą wcześniej czy później do nieporozumień.

Zawód dziennikarza jest szczególnie predysponowany do tego rodzaju pracy ze względu na to, że związany jest z pisaniem oraz obecnością w miejscach gdzie toczą się wydarzenia. Pisać można wszędzie o dowolnej porze i nie wymaga to żadnych ram związanych z pracą redakcji.

Decyzja o zdalnym modelu pracy to nie tylko oszczędność czasu i pieniędzy. W firmach przyjmuje się często o 25 procent więcej osób niż istniejących stanowisk pracy. W niektórych branżach jak np. IT, istnieje grupa pracowników, którzy nie potrzebują stałego, bezpośredniego nadzoru. Praca poza firmą często zwiększa ich motywacje, zaangażowanie oraz pozwala na work – life balance.


Sebastian Popiel, członek zarządu firmy doradztwa personalnego People

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dziennikarz-jest-zawodem-predestynowanym-do-zdalnego-modelu-pracy-chociaz-wymaga-to-zelaznej-dyscypliny

25-03-2015, 09:19

Stawiając na zdalną pracę dziennikarzy, “Dziennik Gazeta Prawna” sporo ryzykuje (opinie)  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
ps
25-03-2015

System home office sprawdza się w pracy pojedynczych dziennikarzy, przy tworzeniu miesięcznika lub tygodnika. Ale redagowanie w tym modelu dziennika może okazać się niemożliwe bez szkody dla jakości tytułu – oceniają dla Wirtualnemedia.pl Piotr Gabryel, Bartosz Węglarczyk, Michał Kobosko, Maciej Samcik i Marek Rabij.

W ubiegły piątek kierownictwo Infor Biznes, wydawcy “Dziennika Gazety Prawnej”, poinformowało dziennikarzy tego tytułu, że w ciągu najbliższych kilku tygodni prawie połowa z nich przejdzie na pracę w systemie home office. W praktyce będzie to oznaczało, że każdy z autorów zamiast przyjeżdżać codziennie do redakcji będzie pracował w domu, a ze współpracownikami kontaktował przez internet i telefonicznie.

Dla pojedynczych dziennikarzy model pracy zdalnej nie jest nowością, obecnie wielu pracowników redakcji w całym kraju wypełnia swoje obowiązki bez regularnej obecności w biurze. Jednak w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl dziennikarze, z których część pracuje w takim systemie, mają wątpliwości, czy sprawdzi się on w przypadku całej redakcji, w dodatku tworzącej dziennik.

- Uważam, że decyzja kierownictwa “Dziennika Gazety Prawnej” o przeniesieniu pracy redakcyjnej do modelu zdalnego jest mocno ryzykowna – ocenia Piotr Gabryel, zastępca redaktora naczelnego “Do Rzeczy”. - Redakcja to bowiem coś więcej niż zbiór kilkunastu lub kilkudziesięciu dziennikarzy. To organizm, który do sprawnego funkcjonowania wymaga bieżącej wymiany pomysłów i poglądów, a także rozwiązywania konkretnych problemów w czasie rzeczywistym. Trudno osiągnąć tego typu poziom współpracy przy założeniu, że każdy z członków zespołu dostępny jest dla innych wyłącznie za pośrednictwem komórki lub komunikatora internetowego – zaznacza Gabryel.

Michał Kobosko, obecnie dyrektor polskiego biura think-tanku Atlantic Council i redaktor portalu Project Syndicate, a w przeszłości redaktor naczelny m.in. “Wprost”, “Newsweeka” i “Dziennika Gazety Prawnej”, na swoim koncie na Twitterze zapytał ironicznie, czy decyzja “DGP” ma być przedwczesnym żartem primaaprilisowym. Natomiast w rozmowie z Wirtualnemedia.pl potwierdza obawy Gabryela i nie szczędzi słów krytyki pod adresem wydawcy dziennika.

- Dobrze znam biurowiec, w którym mieści się siedziba wydawnictwa. Nie jest to miejsce zbyt przyjazne dla kreatywnej pracy redakcyjnej… – ironizuje Michał Kobosko. – A mówiąc poważnie, głównym powodem zmian mogą być oszczędności. “DGP” w bardzo narzędziowy sposób doradza swoim czytelnikom w biznesie. Zapewne teraz wydawca sam postanowił skorzystać z rad fachowców od zarządzania – i dzięki temu obniżyć koszty. Wiele mediów prasowych może z sukcesem próbować modelu pracy zdalnej. W przypadku miesięczników to jest oczywiste. Tygodniki też, poza samymi godzinami zamknięcia numeru, mogą sobie pozwolić na pracę zdalną. W przypadku dziennika, gdzie decydują często minuty, tematy powstają w efekcie burzy mózgów, a wszystkie wartościowe teksty są wykuwane między autorem a redaktorem, taki model wydaje się zbyt ryzykowny. Nie ma tu czasu na łączenie się przez internet czy telefonicznie, i przesyłanie sobie kolejnych wersji poprawianego tekstu i ilustracji czy infografik, które mają ten tekst ilustrować. To nie jest internet, gdzie raz popełniony błąd można błyskawicznie poprawić, a tekst wielokrotnie zmieniać i aktualizować – podkreśla Kobosko.

Bartosz Węglarczyk, zastępca redaktora naczelnego “Rzeczpospolitej”, uważa, że model zdalnej pracy świetnie sprawdza się w wypadku niektórych publicystów, jednak zupełnie inaczej jest z wprowadzeniem go w odniesieniu do całego składu redakcji.

- Krytyk filmowy nie musi siedzieć w redakcji. Znam wybitnych dziennikarzy “Rzeczpospolitej”, który w redakcji pojawiają się zazwyczaj raz w tygodniu. Im redakcja rozumiana jako biurko z telefonem nie jest do niczego potrzebna – wymienia Węglarczyk. - Czy zdalną pracą można prowadzić dziennik? Nie mam pojęcia, to się okaże w praniu. Nie sądzę jednak, by chodziło o całą redakcję. Części pracowników na pewno można pozwolić pracować w domu, część musi być w redakcji – chodzi np. o łamanie gazety. Ale tu nie ma jakiegoś sprawdzonego modelu, jesteśmy na kompletnie nieznanych wodach - zaznacza zastępca naczelnego “Rzeczpospolitej”. Pytany natomiast o prawdopodobne przyczyny decyzji o wprowadzeniu przez “DGP” zdalnego modelu pracy odpowiada wprost: – Zmiany są spowodowane oszczędnościami. Oraz oszczędnościami. I jeszcze zapewne oszczędnościami.

Zdaniem Macieja Samcika, dziennikarza działu gospodarczego “Gazety Wyborczej”, który nie bywa regularnie w redakcji i często pracuje w domu, praca zdalna jest ciekawym rozwiązaniem, na które pozwala obecna technologia. Jednak model ten pociąga za sobą określone konsekwencje, nie tylko pozytywne.

- W XXI wieku zdalna praca w branży dziennikarskiej nie powinna być niczym zaskakującym, a w przypadku doświadczonych, samodzielnych dziennikarzy – bywa wręcz modelem najbardziej efektywnym – podkreśla Samcik. – Praca takiego dziennikarza polega w dużej mierze na spotkaniach, zdobywaniu informacji “w terenie”, komunikacji z czytelnikami za pomocą mediów społecznościowych. To wszystko nie wymaga biurka ani redakcyjnej infrastruktury. Jeśli w dodatku dziennikarz pisze na tyle dobre teksty, że redaktor nie musi nad nimi ślęczeć godzinami i zadawać dziesiątek pytań, to również etap przygotowania artykułu do publikacji – łącznie z uzupełnieniem go o elementy graficzne – może odbyć się zdalnie. Większość tekstów dziś i tak ląduje od razu w sieci, więc redaktorów nie interesuje to, gdzie powstanie tekst: w redakcji, w domu dziennikarza, w kawiarni, czy na ławce w parku – byle powstał jak najszybciej i miał dobrą jakość – opisuje dziennikarz.

- Jednak zaordynowanie zdalnej pracy dużej części zespołu to bardzo odważna decyzja - zaznacza Maciej Samcik. - Po pierwsze, nie każdy potrafi zmobilizować się do pracy poza redakcją. Do tego potrzeba sporo samodyscypliny u dziennikarza i dużej dozy zaufania ze strony jego szefów. Po drugie, na takim rozwiązaniu cierpią mniej doświadczeni dziennikarze, których czasem trzeba mobilizować do pracy, nakierować na trop i którym burze mózgów w redakcji pomagają w rozwoju. Można to wszystko próbować zastąpić Skype’em, ale nie sądzę, by się udało. Zresztą nawet bardzo doświadczeni dziennikarze nie są omnibusami. Co by nie mówić, przepływ informacji, spostrzeżeń, pomysłów między dziennikarzami sprawia, że najlepsze tematy często powstają tam, gdzie dymi wiele umysłów naraz. Zdalni dziennikarze to również wyzwanie dla kierowników. Odnoszę wrażenie, że w takim modelu szefowie newsroomu będą musieli poświęcić więcej czasu na komunikację ze swoją załogą i organizację jej pracy, a przy okazji – także własnej - stwierdza dziennikarz “GW”. - Wydaje mi się, że dla najbardziej doświadczonych, samodzielnych dziennikarzy nowy model pracy będzie zdecydowanie do przełknięcia, natomiast mniej doświadczeni, młodsi i nie tak bardzo samodzielni oraz kreatywni – będą na tym stratni. Pytanie, których będzie więcej - zastanawia się.

Z kolei Marek Rabij, dziennikarz “Newsweeka” pracujący na co dzień w systemie zdalnym, zwraca uwagę na bardzo prozaiczne przeszkody, które mogą stanąć na przeszkodzie w skutecznym prowadzeniu całej redakcji home office’owo. – Na co dzień pracuję zdalnie, ale nie wyobrażam sobie, by w podobny sposób mogła sprawnie funkcjonować cała redakcja dużego dziennika – zastrzega Rabij. – Jak będą wyglądać np. kolegia? Czy dziennikarze będą codziennie spotykać się w redakcji i potem rozjeżdżać do domów? A może tradycyjne kolegia zastąpią telekonferencje? – pyta. – Redakcja chyba nie zamierza w ogóle zrezygnować z codziennej burzy mózgów – sugeruje.

- Cykl wydawniczy tygodnika w najgorszym wypadku daje mi trzy dni na pracę. Jeśli np. jednego dnia sąsiad wyburza u siebie ścianę, stracony czas mogę nadrobić nazajutrz. Koledzy pracujący w dzienniku nie będą mieć  takiego komfortu. Pozostają też kwestie techniczne, choćby koszty telefonów. Połączenia krajowe są oczywiście bardzo tanie, ale jeśli research będzie wymagał kilku długich rozmów np. z kimś z USA? Dziennikarze powinni dostać służbowe komórki z sensownie skrojonym limitem wydatków. Nikt nie powinien ich również rozliczać z czasu pracy, lecz wyłącznie z jej efektów – radzi Rabij.

Niektórzy z rozmówców pytanych przez Wirtualnemedia.pl o to, jaki wpływ na przyszłość “Dziennika Gazety Prawnej” będzie miał zapowiadany system zdalnej pracy, nie ukrywają negatywnych prognoz. – Obawiam się, że wprowadzenie zdalnego modelu pracy redakcji jako jedynego sposobu funkcjonowania “DGP” może odbić się w krótkim czasie na jakości tego tytułu, choć rozumiem, że u podstaw tej decyzji leży chęć obniżenia kosztów funkcjonowania redakcji – uważa Piotr Gabryel. Z kolei Michał Kobosko przewiduje, że dosyć szczególna pozycja “DGP” na polskim rynku prasowym w pewnym sensie chroni ten tytuł przed gwałtownymi konsekwencjami decyzji podjętych przez szefostwo Infor Biznes. – To jest eksperyment. Wydawca postanowił przejść do historii jako pierwszy, który tego spróbuje – w realiach schodzącego rynku prasowego – zaznacza Kobosko. – Nie może zakładać, że w wyniku wdrożenia tego modelu jakość produktu wzrośnie. Ale też czytelnicy nie zareagują ucieczką na ewentualne obniżenie jakości. Model sprzedaży “DGP”, podobnie jak “Rzeczpospolitej”, opiera się na prenumeracie firmowej, która jest dość bezwładna. Sprzedaż w detalu pełni wyłącznie rolę wspomagającą – wyjaśnia były naczelny “DGP”.

Z danych ZKDP wynika, że w średnia sprzedaż ogółem “Dziennika Gazety Prawnej” w styczniu br. wyniosła 57 742 egz.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/stawiajac-na-zdalna-prace-dziennikarzy-dziennik-gazeta-prawna-sporo-ryzykuje-opinie

25-03-2015, 05:46

Dziennikarze ”Faktu” przechodzą do nowego tygodnika Fratrii  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
25-03-2015

Wydawnictwo Fratria do zespołu swojego nowego tygodnika tabloidowego ściąga dziennikarzy z redakcji “Faktu” (Ringier Axel Springer Polska). Ostatnio na przejście do nowego projektu zdecydowały się Agata Rówińska i Ewa Kamionowska – ustalił nieoficjalnie portal Wirtualnemedia.pl.

Agata Rówińska z “Faktem” związana była przez sześć lat, najpierw jako reporterka na Mazowszu, a ostatnio jako redaktor w dziale Wydarzeń. Z kolei Ewa Kamionowska była w “Fakcie” redaktorem piątkowego dodatku “Gwiazdy” i portalu Koktajl.fakt.pl.

Obie dziennikarki z redakcją tabloidu RASP pożegnały się w zeszłym tygodniu. Z naszych informacji wynika, że Rówińska ma w nowym tygodniku zostać szefową działu Wydarzenia, a Kamionowska pokierować działem show-biznesowym.

- Fratria ściąga dziennikarzy do nowego projektu, oferując im bardzo atrakcyjne stawki – mówi nam pracownik “Faktu”.

Jak wynika z informacji Wirtualnemedia.pl, dyrektorem artystycznym nowego tygodnika został Maciej Burzykowski, który z “Faktem” pożegnał się już kilkanaście tygodni temu. Pracował tam jako grafik i zajmował się dodatkiem “Gwiazdy”.  W zespole tworzącym pismo jest też Wojciech Biedroń, były szef działu Wydarzenia w “Fakcie”. Z dziennikiem pożegnał się on latem zeszłego roku.

Wydawnictwo Fratria nie chce komentować doniesień o osobach pracujących w zespole nowego  tygodnika. W komunikacie o nowym projekcie spółka podała, że jego redaktorem naczelnym została osoba pracująca w firmie od kilku lat, mająca duże doświadczenie w mediach komercyjnych. Nie podano jednak o kogo chodzi.

W tygodniku mają znaleźć się materiały m.in. o polityce i gwiazdach. Składać się ma na niego kilkadziesiąt stron w formacie gazetowym oraz stały dodatek telewizyjno-rozrywkowy w klasycznym formacie. Tytuł ma jednak zachować linię ideową wydawnictwa, czyli mieć konserwatywny charakter.

Tygodnik ukaże się w nakładzie 500 tys. egz. Wejdzie na rynek najprawdopodobniej w drugiej połowie kwietnia br.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dziennikarze-faktu-przechodza-do-nowego-tygodnika-fratrii

24-03-2015, 16:44

“Wprost”: Tomasz Wróblewski przychodzi, część zespołu odchodzi  »

Press
(DR, IKO)
24-03-2015

"Wprost" do niedawna promował się hasłem: "Nie ma świętych krów". Czy zmiana naczelnego ma oznaczać zmianę linii pisma?

Po pierwszym spotkaniu nowego redaktora naczelnego “Wprost” (AWR Wprost) z zespołem, kilkoro dziennikarzy tygodnika zapowiada swoje odejście. Nie odpowiada im linia redakcyjna jaką ma przyjąć “Wprost”. “Presserwis” ustalił, kto chce odejść wraz z odwołanym Sylwestrem Latkowskim.

Nowy naczelny “Wprost” Tomasz Wróblewski spotkał się z zespołem w poniedziałek w południe. – Obawiam się, że zwłaszcza ci najlepsi dziennikarze będą chcieli odejść – przyznał Wróblewski “Presserwisowi”. – Wiadomo, że dziennikarzy do pracy nie brakuje, ale najpierw chciałbym pracować w obecnym składzie. Później będziemy się zastanawiać – dodaje nowy naczelny.

Z ustaleń “Presserwisu” wynika, że o zakończeniu współpracy myślą albo nawet już ostatecznie zdecydowali: Michał Majewski, Agnieszka Burzyńska, Olga Wasilewska i Iza Smolińska. Jakąś propozycję współpracy od wydawcy dotyczącą dziennikarstwa śledczego miał dostać odwołany ze stanowiska naczelnego Sylwester Latkowski, ale Wróblewski w redakcji go nie widzi.

Wczoraj osiemnastu dziennikarzy “Wprost” wystosowało pismo do prezesa PMPG, w którym napisali: “Z najwyższym niepokojem przyjęliśmy tryb i formę zmiany na stanowisku redaktora naczelnego tygodnika »Wprost«. Zbiega się ona w czasie z wyjściem na światło dzienne akt tzw. afery podsłuchowej, wśród których istnieje dokument ABW dotyczący spotkania pana prezesa z funkcjonariuszami tej służby. Treść tej notki podaje w wątpliwość wspólną linię redakcji i wydawnictwa dotyczącą tamtych, wstrząsających dla wszystkich dni”. Dziennikarze dotarli do dowodu, że funkcjonariusz ABW otrzymał w lipcu 2014 teksty tygodnika o aferze taśmowej przed ich publikacją.

Michał M. Lisiecki broni się, że przekazał dostęp do bodajże trzech wydań tygodnika, zanim trafił on do kiosków i na platformy cyfrowe, ale już po wysłaniu gazety do druku i po wczytaniu jej do systemów sprzedaży e-wydań. Lisiecki tłumaczy też dziennikarzom, że jego spotkanie z ABW było “reakcją na publiczną prośbę premiera Donalda Tuska, która padła w czasie konferencji prasowej w dniu 19 czerwca 2014 r. o spotkanie i współpracę z redakcją w celu ochrony bezpieczeństwa i interesów państwa”. Jak podaje w oficjalnym komunikacie, celem spotkania było m.in. przywrócenie normalnego trybu pracy redakcji i zapobiegnięcie kolejnym wkroczeniom ABW do siedziby tygodnika.

Lisiecki zapewnia, że wpływ na zmianę kierownictwa redakcji miały wyłącznie czynniki ekonomiczne i wyniki sprzedaży tygodnika.

- Dziennikarzy, którzy dobrze piszą, jest nadmiar. Wszystkie redakcje ograniczają zatrudnienie. Wróblewski przychodzi z ekipą, którą weźmie z “Rzeczpospolitej”. Jeśli więc obecni dziennikarze “Wprost” odejdą, to tylko ułatwią robotę Wróblewskiemu – mówi Zbigniew Benbenek, przewodniczący rady nadzorczej ZPR SA.

Redaktor naczelny “Rzeczpospolitej” Bogusław Chrabota zapewnia, że z jego redakcji “Rzeczpospolitej” do “Wprost” odszedł tylko Bartosz Marczuk.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/48302,Wprost_-Tomasz-Wroblewski-przychodzi_-czesc-zespolu-odchodzi

24-03-2015, 10:18

40 proc. redakcji “Dziennika Gazety Prawnej” będzie pracować z domu  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
24-03-2015

Infor Biznes zdecydował, że część dziennikarzy “Dziennika Gazety Prawnej” zacznie wkrótce pracować w systemie telepracy. Zwolniona przez nich powierzchnia biurowa ma zostać przejęta przez inną spółkę z Grupy Infor PL.

- Systemem telepracy zostaną objęci wytypowani pracownicy Grupy, którzy zgodzą się na takie warunki zatrudnienia. Nie będą to tylko dziennikarze, ale akurat ta grupa jest predysponowana do tego typu pracy – fizyczna obecność w redakcji nie ma znaczenia dla jakości tekstów – informuje Wirtualnemedia.pl Agata Broda, dyrektor ds. PR w Infor Biznes.

O wprowadzeniu systemu telepracy dziennikarze zostali poinformowani w miniony piątek. – Są skonsternowani. Z jednej strony taka praca jest wygodna, nikt nie lubi być przykuty do biurka w redakcji, ale z drugiej strony uważają, że to wstęp do oszczędności i utrudnienie pracy – mówi nam pracownik Infor Biznes.

- Trudno mówić o oszczędnościach, skoro telepracownika trzeba wyposażyć w odpowiedni sprzęt komputerowy i zapewnić mu dostęp do szybkiego łącza internetowego - wyjaśnia Broda.

W systemie home office pracować będzie około 40 proc. redakcji “Dziennika Gazety Prawnej”, z czego największą grupę stanowić będą dziennikarze. – Każda decyzja – co do wyboru tych osób – podejmowana będzie indywidualnie i za zgodą pracownika – wyjaśnia Broda.

Nieoficjalnie wiadomo, że dziennikarze przechodzący na telepracę będą mieć zmieniane umowy, co wiąże się także z renegocjacją zapisanych w nich warunków finansowych.

Redakcja “DGP” mieści się teraz w biurowcu wchodzącym w skład centrum handlowo-biurowego Klif w Warszawie. Broda informuje, że wolna powierzchnia, która powstanie po wprowadzeniu telepracy, ma być wykorzystana do ulokowana części pracowników z innej spółki Grupy Infor PL.

Praca dziennikarzy w systemie home office powinna rozpocząć się  w ciągu najbliższych kilku miesięcy.

Z danych ZKDP wynika, że w średnia sprzedaż ogółem “Dziennika Gazety Prawnej” w styczniu br. wyniosła 57 742 egz.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/40-proc-redakcji-dziennika-gazety-prawnej-bedzie-pracowac-z-domu

24-03-2015, 09:35

Mariusz Ziomecki: cieszy mnie zmartwychwstanie Tomasza Wróblewskiego  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
24-03-2015

- Kolejna wolta linii redakcyjnej “Wprost”, którą zapowiada wydawca, nie wróży za dobrze tytułowi. Miotanie się od lewa do prawa, od tabloidu do promotora biznesu, nie jest strategią mądrą ani bezpieczną – pisze Mariusz Ziomecki, były redaktor naczelny “Przekroju”.

Mariusz Ziomecki

Po pierwsze, cieszę się że Tomasz Wróblewski wraca do pierwszoligowego tytułu po niebezpiecznym załamaniu kariery, które go spotkało po aferze z “trotylem” w “Rzeczpospolitej”. To jedna z ciekawszych postaci polskich mediów. Cieszy mnie to zmartwychwstanie jako znajomego nowego szefa “Wprost” i jako dziennikarza.

Kolejna wolta linii redakcyjnej “Wprost”, którą zapowiada wydawca, nie wróży za dobrze tytułowi. Miotanie się od lewa do prawa, od tabloidu do promotora biznesu, nie jest strategią mądrą ani bezpieczną. Sama zmiana naczelnego przyniesie, siłą rzeczy, zmiany w tygodniku. Nie rozumiem tylko, dlaczego wydawca aż tak akcentuje ten fakt? Ta strategia komunikacji może sprawić, że szybko odejdą czytelnicy dotychczasowi, ceniący bezkompromisowość antyestablishmentowej linii Latkowskiego, a nowi biznesowi, których wydawca sobie wymarzył, nie zmaterializują się w dającej się przewidzieć przyszłości. Dodatkowo, pomysł promowania akurat gospodarczego i politycznego liberalizmu w czasach, gdy ta ideologia przyniosła na Zachodzie największy od stulecia kryzys gospodarczy i społeczny, a i w Polsce jest coraz mocniej kontestowana, wydaje mi się ciut ekscentryczny. Ale faktycznie, Tomasz Wróblewski jest liberałem z przekonania, walczącym. Więc pismo w tę stronę się przechyli tak, czy siak.

Politycznie, naczelny który czuł się dość komfortowo w tytułach radykalnej prawicy, więc zapewne zechce ramię w ramię z nimi komentatorsko powalczyć z “Newsweekiem” Tomasza Lisa. Będzie się działo.

Na czym “Wprost” Wróblewskiego też zapewne zyska, to jakość dziennikarstwa. Nie ujmując realnych zasług Sylwestrowi Latkowskiemu (gdyby nie jego odwaga, a może brak wyobraźni, kilka ważnych afer naszych czasów zapewne nie ujrzałoby światła dziennego, bo tytuły “mainstreamowe” stały się zbyt zastraszone przez prawników, albo zbyt zblatowane z elitą), trzeba pamiętać o centralnej słabości tego redaktora. Latkowski był i chyba pozostaje dyletantem, jeśli idzie o dziennikarski warsztat i etyczne samoograniczenia, jakie regulują zachowanie opiniotwórczej prasy w demokracji. Demaskatorskie publikacje “Wprost” w sprawie molestowania w TVN są tylko ostatnim przykładem problemu. “Wprost” doprowadził do tego, że zaatakowana stacja wszczęła własne dochodzenie, które zakończyło się odejściem telewizyjnej gwiazdy, ale pozostało zbyt wiele znaków zapytania w całej sprawie. Reporterzy tygodnika nie zebrali kompletnego materiału, nie zdołali przekonać ani jednej z domniemanych ofiar, by wystąpiła pod nazwiskiem. Przy oskarżeniu takiego kalibru, decyzja – mniemam, że redaktora naczelnego – by jednak publikować oskarżycielskie materiały, naruszała reguły zawodu. Skutki takiego “bastardyzowania” standardów polskie media będą, obawiam się, odczuwały długo i boleśnie.

Co do poprawy wyników sprzedaży “Wprost” pod rządami Wróblewskiego, trudno coś prognozować. Większe siły działają w tej materii, sprzedaż egzemplarzy drukowanych czasopism kurczy się od lat, więc spadek i tego tytułu zapewne będzie trwał. O przyszłości przesądzi raczej, czy wydawcy i zespołowi redakcyjnemu uda się szybko poszerzać bazę czytelniczą w nośnikach elektronicznych. Odejście od formatu tabloidowego może pomóc w tym obszarze, podobnie jak w pozyskiwaniu reklamodawców.


Mariusz Ziomecki, były redaktor naczelny “Przekroju” i “Super Expressu”

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/mariusz-ziomecki-cieszy-mnie-zmartwychwstanie-tomasza-wroblewskiego