Jak informowaliśmy we wtorkowym “Presserwisie”, prezes spółki Polskie Media PMPG, do której należy wydawca “Wprost”, przesyłał ABW wydania tygodnika z tekstami o aferze podsłuchowej, zanim trafiły one do sprzedaży. Wczoraj tłumaczył się z tego w kolejnym oświadczeniu. Dziennikarzy, nie tylko z redakcji “Wprost”, niepokoją kontakty wydawcy ze służbami.
Po zwolnieniu z funkcji redaktora naczelnego “Wprost” Sylwestra Latkowskiego dziennikarze tygodnika napisali list do Michała M. Lisieckiego, w którym pytano, czy zmiana naczelnego ma związek z ujawnieniem akt afery podsłuchowej. Lisiecki zapewnił ich, że zmiana kierownictwa została podyktowana wyłącznie czynnikami ekonomicznymi, wskaźnikami sprzedaży tygodnika i “napiętnowaniem spółki przez wiele instytucji na każdym polu jej działalności”. Zespół zarzuca mu jednak kontaktowanie się z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego i wysyłanie treści tygodnika przed publikacją do funkcjonariuszy, co ich zdaniem “podaje w wątpliwość wspólną linię redakcji i wydawnictwa”. Prezes PMPG w lipcu 2014 roku z własnej woli spotkał się z przedstawicielem ABW. Przyznał też, że “obserwując jej bezradność i nieudolność w wielu działaniach”, umożliwił służbom dostęp do plików z pełnymi wydaniami tygodnika już po rozpoczęciu ich druku.
Wojciech Czuchnowski, dziennikarz “Gazety Wyborczej”, rozumie, że redakcja “Wprost” może poczuć się zdradzona. – Mają prawo być rozczarowani. Najbardziej zadziwia fakt, że Lisiecki sam się zgłosił do ABW, czym zburzył porządek między wydawcą a redakcją. Służby otrzymały niespodziewany prezent. On zaś stworzył niebezpieczny dla rzetelnego dziennikarstwa precedens. Złamał zasady i jest to żałosne – komentuje Czuchnowski. Jego zdaniem emocje nie mogą kierować osobą na tak wysokim stanowisku w wydawnictwie.
- Rozumiem, że mógł kierować nim strach i poczucie odpowiedzialności, ale nie wiem, czy chciałbym pracować z takim wydawcą. Lisiecki szukał ochrony przed zarzutami, że rozmontowuje państwo polskie, ale współpraca ze służbami nie jest dobrym modelem na niezależność prasy – mówi Bogusław Chrabota, redaktor naczelny “Rzeczpospolitej”.
- Nie wyobrażam sobie, że wydawca może w ten sposób postępować – mówi Mariusz Kowalewski, dziennikarz śledczy, freelancer. – Nie ma na to logicznego wytłumaczenia, zwłaszcza że Lisiecki przesyłał materiały z własnej inicjatywy. Dziennikarze nie powinni przekazywać żadnych materiałów służbom, wydawca zaś powinien bronić redakcji – dodaje Kowalewski.
- Nie widzę żadnego sensu przekazywania służbom nowego wydania gazety, która jest już w druku – komentuje Jarosław Jabrzyk, dziennikarz śledczy TVN. – Jestem przeciwny przekazywaniu służbom państwowym jakichkolwiek informacji. Ta sprawa nie dotyczyła zagrożenia bezpieczeństwa państwa. Intencje Lisieckiego są dla mnie nieczytelne – dodaje Jabrzyk.
Wczoraj Michał M. Lisiecki oświadczył, że z perspektywy czasu jednorazowe spotkanie z ABW ocenia jako bezsensowne i bezwartościowe.
- Szkoda, że dopiero teraz doszedł do takiej refleksji. Nie mam zaufania do takiego wydawcy. Zastanawiałbym się, czy skoro raz tak postąpił, nie zrobi tego ponownie. Poza tym w notatkach służb nie wszystko się znajduje. Nie wiemy, co powiedział im nieoficjalnie – zauważa Mariusz Kowalewski.