Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

03-04-2015, 11:35

Ja jestem twardą Ślązaczką. Siłę dają mi moi przyjaciele  »

Dziennik Zachodni
Agata Pustułka
03-04-2015

W tej historii zostałam ustawiona w roli żony – nie żony, która mimo wszystko wspiera, pomaga. W porządku! Sama uznałam, że właśnie tak powinnam postąpić – mówi o trudnych dla siebie i swojej rodziny ostatnich tygodniach Marianna Dufek-Durczok, żona Kamila Durczoka

Marianna Dufek-Durczok

Przez długi czas z rozmysłem szukałaś cienia, nie interesowały cię rozgłos, okładki w magazynach, plotkarskie portale. Nagle znalazłaś się w samym środku tabloidowego piekła.

Kiedyś wydawało mi się, że nie będę mogła żyć bez dziennikarstwa. Od kilku lat jestem coraz bardziej przekonana, że niekoniecznie muszę pracować w mediach. Zawodowiec zna zbyt dobrze mechanizmy, które nimi rządzą. To trochę takie przekleństwo. Czytam coś, oglądam i zawsze w głowie szukam drugiego dna. Zawsze pytam “dlaczego”. Gdy sama stajesz się “bohaterką” mediów, tracisz dystans, narasta bunt. Kiedy zobaczyłam w jednym z tabloidów swoje zdjęcie z krzyczącym dymkiem: “Mężu, wróć na Śląsk”, to mnie to rozbawiło. Potem pojawił się tytuł: “On wrócił, a ona wyjechała”. No, jeszcze było mnie stać na śmiech. Ale następnego dnia były zdjęcia z mojego wyjazdu na narty. Skradzione z Facebooka, całkowicie prywatne. I to już jest nie tylko bezczelność. To kpina z prawa. Złodziejstwo bez konsekwencji. Tak samo byłam wściekła, kiedy gdzieś przeczytałam, że Durczokowie mają prywatny samolot i willę w Katowicach. A to przecież nieprawda. Jak w takim razie wygląda wiarygodność mediów, skoro bazują na kłamstwach?

Bierzesz do ręki tamto pierwsze wydanie tygodnika “Wprost”, piszące o przekroczeniu przez pewnego znanego dziennikarza granic w zachowaniu wobec pewnej dziennikarki, i co myślisz?

Czytam i wiem, że to nieprawda. Nie chcę się wgłębiać, bo ten i kolejne artykuły za sprawą naszych pozwów trafiają właśnie przed sąd. Mogę powiedzieć tyle, że Kamil czytał ten tekst i nie miał pojęcia, że może chodzić o niego. Ta historia ma właśnie drugie dno, którego dziś jeszcze nie widać. Ale dostrzeżenie go to kwestia czasu.

Czy dziennikarka, która jak ty. do zawodu poszła z miłości, może znienawidzić media?

Dla tak funkcjonujących mediów nie ma we mnie akceptacji. Wszystkie granice absurdu przekroczyła gazeta, w której zarzucono mi, że bronię Kamila Durczoka, a nie broniłam przed oszczerstwami generała Błasika. Temu zagadnieniu poświęcono całą stronę! To paranoja, by moje dziennikarstwo sprowadzić do braku protestu w sprawie relacji na temat katastrofy smoleńskiej. Jaki miałam wpływ na linię programową tej czy innej stacji? Zawsze pracowałam w Telewizji Katowice i zajmowałam się kulturą albo medycyną.

Twoje życie stało się własnością wszystkich…

Problemem wielu osób jest to, że wchodzą z tabloidami w grę, w ustawkę. Jest dobrze, kiedy dobrze o nich piszą. Jeśli jednak wpuszczasz tabloid do swojego życia, to nie możesz się dziwić, że będzie sobie uzurpował prawa.

Ale ty, wy, praktycznie w ogóle nie wpuszczaliście mediów do waszego życia. O tym. że się rozstaliście, powiedział Kamil dopiero w swoim ostatnim wywiadzie dla TOK FM. Potem, gdy napisałaś list do “Wprost” w obronie Kamila, zaimponowałaś wielu osobom.

Można zamknąć ten list w dwóch słowach: lojalność i przyzwoitość. Tekst we “Wprost” był przekroczeniem wszelkich zasad, ludzkich i etycznych, jakie nas w tym zawodzie obowiązują. Tak samo postąpiłabym, gdyby krzywda spotkała któregoś z moich przyjaciół. Tak się trzeba było zachować. Przede wszystkim z myślą o dziecku, które dla nas obojga jest najważniejszą osobą. Zresztą postawę naszego syna, w tej koszmarnej także dla niego sytuacji, odbieram jak nagrodę. Zobaczyłam, że życiowe wartości dobrze mu się poukładały w głowie. Obawiałam się, jak sobie poradzi, gdy natknie się np. na paparazzich. Sam się zorientował, jak bardzo się martwię. I sam zaczął temat, rozbrajając mnie zupełnie. “Przecież nie od dziś jestem waszym synem” – tłumaczył mi jak dziecku. “I nie od dziś noszę takie samo imię jak tata. Nawet jak mi zrobią zdjęcie, to co napiszą? Że Kamil Durczok idzie do szkoły?”. Zabił mnie swoją logiką. Tylko że w tej szczerości i naiwności jeszcze nie wie, że “oni” mogą zrobić zupełnie inny podpis pod zdjęciem, dopisać dowolną historię, bo w budżet ich redakcji wpisane są koszty procesu sądowego.

Mówimy o wartościach, o rodzinie. Dużo dobrego wyniosłaś ze swojego rodzinnego domu.

To był zwykły śląski dom. Tata inżynier “budował” Śląsk, a mama wychowywała mnie i siostrę. Ten dom był bezpieczny, spokojny, pełen dobrych uczuć. W jakimś stopniu stał się dla mnie również obciążeniem, bo nigdzie nie czuję się tak dobrze jak tu. Więc nie potrafiłabym nigdzie indziej żyć. Właśnie z tego powodu nie wyjechałam do Warszawy. Chciałam, żeby nasz syn wyrastał na Śląsku, w otoczeniu rodziny, dziadków. Uważałam, że tylko tu wyrośnie w spokoju, w oddaleniu od popularności rodziców i otrzyma jasny sygnał, co jest dobre, a co jest złe.

To stało się u was tak naturalne, że Kamil przejął pałeczkę głównej rodzinnej gwiazdy…

Straciłam dawną popularność, ale nie odczuwałam tego absolutnie jako problemu. Mogłam robić swoje, robić to, co lubię, z ludźmi, których cenię. I właśnie zdanie tych osób, ludzi stąd, moich widzów, znajomych, przyjaciół, jest dla mnie najważniejsze. To zresztą powód, dla którego rozmawiamy właśnie w “Dzienniku Zachodnim”, a nie innej gazecie. Teraz do ostatnich wydarzeń nabrałam już trochę dystansu i jak na nie patrzę, to jednak jest to historia z moim prywatnym happy endem. Bo jeżeli po trzydziestu latach pracy, a zaczynałam na studiach, dochodzisz do wniosku, że bardzo dobrze się stało, że pracujesz tu, gdzie pracujesz, że nie wyjechałaś z miejsca, gdzie się urodziłaś, gdzie chodziłaś do szkoły, to jest to mocna wartość. Stało się lepiej dla mnie i mojego dziecka.

Podczas jednego z wywiadów Kamil na pytanie, gdzie jest żona. odpowiedział, że na Śląsku. Bo masz mniejszą niż on tolerancję dla Warszawy. Coś się zmieniło w tej kwestii?

Dziś chyba sytuacja trochę się odwróciła.

Kamil traktował “Fakty” jak rodzinę. Mówił o ludziach “Faktów” jak o rodzinie. Mógł w tym trudnym dla niego czasie liczyć na wzajemność?

Byłam podwójnie zła. To ja poradziłam Kamilowi, żeby przeszedł do TVN. Bo to była możliwość rozwoju, zrobienia czegoś wartościowego. I rzeczywiście tworzył świetny program z doskonałą oglądalnością. Ale też nagle się okazało, że ta “rodzinna decyzja” obraca się przeciwko mnie, bo “rodzina Faktów” szybko stała się dla Kamila najważniejszą rodziną. A nasz związek zszedł na dalszy plan. A po drugie… TVN dał mu możliwość zrobienia jeszcze większej kariery, dobre zarobki. Ale ja mam dzisiaj poczucie, że nie było to warte ceny, jaką Kamil płaci. Bo o ile ja znalazłam wokół siebie wiele przyjaznych osób i mogłam liczyć na swoich przyjaciół, to Kamila spotkało ogromne rozczarowanie. Oprócz małej grupki osób cała reszta zapadła się pod ziemię. W tym kontekście bardzo cenię sobie miejsce, w którym pracuję, gdzie mogę mówić otwartym tekstem i nikt nie zabrania mi lajkowania komentarzy na Facebooku.

Zrozumiałaś, co oznacza korporacyjne zalecenie?

Rozumiem, że to jest rzeczywisty problem, jak oddzielić obszar, gdzie mieści się twoja prywatność, a gdzie jesteś pracownikiem. Są jednak granice ingerowania w wolność osobistą. Nie tylko w korporacji. Także wielu “internetowym komentatorom” mojego życia wydaje się, że mogą w sieci napisać o mnie wszystko. Publicznie obrazić. Ostatnio jedna z pań napisała: trzeba było przy mężusiu siedzieć i go pilnować. Spytałam ją, w prywatnej wiadomości, jakim prawem wydaje takie opinie. Odpowiedziała, że to był koński żart i zrobiła to dlatego, że internet daje jej anonimowość. I że w oczy by mi tego nigdy nie powiedziała.

Skąd ty bierzesz siłę?

Dają mi ją przyjaciele. Mam wokół siebie mądrych, inspirujących ludzi. Są moim wielkim życiowym sukcesem.

Takim najtrudniejszym przeżyciem dla waszej rodziny był nowotwór Kamila.

Z pewnością było ciężko. Ale rak to zawsze jest sytuacja zero jedynkowa. Chory jest bohaterem pozytywnym. Chociaż i teraz można przeczytać obrzydliwe komentarze, że Kamil sobie tego raka dla kariery wymyślił. Jak widać, jesteśmy bezbronni wobec bezinteresownej nienawiści i głupoty.

Jak to robisz, że kiedy inni całkiem by się rozsypali, to ty się mobilizujesz?

Jak jesteś wrzucona w sytuację kryzysową, w taki huragan, jaki mnie dotknął, to oceniasz sytuację jak obca osoba, całkiem z zewnątrz. Mobilizujesz się, stajesz się silna, racjonalna. Wiesz, co masz robić. Przestają szarpać tobą emocje. Robisz to, co musisz.

Czy był w tym wszystkim moment, w którym byłaś blisko załamania?

Tak. W tej historii zostałam ustawiona w roli żony – nie żony, która mimo wszystko wspiera, pomaga. W porządku. Sama uznałam, że właśnie tak powinnam postąpić. Jestem jednak samodzielną osobą i dlatego nie wyobrażałam sobie ingerencji w moją prywatność. A jednak zdarzył się telefon od jednej z ważnych osób z telewizji, która przez kilkanaście minut bezczelnie naciskała, żebym namówiła Kamila do pewnej decyzji. To był dość dramatyczny moment w całej sprawie, Kamil ledwo wyszedł ze szpitala, a ja nagle czułam, że ktoś chce wymusić na mnie siłą, żebym zrobiła coś wbrew swojej, a być może i jego woli.

Jak się skończyła ta “rozmowa”?

Ja wewnątrz jestem twardą Ślązaczką. Pan, który dzwonił, i który na początku oceniał mnie jako osobę wyjątkową, po tej rozmowie musiał chyba zmienić zdanie. Z pewnością nie jestem już dla niego damą. Padło wiele mocnych słów. Ale ta rozmowa kosztowała mnie tak dużo emocji, że po jej zakończeniu po prostu się rozpłakałam. Z wściekłości. Nie mogłam i nie mogę oswoić tego brutalnego wtargnięcia w moje życie.

Czy podpisałabyś się pod takim zdaniem: “Marzę o cofnięciu czasu. Chciałbym wrócić na pewne rozstaje dróg w swoim życiu, jeszcze raz przeczytać uważnie napisy na drogowskazach i pójść w innym kierunku”?

Nie. No jasne, że nie. Mogłam spotkać wielkich ludzi, osobistości i osobowości. Mogłam czerpać mądrość od innych. Nigdy nie zapomnę rozmowy z Dalajlamą. To było przeżycie… I lekcja. Kiedyś powiedziałam, że mam bardzo ciekawe życie, chociaż aż tak ciekawego to naprawdę nie chciałam (śmiech). Czasami może marzyłabym o odrobinie spokoju, ale po tygodniu pewno bym oszalała.

Czujesz się spełniona?

Ja wciąż się spełniam, odkrywam, uczę. A za miesiąc syn zdaje maturę. I to jest teraz w naszym życiu wydarzenie numer jeden.

____________________________________________________

Marianna Dufek-Durczok – dziennikarka Telewizji Katowice, w której jest m.in. wydawcą oraz prowadzącą program Telewizyjna 1. Specjalizuje się w tematyce medycznej i kulturalnej. Jest członkiem Komisji Etyki TVP IX kadencji. Ma na swoim koncie publikacje gazetowe, w tym w “Tygodniku Powszechnym” oraz “Dzienniku Zachodnim” (felietony o zdrowiu). Prywatnie mama tegorocznego maturzysty Kamila.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3809587,marianna-dufekdurczok-zona-kamila-durczoka-lojalnosc-i-przyzwoitosc-zobowiazuja-slask-plus,id,t.html

03-04-2015, 08:46

Pamiątkowy album: Obrazy życia Krystyny Bochenek  »

Dziennik Zachodni
03-04-2015

“Obrazy życia Krystyny Bochenek” – pod takim tytułem w 5-lecie katastrofy smoleńskiej, ukaże się album poświęcony śląskiej dziennikarce, wicemarszałek Senatu.

Krystyna Bochenek

Autorki: Maria Zawała oraz córka Krystyny – Magdalena Bochenek-Kępa przypominają postać wybitnej kobiety oraz jej rozliczne dokonania. Album pod patronatem “Dziennika Zachodniego” i Radia Katowice wydaje Biblioteka Śląska. 11 kwietnia odbędzie się jego promocja.

Całość: Czytaj więcej: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3809951,pamiatkowy-album-obrazy-zycia-krystyny-bochenek,id,t.html

03-04-2015, 06:48

Katarzyna Kolenda-Zaleska i Michał Krzymowski oburzeni użyciem ich wypowiedzi w broszurce Janusza Palikota  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
03-04-2015

W broszurce promującej Janusza Palikota w ramach kampanii przed wyborami prezydenckimi zamieszczono pochlebne dla polityka wypowiedzi Katarzyny Kolendy-Zaleskiej z “Faktów” TVN i Michała Krzymowskiego z “Newsweeka”. Dziennikarze są tym oburzeni, podkreślają że ich komentarze wyrwano z kontekstu, i domagają się usunięcia ich z ulotki.

Katarzyna Kolenda-Zaleska i Michał Krzymowski

Wypowiedzi Kolendy-Zaleskiej i Krzymowskiego zamieszczono na końcu 8-stronnicowej broszurki prezentującej Janusza Palikota jako kandydata na prezydenta. Oprócz nich znalazły się chwalące polityka komentarze Barbary Nowackiej, Kamila Sipowicza, Władysława Kozakiewicza i Dariusza Michalczewskiego.

Kolenda-Zaleska i Krzymowski pochlebne słowa o Palikocie wypowiedzieli w porannym programie TVN24 w połowie lutego br. Lider Twojego Ruchu pochwalił się wtedy tymi komentarzami na swoim profilu facebookowym.

Kiedy w środę po południu udostępniono broszurkę, Katarzyna Kolenda-Zaleska zareagowała z oburzeniem na Twitterze, określając wykorzystanie jej wypowiedzi przez polityka jako hucpę i chamówę. - I Palikota chwaliłam za kampanię i Dudę – najmniej PBK (prezydenta Bronisława Komorowskiego – przyp.red.) – ale to nie powód do takiej hucpy – stwierdziła. - Jakim prawem i bez pytania o zgodę wykorzystał pan moją wypowiedź w swojej kampanii wyborczej? I bardzo proszę a nawet żądam wycofania mojej wypowiedzi z państwa ulotki i nie rozpowszechniania jej – napisała na Twitterze do Palikota i Michała Kabacińskego, rzecznika prasowego Twojego Ruchu.

Michał Krzymowski o umieszczeniu jego komentarza w broszurce Palikota dowiedział się od portalu Wirtualnemedia.pl, poproszony mailowo o odniesienie się do tej sytuacji.

Poglądy Janusza Palikota są dla mnie w niemałej części odrażające, to ostatni polityk – dosłownie – na którego mógłbym zagłosować w jakichkolwiek wyborach. Dlatego nie życzę sobie wykorzystywania moich wypowiedzi w jego propagandowych biuletynach - przyznał dziennikarz w odpowiedzi na nasze pytania. - Tym bardziej, że nie podano tam źródła, z którego pochodzi mój cytat (prawdopodobnie było to w TVN24), co może sugerować, że wypowiedziałem się dla tego biuletynu - zwrócił uwagę. Dodał, że zaraz napisze maila do komitetu wyborczego Palikota w tej sprawie.

Na razie nie udało nam się ustalić, w jakim nakładzie wydrukowano i w jaki sposób rozdystrybuowano już broszurkę oraz jak sztab Janusza Palikota zamierza odpowiedzieć na żądania dziennikarzy.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/katarzyna-kolenda-zaleska-i-michal-krzymowski-oburzeni-uzyciem-ich-wypowiedzi-w-broszurce-janusza-palikota

03-04-2015, 06:43

Rada Europy uruchomiła serwis do ochrony dziennikarzy  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
ps
03-04-2015

W internecie pojawił się stworzony przez Radę Europy i organizacje dziennikarskie serwis informujący o zagrożeniach dla pracowników mediów oraz przypadkach uwięzienia i ataków na dziennikarzy.

Jak informuje Rada Europy w oficjalnym komunikacie, platforma została uruchomiona we współpracy z kilkoma organizacjami branżowymi, wśród których jest między innymi Stowarzyszenie Dziennikarzy Europejskich, Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy oraz Reporterzy Bez Granic.

Na stronie – działającej pod adresem coe.int/en/web/media-freedom - zamieszczane są na bieżąco aktualizowane informacje na temat przypadków fizycznej przemocy używanej wobec dziennikarzy, bezprawnego pozbawiania ich wolności, czy politycznych nacisków z którymi spotykają się pracownicy mediów.

Rada Europy podkreśla, że serwis ma spełniać nie tylko rolę informacyjną. Będzie też stanowił platformę, dzięki której organizacje zajmujące się ochroną bezpieczeństwa dziennikarzy będą mogły kontaktować się z odpowiednimi instytucjami w krajach, gdzie dojdzie do naruszeń wolności dziennikarskiej i negocjować na przykład kwestie uwolnienia zatrzymanych.

W serwisie o podejmowanych przez siebie działaniach na rzecz bezpieczeństwa pracowników mediów ma także informować Rada Europy.

Według organizacji Reporterzy Bez Granic w ub.r. na całym świecie zginęło 66 dziennikarzy, 220 zostało uwięzionych, a 119 porwanych.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/rada-europy-uruchomila-serwis-do-ochrony-dziennikarzy

03-04-2015, 06:32

Monika Olejnik przerwała “Kropkę nad i”, bo poseł PiS zarzucił jej przyjaźń z Jerzym Urbanem  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
03-04-2015

W czwartkowym wydaniu “Kropki nad i” doszło do starcia prowadzącej Moniki Olejnik oraz jej gościa – posła PiS Joachima Brudzińskiego. Dziennikarka zakończyła program wcześniej niż zwykle, wyjmując słuchawkę z ucha i zarzucając politykowi niegrzeczne zachowanie.

Monika Olejnik w "Kropce nad i"

Monika Olejnik zaprezentowała widzom fragment archiwalnej wypowiedzi Bogusława Seredyńskiego, byłego prezesa Wydawnictw Naukowo-Technicznych, który został niesłusznie oskarżony o korupcję przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Seredyński opowiadał o tym, jak był traktowany podczas śledztwa, a metody funkcjonariuszy CBA nazwał “stalinowskimi”.

Olejnik poprosiła Brudzińskiego o ustosunkowanie się do wypowiedzi byłego prezesa Wydawnictw Naukowo-Technicznych, ten stwierdził, że w więzieniach jest pełno niewinnych ludzi. Od tego zaczęła się przepychanka słowna między prowadzącą “Kropkę nad i” a jej gościem. Dziennikarka udowadniała, że kręciła reportaże w zakładach karnych i wie, co mówią więźniowie.

- Wiem, że pani ma wielkie doświadczenie reporterskie, szacun wielki - kpił Joachim Brudziński. - Lepiej robić reportaże w skupie butelek niż robić za młodych czasów rzeczy, za które powinno się potem wstydzić - pointowała Olejnik, mając na myśli przeszłość polityka opisaną kilka lat temu przez tygodnik “Nie”. Miał on zostać wyrzucony ze szkoły za kradzież. Polityk PiS dopytywał, o co dokładnie chodzi dziennikarce.

- Jakby pani bardzo chciałaby to pani musiałaby sięgnąć do swojego serdecznego przyjaciela, który panią podwoził samochodem po rozmowie w Trójce, niejakiego Urbana - powiedział Joachim Brudziński. W tym momencie poirytowana Monika Olejnik przerwała, wyjęła słuchawkę z ucha i poinformowała gościa, że kończy wcześniej program. Posłowi PiS zarzuciła niegrzeczne i nieeleganckie zachowanie. - Jerzy Urban nie jest moim przyjacielem, proszę pana. Podwożenie nie oznacza przyjaźni. Ja wiem, że zdenerwowało pana to, co puściłam o panu Seredyńskim -powiedziała na koniec prowadząca program “Kropki nad i”.

Joachimowi Brudzińskiemu chodziło o scenę z reportażu Piotra Semki i Jacka Kurskiego z 1991 roku (wykorzystaną kilka lat temu w filmie dokumentalnym “Media III RP”) przedstawiającą fragment rozmowy Moniki Olejnik z Jerzym Urbanem i Adamem Michnikiem o wprowadzeniu stanu wojennego na antenie Programu III Polskiego Radia (dziennikarka pracowała wtedy w tej rozgłośni). Pod siedzibą stacji dziennikarze nagrali też, jak do samochodu Urbana wsiadają Olejnik i Michnik.

Przypomnijmy, że w listopadzie ub.r. Monika Olejnik przerwała poranny wywiad z liderem Solidarnej Polski Zbigniewem Ziobro na antenie Radia ZET. Poglądy rozmówców o działaniach Bronisława Komorowskiego po wyborach samorządowych były na tyle odmienne, że dziennikarka skończyła program mniej więcej w połowie normalnego czasu trwania. Z kolei w styczniu br. w tym samym studiu rzuciła w Michała Kamińskiego długopisem, po tym jak powołał się na RMF FM.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/monika-olejnik-przerwala-kropke-nad-i-bo-posel-pis-zarzucil-jej-przyjazn-z-jerzym-urbanem-wideo

02-04-2015, 07:27

Wszyscy święci od leśnictwa i łowiectwa  »

Głos Zabrza i Rudy Śląskiej
(k)
02-04-2015

Rudzkie Towarzystwo Przyjaciół Drzew wydało kolejną książkę

Placyd – patrycjusz i generał rzymskich legionów z przełomu l i II wieku – polując w Wielki Piątek ujrzał na wzgórzu jelenia ze świetlistym krzyżem między rogami. Gdy podszedł bliżej, ten oznajmił mu, że jest czczonym przez niego nieświadomie Jezusem Chrystusem. Rzymianin padł na kolana, bo poroże zwierzęcia miało na dodatek kształt krucyfiksu. Jego żona przeżyła podobne objawienie i oboje potajemnie w miejscu zgromadzeń chrześcijan przyjęli chrzest. Placyd przyjął imię Eustachego i szybko po męczeńskiej śmierci i rozdaniu majątku uznany został za świętego, a potem za patrona myśliwych. Teraz jego życie, owiane wieloma legendami i podaniami, przypomnieli w świątecznej publikacji Barbara i Adam Podgórscy z Rudzkiego Towarzystwa Przyjaciół Drzew.

Patroni leśnych ostępów

Ci znani dziennikarze obywatelscy i niestrudzeni propagatorzy lokalnej kultury oraz tematyki ekologicznej zebrali w formie leksykonu żywoty wszystkich najważniejszych patronów leśnictwa i łowiectwa. Tak powstała 23 książka ich towarzystwa i nie pierwsza ocierająca się o podania, wierzenia, legendy i dzieje prawdziwe (poprzednio były m.in. Święty Walenty – patron zakochanych; Andrzejkowe wróżby, zwyczaje i obrzędy; Wielka księga demonów polskich; Mitologia śląska, czyli powiarki śląskie). Ilustracje do niej pochodzą z różnych starych sztychów, ale są też dziełem rudzianina Marka Wacława Judyckiego, który w formie projektów witraży wykonał rysunki postaci wszystkich sześciu świętych, o których traktuje książka.

- Już w dzieciństwie większość czasu poza nauką w szkole podstawowej spędzałem włócząc się po polach i po lasach, zgłębiając, na ile potrafiłem, dostępny mi świat roślin i zwierząt. Chciałem być “przyrodnikiem” — cokolwiek to dla młodego chłopaka znaczyło – wspomina Adam Podgórski. —A że dość wcześnie przejawiła się u mnie skłonność do “pisania”, postanowiłem opisywać w brulionach okoliczną przyrodę. Ta pasja nie umknęła uwagi dorosłych, nawet znalazła w ich oczach uznanie, czego nadmiernym – moim obecnym zdaniem – wyrazem, wtedy wszak powodem do satysfakcji, wręcz dumy, był atlas motyli, podarowany mi na zakończenie nauki, z dedykacją ówczesnego przewodniczącego Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w mojej miejscowości. Książkę przechowuję jako cenną pamiątkę. Potem uczyłem się w Technikum Leśnym i studiowałem na wydziale leśnym Wyższej Szkoły Rolniczej w Krakowie. Po studiach rozpocząłem staż w Nadleśnictwie Rudy Wielkie i przeprowadziłem się z rodziną do Kolonii Renerowskiej. Jednak leśnikiem byłem zaledwie “epizodycznym”, wybrałem bowiem służbę w mundurze innej barwy.

Nie został również myśliwym, choć polowaniem zajmował się jego ojciec. Po groźnym wypadku (postrzeleniu) zamienił jednak strzelbę na wędkę. A Adam Podgórski został myśliwym literackim – czytał Łowcę Polskiego, zwłaszcza wspomnienia i reportaże myśliwskie, potem rozliczne książki i literaturę myśliwską. Stąd na okładce jego Patronów leśnych ostępów znajduje się rycina Juliusza Kossaka z Roku Myśliwca Wincentego Pola, jego ulubionego czytadła.

- Nie zostałem myśliwym, ale nie żałuję — mówi Podgórski. - Niezbyt nadawałbym się do zabijania zwierząt, bez względu ma motywy. Nie przepadam też za dziczyzną. Lubię za to pisać. Staram się zatem poprzez nasze rudzkie towarzystwo walczyć o środowisko i przyrodę. Pokazywać jej piękno i siłę.

Całość: http://www.gloszabrza24.pl/component/content/article/13-ekologia/13351-rudzkie-towarzystwo-przyjaciol-drzew-wydalo-kolejna-ksiazke