Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

01-06-2015, 15:01

Rekomendowany na prezesa  »

Polskie Radio Katowice
Łukasz Kałuża
01-06-2015

Henryk Grzonka

Henryk Grzonka został rekomendowany przez radę nadzorczą Polskiego Radia Katowice na prezesa rozgłośni.

Oprócz dotychczasowego prezesa w konkursie startowali Maciej Gramatyka, Piotr Karmański i Bogdan Marcinkowski. Rada Nadzorcza w wyniku przeprowadzonego postępowania konkursowego wyłoniła kandydata na stanowisko prezesa zarządu pana Henryka Grzonkę, czytamy we wniosku. Ostatecznie wybór zatwierdza Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.

Całość: http://www.radio.katowice.pl/radiowe-wydarzenia.html

01-06-2015, 13:22

Związkowcy liczą, że sąd zatrzyma zwolnienia grupowe w LeasingTeam  »

Press
(RUT)
01-06-2015

W drugiej połowie czerwca zacznie się proces, jaki związek zawodowy Wizja wytoczył Telewizji Polskiej i firmie LeasingTeam. W ramach zabezpieczenia powództwa związek chce wstrzymania zwolnień.

Sprawa o uznanie za nieważną umowy na przeniesienie do LeasingTeam czterech grup zawodowych, czyli 411 pracowników TVP (dziennikarzy, montażystów, grafików i charakteryzatorów) zacznie się w środę 17 czerwca od rozpatrzenia wniosków Wizji, w tym wniosku o zabezpieczenie powództwa. – W ramach zabezpieczenia powództwa wystąpiliśmy o to, żeby LeasingTeam aż do zakończenia sprawy nie mógł zwalniać ani wypowiadać warunków pracy i płacy – mówi Jacek Dybowski, wiceprzewodniczący Wizji. To by oznaczało m.in. wstrzymanie wykonania zwolnień grupowych, w ramach których LT rozstaje się z 78 pracownikami (część wypowiedzeń już wręczono). Do zapadnięcia prawomocnego wyroku nie byłoby też możliwe obniżanie wynagrodzeń. Związek chce, aby sąd nakazał LT zabezpieczenie 5 mln zł na spełnienie tego warunku.

Wizja złożyła pozew przeciwko TVP i LT, działając w imieniu ponad 70 osób. Przeniesienia 411 pracowników telewizji do firmy zewnętrznej dokonano 1 lipca ub.r. Związkowcy od początku sprzeciwiali się temu rozwiązaniu.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/48955,Zwiazkowcy-licza_-ze-sad-zatrzyma-zwolnienia-grupowe-w-LeasingTeam

31-05-2015, 22:58

Zmarł Marcin Łęczek  »

Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy RP w Katowicach
Czesław Ludwiczek, (ów)
31-05-2015

Marcin Łęczek

Jeszcze w piątek wieczorem pisał na Facebook’u, a w sobotę nad ranem już nie żył. W nocy z piątku na sobotę zmarł nagle Marcin Łęczek, starszy syn nieodżałowanej pamięci Ireneusza Łęczka, którego pochowaliśmy jesienią ubr.

Urodził się w 1973 roku. Po ukończeniu IV Liceum Ogólnokształcącego w Sosnowcu, studiował filozofię na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Ukończył ją w 1997 roku. Bezpośrednio po studiach zajął się dziennikarstwem. Początkowo pracował w nieistniejącym już tygodniku “Nowe Zagłębie”, później w katowickim oddziale “Trybuny”, a następnie w portalu WNP.pl.

Ostatnio walczył z poważnymi dolegliwościami i ubiegał się o rentę. Miał nadzieję, że uda mu się pokonać chorobę…

Pogrzeb Marcina Łęczka odbędzie się we wtorek, 2 czerwca o godz. 14.00 na cmentarzu komunalnym w Sosnowcu-Niwce, przy ul. Wojska Polskiego 124.

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/8510

31-05-2015, 20:47

Kandydaci do zarządu TVP przesłuchani; Kto wypadł najlepiej?  »

Press
Elżbieta Rutkowska
31-05-2015

Zapytaliśmy dziennikarzy, którzy przysłuchiwali się kandydatom do zarządu TVP prezentującym się przed radą nadzorczą telewizji, kto wypadł najlepiej. Najwięcej punktów otrzymał Piotr Gaweł. Wyprzedził Juliusza Brauna i Iwonę Schymallę.

O tym, kto zasiądzie w zarządzie Telewizji Polskiej, rada nadzorcza spółki rozstrzygnie we wtorek 2 czerwca. Potem sprawa trafi do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która zdecyduje, czy wybraną trójkę powołać czy nie.

Zanim te decyzje zapadną, przedstawiamy wyniki głosowania przeprowadzonego w gronie dziennikarzy obserwujących rozmowy rady nadzorczej z kandydatami do zarządu. W ostatnim dniu tych przesłuchań każdy z dziennikarzy obecnych przy wszystkich rozmowach wskazał po trzy osoby, które zrobiły najlepsze wrażenie. Punkty od wszystkich dziennikarzy (5) zebrał Piotr Gaweł. Tuż za nim uplasował się obecny prezes TVP Juliusz Braun (4), a trzecie miejsce zajęła Iwona Schymalla (2). Po jednym głosie zebrali: Jerzy Daszczyński, Stanisław Wójcik, Sławomir Zieliński i członek obecnego zarządu Bogusław Piwowar.

W sumie przed radą nadzorczą TVP w finale konkursu wystąpiło 12 kandydatów. Oto podsumowanie ich wystąpień.

Prezesi

Trzy osoby są zainteresowane tylko posadą prezesa: Juliusz Braun, Iwona Schymalla i Janusz Daszczyński.

Jako pierwszy przed radą nadzorczą stawił się Janusz Daszczyński, menedżer, który zasiadał już w zarządzie TVP (w latach 1994–1999). Spokojny, opanowany. Trawestuje myśl Juliusza Osterwy o teatrze i mówi, że TVP powinna być bardziej przedsięwzięciem niż przedsiębiorstwem. Nie chce się ścigać ze stacjami komercyjnymi ani ich naśladować. Jest za stworzeniem naczelnych redakcji gatunkowych. Deklaruje się jako fan oddziałów regionalnych (był kiedyś dyrektorem TVP Gdańsk). Wie, że niektórych nie da się utrzymać w obecnym rozbudowanym kształcie. “Ale nie wolno gasić entuzjazmu pracujących tam ludzi”, mówi. Chciałby uruchomić kanał edukacyjny i tworzyć polskie formaty programów. Publicystykę będzie robił własnymi siłami TVP, zamiast powierzać ją producentom zewnętrznym (programy Tomasza Lisa i Jana Pospieszalskiego). Na żądanie rady chętnie powie, jakie widzi niedostatki w realizacji misji przez TVP. Ale nikt nie podejmuje tematu. Pytają go za to, czy należy do jakiejś partii politycznej. “Nie”, odpowiada.

Iwona Schymalla zbyt wiele spędziła przed kamerą telewizyjną, żeby się denerwować na rozmowie kwalifikacyjnej. Kiedy przewodniczący rady nadzorczej Stanisław Jekiełek niewyraźnie przedstawia zagadnienie i ponagla ją, mówiąc “Oczekujemy odpowiedzi na to pytanie”, była dyrektor Jedynki odpiera: “To proszę je sformułować”. Z kolei członkowi rady Tadeuszowi Kowalskiemu, który usiłuje sprawić jej kłopot, pytając o budżet ministerstwa kultury, odpowiada spokojnie, że go nie zna, wie natomiast, jaki jest budżet telewizji publicznej i jej anten. W TVP chce ograniczyć administrację, popierać własną produkcję, wypełniać misję, brać udział w dyskusji społecznej i budować społeczeństwo obywatelskie. W jednej z dyżurnych kwestii Tadeusza Kowalskiego – najpierw jajko czy kura – bez wahania stwierdza, że w pierwszej kolejności trzeba podnieść jakość programu telewizji, a dopiero potem zabiegać o większe finansowanie. Przy czym stawiałaby raczej na pieniądze publiczne niż na przychody z reklam.

Obecny prezes TVP Juliusz Braun chciałby dalej robić to, co dotychczas. W szczególności nie wyobraża sobie powierzenia odpowiedzialności za program innemu członkowi zarządu niż prezes. Wśród swoich sukcesów wymienił ograniczenie zatrudnienia. Padło przy tym słowo “outsourcing”, ale żaden z członków rady nadzorczej nie zgłębił tematu wyprowadzenia poza telewizję kilkuset pracowników w tym dziennikarzy. W planach na drugą kadencję Braun ma m.in. utworzenie kanału dla widzów 50+. Ofertę dla nastolatków widzi raczej w nowych mediach. Chce też wrócić do pomysłu, który nie wypalił w pierwszej jego kadencji, tj. powołania naczelnych redakcji tematycznych i gatunkowych. Rozmowa rady z prezesem przebiegała w lekkiej, wręcz żartobliwej atmosferze, w której nawet wyrażona przez Tadeusza Kowalskiego krytyczna ocena dziennikarstwa kanału TVP Info nie brzmiała ostro. “Bezstronność jest wzorcem, do którego dążymy”, powiedział Braun.

Prezesi i członkowie

Kolejne trzy osoby złożyły aplikacje zarówno na stanowisko prezesa, jak i członka zarządu.

Jako energiczny zwolennik przychodów komercyjnych zaprezentował się Piotr Gaweł, bo liczenie na znaczne wpływy z abonamentu jest jego zdaniem nierealistyczne. Gaweł, który w przeszłości kierował biurem reklamy TVP i był członkiem zarządu spółki, zapewnia jednak, że stawiając na zarobek z reklamy można realizować misję. Wie przy tym, jak w trakcie kolejnej kadencji zarządu – jeśli zostanie do niego wybrany – zwiększyć budżet telewizji o 1 mld zł. Jego plan zostaje jednak utajniony przed dziennikarzami. “Tajemnica handlowa”, stwierdza przewodniczący rady nadzorczej Stanisław Jekiełek. Tajemnicą nie jest przedstawiony przez Gawła zamiar stworzenia banku talentów, który będzie wspierał młodych twórców, a TVP dostarczał pomysłów programowych. Kandydat podkreśla wagę promowania kluczowych marek programowych we własnych mediach, a także w radiu i Internecie. Chce robić telewizję 3.0, czymkolwiek ona jest, i uruchomić kanał TVP Interwencja, a także zwiększyć nakłady na już istniejące kanały TVP Kultura, TVP Historia i TVP Regionalna.

Z kolei Jarosław Pachowski (zasiadał kiedyś zarówno w radzie nadzorczej, jak i w zarządzie TVP) robi wrażenie kogoś, kto wygraną albo ma już w kieszeni, albo mu na niej zupełnie nie zależy. W części przeznaczonej na prezentację siebie i swojej strategii tubalnym głosem wypowiada ogólniki (“telewizja publiczna jest bardzo potrzebna”), wpadając we własne sidła – jak wtedy, gdy mówi o wymagającym widzu: “Wie, czego chce, i sam sobie układa ramówkę. Ten widz często nie ma telewizora”. Nuta szczerości brzmi w jego głosie, gdy na pytanie o oddziały regionalne odpowiada, że są dla TVP obciążeniem. “Zrobiłbym, co mógł, gdybym mógł, żeby oddziały wyprowadzić z ustawy o radiofonii i telewizji”, mówi.

“Nie jestem dyrektorem ani menedżerem, ale jestem zawodowcem”, przedstawia się Urszula Rzepczak, ponad 20 lat pracująca w dziennikarstwie (ostatnio jako korespondentka TVP w Rzymie). Chce, by TVP wróciła do oddzielania komentarza od informacji. Wybrana do zarządu będzie wiedziała, jak podnieść jakość programu telewizji publicznej. Pieniądze brałaby bezpośrednio z budżetu. Spytana przez Stanisława Jekiełka, czy to nie uzależni TVP od “politycznych wiatrów”, retorycznie pyta, czy “teraz jest lepiej?” i stwierdza, że “telewizja może wyjść z takiej sytuacji obronną ręką”. Sama jednak nie wychodzi obronną ręką z pytania Tadeusza Kowalskiego o cechy nadawcy publicznego.

Członkowie

Połowę finalistów konkursu zadowoli posada członka zarządu. Po najwyższą władzę w TVP nie chcą sięgać: Bogusław Piwowar, Marian Zalewski (obaj zasiadają w obecnym zarządzie telewizji), Zbigniew Jasiewicz, Wiesław Rola, Stanisław Wójcik i Sławomir Zieliński.

Sławomir Zieliński jest dyrektorem biura koordynacji programowej TVP. Jego cel strategiczny: odmłodzenie widowni. Środki: ekspansja w Internecie, łącznie z programami tworzonymi specjalnie do sieci. Chce zrezygnować z reklam w TVP Kultura, bo i tak dają rocznie tyle, ile kosztuje osiem odcinków “Ojca Mateusza” w TVP 1. Odnowi kanał TVP Polonia. „Czy miał pan udział w likwidacji »Wieczorynki«?”, podejrzliwie pyta go Tadeusz Kowalski. Dyrektor biura programowego zaprzecza. “To państwo zdecydują, czy będę pasował do konstelacji”, mówi na zakończenie radzie nadzorczej.

Sprawami ekonomicznymi chciałby się zająć Stanisław Wójcik (zasiadał już w zarządzie TVP, był też jej dyrektorem finansowym). Obiecuje uprościć proces decyzyjny dotyczący przychodów i kosztów. Jak to zrobi, trudno wywnioskować z jego odpowiedzi. “W cztery lata nie zmieni się źródeł finansowania telewizji. Mamy tak monitorować koszty, żeby ta organizacja mogła spełniać swoje obowiązki ustawowe”, mówi kandydat, ale tej myśli też nie konkretyzuje. Dużo mówi o amortyzacji.

Zbigniew Jasiewicz wygląda na stremowanego, a po pytaniach rady nadzorczej denerwuje się jeszcze bardziej. Jako dyrektor TVP Gdańsk mówi głównie o zarządzaniu swoim oddziałem. “Czy pan ma dobre rozeznanie, w jakim postępowaniu uczestniczy?” – dopytuje się członek rady nadzorczej Tadeusz Kowalski. “Tak”, odpowiada kandydat, ale zapytany, gdzie widzi w TVP rezerwy, wraca w swojej wypowiedzi do Gdańska.

Wiesław Rola pracował już w prasie (“Goniec Górnośląski”), a teraz zasiada w radzie nadzorczej Radia Katowice. Mówi radzie nadzorczej, że telewizja byłaby dla niego ukoronowaniem kariery. I że trzeba opłacać abonament radiowo-telewizyjny. “Nadal nie rozumiem, jaki jest pański pomysł na zarządzanie tą spółką”, kwituje Tadeusz Kowalski.

Zarówno Bogusław Piwowar, jak i Marian Zalewski około godziny poświęcają na wyrażenie zadowolenia ze swoich poczynań podczas kończącej się kadencji. Kolejne kwadranse rada nadzorcza poświęca na wyrażenie niezadowolenia z obu panów. “Przedstawił pan swoje działania jako pasmo sukcesów. Czyli nie ma kryzysu?” – ironizuje Tadeusz Kowalski po wystąpieniu Piwowara. A kiedy ten przyznaje, że jako realista uważa, że najpierw muszą być pieniądze, a potem program, Kowalski krytykuje: “Czyli pańska koncepcja to mizeria programowa?”. Piwowar jednak trwa przy swoim: “Będziemy musieli gospodarować tym, co mamy. Nie wierzę w zaklinanie rzeczywistości”.

Z kolei Marian Zalewski słyszy od wiceprzewodniczącego rady Leszka Rowickiego: “Boję się, że im dłużej i pracowiciej zarząd w obecnej strukturze będzie się krzątał wokół telewizji, tym gorzej dla niej”. Rundę pytań kończy Tadeusz Kowalski, przypominając Zalewskiemu, że przyszedł do TVP z polityki. “Jest pan człowiekiem mediów czy polityki?”, pyta Kowalski. “Mediów”, deklaruje kandydat, ale nieprzekonany Rowicki upewnia się jeszcze: “A jest pan członkiem partii?” – “Nie”.

Spektakl

Zapisy wideo z rozmów przeprowadzonych z kandydatami znajdą się w Internecie dopiero po werdykcie rady nadzorczej. – Teraz tylko państwo mają przywilej bycia widzami tego spektaklu – mówi obserwującym przesłuchania dziennikarzom osoba z TVP.

Dobór słów nie wygląda na przypadkowy.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/48947,Kandydaci-do-zarzadu-TVP-przesluchani_-Kto-wypadl-najlepiej_-_analiza_

30-05-2015, 06:01

Powstała inicjatywa “Uczciwe Media”. Ma walczyć z “propagandą mediów mainstreamowych”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
30-05-2015

Grupa publicystów i naukowców powołała inicjatywę społeczną “Uczciwe Media”, która zajmie się monitorowaniem mediów mainstreamowych, wskazywaniem manipulacji i propagandy. Bodźcem do utworzenia akcji był sposób relacjonowania kampanii prezydenckiej oraz “ataki mediów” na Andrzeja Dudę, a jej inicjatorami są m.in. Marcin Wolski, Maciej Pawlicki, Jan Pietrzak oraz Piotr Gliński.

- Nie możemy patrzeć bezczynnie jak nowy prezydent jest znieważany przez media, które w Polsce obecnej doby zdradziły swoją misję i niszczą demokrację, systematycznie kłamiąc i atakując ludzi, którym nie podobają się 8 lat rządów partii mającej słowo “Obywatelska” w nazwie, a która swoją działalnością zrujnowała podstawy aktywności obywatelskiej w Polsce – piszą w oświadczeniu inicjatorzy akcji.

Publicyści twierdzą, że od momentu wygrania kandydata Prawa i Sprawiedliwości w drugiej turze wyborów prezydenckich jest on atakowany przez media. – Ludzie, którzy przyłożyli rękę do niszczenia wizerunku śp. Lecha Kaczyńskiego, teraz atakują Prezydenta elekta – Andrzeja Dudę. Odbywa się to takimi samymi metodami jak poprzednio. Mamy tu do czynienia z technikami manipulacji rodem z PRL. Nie możemy Prezydenta Andrzeja Dudy zostawić samego wobec przemocy medialnej! – oświadczają założyciele “Uczciwych Mediów”.

Inicjatywę “Uczciwe Media” powołali: Artur Dmochowski (twórca TVP Historia, obecnie publicysta “Gazety Polskiej”), prof. Piotr Gliński (socjolog związany z Polską Akademią Nauk, były kandydat techniczny PiS na premiera), Sławomir Kmiecik (pisarz i publicysta), prof. Andrzej Nowak (historyk związany z Uniwersytetem Jagiellońskim), Józef Orzeł (prezes Klubu Ronina), Maciej Pawlicki (producent filmowy i dziennikarz), Jan Pietrzak (pieśniarz i publicysta), Maciej Świrski (prezes Reduty Dobrego Imienia – Polskiej Ligi przeciw Zniesławieniom), Marcin Wolski (prezes OW SDP) oraz prof. Andrzej Zybertowicz.

Jeden z inicjatorów akcji publicysta Maciej Świrski wyjaśnia portalowi Wirtualnemedia.pl, że inicjatywa “Uczciwe Media” będzie monitorować media w Polsce i zagranicą, ujawniać propagandę, jaką prezentują media mainstreamowe oraz wskazywać manipulacje i stronnicze interpretacje wydarzeń. Świrski podkreśla, że od momentu ujawnienia utworzenia organizacji społecznej walczącej z propagandą w mediach, do jej współtworzenia zgłosiło się bardzo wiele osób. Kolejni chętni nadal się zgłaszają.

- To, co się dzieje w mediach mainstreamowych istnieje przynajmniej od 10 lat. One służą zohydzaniu środowisk krytycznych obozowi władzy. Potrzeba sprzeciwstawienia się temu w postaci organizacji społecznej jest paląca, zwłaszcza w sytuacji, gdy przed Polską stoją poważne wyzwania związane z polityką zagraniczną i wewnętrzną. Media obecnej doby w Polsce nie wypełniają swojej misji, czyli nie sa pośrodku między odbiorcą a producentem informacji. Pełnią za to funkcje propagandowe, a jest to marksistowski model. Chcemy się temu przeciwstawić – tłumaczy Wirtualnemedia.pl Maciej Świrski.

Na początku “Uczciwe Media” będą publikować raporty z monitorowania mediów raz w miesiącu, ale docelowo organizacja chce zwiększyć aktywność do cotygodniowych zestawień. Inicjatywa nie wyklucza nawiązania współpracy z innymi organizacjami, np. Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich, w ramach którego działa Centrum Monitoringu Wolności Prasy.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/powstala-inicjatywa-uczciwe-media-ma-walczyc-z-propaganda-mediow-mainstreamowych

29-05-2015, 23:19

Fotografowałem na dwie ręce: na dziś i dla siebie na lepszy czas  »

Dziennik Zachodni
Teresa Semik
29-05-2015

Każde zdjęcie musiałem tak zaplanować, żeby nie brakło mi filmu na to najlepsze ujęcie, za którym każdy goni – mówi Józef Makal, były fotoreporter “Dziennika Zachodniego”. Ostatnią klatkę rezerwował zawsze na spotkanie z kobietą.

Józef Makal: Fotografowałem na dwie ręce: do gazety i dla siebie, na lepsze czasy

Co było twoim tematem numer Jeden?

Kobiety, przecież wiesz. Dlaczego pytasz?

Pomyślałam, że może z perspektywy lat powiesz, jak ważne było pokazywanie zmieniającego się Śląska i Zagłębia, a te zmiany pięknie widać na twoich zdjęciach.

Zmiany też były ważne, ale w “Dzienniku Zachodnim” mieliśmy rubrykę: “Po prostu sympatyczna”, więc szukałem tych sympatycznych brunetek, blondynek czy rudych.

Jakie więc kobiety spotkałeś na swojej drodze?

Fotografowałem zjawiskową aktorkę Marlenę Dietrich, uwodzicielską tancerkę Josephinę Baker. Ale nikogo nie uwodziłem.

Wiemy, wiemy. Potrafiłeś o kobietach opowiadać godzinami, po czym tup-tup do żony.

Do mojej ukochanej Halinki… Nie robiła mi wymówek. Wiedziała, że wrócę tylko do niej. Wyrozumiała, do śmierci. Ostatnią noc całą przegadaliśmy wspominając, gdzie razem pojechaliśmy, co widzieliśmy.

Ciekawych panów też spotkałem.

Na przykład, kogo?

Robiłem zdjęcia Władysławowi Broniewskiemu, gdy w kopalni Sosnowiec, wśród górników, recytował swój wiersz o Zagłębiu. Spotkałem Jana Kiepurę, gdy śpiewał w katowickiej Hali Parkowej.

Od kiedy fotografujesz?

Już przed wojną dostałem na komunię aparat od rodziców, który schowałem na strychu po wrześniu 1939 r. Ktoś go ukradł.

Fotografowanie stało się pomysłem na życie?

Nie od razu. Z wykształcenia jestem geodetą i po wojnie zacząłem pracę w kolejach państwowych. Malowałem, wiedziałaś?

Skąd! Nigdy nie ujawniałeś się z tym talentem. Co malowałeś?

Bieruta, Stalina, Lenina i to takie wielkie portrety, na pięć pięter. Jednocześnie współpracowałem z Centralną Agencją Fotograficzną (CAF), “Panoramą”, tygodnikiem młodzieżowym, który wychodził w Katowicach. W gazetach wtedy dobrze płacili.

CAF dawał większe możliwości, choćby wyjazdów. Dlaczego wybrałeś “Dziennik Zachodni”?

Ożeniłem się, to gdzie będę wyjeżdżał i opuszczał moją Halinkę.

W “Dzienniku Zachodnim” przepracowałeś ponad 4o lat. Jaki czas był najtrudniejszy?

Dla mnie lata 70. Dużo pracowaliśmy. Powstawało wiele inwestycji w regionie i robiliśmy dużo tzw. produkcyjniaków.

Z ludźmi partii, zarazem. Ciężkie czasy?

Ciężkie, co było robić. Na otwarcie Huty Katowice przyjechał Aleksiej Kosygin, premier Związku Radzieckiego. Stał na tle mojego wielkiego zdjęcia Edwarda Gierka z Leonidem Breżniewem. Wiele razy moje zdjęcia wisiały na ścianach domów.

Tamta władza pozwalała się fotografować łatwiej niż obecna?

Władysław Gomułka miał mocną obstawę. Do Gierka było łatwiej podejść, ale po zamachu na Kennedy’ego i to się zmieniło.

Jak było z Fidelem Castro na Śląsku?

Z fotoreporterami jechałem do Zabrza gazikiem na czele kolumny. Miałem koszulę z pagonami i takie same granatowe spodnie, czapeczkę. Panie czekały na przywódcę Kuby z kwiatami. Gdy jedna z nich mnie zobaczyła, mówi: “Patrz, tyn pieron z tą brodą, to musi być on”. Fidel Castro, w mundurze górniczym, bo został Honorowym Górnikiem PRL, jechał dalej z Janem Mitręgą, ministrem górnictwa. Podchodzę do rozpromienionych kobiet i mówię: “Saludo senoritas, saludo camaradas”. Zażartowałem, a ochroniarz chciał mnie za to wyrzucić z auta.

Fotografowałem chyba wszystkich przywódców obozu socjalistycznego, w tym Nikitę Chruszczowa, Michaiła Gorbaczowa i jego żonę Raisę. Piękna kobieta. Przyjechała do Katowic z panią Jaruzelską i zwiedzały miasto.

A politycy z zachodniego świata?

Byłem w Zabrzu, gdy prezydent Francji Charles de Gaulle mówił: “Niech żyje Zabrze – najbardziej śląskie z miast śląskich, a zatem najbardziej polskie z miast polskich!”. Śmialiśmy się, bo ono takie polskie nie było. Fotografowałem premiera Szwecji Olofa Palmę, kanclerza Niemiec Helmuta Schmidta, prezydenta Francji Valery’ego Giscard d’Estaingna. Już na koniec pracy w “Dzienniku Zachodnim” robiłem zdjęcia w Krzyżowej ze spotkania premiera Polski Tadeusza Mazowieckiego i kanclerza Niemiec Helmuta Kohla. Utrwalałem wizyty Jana Pawła II; w Katowicach, choć tu wyznaczono nam miejsce dalekie od papieża, ale w Częstochowie stałem bardzo blisko Ojca Świętego.

Bywało niebezpiecznie?

Pożar rafinerii ropy w Czechowicach-Dziedzicach w 1971 roku

Jeszcze jak! Gdy szedłem na miejsce pożaru rafinerii w Czechowicach-Dziedzicach w 1971 roku, na głos się modliłem: “Zdrowaś Maryjo, łaski pełna…”. Widziałem dziewczynę, która uciekała z nasypu, żeby się wydostać z tego piekła. Płonęła. Gdy eksplodował zbiornik, oblała ją ognista ropa.

Fotoreporter jest jak strażak na pierwszej linii?

Na kopalni Generał Zawadzki w Dąbrowie Górniczej z Barbarą Piotrowiczową pracowaliśmy nad tekstem o drugiej zmianie. Idziemy na przodek, a z drugiej strony wybiegają górnicy i wołają, by zakładać maski i uciekać, bo pożar. W redakcji mówimy naczelnemu, że uciekliśmy śmierci. A on ze spokojem, że całą stronę gazety oddałby na wspomnienia o naszym poświeceniu.

Były też miłe chwile. Jak choćby nagroda w konkursie Interpress Photo w Moskwie za zdjęcie z powodzi.

Archiwalne zdjęcie katastrofalnej powodzi w Beskidzie Żywieckim w 1957 roku. Cenzor wyrzucił je z gazety, bo przeszkadzał mu krzyż. Józef Makal wysłał je na konkurs do ZSRR i dostał nagrodę. Dopiero, gdy zdjęcie opublikowano w moskiewskim magazynie "Foto", ukazało się i u nas.

Wojskową amfibią płynąłem z dziennikarzem Jackiem Maziarskim do zalanych okolic Wodzisławia Śląskiego. To był niesamowity żywioł. Widziałem zająca na wielkiej gałęzi, który próbował się ratować. W pewnym momencie uderzyliśmy w słup wysokiego napięcia. Akurat podniosłem aparat, bo robiłem to nagrodzone zdjęcie z krzyżem na pierwszym planie i ludźmi w wodzie. Po uderzeniu wpadłem do amfibii rozbijając czoło. Na szczęście były tam worki z piaskiem i zamortyzowały uderzenie. Krótko potem dostaliśmy wezwanie do prokuratury.

Z powodu uszkodzenia słupa energetycznego?

Tak, okazało się, że ludzie z mojego zdjęcia nie żyją. Jak odpłynęliśmy, z uszkodzonego słupa obsunęły się do wody przewody i prąd ich poraził. Gdyby obsunęły się wcześniej, pewnie też byśmy zginęli.

Zdjęcie ukazało się w gazecie?

Ale skąd! Z krzyżem? Naczelny mówił, że go wyrzucą, jeśli to opublikuje. Mogę sobie zrobić z nim, co chcę. Wysłałem więc na konkurs do Moskwy i wygrałem. Wtedy wydrukowały go wszystkie gazety, także DZ.

Fotoreporter Andrzej Baturo mówi. że to nie były wolne czasy, ale udało się stworzyć krąg wolnych fotoreporterów. To prawda?

Wszyscy fotografowali na dwie ręce: robiliśmy zdjęcia, które publikowała gazeta, i zdjęcia dla siebie, na lepsze czasy. Podczas pierwszej “Solidarności” w Jastrzębiu-Zdroju zrobiłem zdjęcie marszu robotników na czele z krzyżem. Do gazety poszło zdjęcie bez krzyża, choć to z krzyżem jest bardziej przejmujące, ale takie to były czasy.

Technika druku pozwalała na drobne oszustwa. Pamiętam. Jak “otwierałeś oczy” pierwszemu sekretarzowi partii w Katowicach. Zdzisławowi Grudniowi, bo on robił głupie miny.

Jerzy Ziętek, Władysław Gomułka i Edward Gierek podczas gospodarskiej wizyty

Częściej musieliśmy poprawiać Edwarda Gierka. Gdy przemawiał, podnosił i opuszczał głowę. Na zdjęciu trzeba było żyletką lekko zadrapać oczy, by na nie przejrzał. Natomiast z Grudniem mieliśmy inny problem. Gdy występował z Jerzym Ziętkiem, to na pierwszym planie widać było brzuch Ziętka. Wtedy grafik wycinał Grudnia ze zdjęcia i naklejał go w miejsce tego brzucha.

Do jakich lat wracasz najchętniej?

Do lat 80., bo zaczęliśmy jeździć po kraju i świecie. Wcześniej pojechałem służbowo tylko do Brna, na targi. Był koniec lat 60. W czasie wieczoru przyjaźni, gdy tańczyłem boogie-woogie, Czesi zaczęli wymachiwać w moją stronę i schodzić z parkietu. Byli oburzeni, że tańczę amerykański taniec. Z opresji wybawił mnie ambasador Polski w Pradze, Włodzimierz Janiurek. Powiedział: “Towarzysze, przecież nasz kolega tańczy tak, jak gra muzyka, a do niej to właśnie jest taniec odpowiedni”. I Czesi mnie przeprosili.

W pewnym okresie awansem dla redaktorów DZ było przejście do “Trybuny Robotniczej”. Nie miałeś takiej pokusy?

Składano mi propozycje, ale po co miałem przechodzić, skoro w DZ było mi bardzo dobrze? W ciągu dnia robiłem zdjęcia dla gazety, a wieczorami, w domowej ciemni – dla różnych organizacji i firm. Ciemnię miałem w łazience, ale rodzina zaczęła protestować, że nie może się spokojnie wykąpać i urządziła mi ciemnię w kuchni.

Co stało się z twoim filmowym archiwum?

Ktoś ukradł i pewnie zechce go kiedyś wykorzystać.

W książce “Poziom na dwa łamy” Arka Goli mówisz, że twoja praca to pogoń za człowiekiem. Dokąd za nim biegniesz?

Człowiek jest dla mnie najważniejszy, jego życie od urodzenia do śmierci. Przygotowałem taką wystawę do Paryża: “Jeden dzień na Śląsku”, która zaczynała się na porodówce, potem było przedszkole, szkoła, studia, praca, rozrywka, aż do starości i śmierci. Wystawa dotarła też do Reims.

Żałujesz, że aparat cyfrowy nie pojawił się wcześniej? Oszczędziłbyś sporo czasu spędzonego w ciemni.

Teraz jest łatwiej. Musiałem każde zdjęcie zaplanować tak, by mi nie brakło klatki na to najlepsze ujęcie w drodze powrotnej do redakcji. Ostatnia klatka pozostawała też w oczekiwaniu na spotkanie z sympatyczną panią.

*     *     *

12 czerwca Józef Makal odbierze nagrodę artystyczną Sosnowca za całokształt działalności i pełen profesjonalizm. Jest też laureatem nagrody Agencji TASS w konkursie Interpress Photo w Moskwie. Zdobył Grand Prix Ogólnopolskiego Konkursu Fotografii Prasowej za zdjęcie z akcji ratunkowej w kopalni Generał Zawadzki w 1969 r. Trafił do “Antologii fotografii polskiej 1839-1989″ J. Lewczyńskiego, na wiele światowych wystaw. Zachowane zdjęcia publikuje na Facebooku na swoim profilu.

*     *     *

Józef Makal ma 88 lat i mieszka w Sosnowcu. Z wykształcenia jest geodetą. Z “Dziennikiem Zachodnim” związany od 1958 roku do końca lat 90. Wcześniej współpracował z “Panoramą” śląską, z Centralną Agencją Fotograficzną i tygodnikiem “Co dalej”.

Całość: https://plus.dziennikzachodni.pl/jozef-makal-fotografowalem-na-dwie-rece-na-dzis-i-dla-siebie-na-lepszy-czas/ar/3871245