Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

30-06-2015, 10:25

40 proc. redakcji “Dziennika Gazety Prawnej” pracuje już w systemie telepracy  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
30-06-2015

Od czerwca br. 40 proc. redakcji “Dziennika Gazety Prawnej” (Infor Biznes) pracuje już w systemie telepracy. Wydawca z przeprowadzonej zmiany jest zadowolony. Zwolnione przez dziennikarzy biura mają zająć pracownicy finansów i kadr Grupy Infor PL.

O wprowadzeniu telepracy dla dziennikarzy “Gazety Prawnej” zdecydowano w marcu br., zaś sam proces przechodzenia wybranych dziennikarzy i innych pracowników redakcji na system home office rozpoczął się w maju br.

- Jest lepiej niż wszyscy się spodziewali. Występuje jeszcze trochę problem koordynacji, trzeba wykonywać telefony i maile, ale z czasem wszyscy się tego nauczą – ocenia Paweł Nowacki, zastępca redaktor naczelnej “DGP”. – Są takie działy jak np. Podatki, w których nieliczne osoby przeszły na system telepracy, a są działy, w których większość osób pracuje w ten sposób – dodaje.

Paweł Nowacki

Dziennikarze pracujący z  domu co najmniej raz w tygodniu pojawiają się w siedzibie redakcji gazety na spotkaniach z szefami działów.

Telepraca to nie nowość w Infor Biznes – od dawna funkcjonuje ona w serwisie Dziennik.pl, tworzonym w ramach newsroomu “DGP”. Z domu pracuje połowa zespołu tej witryny.

Dzięki wprowadzeniu systemu home office w biurowcu wynajmowanym przez Infor Biznes zwolniło się jedno piętro. Przeniosą się tam pracownicy działów finansów i kadr Grupy Infor PL, większościowego udziałowca wydawcy “DGP”.

Z danych ZKDP wynika, że w kwietniu br. średnia sprzedaż ogółem “Dziennika Gazety Prawnej” wyniosła 43 636 egz.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/40-proc-redakcji-dziennika-gazety-prawnej-pracuje-juz-w-systemie-telepracy

30-06-2015, 10:19

Telewizja TVR w stanie upadłości. “Nie jest planowane jej wyłączenie”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
30-06-2015

Warszawski Sąd Rejonowy ogłosił upadłość spółki TVR, nadawcy kanału TVR, obejmującą likwidację majątku firmy. Do wyznaczonego przez sąd syndyka zgłaszają się wierzyciele. – Kanał jest dostępny w sieciach kablowych i nie jest planowane jego wyłączenie – zapewnia portal Wirtualnemedia.pl Dominik de Virion, wiceprezes zarządu upadłej spółki.

TVR Polska Telewizja

Kanał TVR rozpoczął nadawanie w 2010 roku jako stacja o tematyce rolniczej. Z czasem poszerzył profil i zaczął się określać jako stacja opisująca spędzanie wolnego czasu poza miastem. Na jej antenie emitowane były programy informacyjne, publicystyczne, poradnicze czy rozrywkowe.

W kwietniu br. w mediach pojawiły się informacje o zaprzestaniu emisji przez TVR. Prezes stacji Tomasz Siołek w rozmowie z Wirtualnemedia.pl zaprzeczył tym doniesieniom, informując, że pracuje nad jej letnią ramówką.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że problemy stacji zaczęły się dużo wcześniej, bo w czerwcu 2014 roku. Wówczas części pracownikom kierownictwo kanału nie przedłużyło umów, a powodem miały być problemy finansowe. Miesiąc później z anteny spadło kilka flagowych programów. – Mówiono, że wszystko powinno wrócić do normy za kilka miesięcy, jednak tak się nie stało – mówi Wirtualnemedia.pl jeden z byłych pracowników TVR.

Zatrudnieni w stacji TVR mieli również problemy z regularnym otrzymywaniem wynagrodzeń od nadawcy, który spóźniał się z wypłacaniem pensji albo wypłacał je w częściach. Jak udało nam się nieoficjalnie ustalić, nadal jest pewna grupa pracowników, która nie otrzymała wynagrodzenia za ostatni okres swojej pracy. – Nikt nie informował nas o upadłości telewizji TVR. Niektórzy dowiedzieli się całkiem przypadkowo – wyjaśnia były pracownik.

W spółce TVR zatrudnionych było około 50-60 osób. Z naszych informacji wynika, że ostatni pracownicy opuścili budynek jeszcze na początku tego roku. Od kilku miesięcy stacja nie produkowała nowych odcinków programów.
Za sprzedaż reklam w stacji do końca ub.r. odpowiadał broker Atmedia. Od czasu zaprzestania przez niego działalności kanał nie podpisał umowy z nowym brokerem.

Postanowienie o upadłości TVR wydał pod koniec maja Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy. – Spółka TVR znajduje się obecnie w upadłości likwidacyjnej. Zarząd utracił prawo do reprezentowania spółki - tłumaczy portalowi Wirtualnemedia.pl Karolina Klunder, syndyk wyznaczony przez sąd do prowadzenia postępowania upadłościowego spółki.

Z informacji portalu Wirtualnemedia.pl wynika, że do syndyka zgłaszają się wierzyciele. Ostateczny termin na zgłaszanie wierzytelności minął w poniedziałek 29 czerwca.

Z prezesem TVR Tomaszem Siołkiem nie udało nam się skontaktować. Wiceprezes stacji Dominik de Virion najpierw nie chciał w ogóle odpowiadać na nasze pytania, twierdząc, że nie może rozmawiać z mediami. Pytaliśmy m.in. o zaległe wynagrodzenia dla pracowników. Później jednak sam się skontaktował i zapewnił, że stacja TVR nie zakończy nadawania. O szczegółach nie chciał mówić. – Na dzień dzisiejszy kanał TVR jest dostępny w sieciach kablowych i nie jest planowane wyłączenie kanału – zapowiada de Virion.

Po tej rozmowie uruchomiona została strona internetowa tvr24.pl, która jeszcze przed weekendem nie funkcjonowała. Ostatni wpis na fanpage’u TVR na Facebooku pochodzi z kwietnia br.

Kanał ciągle nadaje, jednak są to powtórki programów, przeplatane pasmami muzycznymi. Stacja TVR dostępna jest obecnie w kilkudziesięciu sieciach kablowych na terenie całego kraju, m.in. u takich operatorów jak UPC Polska, Vectra czy Inea.

W przeszłości kanał oglądać mogli też posiadacze platform cyfrowych oraz widzowie odbierający kanały niekodowane z satelity Hot Bird. Nadawca wynajmował miejsce na satelicie od Cyfrowego Polsatu, który jednak we wrześniu ub.r. wyłączył jej sygnał, nie podając przyczyn tej decyzji. Spółka TVR informowała wówczas, że nie planuje zmiany operatora satelitarnego, a kanał wróci na satelitę.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/telewizja-tvr-w-stanie-upadlosci-nie-jest-planowane-jej-wylaczenie#

30-06-2015, 07:29

Były senator Aleksander Gawronik odpowie za nakłanianie do zamordowania dziennikarza Jarosława Ziętary  »

Wyborcza.pl
Wojciech Czuchnowski, Piotr Żytnicki
30-06-2015

Prokuratura jest pewna: Aleksander Gawronik zlecił w 1992 r. porwanie i zabójstwo dziennikarza Jarosława Ziętary.

Po czterech latach krakowska prokuratura skierowała wczoraj do sądu akt oskarżenia. Gawronik, były senator i biznesmen, na początku lat 90. jeden z najbogatszych Polaków, ma odpowiadać za nakłanianie ochroniarzy holdingu Elektromis do zamordowania reportera “Gazety Poznańskiej” Jarosława Ziętary.

Aleksander Gawronik nie przyznaje się do winy

Akta sprawy mają 51 tomów, a sam akt oskarżenia – 100 stron. “Wyborcza” dotarła do tego dokumentu. W zeznaniach obciążających Gawronika (zgadza się na publikację nazwiska) poruszająca jest relacja przestępcy Krzysztofa Ł. W 2002 r. Gawronik siedział razem z nim w katowickim areszcie podejrzany o przestępstwa gospodarcze. Senator ufał współwięźniowi, bo ten obronił go przed pobiciem na więziennym spacerniaku. Opowiadając, jak w latach 90. “rządził” w Poznaniu, Gawronik wspomniał o zabiciu Ziętary, którego nazywał “pismakiem” albo “żydkiem”.

Relacja świadka: „Pracownicy ochrony Elektromisu wspólnie z rosyjskojęzycznym mężczyzną, którego Gawronik zawsze określał jako » dżentelmena ze wschodu «” uprowadzili » żydka «spod sklepu i przewieźli do magazynów firmy Elektromis. Tam przez kilka dni miał być bity i torturowany, a następnie zamordowany. Gawronik stwierdził, że na dowód wykonanej roboty ochroniarze przywieźli mu jakieś dokumenty należące do dziennikarza, które były pokryte krwią, a w ich środku były skrzepy krwi. Dziennikarz przed śmiercią miał wyjawić całą wiedzę, jaką posiadał na temat nielegalnych interesów Gawronika i jego przyjaciół. Gawronik wielokrotnie podkreślał zadowolenie z podjęcia słusznej decyzji o zlikwidowaniu dziennikarza, który najbardziej zagrażał różnym osobom zatrudnionym w różnych urzędach, które współpracowały z nim i z jego wspólnikami”.

Weryfikując te zeznania, prokurator Piotr Kosmaty prowadzący podjęte w 2011 r. śledztwo ustalił, że jedynym dokumentem brakującym w rzeczach po Ziętarze jest książeczka wojskowa, którą dziennikarz nosił przy sobie. Przypuszcza, że zakrwawiony “dowód” to właśnie ta książeczka.

“Nie poddałem się…”

Ziętara, 24-letni reporter “Gazety Poznańskiej”, zaginął 1 września 1992 r., gdy rano wyszedł do pracy. Poznańska policja nie wierzyła w jego uprowadzenie. Przez lata była przywiązana do wersji, że Ziętara sam postanowił zniknąć. Poznańska prokuratura dwa razy umarzała śledztwo. Kosmaty przejął je cztery lata temu. Wznowiono je po interwencjach środowiska dziennikarskiego i przyjaciół Ziętary.

Sprawę Gawronika prokurator Kosmaty wyłączył z całego śledztwa badającego porwanie i śmierć dziennikarza. Nadal prowadzi postępowanie przeciwko Dariuszowi L., ps. “Lala”, i Mirosławowi R., ps. “Ryba”, dwóm ochroniarzom Elektromisu, którzy mieli brać udział w uprowadzeniu i zabójstwie Ziętary.

Zdaniem prokuratury scenariusz zbrodni był następujący: w czerwcu 1992 r. Gawronik zlecił zlikwidowanie dziennikarza. Porwali go ochroniarze Elektromisu oraz rosyjski goryl Gawronika. Po kilku dniach tortur Rosjanin wykonał wyrok, a ciało zostało ukryte. Do dziś go nie znaleziono. Prokuratura twierdzi, że w 2012 r. szczątki mogły zostać rozpuszczone w “substancji chemicznej”.

Dlaczego Ziętara? Bo badał nielegalne interesy Elektromisu i Gawronika. Ziętara rozpracowywał m.in. sprawę przemytu z Niemiec spirytusu Royal, który miał potem rozprowadzać Elektromis. Dziennikarz znał nazwiska skorumpowanych celników i robił zdjęcia tirom kursującym między granicą a magazynami firmy. Raz został pobity przez strażników Elektromisu, ale mimo to nie odpuszczał. Wtedy zapadła decyzja o porwaniu i zabójstwie.

Przełom w śledztwie nastąpił pod koniec 2014 r. Wtedy Kosmaty zatrzymał Gawronika oraz wspomnianych ochroniarzy i postawił im zarzuty. Jednak potem część świadków zaczęła się wycofywać z zeznań. Podejrzewano, że zostali zastraszeni lub przekupieni. Podejrzani po kilku tygodniach wyszli na wolność, a sprawie groziło umorzenie. – Nie poddałem się – mówi nam Kosmaty.

Świadkowie bezpośredni

Teraz z aktu oskarżenia wynika, że mimo odwołania zeznań przez dwóch świadków zlecania zabójstwa prokuratura uznaje ich relację złożoną w wcześniej w śledztwie za wiarygodną. Bo podawali takie szczegóły, których nie mogli zmyślić.

Pierwszy to Maciej B., ps. “Baryła”, który odsiaduje wyrok za zabicie policjanta. To od jego zeznań praktycznie zaczęło się nowe postępowanie. Pisaliśmy o nich w “Wyborczej”.

“Baryła” osobiście słyszał, jak przed siedzibą Elektromisu Gawronik rozmawia z szefem holdingu Mariuszem Świtalskim o tym, że “Ziętara wp… się w ich interesy, jest niebezpieczny i trzeba go zlikwidować”. Gdy Gawronik usłyszał od jednego z ochroniarzy, że „sprawa jest załatwiona i » Baryła «” da Ziętarze porządny oklep”, zdenerwował się i powiedział: “Jaki oklep? On ma być skutecznie zlikwidowany”. Jak zeznał “Baryła”: “Gawronik mówił, że tak nienawidzi Ziętary, że sam by go zamordował”.

Drugi świadek to Marek Z., w latach 90. szef ochrony Świtalskiego. On spotkanie przed firmą wspomina tak: “Widziałem, jak Gawronik, przyjeżdżając do Mariusza Świtalskiego, był wk…y i mówił, że Ziętara musi być zlikwidowany. Byłem świadkiem takiej rozmowy, potem widziałem, jak Gawronik i Świtalski weszli razem do budynku”. W pewnym momencie Marek Z. dokładnie powtarza fragment relacji “Baryły”. Też mówi o oburzeniu Gawronika na sugestię, że dziennikarz ma być “tylko” pobity. “Jaki wpier.., on ma zniknąć. Czy ja mam was uczyć roboty?” – relacjonuje świadek. Według niego Gawronik stwierdził też, że “jeśli my nie chcemy załatwić Ziętary, to zrobią to jego ludzie”.

Marek Z. opisał też, jak po zniknięciu dziennikarza, udając policjanta z ekipy poszukiwawczej, przeszukał biurko Ziętary w redakcji, by ukryć “niebezpieczne materiały” zebrane do artykułów.

W spotkaniu z czerwca 1992 r. brało udział siedem osób. Dwie mówią, że Gawronik zlecił porwanie i zabójstwo. Trzech pozostałych uczestników nie żyje. Gawronik i Świtalski zaprzeczają.

“Masa” i Urban

Gawronika – oprócz świadków bezpośrednich – obciąża też Krzysztof Ł. W różnych okolicznościach były senator miał się im chwalić “uciszeniem” Ziętary. Jest wśród nich Jarosław Sokołowski, ps. “Masa”, jeden z bossów gangu pruszkowskiego, potem słynny świadek koronny. “Masa” w latach 90. robił z Gawronikiem interesy w ramach spółki Italmark. Gdy opowiedział senatorowi, że ma problemy z mediami, ten miał stwierdzić, że “może to załatwić, bo jest specjalistą od uciszania prasy”.

Kolejny świadek, któremu Gawronik mówił o zabiciu Ziętary, ma w śledztwie status “incognito” i kryptonim “00-7″ (jego tożsamość jest utajniona). Też siedział w areszcie z senatorem. Ten zaś “chwalił się, że swego czasu w Poznaniu był tak mocny, że jeśli ktoś mu przeszkadzał, to na jego polecenie była szybka reakcja i nie było problemu. Tak było z tym dziennikarzem Ziętarą”.

Ostatni świadek to Paweł B. – tak jak “Masa” świadek koronny, który brał udział w spotkaniu, na którym Gawronik “nalegał, by definitywnie zakończyć sprawę Ziętary i się go pozbyć”.

Oprócz “Masy” w śledztwie zeznawał też Jerzy Urban, naczelny tygodnika “Nie”. Prokurator Kosmaty wezwał go, by opisał stopień zażyłości Gawronika ze Świtalskim. Ten ostatni finansował powstanie tygodnika.

Urban mówił o wakacjach, które w latach 90. spędzili w trójkę. Relacje Gawronik – Świtalski są dzisiaj trudne do odtworzenia. Kilku świadków – dawnych pracowników Elektromisu – mówi, że Gawronik był u Świtalskiego bardzo częstym gościem. Ale np. dawny rzecznik Świtalskiego twierdzi, że ten “nisko oceniał Gawronika jako człowieka”.

Sam Świtalski kilka miesięcy temu udzielił wywiadu “Głosowi Wielkopolskiemu”. Wyparł się znajomości z Gawronikiem. Piotr Sokołowski, jeden z adwokatów Gawronika, podkreśla, że jego klient nie przyznaje się do winy. Ale do relacji świadków nie chce się teraz odnosić. Sam Gawronik po wyjściu z aresztu mówił o Ziętarze: “Pamiętajcie: ten człowiek wyszedł z domu. Tysiące ludzi wychodzą z domów i nie wracają”.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75478,18273531,Byly_senator_Aleksander_Gawronik_odpowie_za_naklanianie.html#ixzz3eYlgTGZ3

29-06-2015, 14:51

Dziś w TVP Katowice premiera reportażu o patriotach z Rudy Śląskiej  »

Dziennik Zachodni
MN
29-06-2015

Premiera reportażu Niezłomni: Antoni Tiałowski, Ignacy Nowak, Joachim Achtelik i Edmund Kokot – to bohaterscy obrońcy polskości, którzy swój patriotyzm przypłacili życiem. Rudzki magistrat i TVP Katowice przygotowali reportaż o tych ludziach. Premiera dzisiaj o 20:30.

Punktem wyjścia dla reportażu będzie historia odnalezienia pamiątek po zamordowanych przez hitlerowców Ignacym Nowaku oraz Antonim Tiałowskim. Reżyserem dokumentu jest Wojciech Królikowski. Autorzy zapowiadają, że reportaż będzie bardzo sugestywny. Przedstawi m.in. historię zdjęcia z egzekucji Nowaka, które ktoś podrzucił pod drzwi jego żony kilka tygodni po śmierci mężczyzny.

Film przedstawi także historię innych bohaterów z terenów dzisiejszej Rudy Śląskiej, którzy stracili życie podczas egzekucji – Joachima Achtelika i Edmunda Kokota.

Rudzki magistrat (zdjęcie archiwalne)

W Rudzie Śląskiej znajdują się cztery ulice, które noszą nazwy od ich nazwisk.

W dokumencie zobaczymy inscenizacje i archiwalne zdjęcia. Będą też wypowiedzi ludzi, którzy pamiętają tragiczne wydarzenia. Rudzkie magistrat przed przystąpieniem do realizacji dokumentu, poszukiwał rodzin i świadków tragicznych wydarzeń z okresu II wojny światowej.

– Tej przejmującej opowieści towarzyszą niezwykłe emocje, które dodatkowo wzmacniają relacje bezpośrednich świadków egzekucji. Do tych ostatnich udało się dotrzeć dzięki publikacjom, które zamieściliśmy w prasie i Internecie przed przystąpieniem do zdjęć – tłumaczy genezę powstania reportażu Krzysztof Piecha z rudzkiego UM.

Reportaż nosi tytuł “Niezłomni”. Premiera już dzisiaj, 26 czerwca 2015, o godz. 20.30 na antenie TVP Katowice. Reżyseria: Wojciech Królikowski, scenariusz i realizacja: Wojciech Królikowski i Michał Skrzeczek, zdjęcia: Sławomir Chudowski i Jan Zub, dźwięk: Krzysztof Skrzypczak i Karol Mankiewicz, montaż: Beata Widuch, ilustracja muzyczna: Łukasz Kozera, kierownictwo produkcji: Michał Skrzeczek.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3917659,dzis-w-tvp-katowice-premiera-reportazu-o-patriotach-z-rudy-slaskiej-zwiastun,id,t.html

29-06-2015, 13:46

Aleksander G. oskarżony w sprawie zabójstwa Jarosława Ziętary  »

Press
29-06-2015

Jest akt oskarżenia przeciwko Aleksandrowi G. w sprawie zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary – informuje “Polska Głos Wielkopolski”.

Akt oskarżenie ma trafić do sądu w poniedziałek. Prokuratura Apelacyjna w Krakowie oskarża byłego senatora, Aleksandra G. o podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary. Według prokuratury w czerwcu 1992 roku Gawronik nakazał ochroniarzom firmy Elektromis wyeliminowanie Jarosława Ziętary. Reporter miał zbierać materiały do tekstu o jego nielegalnych interesach. 24-letniego dziennikarza porwano 1 września 1992 roku, kiedy szedł do redakcji “Gazety Poznańskiej”, w której pracował. Od tamtej pory nie odnaleziono nawet jego ciała. Jarosław Ziętara zajmował się m.in. aferami gospodarczymi.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/49229,Aleksander-G_-oskarzony-w-sprawie-zabojstwa-Jaroslawa-Zietary

29-06-2015, 10:40

Sąd umorzył sprawę prowokacji dziennikarskiej “7 Dni Kalisza”  »

Press
(JJ)
29-06-2015

Sąd Okręgowy w Kaliszu umorzył postępowanie w sprawie byłej dziennikarki tygodnika “7 Dni Kalisza” Ewy Bąkowskiej, która w wyniku prowokacji dziennikarskiej ujawniła dwa lata temu, że 35-letnia nauczycielka zaszła w ciążę z 14-letnim uczniem.

Sąd Okręgowy podtrzymał wyrok Sądu Rejonowego, który w lutym br. uznał winną Ewę Bąkowską, dziennikarkę tygodnika “7 Dni Kalisza” – ale warunkowo umorzył postępowanie. Chodzi o sprawę z 2013 roku, gdy Bąkowska opisała przypadek pedofilii w podkaliskim gimnazjum: nauczycielka zaszła w ciążę z młodszym o 21 lat, wówczas 14-letnim uczniem. Dziennikarka w rozmowie z nauczycielką podała się za psycholożkę. Za tę nieetyczną prowokację SDP przyznało jej tytuł Hieny Roku. Niedawno sprawę przypomniała także “Gazeta Wyborcza” w swoim cyklu “Osaczeni przez tabloidy”. “Dziennikarka miała poważne argumenty, aby opisać tę historię. Ale nie miała prawa wcielać się w rolę psychoterapeutki! Nie wolno w ten sposób oszukiwać swoich rozmówców. Oni wierzyli, że rozmawiają z osobą, która z racji swojej funkcji jest zobowiązana do tajemnicy i ma im pomóc niezależnie od tego, jak bardzo są winni” – napisała Dominika Wielowieyska

- Działałam w interesie społecznym. Kobieta, która dopuściła się kontaktów seksualnych z nieletnim i jest nauczycielką, nie powinna nadal wykonywać tego zawodu. Gdybym przedstawiła się jako dziennikarka, nikt nie udzieliłby mi żadnych informacji – tłumaczyła się nam Ewa Bąkowska.

Prokuratura wytoczyła sprawę karną nauczycielce i dziennikarce. Sąd Rejonowy w Kaliszu obie potraktował łagodnie. Przed rokiem nauczycielkę skazał na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata z trzyletnim zakazem wykonywania zawodu. W lutym br. ten sam sąd uznał dziennikarkę winną złamania Ustawy o prawie prasowym, ale warunkowo umorzył postępowanie na okres roku próby, nakazując wpłatę 500 zł na fundusz pomocy poszkodowanym w wypadkach. Decyzję o umorzeniu sąd uzasadniał nieznaczną szkodliwością społeczną czynu dziennikarki. Od wyroku odwołał się oskarżyciel posiłkowy, czyli opisana nauczycielka. Po pomyślnej dla Ewy Bąkowskiej decyzji sądu apelacyjnego pełnomocnik nauczycielki zapowiedział odwołanie do Sądu Najwyższego i kasację niekorzystnego wyroku oraz pozew cywilny o odszkodowanie za naruszenie dóbr osobistych.

Była nauczycielka matematyki i fizyki ze swoim byłym uczniem Patrykiem (ma teraz 17 lat) wychowują wspólnie ich dwuletnią córkę Lenkę. Mieszkają w Kaliszu. Patryk uczy się w technikum, ona pomaga mu w nauce i opiekuje się córką. Ewa Bąkowska jest obecnie zastępcą wójta gminy Żelazków.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/49222,Sad-umorzyl-sprawe-prowokacji-dziennikarskiej-7-Dni-Kalisza?target=pressletter&uid=556