Prokuratura jest pewna: Aleksander Gawronik zlecił w 1992 r. porwanie i zabójstwo dziennikarza Jarosława Ziętary.
Po czterech latach krakowska prokuratura skierowała wczoraj do sądu akt oskarżenia. Gawronik, były senator i biznesmen, na początku lat 90. jeden z najbogatszych Polaków, ma odpowiadać za nakłanianie ochroniarzy holdingu Elektromis do zamordowania reportera “Gazety Poznańskiej” Jarosława Ziętary.

Aleksander Gawronik nie przyznaje się do winy
Akta sprawy mają 51 tomów, a sam akt oskarżenia – 100 stron. “Wyborcza” dotarła do tego dokumentu. W zeznaniach obciążających Gawronika (zgadza się na publikację nazwiska) poruszająca jest relacja przestępcy Krzysztofa Ł. W 2002 r. Gawronik siedział razem z nim w katowickim areszcie podejrzany o przestępstwa gospodarcze. Senator ufał współwięźniowi, bo ten obronił go przed pobiciem na więziennym spacerniaku. Opowiadając, jak w latach 90. “rządził” w Poznaniu, Gawronik wspomniał o zabiciu Ziętary, którego nazywał “pismakiem” albo “żydkiem”.
Relacja świadka: „Pracownicy ochrony Elektromisu wspólnie z rosyjskojęzycznym mężczyzną, którego Gawronik zawsze określał jako » dżentelmena ze wschodu «” uprowadzili » żydka «spod sklepu i przewieźli do magazynów firmy Elektromis. Tam przez kilka dni miał być bity i torturowany, a następnie zamordowany. Gawronik stwierdził, że na dowód wykonanej roboty ochroniarze przywieźli mu jakieś dokumenty należące do dziennikarza, które były pokryte krwią, a w ich środku były skrzepy krwi. Dziennikarz przed śmiercią miał wyjawić całą wiedzę, jaką posiadał na temat nielegalnych interesów Gawronika i jego przyjaciół. Gawronik wielokrotnie podkreślał zadowolenie z podjęcia słusznej decyzji o zlikwidowaniu dziennikarza, który najbardziej zagrażał różnym osobom zatrudnionym w różnych urzędach, które współpracowały z nim i z jego wspólnikami”.
Weryfikując te zeznania, prokurator Piotr Kosmaty prowadzący podjęte w 2011 r. śledztwo ustalił, że jedynym dokumentem brakującym w rzeczach po Ziętarze jest książeczka wojskowa, którą dziennikarz nosił przy sobie. Przypuszcza, że zakrwawiony “dowód” to właśnie ta książeczka.
“Nie poddałem się…”
Ziętara, 24-letni reporter “Gazety Poznańskiej”, zaginął 1 września 1992 r., gdy rano wyszedł do pracy. Poznańska policja nie wierzyła w jego uprowadzenie. Przez lata była przywiązana do wersji, że Ziętara sam postanowił zniknąć. Poznańska prokuratura dwa razy umarzała śledztwo. Kosmaty przejął je cztery lata temu. Wznowiono je po interwencjach środowiska dziennikarskiego i przyjaciół Ziętary.
Sprawę Gawronika prokurator Kosmaty wyłączył z całego śledztwa badającego porwanie i śmierć dziennikarza. Nadal prowadzi postępowanie przeciwko Dariuszowi L., ps. “Lala”, i Mirosławowi R., ps. “Ryba”, dwóm ochroniarzom Elektromisu, którzy mieli brać udział w uprowadzeniu i zabójstwie Ziętary.
Zdaniem prokuratury scenariusz zbrodni był następujący: w czerwcu 1992 r. Gawronik zlecił zlikwidowanie dziennikarza. Porwali go ochroniarze Elektromisu oraz rosyjski goryl Gawronika. Po kilku dniach tortur Rosjanin wykonał wyrok, a ciało zostało ukryte. Do dziś go nie znaleziono. Prokuratura twierdzi, że w 2012 r. szczątki mogły zostać rozpuszczone w “substancji chemicznej”.
Dlaczego Ziętara? Bo badał nielegalne interesy Elektromisu i Gawronika. Ziętara rozpracowywał m.in. sprawę przemytu z Niemiec spirytusu Royal, który miał potem rozprowadzać Elektromis. Dziennikarz znał nazwiska skorumpowanych celników i robił zdjęcia tirom kursującym między granicą a magazynami firmy. Raz został pobity przez strażników Elektromisu, ale mimo to nie odpuszczał. Wtedy zapadła decyzja o porwaniu i zabójstwie.
Przełom w śledztwie nastąpił pod koniec 2014 r. Wtedy Kosmaty zatrzymał Gawronika oraz wspomnianych ochroniarzy i postawił im zarzuty. Jednak potem część świadków zaczęła się wycofywać z zeznań. Podejrzewano, że zostali zastraszeni lub przekupieni. Podejrzani po kilku tygodniach wyszli na wolność, a sprawie groziło umorzenie. – Nie poddałem się – mówi nam Kosmaty.
Świadkowie bezpośredni
Teraz z aktu oskarżenia wynika, że mimo odwołania zeznań przez dwóch świadków zlecania zabójstwa prokuratura uznaje ich relację złożoną w wcześniej w śledztwie za wiarygodną. Bo podawali takie szczegóły, których nie mogli zmyślić.
Pierwszy to Maciej B., ps. “Baryła”, który odsiaduje wyrok za zabicie policjanta. To od jego zeznań praktycznie zaczęło się nowe postępowanie. Pisaliśmy o nich w “Wyborczej”.
“Baryła” osobiście słyszał, jak przed siedzibą Elektromisu Gawronik rozmawia z szefem holdingu Mariuszem Świtalskim o tym, że “Ziętara wp… się w ich interesy, jest niebezpieczny i trzeba go zlikwidować”. Gdy Gawronik usłyszał od jednego z ochroniarzy, że „sprawa jest załatwiona i » Baryła «” da Ziętarze porządny oklep”, zdenerwował się i powiedział: “Jaki oklep? On ma być skutecznie zlikwidowany”. Jak zeznał “Baryła”: “Gawronik mówił, że tak nienawidzi Ziętary, że sam by go zamordował”.
Drugi świadek to Marek Z., w latach 90. szef ochrony Świtalskiego. On spotkanie przed firmą wspomina tak: “Widziałem, jak Gawronik, przyjeżdżając do Mariusza Świtalskiego, był wk…y i mówił, że Ziętara musi być zlikwidowany. Byłem świadkiem takiej rozmowy, potem widziałem, jak Gawronik i Świtalski weszli razem do budynku”. W pewnym momencie Marek Z. dokładnie powtarza fragment relacji “Baryły”. Też mówi o oburzeniu Gawronika na sugestię, że dziennikarz ma być “tylko” pobity. “Jaki wpier.., on ma zniknąć. Czy ja mam was uczyć roboty?” – relacjonuje świadek. Według niego Gawronik stwierdził też, że “jeśli my nie chcemy załatwić Ziętary, to zrobią to jego ludzie”.
Marek Z. opisał też, jak po zniknięciu dziennikarza, udając policjanta z ekipy poszukiwawczej, przeszukał biurko Ziętary w redakcji, by ukryć “niebezpieczne materiały” zebrane do artykułów.
W spotkaniu z czerwca 1992 r. brało udział siedem osób. Dwie mówią, że Gawronik zlecił porwanie i zabójstwo. Trzech pozostałych uczestników nie żyje. Gawronik i Świtalski zaprzeczają.
“Masa” i Urban
Gawronika – oprócz świadków bezpośrednich – obciąża też Krzysztof Ł. W różnych okolicznościach były senator miał się im chwalić “uciszeniem” Ziętary. Jest wśród nich Jarosław Sokołowski, ps. “Masa”, jeden z bossów gangu pruszkowskiego, potem słynny świadek koronny. “Masa” w latach 90. robił z Gawronikiem interesy w ramach spółki Italmark. Gdy opowiedział senatorowi, że ma problemy z mediami, ten miał stwierdzić, że “może to załatwić, bo jest specjalistą od uciszania prasy”.
Kolejny świadek, któremu Gawronik mówił o zabiciu Ziętary, ma w śledztwie status “incognito” i kryptonim “00-7″ (jego tożsamość jest utajniona). Też siedział w areszcie z senatorem. Ten zaś “chwalił się, że swego czasu w Poznaniu był tak mocny, że jeśli ktoś mu przeszkadzał, to na jego polecenie była szybka reakcja i nie było problemu. Tak było z tym dziennikarzem Ziętarą”.
Ostatni świadek to Paweł B. – tak jak “Masa” świadek koronny, który brał udział w spotkaniu, na którym Gawronik “nalegał, by definitywnie zakończyć sprawę Ziętary i się go pozbyć”.
Oprócz “Masy” w śledztwie zeznawał też Jerzy Urban, naczelny tygodnika “Nie”. Prokurator Kosmaty wezwał go, by opisał stopień zażyłości Gawronika ze Świtalskim. Ten ostatni finansował powstanie tygodnika.
Urban mówił o wakacjach, które w latach 90. spędzili w trójkę. Relacje Gawronik – Świtalski są dzisiaj trudne do odtworzenia. Kilku świadków – dawnych pracowników Elektromisu – mówi, że Gawronik był u Świtalskiego bardzo częstym gościem. Ale np. dawny rzecznik Świtalskiego twierdzi, że ten “nisko oceniał Gawronika jako człowieka”.
Sam Świtalski kilka miesięcy temu udzielił wywiadu “Głosowi Wielkopolskiemu”. Wyparł się znajomości z Gawronikiem. Piotr Sokołowski, jeden z adwokatów Gawronika, podkreśla, że jego klient nie przyznaje się do winy. Ale do relacji świadków nie chce się teraz odnosić. Sam Gawronik po wyjściu z aresztu mówił o Ziętarze: “Pamiętajcie: ten człowiek wyszedł z domu. Tysiące ludzi wychodzą z domów i nie wracają”.