Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

03-07-2015, 08:31

Lisiecki: pozwy Durczoka marketingowe, na podsłuchach “Wprost” stracił 15 mln zł  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
03-07-2015

Michał M. Lisiecki, wydawca tygodników “Wprost” i “Do Rzeczy” uważa, że Kamil Durczok ma nikłe szanse na uzyskanie od “Wprost” 9 mln zł odszkodowania. Tygodnik na ujawnieniu afery podsłuchowej stracił według Lisieckiego 15 mln zł z powodu późniejszych spadków sprzedaży i utraty reklamodawców.

Michał M. Lisiecki - prezes PMPG Polskie Media

W wywiadzie dla programu “Więc jak” w Superstacji i „Super Expressu” Michał M. Lisiecki ocenił, że proces wytoczony wydawcy i byłym dziennikarzom “Wprost” przez Kamila Durczoka to “pozew typowo marketingowy, PR-owski”. Były redaktor naczelny “Faktów” TVN za artykuły zarzucające mu molestowanie podwładnych w dwóch pozwach cywilnych domaga się w sumie 9 mln zł odszkodowania, złożył też prywatny akt oskarżenia z art. 212 kodeksu karnego przeciw byłemu redaktorowi naczelnemu tygodnika Sylwestrowi Latkowskiemu.

Zdaniem Lisieckiego Durczok ma niewielkie szanse na uzyskanie tak dużego odszkodowania. Wydawca przypomniał historię procesu wytoczonego przed laty tygodnikowi w Stanach Zjednoczonych przez mieszkającą tam córkę Włodzimierza Cimoszewicza. Amerykański sąd przyznał jej 5 mln dolarów odszkodowania, natomiast polskie sądy odmawiały nadania klauzuli wykonalności tego wyroku, a Sąd Najwyższy w 2013 roku orzekł, że polskie prawo w ogóle nie przewiduje tego typu odszkodowania. W konsekwencji córa Cimoszewicza otrzymała tylko 50 tys. dolarów.

- Sąd Najwyższy jasno się wypowiedział, że kara dla gazety może być uciążliwa, ale zgodnie z polskim prawem nie może jej zbankrutować, zniszczyć. Taką logiką należy się kierować, pisząc również pozwy – ocenił Michał M. Lisiecki.

- Tutaj raczej należałoby rozmawiać o winie pana Durczoka i tym, czy “Wprost” miał prawo pisać i obnażać to. Oglądałem dokumentację redakcji dotyczącą pana Kamila Durczoka, dział prawny wydał opinię, że pozwala ona bronić się w przypadku ewentualnego pozwu – stwierdził wydawca. – Molestowanie, o którym była mowa w przypadku Durczoka, jest bardzo szerokim pojęciem. Czasami jest tak, że on ze swoją siłą, posiadanym stanowiskiem, osobowością nawet przyjmijmy, że nieświadomie molestował, niech będzie że słownie, osoby, konkretne kobiety, które poczuły się urażone. To jest fakt oczywisty i myślę, że wyjdzie w zeznaniach – dodał.

Lisiecki ocenił, że publikacje o Kamilu Durczoku i aferze podsłuchowej, mimo że przynosiły krótkotrwale bardzo duże wzrosty sprzedaży “Wprost”, nie były korzystne biznesowo dla tygodnika. – To się nie opłacało w najmniejszym stopniu. Te peaki sprzedaży są niczym wobec cotygodniowej średniej z całego roku. A czytelnik nie lubi aż takiej agresywności. Trochę zmienił nam się profil czytelnika, zaczęliśmy konkurować z “Faktem” i “Super Expressem” – stwierdził.

Według niego ujawnienie przez “Wprost” afery podsłuchowej spowodowało stratę 15 mln zł z powodu niższych przychodów reklamowych i wyższych kosztów prawnych. – Nie chodzi o reklamy rządowe, bo ich nie jest tak dużo. Natomiast spółki skarbu państwa nie przedłużyły pewnych kontraktów. W ogóle tak agresywne dziennikarstwo powoduje, że reklamodawca woli się na chwilę odsunąć – wyjaśnił Lisiecki.

Wydawca “Wprost” podkreślił, że zwolnienie wiosną br. z funkcji naczelnego tygodnika Sylwestra Latkowskiego (zaraz potem odeszła grupa dziennikarzy, w połowie czerwca razem uruchomili serwis Kulisy24.com) wynikało wyłącznie z przyczyn ekonomicznych. – Sylwek był bardzo dobrym dziennikarzem, ale nie potrafił przestawić gazety na inną potrzebę. Poprzedni trend się nie sprawdził, spadło nam znacząco czytelnictwo – tłumaczył.

W kwietniu ub.r. „Wprost”, redagowany już przez nowych dziennikarzy pod kierownictwem Tomasza Wróblewskiego, notował średnią sprzedaż wynoszącą 36 935 egz. (według ZKDP).

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/lisiecki-pozwy-durczoka-marketingowe-na-podsluchach-wprost-stracil-15-mln-zl

03-07-2015, 07:00

TVN z niezmienionym zarządem i formatami od Scripps, nie dla sportu i Netflixa  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Tomasz Wojtas
03-07-2015

Scripps Networks Interactive po sfinalizowaniu przejęcia TVN nie zamierza zmieniać składu zarządu spółki ani wprowadzać szybko swoich amerykańskich produkcji i kanałów do jej oferty. Pojawią się za to polskie adaptacje formatów Scripps. – Trzymamy się z daleka od sportu, a Netflix to obecnie konkurent dla wszystkich – ocenia w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Joe NeCastro, dyrektor ds. rozwoju w SNI.

W czwartek poinformowano o sfinalizowaniu kupna 52,7 proc. akcji Grupy TVN od Grupy ITI i Grupy Canal+ przez Scripps Networks Interactive. Amerykańska firma kupiła je za 584 mln euro poprzez swoją brytyjską spółką zależną Southbank Media Ltd. Przejęła też zadłużenie Grupy TVN wynoszące w sumie 856 mln euro. Transakcję ogłoszono w marcu, a przeprowadzono po uzyskaniu zgód polskiego i irlandzkiego urzędu antymonopolowego.

Jednocześnie z finalizacją przejęcia TVN nastąpiły roszady w radzie nadzorczej spółki. Odeszli z niej m.in. Bruno Valsangiacomo, Aldona Wejchert i Piotr Walter, a wśród nowych członków jest trzech menedżerów Scripps Networks Interactive: prezes Jim Samples, dyrektor ds. rozwoju Joe NeCastro oraz dyrektor ds. prawnych Cynthia Gibson.

Joe NeCastro – dyrektor ds. rozwoju Scripps Networks Interactive

O planach Scripps Networks Interactive wobec TVN portal Wirtualnemedia.pl rozmawia z Joe’em NeCastro


Tomasz Wojtas: Scripps Networks Interactive ma już formalnie 52,7 proc. udziałów TVN. Dlaczego chcecie dokupić resztę akcji spółki z giełdy?

Joe NeCastro: Jesteśmy zobowiązani prawnie do dokupienia z giełdy tylu akcji, żeby mieć ich co najmniej 66 proc. Zamierzamy pozyskać wszystkie z dwóch powodów. Bardzo skomplikowane jest zarządzanie firmą notowaną na dwóch giełdach i starającą się zadowolić akcjonariuszy z dwóch rynków kapitałowych. A akcje Scripps Networks Interactive są obecne na giełdzie nowojorskiej. Musielibyśmy koordynować wypełnianie obowiązków informacyjnych dwóch spółek giełdowych, chociażby publikowania okresowych raportów finansowych. A to sporo dodatkowej pracy dla dodatkowych pracowników. Prawdopodobieństwo popełnienia błędu, zrobienia czegoś niezgodnie z harmonogramem jest większe. Nie potrzebujemy dostępu do dwóch rynków kapitałowych. Naszym zdaniem obecność na dwóch giełdach daje niewiele korzyści.

Druga przyczyna jest związana z relacjami z naszymi interesariuszami. Nie chcemy, żeby zastanawiali się, jakie mogą być raportowane wyniki finansowe TVN, wahania z kwartału na kwartał w porównaniu z prognozami i tak dalej. Wolimy zajmować się tym w obrębie korporacyjnym.

Dla nas to oczywiste, żeby pozwolić Markusowi (Markus Tellenbach to prezes TVN – przyp.red.) i jego zespołowi opracowywać i realizować długoterminową strategię, a nie martwić się o kwartalne wyniki finansowe.

Kiedy ogłosicie wezwanie na zakup akcji TVN i jaką cenę zaoferujecie?

Mamy na to 90 dni od finalizacji zakupu TVN. Staramy się ogłosić ofertę raczej wcześniej niż później w tym terminie. Nie wyznaczyliśmy jeszcze konkretnej daty. Nie ujawniamy też ceny, którą zaproponujemy inwestorom.

Ogłosicie wezwanie w wakacje czy już po?

Prawdopodobnie po, nie chcemy tego robić w czasie wakacji.

A co z 25 proc. akcji Grupy Onet, które należą do Grupy TVN? Dwa miesiące temu Markus Tellenbach powiedział, że firma nie zamierza ich sprzedawać.

Powiedziałbym raczej, że podaliśmy, że nie ma planu szybkiej sprzedaży tych udziałów. Teraz, kiedy sfinalizowaliśmy kupno TVN, zamierzamy przeanalizować i zaktualizować strategię działania głównej części firmy, a później przyjrzeć się inwestycjom zewnętrznym, takim jak ta w Onet, i zdecydować, czy zostajemy w nich czy wychodzimy. W najbliższym czasie nie mamy zamiaru wycofywać się z Onetu.

Ale nie jesteście też zdecydowani, żeby zachować te udziały?

To cały czas otwarta kwestia.

Co planujecie zrobić z udziałami w platformie nc+?

To dla nas bardziej angażująca i strategiczna inwestycja niż Onet, ponieważ łączą nas z Grupą Canal+ zdecydowanie bliższe relacje biznesowe. Rozmawialiśmy z nimi w czasie procesu zakupu TVN, bo to przecież od Canal+ kupiliśmy część udziałów spółki.

Chcielibyśmy, żeby nasze relacje trwały dalej. A czy długoterminowo? To zależy od naszej strategii, od tego czy dojdziemy do wniosku, że lepiej zainwestować pieniądze gdzie indziej. Ale na chwile obecną nie planujemy zmian. Układa nam się współpraca z ich kadrą zarządzającą. Mieli w ostatnich latach trudniejsze momenty, ale pracują nad polepszeniem swojej pozycji i myślę, że im się uda.

Kiedy i jakie zmiany nastąpią w zarządzie TVN?

Nie zamierzamy przeprowadzać żadnych zmian w zarządzie.

Dlaczego? Jesteście nowymi właścicielami spółki, nie chcecie wprowadzić do jej zarządu swoich menedżerów?

Jesteśmy właścicielami, ale skoro zarządzający TVN-em osiągają sukcesy, to tak samo jak innym menedżerom w Scripps ufamy im i pozwalamy kierować spółką. Zachowamy w tym przypadku takie same standardy jak w innych naszych przedsięwzięciach. Zarząd TVN osiągał znakomite wyniki, a jedną z rzeczy, których nie należy robić, jest zmienianie czegoś, co świetnie działa. Więc nie planujemy żadnych zmian w zarządzie. Będzie za to trzech przedstawicieli Scripps  w radzie nadzorczej TVN.

Więc za rok zarząd będzie miał identyczny skład jak teraz?

Wszystkiego nie można przewidzieć. Jeśli Markus przyjdzie do mnie i powie, że chce przeprowadzić zmianę, rozważymy to, tak jak zresztą każdą inną decyzję.

A co z ofertą programową TVN? Scripps Networks Interactive ma w USA bogate portfolio kanałów i programów, głównie lifestylowych? W jakim stopniu zamierzacie wprowadzić je do TVN?

Na pewno nie zamierzamy ogłosić menedżerom programowym TVN: “Biblioteka produkcji Scripps Networks Interactive jest otwarta, bierzcie co chcecie i próbujcie, czy sprawdzi się w kanałach TVN”. Chcemy, żeby TVN korzystał z naszych formatów, ale produkował ich wersje w Polsce, z tutejszymi prowadzącymi i uczestnikami. Efekty powinniśmy obejrzeć na ekranach na początku przyszłego roku.

Nie planujemy rebrandingu żadnego z kanałów TVN, nie będziemy też nalegać na ich szefów, żeby wprowadzali do ramówek amerykańskie produkcje Scripps. Chodzi o to, żeby wybrać to, co zadziała w Polsce. Nasze portfolio w USA traktujemy bardziej jako źródło pomysłów, z którego można czerpać przewagi na polskim rynku.

Czyli programy rodem ze Scripps Networks Interactive nie pojawią się w kanałach TVN już jesienią?

Do jesieni nie zdążymy, to stanie się wiosną przyszłego roku.

Czyli pewnie nie planujecie rychłego startu amerykańskich kanałów Scripps Networks Interactive w Polsce?

Jeśli w którymś momencie Markus uzna, że określony kanał osiąga za słabe wyniki i lepiej żeby zmienił profil, na przykład skupił się na żywności i kulinariach, wtedy wolelibyśmy jako nowej nazwy użyć którejś z naszych dotychczasowych marek. Ale powtórzę: wszystko będzie zależeć od tego, co działa tutaj, co jest najbardziej odpowiednie na polskim rynku, a nie wynikać z jakiegoś naszego planu rebrandingowego.

Obecne portfolio tematyczne kanałów TVN to głównie informacje, lifestyle, rozrywka oraz filmy i seriale. Będą w nim jakieś zmiany?

Na razie nie mamy jeszcze odpowiedzi na to pytanie. Dwa kanały zostały uruchomione niedawno (TVN Fabuła i TVN Meteo Active – przyp.red.) i musimy zobaczyć, jak sobie poradzą na rynku. Bardzo duże znaczenie przykładamy do treści informacyjnych, w kanałach informacyjnych na pewno nie będziemy nic zmieniać. Bardzo dobre udziały w rynku osiąga kanał TVN, głównie dzięki treściom rozrywkowym. Podoba nam się obecny miks kanałów TVN, między innymi dlatego że jest różnorodny.

Mamy już doświadczenie we wprowadzaniu kanałów na polski rynek – Food Network i Travel Channel uruchomionych tutaj wspólnie z Polsatem. Chcielibyśmy mieć w Polsce więcej stacji z naszego amerykańskiego portfolio, ale tylko jeśli otrzymają odpowiednią dystrybucję i osiągną satysfakcjonującą oglądalność. Na razie mocno ich nie potrzebujemy w świetnie sobie radzącej ofercie TVN.

Współpraca z Telewizją Polsat przy dystrybucji tych dwóch kanałów będzie kontynuowana?

Tak. Oczywiście odbyliśmy szereg spotkań z przedstawicielami Polsatu od ogłoszenia przez nas kupna TVN. Obie strony są zadowolone ze współpracy.

Teraz TVN ma 13 kanałów telewizyjnych. Ile będzie mieć za rok?

Nie wiem, nie chciałbym zgadywać. Na pewno nie mniej niż teraz.

Chcecie uruchamiać w Polsce kanały lifestylowe o konkretniejszej tematyce niż obecne stacje TVN: TVN Style dla kobiet i TVN Turbo dla mężczyzn?

Trudno nam ocenić, czy jest na nie zapotrzebowanie, bo dopiero co przyjechaliśmy do Polski. Lepiej zacząć od wprowadzenia różnych programów do istniejących kanałów, a jeśli wzbudzą zainteresowanie, osiągną odpowiednią widownię, możemy myśleć o uruchomieniu z nimi osobnego kanału. Jak to mówimy: najpierw trzeba nauczyć się chodzić, potem biegać.

Wydaje nam się, że w Polsce jest zapotrzebowanie na nasze produkcje lifestylowe. Sugerują to niektóre wskaźniki: odpowiedni wzrost gospodarczy, rozwijająca się klasa średnia, wysoki poziom wykształcenia. W takiej sytuacji treści lifestylowe powinny być atrakcyjne.

Jesteście zainteresowani tematyką sportową, tworzeniem stacji sportowych? TVN miał taki kilkuletni okres, kiedy na platformie n działały kanały nSport?

Powinien pan o to zapytać Discovery, o to jak się wydaje 1,3 mld euro na prawa do transmitowania igrzysk olimpijskich (uśmiech). Trzymaliśmy się jak dotąd z dala od sportu, przede wszystkim dlatego że ceny praw do transmisji rosną gwałtownie. Każdego roku podpisywane są rekordowo wysokie kontrakty. To gra dla wielkich koncernów.

A prawdę mówiąc, ciężko jest zarobić na pokazywaniu sportu. Nadawca kupuje prawa do rozgrywek sportowych, licząc, że przyciągną one widzów także do pozostałej części ramówki. W większości przypadków tak się nie dzieje. Trudno racjonalnie uzasadnić tak wysokie ceny praw do transmisji.

W Polsce nc+ co prawda właśnie kupił prawa do pokazywania ligi piłkarskiej przez cztery lata, ale taka jest ich strategia programowa: sport i filmy. TVN tak nie robi i nie będzie robić. Scripps też tak nie postępuje ani w Stanach, ani na innych rynkach. Zostawiamy wielkich graczy, żeby walczyli o prawa sportowe, my staramy się robić jak najlepiej swoje.

Chcecie rozwijać się w internecie poza swoimi dotychczasowymi głównymi kategoriami, czyli VoD (przede wszystkim darmowe treści na Player.pl) i informacje (głównie na TVN24.pl)?

Działamy według schematu: produkowanie wysokiej jakości treści i dystrybuowanie ich we wszystkich możliwych kanałach komunikacji, a internet jest jednym z najważniejszych. Jako Scripps nie przychodzimy z konkretnym planem działania w internecie, mamy za to doświadczenia z innych rynków. Zdajemy się na Markusa i jego zespół, wspieramy ich naszym obiektywnym oglądem.

Na pewno skupiamy się na Player.pl i podobnych projektach, w których nadal mając kontrolę nad swoim kontentem, udostępniamy go na nowej platformie i zarabiamy na tym. Zwracamy też uwagę na internet mobilny, który jest dla nas coraz istotniejszy, tak zresztą jak dla całego rynku mediów.

Na Player.pl jakiś czas temu pojawiły się treści od innych producentów i nadawców, natomiast produkcje TVN są nadal wyłącznie w tym serwisie. Planujecie zacząć sprzedawać je innym dostawcom usług VoD?

Zależy od konkretnego przypadku, chociażby tego, co otrzymamy w zamian. Na pewno nie udostępnimy je Netflixowi i innym podobnym serwisom, bo dla nas nie ma to sensu. Na pewno nie będziemy kierować się osiągnięciem jednorazowego, krótkoterminowego zarobku. Własne treści trzeba dystrybuować ostrożnie i mądrze.

Dlaczego nie chcecie współpracować z serwisami takimi jak Netflix? To nie bezpośredni konkurenci telewizyjni TVN-u, tak jak Polsat z Iplą?

Zgodziłbym się z pana stwierdzeniem dwa lata temu, ale teraz już nie. Uważam, że Netflix jest konkurentem dla wszystkich. A to dlatego, że każdy ma ograniczoną ilość czasu, żeby oglądać wideo. Jeśli twoim pierwszym źródłem wideo jest Netflix, a na niektórych rynkach użytkownicy mają już takie przyzwyczajenie, to tracą na tym inne podmioty z segmentu wideo.

W USA niektórzy nadawcy udostępnili zbyt wiele materiałów na Netflixie, w efekcie przyczynili się do spadku swoich wyników oglądalności. Jako Scripps udostępniliśmy poprzez Netflix część naszych produkcji, ale bardzo małą i nie tę najatrakcyjniejszą.

A co z raczkującym w TVN e-commerce i działającym od lat kanałem telezakupowym Mango?

Scripps ma pewne doświadczenie z telesprzedażą, ale nie tak dobre jak TVN z Mango. To od konkretnej firmy zależy, jakie wyniki osiąga taka działalność, ponieważ nie jest ona formą telewizji, ale handlu – tyle że realizowanego poprzez ekran telewizyjny i telefon, a nie bezpośrednio ani w internecie. A handel niekoniecznie pasuje do naszych innych działalności. Więc kluczowe jest pytanie, czy taka działalność osiąga satysfakcjonujące wyniki i ma przed sobą dobre perspektywy.

Będą znaczące zmiany w stanie zatrudnienia w TVN? Planujecie uszczuplić zespół, a może zatrudnić sporo nowych osób?

Nie, w żadnym wypadku. Nie mamy w planach połączenia TVN z inną firmą, a ostatnią rzeczą, o której byśmy pomyśleli, jest transferowanie menedżerów z innych krajów. Uważamy, że obecnie jest świetna okazja, by robić więcej rzeczy i rosnąć, a nie kurczyć się.

Najważniejsze zadania, cele na najbliższych kilka miesięcy?

Najpilniejsze cele to skupić się z całym zespołem zarządzającym na prowadzeniu firmy i odświeżyć jej strategię. Ogólnie chodzi o wypracowanie jak najlepszej pozycji na zmiany w mediach i komunikacji. Dzisiaj każdy korzysta z mediów inaczej. To największe wyzwanie dla mediów, żeby mieć dalej znacznie na wszystkich platformach komunikacji i w różnych segmentach rynku. Zwłaszcza jeśli zarządza siecią kanałów z treściami rozrywkowymi.

A konkretniej? Skup akcji TVN z giełdy?

Tak, to jest teraz absolutnie najważniejsze zadanie.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tvn-z-niezmienionym-zarzadem-i-formatami-od-scripps-nie-dla-sportu-i-netflixa-wywiad

02-07-2015, 21:49

Obiektywnie Śląskie  »

TVP Katowice
02-07-2015

Stowarzyszenie Projekt Śląsk już po raz szósty organizuje konkursu na najlepsze fotoreportaże, filmy i fotokasty o Śląsku “Obiektywnie Śląskie”.

Minione edycje konkursu wyłoniły niezwykle ciekawe i oryginalne prezentacje Śląska, zarówno tego tradycyjnego, z jego wartościami, dziedzictwem kulturowym, jak i Śląska ulegającego zmianom, inspirującego i nowoczesnego.

Motywem przewodnim tegorocznej edycji jest hasło: „W poszukiwaniu tożsamości”, którym chcemy nawiązać do historii regionu, historii rodzinnych, naszych korzeni – tego wszystkiego co nas ukształtowało, a także tego, co kształtuje nas obecnie, co świadczy o wyjątkowości i różnorodności województwa śląskiego.

Uczestnicy konkursu dla wyrażenia tematu mogą posłużyć się :

Fotoreportażem: składającym się z od 3-7 zdjęć, lub/i Fotokastem oraz Filmem: maks. 2 minutowym.

Najlepsze prace tegorocznej edycji zostaną wybrane przez jurorów konkurs: Lecha Majewskiego (reżysera filmowego i teatralnego, pisarza, poetę i malarza), Adama Sikorę (operatora filmowego, reżysera, fotografa, malarza), Jacka Joostberensa (grafika, dr hab. sztuki, adiunkta w Katedrze Sztuk Pięknych i Użytkowych Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej) oraz prof. Antoniego Cygana (rektora Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach).

Tradycją konkursu jest, że przyznajemy również nagrodę publiczności, którą otrzyma fotoreportaż/fotokast lub film z najwyższą liczbą głosów – „kliknięć”.

Więcej informacji o konkursie oraz regulamin znajdą Państwo na stronie: www.obiektywnieslaskie.pl

CZAS TRWANIA KONKURSU: 1.07- 15.09 2015

FINAŁ: 18.10.2015

Całość: http://katowice.tvp.pl/20707479/obiektywnie-slaskie

02-07-2015, 10:48

“Gazeta Polska” ukarana za podanie nazwisk dokumentalistów PKF w filmie o Smoleńsku  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
02-07-2015

Wydawca “Gazety Polskiej” ma zamieścić przeprosiny w “Rzeczpospolitej” i zapłacić po 30 tys. zł odszkodowania Janowi Strękowskiemu i Pawłowi Banasiakowi, autorom Polskiej Kroniki Filmowej, za podanie ich nazwisk na okładce i w napisach końcowych dołączonego do tygodnika filmu dokumentalnego “Córka” o katastrofie smoleńskiej – orzekł Sąd Okręgowy w Warszawie. – Wyrok jest skandaliczny, odwołamy się do niego i zwrócimy do instytucji międzynarodowych – zapowiada Tomasz Sakiewicz, naczelny “GP”.

Tomasz Sakiewicz

“Córka” w reżyserii Marii Dłużewskiej, opowiadająca o pierwszych dniach po katastrofie smoleńskiej z perspektywy Marty Kaczyńskiej, została dołączona do numeru „Gazety Polskiej”, który ukazał się 11 czerwca 2012 roku. W filmie wykorzystano archiwalny materiał Polskiej Kroniki Filmowej i według wydawcy “GP” zgodnie z umową w końcowych napisach znalazło się stwierdzenie: “W filmie wykorzystano materiały archiwalne Polskiej Kroniki Filmowej. Realizacja: Jan Strękowski, zdjęcia: Paweł Banasiak, dźwięk: Spas Hristov, współpraca: Mieszko Zieliński”. Ponadto na okładce płyty z filmem nazwiska autorów PKF umieszczono wśród osób pracujących przy realizacji filmu.

Jak poinformowała w czwartek “Gazeta Polska Codziennie”, Jan Strękowski i Paweł Banasiak ocenili, że podanie ich nazwisk w tym kontekście naruszyło ich dobra osobiste i podali wydawcę „Gazety Polskiej” do sądu. Argumentowali, że wymienienie ich wśród twórców filmu odebrało im niektóre możliwości zawodowe, ponieważ “GP” jest kojarzona z konkretną opcją polityczną. W konsekwencji m.in. nie otrzymali dofinansowania od Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej na film o Misiu Uszatku.

Rozpatrujący tę sprawę Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł we wtorek, że doszło do naruszenia dóbr Strękowskiego i Banasiaka i nakazał wydawcy “Gazety Polskiej” przeproszenie ich za to na łamach “Rzeczpospolitej” i wypłacenie po 30 tys. zł odszkodowania. – Sąd stwierdził, że rzeczywiście nasze poglądy mogą szkodzić wszystkim, którzy są wymieniani jako twórcy realizowanych przez nas filmów – opisuje portalowi Wirtualnemedia.pl Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny “GP”.

Wydawca tygodnika odwoła się od wyroku. – Chcemy też zwrócić się do instytucji międzynarodowych, organizacji broniących praw człowieka, ponieważ tak skandalicznego wyroku, oskarżenia III RP chyba jeszcze nie było – zapowiada w rozmowie z nami Sakiewicz. – Jeżeli powodzi twierdzą, że uczestnictwo w jakiejkolwiek formie w filmie “Córka” doprowadziło do tego, że pozbawiono ich kariery zawodowej, to jest to absurdalne i powinni oskarżyć III RP, a nie nas. To znaczy, że wolność słowa w Polsce jest całkowitą iluzją, a Rosja Putina jest przy nas wolnym, demokratycznym krajem – ocenia naczelny “GP”.

W kwietniu br. średnia sprzedaż ogółem “Gazety Polskiej” wynosiła 38 572 egz. (według danych ZKDP).

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/gazeta-polska-ukarana-za-podanie-nazwisk-dokumentalistow-pkf-w-filmie-o-smolensku

02-07-2015, 10:34

Z publicznej zbiórki SDP wspomogło Gmyza i Lisickiego kwotą 28 tys. zł  »

Press
(JM)
02-07-2015

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich opublikowało sprawozdanie z publicznej zbiórki pieniędzy, jaką prowadziło na pomoc prawną dla Cezarego Gmyza, Pawła Lisickiego i Tomasza Wróblewskiego. Zebrano ponad 28 tys. zł.

Według sprawozdania zebrano 28 848,13 zł – z tego 28 490,63 zł zostało przekazane na “koszty doradztwa prawnego oraz reprezentacji sądowej – dla dziennikarzy >>Do Rzeczy<- W ubiegłym roku kwota zebrana przez SDP pokryła moje wydatki praktycznie w 100 procentach. Niestety, pieniądze się skończyły, a trwa jeszcze cztery albo pięć procesów. W tym roku musiałem już wydać na nie około sześć tysięcy złotych – mówi Paweł Lisicki. – Chciałbym zauważyć, że to nie są indywidualne, prywatne sprawy, zarówno w moim przypadku jak i pana Gmyza dotyczą pracy dziennikarskiej – podkreśla redaktor naczelny “Tygodnika do Rzeczy”.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich prowadziło zbiórkę od 1 marca do 31 grudnia ub.r. “Dziennikarze ci – pozwani lub oskarżeni w postępowaniach sądowych dotyczących okresu ich pracy w wydawnictwach >>Rzeczpospolita<< i >>Uważam Rze<< – zostali pozbawieni opieki prawnej przez wydawcę” – można było przeczytać w informacji o publicznej zbiórce opublikowanej na stronie SDP.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/49263,Z-publicznej-zbiorki-SDP-wspomoglo-Gmyza-i-Lisickiego-kwota-28-tys_-zl?target=pressletter&uid=556

02-07-2015, 07:17

Komisja Etyki TVP: Tomasz Lis naruszył zasady etyki dziennikarskiej  »

Press
(RUT)
02-07-2015

Komisja Etyki Telewizji Polskiej uznała, że w programie “Tomasz Lis na żywo” w TVP 2 naruszono zasady etyki dziennikarskiej obowiązujące w telewizji publicznej.

Tomasz Lis

Chodzi o odcinek wyemitowany 18 maja, w którym prowadzący Tomasz Lis i zaproszony przez niego do studia aktor Tomasz Karolak z komitetu poparcia prezydenta Bronisława Komorowskiego krytykowali kandydata Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Andrzeja Dudę. Cytowali przy tym wpis na Twitterze, który miała umieścić córka polityka: “Tata mówi, że jak zostanie prezydentem, odda Oscara Amerykanom”. Okazało się jednak, że wpis pochodził z fałszywego konta.

Całą winę za tę wpadkę wzięła na siebie przed komisją etyki Barbara Hrybacz, wydawca programu. Z dokumentów komisji etyki wynika, że Hrybacz przyznała, iż “nie dołożyła należytej staranności”, gdyż podała prowadzącemu program wpis z konta na Twitterze, nie sprawdziwszy jego wiarygodności, co tłumaczyła “brakiem doświadczenia w korzystaniu z nowych mediów”. W orzeczeniu komisji czytamy jednak, że “nikła wiedza na temat mediów społecznościowych nie może być wytłumaczeniem dla braku rzetelności”. Komisja Etyki TVP stwierdziła też, że dyskusyjna była już sama obecność w studiu Tomasza Karolaka, “wyraźnie opowiadającego się za jednym z kandydatów”. W rezultacie komisja orzekła, że “autorzy programu naruszyli zasady etyki dziennikarskiej obowiązujące w TVP”, zgodnie z którymi “informacje przekazywane przez dziennikarza powinny być zrównoważone i dokładne, tak aby telewidz mógł odróżnić fakty od przypuszczeń i plotek”. W orzeczeniu podkreślono, że “publicystyka telewizyjna służy wprowadzaniu odbiorców do udziału w debacie publicznej”, a dziennikarza także w tej dziedzinie obowiązuje “postawa bezstronności”

Zgodnie z decyzją kierownictwa TVP 2 Barbara Hrybacz poniosła już konsekwencje finansowe wpadki z Twitterem. Dodatkowo, jak podaje komisja etyki, dyrekcja Dwójki i redakcja publicystyki odbyły “dyscyplinujące rozmowy” z Tomaszem Lisem.

Tomasz Lis nie odpowiedział nam, czy zgadza się z orzeczeniem komisji. Za podanie cytatu z fałszywego konta przeprosił Kingę Dudę jeszcze w dniu emisji programu. Nazajutrz ponowił przeprosiny w TVP Info, a telewizja przepraszała Andrzeja Dudę w głównym wydaniu “Wiadomości” 19 maja.

W czasie kampanii prezydenckiej kontrowersje wzbudził też program Jana Pospieszalskiego w TVP Info pt. “Bliżej”, w którym pojawił się sondaż z pytaniem, czy widzowie zagłosują na kandydata popieranego przez WSI. Komisja Etyki TVP nie badała jednak tej sprawy, ponieważ na audycję Pospieszalskiego nie wpłynęła żadna skarga.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/49268,Komisja-Etyki-TVP_-Tomasz-Lis-naruszyl-zasady-etyki-dziennikarskiej