Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

27-07-2015, 07:03

Agnieszka Odorowicz, Iwona Schymalla i Jakub Stefaniak dyrektorami generalnymi w TVP?  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
27-07-2015

We wtorek rada nadzorcza Telewizji Polskiej zastanowi się nad faworyzowaną przez KRRiT koncepcją jednoosobowego zarządu TVP. Jeśli taki wariant zostanie przyjęty to w spółce utworzone zostaną stanowiska dyrektorów generalnych. Zająć je mogą Agnieszka Odorowicz, Iwona Schymalla i Jakub Stefaniak – ustalił portal Wirtualnemedia.pl.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zatwierdziła rekomendowaną przez radę nadzorczą kandydaturę Janusza Daszczyńskiego na prezesa TVP, natomiast wnioski o powołanie do zarządu Wiesława Roli i Mariana Zalewskiego zostały odrzucone. KRRiT negatywnie oceniła przebieg konkursu, wskazując na ograniczenia w dostępie do dokumentacji. Regulator domagał się wglądu w aplikacje wszystkich kandydatów i za każdym razem spotykał się z odmową rady nadzorczej TVP. Członkom Krajowej Rady przekazano aplikacje rekomendowanej trójki oraz kopie nagrań z ich przesłuchań.

Najbliższe posiedzenie rady nadzorczej zaplanowane jest na wtorek 28 lipca (w tym samym dniu odbędzie się walne zgromadzenie akcjonariuszy spółki). Wówczas organ ma zdecydować o zaakceptowaniu jednoosobowego składu zarządu lub rozpisaniu konkursu uzupełniającego na brakujące stanowiska i oddelegowaniu do współpracy z Januszem Daszczyńskim członków rady nadzorczej.

W uzasadnieniu decyzji o powołaniu Daszczyńskiego KRRiT dała do zrozumienia, że rada nadzorcza ma teraz możliwość “ponownego rozważenia liczebności zarządu TVP”. – W ramach rady nadzorczej przegrała opcja trzyosobowego zarządu. Możliwe są różne warianty - mówi portalowi Wirtualnemedia.pl osoba z otoczenia TVP.

Jak ustalił portal Wirtualnemedia.pl, jeśli RN TVP wybierze pierwszy scenariusz to startująca w konkursie na prezesa szefowa Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Agnieszka Odorowicz mogłaby objąć nowo utworzone stanowisko dyrektora generalnego. Odorowicz odpadła z konkursu na samym początku razem z Jackiem Wekslerem i Robertem Kozakiem, potem publicznie domagała się skontrolowania konkursu. – Jednoosobowy zarząd może oznaczać powrót do konstrukcji prezesa nawet z trzema lub czterema dyrektorami generalnymi - podkreśla nasz rozmówca.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że taki wariant nie jest wykluczany przez Polskie Stronnictwo Ludowe, z którym związany był odrzucony przez KRRiT członek zarządu Marian Zalewski. – Skoro Krajowa Rada miała do niego zastrzeżenia to mało prawdopodobne, aby powrócił na takie stanowisko – mówi inna osoba znająca otoczenie TVP. Wskazuje przy tym na byłego dziennikarza TVP Info Jakuba Stefaniaka, który od stycznia br. pełni funkcję rzecznika prasowego PSL.

Duże szanse na powrót do pracy w Telewizji Polskiej ma także była szefowa Jedynki Iwona Schymalla, która uczestniczyła w konkursie na prezesa spółki i dotarła do ostatniego etapu postępowania. Według naszych informacji może objąć stanowisko dyrektora jednej z anten, a nawet może być jej powierzona funkcja dyrektora generalnego.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/agnieszka-odorowicz-iwona-schymalla-i-jakub-stefaniak-dyrektorami-generalnymi-w-tvp

26-07-2015, 15:24

Andrzej Turski: Troskliwy egoista  »

Newsweek.pl
Marta Ciastoch
26-07-2015

- To obraz pogodnego człowieka, który zaczyna gnuśnieć, wycofywać się z życia. Chciałam pokazać prawdę, że starość bywa trudna, szczególnie, jeśli przez całe życie żyje się na sto procent – mówi o biografii ojca Urszula Chincz, córka Andrzeja Turskiego.

Andrzej Turski prowadził program publicystyczny "7 dni świat"

NEWSWEEK: Jak zapamiętałaś 31 grudnia 2013 roku?

URSZULA CHINCZ: Dostałam telefon, że ojciec nie żyje. Włączyłam telewizor, a tam, we wszystkich stacjach informacyjnych wiadomość o śmierci Andrzeja Turskiego. Nie byłam w stanie przestać oglądać. Ryczałam jak bóbr, ale dopiero wtedy uświadomiłam sobie, kim zawodowo był mój ojciec. Dla mnie to był tata – kawa, jajecznica, rower, zabawa z  wnukiem, wspólne wakacje, ryby… Nie miałam świadomości, kim Andrzej Turski był dla wielu młodych dziennikarzy i dla największych dziennikarskich nazwisk.

NEWSWEEK: Zaskoczyło mnie, że książka nie jest laurką.

URSZULA CHINCZ: To obraz pogodnego człowieka, który zaczyna gnuśnieć, wycofywać się z życia. Chciałam pokazać prawdę, że starość bywa trudna, szczególnie, jeśli przez całe życie żyje się na sto procent. W tym sensie to smutna książka.

Miałam straszne pretensje do wydawcy “Panoramy”, że w takim stanie wpuścił ojca na antenę, ale z drugiej strony wiem, jak trudno było się mu przeciwstawić. Nie było odważnego, by powiedzieć mu “panie Andrzeju, nie dzisiaj“. Trochę  mi żal, że ta piękna kariera ma takie smutne zakończenie.

URSZULA CHINCZ: Trudno go było wyprowadzić z równowagi, ale jak już wybuchał, to z niezwykłą siłą. Gdy wpadał w furię, krzyczał… Krótko i intensywnie. Najpierw bolało, a po chwili  oczyszczało atmosferę. Ojciec szybko zapominał i od razu dawał nowy kredyt zaufania.

NEWSWEEK: Ponoć potrafił zadzwonić na emisję do radia w czasie trwania programu.

URSZULA CHINCZ: Pamiętam taką sytuację: jest niedziela, wyjątkowo wolny weekend. Jedziemy do Kazimierza. Ojciec w samochodzie włącza radio i słyszy, że realizator z czymś się nie wyrobił, pomylił, coś trzasnęło… Natychmiast chwyta za wielką cegłę Centertela i dzwoni do realizatora. Pieklił się, chociaż nie chodziło o pomyłkę dziennikarza, tylko techniczny błąd, którego już nie dało się naprawić.

Ponoć na emisji wszyscy się go bali. Mieliśmy radio w każdym pokoju, nawet w łazience. Ojciec słuchał go także pod prysznicem, i gdy coś poszło nie tak, wybiegał spod prysznica i dzwonił. Z wiekiem miał coraz gorsze zdanie o mediach. Gdy nie był już szefem i nie mógł zadzwonić, po prostu chodził po domu i się wkurzał.

NEWSWEEK: Myślisz czasem będąc na wizji: “Ojciec by tego nie pochwalił“?

URSZULA CHINCZ: Zawsze gdy mówię „zapraszamy na pogodę“ natychmiast widzę ojca, który poprawia mnie, że zapraszamy na “prognozę pogody“. Nie miał ogromnego szacunku do formatu programów śniadaniowych.

NEWSWEEK: Jemu wpadki się nie zdarzały?

URSZULA CHINCZ: Nie lubił zajmować się sobą, ale uwielbiał kiedy cały świat zajmował się nim, a jeszcze lepiej jego puentami, które cyzelował do perfekcji. Co utwierdza mnie tylko w przekonaniu jak wielkim był egocentrykiem.

NEWSWEEK: Egoistą był tylko w pracy?

URSZULA CHINCZ: Przykład z życia codziennego: gdy obiad na stole podany był na półmisku, trzeba się było spieszyć, bo nie miał odruchu zostawienia kawałka dla innych. I to nie wynikało z jego złej woli. Był narcyzem, bo tak nauczyła go moja mama, dla której był najmądrzejszy, najważniejszy i najlepszy.

NEWSWEEK: A mimo to dwukrotnie składali papiery rozwodowe.

URSZULA CHINCZ: Za pierwszym razem miałam 7 lat, za drugim 12. Znajomi rodziców mówili, że oboje próbowali sobie udowodnić kto jest silniejszy, kto bardziej nastroszy piórka. Nawet na sali rozwodowej ojciec podchodził do mamy i mówił: “To ty poproś o wycofanie wniosku, a ja się zgodzę“. Może gdyby nie te dwie próby rozejścia się przez ostatnich 20 wspólnych lat nie byliby tak dobrą, szczęśliwą parą. A byli dopasowani jak rękawiczka.

NEWSWEEK: Egoista, który troszczy się o swoich ludzi?

URSZULA CHINCZ: Dopiero podczas pisania książki dowiedziałam się od Zbyszka Hołdysa, że w stanie wojennym ojciec bronił ludzi w radiu. Dostał polecenie, żeby kogoś zwolnić. Podpisał wypowiedzenie z rozkazu partyjnego i trzy tygodnie później przyjął tego dziennikarza z powrotem. Nie chwalił się tym. Gdyby to wtedy wyszło, to byłby koniec jego kariery.

NEWSWEEK: Słowo “profesjonalizm” pojawia się najczęściej w kontekście Andrzeja Turskiego.

URSZULA CHINCZ: Ojciec był warsztatowcem. Obserwował, tłumaczył wydarzenia i mechanizmy. Myśląc o programie zastanawiał się co się przyda widzowi, co odbiorca chciałby wiedzieć, co go ciekawi i naprawdę nurtuje.

NEWSWEEK: Jak to możliwe, że tłumaczył świat, którego sam nie doświadczał? Nie jeździł po świecie, nie robił wywiadów z czołowymi politykami.

URSZULA CHINCZ: Nie angażował się. Ciekawił go świat, ale nie musiał go osobiście dotykać. Jedyny podmuch wielkiego świata to spotkanie 9 prezydentów państw Europy w Łańcucie, które ojciec prowadził w 1996 roku. Wcześniej, pod koniec lat 70. odbył 3-miesięczny rejs dookoła Afryki, ale nigdy nie chciał zostać drugim Kapuścińskim. Jego światem były niusy, rozmowy i prognozowanie przyszłości.

NEWSWEEK: Angażował ciebie i mamę w dyskusje o świecie?

URSZULA CHINCZ: Mama nie miała bladego pojęcia o polityce międzynarodowej i nie chciała go mieć. Dlatego właśnie na niej ojciec testował wszystkie swoje teksty do “Panoramy”. Jeśli ona zrozumiała komunikat, to oznaczało, że każdy niezaangażowany widz też zrozumie.

NEWSWEEK: Jak poradził sobie w komercyjnych czasach?

URSZULA CHINCZ: Śledził badania popularności i cieszył się, że jest w czołówce mimo że nie prowadził już programu na “dużej” antenie. Ale z drugiej strony strasznie przytył, mimo że pracował na wizji. Niby się tym przejmował, ale był hedonistą, lubił jeść i pić. Przeskakiwał na o rozmiar większy kołnierzyk udając, że wszystko ok.

Nie miał odruchów rynkowych i nie potrafił się  o siebie upomnieć. Nie był typem, który pyta się “za ile“, ale “co trzeba zrobić“. Kwestie finansowe były dla niego drugorzędne. Ale w sprawach zawodowych nigdy nie odpuszczał. Pamiętam, że oglądał wiadomości i komentował je na bieżąco, dostawał szału kiedy pojawiła się udziwniona, według niego, scenografia, pomysły z chodzeniem po studiu. Nienawidził “zaskakujących“ puent.

NEWSWEEK: Nie dla wszystkich był wzorem. Jak przyjmował krytykę?

URSZULA CHINCZ: Wielu go nienawidziło i próbowało mu dokopać. W internecie możesz nie czytać hejterów, ale nie możesz tego zignorować, gdy spotyka cię to w pracy.

NEWSWEEK: Wielu waszych rozmówców podkreśla jego umiejętność prowadzenia dialogu.

URSZULA CHINCZ: Gośćmi programu “7 dni świat” byli – z jednym wyjątkiem, gdy wystąpiła Agnieszka Lichnerowicz z TOK FM – mężczyźni w pewnym wieku, którzy zdaniem ojca najlepiej syntetyzowali rzeczywistość. Mieli różne poglądy, ale program cechowała kultura dyskusji i nigdy nie dochodziło do kłótni. Adam Szostkiewicz powiedział mi “Z pani ojcem mieliśmy bardzo różną przeszłość, byliśmy po dwóch stronach barykady, nasze poglądy też nie były zgodne, ale to był człowiek, którego szanowałem za umiejętność niezgadzania się i dyskusji. Mimo odrębnych poglądów mogliśmy pracować ramię w ramię“. Uderzyło mnie to bardzo, że facet z  “Tygodnika Powszechnego” potrafił go szanować. Wielu z tych, którzy w czasach PRL stali po drugiej stronie barykady, wyrażają się o ojcu z szacunkiem. Chciałabym, żeby mój syn Rysio miał tego świadomość. Po to napisałam książkę o ojcu.

x     x     x

Tomasz Lis: Andrzej potrafił się zapieklić, potrafił się wnerwić, a nawet powiedziałbym mocniej… tak, że robił się czerwony. Jak ktoś dał ciała, to naprawdę potrafił być bardzo ostry. Natomiast to kompletnie nie zmieniało relacji między nami. Trener w drużynie piłkarskiej robi to samo, jak zawodnik nawala.

Jarosław Gugała: Andrzej Turski uprawiał dziennikarstwo w trudnych czasach przełomu. W najtrudniejszych chwilach potrafił pozostać wierny profesjonalnym zasadom dziennikarstwa. Przesłanie jego zawodowej kariery jest proste. W każdych czasach najważniejsze jest zachowanie profesjonalizmu.

W 1982 roku Perfect nagrał “Autobiografię”. Cenzorom nie spodobał się jej tekst: “Wiatr odnowy wiał”. Zamiast tego kazano Grzegorzowi Markowskiemu śpiewać “Wujek Józek zmarł”. Oryginalne nagranie Zbigniew Hołdys przekazał dziennikarzom Trójki. Gdy Piotr Kaczkowski puścił utwór bez cenzury zadzwonił do niego wicedyrektor i zawołał do słuchawki: – Już k… nie pracujesz! Andrzej Turski nie zgodził się na taką karę (…) bronił dziennikarzy jak się dało. Gdyby go wtedy nie było, to z ludźmi w radiu działaby się tragedia.

Bartosz Węglarczyk: Andrzej Turski uczył mnie, jak się robi elegancką telewizję na żywo. Pokazał mi, jak można prosto i sprawnie opowiadać o skomplikowanym świecie. Udowodnił, że można sprzeczać się z klasą i pogodą ducha. Wreszcie wbijał mi do głowy latami, że widza trzeba szanować, więc ważne jest zarówno merytoryczne przygotowanie, jak i wygląd.

Całość: http://polska.newsweek.pl/urszula-chincz-o-swoim-ojcu-andrzeju-turskim-7-dni-swiat-andrzeja-turskiego,artykuly,367444,1.html

25-07-2015, 10:51

Decyzja w sprawie konkursów na zarządy TVP i Polskiego Radia może w przyszłym tygodniu  »

Press
(KOZ)
25-07-2015

W przyszłym tygodniu zbiorą się rady nadzorcze Telewizji Polskiej i Polskiego Radia, które będą dyskutować nad rozpisaniem ewentualnych konkursów uzupełniających składy zarządów spółek.

Zarządy TVP i Polskiego Radia miały być trzyosobowe i po trzech kandydatów rekomendowały do nich rady nadzorcze TVP i Polskiego Radia. Jednak KRRiT 14 lipca zdecydowała o powołaniu wskazanych przez rady nadzorcze: do zarządu TVP prezesa Janusza Daszczyńskiego, a do zarządu Polskiego Radia – prezesa Andrzeja Siezieniewskiego i Henryka Cicheckiego. KRRiT nie zaakceptowała wniosków rady nadzorczej TVP o powołanie Wiesława Roli i Mariana Zalewskiego. Odrzuciła też wniosek rady nadzorczej Polskiego Radia o powołanie Jolanty Wiśniewskiej.

Statut TVP i Polskiego Radia przewiduje, że zarząd tworzą od jednej do trzech osób. To oznacza, że rady nadzorcze mogą, ale nie muszą rozpisywać konkursów uzupełniających i utrzymać jednoosobowy zarząd telewizji i dwuosobowy radia.

Najbliższe posiedzenie rady nadzorczej TVP zaplanowano na wtorek 28 lipca, a Polskiego Radia – na piątek 31 lipca.

Z kolei we wtorek skończą się przerwy w walnych zgromadzeniach TVP i Polskiego Radia, które 30 czerwca zarządził minister skarbu, stanowiący walne zgromadzenie dla mediów publicznych. Następnego dnia po skwitowaniu zarządów obu spółek rozpocznie się nowa czteroletnia kadencja władz publicznego radia i telewizji.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/49491,Decyzja-w-sprawie-konkursow-na-zarzady-TVP-i-Polskiego-Radia-moze-w-przyszlym-tygodniu

24-07-2015, 07:54

Producent z TVN, zawieszony za współpracę z komornikami, wraca do pracy  »

Press
(MAK, DR)
24-07-2015

Krzysztof Miączyński, producent programów “Uwaga!” i “Superwizjer”, zawieszony przez władze TVN po ujawnieniu przez “Press” jego współpracy z komornikami, zostanie przywrócony do pracy.

Krzysztof Miączyński w maju został zawieszony przez władze stacji po tym, jak majowy “Press” ujawnił jego powiązania biznesowe z komornikami. Krzysztof Miączyński jest drugą osobą w hierarchii redakcyjnej “Uwagi!” i “Superwizjera”. Jego przełożoną jest producentka Monika Szymborska, która potwierdziła wczoraj, że Miączyński wraca do pracy w TVN.

Według naszych informacji Szymborska powrót Miączyńskiego tłumaczyła zespołowi tym, że dział prawny nie dopatrzył się nieetycznych zachowań dziennikarza. Chodzi m.in. o opisane w majowym numerze “Press” przykłady, jak firma Krzysztof Miączyński Master Productions pomagała w zlecaniu publikowania w prasie i Internecie ogłoszeń dotyczących licytacji mieszkań. Krzysztof Miączyński był również we władzach kilku spółek założonych z komornikami. W dokumentach Krajowego Rejestru Sądowego wpisany widniał jako prezes w spółkach Rejent, Bravos i Richmond (w ich władzach byli też komornicy). Miączyński nie dostrzegał konfliktu interesu w tym, że jednocześnie był jednym z szefów programów interwencyjnych, które zajmują się też komornikami, a z drugiej – współpracował w nimi. Wczoraj odmówił komentarza.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/49480,Producent-z-TVN_-zawieszony-za-wspolprace-z-komornikami_-wraca-do-pracy

23-07-2015, 06:56

“Gość Niedzielny”: nie usunęliśmy cenzorsko nazwy TVN, za to “Polityka” nie zauważa nas  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
23-07-2015

Gość Niedzielny

Publicysta “Polityki” Daniel Passent zasugerował, że brak nazwy stacji TVN przy nazwisku dziennikarza “Faktów” Marka Nowickiego w wywiadzie z nim w “Gościu Niedzielnym” to przejaw cenzury. Zastępca sekretarza redakcji “Gościa” Leszek Śliwa podkreślił, że to omyłkowe pominięcie, za to “Polityka” ignoruje jego tytuł w zestawieniach najlepiej sprzedających się tygodników opinii.

Wywiad z Markiem Nowickim zamieszczony w bieżącym numerze „Gościa Niedzielnego” dotyczył napisanej przez dziennikarza “Faktów” TVN razem z żoną książki „Upili się młodym winem” o początkach Odnowy w Duchu Świętym w Polsce”. Daniel Passent w felietonie w nowej “Polityce” stwierdził, ze zdziwieniem, że „czasopismo przykościelne” przeprowadził wywiad z dziennikarzem stacji “podejrzanej i niewiarygodnej”. Przy czym w jego 14-linijkowym biogramie, identycznym jak ten na stronie TVN, nie znalazło się stwierdzenie, że dziennikarz pracuje w tej stacji. “Czyżby istniała cenzura?” – zapytał Passent.

W środę w komentarzu na stronie “Gościa Niedzielnego” odniósł się do tej sugestii Leszek Śliwa, Zastępca sekretarza redakcji „Gościa”. Zwrócił uwagę, że biogram Nowickiego przy wywiadzie jest dużo krótszy niż twierdzi Passent i brzmi: “dziennikarz telewizyjny, współautor książki “Upili się młodym winem” poświęconej początkom Odnowy w Duchu Świętym w Polsce”.

- Oczywiście powinniśmy napisać “dziennikarz TVN”. Wygląda to rzeczywiście jak celowe pominięcie, za co przepraszamy Czytelników, TVN i red. Nowickiego. Na nasze usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że wywiad dotyczył wyłącznie książki, którą wymieniamy w podpisie pod zdjęciem, a nie pracy zawodowej Marka Nowickiego, o którego osiągnięciach i nagrodach też nic nie piszemy - podkreślił Śliwa. Przypomniał, że w innych artykułach z wypowiedziami dziennikarzy TVN pojawiała się nazwa tej stacji.

Leszek Śliwa zwrócił też uwagę, że podając w nowym numerze wyniki sprzedaży tygodników opinii w maju br. Polityka podkreśla, że jest liderem, tymczasem wyższą sprzedaż zanotował “Gość Niedzielny”. – Czyżby te cztery litery, “Gość”, utkwiły “Polityce” w gardle? Nie sądzę. Przyczyny dopatruję się w sformułowaniu z felietonu Daniela Passenta, który nazwał “Gościa” „czasopismem przykościelnym” – stwierdził dziennikarz. – A wiadomo przecież, że jak ktoś jest “przy Kościele”, to nie ma żadnej opinii, a nawet jeśli ma, to nie taką, z jaką należy się liczyć - podsumował.

W maju średnia sprzedaż ogółem “Gościa Niedzielnego” wynosiła 132 046 egz., a “Polityki” – 115 723 egz. (według danych ZKDP).

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/gosc-niedzielny-nie-usunelismy-cenzorsko-nazwy-tvn-za-to-polityka-nie-zauwaza-nas

22-07-2015, 08:04

Radny z Sosnowca stracił stanowisko za “męty z niemieckich gazet”  »

Press
(JM)
22-07-2015

Michał Potoczny z Prawa i Sprawiedliwości został w poniedziałek odwołany z funkcji przewodniczącego Rady Miasta w Sosnowcu. Radni zapewniają, że odwołali go, bo obraził dziennikarzy – informuje “Polska Dziennik Zachodni”. Potoczny natomiast twierdzi, że nie mówił o konkretnej osobie.

Michał Potoczny

Chodzi o wypowiedź przewodniczącego: “Pustułki, nie Pustułki i inne męty z niemieckich gazet”. Potoczny miał wypowiedzieć te słowa przed posiedzeniem kapituły nagrody Zasłużony dla Miasta Sosnowca. Zasiada w niej Witold Pustułka, prezes Wydawnictwa Górniczego (wydaje “Trybunę Górniczą”) i były dziennikarz “Dziennika Zachodniego” (Polska Press Grupa). Jego żoną jest Agata Pustułka, dziennikarka “Dziennika Zachodniego”.

W związku z tą wypowiedzią w poniedziałek w trybie nadzwyczajnym zebrała się rada miasta. W sesji wzięło udział tylko 16 z 28 radnych. Nie brał w niej udziału ani Potoczny, ani żaden inny polityk PiS. Głosami PO, SLD i Niezależnych, jednomyślnie odwołano Potocznego z funkcji przewodniczącego.

- Odwołano mnie bez próby wyjaśnienia czegokolwiek – twierdzi natomiast Michał Potoczny. – Mam złe zdanie o niektórych mediach, ale przecież mam do tego prawo. W prywatnej rozmowie krytykowałem media głównego nurtu, nazywając je mętnymi, ale nie mówiłem o nazwiskach. Nie przeprosiłem, bo oznaczałoby, że przyznaję się do przypisywanych mi słów – tłumaczy Potoczny.

-  Michał Potoczny w ogóle nas nie interesuje, bo w swojej działalności niczym się w mieście nie zasłużył. Natomiast słowa Potocznego dotyczące naszej dziennikarki mogą już być warte uwagi, głównie dlatego, że ukazują poziom miejskich elit i sposób myślenia niektórych politycznych krzykaczy. Rzecz jasna, w “Dzienniku Zachodnim” nie emocjonowaliśmy się specjalnie tą sprawą, raczej nas żenowała. Dopiero gdy Rada Miejska postanowiła odwołać przewodniczącego, w kilku zdaniach poinformowaliśmy o tym – mówi Marek Twaróg, redaktor naczelny “Dziennika Zachodniego”. Agata Pustułka nie komentuje sprawy, obecnie jest na urlopie.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/49456,Radny-z-Sosnowca-stracil-stanowisko-za-mety-z-niemieckich-gazet?target=pressletter&uid=556