Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

01-08-2015, 06:57

Eryk Mistewicz: “Gazeta Wyborcza” przespała epokę nowych mediów  »

WIRTUALNEMEDIA.PL
łb
01-08-2015

- Dziś na tekst Adama Michnika “Wasz prezydent, nasz premier” machnięto by ręką. Inne projekty prasowe, także w druku, “Gazetę Wyborczą” przegoniły, są świeże, intelektualnie inspirujące, bardziej wpływowe – pisze Eryk Mistewicz, szef kwartalnika “Nowe Media”.

Eryk Mistewicz

Po pierwsze, przegrywają projekty, które się zamykają. I nie jest tu istotne, czy zamykają się w grupie odbiorców, czy nadawców. Ważniejsze jest samo zamknięcie się na inne poglądy, trendy, postawy. Wówczas, zamykając się na innych, umacniając jedynie własnych wyznawców, nadawca traci ciekawość świata. Traci świeżość poznania. Uzasadnione w tym kontekście jest dziś porównywanie “Gazety Wyborczej” i “Rzeczpospolitej”. “Rzeczpospolita” wciąż zadziwia, stymuluje, zmusza do myślenia, inspiruje, podczas gdy “Gazeta Wyborcza” jest w ocenach, interpretacjach, autorach i tematach nadprzewidywalna.

Po drugie, przegrywa świat 25 lat wolności, hurraoptymistycznej wizji Polski, która po 1989 r. wybrała świetlaną drogę rozwoju, a której to drogi jedynym reprezentantem w ostatnich wyborach prezydenckich (na 11 kandydatów) był Bronisław Komorowski a “Gazeta Wyborcza” jedynym codziennym organem wyznawców. “Gazeta Wyborcza” utraciła słuch społeczny, empatię, cechy przynależne jej na początku lat 90. Zaginął słuch społeczny przynależny choćby reportażom Mariusza Szczygła, Wojtka Tochmana, Hanny Krall.  Dziś odbiór 25 lat wolności jest subtelnie zróżnicowany, czego “Gazeta Wyborcza” postanowiła z zasady nie dostrzegać.

Po trzecie, co wydaje się niesamowite, “Gazeta Wyborcza” przespała epokę nowych mediów. I nawet nie chodzi o błędy taktyczne, jak wejście w pułapkę paywalla Piano. Kto nie popełnia błędów, nie idzie do przodu. Ale też nie wydaje się, aby “Gazeta Wyborcza” była mechanizmem samouczącym się. Chociażby ma dziś najmniej aktywnych dziennikarzy na Twitterze, nie potrafi używać najciekawszego narzędzia świata nowych mediów. Jej strony internetowe, ale także aplikacje, nie są ani szczególnie przejrzyste i przyjazne, ani szczególnie nowatorskie pod względem technologicznym. Porównując do rozwiązań proponowanych dziś chociażby przez “Le Monde”, to zacofanie jest szczególnie widoczne.

“Gazeta Wyborcza” w początkach lat 90. “robiła politykę”, a “robiąc politykę – robiła społeczeństwo”. Dziś na tekst Adama Michnika “Wasz prezydent, nasz premier” machnięto by ręką. Inne projekty prasowe, także w druku, “Gazetę Wyborczą” przegoniły, są bowiem świeże, intelektualnie inspirujące, także bardziej wpływowe. Również w sieci – w docieraniu do najbardziej wymagających i opiniotwórczych czytelników. Kończy się jakaś epoka, choć właściwie bardziej poprawne byłoby stwierdzenie, że epoka ta skończyła się kilka lat temu.

Eryk Mistewicz, szef kwartalnika “Nowe Media”

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/eryk-mistewicz-gazeta-wyborcza-przespala-epoke-nowych-mediow_1

01-08-2015, 06:50

Michał Kobosko: media prawicowe potrzebują “Gazety Wyborczej” jak kania dżdżu  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
01-08-2015

- Komentarze pod hasłem “Wyborcza już umarła i jej lektura nikogo nie interesuje” są o tyle zabawne, że im jest ich więcej, tym silniejsze powstaje wrażenie, że rzeczywistość wygląda inaczej – komentuje Michał Kobosko, dyrektor polskiego biura think-tanku Atlantic Council i redaktor portalu Project Syndicate.

Michał Kobosko

Gdyby “Gazeta” była rzeczywiście już tak nieważna, a jej naczelny tak mało znaczącą postacią polskiej debaty, nikt by się nad nimi nie pochylał i nie analizował niczym pod mikroskopem. Media prawicowe potrzebują “Gazety” jak kania dżdżu, bez istnienia odwiecznego wroga wiele z nich utraciłoby rację bytu i zainteresowanie odbiorców. Co jakiś czas warto więc znowu „zdemaskować” Michnika i podkręcić emocje. Stąd uznaję za logiczną decyzję kolegów z „Do Rzeczy”, by w okresie słabszej sprzedaży podgrzać temat, który zawsze znajdzie fanów.

Co do samej “Gazety”, jest oczywistą oczywistością, że jej dawna potęga odeszła w przeszłość. “Gazeta” się zestarzała, nie widać w niej armii młodych ludzi, którzy mogliby i potrafili z sukcesem zastąpić ojców i matki-założycielki. Na rynku pojawiły się dziesiątki nowych mediów, internet wymusił inne tempo, kolejni idole młodzieży rodzą się i umierają codziennie. Ośrodków kreowania myśli i bezmyślności jest dziś bardzo wiele. Nie ma fizycznej możliwości, by jakiekolwiek medium mogło narzucić “wszystkim” jakiś sposób myślenia i widzenia świata.

Czy “Gazeta” ma jeszcze rację bytu? Oczywiście. Tak długo, jak będzie można zapewnić jej zaplecze finansowe – pochodzące zapewne z innych działalności Agory – powinna się ukazywać, w miarę możliwości codziennie. Ma grono wiernych czytelników, którzy nie widzą dla siebie innej atrakcyjnej oferty na rynku. Będą sięgali po “Gazetę” – tym chętniej jeśli po jesiennych wyborach stanie się jedynym opozycyjnym dziennikiem w Polsce.

Michał Kobosko, dyrektor polskiego biura think-tanku Atlantic Council i redaktor portalu Project Syndicate (a w przeszłości redaktor naczelny m.in. “Newsweeka”, “Wprost” i “Dziennika Gazety Prawnej”)

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/michal-kobosko-media-prawicowe-potrzebuja-gazety-wyborczej-jak-kania-dzdzu_1

01-08-2015, 06:35

“Gazeta Wyborcza” się zestarzała, ale jej poglądy dalej się liczą, także dla krytykującej ją prawicy  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
01-08-2015

Dawna potęga “Gazety Wyborczej” i jej redaktora naczelnego Adama Michnika odeszła w przeszłość, bo dziennik ten się zestarzał, przespał epokę nowych mediów. W przekonaniu redakcji “GW” Polakom należy wykładać kawę na ławę, ale z jej opinią ludzie nadal się liczą – wpływ “Wyborczej” na opinię społeczną komentują eksperci pytani przez Wirtualnemedia.pl.

Adam Michnik

“Gazeta Wyborcza” od kilku lat notuje spadki sprzedaży, podobnie jak inne dzienniki – zarówno opiniotwórcze, jak i tabloidowe. W ostatnim czasie w dyskusji publicznej często przewijała się również teza o utracie wpływu “GW” i jej redaktora naczelnego Adama Michnika na kreowanie opinii polskiego społeczeństwa, zwłaszcza ludzi młodych. Jako przykład podawano wybory prezydenckie, w czasie których “Gazeta” przed oboma turami głosowania otwarcie poparła Bronisława Komorowskiego, planowała też kilka dni po pierwszej turze uroczyście przyznać mu tytuł Człowieka Roku za ub.r. (ostatecznie po porażce Komorowskiego tytuł wręczono mu podczas kameralnej uroczystości w połowie czerwca).

Na początku czerwca “GW”, promując książkę swoich reporterów „Tabloid. Śmierć w tytule”, zamieściła cykl artykułów o ludziach dotkniętych mocno przez publikacje tabloidów. Naraziła się tym na błyskawiczną ripostę “Super Expressu”, który opublikował parę tekstów wytykających wpadki “GW” (“Fakt” nie włączył się w tę polemikę).

Słabszej passy “Gazety Wyborczej” nie przepuściły tygodniki określane jako prawicowe, które od lat krytykują środowisko “GW” – zarówno za wyrażane poglądy, jak i rzekomo istotny udział środków od instytucji i spółek państwowych w jej wpływach reklamowych. W zeszłym tygodniu publicysta “Do Rzeczy” Rafał Ziemkiewicz w okładkowym artykule analizował słabnące znaczenie “Wyborczej” i Adama Michnika w kontekście wydarzeń politycznych ostatnich miesięcy. Niecały rok temu Michnik na okładce “W Sieci” miał symbolizować biznesowy schyłek “GW” i wydającej ją Agory (dziennik i spółka, choć zauważyły w tej publikacji nieścisłości, nie zdecydowały się z nią polemizować).

Czy znaczenie “Gazety Wyborczej” w debacie publicznej faktycznie tak mocno zmalało? Eryk Mistewicz, szef kwartalnika “Nowe Media”, uważa, że “GW” w początkach lat 90. “robiła politykę”, a przez to – “robiła społeczeństwo”. – Dziś na tekst Adama Michnika “Wasz prezydent, nasz premier” machnięto by ręką. Inne projekty prasowe, także w druku, “GW” przegoniły. Są bowiem świeże, intelektualnie inspirujące, a także bardziej wpływowe. Również w sieci – w docieraniu do najbardziej wymagających i opiniotwórczych czytelników – uważa Mistewicz. – Kończy się jakaś epoka, choć właściwie bardziej poprawne byłoby stwierdzenie, że epoka ta skończyła się kilka lat temu.

Inne zdanie ma Michał Kobosko, dyrektor polskiego biura think-tanku Atlantic Council i redaktor portalu Project Syndicate, a w przeszłości redaktor naczelny m.in. “Newsweeka”, “Wprost” i “Dziennika Gazety Prawnej”. – Komentarze pod hasłem “Wyborcza już umarła i jej lektura nikogo nie interesuje” są o tyle zabawne, że im jest ich więcej, tym silniejsze powstaje wrażenie, że rzeczywistość wygląda inaczej – ocenia Kobosko.

- Gdyby “Gazeta” była rzeczywiście już tak nieważna, a jej naczelny tak mało znaczącą postacią polskiej debaty, nikt by się nad nimi nie pochylał i nie analizował niczym pod mikroskopem. Media prawicowe potrzebują “Gazety” jak kania dżdżu, bez istnienia odwiecznego wroga wiele z nich utraciłoby rację bytu i zainteresowanie odbiorców – zauważa. – Co jakiś czas warto więc znowu “zdemaskować” Michnika i podkręcić emocje. Stąd uznaję za logiczną decyzję kolegów z “Do Rzeczy”, by w okresie słabszej sprzedaży podgrzać temat, który zawsze znajdzie fanów – dodaje.

Medioznawca Tomasz Gackowski przypomina, że Rafał Ziemkiewicz wypowiada się w podobnym tonie o “Gazecie Wyborczej” i Adamie Michniku w swojej książce “Michnikowszczyzna”.

- To Nihil novi sub sole, bo od czasu napisania “Michnikowszczyzny”, a wcześniej “Polactwa”, Ziemkiewicz stawia tę samą tezę. Jest to znany mi problem i wiem, jak druga strona to tłumaczy. Jacek Żakowski czy Piotr Stasiński, kiedy z nimi rozmawiałem, wielokrotnie mówili, że oni czują misję kształtowania Polaków, nie tłumaczenia im złożonych spraw. Polak to jest osoba, której trzeba nieść kaganek oświaty, nie tyle wytłumaczyć, żeby coś zrozumiał, tylko mówić jak jest – “musisz”, “powinieneś”. To jest efekt różnic aksjologicznych w podejściu, czy Polacy doszli już do samostanowienia. W przekonaniu “Wyborczej” nie, dlatego trzeba im wykładać kawę na ławę. Stąd wynika mentoryzm – analizuje Gackowski.

Gackowski uważa, że spadek sprzedaży gazety jest silniej związany z kurczącym się rynkiem prasowym niż prezentowanymi w niej poglądami. Zwraca również uwagę, że “Gazeta Wyborcza” ciągle buduje swój kapitał na chwale związanej z wyborami w 1989 roku. – Została powołana na chwilę, na czas wyborów, a jest do dzisiaj. Zakorzeniła się w głowie bardzo wielu inteligentów warszawskich czy bohemii trójmiejskiej jako ta gazeta, która reprezentuje perspektywę elit, objaśniającej rzeczywistość państwa polskiego i celów jakie powinno sobie wyznaczać – zauważa Tomasz Gackowski. – Dlaczego “GW” spada najwięcej? Być może wynika to z tego, że bardzo silnie zaangażowała się ideologicznie po jednej ze stron, nie wiadomo dokładnie, po której, ale na pewno nie PiS-owskiej Zamknęła sobie przez to drogę do aktywizowania społeczeństwa skumulowanego po tej drugiej stronie – tłumaczy medioznawca.

Michał Kobosko ocenia natomiast, że dawna potęga “Gazety Wyborczej” odeszła już w przeszłość, bo dziennik po prostu się zestarzał. – Nie widać w nim armii młodych ludzi, którzy mogliby i potrafili z sukcesem zastąpić ojców i matki założycielki. Na rynku pojawiły się dziesiątki nowych mediów, internet wymusił inne tempo, kolejni idole młodzieży rodzą się i umierają codziennie. Ośrodków kreowania myśli i bezmyślności jest dziś bardzo wiele. Nie ma fizycznej możliwości, by jakiekolwiek medium mogło narzucić “wszystkim” jakiś sposób myślenia i widzenia świata – wymienia Kobosko. – Czy “Gazeta” ma jeszcze rację bytu? Oczywiście. Tak długo, jak będzie można zapewnić jej zaplecze finansowe – pochodzące zapewne z innych działalności Agory – powinna się ukazywać, w miarę możliwości codziennie. Ma grono wiernych czytelników, którzy nie widzą dla siebie innej atrakcyjnej oferty na rynku. Będą sięgali po “Gazetę” – tym chętniej jeśli po jesiennych wyborach stanie się jedynym opozycyjnym dziennikiem w Polsce – podkreśla.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/gazeta-wyborcza-sie-zestarzala-ale-jej-poglady-dalej-sie-licza-takze-dla-krytykujacej-ja-prawicy-opinie_1

01-08-2015, 06:24

Tomasz Gackowski: list prezesa TVP to próba otwarcia nowego rozdziału  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pp
01-08-2015

- Ze wskazanych przez prezesa Daszczyńskiego celów przeziera słuszne skądinąd przeświadczenie, iż nadawca publiczny nie powinien oglądać się na swoją komercyjną konkurencję – pisze dr Tomasz Gackowski, medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego.

Tomasz Gackowski

Opublikowany list nowego prezesa Telewizji Polskiej Janusza Daszczyńskiego do pracowników i współpracowników TVP S.A. rozumiem jako z jednej strony próbę otwarcia nowego rozdziału w telewizyjnych mediach publicznych, z drugiej swoiste zaproszenie do dyskusji dla wszystkich ludzi mediów publicznych oraz  tych, którzy w szczególności dostrzegają wartość misji publicznej, która jest przecież najważniejszym zadaniem największej grupy medialnej w Polsce.

Ze wskazanych przez prezesa Daszczyńskiego celów, jakie chciałby postawić przed Telewizją Polską, przeziera słuszne skądinąd przeświadczenie, iż nadawca publiczny nie powinien oglądać się na swoją komercyjną konkurencję. Powinien wyznaczać własne standardy – standardy misji publicznej, która potrzebuje nowe ducha odnowy, nie tylko cyfrowej, technologicznej, ale przede wszystkim koncepcyjnej oraz jakościowej. Stworzenie swoistego autostandardu będzie nie lada wyzwaniem. Choć, bez wątpienia, wartym podjęcia. Żeby to jednak mogło się dokonać Telewizja Polska musiałaby w pierwszym momencie zrozumieć w jakim miejscu się znajduje, w jakim punkcie – zarówno jeśli chodzi o jakość oferty programowej, jej poziom, realizowane cele i zadania, wreszcie – jak bardzo (a może nie aż tak bardzo jak powinna?) różni się od nadawców komercyjnych? Żeby to stwierdzić warto byłoby, aby TVP S.A. poświęciła tej diagnozie trochę więcej czasu – zbudowała ową diagnozę na poważnych, szeroko zakrojonych badaniach, które pozwolą uchwycić fenotyp Telewizji Polskiej w XXI wieku. Później z kolei skonfrontować to z analizami widowni, ich oczekiwaniami, aspiracjami. Te również się zmieniły na przestrzeni 25 lat. Kiedy tego typu ekspertyzy zostałyby zakończone, trzeba byłoby przyjrzeć się szczegółowo różnicom, jakie dzielą nadawcę publicznego od nadawców komercyjnych. Te obserwacje mogą być wielce pouczające dla sposobu budowania anten Telewizji Polskiej S.A. Wreszcie, powyższe ekspertyzy powinny zostać przełożone na język praktyki. Innymi słowy – wdrażane, krok po kroku, na kolegiach, kolaudacjach, naradach, a nie chowane po głębokich szufladach różnych działów.

Tylko w taki sposób można zobiektywizować proces budowania standardu mediów publicznych. Tego typu badania mogłyby stanowić zarówno pretekst, jak i argumentację dla określonych zmian dla wszystkich tych, którzy na co dzień współtworzą programy Telewizji Polskiej. Wyniki analiz poddane wspólnej konsultacji, a później wdrożeniu? – Może to właśnie jedyna droga do tego by pojęcie “misji publicznej” nie obsługiwało tak wielu pomysłów i koncepcji, które nic z nią de facto wspólnego nie mają.

Podsumowując, we wskazanych przez prezesa Daszczyńskiego generalnych celach, jakie stawia przed TVP S.A. zabrakło mi właśnie wskazania procesu dochodzenia do nich. Takiej instrukcji osiągania celów. Powyższy akapit dotyczący potrzeby wieloaspektowych badań programów nadawcy publicznego może stanowić kapitalny punkt wyjścia dla stworzenia owej mapy drogowej.

Z drugiej zaś strony, pamiętajmy, że to pierwszy taki list nowego prezesa TVP S.A. Nie sposób w nim zawrzeć wszystko. Jednak zasygnalizowanie sposobu osiągnięcia wymienionych celów powinno wieńczyć to otwierające pracę nowego prezesa przywitanie z ludźmi mediów publicznych.

Możliwe, że zapowiedzią stworzenia takiej właśnie mapy drogowej jest zapowiedziane w ostatnim akapicie listu kolegium Spółki, które ma być pierwszym, lecz nie ostatnim, jeśli chodzi o dyskusję nad strategicznymi celami rozwoju TVP S.A, miejsce dyskusji. Oby. Będziemy zapewne to bacznie obserwować.

Kończąc, wydaje się, że perspektywa jednoosobowego zarządzania TVP S.A. przez prezesa Daszczyńskiego jest wielce nieprawdopodobna, dlatego też komentowana lista siedmiu głównych celów zostanie zapewne uzupełniona o kolejne czternaście (średnio siedem na każdego wiceprezesa), kiedy Rada Nadzorcza TVP S.A. wyłoni, a KRRiT zatwierdzi (dokoptuje) nowych członków trzyosobowego zarządu. Można byłoby wyrazić nadzieje, iżby przynajmniej nowa, szersza lista głównych celów nie zawierała w sobie tych, które są przeciwstawne, wykluczające się.

Gdyby jednak tak się stało, to mogłoby się okazać, iż ewentualne niespójności, rozbieganie, a nawet rozbieżne nie tylko cele, ale też interesy, nie pozwoliłyby ponownie realizować wielkiego projektu nowoczesnych mediów publicznych, wyznaczających standardy wszystkim innym nadawcom. To jednak ryzyko wpisane w strukturę każdego wieloosobowego zarządu.

dr Tomasz Gackowski,
Instytut Dziennikarstwa
Laboratorium Badań Medioznawczych
Uniwersytet Warszawski

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tomasz-gackowski-list-prezesa-tvp-to-proba-otwarcia-nowego-rozdzialu

31-07-2015, 09:55

Wizja chce spotkania z nowym prezesem TVP. W sprawie “zakończenia outsourcingu”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
31-07-2015

Związek zawodowy Wizja wystosował list do nowego prezesa Telewizji Polskiej Janusza Daszczyńskiego. Apeluje w nim o spotkanie w sprawie rozpoczęcia negocjacji dotyczących zakończenia umowy outsourcingu.

W lipcu ub.r., za kadencji poprzedniego zarządu TVP, którym kierował Juliusz Braun, do firmy LeasingTeam przeszło 411 pracowników TVP (dziennikarzy, montażystów, charakteryzatorów, grafików). Zagwarantowano im tam pracę na rok. Celem całej operacji było zachęcenie pracowników do przechodzenia na samozatrudnienie, a miała ona dać TVP do 15 mln zł oszczędności w pierwszym roku.

Przeciw procesowi outsourcingu od początku protestował związek zawodowy Wizja, który wniósł nawet pozwy przeciw TVP i LeasingTeam domagając się stwierdzenia nieważności zawartej między tymi spółkami umowy.

Po objęciu stanowiska prezesa TVP przez Janusza Daszczyńskiego, Wizja zdecydowała się napisać list do niego. – Wierząc, że zechce pan prezes działać z otwartą przyłbicą i w pełnym poszanowaniu prawa, ale także w poczuciu odpowiedzialności za istotę telewizji publicznej zwracamy się do pana prezesa o pilne wyznaczenie spotkania – czytamy w nim.

Związkowcy liczą na rozmowę z Daszczyńskim dotyczącą “podjęcia negocjacji w sprawie zakończenia umowy tzw. outsourcingu”, „przywrócenia do pracy w TVP pracowników, którzy pozostali jeszcze w LeasingTeam lub zostali zwolnieni przez LT na jakiejkolwiek podstawie prawnej” oraz „rozważenia sytuacji prawnej i zawodowej osób, które rozwiązały umowy o pracę, gdyż zostały przymuszone do założenia własnej tzw. działalności gospodarczej”.  Przedstawiciele związku chcą ponadto rozmawiać na temat wizji Janusza Daszczyńskiego odnośnie “roli TVP, najważniejszych zadań programowych oraz struktury organizacyjnej, w tym modelu zatrudnienia pracowników twórczych i technicznych”.

Wczoraj nie otrzymaliśmy odpowiedzi od prezesa TVP, czy planuje spotkanie z Wizją i kiedy. Wiadomo, że na przyszły tydzień zwołał on kolegium spółki, w którym uczestniczyć mają wszyscy dyrektorzy TVP, w tym szefowie oddziałów regionalnych.

Janusz Daszczyński w liście do pracowników przestawił cele na swoją kadencję. Zapowiedział m.in. “powrót do wartości, czyli narracji publicznej w telewizji publicznej”,  „wycofanie się ze zgubnej dla jakości programu rywalizacji z nadawcami komercyjnymi”, rezygnację “z postępującej tabloidyzacji programów informacyjnych” czy “połączenie powinności misyjnych nadawcy publicznego z modelowymi cechami efektywnego przedsiębiorstwa – odpowiedzialnej społecznie korporacji”.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/wizja-chce-spotkania-z-nowym-prezesem-tvp-w-sprawie-zakonczenia-outsourcingu

31-07-2015, 07:38

Redakcja “Faktu” oddaje krew i zachęca do tego inne firmy  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
31-07-2015

W czwartek 30 lipca z inicjatywy redakcji “Faktu” w siedzibie wydawcy dziennika (Ringier Axel Springer Polska) odbyła się akcja krwiodawstwa. “Fakt” zachęca też  pracowników innych firm do oddawania krwi, obiecując, że napisze o nich.

Krew oddaje Robert Feluś

W akcji zorganizowanej przez “Fakt” wzięli udział dziennikarze i pracownicy Grupy Onet-RASP, dołączyli również krwiodawcy z okolicznych biurowców. W sumie zgłosiło się 65 osób, z czego zakwalifikowanych do oddania krwi zostało 36.

Punkt poboru w siedzibie wydawcy pracował przez ponad pięć godzin. W tym czasie oddano łącznie 16,2 litra krwi, która zasili zasoby Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Warszawie. W ten sposób “Fakt” odpowiedział na apel szpitali, którym w sezonie urlopowym brakuje krwi.

Redakcja dziennika zachęca też inne firmy do oddawania krwi, rzucając im wyzwane. – Wy też oddajcie krew, zbierzcie jej więcej niż w akcji “Faktu”. Jeśli odpowiecie na nasz apel, z największą przyjemnością napiszemy o tym. Mam nadzieję, że zwłaszcza pracownicy mediów podejmą wyzwanie, którego celem jest ratowanie życia i zdrowia innych – mówi Robert Feluś, redaktor naczelny “Faktu”.

Akcja “Wrzucamy krew na jedynkę” jest skierowana głównie do firm mediowych i będzie prowadzona w mediach społecznościowych od 31 lipca br.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/redakcja-faktu-oddaje-krew-i-zacheca-do-tego-inne-firmy