Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

04-08-2015, 09:33

Rafał Brzoska spiera się z dziennikarzami “Gazety Wyborczej” o tekst nt. przetargu na obsługę korespondencji sądowej  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
ps
04-08-2015

Rafał Brzoska, prezes grupy kapitałowej Integer.pl jest oburzony tekstem w “Gazecie Wyborczej” na temat przetargu na obsługę korespondencji sądów i prokuratur. W liście do “GW” zarzuca dziennikarzom brak rzetelności dziennikarskiej i sugeruje, że to część inspirowanej przez jego konkurencję kampanii negatywnej. – Tekst jest o śledztwie prokuratury. Czy opinia publiczna powinna o tym wiedzieć? Naszym zdaniem tak – odpowiadają w rozmowie z Wirtualnemedia.pl autorzy artykułu.

Rafał Brzoska

Chodzi o artykuł w “Gazecie Wyborczej” zatytułowany “Przesyłki z “defektem intelektualnym”, czyli prokurator badał przetarg na doręczenia” autorstwa Piotra Miączyńskiego i  Leszka Kostrzewskiego. W tekście dziennikarzy opisują śledztwo, jakie Prokuratura Okręgowa w Krakowie prowadziła w związku z podejrzeniem nieprawidłowości w przetargu na obsługę korespondencji sądów i prokuratur. W 2013 r. przetarg ten wygrała Polska Grupa Pocztowa (PGP), która należy do kierowanej przez Rafała Brzoskę grupy Integer.pl.

- Przetarg na doręczanie listów sądowych to pół miliarda publicznych pieniędzy. Dlatego o tym piszemy – wyjaśnia w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Piotr Miączyński. – Prokuratura Okręgowa 10 lipca tego roku zakończyła trwające ponad rok śledztwo w jego sprawie. Przesłuchała świadków m.in. z ramienia PGP czy członków komisji przetargowej, przeanalizowała poufne dokumenty w tej sprawie. Co ustaliła? Przede wszystkim zaskakujące okoliczności rozstrzygnięcia tej umowy. I o nich jest większość tekstu – argumentuje.

Miączyński tłumaczy nam źródła i znaczenie najważniejszych informacji z tekstu. – “Podkreślenia wymaga fakt, że (…) aż trzy osoby z pięciu członków Komisji Przetargowej potwierdziły i przyznały, że nie zapoznawały się one z treścią ofert złożonych przez Wykonawców do postępowania o udzielenie zamówienia publicznego ZP -14/2013” – pisze prokurator. I dalej: “Powyższa, ujawniona w śledztwie okoliczność, rodzi pytanie o to, jak członkowie Komisji Przetargowej weryfikowali oferty, dokonywali oceny ich zgodności z wymogami formalnymi i w końcu jak w istocie wyglądał wybór najkorzystniejszej oferty”. Zwłaszcza, że byli oni podpisani na wszystkich protokołach posiedzeń komisji przetargowej. Część członków komisji nie była nawet w stanie podać nazwy firmy, która wygrała przetarg, ani podwykonawców, którzy mieli uczestniczyć w jego realizacji. “Rozbieżności pomiędzy przesłuchanymi na te okoliczności osobami dotyczą także stawianych przez Zamawiającego wymogów oraz cezury czasowej, w jakiej miały być one spełnione”. Po drugie jednym z podstawowych warunków przetargu było posiadanie placówki pocztowej w każdej gminie. “Analiza potwierdziła, że 202 gminy (…) nie miały ani jednej placówki pocztowej, co stanowiło ok. 8,15 proc. ogólnej liczby gmin w kraju” – pisze prokuratura. Tych placówek nie miała ani PGP, ani podmioty udzielające jej wsparcia. Prokuratura zastanawiała się czy jest to przestępstwo. Uznała, że nie. Dlaczego? “Pełnomocnik spółki Polska Grupa Pocztowa co prawda działał w określonym celu będącym znamieniem występku z art. 297 par. 1 k.k. (chciał bowiem wygrać postępowanie przetargowe i uzyskać dla spółki PGP zamówienie publiczne ZP – 14/2013), ale jednocześnie mógł być obarczony określonym defektem intelektualnym, który powodował, iż pozostawał on w nieświadomości co do nierzetelności oświadczenia, jakie w postępowaniu ZP-14/2013 złożył i podpisał” – przytacza dziennikarz. Czy opinia publiczna powinna o tym wiedzieć? Naszym zdaniem tak – podsumowuje.

Rafał Brzoska poczuł się dotknięty materiałem “Gazety Wyborczej”, którego negatywnym bohaterem jest nie tylko przetarg i Centrum Zakupów dla Sądownictwa, ale także PGP. Skierował więc do Piotra Stasińskiego, zastępcy redaktora naczelnego “GW” list otwarty, w którym pisze m.in.: “Niestety po raz kolejny muszę podjąć polemikę z mającym cechy zniesławienia, a przynajmniej braku podstawowego warsztatu dziennikarskiego artykułem Panów Piotra Miączyńskiego i Leszka Kostrzewskiego pt.: “Przesyłki z “defektem intelektualnym”, czyli prokurator badał przetarg na doręczenia”. A wręcz postawić tezę, że to nie przesyłki mają problem z defektem intelektualnym, lecz “Gazeta Wyborcza” ma problem z defektem etycznym. (…) Prawidłowość rozstrzygnięcia przetargu na obsługę korespondencji sądów powszechnych i prokuratur została prawomocnie potwierdzona przez Krajową Izbę Odwoławczą w składzie trzech sędziów oraz Sąd Okręgowy w Krakowie w składzie trzech sędziów jeszcze w 2014 roku. Z jakiego powodu redakcja “Gazety Wyborczej” opisuje UMORZONE śledztwo w sposób sensacyjny, wyjmując z kontekstu kilkudziesięciu stron dowolnie zinterpretowane fragmenty i pomijając pełne uzasadnienie umorzenia? Dlaczego podnoszony jest brak placówek przed wejściem w życie kontraktu (czyli na dzień 31 grudnia 2013 roku), choć autorzy publikacji doskonale wiedzą, że PGP powinna mieć wymaganą liczbę placówek na dzień 2 stycznia 2014 roku? Dniem rozpoczęcia świadczenia usług był 2 stycznia 2014 r. i na ten dzień PGP miała obowiązek posiadać placówki – tak też była zawierana znaczna część umów z partnerami – umowy obowiązywały od dnia 2 stycznia 2014 r.”

Dalej Brzoska sugeruje, że opublikowany przez “GW” tekst jest częścią inspirowanej przez konkurencję medialnej kampanii wymierzonej przeciwko PGP. „Nie jest też przypadkiem, że dysponujące sporym potencjałem marketingowym monopoliści mają wpływ na media. Z przykrością obserwujemy wyraźne nasilenie negatywnych i nieprawdziwych artykułów na temat pocztowej konkurencji Poczty Polskiej właśnie teraz, kiedy został ogłoszony kolejny przetarg na operatora przesyłek sądowych. I niestety także liczba negatywnych i niezweryfikowanych artykułów nasila się także w “Gazecie Wyborczej”, o czym pisałem już we wcześniejszej korespondencji.” - podkreśla prezes Integer.pl. Porusza także wątek dziennikarskiej rzetelności autorów “GW” i stawia pod znakiem zapytania etyczne standardy obowiązujące w tej gazecie.

“Wydawało by się, ze kanonem warsztatu dziennikarskiego jest weryfikacja posiadanych danych, ich rzetelne przedstawienie oraz skonfrontowanie opisywanych faktów w przynajmniej w dwóch źródłach oraz zapytanie opisywanej firmy o jej stanowisko - pisze Brzoska. – Pewnie nie będzie dla Pana zaskoczeniem, ze Pańscy dziennikarze nie zadali sobie trudu, żeby zadzwonić lub napisać maila do biura prasowego InPost czy PGP. Informacje w artykule zostały podane wybiórczo, by pasowały pod tezę – pominięto zaś te fakty, które mogłyby tej tezie zaprzeczać. Dziennikarze “Gazety Wyborczej” zajmujący się rynkiem pocztowym nie mogą NIE WIEDZIEĆ, ze ich artykuł jest nierzetelny i nieprawdziwy. Dlaczego dziennikarze nawet nie przywołali tych części uzasadnienia prokuratury, w których wprost mówi się o “szeregu argumentów przemawiających za LOGICZNOŚCIĄ rozumowania przedstawicieli PGP”, które pozwalały „przyjąć interpretację dla siebie korzystniejszą”, dlaczego nie sięgnęli do uzasadnień KIO, Sądu Okręgowego czy samej specyfikacji? Pozostaje otwarte pytanie: dlaczego ponawiają narrację rodem z biura prasowego Poczty Polskiej i nawet nie zadają sobie trudu, choćby formalnego, sprawdzenia co na ten temat ma do powiedzenia opisywana konkurencja? Pozostawię to pytanie dociekliwości Pana Redaktora. Tu dochodzimy do sedna problemu. To nie przesyłki mają problem z defektem intelektualnym, tylko “Gazeta Wyborcza” ma problem z defektem etycznym. Im szybciej Pan Redaktor zapanuje nad interesariuszami grasującymi po redakcji “Gazety Wyborczej”, tym lepiej nie tylko dla “Gazety Wyborczej”, ale także – jak się okazuje – dla wolnego rynku pocztowego w Polsce” - kończy swój list prezes Integer.pl.

Piotr Miączyński zapytany przez Wirtualnemedia.pl o to, czy on i Leszek Kostrzewski kontaktowali się podczas przygotowywania materiału z PGP, odpowiada przecząco i podaje motywy takiej decyzji. – Bohaterem tego materiału nie jest PGP, tylko przetarg i okoliczności jego przebiegu. Pytania kierowaliśmy do tych, którzy podejmowali decyzję w sprawie wydania publicznych pieniędzy, czyli Centrum Zakupów dla Sądownictwa – tłumaczy dziennikarz “GW”.

Na razie nie wiadomo, jaki będzie odzew redakcji “GW” na list skierowany przez Rafała Brzoskę. W rozmowie z nami szef Integer.pl zapowiada jednak, że na tym sprawa się nie skończy.

- Podejmiemy wszelkie przewidziane prawem środki by “GW” zaczęła uprawiać rzetelne dziennikarstwo, a nie konfabulacje połączone z obrażaniem ludzi na prawo i lewo. A jeśli nie chcą uprawiać dziennikarstwa rzetelnego, to nikt ich do tego nie zmusi, ale muszą liczyć się z konsekwencjami – zapowiada Brzoska.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/rafal-brzoska-spiera-sie-z-dziennikarzami-gazety-wyborczej-o-tekst-nt-przetargu-na-obsluge-korespondencji-sadowej

03-08-2015, 12:11

“Ta Nasza Młodość” nowym magazynem o czasach PRL-u  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
PP
03-08-2015

W środę 5 sierpnia br. na rynek wejdzie magazyn “Ta Nasza Młodość” (Phoenix Press). – Będzie to miesięcznik prezentujący sentymentalne wspomnienia i prawdziwe życie w Polsce Ludowej pokazane z perspektywy zwyczajnych ludzi – zapowiada Karina Hadyś, dyrektor wydawnicza tytułu.

"Ta Nasza Młodość"

- Chociaż czasy PRL-u przez większość Polaków oceniane są krytycznie – szczególnie w kontekście historyczno-politycznym – jednak ponad połowa osób po 40. roku życia (a więc pamiętających ten okres przynajmniej z dzieciństwa) deklaruje skojarzenia pozytywnie, przez pryzmat osobistych doświadczeń lub różnych kwestii społecznych i kulturowych – wyjaśnia Hadyś.

Potencjał rynkowy nowego pisma sprawdzano w wydanych na wiosnę br. dwóch wydaniach specjalnych czasopisma “Cała Ty!”, które także na swoich łamach publikuje 6-stronicowy dział poświęcony wspomnieniom z Polski Ludowej.

W magazynie “Ta Nasza Młodość” znajdą się ciekawostki z czasów PRL-u dotyczące polityki, kultury i zjawisk społecznych, materiały o tematach tabu z przeszłości, a także poświęcone ówczesnej urodzie, modzie czy kuchni. W każdym numerze będą też artykuły o gwiazdach tamtych czasów – w pierwszym wydaniu sylwetka Ewy Szykulskiej. Całość bogato ilustrować będą zdjęcia z epoki.

Miesięcznik ukazywać się będzie w nakładzie 225 tys. egz. i w cenie 2,50 zł. Wprowadzenie tytułu na rynek wsparte jest kampanią reklamową w telewizji (TVP1, TVP2, Polsat, stacje tematyczne TVP, Polsatu i TVN), radiu RMF FM, prasie kobiecej i punktach sprzedaży. Reklamy telewizyjne i radiowe przygotowała agencja Plankton, a za zakup mediów odpowiada dom mediowy MEC.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/ta-nasza-mlodosc-nowym-magazynem-o-czasach-prl-u

03-08-2015, 08:26

Rybitzky godził prowadzenie mediów społecznościowych dla Dudy i rolę felietonisty  »

Press
(AMS)
03-08-2015

Paweł Rybicki, piszący m.in. do “Gazety Polskiej” i serwisu Niezalezna.pl, znany też jako bloger Rybitzky, odpowiadał za media społecznościowe Andrzeja Dudy w jego kampanii prezydenckiej. Jednocześnie w swoich publikacjach krytykował prezydenta Bronisława Komorowskiego. Uważa, że wszystko jest w porządku, a swojej pracy dla sztabu Dudy nie ujawniał, bo nikt go o to nie pytał.

Paweł Rybicki

Paweł Rybicki od stycznia 2015 roku pracował w sztabie ubiegającego się o prezydenturę Andrzeja Dudy – odpowiadał za media społecznościowe. Przyznał się do tego w ubiegłym tygodniu podczas spotkania w waszyngtońskim The Institute of World Politics, gdzie wygłosił wykład pt. “Social Media and the Warsaw Uprising”. Równolegle pisał do “Gazety Polskiej Codziennie”, w której krytykował ubiegającego się o reelekcję prezydenta Komorowskiego i chwalił kampanię Dudy. W weekend, gdy mu to wytknięto, tłumaczył na Twitterze, że w “GPC” pisał tylko felietony “i dalej będę pisał, bo nie jest żadną zbrodnią wygłaszanie swoich opinii”. Zaznacza, że od lutego nie pracuje dla żadnej redakcji, a w “GPC” nigdy nie był zatrudniony. W ten sposób odpisała mu Maria Bnińska: “nie ma znaczenia, czy byłeś zatrudniony. Dziennikarz, którym chciałeś być, nie pracuje dla polityków. To złamanie zasad etyki”. A tak skomentowała Beata Biel: “kwestia uczciwości, też blogerskiej. Jeśli chcesz być uczciwy, informujesz, że pracujesz dla kogoś. Polityka, biznesmena itd.”. Rybicki odpowiedział Biel, że: “jakby mnie się ktoś spytał, to bym odpowiedział. Ale nikt nie pytał”.

- Praca dla Andrzeja Dudy była dla mnie możliwością pokazania, że nie klepię tylko czegoś z kanapy, ale potrafię czynnie pomagać pewnej idei. Podkreślam, że Andrzej Duda sam prowadzi swój profil na Twitterze. Ja zajmowałem się jego profilem kampanijnym – tłumaczy “Presserwisowi” Rybicki. – Nie widziałem powodu, aby natychmiast ujawniać dla kogo pracuję, a moi czytelnicy raczej gratulują mi dobrej roboty – dodaje.

Serwis Zelaznalogika.net zauważył, że Rybicki na Twitterze 4 czerwca br. naśmiewał się z “płatnych trolli Platformy”, czyli dziennikarzy popierających Platformę Obywatelską.

Całość: http://www.press.pl/newsy/internet/pokaz/49556,Rybitzky-godzil-prowadzenie-mediow-spolecznosciowych-dla-Dudy-i-role-felietonisty?target=pressletter&uid=556

03-08-2015, 07:38

Marek Sowa: pomysł nowego prezesa na obudowę TVP jest sensowny  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pp
03-08-2015

– Przedstawiony przez Janusza Daszczyńskiego pomysł na odnowę telewizji publicznej jest sensowny, ale zasadniczo nie odbiega od deklaracji poprzednich prezesów – pisze Marek Sowa, ekspert medialny.

Marek Sowa

Nikt nie zostaje prezesem TVP z przypadku. Otwartym pytaniem pozostaje czy przy wyborach nowego prezesa decydują przede wszystkim profesjonalne kompetencje kandydatów, czy raczej polityczne przepychanki w radzie nadzorczej TVP i w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Zapewne jedno i drugie.

Janusz Daszczyński ma za sobą długą karierę zarówno w mediach publicznych, jak i poza nimi,  sprawdził się przy organizacji dużych imprez zagranicznych (Expo), z pewnością potrafi sprawnie poruszać się w złożonym kontekście rynkowo-politycznym w jakim funkcjonuje TVP.  Kluczem do sukcesu będzie rzeczywista (a nie deklarowana) wola walki o gruntowne zmiany w TVP i czas jakim nowy prezes będzie realnie dysponować, biorąc pod uwagę zmieniającą się konstelację polityczną.  Przedstawiony przez niego pomysł na odnowę telewizji publicznej jest sensowny, ale zasadniczo nie odbiega od deklaracji poprzednich prezesów.

Postępujące zidiocenie polskich mediów jest faktem (“tabloidyzacja” to eufemizm), również telewizja publiczna wpisuje się w ten trend. Tymczasem, wbrew temu co może wydawać się polskim politykom oraz telewizyjnym prezesom i dyrektorom programowym, w Polsce rośnie w siłę grupa potencjalnych odbiorców treści racjonalnych, wyważonych i atrakcyjnie zrealizowanych, dla których wciąż nie ma na rynku propozycji w postaci polskiego odpowiednika brytyjskiej BBC czy amerykańskiej PBS/NPR.

Marek Sowa, ekspert medialny, były prezes Agory i Ringier Axel Springer Polska, były wiceprezes UPC Polska

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/marek-sowa-pomysl-nowego-prezesa-na-obudowe-tvp-jest-sensowny

03-08-2015, 07:10

“Postępujące zidiocenie mediów jest faktem, również TVP wpisuje się w ten trend”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
03-08-2015

- Cele przedstawione przez nowego prezesa TVP Janusza Daszczyńskiego są w większości szczytne, ale bardzo ogólne. Nie poruszają jednak niektórych spraw jak np. powrót do obiektywizmu – uważają pytani przez Wirtualnemedia.pl eksperci rynku medialnego.

Janusz Daszczyński

Janusz Daszczyński w środę objął stanowisko prezesa Telewizji Polskiej. Będzie on zarządzać TVP samodzielnie, ale tylko przez kilka miesięcy. Rada nadzorcza w środę potrzymała swoją decyzją o tym, że zarząd spółki będzie trzyosobowy.  Dlatego ogłosi wkrótce nowy konkurs na dwóch członków zarządu. Poprzednio wybrani na te funkcje Marian Zalewski i Wiesław Rola nie zostali bowiem zaakceptowani przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji.

- Gdyby teraz zmieniono brzmienie uchwały rady nadzorczej, to osoby startujące w konkursie miałyby prawo mieć pretensje, że zmieniono warunki konkursu po jego zakończeniu – mówi Wirtualnemedia.pl Andrzej Zarębski, ekspert medialny, były sekretarz KRRiT.

Janusz Daszczyński w liście do pracowników w siedmiu punktach przedstawił swoje cele  na cztery lata kadencji. Dotyczą one głównie spraw programowych i organizacyjnych. Zapowiedział on “powrót do wartości, czyli narracji publicznej w telewizji publicznej”, wycofanie się TVP “ze zgubnej dla jakości programu rywalizacji z nadawcami komercyjnymi”, rezygnację „z postępującej tabloidyzacji programów informacyjnych” oraz „zmianę modelu publicystyki i wykreowanie nowych formatów służących edukacji obywatelskiej”.

Nowy prezes postawi też na “zaangażowanie w produkcję form telewizyjnych opisujących dziedzictwo kulturowe i historyczne naszego kraju”, “przywrócenie zlikwidowanych redakcji gatunkowych i wznowienie systematycznych ocen programów” oraz “połączenie powinności misyjnych nadawcy publicznego z modelowymi cechami efektywnego przedsiębiorstwa – odpowiedzialnej społecznie korporacji, niegubiącej”.

-  Te zamiary są szlachetne. Mają zbliżyć TVP do formuły misji publicznej jako swoistej alternatywy na rynku – ocenia Andrzej Zarębski. W podobnym tonie wypowiada się Marek Sowa, ekspert medialny, były prezes Agory i Ringier Axel Springer Polska. – Przedstawiony przez prezesa Daszczyńskiego pomysł na odnowę telewizji publicznej jest sensowny, ale zasadniczo nie odbiega od deklaracji poprzednich prezesów. Postępujące zidiocenie polskich mediów jest faktem (“tabloidyzacja” to eufemizm), również telewizja publiczna wpisuje się w ten trend – uważa Sowa.

- Ze wskazanych przez prezesa Daszczyńskiego celów, jakie chciałby postawić przed Telewizją Polską, przeziera słuszne skądinąd przeświadczenie, iż nadawca publiczny nie powinien oglądać się na swoją komercyjną konkurencję. Powinien wyznaczać własne standardy – standardy misji publicznej, która potrzebuje nowe ducha odnowy, nie tylko cyfrowej, technologicznej, ale przede wszystkim koncepcyjnej oraz jakościowej  – uważa Tomasz Gackowski, medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem stworzenie swoistego “autostandardu” będzie nie lada wyzwaniem, ale wartym podjęcia.

O wiele bardziej krytycznie zdanie o zapowiedziach nowego prezesa telewizji publicznej ma natomiast Andrzej Urbański, który kierował spółką w latach 2007-2009. – Powrót TVP do wartości to banał, który nie przystoi w ustach prezesa – mówi Urbański. – Zabrakło za to punktu dotyczącego przywrócenia w TVP obiektywizmu, zapraszania dwóch, trzech strony sporu ideowego. Podczas kampanii prezydenckiej Bronisław Komorowski miał ośmiokrotną przewagę w czasie antenowym. To jest skandal – dodaje.

Były prezes Telewizji Polskiej negatywnie ocenia też pomysł wycofania się TVP z rywalizacji z nadawcami komercyjnymi . – Gdy czytam, że telewizja publiczna nie będzie ścigała się ze stacjami komercyjnymi, to uważam to za wywieszenie białej flagi  – mówi Urbański. – Obowiązkiem telewizji publicznej jest docieranie do obywateli. Jeśli z tego zrezygnuje, to zamieni się w tubę propagandowej jakiejś ideologii – dodaje.

Andrzejowi Urbańskiemu nie podoba się też, że Janusz Daszczyński nie zamierza przedstawić audytu o stanie Telewizji Polskiej. Podkreśla on, że oglądalność anten TVP bardzo spadła podczas kadencji poprzedniego zarządu. - Telewizja publiczna przestała być koncernem multimedialnym, stała się zwykłym dostarczycielem kontentu. W kategorii rozwoju pokonują ją nie tylko Polsat i TVN, ale za chwilę też inni nadawcy, w tym platforma nc+ – uważa Urbański.

Zdaniem Tomasza Gackowskiego, we wskazanych przez prezesa Daszczyńskiego generalnych celach zabrakło wskazania procesu dochodzenia do nich. Podkreśla on jednak, że to pierwszy taki list nowego prezesa TVP, dlatego nie sposób w nim zawrzeć wszystkiego.

Andrzej Zarębski uważa, że otwarte jest pytanie, czy na realizację celów Janusza Daszczyńskiego starczy pieniędzy. – Proponowany model działalności programowej siłą rzeczy musi spowodować, że będzie potrzebna większa ilość środków publicznych na utrzymanie TVP – dodaje.

Wpływy z abonamentu cały czas są jednak niewystarczające, bo nie płaci go spora liczba obywateli. Tymczasem Platforma Obywatelska nie zdecydowała się na razie wprowadzić zapowiadanej od lat opłaty audiowizualnej, która miała zastąpić abonament. Szykujące się do przejęcia władzy Prawo i Sprawiedliwość ma jednak inny pomysł – chce finansować działalność TVP środkami pochodzącymi bezpośrednio z budżetu państwa. Otwarte jest też pytanie czy po wygranych wyborach przez PiS, formacja ta zdecyduje się na zmianę składu KRRiT przed końcem jej kadencji (kończy się ona jesienią 2016 roku), a w konsekwencji rady nadzorczej i zarządu TVP.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/postepujace-zidiocenie-mediow-jest-faktem-rowniez-tvp-wpisuje-sie-w-ten-trend

02-08-2015, 12:17

Gazeta.pl uruchomi polską edycję serwisu Business Insider  »

Portal medialny.pl
kw
02-08-2015

Polski serwis Business Insider będzie częścią grupy Gazeta.pl i ruszy pod koniec 2015 r. Najnowsza wersja językowa jednego z najszybciej rosnących serwisów biznesowo-technologicznych na świecie ma łączyć lokalnie tworzone treści z ekskluzywnymi materiałami z edycji amerykańskiej.

To dla nas ciekawe wyzwanie. Szukaliśmy atrakcyjnego formatu serwisu biznesowego i Business Insider pasuje idealnie. To jeden z najszybciej rozwijających się projektów z obszaru nowych mediów w światowym internecie. Dla Agory i portalu Gazeta.pl to ważny krok w kierunku wzmocnienia portfela serwisów biznesowych. Nowy serwis dostarczy naszym czytelnikom jeszcze więcej nowoczesnych, unikalnych treści, a naszym partnerom biznesowym pozwoli zaistnieć z przekazem reklamowym w coraz popularniejszej kategorii tematycznej” – mówi Paweł Wujec, dyrektor segmentu Internet w Agorze.

W polskiej wersji Business Insider mają dominować materiały przygotowywane przez lokalną redakcję, a obok nich publikowane będą autorskie treści pisane przez amerykański zespół serwisu. Polscy czytelnicy poznają m.in. teksty Henry’ego Blodgeta, byłego analityka z Wall Street i redaktora naczelnego amerykańskiej Business Insidera. Najciekawsze treści z polskiego Business Insider będą prezentowane również na stronie głównej portalu Gazeta.pl, dzięki czemu dotrze do nich szeroka grupa czytelników.

Business Insider to świetne treści biznesowo-lifestyle’owe, a fundamentem działania tej marki jest mocna obecność w sieciach społecznościowych. Jesteśmy przekonani, że w polskim internecie jest miejsce na nowoczesny, mocno socialowy serwis o szeroko pojętym biznesie” – dodaje Paweł Stremski, dyrektor programowy i wydawniczy Gazeta.pl.

To już ósma wersja językowa Business Insider. Polska to ciekawy i dynamiczny rynek medialny. Cieszymy się, że naszym partnerem będzie tu Agora, która przy wsparciu naszego międzynarodowego zespołu stworzy polską wersję Business Insidera. Wierzymy, że nasze doświadczenie oraz pozycja zasięgowa grupy Gazeta.pl przełożą się na sukces” – mówi Julie Hansen, prezes i dyrektor zarządzająca Business Insider.

Business Insider to jeden z najbardziej innowacyjnych serwisów o tematyce biznesowo-technologicznej na świecie. Jego amerykańska edycja została założona w 2007 r. przez Henry’ego Blodgeta, byłego analityka z Wall Street oraz Dwight’a Merrimana i Kevin’a Ryana, szefów DoubleClick. Business Insider to gospodarz konferencji branżowych (m.in. Ignition) oraz właściciel usługi BI Intelligence.

Całość: http://portalmedialny.pl/art/49934/gazetapl-uruchomi-polska-edycje-serwisu-business-insider.html