Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

16-10-2015, 03:59

Gremi Media pozywa mniejszościowych akcjonariuszy za “szantaż korporacyjny” – na razie chce 332 tys. zł, być może 200 mln zł  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
16-10-2015

Gremi Media skierowała pozew sądowy przeciwko swoim mniejszościowym akcjonariuszom Piotrowi Szczęsnemu i Radosławowi Kędzior, którzy zablokowali przejęcie przez spółkę Presspubliki. Firma zarzuca im działania mające “charakter szantażu korporacyjnego” i domaga się za to na razie 332,4 tys. zł odszkodowania.

Grzegorz Hajdarowicz

Na początku lipca walne zgromadzenie akcjonariuszy Gremi Media podjęło uchwały o emisji nowych akcji o wartości 200,2 mln zł przeznaczonych tylko dla firm KCI i Gremi w zamian za należące do nich udziały Presspubliki. Ta transakcja 19-krotnie podniosłaby kapitał Gremi Media. Był to pierwotny plan holdingu Grzegorza Hajdarowicza na wprowadzenie jego aktywów medialnych (należących w dużej części do Presspubliki) na giełdę, gdzie notowana jest Gremi Media.

Jednak pod koniec sierpnia Piotr Szczęsny i Radosław Kędzior, mniejszościowi udziałowcy Gremi Media, skierowali pozew o uchylenie lipcowych uchwał walnego zgromadzenia, a sąd w ramach zabezpieczenia powództwa czasowo wstrzymał realizację transakcji. Na początku października Gremi Media ostatecznie się z niej wycofała, uzasadniając to m.in. ryzykiem długotrwałego procesu.

W czwartek Gremi Media złożyła w Sądzie Okręgowym w Warszawie pozew przeciw Szczęsnemu i Kędziorowi, w którym zarzuca im działania mające “charakter szantażu korporacyjnego”. - Celem zainicjowania przez Pozwanych określonych działań sądowych przeciwko Uchwałom było zablokowanie realizacji Uchwał oraz wykorzystanie tego faktu jako środka do realizacji własnych interesów majątkowych – podkreśliła spółka w komunikacie giełdowym. Dodała, że w uzasadnieniu sądu zdejmującego zabezpieczenie ich roszczenia podano, że jeden z akcjonariuszy telefonicznie zadeklarował, że wycofa pozew, jeśli należące do niego akcje zostaną kupione przez firmę po cenie znacznie przewyższającej ich wartość godziwą.

Gremi Media w pozwie domaga się od dwójki akcjonariuszy 322,4 tys. zł, czyli kosztów poniesionych przez spółkę na wszystkie działania związane z przygotowaniami do podwyższenia kapitału i wprowadzenia nowych akcji do obrotu giełdowego. Firma zapowiada, że jeśli 22 października walne zgromadzenie jej akcjonariuszy podejmie uchwałę zobowiązującą ją do zwrotu nabytych na początku lipca br. w charakterze wkładu udziałów Presspubliki o wartości 200,2 mln zł, wówczas będzie mogła wystąpić wobec akcjonariuszy z dodatkowym roszczeniem odszkodowawczym o równowartość tych udziałów.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/gremi-media-pozywa-mniejszosciowych-akcjonariuszy-za-szantaz-korporacyjny-na-razie-chce-332-tys-zl-byc-moze-200-mln-zl

15-10-2015, 23:54

SDP domaga się udziału TV Trwam i TV Republika w debacie: Kopacz – Szydło  »

Press
(AMP)
15-10-2015

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich domaga się udziału Telewizji Trwam i Telewizji Republika w debacie premier Ewy Kopacz i wiceprzewodniczącej Prawa i Sprawiedliwości Beaty Szydło. Stacje te mają zagwarantować “rzetelne dziennikarstwo”. Trzy ugrupowania chcą z kolei odwołania debaty.

W rozesłanym wczoraj wieczorem oświadczeniu zarząd SDP “stanowczo protestuje przeciwko formule debaty pomiędzy Ewą Kopacz i Beatą Szydło, którą 19 października realizować będą trzy stacje telewizyjne: TVP SA, Polsat i TVN”. Dalej zarząd główny Stowarzyszenia apeluje “o poszerzenie liczby stacji transmitujących debatę o Telewizję Trwam i TV Republika oraz zaangażowanie ich dziennikarzy do współprowadzenia. Tylko klarownie realizowana zasada bezstronności i pluralizmu da obywatelom poczucie podmiotowości i przekonanie, że zostali uczciwie poinformowani o poglądach dwóch rywalizujących partii, o planowanych decyzjach i ich rzeczywistych skutkach dla obywateli i państwa”.

Debatę “Beata Szydło – Ewa Kopacz. Rozmowa o Polsce” mają pokazać w poniedziałek 19 października TVP 1 i kanały informacyjne TVP Info, TVN 24 oraz Polsat News. Debatę poprowadzą Justyna Pochanke, Dorota Gawryluk i Piotr Kraśko.   Odwołania debaty domagali się wczoraj przedstawiciele Polskiego Stronnictwa Ludowego, Zjednoczonej Lewicy i Paweł Kukiz. Uważają, że ich partie i zarejestrowane komitety wyborcze zostały z debaty wykluczone. Debatę dla wszystkich ośmiu ogólnopolskich komitetów wyborczych zaplanowano na wtorek 20 października.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/50345,SDP-domaga-sie-udzialu-TV-Trwam-i-TV-Republika-w-debacie_-Kopacz---Szydlo

15-10-2015, 18:30

Moja dziennikarska pasja i nie tylko  »

Wiadomości24.pl
Rajmund Czok
15-10-2015

Dziennikarstwo, profesja pociągająca choć etycznie niebezpieczna. Przyciąga niby magnes zarówno opiłki metali szlachetnych, jak i tych podlejszego gatunku. W wieloletniej praktyce dziennikarskiej doświadczyłem jednego i drugiego.

Decydując się na zawód dziennikarza musiałem go polubić, mimo stałych napięć i częstych konfliktów. Kiedy zaczynałem studia byłem bardzo młodym i pełnym zapału, Był to okres tuż powojenny, wszyscy ochoczo zakasywali rękawy do formowania nowego ładu społeczno-politycznego i gospodarczego. Wtedy dziennikarz nie dysponował takim arsenałem sprzętu, w jaki uzbrojony jest obecnie niemalże każdy małolat. Wysłużona maszyna marki “Adler” stanowiła wtedy luksus i jedyne narzędzie pracy.

Rajmund Czok przy maszynie do pisania w redakcji "Dziennika Zachodniego"

Po studiach z dobrą oceną na dyplomie byłem redakcyjnym aplikantem – taka obowiązywała reguła – w redakcji “Młodzi Idą”, tygodniku komitetu centralnego OMTUR w Warszawie. Wtenczas opublikowałem też moją debiutancką nowelkę. Po krótkiej aplikanturze powróciłem na rodzinny Śląsk i podjąłem pracę reportera w gazecie związkowej “Metalowiec”. Dzięki znajomości wkradłem się w łaskę “Dziennika Zachodniego”, w którym zespół redakcyjny dzielił się na osoby “pewne”, te wtajemniczone oraz resztę. Ja zaliczałem się do tej reszty. Los nie zawsze mi sprzyjał. Raz bywałem na wozie, innym razem na lodzie. Byłem człowiekiem naiwnym, za bardzo ufałem wszystkim, a to nie zawsze popłacało. Zawsze liczyłem na los wyznaczony mi przez życie i nigdy nie narzekałem. Moim niezawodnym kreatorem była wiara w to, co sumiennie z ogromnym zaangażowaniem wykonywałem. Towarzyszyła mi w tym młodzieńcza świadomość radości życia, pracowanie w wyzwolonym z jarzma wojny i bezpiecznie rozwijającym się kraju.

Przydarzył się jednak dzień, którego nigdy nie zapomnę. Któraś z osób “pewnych” zgotowała redaktorowi naczelnemu primaaprilisowy psikus. Położyła mu na krześle kawałek plasteliny, uformowany w kształcie ludzkiej nieczystości – czyli kału. Naczelny poczuł się ogromnie oburzony tym niesmacznym żartem. Ktoś z osób pewnych – dla odwrócenia uwagi – doniósł naczelnemu, że to niby moje dzieło. Moje tłumaczenie na nic się zdało… Szef kadr wręczył mi upomnienie. Ale następnym razem już mniej było mi do śmiechu. Historia była niecodzienna.

Jeden z katowickich zakładów przemysłowych (wtedy Stalinogród) z okazji Dnia Kobiet zafundował swoim przodownicom pracy lifting w salonie kosmetycznym. Inicjatywa godna uznania – pomyślałem, i udałem się do salonu po garść informacji do artykułu. Szefowa była zachwycona. Dla lepszego zrozumienia dobrodziejstw takiego liftingu, zaproponowała mi, oczywiście na koszt salonu, bycie królikiem doświadczalnym. I rzeczywiście, po liftingu – od stóp do głów – poczułem się jak nowo narodzony.

Po kilku dniach wezwał mnie do siebie naczelny redaktor. Wpierw na moich oczach podarł mój maszynopis artykułu, potem pokazał rachunek, jaki salon kosmetyczny wystawił redakcji za wspomniany lifting. Zaniemówiłem. Moje tłumaczenie, że… naczelnego nie przekonało. W dziale kadr wręczono mi wypowiedzenie pracy ze skutkiem natychmiastowym. Drogą okrężną dowiedziałem się, że sprawczynią rachunku była koleżanka redakcyjna, bliska znajoma szefowej salonu. Zemściła się na mnie za nie odwzajemnienie jej amorów. Stale zapraszała mnie do siebie na kawę, aczkolwiek kawa była tylko pretekstem. Bo jej chodziło o coś więcej, a ja na “więcej” nie byłem kusy. Koleżanka nie była w moim guście.

W dzienniku pracowałem w dziale kultury. Tak się złożyło, że w gliwickiej operetce śląskiej szykowała się pierwsza premiera, w dodatku najpiękniejszej operetki Franciszka Lehara “Kraina uśmiechu”. Na tę okoliczność szefowa działu poleciła mi przeprowadzenie wywiadu z dyrektorem artystycznym operetki, Stanisławem Popławskim, kiedyś sławnym tenorem lwowskim. Podczas antraktu przy kawie, dyrektor zauroczony moim niskim tembrem, zapytał marginesowo, czy nie zechciałbym zamienić mojej profesji na artystyczną? W ansamblu brakowało mu akurat takiego głosu. Byłem zaskoczony. Ale zauroczony blichtrem sceny, na której rozgrywała się próba generalna operetki, nagle poczułem jakby wyzwanie, bo dotąd nie miałem okazji włożenia na siebie fraka, ani cylindra.

Po odejściu z redakcji Dziennika Zachodniego byłem bez pracy. A bez pracy nie ma kołaczy, głosi stare przysłowie. Tego dnia piłem kawę w słynnej gliwickiej “Agawie”, w której do słuchu stale przygrywał kameralny kwartet muzyczny. Przy dźwiękach z operetki “Kraina uśmiechu” w głowie powstał mi mętlik i odżyła rozmowa z dyrektorem artystycznym.

Kiedyś śpiewałem w chórze “Ogniwo” przy Filharmonii Śląskiej. Zapamiętałem “Odę do radości” IX symfonii Ludwika van Beethovena, ćwiczona pod czujnym okiem ówczesnego korepetytora Karola Stryji (późniejszego dyrektora Filharmonii Śląskiej) wykonywana z orkiestrą pod batutą Stanisława Skrowaczewskiego.

Moje zjawienie ucieszyło dyrektora artystycznego Operetki Śląskiej. Był pewien, że ulegnę pokusie i urokowi sceny. Poprosił, bym cokolwiek zaśpiewał. Przy akompaniamencie Stanisława Tokarskiego (kolejnego dyrektora operetki i Państwowego Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk) zaśpiewałem kilka taktów Ody. Brawo – rzekł dyrektor – ma pan operowy głos. Od tego dnia patrzyłem już na widownię z drugiej strony. Wlazłem w scenę po uszy.

W roli marynarza w operetce Izaaka Dunajewskiego "Swobodny wiatr"

Na początku lat 50-tych XX wieku bilety wstępu do jedynej wtenczas w kraju operetki rezerwowano z rocznym wyprzedzeniem. Do Gliwic zjeżdżały wypełnione po brzegi autokary z całego Górnego Śląska i Opolszczyzny. Widzowie byli spragnieni nie tylko godziwej rozrywki, przede wszystkim podziwiania i oklaskiwania ówczesnych sław, takich jak: Maria Artykiewicz, Xenia Grey, Irena Brodzińska, Stanisław Ptak, Sasza Sawin, Ryszard Wojtkowskii, obok których wielokrotnie wystąpiłem w operetkach: Wesoła wdówka – Franciszka Lehara, Księżniczka czardasza – Emmericha Kalmana, Swobodny wiatr – Izaaka Dunajewskiego, Orfeusz w piekle – Jakuba Offenbacha, Trombita – Julija Milutina.

Jednak już po roku odezwało się we mnie ambitniejsze wyzwanie – kusiła mnie estrada. Chciałem sobie pozwolić na robienie czegoś, czego sam chciałem – rzeczy pięknych i potrzebnych ludziom pracy. Aby nie zaorać się w pracy, zrezygnowałem z dalszej pracy w operetce. Zorganizowałem zespół, składający się z artystów operetki, opracowałem scenariusz rewii… z państwowym przedsiębiorstwem imprez estradowych w Katowicach ruszyłem w trasę. Rewia operetkowa “Młodość i miłość w krainie melodii” bardzo dobrze się sprzedawała i cieszyła sporym zainteresowaniem widzów.

(Tekst stanowi fragment pamiętnika “Cofnąć czas”)

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/moja_dziennikarska_pasja_i_nie_tylko_338222.html

15-10-2015, 17:45

Towarzystwo Dziennikarskie apeluje o rzetelność w informowaniu uchodźcach  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
15-10-2015

W związku z Dniem Solidarności z Uchodźcami Towarzystwo Dziennikarskie opowiada się za przyjmowaniem uchodźców z Syrii i nawołuje do właściwego przekazywania informacji o kryzysie imigracyjnym w Europie.

W oświadczeniu przesłanym do redakcji Wirtualnemedia.pl stowarzyszenie deklaruje wsparcie organizacjom i osobom, które wspierają akcję pomocy uchodźcom z Bliskiego Wschodu.

Seweryn Blumsztajn, prezes Towarzystwa Dziennikarskiego, apeluje do mediów i dziennikarzy o “rzetelne informowanie o dramatycznej sytuacji uchodźców i wszystkich problemach związanych z ich adaptacją w europejskich społeczeństwach”. – Tylko tak możemy przeciwdziałać rozpętywanej przez wielu polityków i niektóre media fali ksenofobicznych lęków i nienawiści wobec przybyszów innej kultury i religii – pisze Blumsztajn.

Przypomnijmy, że we wrześniu z inicjatywy “Gazety Wyborczej” ponad 40 tytułów dołączyło do akcji “Więcej wiedzy – mniej strachu – uchodźcy w Polsce”. Media opublikowały informator Urzędu ds. Cudzoziemców, w którym wyjaśniano przyczyny kryzysu imigracyjnego w Europie.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/towarzystwo-dziennikarskie-apeluje-o-rzetelnosc-w-informowaniu-uchodzcach

14-10-2015, 13:58

Maciej Kurzajewski od listopada wraca do sportu w TVP  »

Press
(RUT)
14-10-2015

Maciej Kurzajewski z początkiem listopada wróci do prowadzenia audycji sportowych w Telewizji Polskiej.

Maciej Kurzajewski

- Maciej Kurzajewski od 1 listopada będzie znowu prowadził programy sportowe w Telewizji Polskiej – mówi “Presserwisowi” dyrektor TVP Sport Włodzimierz Szaranowicz. Dodaje, że dziennikarz już powrócił do pracy redakcyjnej poza prowadzeniami. – Zrobił głupstwo i poniósł za to za karę, ale nie chcemy się pozbywać takiego dziennikarza – stwierdza.

Na początku września br. Maciej Kurzajewski, prowadząc emitowany na żywo program “Świat się kręci” w TVP 1, powiedział: “Nie chciałem, żeby Rinke Rooyens, producent programu »Świat się kręci«, stresował się, bo on ma dzisiaj premierę swojego programu »Rinke za kratami«, 22.10. Państwo wiedzą, gdzie oglądać. Dziękuję”. Chodziło o audycję w konkurencyjnym Polsacie – podobnie jak “Świat się kręci” produkowaną przez Rinke Rooyensa. Odbyło się to bez wiedzy dyrekcji TVP 1. Po tym incydencie Kurzajewski został najpierw zdjęty z grafiku prowadzenia “Świat się kręci”, a później kierownictwo Jedynki zdecydowało, że zastąpi go Artur Orzech. Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, mimo powrotu do prowadzenia programów sportowych Maciej Kurzajewski nie ma powrotu do “Świat się kręci” w TVP 1.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/50327,Maciej-Kurzajewski-od-listopada-wraca-do-sportu-w-TVP

14-10-2015, 07:45

Pochanke, Gugała i Kraśko gospodarzami debaty Ewa Kopacz – Beata Szydło  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
14-10-2015

W poniedziałek 19 października br. na antenach TVP1, TVP Info, TVN24 i Polsat News transmitowana będzie przedwyborcza debata Ewy Kopacz z Beatą Szydło. Poprowadzą ją Justyna Pochanke, Jarosław Gugała i Piotr Kraśko, co wzbudziło już kontrowersje wśród konserwatywnych dziennikarzy.

Ewa Kopacz i Beata Szydło

Decyzja o emisji i formule programu zapadła we wtorek podczas trwającego pięć godzin spotkania szefów TVP, TVN i Polsatu z szefami sztabów wyborczych PiS i PO: Stanisławem Karczewskim i Marcinem Kierwińskim.

Uzgodnili oni, że debata premier rządu PO z wiceprezes PiS odbędzie się w poniedziałek 19 października (pierwotnie planowano ją na niedzielę 18 października br.) i realizowana będzie w studiu Telewizji Polskiej przy ul. Woronicza. Program rozpocznie się o godz. 20.00 i pokazywany będzie na antenach TVP1, TVP Info, TVN24 i Polsat News.

Cała dyskusja podzielona będzie na trzy bloki tematyczne dotyczące gospodarki i spraw społecznych, spraw zagranicznych i obronności, polityki i ustroju. W każdym segmencie przewidziano czas na trzy pytania dziennikarzy oraz po jednym pytaniu wzajemnym dla Szydło i Kopacz.

Gospodarzami debaty będą Justyna Pochanke z TVN, Jarosław Gugała z Polsatu i Piotr Kraśko z TVP1. Mimo że ich rola ma się sprowadzać tylko do zadawania pytań, to taki skład prowadzących nie spodobał się części konserwatywnych dziennikarzy i blogerów, o czym napisali w mediach społecznościowych.

- Dlaczego nie ma dziennikarzy wśród prowadzących poniedziałkową debatę? – ironizował na Twitterze Stanisław Janecki, publicysta tygodnika “W Sieci”, dodając, że powinni ją poprowadzić Dorota Gawryluk, Bogdan Rymanowski, Krzysztof Ziemiec i Michał Rachoń (TV Republika).

- Aha. No fajny skład PiS zaakceptował na ostatniej prostej. Lisa nie proponowali? – napisała z kolei blogerka Kataryna.

- Mieliśmy do wyboru: godzimy się na narzuconych prowadzących debatę, albo się nie godzimy i debaty Szydło – PEK nie ma – wyjaśnił na Twitterze Stanisław Karczewski, szef sztabu wyborczego PiS.

- Podsumujmy: PiS zgodził się na “debatę” prowadzoną przez 3 skrajnych platformersów i “wypiął się” na TV Republikę. Mistrzowie negocjacji – skomentował to dziennikarz “Gazety Polskiej Codziennie” Samuel Pereira, sugerując, że debata powinna być otwarta dla wszystkich mediów.

- B. Szydło jest odważnym i kompetentnym politykiem. Zgodziła się stanąć do debaty z PEK, bez względu na to kto ją poprowadzi – podkreślił Karczewski.

Dodajmy, że przeciw organizacji debaty Kopacz-Szydło zaprotestowały w piątek komitety Zjednoczona Lewica i Nowoczesna, uznając, że taka dyskusja to faworyzowanie komitetów wyborczych PO i PiS. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji potwierdziła jednak prawo TVP “do organizowania innych niż określone w rozporządzeniu KRRiT (mówi ono o debatach wyborczych z równym dostępem do nich wszystkich komitetów-przyp.) przedsięwzięć programowych – z uwzględnieniem całokształtu zobowiązań prawnych nadawcy publicznego”. Takim właśnie ma być poniedziałkowa debata określana oficjalnie w komunikacie jako program publicystyczny “Beata Szydło – Ewa Kopacz. Rozmowa o Polsce”.

Dzień później, czyli we wtorek 20 października br., zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, odbyć się ma zaś debata liderów wszystkich ośmiu zarejestrowanych w całej Polsce komitetów wyborczych. Też ma być pokazywana w TVP1, TVP Info, TVN 24 i Polsat News, a szczegółowe ustalenia dotyczące tej debaty mają zapaść w czwartek.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/pochanke-gugala-i-krasko-gospodarzami-debaty-ewa-kopacz-beata-szydlo