Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

16-05-2016, 06:28

Grzegorz Górny poprowadzi “Klub Trójki”. Piotr Semka będzie miał program w PR III  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Przemysław Kwiatkowski
16-05-2016

Felietonista tygodnika “W Sieci” Grzegorz Górny będzie prowadził wieczorną audycję Programu Trzeciego Polskiego Radia “Klub Trójki”. Prawdopodobnie swój program w stacji otrzyma także dziennikarz Piotr Semka.

Informacje o pojawieniu się Górnego w “Klubie Trójki” potwierdził w programie „#dziejesienazywo” w Wirtualnej Polsce dyrektor Programu Trzeciego, Adam Hlebowicz.

- Grzegorz Górny to ciekawy dziennikarz, który ma wiele do powiedzenia: w różnych językach, różnych obszarach kulturowych, również cywilizacyjnych. Ma się zająć przemianami cywilizacyjnymi w świecie – powiedział Hlebowicz.

Grzegorz Górny razem z Rafałem Smoczyńskim współtworzył kwartalnik “Fronda”, z którego odszedł w 2012. Obecnie jest felietonistą tygodnika “wSieci”. W przeszłości był m.in. właścicielem magazynu “Ozon”, był związany również z telewizją – jego reportaże emitował Polsat i TVP Info.

“Klub Trójki” to audycja emitowana od poniedziałku do czwartku ok. 21:07. W każdym programie poruszany jest jeden, bieżący temat – dyskutują o nim specjaliści w studio oraz słuchacze. Gospodarzami “Klubu Trójki” są m.in. Dariusz Bugalski, Dariusz Rosiak i Ryszard Jaźwiński. Ten pierwszy poinformował w weekend, że teraz będzie prowadził audycję w poniedziałki i wtorki.

Adam Hlebowicz nie wyklucza, że w Trójce swój program otrzyma Piotr Semka. Publicysta obecnie pojawia się w stacji jako komentator bieżących wydarzeń.

- To jest możliwe. Piotr Semka jako wybitny znawca Europy Środkowej, ze szczególnym nastawieniem na Niemcy, zawsze będzie ciekawym autorem. Grzegorz Górny jest faktem, Piotr Semka nie jest jeszcze faktem, być może będzie - powiedział Hlebowicz.

Adam Hlebowicz jest dyrektorem Programu Trzeciego od początku kwietnia br. Zastąpił Paulinę Stolarek-Marat, która Trójką kierowała przez miesiąc – od lutego do marca br. Wiceszefową stacji jest była dziennikarka “Gazety Polskiej Codziennie” i TV Republika, Sylwia Krasnodębska.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/grzegorz-gorny-poprowadzi-klub-trojki-piotr-semka-bedzie-mial-program-w-pr-iii

16-05-2016, 06:21

RPO chce zakazu wydawania prasy przez samorządy, organizacje branżowe to popierają  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Beata Goczał
16-05-2016

Rozwój prasy wydawanej przez samorządy był jednym z czynników, które doprowadziły do kryzysu niezależnej prasy lokalnej. Wydawane za publiczne pieniądze gazety głoszące chwałę wójtów i burmistrzów nie spełniają podstawowej, kontrolnej, funkcji prasy, a dodatkowo drenują lokalny rynek reklamowy – tak propozycję zakazu wydawania prasy przez samorządy komentują dla Wirtualnemedia.pl Jadwiga Sztabińska, Bogusław Chrabota, Marek Frąckowiak i Wiktor Świetlik.

Rzecznik Praw Obywatelskich twierdzi, że wydawanie prasy przez samorządy lokalne, zwłaszcza na zasadach komercyjnych jest zagrożeniem dla korzystania z wolności słowa, a także dla prawa dostępu obywateli do informacji publicznej. W jego ocenie jednostki samorządu terytorialnego nie powinny wydawać prasy, a jedynie biuletyny, które zawierają obiektywne informacje, użyteczne dla lokalnej społeczności, publikacje promujące samorząd, a także komunikaty urzędowe.

RPO zwrócił się w tej sprawie do ministra spraw wewnętrznych i administracji z postulatem wprowadzenia regulacji prawnych, które w sposób jednoznaczny określą zasady wydawania biuletynów informacyjnych przez władze samorządowe wszystkich szczebli. Wprowadzenie proponowanych rozwiązań ma służyć otwartości działania administracji samorządowej, przyczynić się też do wzrostu zaufania społecznego wobec niej. Jednocześnie ma wzmocnić rolę prasy lokalnej w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego.

Na negatywne skutki wynikające z wydawania prasy przez władze samorządowe zwrócili uwagę wydawcy lokalnej prasy, którzy napisali do RPO. Ich zdaniem niedopuszczalne jest łączenie funkcji biuletynu informacyjnego organu administracji z funkcją niezależnej prasy, której jednym z zadań jest kontrola społeczna (tzw. public watchdog) nad działaniem władz lokalnych. Z tym zjawiskiem wiąże się często utrudnianie dostępu do informacji dziennikarzom prasy prywatnej. Podważa to zasadę wolności słowa i prawo dostępu obywateli do informacji publicznej.

Stanowisko RPO popiera Jadwiga Sztabińska, redaktor naczelna “Dziennika Gazety Prawnej”. - Samorządy mieszają role i zadania, wchodząc na klasyczny rynek prasowy. Ich obowiązkiem jest rzetelnie informować o tym, co i jak realizują, a nie prowadzić akcje PR-owe ubierając ją w szaty tekstów redakcyjnych. Takie działania zabijają lokalne wydawnictwa i deprecjonują wartość regionalnych mediów - podkreśla Sztabińska w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Obowiązujący stan prawny nie zakazuje władzom lokalnym informowania o sprawach gminy poprzez wydawanie biuletynu informacyjnego. Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich działalność ta nie powinna jednak przybierać formy zwykłego tytułu prasowego. Istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, że podstawowe standardy stanowiące o prawie obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej, nie będą realizowane. Rzecznik zwraca uwagę również na fakt, że ustrojowe przepisy samorządowe nie dopuszczają w sposób wyraźny prowadzenia działalności polegającej na wydawaniu prasy.

Poważne wątpliwości RPO budzi także łączenie funkcji publicznych z działalnością gospodarczą przez pisma samorządowe – zamieszczanie reklam i ogłoszeń w gazecie wydawanej przez gminę nie mieści się w granicach prawa. Przede wszystkim zaś prasa wydawana przez gminę w postaci czasopisma czy dziennika stanowi nieuczciwą konkurencję dla lokalnej prasy prywatnej i osłabia jej pozycję rynkową. Wątpliwości może budzić także wydawanie przez samorząd tytułów prasowych, za które pobierana jest opłata. Tymczasem zgodnie z obowiązującym prawem dostęp do informacji.

Na kwestię relacji pomiędzy własnością mediów a pluralizmem informacyjnym i wolnością słowa zwróciła uwagę także Helsińska Fundacja Praw Człowieka w ramach programu “Obserwatorium wolności mediów w Polsce”. W jej ocenie, zależność ta jest szczególnie widoczna na szczeblu lokalnym, gdzie każdego dnia dochodzi do wywierania nacisku na niezależne tytuły lokalne przez władze samorządowe.

Znaczenie niezależnej prasy dostrzegł również Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Saliyev przeciwko Rosji. Skarżący napisał artykuł do lokalnej gazety o nieprawidłowościach w państwowym przedsiębiorstwie. Redaktor naczelny – wybierany i opłacany przez władze lokalne – pod presją lokalnych polityków zablokował publikację tego artykułu. Trybunał w Strasburgu stwierdził naruszenie art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Jednocześnie uznał w wyroku, że struktura własnościowa czasopisma, która wymaga od redaktora naczelnego utrzymywania lojalności wobec władz lokalnych, narusza swobodę wypowiedzi. Decyzja o zablokowaniu publikacji, o tematyce ważnej społecznie, stanowiła – zdaniem Trybunału – akt cenzury politycznej.

Marek Frąckowiak, zastępca dyrektora generalnego Izby Wydawców Prasy, przypomina, że to właśnie Izba jako pierwsza publicznie i wyraźnie podniosła problem tzw. prasy samorządowej, wielokrotnie i od wielu lat występując w tej sprawie samodzielnie lub wspólnie z organizacjami wydawców lokalnych, z Helsińską Fundacją Praw Człowieka, a także – już w roku 2004 – wspólnie z Senatem. – Izba wielokrotnie wskazywała, że nie należy łączyć funkcji biuletynu informacyjnego – organu administracji – z funkcją niezależnej prasy, której wszak jednym z głównych zadań jest sprawowanie społecznej kontroli nad działaniami władz – podkreśla w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Marek Frąckowiak.

Ponadto zwraca uwagę, że jednym z najistotniejszych aspektów tego problemu jest łączenie przez pisma samorządowe funkcji publicznych z działalnością gospodarczą. Jak mówi, działanie na styku wykorzystania środków publicznych i biznesu rodzi liczne wątpliwości natury formalnej i etycznej oraz co do zgodności z zasadami uczciwej konkurencji. Szczególnie pozyskiwanie reklam przez „gazety” samorządowe sprzyja możliwości powstawaniu na lokalnych rynkach sytuacji korupcjogennych.

- Za punktu widzenia legalności finansowania prasy wydawanej przez samorządy stanowisko to zostało jednoznacznie potwierdzone w – przywołanych też przez RPO – opiniach Regionalnej Izby Obrachunkowej w Łodzi z dnia 20 grudnia 2013 oraz Regionalnej Izby Obrachunkowej we Wrocławiu z dnia 7 maja 2014 r. W świetle tych opinii szczególnie istotne i interesujące staje się to, jakie stanowisko zajmie w tej sprawie MSWiA. Konkludując, oczywistym jest, że i obecnie Izba Wydawców Prasy popiera postulat zgłoszony przez RPO w liście do MSWiA z 9 maja 2016 r. Jednocześnie Izba od dawna wskazuje na potrzebę uporządkowania definicji prasy zawartej w Prawie prasowym, tak, aby biuletyny informacyjne, do których wydawania samorządy powinny mieć prawo, nie były traktowane jak prasa – dodaje Marek Frąckowiak.

Podobne stanowisko prezentuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. – Centrum wielokrotnie krytykowało funkcjonowanie w Polsce pseudoprasy wydawanej przez samorządy. Z naszej obserwacji wynika, że jej rozwój był jednym z czynników, które doprowadziły do kryzysu niezależnej prasy lokalnej. Wydawane za publiczne pieniądze gazety głoszące chwałę wójtów i burmistrzów nie spełniają podstawowej, kontrolnej, funkcji prasy. Inicjatywa RPO idzie w dobrym kierunku, ale moim zdaniem postulat powinien iść dalej. Jako praktyk, dziennikarz, wiem dobrze, że za pozornie “obiektywną” treścią i informacją łatwo ukryć propagandowy przekaz. Dlatego uważam, że samorządy nie powinny mieć możliwości wydawania żadnych regularnych wydawnictw o cechach prasy, a swoją politykę informacyjną powinny prowadzić przede wszystkim przez Biuletyn Informacji Publicznej, konferencje, i dobre wywiązywanie się z ustawy gwarantującej obywatelom dostęp do informacji publicznej i przestrzeganie prawa prasowego – twierdzi Wiktor Świetlik, dyrektor CMWP SDP.

- Prasa z zasady winna być niezależna. Zależność od samorządu jest zależnością polityczną, która z natury kreuje zachowania oportunistyczne, czy konformistyczne. Gazety samorządowe na dodatek drenują lokalny rynek reklamowy odbierając przestrzeń komercyjną prasie prywatnej. Ale po przeciwnej stronie mamy jako wartość wolność mediów. Czy zasada wolności winna wykluczać wydawnictwa prasowe samorządowe? Cóż, ważny dylemat. Jestem bliższy idei ograniczenia aktywności wydawniczej samorządów do lokalnych biuletynów – podsumowuje Bogusław Chrabota, redaktor naczelny “Rzeczpospolitej”.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/rpo-chce-zakazu-wydawania-prasy-przez-samorzady-organizacje-branzowe-to-popieraja

16-05-2016, 06:11

“Otwarte od 15” – nowy program Małgorzaty Kościelniak i Pawła Chowańca w Radiu ZET Gold  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pk
16-05-2016

Małgorzata Kościelniak i Paweł Chowaniec poprowadzą program “Otwarte od 15”, który od 16 maja będzie można słuchać w Radiu ZET Gold.

“Otwarte od 15” to interaktywny program, w którym prowadzący będą rozmawiać na bieżące tematy ze słuchaczami i gośćmi w studio. Audycja będzie emitowana od poniedziałku do piątku w godzinach 15:00-18:00.

Program poprowadzi duet gospodarzy – Paweł Chowaniec i Małgorzata Kościelniak, która w maju br. odeszła z Pierwszego Programu Polskiego Radia.

Małgorzata Kościelniak z Polskim Radiem była związana od 2014 roku. Prowadziła m.in. “Muzyczną Jedynkę”, “Lato z radiem extra” oraz weekendowe pasmo popołudniowe. Wcześniej była redaktor naczelną Radia Weekend, pracowała także w RMF FM i Radiu Eska. Kościelniak, oprócz pracy w radiu pisze teksty, felietony i jest wokalistką jazzową.

“Otwarte od 15” to nie jedyna zmiana w ramówce Radia Zet Gold – stacja wydłuża o godzinę pasmo “Radio ZET Gold – największe przeboje wszech czasów”. Program Witolda Lazara będzie od poniedziałku 16 maja br. emitowany w dni powszednie od 10:00 do 15:00.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/otwarte-od-15-nowy-program-malgorzaty-koscielniak-i-pawla-chowanca-w-radiu-zet-gold

14-05-2016, 10:44

Według Polskiego Radia wypowiedzi Tomasz Zimocha w “Dzienniku Gazecie Prawnej” są niegodne dziennikarza  »

Press
(GK, KOZ)
14-05-2016

W piątkowym wydaniu “Dziennika Gazeta Prawna” dziennikarz redakcji sportowej Tomasz Zimoch ostro wypowiedział się o sytuacji politycznej w Polsce i planowanej weryfikacji dziennikarzy w mediach narodowych. Stacja zareagowała oświadczeniem, w którym go krytykuje.

Tomasz Zimoch

W rozmowie z Magdaleną Rigamonti Zimoch m.in. powiedział: “Boję się, że ten naród się całkiem podzieli, że za nic będzie miał autorytety, sądy, instytucje państwowe, że jak ktoś powie, że sędziowie są, przepraszam za słowo, do dupy, to będzie to wzbudzać poklask albo tzw. tumiwisizm. I myślę, że od dziennikarza publicznego radia oczekuje się, by zabierał głos w ważnych sprawach publicznych. Nie naruszam przecież zasad etyki dziennikarskiej, staram się tylko zwrócić uwagę na problem. Pracuję w Polskim Radiu prawie 40 lat i wykonuję ten zawód w zgodzie ze sobą, jestem sobą. Poza tym ostatnio od Barbary Stanisławczyk, prezes Polskiego Radia, usłyszałem, że o pracę w radiu mogę być spokojny.”

Tomasz Zimoch: “Gdyby Adam Nawałka ciągle pieprzył, że poprzedni trener Waldemar Fornalik zepsuł tyle rzeczy, że już nic nie da się naprawić, to nie gralibyśmy za chwilę w Euro 2016″.

Jeden z najpopularniejszych sprawozdawców sportowych Polskiego Radia odniósł się też do sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego: “W pewnym sensie cieszę się, że mój ojciec Stanisław Zimoch nie doczekał takiej zmiany. Był jednym z twórców Krajowej Rady Sądownictwa, organu państwowego stojącego na straży niezawisłości sędziowskiej i niezależności sądów. Został wybrany przez sędziów z całej Polski na pierwszego prezesa KRS. Mój tata, gdyby dzisiaj żył… A, nie chce mi się nawet myśleć. On by nie rozumiał, nie akceptował tego, co się dzieje wokół Trybunału Konstytucyjnego. Dostałem pismo od zarządu Polskiego Radia – zresztą chyba wszyscy dziennikarze dostali – w którym stoi, że na profilach społecznościowych nie powinno się przedstawiać opinii, których nie przedstawiłoby się na antenie. Problem w tym, że to, co napisałem na temat Sądu Najwyższego, powiedziałbym na antenie. Ja nie mam poglądowej schizofrenii.”

Zimochowi nie podoba się zapowiadana weryfikacja dziennikarzy, którą zakłada projekt ustawy medialnej: “I kto mnie będzie weryfikował, kto będzie sprawdzał, czy jestem dobrym dziennikarzem sportowym, czy moje poglądy polityczne będą miały znaczenie? To jest gorzej niż w stanie wojennym, gorzej niż za komuny. To jest poniżanie dziennikarzy, wydawców. Ludzie są upokorzeni, zmęczeni. Co ja mam pokazać – transmisje, audycje, depesze? Weryfikacja dziennikarzy to jest coś absurdalnego. Nie będzie lepszych wydawców i dziennikarzy Polskiego Radia od tych, którzy pracują tam od lat.”

W sobotę na wywiad zareagowało Polskie Radio. Do mediów rozesłano oświadczenie, którego nikt jednak z zarządu stacji nie popisał. Zaznaczono w nim, że wypowiedzi Zimocha są “jednostronne i nieobiektywne” i naruszają etykę zawodową, są “niegodne dziennikarza i łamią zasady, jakimi chce się kierować Polskie Radio”. Zaznaczono w nim, że Zimoch “jest jednym z najlepiej wynagradzanych dziennikarzy, któremu Radio idzie na rękę w wielu obszarach np. wyrażając zgodę na podejmowanie współpracy z zewnętrznymi podmiotami”. W oświadczeniu odniesiono się też do weryfikacji dziennikarzy w publicznej rozgłośni: “Jedyna weryfikacja, jaka odbywa się w Polskim Radiu dotyczy profesjonalizmu i rzetelności dziennikarskiej. Żaden pracownik Polskiego Radia w okresie pełnienia obowiązków przez obecny zarząd nie był i nie będzie w przyszłości pytany o światopogląd ani zapatrywania polityczne.”

Stacji nie podoba się też zdjęcie Zimocha wykonane przez Maksymiliana Rigamonti, na którym wykonuje on gest Kozakiewicza. “Jak można interpretować ilustrujący wywiad gest red. Zimocha, gest który podczas olimpiady w Moskwie miał swój ciężar gatunkowy, natomiast obecnie jest po prostu wulgarny? W czyją stronę jest skierowany? Redaktor Zimoch swoimi wypowiedziami jak i gestem być może chce sprowokować wojnę, której w Polskim Radiu nie ma” – napisano w oświadczeniu, które nie zostało podpisane.

Łukasz Kubiak, rzecznik prasowy Polskiego Radia pytany przez Press.pl, czy stacja zwolni Zimocha odpowiada: – Na razie nie ma mowy o żadnych konsekwencjach.

Całość: http://www.press.pl/tresc/43908,wedlug-polskiego-radia-wypowiedzi-tomasz-zimocha-o-sytuacji-politycznej-sa-niegodne-dziennikarza

14-05-2016, 08:46

Tomasz Michniewicz pożegnał słuchaczy Jedynki i przechodzi do Radia Zet  »

Press
(GK)
14-06-2016

30 maja br. po raz pierwszy na antenie Radia Zet pojawi się program “W drogę! Wakacyjny poradnik Tomka Michniewicza”. W piątek 13 maja pożegnał się on ze słuchaczami radiowej Jedynki.

Tomasz Michniewicz

Codziennie od poniedziałku do piątku w paśmie “Od ucha do ucha” Michniewicz będzie prowadził autorski poradnikowy program z ciekawostkami dotyczącymi podróżowania po różnych zakątkach świata.

“Po 15 latach podróżowania (a w podróży często spędzam sześć miesięcy w roku), niewiele mnie jeszcze może zaskoczyć. Byłem w 56 krajach, w większości z nich kilka lub kilkanaście razy. Wiem jak się przygotować do każdej podróży, dokąd wyjechać tanio i bezpiecznie, jak się poruszać po świecie i jak wrócić cało do domu. Tymi sprawdzonymi patentami podróżniczymi zbieranymi podczas setek reporterskich projektów i wypraw będę się dzielił ze słuchaczami Radia Zet” – informuje Michniewicz w komunikacie prasowym stacji.

Przez ostatnich kilka lat prowadził on audycje w Polskim Radiu – w piątek pożegnał się ze słuchaczami Jedynki (prowadził tam w piątki rano program “Reszta świata”). Wcześniej miał w Programie III audycję “Trójka przekracza granice”. Jest redaktorem naczelnym serwisu podróżniczego KoniecŚwiata.net.

W marcu ze słuchaczami Radia Zet pożegnała się podróżniczka Beata Pawlikowska, która prowadziła w niedziele “Świat według Blondynki”. Nie chciała się zgodzić na zmiany proponowane przez kierownictwo stacji.

Całość: http://www.press.pl/tresc/43902,tomasz-michniewicz-pozegnal-sluchaczy-jedynki-i-przechodzi-do-radia-zet?target=pressletter&uid=556

13-05-2016, 11:02

Jacek Kurski dalej krytykuje “skrajny nieprofesjonalizm” Nielsena. “Jeśli nie dostaniemy kodów pocztowych, wyciągniemy wnioski”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
13-05-2016

Prezes Telewizji Polskiej Jacek Kurski kolejny raz mocno skrytykował badanie oglądalności realizowane przez Nielsen Audience Measurement, zarzucając mu niereprezentatywne proporcje uczestników oraz podważające wiarygodność wahania jego wyników. Kurski zapowiedział, że jeśli TVP nie dostanie od firmy kodów-pocztowych panelistów, wyciągnie “jedyne rozsądne wnioski”.

Jacek Kurski

Jacek Kurski pierwszy raz wątpliwości co do rzetelności badania telemetrycznego wyraził w wywiadzie dla “W Sieci” pod koniec lutego br. Jego wypowiedź szybko złagodziło jednak biuro prasowe Telewizji Polskiej, przekonując, że została wyrwana z kontekstu.

W połowie kwietnia prezes Telewizji Polskiej podczas posiedzenia komisji sejmowej dotyczącego zmian w mediach publicznych został zapytany o spadki oglądalności niektórych programów i kanałów TVP, m.in. informacyjnych. Kurski stwierdził wtedy, że wynika to z ze zbyt małej liczby (ok. 2 tys.) i niereprezentatywnego dla całego społeczeństwa rozmieszczenia gospodarstw domowych wchodzących w skład panelu badawczego. – Panele w olbrzymiej większości są sfokusowane w wielkich miastach i “sypialniach” wielkich miast, takich jak Piaseczno czy Legionowo, które są traktowane jak wieś, dzięki czemu nie trzeba już jechać do Małkini, Łomży czy Kobylin Borzymy, gdzie Andrzej Duda uzyskał 94 proc. poparcia. To wymaga nowego zmierzenia – powiedział.

W wywiadzie, który w piątek ukazał się na wPolityce.pl, Jacek Kurski dodaje, że rozmieszczenie uczestników badania jest też niereprezentatywne pod względem preferencji wyborczych w różnych województwach oraz wieku. W województwie podlaskim i podkarpackim jest tylko 80 proc. wymaganej liczby panelistów, a w lubuskim i warmińsko-mazurskim – 120 proc. – Czyli bastiony PiS mają w badaniu mniej reprezentantów niż wynosi norma, a miejsca, gdzie chętniej głosowano na Platformę i Nowoczesną są reprezentowane ponad normę – opisuje prezes TVP – podkreśla.

Kurski zaznacza, że w panelu nieostatecznie reprezentowane są także osoby w wieku ponad 70 lat. – Przedział badanych ludzi w tym wieku jest wypełniony w 70 proc., czyli co trzeci widz grupy najbardziej lojalnej wobec TVP jest po prostu wykluczony z panelu. A większość naszych widzów stanowią osoby starsze. Tłumaczenia Nielsena, że takie sytuacje można substytuować lub doważyć są w praktyce bzdurą - krytykuje prezes TVP. - Po prostu na starcie badania spora część naszych widzów jest w ogóle poza nawiasem. Nielsen nie rozumie albo udaje, że nie rozumie, że substytucja cech obiektywnych nie pokrywa się z substytucją cech kulturowych i tożsamościowych. To jest skrajnie nieprofesjonalne - ocenia.

Wylicza też niezrozumiałe dla niego wahania oglądalności różnych programów, podające w wątpliwość wiarygodność badania. Już na komisji sejmowej mówił o jednym: niskiej oglądalności emitowanych 10 kwietnia programów o katastrofie smoleńskiej. – Jeżeli ktoś wierzy, że po “Teleexpressie” oglądanym przez 3,5 mln widzów atrakcyjnie realizowane studio smoleńskie rzekomo oglądał milion ludzi, musiałby się zgodzić z tym, że 25 października nie dokonało się to, co się dokonało. To jest po prostu nonsens. Ludzie, którzy oglądali to studio, nie zostali po prostu wykazani w tych panelach, bo do nich panele nie dotarły – powiedział wtedy. – Był to rodzaj “przemocy symbolicznej”, kulminacja zjawiska, o którym tu mówimy, dotykająca istoty sprawy – dodaje w wywiadzie na wPolityce.pl.

Jacek Kurski wymienia podobne przykłady dotyczące kanałów tematycznych Telewizji Polskiej: poranny program w TVP3 Olsztyn według danych Nielsena 31 marca oglądało 14,1 tys. widzów, a dzień wcześniej – nikt nie oglądał. Z kolei „Exlibris” w TVP Historia 4 kwietnia miał 574 widzów, za to 25 kwietnia – 114,9 tys. – Takich przykładów mogę podać dziesiątki – zaznacza.

W kwietniu Telewizja Polska poprosiła Nielsena o przekazanie jej kodów pocztowych uczestników badania, żeby mogła zweryfikować reprezentatywność ich rozmieszczenia. Firma badawcza nie zgodziła się na to (o czym poinformowano w głównym wydaniu “Wiadomości”), tłumacząc, że to wbrew umowom z panelistami i mogłoby doprowadzić do ich identyfikacji.

- Kody potwierdziłyby to, co wiemy nieoficjalnie, że olbrzymia część kraju, w tym dziesiątki powiatów w ogóle nie są w panelu Nielsena reprezentowane. Kodów do dzisiaj nie otrzymaliśmy! Telewizja Polska płacąc Nielsenowi kilkadziesiąt milionów złotych nie ma prawa do danych, które potwierdziłyby  nam wiarygodność konstruowania panelu? To śmieszne – uważa Jacek Kurski.

Prezes TVP zapowiada, że nieprzekazanie kodów zostanie uznane przez publicznego nadawcę za działanie na jego niekorzyść. – I wyciągniemy z tego jedyne rozsądne dla Telewizji Polskiej wnioski – dodaje. Już kilka dni temu zapytaliśmy biuro prasowe TVP, czy w związku z obecnym sporem planowane jest renegocjowanie lub rozwiązanie umowy z Nielsenem. Na razie nie dostaliśmy odpowiedzi.

Nielsen Audience Measurement mierzy oglądalność na zlecenie Telewizji Polskiej od 2011 roku, gdy w przetargu pokonał instytut TNS Global (wcześniej TNS OBOP), który dostarczał danych telemetrycznych telewizji publicznej od 1997 roku. W 2015 roku TVP, kierowana wówczas przez Juliusza Brauna, po kolejnym przetargu, przedłużyła umowę z Nielsenem do 2019 roku.

- To jest po prostu jedna wielka kpina i kompromitacja osób odpowiedzialnych za ustawienie panelu badawczego. Nieprofesjonalne jest zarówno ich rozmieszczenie i stosowana zasada substytucji cech kumulująca badanych w niewielu miejscach w kraju, ale i zbyt mała rotacja użytkowników oraz najmniejsza w Europie liczba paneli - wylicza prezes TVP. - Opór Nielsena wobec koniecznych zmian wynika z chorego monopolu, na który za czasów PO zgodziła się TVP - dodaje Kurski.

We wtorek “Wiadomości” poinformowały, że według zleconego przez TVP sondażu telefonicznego TNS Polska dzień wcześniej ich główne wydanie oglądało 4,1 mln osób, podczas gdy według badania Nielsena w szczytowym momencie było 2,88 mln widzów. W materiale w krytycznym świetle przypomniano przeszłość zawodową Elżbiety Gorajewskiej, dyrektor Nielsena w Polsce.

Nielsen podkreślił, że działa według międzynarodowych standardów badawczych, a TNS Polska skrytykował zestawienie jego sondażu telefonicznego z badaniem telemetrycznym. Krytykowanie badania Nielsena przez władze TVP negatywnie ocenił też zarząd Polskiego Towarzystwa Badaczy Rynku i Opinii.

Jacek Kurski ocenia te opinie jako źle pojętą solidarność zawodową. – To zamieszanie z badaniami oglądalności odbieram jako szaniec przeciwników politycznych obecnej władzy i podważanie wiarygodności nowej konstelacji personalnej po zmianie, która nastąpiła w mediach 8 stycznia. Chcę wierzyć, że ze strony Nielsena jest to po prostu tylko brak zrozumienia nowej sytuacji w kraju, ale jako telewizja publiczna na takie praktyki godzić się po prostu nie możemy – podsumowuje prezes TVP swoją postawę w tej sprawie.

- Na chwilę obecną nie będziemy komentować tych wypowiedzi – przekazała nam Aleksandra Boczkowska z Nielsen Audience Measurement.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/jacek-kurski-dalej-krytykuje-skrajny-nieprofesjonalizm-nielsena-jesli-nie-dostaniemy-kodow-pocztowych-wyciagniemy-wnioski