Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

22-08-2016, 15:37

Jacek Pochłopień: we “Wprost” więcej o nowych technologiach i kraju, zastępcą naczelnego Marcin Dzierżanowski  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
22-08-2016

Pełniący obowiązki redaktora naczelnego “Wprost” Jacek Pochłopień zapowiada, że tygodnik będzie bardziej otwarty na tematy z mediów społecznościowych oraz będzie w nim więcej treści o nowych technologiach i wydarzeniach w kraju. Zastępcą redaktora naczelnego został Marcin Dzierżanowski.

Jacek Pochłopień

Wydawca “Wprost” w poniedziałek rano poinformował, że z tygodnikiem żegnają się redaktor naczelny Tomasz Wróblewski i jeden z jego zastępców Mariusz Staniszewski. Obaj pracowali w piśmie przez nieco ponad rok.

Obowiązki szefa “Wprost” powierzono Jacek Pochłopieniowi, który poprzednio przez rok był zastępcą redaktora naczelnego tygodnika. Wydawca pisma deklaruje, że nie szuka obecnie nowego redaktora naczelnego, ale to nie przesądza, że Pochłopień będzie pełnił nową funkcję na stałe. – Ustaliliśmy z obecnym szefem redakcji, że jeżeli pojawi się poważna kandydatura, będziemy o niej rozmawiać – mówi Michał M. Lisiecki, prezes PMPG Polskie Media i wydawca “Wprost”.

Jacek Pochłopień zapowiada, że pod jego kierownictwem tygodnik będzie bardziej otwarty na social media jako źródła inspiracja i tematów. – Dzięki między innymi mediom społecznościowym uwaga czytelników skupia się na bardzo różnych zagadnieniach, a poglądy kształtują się w poprzek linii podziałów partyjnych. W coraz większym stopniu wyborcy będą  oczekiwać od polityków przede wszystkim sprawnego zarządzania określonym obszarem rzeczywistości. My chcemy reprezentować interesy obywateli, domagając się od polityków rzetelnego wykonywania swoich obowiązków – mówi Pochłopień.

We “Wprost” ma być więcej materiałów o nowych technologiach oraz ich wpływie na codzienne życie i przemiany społeczne, a także o wydarzeniach w kraju. - Nasi czytelnicy występują w różnych rolach: pracowników, pracodawców, obywateli, partnerów w związkach, rodziców etc. Zamierzamy kierować do nich treści odpowiadające tym różnym rolom, inspirujące i wspierające w rozwoju. Chcemy zaspokajać różne potrzeby czytelników - deklaruje nowy szef tygodnika. - Doświadczenia naszych projektów samorządowych pokazują, że rozwiązania niektórych problemów mogą kryć się na przykład w nowej ustawie, ale również w pomysłach realizowanych na szczeblu lokalnym. Będziemy chcieli o te rozwiązania walczyć, a dobre praktyki – pokazywać - zapowiada.

Funkcję zastępcy redaktora naczelnego objął Marcin Dzierżanowski, który poprzednio był we “Wprost” kierownikiem działu Naród, a wcześniej m.in. sekretarzem redakcji. Z tytułem jest związany od ok. 10 lat.

Michał M. Lisiecki oczekuje od nowego kierownictwa redakcji realizacji spójnej wizji tygodnika, który ma nie być postrzegany jako prawicowy czy lewicowy. – Od zawsze wierzę, że na rynku jest miejsce dla tygodnika środka, neutralnego politycznie, udostępniającego swoje łamy ciekawym rozmówcą, merytorycznego i ambitnego – wylicza.

Zdaniem wydawcy “Wprost” w ostatnim okresie niesłusznie został zaszufladkowany jako prawicowy. Ponad dwa lata temu tygodnik ujawnił szereg nagrań podsłuchanych rozmów czołowych polityków i biznesmenów, a w maju br. przy okazji zmiany layoutu na okładce wprowadzono oznaczenie “Polski wydawca”.

- To jest właśnie niezwykle trudna rola redaktora naczelnego, aby tytuł nie był szufladkowany jako gazeta tej czy innej opcji politycznej. „Wprost” zawsze było przede wszystkim tygodnikiem wspierającym polskich przedsiębiorców – i tę rolę będziemy umacniać, wychodząc jednocześnie naprzeciw oczekiwaniu merytorycznego tygodnika, który nie będzie się angażował w bieżący spór polityczny, a będzie jego recenzentem – zapowiada Lisiecki.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/jacek-pochlopien-we-wprost-wiecej-o-nowych-technologiach-i-kraju-zastepca-naczelnego-marcin-dzierzanowski

22-08-2016, 10:48

Tomasz Wróblewski i Mariusz Staniszewski żegnają się z “Wprost”, nowym naczelnym Jacek Pochłopień  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
22-08-2016

Z tygodnikiem “Wprost” (PMPG Polskie Media) żegnają się redaktor naczelny Tomasz Wróblewski i jeden z jego zastępców Mariusz Staniszewski – dowiedział się portal Wirtualnemedia.pl. Nowym redaktorem naczelnym został Jacek Pochłopień.

Tomasz Wróblewski

- Kości zostały rzucone. Najwyższy czas na zmiany – napisał w poniedziałek przed południem na Twitterze Tomasz Wróblewski.

Portal Wirtualnemedia.pl potwierdził w redakcji “Wprost”, że z tygodnikiem żegna się nie tylko Wróblewski, lecz także jeden z jego zastępców Mariusz Staniszewski, który obecnie przebywa na urlopie (wypowiedzenie złoży po powrocie z urlopu). Z dziennikarzami nie udało nam się skontaktować.

Jak wynika z ustaleń portalu Wirtualnemedia.pl, decyzja o odejściu Wróblewskiego i Staniszewskiego z “Wprost” wiąże się z inna wizją rozwoju tygodnika. Michał M. Lisiecki, prezes PMPG Polskie Media, zapowiedział, że jesienią tygodnik pojawi się w zmienionej odsłonie. Zmiany już zaczęły być wdrażane, ale jak dotąd nie wystartowano z działaniami promocyjnymi.

Tomasz Wróblewski został redaktorem naczelnym “Wprost” w marcu ub.r., zmienił profil tematyczny tygodnika na bardziej gospodarczy, a mniej tabloidowy, wprowadził na łamy sporo felietonów, pisanych m.in. przez ekonomistów i polityków.

Mariusz Staniszewski przeszedł do “Wprost” na początku maja ub.r. razem z kilkoma innymi dziennikarzami, m.in. Mariuszem Cieślikiem, Elizą Olczyk, Joanną Miziołek i Cezarym Adamczykiem. Wcześniej był m.in. sekretarzem redakcji w “Do Rzeczy”.

Jacek Pochłopień pracuje we “Wprost” od sierpnia ub.r., dotychczas był zastępcą redaktora naczelnego. Wcześniej pełnił taką samą funkcję w miesięczniku “Forbes”.

- Jako wydawca, dziękuję Tomaszowi Wróblewskiemu za podjęcie wyzwania uspokojenia atmosfery wokół “Wprost” po publikacjach wielu niezwykle trudnych materiałów dziennikarskich, w szczególności związanych z tzw. aferą taśmową. To zadanie skutecznie zrealizował. Dzisiaj jednak “Wprost” potrzebuje dalej idącej zmiany – skomentował te roszady Michał M. Lisiecki.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tomasz-wroblewski-i-mariusz-staniszewski-zegnaja-sie-z-wprost-nowym-naczelnym-jacek-pochlopien

22-08-2016, 09:36

Prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie nadawania Radia Hobby  »

Press
(KOZ)
22-08-2016

Prokuratura Rejonowa w Legionowie wszczęła postępowanie w sprawie nielegalnego nadawania programu przez Radio Hobby – poinformował serwis Legio24.pl.

Postępowanie jest prowadzone z art. 52 ust. 1 Ustawy o radiofonii i telewizji, zgodnie z którym ”kto rozpowszechnia program radiowy lub telewizyjny bez koncesji podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Radio Hobby, któremu Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji odebrała koncesję, nie przerwało nadawania. W myśl prawa telekomunikacyjnego z dniem doręczenia decyzji o cofnięciu koncesji wygasa rezerwacja częstotliwości i pozwolenie radiowe na nadawanie.

Całość: http://www.press.pl/tresc/45290,prokuratura-wszczela-postepowanie-w-sprawie-nadawania-radia-hobby

22-08-2016, 06:27

Blogerzy krytykują wykluczenie wydatków z kosztów ich działalności. “To nieporozumienie, kuriozum”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
ps
22-08-2016

- Fiskus nie rozumie do końca, na czym polega prowadzenie bloga, dlatego zdarzają się niedorzeczne interpretacje przepisów. To jakby powiedzieć sklepowi spożywczemu, że wydatki na energię elektryczną czy personel to nie koszt uzyskania przychodu, bo placówka ta uzyskuje przychód z handlu towarami, a nie ze świadczenia usługi oświetlenia pomieszczenia czy z tytułu utrzymywania stanowisk pracy – niedawną interpretację przepisów podatkowych dotyczącą działalności blogerskiej oceniają dla Wirtualnemedia.pl autorzy popularnych blogów.

W ubiegłym tygodniu poinformowano o dziwnej interpretacji przepisów w kwestii prowadzenia bloga dokonanej przez Izbę Skarbową w Bydgoszczy. W ocenie bydgoskich urzędników bloger nie może włączyć do kosztów uzyskania przychodu wydatków, które są praktycznie niezbędne do prowadzenia jego działalności. Chodzi np. o zakup niezbędnych akcesoriów i materiałów czy wydatki przeznaczone na zbudowanie i prowadzenie strony internetowej.

- Wnioskodawca uzyskuje przychód z tytułu dzierżawy strony internetowej, na której umieszczane są reklamy, a nie z tytułu prowadzenia bloga. Zatem wydatki związane z prowadzeniem bloga nie mogą stanowić kosztów uzyskania przychodów z działalności gospodarczej wnioskodawcy, której przedmiotem jest udostępnianie powierzchni na stronie internetowej – podsumował swoją interpretację przepisów podatkowych bydgoski fiskus.

Urzędnicy nie rozumieją blogosfery

Wirtualnemedia.pl zapytały polskich blogerów jak oceniają kontrowersyjną interpretację przepisów przez Izbę Skarbową w Bydgoszczy i jak oni sami radzą sobie w gąszczu nie do końca jasnych przepisów podatkowych.

Jednym z blogerów najostrzej oceniających relacje fiskus – jest bloger Artur Kurasiński, autor AK74.pl. - Kwestie rozliczeń i kwalifikacji kosztów prowadzenia bloga to temat rzeka – uważa. – Ale znając upór urzędów skarbowych w upraszczaniu życia przedsiębiorcom, raczej nigdy nie doczekamy się sytuacji, kiedy urzędnik zaakceptuje fakt, że kupno biletu lotniczego w wyniku którego bloger poleciał na wydarzenie, z którego napisze recenzję sponsorowaną, to koszt - przewiduje Kurasiński.

Nasz rozmówca podaje jednak przykład z blogosfery dowodzący, że walka z urzędniczą interpretacją podatkowych przepisów w niektórych wypadkach może jednak zakończyć się sukcesem. – Znam historię pewnego przedsiębiorcy, który miesiącami tłumaczył urzędnikom, że zakup łóżeczka dla dziecka poprawia jego komfort pracy (dziecko mniej płacze więc on ma lepszą wydajność a pracuje w domu). Finalnie mu się to udało – kończy Kurasiński.

Kilkoro blogerów, z którymi rozmawiały Wirtualnemedia.pl przyznało, że prowadzenie bloga jest związane z ich firmami lub działalnością gospodarczą, nie zajmują się bezpośrednio kwestiami podatkowymi i niewiele o tym wiedzą. Prowadzenie rachunków i rozliczeń z fiskusem powierzają wyspecjalizowanym biurom rachunkowym, które w ich imieniu kontaktują się ze skarbówką.

Tak jest także w wypadku Magdy Grzebyk, współautorki bloga Krytyka Kulinarna, która relacje z fiskusem ocenia nieco lepiej niż Artur Kurasiński. – Krytyka Kulinarna jest firmą, a w takiej sytuacji najlepiej zlecić prowadzenie ksiąg profesjonalistom, co znacznie zmniejsza problemy z klasyfikacją kosztów uzyskania przychodów – radzi Magda Grzebyk. – Oprócz bloga prowadzę także własną firmę i obsługa księgowa jest mi niezbędna do sprawnego funkcjonowania – zaznacza.

Grzebyk mówi, że według jej wiedzy np. blogerki modowe jako koszty działalności zapisują wydatki na takie usługi jak fryzjer czy kosmetyczka. – Ich wygląd jest także ich wizytówką, więc to zrozumiałe – podkreśla nasza rozmówczyni.

- W moim przypadku, a mówimy tu o blogu, na który trafiają teksty o charakterze podróżniczym, recenzje restauracji czy hoteli, kosztem będą bilety lotnicze, restauracje etc. Z jednej strony mówi się, że przepisy nie są klarowne, a z drugiej wystarczy wybrać się do właściwego sobie Urzędu Skarbowego, aby dowiedzieć się bardzo dokładnie, jakie wydatki są w naszym przypadku kosztem uzyskania przychodu. Z tego co wiem US nie robi tu żadnych problemów – zaznacza Grzebyk.

Stanowisko skarbówki to kuriozum

W ocenie Marii Wolnej-Pasek i Jakuba Paska, twórców bloga Oczekujac.pl, nie ulega wątpliwości, że stanowisko fiskusa w sprawie kosztów uzyskania przychodów przez blogerów jest błędne i świadczy o całkowitym braku zrozumienia tego, czym jest blog.

- To oczywiście interpretacja sprzeczna z in dubio pro tributario a więc taka, która ma być z (pozorną) korzyścią dla budżetu państwa a nie dla podatnika – podkreśla Maria Wolna-Pasek. – To jasne, że gros poniesionych wydatków przez twórcę bloga musi zaistnieć po to by blog mógł w ogóle funkcjonować, a więc by mogła się odbyć jego właściwa działalność zarobkowa, czyli zamieszczenie wpisu komercyjnego, reklamy czy banneru.

Jakub Pasek wyjaśnia, że blog musi mieć serwer, layout, oprawę, autor musi dysponować odpowiednim sprzętem: laptopem czy aparatem fotograficznym, często też samochodem. – Musi odbywać podróże, spotkania, szkolić się, zlecić jakieś prace na zewnątrz – to wszystko może wydarzać się w związku z tworzeniem treści niekomercyjnej, która to treść ma stanowić istotę bloga, na którym treści płatne pojawią się z czasem, lub pomiędzy nimi – wymienia Pasek.

Nasi rozmówcy oceniają, że stanowisko urzędu, w którym uzasadnia się, że określone wydatki nie mają bezpośredniego związku z przychodem, to kuriozum. - To tak jakby o zwykłej placówce handlowej – sklepowi spożywczemu powiedzieć, że koszt energii elektrycznej czy personelu to nie jest koszt uzyskania przychodu, bo placówka ta uzyskuje przychód z handlu towarami, a nie ze świadczenia usługi oświetlenia pomieszczenia czy z tytułu utrzymywania stanowisk pracy - porównują autorzy bloga Oczekujac.pl. - Tak jak w przypadku spożywczaka te koszty i działania są niezbędne by mógł on funkcjonować, tak i w przypadku bloga jest wiele z pozoru pobocznych aktywności, bez których ów blog nie ma szans istnieć a są one wprost inwestycją w niego - dodają.

Zdaniem pary blogerów w sytuacji tak krzywdzących interpretacji przepisów należy mocno zastanowić się, czy chce się prowadzić bloga w oparciu o działalność gospodarczą, jeśli to tylko blog miałby być jej przedmiotem. Długi czas inwestycji do czasu uzyskania pierwszych dochodów, ich nieregularność i zróżnicowana wysokość wobec wysokich kosztów stałych – to powoduje, że jest to ryzykowne przedsięwzięcie.

- Z mojej perspektywy łatwiej prowadzić tego typu działalność w oparciu o umowy cywilno-prawne: umowę o dzieło lub umowę zlecenie. Przepisy tu są jasne, istnieje też możliwość rozliczenia pewnych wydatków jako koszt uzyskania przychodu – ocenia Pasek.

Brak jasnych przepisów

Wszyscy blogerzy komentujący dla Wirtualnemedia.pl interpretację prawa przez bydgoski fiskus są zgodni, że jest ona błędna. Potwierdza to także Katarzyna Dworzyńska, autorka bloga Dworzynska.com, która przy okazji zwraca uwagę na błędy systemowe, czyli brak precyzyjnych przepisów podatkowych dostosowanych do blogów internetowych.

- Urzędnicy, którzy stwierdzili, że nie ma związku pomiędzy poniesionymi na prowadzenie bloga kosztami a uzyskiwanymi z niego przychodami, wykazali się niezwykłą krótkowzrocznością – ocenia Katarzyna Dworzyńska. – Musimy ustalić jedno: im atrakcyjniejszy blog, im ciekawsze materiały, które publikuje na nim autor, tym większa szansa na pozyskanie reklamodawcy, zainteresowanego współpracą.

Jak zdobyć atrakcyjny materiał? – pyta w rozmowie z nami Dworzyńska. – Wszystko zależy od kategorii bloga. Smacznie skomponowane przepisy przyciągną czytelników bloga kulinarnego, modne stylizacje i obecne trendy – czytelników bloga modowego, relacje z eventów branżowych – czytelników bloga marketingowego – wylicza blogerka. – Te wszystkie działania wiążą się z wydatkami. Bloger kulinarny, aby ugotować, musi zakupić produkty, blogerka modowa – ubrania, a bloger marketingowy – wejściówkę na konferencję. To są realne wydatki, które ponoszą blogerzy z tytułu prowadzenia swojej działalności. Do tego dochodzą koszty zakupu domeny, szablonu, hosting, administracja strony… To nie są małe kwoty. Natomiast całość tych działań wpływa na pozycjonowanie blogera wśród reklamodawców oraz równie często – na jego wynagrodzenie – opisuje Katarzyna Dworzyńska.

Jej zdaniem niewiązanie poniesionych kosztów z uzyskiwanymi przychodami, które głównie pochodzą właśnie z reklam, artykułów sponsorowanych, testów produktów czy innych, niestandardowych akcji, jest zwykłym nieporozumieniem.

- Szkoda, że w Polsce nie ma jasnych przepisów określających w jaki sposób bloger powinien rozliczać się z fiskusem – żałuje nasza rozmówczyni. - Na początku tego roku przeczytałam w jednej z gazet artykuł dotyczący uznania przez skarbówkę kosztów poniesionych z tytułu prowadzenia bloga lifestylowego. W tamtym przypadku urzędnicy nie mieli problemu z uznaniem, że wydatki na wystawę sztuki, z której relacja pojawiła się na blogu, były bezpośrednio połączone z kosztami poniesionymi w celu osiągnięcia przychodu.

Katarzyna Dworzyńska przyznaje, że do tej pory nie napotkała problemów z rozliczeniem działalności blogerskiej. – Wystawiam i sama proszę o wystawianie faktur VAT. Jeszcze nie było sytuacji, w której moja księgowa kwestionowałaby którąś z faktur, a mam bardzo dobrą księgową. Wydaje mi się, że wszystko jest kwestią odpowiedniego rozliczenia oraz dokładnego zrozumienia na czym polega działalność blogerska przez urzędników – podsumowuje Dworzyńska.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/blogerzy-krytykuja-wykluczenie-wydatkow-z-kosztow-ich-dzialalnosci-to-nieporozumienie-kuriozum

22-08-2016, 06:21

Krzysztof Czabański: wymogi w konkursie na prezesa TVP nie są niskie, zarząd powinien być jednoosobowy  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
22-08-2016

Przewodniczący Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański podkreśla, że od kandydatów na prezesa Telewizji Polskiej nie jest wymagany staż kierowniczy, ponieważ nie jest on tożsamy z doświadczeniem w mediach. Nie wiadomo jeszcze, ilu członków będzie liczyć nowy zarząd TVP. – Osobiście jestem zwolennikiem jednoosobowych zarządów w spółkach mediów publicznych – stwierdza w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Czabański.

Krzysztof Czabański

W piątek ujawniono przygotowany przez Radę Mediów Narodowych regulamin konkursu na prezesa Telewizji Polskiej. Od kandydatów wymagane są wyższe wykształcenie i kompetencje w radiofonii lub telewizji oraz kilka kryteriów standardowych przy rekrutacjach do pracy w sektorze państwowym. Nie ma natomiast wymogu jakiegokolwiek stażu na stanowisku kierowniczym.

- Chodzi o to, żeby nie wykluczyć osób, które nie miały możliwości sprawowania stanowisk kierowniczych. Poza tym doświadczenie w zarządzaniu wcale nie musi oznaczać sprawowania funkcji kierowniczych, bo można mieć takie kompetencje z tytułu wykształcenia, można mieć doświadczenie naukowe w tej dziedzinie – wyjaśnia w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Krzysztof Czabański, przewodniczący Rady Mediów Narodowych. W piątek Czabański powiedział PAP-owi, że chodzi m.in. o osoby, które przez osiem lat rządów koalicji PO-PSL nie miały szans na pracę w mediach publicznych. – Proszę nie utożsamiać stażu kierowniczego z doświadczeniem – zaznacza przewodniczący RMN.

Czy Rada nie obawia się, że przy stosunkowo niskich wymaganiach może napłynąć mnóstwo kandydatur do konkursu? – Wymogi wcale nie są takie niskie. Po pierwsze: wyższe wykształcenie, więc na przykład Aleksander Kwaśniewski nie mógłby startować w tym konkursie. Po drugie: kompetencje w zakresie radiofonii lub telewizji, co wynika z ustawy o radiofonii i telewizji - wylicza Krzysztof Czabański. - Na drugim etapie kandydatury będą oceniane pod względem merytorycznym, co może być może spowodować decyzje Rady o niedopuszczeniu wszystkich do etapu trzeciego. Zresztą po to są te etapy, żeby trochę ich odsiewać - opisuje.

Nie wiadomo, ilu kandydatów może zostać dopuszczonych do rozmów kwalifikacyjnych. – Nie określamy limitów. Dopuszczeni zostaną wszyscy kandydaci, którzy spełnią warunki formalne i warunki merytoryczne przewidziane w drugim etapie. Jeżeli będzie ich dwudziestu, to po prostu dłużej będą trwały rozmowy kwalifikacyjne – zapowiada Krzysztof Czabański. – Nie chodzi o to, żeby konkurs był krótki, tylko żeby efekty były dobre – podkreśla.

W regulaminie nie zapisano, w jaki konkretnie sposób Rada Mediów Narodowych spośród kandydatów zakwalifikowanych do trzeciego etapu wybierze prezesa TVP. – Nie ma ustalonej procedury, być może zostanie ona wyznaczona przez Radę podczas dyskusji o regulaminie. Po prostu po rozmowach kwalifikacyjnych członkowie Rady będą dyskutować, kogo typują jako zwycięzcę i jak ustawiają kolejność najlepszych kandydatów. Jakiś rodzaj rankingu, przynajmniej dla dwóch-trzech osób, trzeba będzie ustalić, a to można uzyskać tylko w drodze głosowania – opisuje przewodniczący RMN.

Regulamin zakłada, że jeśli kandydat wybrany przez Radę na prezesa TVP nie zgodzi się pełnić tej funkcji, Rada może złożyć ofertę powołania drugiemu najwyżej ocenionemu kandydatowi. może w każdym momencie zakończyć postępowanie kwalifikacyjne bez wyłonienia kandydatów, przy czym ma podać przyczynę.

Konkurs dotyczy jedynie prezesa Telewizji Polskiej. Co w takim razie z pozostałymi członkami zarządu TVP (obecnie jest tylko jeden – wiceprezes Maciej Stanecki)? – To zależy od decyzji Rady. Na razie obowiązuje uchwała z poprzedniego posiedzenia tylko o konkursie na prezesa TVP – mówi Krzysztof Czabański.

- Osobiście jestem zwolennikiem jednoosobowych zarządów w spółkach mediów publicznych. Być może podczas najbliższego posiedzenia Rady wpłyną wnioski formalne w tej sprawie. Na pewno trzeba będzie podjąć uchwałę o tym, czy zarząd jest jednoosobowy czy większy – stwierdza.

Obecny prezes TVP Jacek Kurski i wiceprezes Maciej Stanecki, tak samo jak członkowie zarządów i rad nadzorczych większości spółek mediów publicznych, zostali mianowani na początku br. przez ministra skarbu państwa na podstawie tzw. małej nowelizacji ustawy medialnej. Kurski został odwołany ze swojej funkcji przez Radę Mediów Narodowych na początku sierpnia, przy czym uchwała wejdzie w życie w momencie rozstrzygnięcia konkursu na prezesa TVP, co ma nastąpić najpóźniej w połowie października br. Jacek Kurski zapowiedział już, że weźmie udział w tym konkursie.

Zaraz po zakończeniu konkursu na prezesa TVP Rada Mediów Narodowych ma ogłosić analogiczny konkurs na prezesa Polskiego Radia. – Jego regulamin będzie wzorowany na tym dotyczącym konkursu prezesa TVP – zapowiada Krzysztof Czabański.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/krzysztof-czabanski-wymogi-w-konkursie-na-prezesa-tvp-nie-sa-niskie-zarzad-powinien-byc-jednoosobowy

21-08-2016, 22:18

Dziennikarz “Przeglądu Sportowego” wśród okradzionych w Rio  »

Press
(JM)
21-08-2016

Trzem dziennikarzom ukradziono komputery z biura prasowego podczas relacjonowania zawodów w kolarstwie górskim na Igrzyskach Olimpijskich w Rio. Wśród okradzionych jest Kamil Wolnicki z “Przeglądu Sportowego”.

Do zdarzenia doszło w sobotę, podczas zawodów kobiet w kolarstwie górskim, na których Maja Włoszczowska zdobyła srebrny medal. Podczas gdy dziennikarze przebywali w mixed zone i przeprowadzali wywiady ze sportowcami, z biura prasowego ukradziono trzy laptopy. Poza Wolnickim poszkodowani zostali również dziennikarze z Francji i Norwegii.

- Gdy wracałem do biura prasowego, to któryś z polskich dziennikarzy powiedział, że ukradli laptopy. Trochę się z tego pośmialiśmy, a potem się okazało, że skradziono właśnie mój – opowiada Wolnicki.

- Przyszło sześciu policjantów uzbrojonych w karabiny maszynowe. Na posterunek zawieziono nas na sygnale, z kamizelkami kuloodpornymi na tylnym siedzeniu. Na posterunku nie było Internetu, więc zawieziono nas na inny. Tam funkcjonariusze oglądali mecz finałowy w piłkę nożną, bo akurat Neymar strzelił gola. W ten sposób straciłem pięć godzin – opowiada Wolnicki.

Całość: http://www.press.pl/tresc/45288,dziennikarz-_przegladu-sportowego_-wsrod-okradzionych-w-rio