Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

15-01-2009, 19:01

Kamil Durczok: Chciałbym, żeby na pogrzebie zagrała mi górnicza orkiestra  »

http://nettg.pl/news/75157/kamil-durczok-chcialbym-zeby-na-pogrzebie-zagrala-mi-gornicza-orkiestra
Anna Zych
15-01-2009

Mój dziadek był górnikiem, który lata przepracował pod ziemią w kopalni Boże Dary – mówi z dumą Kamil Durczok

Kamil Durczok

Rozmowa z Kamilem Durczokiem, dziennikarzem telewizyjnym i radiowym

Powszechne jest przekonanie, że Śląsk jest miejscem, z którego się ucieka. Pan, jako jeden z nielicznych, głośno akcentuje, że wraca na Śląsk.

Nie zgadzam się z opinią, że ze Śląska się ucieka. Gdy patrzę na firmy, które mają tutaj swoje siedziby, na zmieniający się wygląd stolicy regionu, myślę sobie, że Śląsk jest bardzo atrakcyjnym miejscem do inwestowania, realizowania swoich pasji, do tego, żeby tu żyć i pracować. Funkcjonuje oczywiście pewien stereotyp, że prawdziwy sukces odnosi się tylko w skali całego kraju, ale myślę, że dla każdego sukces ma inny wymiar. Znam bardzo wielu ludzi, którzy mają poczucie spełnienia i sukcesu, a wszystko co robili i robią jest związane ze Śląskiem.

Może to my tutaj mamy przeświadczenie o naszej zaściankowości?

To jest zupełnie inny problem. Stan zadowolenia nigdy nie był na Śląsku szczególnie wysoki. W starszym pokoleniu Ślązaków – prócz dumy z miejsca urodzenia, pochodzenia – jest czasem jakieś niezrozumiałe poczucie niższości. Ostatnio uczestniczyłem w spotkaniu, w związku z wydaniem audiobooka, na którym – trochę prowokacyjnie, jako szwarccharakter – opowiadałem o tym, jak mało się tu zmienia. Wszyscy rozmówcy gorąco mnie przekonywali, że to świetny region i świetne miejsce. Ale jak się poczyta gazety, porozmawia z ludźmi, to coś w części społeczeństwa jednak jest, że czujemy się trochę biedniejsi. A już bardzo chętnie za pomocą śląskiego poczucia krzywdy tłumaczymy sobie rozmaite własne niepowodzenia.

To ta nasza dupowatość, o której mówił Kazimierz Kutz?

Myślę, że powiedziane to było prowokacyjnie, bo tej dupowatości już niewiele zostało. To był pewien model życia i rodziny, który się sprowadzał do trzech podstawowych miejsc: domu, kopalni i kościoła. Życie toczyło się w takim trójkącie, nie było tam niczego porywającego. Nie było miejsca na szaleństwo, realizację ukrytych wielkich marzeń i aspiracji. To był model Śląska z połowy XX wieku, dzisiaj Śląsk jest zupełnie inny. Myślę, że po tej dupowatości w młodym pokoleniu nie pozostał nawet najmniejszy ślad.

Pan wraca na Śląsk dlatego, że jest to takie świetne miejsce do życia, czy dlatego, że czuje się Pan związany z tym regionem?

Po pierwsze dlatego, że tu jest mój dom. Można mieszkać w różnych miejscach, w kraju i na świecie, ale dom ma się jeden, a ja mam ten dom na Śląsku. Po drugie, to jest świetne miejsce do życia. Pomijając drobną uciążliwość związaną z tym, że dojazd z Katowic do Warszawy zajmuje kilka godzin, to niech mi pani pokaże drugie miejsce, które jest tak dobrze skomunikowane, z którego jest równie blisko do Pragi, Budapesztu, Wiednia, jak do Warszawy. Z którego po jednym dniu jazdy samochodem można dotrzeć do kilkunastu alpejskich kurortów. W sensie wypoczynkowym trudno znaleźć lepsze miejsce, bo z jednej strony jest Jura, z wszystkimi jej urokami, z drugiej, moje ukochane Beskidy, gdzie można fantastycznie pojeździć na nartach. Wreszcie jest to takie miejsce, gdzie naprawdę można interesująco spędzić wolny czas. Wystarczy przejrzeć repertuar teatrów, spojrzeć na kilka fajnych knajp i klubów. Pewnie trochę idealizuję, bo patrzę na region z daleka, a część mojej oceny determinuje tęsknota za Śląskiem, ale bez wątpienia Śląsk się bardzo zmienił.

Chciałam Pana naciągnąć na rozmowę o śląskich sentymentach. Osoba w Pana wieku nie pamięta chyba górniczych orkiestr grających w trakcie Barbórki?

Oczywiście, że pamiętam. W Barbórkę górnicza orkiestra kopalni “Boże Dary” maszerowała spod kopalni w stronę kościoła, a potem pod dom dyrektora. Miałem wtedy kilka lat, ale doskonale pamiętam takie obrazki. Sentyment do orkiestr górniczych pozostał mi do dzisiaj, to jeden z takich zestawów dźwięków, które poruszają tę samą strunę w sercu. Chciałbym, żeby na pogrzebie zagrała mi górnicza orkiestra.

Ma Pan rodzinne związki z górnictwem?

Oczywiście. Mój dziadek był górnikiem, długie lata przepracował w kopalni “Boże Dary” pod ziemią, a wujek, będący już na emeryturze, pracował jako ratownik górniczy. Uczestniczył w kilku dużych akcjach, między innymi w kopalni “Silesia” w latach 70. Barbórka była dniem świętowanym rodzinnie, na równych prawach z urodzinami.

Stara się Pan przekazać synowi te śląskie sentymenty?

Ja pokazuję synowi trochę inny Śląsk, ten nowszy, a o utrwalanie wiedzy o dziedzictwie troszczymy się wspólnie – ja, moja żona i rodzice. Mój syn wie, kto to był Paweł Wróbel i co to jest Grupa Janowska. Myślę, że jeszcze chwila, a pokażę mu tryptyk Kutza. Chcemy, żeby wiedział skąd pochodzi.

Kamil Durczok, dziennikarz radiowy i telewizyjny, redaktor naczelny i prezenter programu informacyjnego “Fakty” w TVN. Urodził się 6 marca 1968 roku w Marklowicach. Współtworzył program Studenckiego Radia EGIDA działającego w akademikach Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach-Ligocie, był dziennikarzem Radia Katowice, a w wieku 24 lat został dyrektorem i redaktorem naczelnym katowickiego radia TOP FM. Od 1994 roku związany był z Telewizją Katowice, a następnie z pierwszym programem TVP, w którym prowadził i tworzył szereg programów publicystycznych. Kilkukrotnie nagrodzony nagrodą Telekamera oraz Wiktor. W 2000 roku otrzymał tytuł Dziennikarza Roku przyznawany przez miesięcznik “Press”.

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/13587

15-01-2009, 18:14

Protest przeciwko zwolnieniom w mediach  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/isb/pr/pe
15-01-2009

Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej zaprotestowało przeciwko licznym zwolnieniom “dziennikarzy i innych pracowników mediów”. Według SDRP zwolnienia są nieuzasadnione merytorycznie i podyktowane jedynie chęcią utrzymania wysokich zysków przez właścicieli mediów.

“Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy RP wyraża zaniepokojenie sytuacją pracowników środków masowego przekazu w Polsce. Niepokoją zwłaszcza obserwowane w ostatnim czasie nieuzasadnione merytorycznie zwolnienia licznych grup dziennikarzy i innych pracowników mediów” – głosi stanowisko SDRP.

“Wszystko wskazuje na to, że powodem tych zwolnień jest jedynie chęć utrzymania wysokich zysków przez właścicieli mediów” – ocenia SDRP.

“Wyrażamy sprzeciw wobec działań godzących w godność dziennikarzy i prowadzących do jeszcze większej pauperyzacji środowiska dziennikarskiego” – podkreślono w oświadczeniu.

W ostatnim czasie zwolnienia (różnej skali i z różnych powodów) dotknęły szereg redakcji.

W ubiegłym tygodniu ponad 50 osób, w tym dziennikarzy, redaktorów, grafików i pracowników działu foto zwolniła “Gazeta Wyborcza”. Jest to – jak ogłosił jeszcze w grudniu zarząd Agory – początek zwolnień w spółce. W sumie do końca lipca Agora planuje zwolnienie ok. 300 osób, co motywuje koniecznością przygotowania spółki do “trudniejszego rynkowo okresu związanego z oczekiwanym spowolnieniem gospodarczym i kryzysem na rynkach finansowych”.

Dwukrotnie zwolnienia przeprowadziła w ubiegłym roku Telewizja Puls. Najpierw pod koniec lipca w efekcie rozwiązania działu informacyjnego zwolnienia grupowe objęły ok. 120 osób. Pod koniec roku w wyniku wycofania się ze stacji inwestora – międzynarodowego koncernu News Corporation telewizja zwolniła kolejnych 25 osób.

Zwolnienia – spowodowane zmianą władz, ale też spadkiem wpływów abonamentowych – trwają też w mediach publicznych. Plan zwolnień grupowych przygotował już m.in. zarząd Radia Koszalin – planuje się zwolnienie 33 z 80 pracowników rozgłośni.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej zostało założone w 1982 jako Stowarzyszenie Dziennikarzy PRL w miejsce rozwiązanego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Od 1990 działa jako SDRP. Należy do Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy. Do organizacji należy blisko 4 tys. osób. SDRP ma 17 oddziałów terenowych w całym kraju.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/protest-przeciwko-zwolnieniom-w-mediach

14-01-2009, 18:06

Debata: autoryzacja kwestią etyki dziennikarskiej czy przepisów prawa  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pap/pr
14-01-2009

Czy autoryzacja wypowiedzi powinna być jedynie kwestią etyki dziennikarskiej, czy – jak to jest obecnie – przepisów prawa – zastanawiali się uczestnicy wtorkowej debaty w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

O ile wśród prawników i dziennikarzy zdania na ten temat były podzielone, co do jednego zgodni byli wszyscy – na pewno brak autoryzacji nie powinien być zagrożony sankcją karną.

Art. 14 Prawa Prasowego mówi, że dziennikarz nie może odmówić osobie udzielającej informacji autoryzacji dosłownie cytowanej wypowiedzi, o ile nie była ona uprzednio publikowana.

Ustawa nie nakłada na dziennikarza obowiązku zabiegania o autoryzację.

Debatę w HFPCz zorganizowano w kontekście wrześniowego wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który uznając przepisy prawa prasowego dot. autoryzacji za zgodne z konstytucją orzekł, że autoryzacja gwarantuje precyzję i pewność debaty publicznej oraz służy podnoszeniu jej wiarygodności. Zdanie odrębne złożył wówczas sędzia Andrzej Rzepliński, który uznał, że przepisy dotyczące autoryzacji są niezgodne z konstytucją.

O tym, że wyrok Trybunału był błędny, przekonywał we wtorek m.in. dr Michał Zaremba z Instytutu Dziennikarstwa UW. Jak podkreślał, autoryzacja to iście “polski wynalazek”, bo na wschód od Bugu i na zachód od Odry takie przepisy nie istnieją.

“Jądrem wolności mediów jest prawo cytowania wypowiedzi polityka, która padła podczas rozmowy z dziennikarzem” – powiedział Zaremba, wskazując, że autoryzacja w obecnej formie bardziej chroni polityków niż dziennikarzy.

Zaremba podkreślał też, że polski przepis o autoryzacji jest głęboko niemoralny, ponieważ pozwala karać dziennikarzy nawet w sytuacji, gdy wypowiedź była zacytowana wiernie, a wina dziennikarza polega jedynie na zaniechaniu autoryzacji.

O niesłuszności wyroku przekonany jest też dr Ireneusz Kamiński z Instytutu Nauk Prawnych PAN. “Trybunał uznał, że nie ma czegoś takiego jak szczególna ranga, szczególna ochrona, szczególne znaczenie dziennikarskiej wypowiedzi. Zatem polski Trybunał popełnił olbrzymi błąd, gdy porównujemy jego orzeczenie ze Strasburskim standardem” – powiedział Kamiński.

Zwrócił też uwagę, że polskie przepisy nie zawierają żadnych terminów, w których autoryzacja powinna być dokonana, a zatem “można powiedzieć, że mamy do czynienia ze środkiem o charakterze prewencyjnym, powstrzymującym publikację”. Są “olbrzymie szanse” na to, że Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu – gdzie zaskarżono polskie przepisy – stwierdzi, że Polska złamała przepisy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Instytucji autoryzacji broniła natomiast dziennikarka i pisarka Teresa Torańska, podkreślając, że jest to element warsztatu. “Zasadą dla mnie jest, żeby rozmowę autoryzować” – powiedziała. Zaznaczyła jednak przy tym, że należy rozróżnić sprawę krótkich wypowiedzi prasowych, których autoryzacja “prawdopodobnie zablokowałaby druk wszystkich prawie gazet w Polsce” i wywiadów.

Torańska podkreśliła, że każdy ma prawo do rzetelnego przedstawienia swoich poglądów. “Dlaczego ja autoryzuję? Ponieważ chcę, żeby poglądy mojego rozmówcy były najprawdziwsze” – powiedziała.

Według niej należy wykazać “bardzo dużo pokory”. “Ja jestem jednak za ochroną nawet tych wielkich ludzi, tzn. wielkich w polityce, za ochroną ich prywatności. Również jestem za tym, bo sama jak udzielam wywiadu, coś po prostu chlapnę” – powiedziała Torańska, dodając, że dlatego daje też politykom możliwość wycofania się z pewnych drastycznych sformułowań.

Prof. Bogudar Kordasiewicz z Instytutu Nauk Prawnych PAN pytał natomiast, dlaczego autor wypowiedzi nie ma mieć prawa do autoryzacji, skoro sam dziennikarz często usuwa z przeprowadzonego już wywiadu niektóre swoje pytania, które na tle całości wydają mu się po prostu głupie. Podkreślił jednak, że nie zgadza się z istnieniem sankcji karnej za brak autoryzacji.

“Tam, gdzie Trybunał Konstytucyjny mówi, że sankcja karna jest w porządku, wydaje mi się to orzeczenie głęboko chybione, natomiast wydaje mi się, że nie ma nic zdrożnego w samym obowiązku autoryzacji tyle tylko, że nie można jej rozumieć jako autoryzacji wszystkiego, co człowiek powiedział” – podkreślił Kordasiewicz. Zaprzeczył też twierdzeniom, by autoryzacja była wyłącznie polskim wynalazkiem.

Za utrzymaniem autoryzacji, jednak bez sankcji karnych, opowiedziała się też Izba Wydawców Prasy.

Debatę na temat autoryzacji HFPCz zorganizowała w ramach programu Obserwatorium Wolności Mediów, którego celem jest “podniesienie poziomu ochrony wolności słowa w Polsce”. Oprócz organizacji debat działalność programu obejmuje m.in. monitoring sytuacji mediów na terenie poszczególnych województw (m.in. procesy karne lub cywilne przeciwko dziennikarzom czy problemy z dostępem do informacji publicznej).

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/debata-autoryzacja-kwestia-etyki-dziennikarskiej-czy-przepisow-prawa

14-01-2009, 08:10

Zmarł Edmund Wojnarowski – człowiek radia i teatru  »

Dziennik Zachodni

Zmarł Edmund Wojnarowski. Człowiek radia, teatru, ale także zapalony pedagog i.. satyryk. Ta ostania specjalizacja wiązała się nie tylko z uprawianą przezeń twórczością, ale i z charakterem – pan Mundek wyobraźnię miał błyskotliwą, a język cięty, choć ostrzył go przede wszystkim na surrealistycznych żartach, a nie na kolegach, dla których miał wiele cierpliwości.

Edmund Wojnarowski (1930 - 2009)

Góral z pochodzenia – urodził się 21 września 1930 r. w Starym Sączu, Ślązakiem został z wyboru, choć przyjechał do nas trochę z przymusu. Po ukończeniu polonistyki w Uniwersytecie Jagiellońskim otrzymał tzw. nakaz pracy w szkole w Zabrzu i przez 7 lat był polonistą w tamtejszym liceum. Lubił uczyć i lubił młodzież; z wieloma byłymi uczniami utrzymywał kontakt do końca życia, a oni odwiedzali go w chorobie.

Edmund Wojnarowski rozstał się z dydaktyką, bo zafascynował go eter. W Polskim Radiu Katowice był szefem redakcji zwanej umownie rozrywkową, w której powstawały audycje autorskie prezentujące wydarzenia kulturalnie i coś, co dziś nazwalibyśmy kabaretem literackim. Pan Mundek i jego koledzy – redaktorzy, pisarze i aktorzy – często sami tworzyli teksty satyryczne, nic więc dziwnego, że wkrótce powołali do życia “Śrubę”. To był jedyny wówczas teatrzyk literacki o-kabaretowym zacięciu, jaki działał na Śląsku po II wojnie światowej. Pan Mundek zawsze wspominał go z sentymentem.

Z radia zwolniono go w stanie wojennym, ale po kilku latach wrócił i pełnił w nim funkcję zastępcy redaktora naczelnego do spraw programowych.

Drugą wielką miłością red. Wojnarowskiego był teatr. Znał go od środka; pracował jako kierownik literacki w Teatrze Nowym w Zabrzu, szefował redakcji teatralnej Telewizji Katowice, na wiele lat związał się ze Śląskim Teatrem Lalki i Aktora “Ateneum”. Świat animacji fascynował go nieodmiennie i tak bardzo, że wkrótce zaczął pisać sztuki dla młodych widzów. Często wykorzystywał w nich motywy baśniowe w zadziwiający sposób łącząc tradycję śląskich i góralskich podań ludowych. Pytałam go kiedyś: skąd ta wierność “tym lalkom i tym opowieściom”?

- Lalka to idealny symbol dwoistości natury ludzkiej – mówił – ale też byt osobny. Dobrze animowana i wyposażona przez pisarza w ciekawy charakter potrafi czasem powiedzieć więcej o kondycji człowieka niż żywy aktor, choć ja najbardziej lubię łączyć plan żywy z lalkowym. Świat kukieł to także najwcześniejsze wspomnienia. Moja babka była osobą o niesamowitej wyobraźni i wyjątkowym darze opowiadania. Tradycyjne góralskie baśnie nasycała jakimś niezwykłym sur- realistycznym – jak z Dalego – klimatem. Najpierw opowiadała mi choćby historię Janosika, a chwilę potem własną makabreskę “o złotej nodze i czerwonych płucach”. No i gdzie pokazać świat całkowicie wywiedziony z fantazji, jeśli w teatrze lalek? Materializowanie nieistniejących rzeczywistości to moje ulubione zajęcie. Uwielbiam patrzeć, jak dzieci akceptują te wymyślone światy i na ich baśniowej aurze uczą się prawdziwego życia.

E. Wojnarowski napisał kilkanaście sztuk dla dzieci, z których większość miała prapremiery na scenie “Ateneum”, ale potem grana była na scenach całej Polski. Dla mnie najpiękniejszą i najmądrzejszą ze sztuk Wojnarowskiego pozostaje “Ballada o bochenku chleba”, która doczekała się prawie 20 realizacji. On nie miał swojej ulubionej; przeżywał każdą premierę, bo opinie recenzentów cenił, ale przede wszystkim patrzył na reakcję dzieci.

Koledzy z Teatru “Ateneum” mówią, że trudno im będzie bez Edmunda, który nigdy ich nie opuścił. Gdy trzy lata temu powaliła go ciężka choroba, wciąż dla swojego teatru pisał. Na afiszu “Ateneum” pozostaje baśń “O smoku Grubeloku”…

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/13995

11-01-2009, 17:08

Zmarł Edmund Wojnarowski  »

Dziennik Zachodni
Krzysztof Karwat
11-01-2009

Urodził się w 1930 roku, zmarł 11 stycznia 2009 roku. Polski dramaturg, poeta, dziennikarz, publicysta, twórca radiowy. Jego sztuki wystawiane były w teatrach lalek, publikowane w czasopismach, a niektóre z nich swoje prapremiery miały na antenie radiowej, w formie słuchowisk, później także pokazywane na deskach teatru telewizji. Publikował m.in. w miesięczniku “Śląsk”, w “Kurierze Starosądeckim”, w “Panoramie”, czasopiśmie Teatr Lalek i biuletynie Animator.

Edmund Wojnarowski

Przez 50 lat związany był z Radiem Katowice (m.in., jako szef Redakcji Rozrywkowej, potem jako zastępca dyrektora do spraw programowych). Trudno by tu było wymienić to wszystko, co wyszło spod jego pióra. Przypomnieć warto jednak “Psa na portierni” – kabaret, przy pomocy, którego pierwszy raz po wojnie gwara śląska pojawiła się znowu na antenie radiowej, nie tylko w formie etnicznej dokumentacji, stworzenie pierwszej na antenie w Polsce akcji antynikotynowej (“Audycja dla niepalących”) oraz wyemitowanie pierwszego w kraju słuchowiska stereofonicznego “Paweł i Gaweł”. Od 1995 aż do 2003 roku na tejże antenie prawie w każde niedzielne przedpołudnie wygłaszał swoje “Rozważania na oklepany temat”. Był też szefem Redakcji Teatralnej śląskiej TV.

Nie sposób pominąć jego udziału w stworzeniu w Katowicach kabaretu “Śruba”. Zajmował się również rysunkiem satyrycznym publikował m.in. w “Szpilkach” i tygodniku “Kocynder”. Jako reżyser zrealizował wiele audycji radiowych, ale również kilka własnych sztuk w teatrach lalek.

* * *

Na jubileusz 50-lecia pracy twórczej Edmunda Wojnarowskiego w marcu 2003 roku, na łamach “Dziennika Zachodniego” Krzysztof Karwat napisał:

W Teatrze “Ateneum” odbyła się w czwartek wyjątkowa uroczystość. 50 lat pracy twórczej obchodził Edmund Wojnarowski. Wybór miejsca nie był przypadkowy. Z tą zasłużoną instytucją Wojnarowski jest związany “od zawsze”.

Mijają lata, a on nadal swoje talenty oddaje dziecięcej publiczności teatralnej. Jego liczne sztuki chętnie grywane są nie tylko w Katowicach, ale także w wielu innych miastach.

Pamiętamy, że to Wojnarowski napisał znakomitą “Balladę o bochenku chleba”, która jak dotąd była realizowana w różnych teatrach aż 17 razy.

Ten gatunek twórczości stanowi istotną, lecz nie jedyną część dorobku jubilata. Jego nazwisko kojarzymy przede wszystkim z najlepszymi latami Radia Katowice. Wojnarowski pracował w tej firmie – z przerwą na stan wojenny – kilkadziesiąt lat, tworząc popularne cykle audycji kulturalnych, literackich i satyrycznych. Bo też człowiek ten w zadziwiający sposób łączy w sobie dwa, zdawałoby się, sprzeczne temperamenty – subtelnego liryka i ciętego satyryka.

Starsi katowiczanie zapewne pamiętają katowicki kabaret “Śruba”. Do dziś mówi się o nim, że był najlepszym i właściwie jedynym kabaretem literackim na powojennym Górnym Śląsku. Animatorem i współtwórcą “Śruby” był właśnie Wojnarowski.

Czwartkowa uroczystość miała familijny ciepły charakter. Taki zresztą w prywatnym kontakcie zawsze był i jest jubilat. To człowiek, który należy do coraz rzadszego, bo wymierającego gatunku dziennikarzy i twórców, o których można i trzeba powiedzieć: intelektualiści.

Po uroczystym spektaklu i obejrzeniu okolicznościowej wystawy większość teatralnych gości przeniosła się do nieodległej siedziby Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego. Tam odbył się wieczór autorski jubilata.

Krzysztof Karwat

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/1838

15-08-2008, 17:26

“Anioły znają swój fach” – wybór publikacji nieżyjącej dziennikarki Agaty Paruch  »

Onet.pl
AB
15-10-2008

"Anioły znają swój fach. Historie z tej ziemi"

Wybór publikacji nieżyjącej bielskiej dziennikarki Agaty Paruch “Anioły znają swój fach” ukazał się w księgarniach nakładem bielsko-krakowskiej oficyny “Kwadrat”. Książkę dopełniają fragmenty jej swoistego pamiętnika, który powstawał, gdy reporterka walczyła już ze śmiertelną chorobą.

“Agata uwielbiała jeździć w teren i pisać reportaże o zwykłych ludziach, co nie siedzą przed komputerem, ale mają konkretną robotę i problemy nie z tego świata. (…) Bohaterami reportaży czyniła ludzi z krwi i kości, którym przyszło egzystować na tym świecie. (…) Są poszukiwaczami szczęścia, świadkami cudów i wielkiej historii, kochankami i przestępcami, ofiarami i katami, stróżami porządku, bogaczami, artystami, pieniaczami, awanturnikami, przedsiębiorcami, bezdomnymi, zwykłymi emerytami. Są niewątpliwie ciekawymi ludźmi” – napisał we wprowadzeniu do książki mąż Agaty Paruch – Zbigniew.

22 reportaże przeplatają się z fragmentami “Pamiętnika Zuzy”, swoistym dziennikiem reporterki. Jego pisanie przerwała śmierć. “To nie jest zapis choroby dla ludzi, którzy chorują, ale pamiętnik kobiety, która ma 38 lat i jest świadoma, że umiera, dokonując rozrachunku ze swoim życiem” – mówił Zbigniew Paruch.

Mąż dziennikarki przyznał, że początkowo miał obawy, czy wolno mu opublikować tak osobiste zapiski. “Pojawił się dylemat, czy mogę tak sprzedawać prywatność. Agata nigdy jednak nie lubiła pisać do szuflady. Te zapiski historii kobiety, matki, staną się też pamiątką dla naszych trzech córek, które będą mogły do niej wracać poprzez tę książkę” – powiedział.

Wydawca książki Jacek Stroka podkreślił, że “Pamiętnik Zuzy” jest przede wszystkim niezwykłym procesem odkrywania Boga poprzez chorobę.

“Cztery i pół roku choroby Agaty było najpiękniejszym okresem w naszym małżeństwie. Nigdy wcześniej nie byliśmy ze sobą tak blisko zaprzyjaźnieni, nigdy tak bardzo nie troszczyliśmy się o siebie i nigdy nie byliśmy gotowi uczynić tyle dobrego jedno dla drugiego” – napisał we wprowadzeniu Zbigniew Paruch.

Agata Paruch niemal całe życie związana była z Bielskiem-Białą. Debiutowała w nieistniejącym już “Dzienniku Beskidzkim”. Później publikowała między innymi w lokalnym tygodniku “Kronika Beskidzka”, a także dziennikach: “Trybunie Śląskiej”, “Dzienniku Zachodnim”, “Dzienniku Polskim” i “Super Expressie”. Zmarła w październiku 2005 roku. Miała 38 lat. Pozostawiła trzy córeczki i męża.

Całość: http://wiadomosci.onet.pl/anioly-znaja-swoj-fach-wybor-publikacji-niezyjacej-dziennikarki-agaty-paruch/0fsf1