Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

23-03-2009, 17:44

Jaworznicki “Margines” wśród najlepszych  »

MMSilesia.pl
Marek Iwaniszyn
23-03-2009

Na piątkowej gali finałowej rozstrzygnięto XIV edycję ogólnopolskiego konkursu na najlepsze gazetki szkolne i szkolno-środowiskowe. Trzecie miejsce w tej drugiej kategorii zdobył wydawany przez jaworznicką bibliotekę dwumiesięcznik – “Margines”!

W konkursie udział wzięło około 240 gazetek z całego kraju. Poza wyróżnieniami dla gazet przyznano również nagrody dla poszczególnych osób, za najciekawsze teksty.

“Margines” zdobył w sumie 141,5 punktów. Wyprzedziły go “Szkolny Donosiciel” (162 pkt.) redagowany przez Szkołę Podstawową w Lotyniu oraz “Echa z MDK-a” (160 pkt.), z Wrocławia.

W trzydniowych warsztatach dziennikarskich, będących nagrodą dla wyróżnionych redakcji wzięli udział Małgorzata Smolik, redaktor naczelna “Marginesu” oraz współpracujący z magazynem dziennikarze: Anna Szerszeń i Jarosław Surmacz.

Warszaty prowadzone były m.in. przez znaną pisarkę Katarzynę Grocholę. Konkursowi patronowali Minister Edukacji Narodowej Katarzyna Hall oraz Marek Siwiec, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.

W skład komisji konkursowej weszli jako przewodnicząca dr Katarzyna Bocheńska – Włostowska – dziennikarka, pracownik naukowy, autorka wielu książek (Wyższa Szkoła Umiejętności Społecznych w Poznaniu), oraz członkowie: dr Małgorzata Okupnik (Poznań), Iwona Bucka – dziennikarka, pisarka – ogólnopolskie pisma kobiece, Paweł Sito – prezes Fundacji Nowe Media (Warszawa), Bianka Jaworska i Marcin Grudzień – Stowarzyszenie Młodych Dziennikarzy “Polis” (Warszawa), Adrian Kaczmarek – sekretarz red. “Loży” (Poznań). Każdy z jurorów przyznawał od jednego do dziesięciu punktów biorąc pod uwagę m.in. samodzielność myślenia, odwagę, obiektywizm, różnorodność tematyki i form wypowiedzi, estetykę gazetki czy jej oryginalność.

Całość: http://www.mmsilesia.pl/243502/2009/3/23/jaworznicki-margines-wsrod-najlepszych? category=kultura

18-03-2009, 17:26

Nazywali ten gmach “seledynowym kredensem”  »

Gazeta Wyborcza Katowice
Piotr Zawadzki
18-03-2009

Młyńska 1 była przez ponad cztery dekady adresem wielu śląskich gazet. Z biurowca w samym centrum Katowic właśnie wyprowadziła się ostatnia z nich. W Domu Prasy pozostały niedobitki: Związek Pszczelarzy, oddział miesięcznika “Polskie drogi”.

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych gmachów w Katowicach najpierw miał być Domem Sportowca. Za pomysłem stał Roman Stachoń, działacz partyjny, związkowy i sportowy ze Śląska. W 1960 roku powstał nawet komitet budowy, która była finansowana m.in. przez Wojewódzką Radę Narodową i Totalizatora Sportowego.

Zadecydował towarzysz Grudzień?

Marian Lubina, znawca historii Katowic, był na początku lat 60. zeszłego wieku prezesem Okręgowego Związku Łyżwiarstwa Figurowego. – W Domu Sportowca miały znaleźć swoje siedziby wszystkie związki rozproszone dotąd po mieście. Każdy związek miał się dołożyć do tej inwestycji. My nie mieliśmy dużego budżetu, zorganizowaliśmy więc na Torkacie rewię lodową i wpływy z biletów przekazaliśmy na budowę – przypomina Lubina.

Kiedy prace nabrały rozpędu, w Komitecie Wojewódzkim PZPR ktoś – bardzo prawdopodobne, że był to sam Zdzisław Grudzień – doszedł do wniosku, że prasa jest ważniejsza niż sport. Partyjną decyzją postanowiono przeznaczyć gmach na potrzeby śląskich gazet.

- To Stachoń wystarał się o zgodę i pieniądze na budowę. Kiedy jego pomysł przepadł, przez jakiś czas był podobno skonfliktowany z Komitetem Wojewódzkim – mówi Janusz Jeleń, były redaktor naczelny katowickiego “Sportu”, który ze stanowiskiem musiał pożegnać się po 13 grudnia 1981 roku.

Związkom sportowym na otarcie łez przekazano pomieszczenia w budynku przy dzisiejszym Rynku 13. – Dzieliliśmy tam pokoik z szachistami – śmieje się Lubina.

Najpierw Orbis, potem Dziennik

Centrum Katowic 50 lat temu wyglądało zupełnie inaczej. – W miejscu, gdzie stoi Dom Handlowy “Zenit”, nie było nawet chodnika. Pierwszy pojawił się wzdłuż ściany, która została na rynku po zburzeniu dwóch spalonych w czasie wojny kamienic – wspominał w “Gazecie” architekt Jurand Jarecki. Po drugiej stronie rynku, w miejscu zniszczonych podczas wojny kamienic, sterczały konstrukcje przyporowe, przytrzymujące budynki z sąsiednich ulic. Tam właśnie stanął Dom Prasy.

Budowa siedmiopiętrowego gmachu nie była prostą sprawą. Jerzy Ziętek, przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej, w rozmowie z dziennikarką “Trybuny Robotniczej” zwracał uwagę, że nowy biurowiec, podobnie jak wybudowany trochę wcześniej Zenit, przewyższał swoje otoczenie – oba budynki musiały więc stanąć na znacznie mocniejszych fundamentach. Z uwagi na ruch w centrum miasta transport materiałów budowlanych odbywał się nocą.

W 1963 roku do budynku przy ul. Młyńskiej 1 – według ówczesnej prasy mieszkańcy Katowic nazwali go “seledynowym kredensem” – zaczęli wprowadzać się pierwsi lokatorzy. Parter i kawałek trzeciego piętra zajęło Polskie Biuro Podróży “Orbis”. Na parterze czynne były kasy kolejowe, autobusowe, informacja, obsługa ruchu turystycznego. Dyrektor katowickiego oddziału zaznaczył, że zmotywowani lepszymi warunkami socjalnymi pracownicy Orbisu dołożą wszelkich starań, “aby mieszkańcy Śląska mogli korzystać w jeszcze większym stopniu z wycieczek zagranicznych”. W późniejszych latach parter Domu Prasy na długie lata zajął Klub Międzynarodowej Prasy i Książki.

Dom Prasy, lata 70. ubiegłego wieku

Kolejne piętra zajęli dziennikarze. Na piąte piętro przeniosła się redakcja “Dziennika Zachodniego”, która wcześniej mieściła się w kamienicy kilka numerów dalej. Potem do gmachu wprowadzili się dziennikarze “Trybuny Robotniczej” (trzecie i czwarte piętro), którzy dotąd pracowali w budynku przy ul. Mickiewicza, oraz “Sportu” (szóste piętro), mającego siedzibę przy ul. 3 Maja. Biurka i maszyny do pisania znalazły się także dla dziennikarzy popularnego tygodnika “Panorama”, popołudniówki “Wieczór” oraz dwutygodnika “Poglądy”, któremu przez wiele lat szefował pisarz i poseł Wilhelm Szewczyk. Na samej górze gmachu dziennikarze mieli swój bufet i stołówkę pracowniczą.

Oblegana Cafe Sport

Śląskie Wydawnictwo Prasowe było filarem Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej utworzonej jeszcze przez PPR . “Trybuna Robotnicza” miała największy nakład w kraju – nawet 800 tys. egzemplarzy. Kiedy od 1966 roku gazeta zaczęła organizować swoje partyjne święto, stać ją było na fundowanie wartościowych nagród i zapraszanie największych gwiazd: Maryli Rodowicz, Czerwonych Gitar czy Marka Grechuty.

Latem 1963 roku na piętrze Domu Prasy została otwarta kawiarnia Cafe Sport na 350 miejsc. Czynna była codziennie od godz. 8 do 23, a w dniach występów orkiestry nawet do północy. Nowy lokal od razu stał się ulubionym miejscem spotkań katowiczan. “Dziennika Zachodni” pisał: “O znalezieniu tu wolnego stolika nie ma mowy. Każdego dnia przewija się przez sale tej kawiarni ponad 7 tys. osób. Jak obliczono, jedno miejsce przechodzi codziennie 25-30-krotną rotację”. Nie wszystko było jednak takie różowe. Czytelnik żalił się w liście do redakcji: “Kawiarnia ta rządzi się od początku dosyć specyficznymi prawami. Na przykład klient nie może do małej czarnej albo do zwykłej popularnej herbaty zamówić ciastka za 2 zł. Od razu musi być deser w granicach 10 zł”.

Chętnie zaglądali politycy

W czasach PRL-u katowicki rynek był ulubionym miejscem speców od propagandy. – Tam, gdzie stoi dziś Zenit, była ściana. Wisiały na niej portrety przodowników pracy. W zależności od okoliczności raz byli to górnicy, innym razem hutnicy. Raz w roku pojawiały się nowe wieści z pochodu pierwszomajowego, innym razem plakaty propagandowe – mówił “Gazecie” Jarecki.

Jeszcze zanim do Domu Prasy wprowadziły się redakcje, na jego frontonie zawisły gigantyczne portrety Walentyny Tierieszkowej i Walerego Bykowskiego, słynnych radzieckich kosmonautów. Polityka była zresztą widoczna nie tylko na fasadzie budynku, ale i w jego wnętrzu. Gazety przez całe dekady wiernie realizowały wytyczne Komitetu Wojewódzkiego PZPR. W stanie wojennym weryfikacje przerwały zawodowe kariery wielu dziennikarzy.

Na Młyńską chętnie zaglądali politycy. Zbigniew Messner jak najpoważniej debatował z dziennikarzami “TR”, czy podczas wigilijnej kolacji trzeba koniecznie jeść deficytowego wówczas karpia. Przyjeżdżał młody minister ds. młodzieży Aleksander Kwaśniewski. Tomasz Nałęcz lobbował na rzecz Ruchu 8 Lipca, który miał reformować PZPR. Jerzy Domański obiecywał, że będzie najlepszym prezesem PZPN-u. Na początku lat 90. gmach okupowali działacze Konfederacji Polski Niepodległej, a członkowie Komisji Likwidacyjnej RSW “Prasa Książka Ruch” z nieskrywaną satysfakcją słuchali skaczących sobie do oczu partyjnych dziennikarzy “Trybuny Robotniczej”.

Dom Prasy: za PRL-u imperium propagandowego zła, jak chcą niektórzy, ale i miejsce, w którym pracę zaczynało wiele uznanych potem osobowości prasy, radia i telewizji. Trudno też wyobrazić sobie dziś sytuację, w której dziennikarze konkurujących ze sobą gazet pracują w jednym budynku, jedzą pomidorową w tej samej stołówce i piją piwo przy wspólnych stolikach.

Całość: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35055,6397471,Nazywali_ten_gmach__seledynowym_kredensem_.html

13-03-2009, 18:55

Dr Gierula o ustawie medialnej  »

Telewizja Silesia
PAP
13-03-2009

Cały system wprowadzony nową ustawą medialną, aby dobrze funkcjonować, powinien być przejrzysty i apolityczny, ale jak wiadomo apetyty polityczne na tym polu są bardzo duże – uważa medioznawca z Uniwersytetu Śląskiego Marian Gierula. Podkreślił, że dużo będzie zależało od rozwiązań szczegółowych, które dopiero powstaną i w trakcie dalszych prac doprecyzują zapisy projektu ustawy.

dr Marian Gierula

Projekt autorstwa PO, SLD i PSL zakłada likwidację od 1 stycznia 2010 roku abonamentu radiowo-telewizyjnego (poprzez uchylenie ustawy o opłatach abonamentowych). Media publiczne mają być finansowane z Funduszu Zadań Publicznych, którego środki będą pochodziły z budżetu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Proponowane rozwiązania zmieniają też m.in. strukturę organizacyjną telewizji publicznej. Przewiduje się w nich powołanie 16 regionalnych spółek telewizyjnych, które zostaną utworzone na bazie dotychczasowych oddziałów terenowych TVP – te ostatnie mają być zlikwidowane. - Stworzenie odrębnych spółek mogłoby okazać się korzystne, jeśli pociągnie to za sobą możliwość kształtowania obszerniejszych programów regionalnych, a nie okaże się tylko zmianą formalną - mówił Gierula. W jego opinii stworzenie TVP Info – de facto trzeciego kanału ogólnopolskiego – doprowadziło do ograniczenia udziału w programie regionalnych produkcji.

Zdaniem medioznawcy, w naszym kraju jest miejsce dla telewizji regionalnych, tym bardziej, że procesom osłabienia i centralizacji ulega obecnie regionalna prasa i lokalne rozgłośnie radiowe. – Program takich spółek regionalnych powinien być przez nie kształtowany samodzielnie, a ewentualna współpraca z nadawcami ogólnopolskimi powinna odbywać się na zasadach dobrowolności – dodał Gierula. Według zapowiedzi we wtorek projekt ma trafić do marszałka Sejmu.

Całość: http://www.tvs.pl/9407,dr_gierula_o_ustawie_medialnej.html

11-03-2009, 20:17

Zostaliśmy sami. Dziennikarze emigrują  »

MMSilesia.pl
Marcin Nowak
11-03-2009

Gazety jeśli nie dogorywają i przenoszą się do internetu (vide USA, Tygodnik Powszechny), to wynoszą się… z centrów miast. Jak to możliwe?

Kilka tygodni temu Zarząd Główny Polskapresse poinformował o zamknięciu połowy wydań dziennika “Polska”. Ryzykowne przedsięwzięcie nie wypaliło i teraz należy się zastanowić jak cofnąć błędy i wyjść z patowej sytuacji. Dziennik Zachodni, który wchodził w skład projektu przetrwał – to mocna i silna marka – jednak przeprowadził się do Sosnowca, do biurowca w dzielnicy Milowice. Dom Prasy opustoszał, tym samym z kilku redakcji ostało się zero, pustka, null. Razem z Dziennikiem z uroczej Staromiejskiej wyprowadziło się katowickie “Echo Miasta”. Jak wiadomo od dłuższego czasu śląski oddział Gazety Wyborczej znajduje się w Tychach; w Katowicach dział ogłoszeniowy i kontaktu z czytelnikami. Tym samym jesteśmy świadkami paradoksu. Z ośrodka, który jeszcze niedawno dzierżył miano drugiego co do wielkości ośrodka wydawniczo-prasowego niewiele zostało, a jedyną redakcją codziennego słowa pisanego zostaliśmy… My, Moje Miasto Silesia. Tym samym zapraszamy do nas codziennie między 8.30 a 20.30 w samym centrum Katowic, przy ul. Żwirki i Wigury 19/5

Całość: http://www.mmsilesia.pl/blog/entry/227644/Zostali%C5%9Bmy+sami.+Dziennikarze+emigruj%C4% 85.html

10-03-2009, 17:37

“Śląska gazeta uciekła za Brynicę”  »

Gazeta Wyborcza Katowice
Anna Malinowska
10-03-2009

Po wyprowadzce “Polski Dziennika Zachodniego” z Domu Prasy stolica regionu zubożała o kolejną dużą redakcję. – To strata dla miasta – kwituje prof. Marian Gierula, prasoznawca z Uniwersytetu Śląskiego.

Przed 1989 rokiem Katowice były po Warszawie i Krakowie trzecim w Polsce ośrodkiem prasowo-wydawniczym. W stolicy Śląska działały redakcje “Dziennika Zachodniego”, “Trybuny Robotniczej”, “Wieczoru”. Jeszcze przed 20 laty łączny nakład tych trzech tytułów wynosił półtora miliona egzemplarzy! W Katowicach była redagowana także popularna “Panorama” i wiele innych tytułów. – Prasa była potęgą w tym mieście – mówi prof. Marian Gierula, prasoznawca z Uniwersytetu Śląskiego.

Po 1989 roku Dom Prasy powoli pustoszał. Kilka dni temu ostatnia redakcja opuściła Dom Prasy. “Polska Dziennik Zachodni”, śląska gazeta regionalna, znalazł sobie nową siedzibę – w Sosnowcu! Zenon Nowak, prezes wydawnictwa, wyjaśnia, jak do tego doszło: – Kilka lat temu chcieliśmy kupić Dom Prasy, ale okazało się, że nie można, bo nieuregulowany jest stan prawny gruntu, na którym stoi budynek. Zaczęliśmy wówczas szukać nowego miejsca w mieście. Bezskutecznie. Nikt też specjalnie nie zachęcał nas, żebyśmy zostali w Katowicach. W końcu znaleźliśmy miejsce w Sosnowcu, gdzie przy dobrej współpracy z miastem wybudowaliśmy siedzibę.

- Dla nas to kwestia prestiżu. Nową inwestycją chwalimy się wszędzie, gdzie możemy – cieszy się Grzegorz Dąbrowski, rzecznik sosnowieckiego magistratu.

Waldemar Bojarun, rzecznik UM w Katowicach, wie, że redakcja w centrum miasta to przede wszystkim łatwiejszy kontakt z czytelnikami. – Wyprowadzka z centrum aglomeracji to szkoda dla samej redakcji i mieszkańców, którzy nie będą mieli, gdzie przychodzić ze swoimi kłopotami – mówi Bojarun. Jest przekonany, że to nie jest wina miasta. – Decydują względy ekonomiczne. To zła polityka wydawców, ale nic nie możemy na to poradzić – rozkłada ręce rzecznik.

Prof. Gierula nie zgadza się z nim. – Na wyprowadzce tak naprawdę traci miasto, a nie redakcja. W dobie internetu i komórek dziennikarze dadzą sobie radę również z przedmieść Sosnowca – podkreśla Gierula.

Całość: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,82943,6367338,Slaska_gazeta_uciekla_za_Brynice.html#ixzz19tNvkbg7

10-03-2009, 10:10

“Już wiemy kto załatwił dyrektora TVP Katowice”  »

Polska Dziennik Zachodni
Agata Pustułka
10-03-2009

Kilka dni trwała kariera na stanowisku dyrektora TVP Katowice Tadeusza Daleckiego, działacza UPR z Mazowsza. Zarząd TVP odwołał go, gdy okazało się, że kilka lat temu przesiedział 13 dni w areszcie, bo nie spłacił do końca zasądzonej mu grzywny za jazdę po pijanemu.

Informacje przedostały się do mediów i dyrektor stracił posadę. Teraz jednak nowe szczegóły wychodzą na powierzchnię. Otóż środowa Polityka doniosła, że sprawcą upadku dyrektora był jego kolega z więziennej celi Bogdan Gasiński, swego czasu towarzysz Andrzeja Leppera, znany jako człowiek, który widział talibów lądujących w Klewkach.

Gasiński, gdy dowiedział się o awansie Daleckiego postanowił go zdekonspirować i podając się za dziennikarza Gazety Wyborczej Wojciecha Czuchnowskiego zadzwonił do wiceprezesa TVP Tomasza Rudomino.

Oczywiście poinformował go o niecnym postępku świeżo upieczonego dyrektora. Jak pisze Polityka Gasiński poszedł dalej i próbował załatwić, oczywiście jako Czuchnowski, posadę dyrektora Marii Wiernikowskiej. Dziennikarka o Klewkach zrobiła kiedyś film dokumentalny.

Ostatecznie Rudomino wykazał się czujnością i przerwał negocjacje. Tomasz Dalecki w katowickiej telewizji jednak mimo wszystko pozostał. Pracuje jako… główny specjalista, a na swój stary stołek wrócił były dyrektor odwołany Miłosz Stawecki. Cóż czy teraz jest ktoś w tym kraju kto nie wierzy, że w Klewkach rzeczywiście roiło się od talibów?

Całość: http://polskatimes.pl/dziennikzachodni/fakty24/90874,juz-wiemy-kto-zalatwil-dyrektora-tvp-katowice,id,t.html