Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

29-03-2009, 11:11

Telewizja Silesia  »

Niedziela
Anna Przewoźnik
29-03-2009

Prawie rok temu podjąłem decyzję o stworzeniu telewizji regionalnej. Przez wiele miesięcy pomysł krystalizował się, powstawały różne koncepcje programowe. Dziś Telewizja Silesia przybrała konkretny kształt – mówi właściciel TVS Arkadiusz Hołda.

Siedziba Telewizji Silesia

Telewizja Silesia jest przedsięwzięciem medialnym o charakterze informacyjno-publicystycznym. Swoją działalność rozpoczęła dokładnie rok temu – 29 marca 2008 r. za pośrednictwem satelity Hotbird. Sygnał jest przekazywany przez platformy cyfrowe (N, Cyfra +, Cyfrowy Polsat), a także przez sieć regionalnych telewizji kablowych oraz z satelity, jako sygnał FTA. Co ważne, TVS można również oglądać w Internecie, będzie ona także dostępna w wideostradzie i w telefonach komórkowych. W tej chwili stacja dociera do wielu miast w całej Polsce, a także za granicą (np. Niemcy, Wielka Brytania, USA, Kanada). Korespondenci relacjonują wszystko to, co dzieje się w miastach aglomeracji śląskiej, nie brakuje programów rozrywkowych, a także hobbystycznych; jest też magazyn katolicki „Kościół w metropoliach”. TVS proponuje ramówkę atrakcyjną nie tylko dla mieszkańców Śląska. – Obecnie emitujemy program przez całą dobę. Od 5 lipca ruszyliśmy z innowacyjnym w Polsce i Europie Środkowej przedsięwzięciem Radio Silesia – radio na wizji. Jest to program emitowany jednocześnie w radiu i telewizji – mówi Marta Piotrowska z działu kontaktu z widzami.

Oprócz studia telewizyjnego i radia internetowego działa również portal internetowy. Stacja wykorzystuje najnowocześniejsze techniki audiowizualne. Trzeba podkreślić, że to pierwsza w Polsce telewizja, która całą produkcję realizuje w standardzie High Definition.

W czasie świąt TVS rozpoczęła emisję filmów fabularnych. W nowym roku do ramówki wprowadziła również nowe programy rozrywkowe.

Dyrektorem stacji jest Jarosław Hasiński, natomiast dyrektorem programowym, kompletującym zespół dziennikarzy i realizatorów – Sławomir Zieliński, znany dziennikarz, autor wielu programów i projektów telewizyjnych. Twarzą telewizji jest znany dziennikarz Marek Czyż. Szefem zespołu informacji został Rafał Kurowski. Telewizja dysponuje bardzo młodym i ambitnym zespołem dziennikarzy.

Prezes TVS Arkadiusz Hołda – znany śląski przedsiębiorca, kanclerz, założyciel i właściciel Wyższej Szkoły Technicznej w Katowicach – podkreśla: – Chcemy być blisko spraw mieszkańców regionu i tych bulwersujących, i tych zupełnie zwyczajnych. Dzielić ich radości i zmartwienia. Pokazywać sprawy ważne i zwykłe. Oblicze województwa śląskiego zmieniło się w ciągu ostatniego dziesięciolecia. Coraz więcej młodych osób wyjeżdża za granicę w poszukiwaniu lepszych perspektyw, zostawiając swoje rodziny. Lecz nadal mieszka tu kilka milionów ludzi. Każdy z nas ma swoje zainteresowania, pomysły, swój potencjał. Problemy i radości. Mam nadzieję, że dzięki nowoczesnej i interaktywnej telewizji pokażemy, jak wspaniały i pełen możliwości jest nasz region.

Całość: http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=nd200913&nr=51

28-03-2009, 18:37

Masztalski czy TW “Astor”?  »

Dziennik Zachodni
Tomasz Szymborski, Grzegorz Zmuda
28-03-2009

Z archiwum IPN wynika, że Aleksander Trzaska, czyli popularny Masztalski, od 1984 roku był tajnym współpracownikiem bezpieki o pseudonimie “Astor”. Piszą o tym Tomasz Szymborski i Grzegorz Zmuda.

Aleksander Trzaska

Aleksander Trzaska to wieloletni dziennikarz Radia Katowice. W 1986 wraz z kolegami z katowickiej rozgłośni Polskiego Radia założył Kabaret Masztalskich, który gościł w większości polskich sal koncertowych i widowiskowych, a także w większości ośrodków polonijnych. Drugim nurtem pracy kabaretu stało się kolekcjonowanie i archiwizowanie dowcipów, ich opracowywanie i działalność wydawnicza.

Z dokumentów IPN wynika, że Aleksander Trzaska przez sześć lat donosił nie tylko na kolegów z Radia Katowice, ale także na polonijnych księży oraz działaczy emigracyjnych w USA i Kanadzie. W tych samych aktach IPN można odnaleźć informacje, że poraz pierwszy redaktor Trzaska z oficerem wydziału II katowickiej SB (czyli kontrwywiadu) porucznikiem Adamem Zawarczyńskim spotkał się w lutym 1984 roku, w jednym z pokoi w Rozgłośni Polskiego Radia w Katowicach.

Jest taki dowcip o Masztalskim. Esbek pyta: – Masztalski jesteście z nami szczęśliwi?
- Tak jest obywatelu poruczniku!
- A co robiliście wcześniej?
- Byłem znacznie szczęśliwszy!

To tylko dowcip, ale bardzo prawdziwy. Niemal wzięty z życia redaktora Aleksandra Trzaski.

O tym, jak miały przebiegać rozmowy, i wiele innych spotkań Trzaski z Zawarczyńskim przeczytaliśmy w archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach. Tam, na półkach leżą dwie opasłe teczki agenta SB pseudonim “Astor” – personalna i pracy.

Zawarczyński od kilku lat jest emerytem MSWiA w stopniu pułkownika, był szefem delegatury UOP w Katowicach. My zaś piszemy książkę o agentach SB wśród dziennikarzy.

“Celem planowanej i przeprowadzonej rozmowy operacyjnej było uzyskanie bliższych danych o planowanym wyjeździe w/w wraz z dr Nardellim do USA oraz osiągnięcie na tej bazie korzyści operacyjnych. W trakcie rozmowy z ob. T.A. uzyskałem następujące informacje wiążące się z wyjazdem do USA: T.A. od roku 80. na bazie pracy dziennikarskiej i zainteresowań bioenergoterapią nawiązał kontakt dziennikarski z dr. Nardellim. Wraz z wymienionym uczestniczył w seansach energoterapeutycznych organizowanych na terenie kraju. Wciągnął się w tę dziedzinę i został zaakceptowany przez Nardellego. Wspólnie z nim napisał książkę o energoterapii i dr Nardelli traktuje go jak swojego rzecznika prasowego i pomocnika w sprawach formalnych przy organizowaniu porad energoterapeutycznych” – raportował Zawarczyński.

W aktach IPN znajdują się informacje, że SB zainteresowała się dziennikarzem Polskiego Radia w Katowicach, ponieważ złożył wniosek o paszport. Chciał wyjechać razem z Nardellim do USA, gdzie bioenergoterapeuta miał otrzymać doktorat Uniwersytetu w Tucson.

Trzaska powiedział Zawarczyńskiemu o wyjeździe i jego programie. Już 14 marca 1984 r. powstał wniosek o zezwolenie na “opracowanie w charakterze kandydata na Tajnego Współpracownika”, czyli agenta. Porucznik Zawarczyński z sekcji I wydziału II SB w Katowicach tak uzasadniał “cel i uzasadnienie opracowania red. Trzaski”:

“Ma naturalne możliwości przebywania w USA szczególnie wśród Polonii amerykańskiej i kanadyjskiej. Będąc z zawodu dziennikarzem ma możliwość nawiązywania szerokich kontaktów na terenie USA i Kanady. Przy potwierdzeniu określonych cech psychofizycznych kandydata na TW po jego pozyskaniu i w toku współpracy zakłada się jego perspektywiczne wykorzystanie w działaniach ofensywnych”.

Przełożeni Zawarczyńskiego zgodzili się z takim uzasadnieniem. Oficer SB dostał zgodę na werbunek, a Trzaska – paszport. Z dokumentów IPN wynika, że 9 maja 1984 roku Zawarczyński spotkał się z Trzaską ponownie. Tym razem w kawiarni Tokay w Katowicach. Było to już po powrocie Trzaski z USA. Radiowiec miał poinformować oficera SB “o przebiegu wyjazdu do USA z Nardellim i aktorami sceny polskiej”.

“Aktualny stopień stosunków między Polonią amerykańską ocenił jako rozłamowy ze względu na zachowanie się aktualnej emigracji po 13 grudnia, która jest wroga do Polski, leniwa do pracy, schodząca na granice przestępczości. Stara Polonia odcina się od tej grupy” – raportował porucznik swoim szefom po spotkaniu z dziennikarzem.

Jak wynika z archiwum IPN, do zwerbowania Trzaski doszło 26 maja w Hotelu Katowice. Oprócz Zawarczyńskiego brał w tym udział zastępca naczelnika wydziału II SB kpt. inż. Adam Durnaś.

“W trakcie rozmowy pozyskaniowej kandydat nie oponował co do wyrażenia zgody na udzielanie pomocy w sposób niejawny kontrwywiadowi MSW. Własnoręcznie podpisał zobowiązanie do współpracy, obierając sobie pseudonim “Astor”. Podczas pierwszego spotkania TW “Astor” przekazał informacje na piśmie nt. osób poznanych w USA tj. Barbary Piaseckiej-Johnson oraz Gregory Piasecki. Do współpracy został pozyskany na zasadzie “współodpowiedzialności za ład i bezpieczeństwo “” – raportował przełożonym por. Zawarczyński.

Przeszkodą w dążeniu do zwerbowania Trzaski nie była nawet jego przynależność do PZPR. – Wywiad i kontrwywiad mogły współpracowników werbować wśród członków PZPR bez oglądania się na istniejący formalnie zakaz. Jego ominięcie przez inne wydziały wymagało zgody sekretarza komitetu wojewódzkiego – wyjaśnia archiwista IPN.

Dobry obserwator

“Astor” tak pisał o Barbarze Piaseckiej-Johnson: “Jest jedną z najbogatszych chyba kobiet świata. Ma 48 lat. Magister sztuki. Bystra, inteligentna, kontaktowa. Zdaje sobie sprawę z rozmiarów majątku, toteż czasem w czasie rozmowy wymyka się jej zdanie, że może kupić wszystko. Poglądy typowe dla Polonii – niechęć do Związku Radzieckiego, a przede wszystkim jego polityki gospodarczej wobec Polski, tolerancja wobec władzy socjalistycznej wynikająca z miłości do ziemi ojczystej, silny związek duchowy z Kościołem, ale bez widocznych kontaktów”.

Inne donosy “Astora” mogły zaszkodzić. O Tomaszu Stanisławie Pochroniu, redaktorze naczelnym “Panoramy” – tygodnika, który ukazuje się w Chicago, “Astor” tak donosił: “Twierdzi, że jego pismo nie chce się mieszać w politykę, co nie znaczy, że nie można w nim znaleźć publikacji o charakterze antyradzieckim czy krytykującym politykę Polski. Jako jeden z nielicznych dziennikarzy mówi wprost o potrzebie utrzymywania kontaktów z polskim konsulatem, umiarkowania w polityce i trzeźwej oceny sytuacji. [...]Przypuszczam, że Pochroń wiąże swoje plany z powrotem do kraju. W kraju pozostaje jego b. ciężko chora żona, która mieszka w Warszawie przy ul. “. Dopisek Zawarczyńskiego: “”Informacja dotycząca Pochronia jest interesująca z operacyjnego punktu widzenia pod kątem utrzymywania z nim kontaktu przez nasze źródło. Pozwoliłoby to na rozpoznanie tego środowiska Polonii, które skupia się wokół T[omasza] P[ochronia]“.

Zadzwoniliśmy do Pochronia w USA. Pamięta spotkanie z Trzaską i konsekwencje donosu. – Przeżyłem mocno to, że nie dostałem wizy, kiedy chciałem pojechać do Polski na pogrzeb żony – wspomina redaktor naczelny amerykańskiej “Panoramy”.

Wykrywacz kłamstw

Bezpieka planowała “wykorzystać “Astora” na kierunku amerykańskich służb specjalnych”. Jego możliwości oceniano bardzo wysoko. W październiku 1984 roku, przed kolejnym wyjazdem do USA tak go scharakteryzowano.

“Na bazie co prawda krótkiego okresu współpracy można stwierdzić, że TW Astor jest jednostką wiarygodną, szczerą w stosunku do SB, rzeczową, inteligentną w postępowaniu, co stwarza przesłanki jego szerszego wykorzystania w perspektywie.”

Jednak SB nie ufała do końca “Astorowi”. Planowano go sprawdzać i kontrolować przez “agenturę równoległą pozostającą na kontakcie wydziału III, zadania dublujące i sprawdzające, okresowe oceny informacji przekazywanych przez TW, przez zastosowanie dostępnych środków techniki operacyjnej oraz prace “W” (czyli kontrolę korespondencji – przy. aut.)”.

W IPN zachowała się “Charakterystyka TW ps. Astor” z 2 października 1985 r. Oddaje w pełni jego zaangażowanie we współpracę.

“W okresie współpracy z SB Astor przekazał 28 informacji na piśmie, które w części wykorzystano w meldunkach operacyjnych do Wydziału I Departamentu II MSW. W tym okresie był trzykrotnie wynagradzany oraz sprawdzany. Jest to osobnik o cechach sangwinika, zdolny jako dziennikarz, znający swoją profesję, inteligentny, lojalny wobec SB.” Kontakty Trzaski z SB miały nabrać innego wymiaru w czerwcu 1986 roku. Wtedy to Zawarczyński wysłał raport do zastępcy szefa WUSW w Katowicach ds. SB, płk. Edmunda Matysa o “zezwolenie na nawiązanie styku operacyjnego przez tw Astor z kierowniczką działu wizowego konsulatu USA w Krakowie Marią Krzyś”.

Trzaska zetknął się z urzędniczką podczas załatwiania wizy na wyjazd do USA w 1984 roku z Nardellim. Znajomość odżyła po dwóch latach, kiedy kobieta niespodziewanie zadzwoniła z podziękowaniem za przesłaną jej książkę. Zaprosiła Trzaskę do odwiedzenia jej w konsulacie. Z akt IPN wynika, że SB postanowiła wykorzystać ten niespodziewany kontakt jako okazję do “stworzenia naturalnej sytuacji operacyjnej do nawiązania styku z v-ce konsulem ds. kulturalno-prasowych konsulatu USA J. Brownem”.

W obawie, czy agent jest lojalny wobec SB, i nie został czasem “odwrócony” przez amerykańskie służby specjalne, Astora poddano badaniu na wykrywaczu kłamstw. Astor test zdał celująco: “W jego świadomości nie odbiły się ślady związane z dezinformacją i szpiegostwem”.

Co prawda agentowi nie udało się wniknąć w świat amerykańskiej dyplomacji, ale przekazał SB kilka cennych informacji.

“Ucho” w radiu

Jednocześnie “Astor” dostawał też inne zadania. Miał np. “zwrócić uwagę w związku z X Zjazdem PZPR na nastroje, oceny, punkty zapalne występujące w środowisku dziennikarzy”. Innymi słowy “Astor” donosił na kolegów w Polskim Radiu. Na przykład 16 kwietnia 1985 r. tak informował o sytuacji w Rozgłośni Polskiego Radia w Katowicach:

“W PR w Katowicach panuje nastrój rezygnacji i zniechęcenia. Po reorganizacji redakcji w latach 82-83 (chodzi o weryfikację dziennikarzy – przy. aut.) nie ma grup nieformalnych mogących akceptować hasła podziemia. Były redaktor PR Sysak, absolwent filologii angielskiej UŚ człowiek b. zdolny w dziennikarce, który do PR przyszedł po wygranym konkursie aktualnie pracuje na Filologii Angielskiej w bibliotece. Był działaczem “S” w PR, lecz przez rozpęd, chęć działania bez przemyślenia został internowany. Zwolniono go w marcu 82 r. Należał do jednych z pierwszych, którzy podpisali deklaracje o lojalności”.

- Olek Trzaska, oprócz tego że był mentorem, nauczycielem i patronem moich postępów w pracy antenowej to jako pierwsza osoba już kilka dni po moim internowaniu zdobył się na wielką odwagę i odwiedził moją rodzinę, przynosząc im karpia na święta – mówi Sysak. – I teraz okazuje się, że spośród wszystkich moich byłych kolegów, którzy zniesławili się jakąś formą współpracy ze służbami, on uczynił to bodaj w sposób najpodlejszy. Donoszenie na ludzi, którzy go gościli, ufali mu, a nawet zawierzali mu swą korespondencję do najbliższych w Polsce, którą on następnie skwapliwie dostarczał ubolom. Przykre, że to on był właśnie wśród założycieli “Solidarności” w katowickim radiu – dodaje.

Z akt IPN można wysnuć wniosek, że w zamian za współpracę z SB Trzaska bez problemu dostawał paszport na wyjazdy do USA i Kanady. Kiedy przestał jeździć po świecie z Nardellim, wyjeżdżał na drugą półkulę z założonym razem z Jerzym Ciurlokiem (czyli Ecikiem) i Józefem Swobodą z katowickiego radia Kabaretem Masztalscy. W ciągu miesiąca zarabiał ponad tysiąc dolarów, czyli równowartość czteroletniej pensji nauczyciela w kraju.

Za donoszenie “Astor ” brał pieniądze. W rejestrach funduszu operacyjnego SB zachowały się daty, kwoty i pokwitowania. W sumie “Astor” wziął prawie 50 tysięcy złotych.

Siedem stron maszynopisu liczy “Informacja na temat Polonii amerykańskiej” przekazana 11 września 1984 roku przez “Astora” oficerowi SB. Znalazły się w niej m.in. charakterystyki dziennikarzy, księży i działaczy polonijnych.

Donos na POMOST i KUL

Na podstawie donosu “Astora” z 5 grudnia 1984 r. na temat Radia Pomost został opracowany meldunek operacyjny dla Wydziału I Departamentu II MSW. Jego treść wywołała poruszenie: “Bezwzględnie działa w Chicago polskie Radio Pomost, znane z najbardziej radykalnych poglądów. Cała sprawa jest jednak szersza i owiana tajemnicą. Otóż Radio Pomost, jak mówią niektórzy, to część dość chyba mocno zakonspirowanej całości, i ta całość nazywa się POMOSTEM (faktycznie chodziło o Ruch Społeczno-Polityczny POMOST – przy. aut.). Niektórzy Polonusi z kręgów inteligencji twierdzą, że POMOST finansowany jest przez FBI. W jego skład wchodzą przeważnie młodzi ludzie, najczęściej wojujący wcześniej w kraju byli członkowie “S”, pozostający obecnie w złej sytuacji materialnej lub młodzi Polacy pozostający bez środków do życia. O POMOŚCIE nikt w USA nie pisze, nie słyszy się faktów, trudno w ogóle dotrzeć do owego szyldu, wygląda tak, jak gdyby były to grupy szturmowe czy operacyjne biorące udział w określonych akcjach, a nieprowadzące na co dzień normalnej działalności.”

“Astor” był bliski prawdy. Do Polski POMOST wysyłał sprzęt poligraficzny, radiowy, fundusze. W Chicago organizowano manifestacje pod Konsulatem Generalnym PRL, bojkotowano występy polskich artystów. Relacje z manifestacji ukazywały się we wszystkich anglojęzycznych środkach masowego przekazu w Chicago. Wywiad i kontrwywiad PRL traktowały POMOST jak organizację terrorystyczną. 10 stycznia 1985 r. “Astor” złożył obszerne doniesienie zatytułowane “Fundacja Budowy Collegium Jana Pawła II na KUL”. Nazwa jest zła, bo powinno być “Fundusz Budowy Kolegium Jana Pawła II”.

“Bezwzględni przedstawiciele Kościoła pomagają im, czy też oni wtajemniczeni są w sprawy udziału przedstawicieli Kościoła w przekazywaniu do Polski funduszy walutowych na różne cele. W ten sposób ukrywa się wielkość funduszy i istnieje gwarancja, że dostaną się one we właściwe ręce. “

Informacja ta trafiła do Wydziału IV SB w Katowicach, zajmującego się walką z Kościołem.

Po 1989 roku “Astor” przestał być cenny dla SB, której los był przesądzony. Współpracę przerwano. – Służby zawsze będą werbowały dziennikarzy. To doskonałe źródła informacji, wielu z nich to wymarzeni agenci. Skandalem jest ujawnianie takich spraw. A Trzaski nie znam i nic nie wiem, aby współpracował z SB – z lekkim uśmiechem zaprzecza płk Adam Zawarczyński.

Redaktor Aleksander Trzaska po trzech tygodniach zastanawiania się odrzucił propozycję przedstawienia na łamach Polski Dziennika Zachodniego swojego stanowiska na temat współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/slask/99070,masztalski-czy-tw-astor,id,t.html

28-03-2009, 13:18

“O WYŻSZOŚCI PRASY CODZIENNEJ… NAD KOLORÓWKAMI”  »

Newsweek.pl
Zbigniew Aleksander Wieczorek
28-03-2009

W sprawie kryzysu prasy obwieszczonego przez red. Marcina Mastalerza, ja pismak po wielokroć nad upadłymi tytułami przełożony, oświadczam, co następuje:

  • - nieprawdą jest, że prasa codzienna bywa bezużyteczna. Od trzech miesięcy podłogę w mej rezydencji na granicy Śląska i Zagłębia mam wyłożoną wydaniami codziennymi a wszystko to z powodu szczeniaka rasy prawie czarny wilczur, który ma pęcherz ciągle jeszcze nie zaprawiony;
  • - w tym kontekście z ubolewaniem przyjąłem informację z początku roku o podwyżce ceny (plus 30 gr) Gazety Wyborczej. Dużo tego było i pożytecznie można się było z tym organem sprawować po przeczytaniu; bo poza tym, że przerośnięty szczeniak przecieka to jeszcze piec CO w piwnicy ciągle głodny jest;
  • - w tym kontekście zupełnie się nie sprawdzają (w obu przypadkach tytuły prasy kolorowej) ponieważ: nie wchłaniają, ogień przytykają i zostaje po nich zbyt wiele popiołu.

A TAK JUŻ NA POWAŻNIE – żyję z prasy drukowanej od 30 lat, czyli odkąd dostałem tytuł w Katowicach mgra nauk politycznych w specjalności dziennikarstwo prasowe. Działo się to na tym wydziale, na którym naucza (jeszcze?!) słynny dr Marek Migalski. Pisałem do ponad stu gazet (w tym do Wprost, śląskiej Panoramy, Giełdy Samochodowej, Wspólnoty, prasy polonijnej etc.); redagowałem też około 20 tytułów i rzeczywiście źle się dzieje.

Jest taka teoria, że czyta jeszcze stare i średnie pokolenie – to młodsze natomiast śmiga po portalach. Nie do końca prawda, prasa, którą można pomacać, zaszeleścić, zrobić z niej taki czy siaki użytek długo będzie miała rację bytu. Przykład – jechałem metrem w Rotterdamie. Każdy, kto wsiadał do wagonu dostawał do łapy egzemplarz miejscowego „Metra” i czytał. Cały pociąg, ta sama okładka. Budujące? Tyle, że lektury starczało na 7 minut. Potem gazety lądowały w koszu na stacji wysiadkowej. 7 minut to także odpowiednik zawartości intelektualnej tychże gazet.

I taka jest ich rola. Rozdawnictwo gazet gratisowych niewątpliwie reanimuje (także i u nas) w znacznym stopniu czytelnictwo. Na mój gust gazety słabną, bo ludzie nie mają czasu. Na czytanie? Nie tylko.  Może i na nabycie gazety. Rano poruszam się po aglomeracji śląskiej (średnio przemierzam 4 miasta). Pomiędzy godziną 7.00 a 8.00 jest bardzo ciężko o gazetę aktualną.

W markecie jeszcze nie wyłożyli, bo odpowiedzialną panienkę rzucili na ogórki, kiosk przy mojej stałej pracy zbankrutował i trzeba zasuwać pół kilometra do następnego czynnego, a z kolportażem pewnego dziennika wojowałem pół roku, żeby mi przynosili gazetę do godziny 7.00, kiedy ją czytam do porannej kawy, a nie w południe, kiedy się nadaje do wyłożenia podłogi w celu w/w i sięgam po nią dopiero wieczorem. Wtedy już WIEM WSZYSTKO. Raczej już z innych źródeł.

Dostępność – to jedna z przyczyn kryzysu prasy. Dalej, podstawą sukcesu gazety jest to, do jakiej grupy ona trafia. Najlepiej sprawdzają się, więc gazety lokalne – pole widzenia z najbliższej wieży kościelnej wyznacza jej zasięg. Ludzie, bowiem chcą przeczytać, kto umarł, kto zgubił pieczątkę, dlaczego drugi raz w tym samym miejscu kopią panowie w pomarańczowych kamizelkach. Prasa niskonakładowa, sól czytelnictwa jednak rzadko potrafi utrzymać się sama – dlatego też finansuje ją miasto, bądź spółdzielnia mieszkaniowa. A tu się już najczęściej kończy niezależność, a zaczyna widzimisię prezesa, czy też burmistrza.

Prasa centralna, z kolorówkami włącznie, słabi mnie natomiast tym, że powiela (podobnie jak media elektroniczne) jeden i ten sam temat: np. afera seksualna prezydenta Olsztyna, Edycie Herbuś oderwał się obcas, z którego roku będzie złotówka zażądana przez Dorna od Kaczyńskiego itd. itp Mielą to dotąd, aż puszczam stację arabską w satelicie, bo nawet jak tam o tym mówią, to ja tego nie zrozumiem.

To, czemu nie jestem w mediach elektronicznych?! Bo po prostu nie chciało mi się w roku 1977 wstać rano na test mikrofonowo – kamerowy organizowany przez Wydział TV stworzony przez słynnego red. Macieja Szczepańskiego. ŚP. Grażynie Pudełko – Kowalskiej, Tadeuszowi Moszowi, Jurkowi Zawartce się chciało (z nimi, bowiem studiowałem), no to zrobili karierę.

Poszedłem dalej, niż myśl redaktor Mastalerza, którego raczej drażni rozkazujący tryb publikacji w niektórych gazetach, ale zgadzam się z tym, że PRASA jednak weszła w czas klimakterium. Czy jeszcze coś urodzi jeden BÓG MEDIÓW wie.

Zbigniew Aleksander WIECZOREK

Całość: http://www.redakcja.newsweek.pl/Tekst/Polityka-Polska/527772,O-wyzszosci-prasy-codziennej.html

27-03-2009, 17:28

“29 marca TV Silesia obchodzi pierwsze urodziny”  »

Dziennik Zachodni
Maria Zawała
27-03-2009

29 marca minie rok, odkąd w eter po raz pierwszy popłynął sygnał pierwszej w kraju prywatnej telewizji regionalnej, a na ekranach telewizorów Marek Czyż – największa gwiazda telewizji w regionie, swoim ciepłym głosem przywitał widzów nowej stacji.

- Pamiętam, jak rok temu po kilku godzinach emisji zastanawiałem się, czy nowa stacja zostanie dobrze przyjęta zarówno przez widzów, jak i fachowców z branży. Byłem zdziwiony, jak wiele pozytywnych komentarzy na nasz temat pojawiło się już po pierwszym dniu – mówi Arkadiusz Hołda, pomysłodawca powstania i prezes TVS.

Dziś zarówno on, jak i 150 pracowników TVS ma powody do zadowolenia. W lutym tego roku stacja znalazła się na 27. miejscu w rankingu firmy AGB Nielsen – niezależnej instytucji monitorującej rynek telewizyjny w Polsce – wyprzedzając wiele innych stacji.

- Chcemy znaleźć się w pierwszej dwudziestce – zdradza dyrektor programowy TVS-u Sławomir Zieliński. To właśnie on oraz dyrektor Jarosław Hasiński, który w TVS odpowiada za sprawy techniczne, są tak naprawdę ojcami sukcesu młodej telewizji.

Ponad 30 procent odbiorców TVS to mieszkańcy woj. śląskiego, niespełna 70 procent – innych regionów Polski, bowiem programy stacji docierają do widzów w całym kraju.

- Można nas także oglądać w całej Europie, USA, Kanadzie, części Afryki i Azji – wylicza prezes Hołda. Oferta programowa TVS to przede wszystkim programy o Śląsku. Założona od początku koncepcja, że stacja ma być nośnikiem śląskości, okazała się strzałem w dziesiątkę. – Nas nie interesuje wielka polityka. Widz może ją znaleźć gdzie indziej – wyjaśnia prezes Hołda.

To dlatego m.in. takie programy jak “Kuchnia po śląsku” pokazujące historię i tradycję kulinarną śląskiej kuchni, autorstwa kucharza i gawędziarza Remigiusza Rączki czy “Śląska Lista Szlagierów” muzyki biesiadnej, prowadzona przez Dariusza Niebudka, cieszą się ogromną popularnością. Podobnie jak autorski program znanego historyka Marka Szołtyska, który pokazuje nieznane oblicza regionu, podróżując po woj. śląskim turystycznym samochodem.

TVS deklaruje, że chce być blisko spraw mieszkańców regionu. Codziennie nad programem, emitowanym całą dobę w technologii HD z placu Grunwaldzkiego w centrum Katowic, pracuje 60 dziennikarzy. – Na początku nie było łatwo. Opanowanie telewizyjnej technologii zajęło mi sporo czasu. Pamiętam, jak swój pierwszy dwuminutowy materiał montowałem… 20 godzin. Dziś zajmuje mi to już dwie, więc chyba jakiś postęp zrobiłem. Choć minął już rok mojej pracy w TVS, zawsze przed wejściem na żywo odczuwam ten sam przypływ adrenaliny, a do historii przeszedł mój 7-minutowy serwis, podczas którego przez 5 minut nieustannie się myliłem – śmieje się reporter i prezenter Maciej Wąsowicz.

Informacje, okręt flagowy TVS, to program, który z miesiąca na miesiąc poszerza grono wiernych widzów. Już teraz 50 proc. to stała widownia głównego wydania dziennika. Jego szefem jest Rafał Kurowski, pozyskany dla TVS-u rok temu z katowickiej TVP3. – Nie miałem problemu z podjęciem decyzji o przejściu do TVS, bo po pierwsze praca w publicznej telewizji z różnych powodów bardzo mnie już znudziła, a po drugie tworzenie od zera programu informacyjnego było dla mnie wielkim wyzwaniem – przyznaje Rafał Kurowski. Wkrótce do niego i Marka Czyża dołączyli Maciej Leśnik i Wojciech Janocha.

- Stwierdziłem, że cztery osoby z TVP3 w zupełności wystarczą, żeby nie zrobić kopii tej stacji, tylko zupełnie coś nowego – wyjaśnia Kurowski. Kolejnym eksperymentem było zatrudnienie w roli reporterów stacji dziennikarzy prasowych.

- Obaliłem mit o tym, że reporterami telewizyjnymi mogą być tylko ludzie pozyskani z radia – dodaje Kurowski. Jego zdaniem o sukcesie programu informacyjnego nie decyduje to, skąd kto przyszedł do telewizji, tylko to, jakimi pomysłami i umiejętnościami dysponuje.

Dzień otwarty

Z okazji rocznicy TVS przygotowała dla widzów niespodziankę.

W najbliższą niedzielę chętni będą mogli zobaczyć, jak powstają programy i poznać od kuchni pracę dziennikarzy czy porozmawiać ze swoimi ulubionymi prezenterami. Do zwiedzenia będą studia telewizyjne, pomieszczenia realizatorskie i pokoje montażowe. Ci, którym nie zabraknie odwagi, będą mogli przed kamerą pozdrowić swoich bliskich. Od godz. 10 do 15 będzie można zwiedzać stację: w rolę przewodników wcielą się autorzy programów. Od 16 wielka biesiada z TVS. Będzie śląskie jedzenie, konkursy dla widzów.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/slask/98612,29-marca-tv-silesia-obchodzi-pierwsze-urodziny,id,t.html

25-03-2009, 17:48

“Dzień otwarty TV Silesia”  »

Media2.pl
Aleksandra Kiepura
25-03-2009

Z okazji pierwszych urodzin TV Silesia przygotowała dla swoich widzów prezent – “Dzień otwarty TVS” z występami lokalnych gwiazd estrady.

29 marca w godzinach od 10 do 15 widzowie będą mieli okazję zwiedzić telewizję, obserwować pracę dziennikarzy i porozmawiać z ulubionymi prezenterami. Przygotowany będzie również poczęstunek, w tym śląska wodzionka przyrządzona przez Remigiusza Rączkę – gwiazdę programu “Kuchnia po Śląsku”.

Na godz. 16 przed katowicką siedzibą stacji zaplanowany jest koncert z konkursami. Wystąpią śląscy artyści, m.in.: Wesoły Masorz, Kamraty, Karpowicz Family, Klaudia Chwołka, Muzykanty, Szlagier Maszyna. Po godzinie 19.30 Listę Śląskich Szlagierów na żywo poprowadzi Darek Niebudek.

Całość: http://www.dziennikarze.info/2009/03/25/dzien-otwarty-tv-silesia/

24-03-2009, 19:48

Agnieszka Świdzińska z nagrodą “Melchiora”  »

TVP.pl
24-03-2009

Agnieszka Świdzińska

Agnieszka Świdzińska, dziennikarka TVP Katowice i prezenterka programu “Celownik” została nagrodzona statuetką “Melchiora” w Ogólnopolskim Konkursie Reportażystów organizowanym przez Polskie Radio. Uroczysta gala rozdania “Melchiorów” odbyła się 21 marca 2009 r. na Zamku Królewskim w Warszawie.

Nagrodę w kategorii Inspiracja Roku przyznano Świdzińskiej za reportaż “Życiorysy z bliznami” zrealizowany na prośbę górników z kopalni “Wujek” w związku z otwarciem Muzeum Pamięci. Jury nagrodziło reportażystkę za rzetelność i dociekliwość dziennikarską w opowiadaniu o ludzkich losach.

Reportaż jest wynikiem kilkunastoletniej pracy dokumentacyjnej autorki dotyczącej wydarzeń związanych z pacyfikacją kopalni “Wujek”. Dziennikarka relacjonowała wszystkie trzy procesy w sprawie śmierci górników, dzięki czemu dotarła do nowych faktów i dokumentów o tej zbrodni.

Całość: http://www.tvp.pl/publicystyka/aktualnosci/agnieszka-swidzinska-z-nagroda-melchiora/479141