Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

19-06-2009, 10:49

“Śląskie media łączą siły”  »

Imago PR
Łukasz Szewczyk
19-06-2009

Kilkugodzinny program na żywo, transmitowany równocześnie na antenach radiowych, telewizyjnych oraz online, to wspólny sposób regionalnych mediów na promocję Śląska. Za komunikację projektu odpowiada Imago PR.

24 czerwca, w godzinach 19.30-24.00 podczas “Nocy dla Śląska”, dziennikarze śląskich mediów regionalnych oraz ponad 100 związanych ze Śląskiem celebrytów, będzie rozmawiać o sprawach ważnych dla regionu. Osobistości życia publicznego będą także wspierać region w odległych zakątkach globu dzięki rozmowom przez Internet prowadzonym z przyjaciółmi, partnerami biznesowymi, rodzinami, czy kolegami “po fachu”.

Program radiowo-telewizyjno-internetowy, jest wspólną inicjatywą “ponad podziałami” najważniejszych regionalnych mediów. Konkurujący na co dzień dziennikarze wspólnie z zaproszonymi przez siebie osobami ze świata polityki, biznesu, nauki czy kultury, debatować będą o rzeczach istotnych dla regionu.

Nocne rozmowy odbywać się będą “w rzeczywistości” – w katowickim Rondzie Sztuki i jednocześnie „wirtualnie” z wykorzystaniem wideo-rozmów internetowych z wieloma osobami na całym świecie. W organizacji „Nocy dla Śląska” weźmie udział kilkudziesięciu dziennikarzy oraz producenci, operatorzy, realizatorzy dźwięku i obrazu, transmisji i scenografowie.

“Noc dla Śląska” rozpocznie się na antenie TVP Katowice o godz. 19.30 i potrwa do północy. Równolegle będzie trwała transmisja na żywo w Radio Katowice oraz na portalu internetowym www.wyborcza.pl. Zainteresowani programem będą mogli śledzić go na żywo na całym świecie. Radio eM, Radio Piekary i TV Silesia planują kilka wejść na żywo na swoje anteny. Regionalna prasa obszernie zrelacjonuje wydarzenie w piątkowych i późniejszych wydaniach.

Autorami pomysłu są dziennikarze: Andrzej Stefański, Jan Matuszyński (TVP Katowice) oraz reżyser Wojciech Majewski. Całość organizują wspólnie TVP Katowice i Radio Katowice. W projekcie biorą udział min. TV Silesia, Gazeta Wyborcza, Polska Dziennik Zachodni, Gość Niedzielny, Radio Em, Radio Piekary, Sport. Mecenasami projektu są: Marszałek Województwa Śląskiego, Wojewoda Śląski, prezydent Katowic i Górnośląski Związek Metropolitalny.

Całość: http://media2.pl/media/52699-slaskie-media-lacza-sily.html

15-06-2009, 19:55

Katowice przed wojną na dwóch kółkach stały  »

Gazeta Wyborcza Katowice
Anna Malinowska
15-06-2009

Wojciech Mszyca odnalazł przedwojenny rower Ebeco, wyprodukowany w Katowicach. – To jeden z najstarszych bicykli, z oryginalnymi częściami, świetnie zachowany – nie mogą się nachwalić muzealnicy. Okazuje się, że w okresie międzywojennym w mieście istniało aż pięć dużych firm produkujących rowery.

Wojciech Mszyca i jego zabytkowy rower

Wojciech Mszyca, emerytowany dziennikarz z Katowic, zabytkowe rowery i dokumenty związane z ich produkcją zbiera od lat. – Mój znajomy penetruje złomowiska w poszukiwaniu staroci. Interesują go głównie militaria. Miesiąc temu skontaktował się ze mną, że pod Wodzisławiem znalazł rower. Mówił, że wygląda na stary, więc powinien mnie zainteresować. Kiedy pojechałem go obejrzeć, oniemiałem. Spełniło się moje marzenie: przede mną stał rower wyprodukowany przy ul. 3 Maja 34 w 1930 r. To mój pierwszy śląski rower! – cieszy się pan Wojciech, którego kolekcja liczy dziewięć eksponatów.

Przez dziesięć dni czyścił i smarował ebeco. Wypucował każdą śrubkę, aż wreszcie na swoim znalezisku mógł przejechać się po mieście. Jedną z pierwszych osób, która rower podziwiała, był Czesław Lang, gwiazda polskiego kolarstwa. – Był zachwycony jego świetnym stanem. Wiek roweru szybko oszacował: policzył zęby w tarczy i długość ogniwek w łańcuchu. Bez pudła ocenił, że to 80-latek – śmieje się Mszyca.

Co do autentyczności znaleziska wątpliwości nie mają też muzealnicy. – Wszystkie elementy są oryginalne. To jeden z najstarszych katowickich rowerów – podkreśla Jadwiga Lipońska-Sajdak, dyrektorka Muzeum Historii Katowic. Placówka jakiś czas temu poszukiwała roweru do gry w piłkę. Przed wojną była to na Górnym Śląsku bardzo popularna dyscyplina sportowa. Bezskutecznie. – Zamiast tego przyszedł do nas pan Wojciech pokazać swoje ebeco. To bardzo cenny eksponat przypominający, że Katowice przed wojną przodowały w produkcji rowerów – dodaje Lipońska-Sajdak.

W latach 20.-30. w mieście istniało pięć znaczących firm: Tatra, Keppelner i Brat, Polhurt, Silesia i Ebeco. Współwłaściciel tej ostatniej, inż. Gustaw Różycki, wyprodukował w 1937 r. pierwszy w Katowicach motocykl małolitrażowy Moj. – Tylko samochodu nie zdążyli w mieście wyprodukować – dodaje Mszyca. I opowiada, że ma jeszcze jedno rowerowe marzenie. – Chciałbym, żeby właśnie w Katowicach odbywał się zlot retrorowerów. Miasto ma w końcu historyczne uzasadnienie organizacji takiej imprezy – podkreśla kolekcjoner.

Całość: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,6722569,Katowice_przed_wojna_na_dwoch_kolkach_sta ly.html#ixzz1W9VZmq9C

15-06-2009, 19:00

“Noc dla Śląska”  »

Dziennik Zachodni
Stanisław Bubin
15-06-2009

Czegoś takiego jeszcze w naszym regionie nie było! W środę, 24 czerwca, wieczorem w katowickim Rondzie Sztuki rozpocznie się kilkugodzinny program telewizyjny na żywo pod hasłem Noc dla Śląska.

Konkurujący ze sobą na co dzień dziennikarze telewizyjni, radiowi i prasowi, przedstawiciele najważniejszych mediów w regionie, tym razem postanowili się zjednoczyć i zrobić coś dobrego dla Śląska. Co konkretnie? Wypromować Katowice jako Europejską Stolicę Kultury i EuroFun 2012, czyli mistrzostwa Europy kibiców na Stadionie Śląskim.

Autorami pomysłu są Wojciech Majewski, Andrzej Stefański i Jan Matuszyński, a organizatorami TVP Katowice i Radio Katowice. Mecenasami tego projektu zostali marszałek województwa śląskiego, prezydent Katowic i Górnośląski Związek Metropolitalny.

Noc dla Śląska rozpocznie się na antenie Telewizji Katowice o godz. 20 i potrwa do północy. Równolegle będzie trwała transmisja w Radiu Katowice oraz na portalach internetowych i TVP i www.wyborcza.pl, więc Ślązacy i sympatycy Śląska będą mogli nas oglądać na żywo na całym świecie. Inne media elektroniczne także włączyły się do inicjatywy, więc program będzie słyszany i widziany w Telewizji Silesia, Radiu Piekary i Radiu eM.

A co z gazetami? Oczywiście będą również w Rondzie Sztuki. Zobaczycie i usłyszycie dziennikarzy i ich gości z Polski Dziennika Zachodniego, Gazety Wyborczej, Sportu, Gościa Niedzielnego. Idea jest bowiem taka, że dziennikarze każdego śląskiego medium zaproszą znamienite postaci do zaaranżowanego w Rondzie Sztuki studia i będą z nimi prowadzić frapujące rozmowy, m.in. o kulturze i rozrywce w regionie, nowych technologiach, religijności śląskiej, transplantologii, gwarze i kuchni śląskiej, gospodarce i sporcie. Całość moderować będą dziennikarka TVP3 Aneta Chwalba oraz aktor i dyrektor Teatru Korez Mirosław Neinert.

Niektórzy nasi goście będą także rozmawiać przez skype’a ze swoimi przyjaciółmi z zagranicy na stanowiskach komputerowych. Niewykluczone, że wśród “wirtualnych” uczestników programu będą światowej sławy pianista Krystian Zimerman, zakonnik ze Śląska zaszyty głęboko w afrykańskim buszu i wizjoner-urbanista, były burmistrz brazylijskiej Kurytyby. A wszystko w znakomitej oprawie muzycznej (smooth jazz i nie tylko), wśród pięknych obrazów studentów katowickiej ASP (rektor uczelni, prof. Marian Oslislo, jest autorem znaku naszego programu) i telebimów transmitujących obraz na zewnątrz Ronda Sztuki. Już teraz warto zarezerwować sobie czas na Noc dla Śląska.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/fakty24/129758,noc-dla-slaska,id,t.html

13-06-2009, 16:43

15 lat “zielonej” gazety  »

Portal górniczy nettg.pl
Jerzy Chromik
13-06-2009

"Trybuna Górnicza" - minęło 15 lat

Postanowiliśmy odbyć podróż w przeszłość. Przywołać ducha pierwszego numeru “Trybuny Górniczej”, który ukazał się 9 czerwca 1994 roku.

Poszliśmy śladami niektórych tekstów, które ukazały się na tych łamach przed piętnastu laty. Zadaliśmy sobie pytanie – jak dziś wyglądają podnoszone wtedy tematy i problemy? Ba, staraliśmy się nawet nadać kolumnom taki wygląd, jaki był na początku.

“Trybuna Górnicza” powstawała przed 15 laty w biegu. Pomysł należał do Ryszarda Fedorowskiego. Z udziałem Wojciecha Niedzieli i Jana Dziadula przygotował założenia pisma.

– Na początku 1994 r. górnictwo przypominało wyliczanego w narożniku boksera. Sytuacja była zatrważająca: zadłużone po uszy spółki węglowe, przetaczające się przez kopalnie fale strajków, okupacje budynków. Na chwiejącą się branżę zewsząd spadały nowe ciosy, w tym ze strony nieprzychylnej jej prasy. Pół biedy teksty krytyczne. Modne były napastliwe, odsądzające górnictwo i jego establishment od czci i wiary. Branża nie miała miejsca na wyłożenie swoich racji. Projekt wydawania swojej gazety, podpiętej – co otwierało szansę dotarcia nie tylko do górniczego środowiska – do wielkonakładowej “Trybuny Śląskiej” kupił ówczesny prezes Państwowej Agencji Węgla Kamiennego, prof. Andrzej Karbownik. Decydującą miała być rozmowa z Eugeniuszem Morawskim, ówczesnym wiceministrem, odpowiadającym za górnictwo. – Super, podoba mi się, róbcie panowie – zapalił się. W kilka dni później… został odwołany. Na szczęście projekt poparł też jego następca, Herbert Gabryś – wspomina Ryszard Fedorowski.

Zielona i siermiężna

Pierwszy numer “TG” ukazał się 9 czerwca 1994 r. w nakładzie – szacunkowo – 47 tys. egzemplarzy. Miał 8 stron. Wyszedł na byle jakim, chropowatym papierze, jakiego dziś nikt już nie robi. Tylko wnikliwy obserwator dostrzegał w niej zieleń z górniczych barw, stąd późniejsze określenie “zielona Trybuna”. Przygodę z gazetą zaczęło 8 osób, w tym 4 dziennikarzy (Jan Czypionka, Anna Lubiejewska, Barbara Namysł, Eugenia Plucik) i fotoreporter (Bogdan Kułakowski). Kolorytu – artystyczną osobowością, ale też jako autor pierwszej winiety i opracowania graficznego – dodawał gazecie Ryszard Twardoch. Spoiwem zespołu była szefowa biura, Blanka Wrońska, która nie tylko pilnowała porządku w papierach, ale nie zapominała też o mydle, ręcznikach i herbacie. Redakcja zajmowała kątem 4 pokoiki w PAWK.

Górnictwu, poddanemu działaniu praw rynku, wiodło się źle. Rok 1993 zwieńczyło niewyobrażalną stratą 15,5 bln zł. W rządowych dokumentach słowo “restrukturyzacja” zastąpiło “powstrzymanie upadłości”. Dziennikarze gazety obserwowali, a też dzielili tę biedę.

Byliśmy przy likwidacji kopalń. Prawie zawsze iskrzyło, były protesty, huczały petardy. Zdarzało nam się pisywać relacje pośród drzemiących w śpiworach wzdłuż ścian i szaf redakcyjnego pokoiku “okupantów”. Niekiedy – jak choćby w przypadku “Sosnowca” – na krótko udawało się odsunąć wykonanie wyroku.

Łzy w szybie

Ale najwyrazistsze były indywidualne, osobiste reakcje. No, bo jak opisać milczenie górnika, przyglądającego się, jak ze skrzyń ciężarówek do studni szybowej “Morcinka” walą się kamienie? To, co przeżywał, pokazywały jego łzy.

Były też reakcje irytujące. Ot, zalewany żółcią górnik dogorywających “Siemianowic”, obnoszący swą “krzywdę” z powodu konieczności przeniesienia się do “Śląska”. Pomstował, że na szychtę nie będzie mógł pójść w… papuciach.

Zdarzały się też epizody humorystyczne. Jest czerwiec, 2003 r. W kościele pw. św. Szczepana w Katowicach-Bogucicach Orkiestra Symfoniczna kopalni “Staszic” przygotowuje się do prawykonania “Mszy górniczej”. Przed świątynią górnicza śmietanka czeka na przyjazd metropolity katowickiego, abp. Damiana Zimonia. Dostojny gość nadchodzi, wita się z generalicją i zaskakuje pytaniem:

– Powiedzcie, panowie, ile jeszcze mamy w Polsce kopalń? Kłopotliwa cisza. Takie to było tempo likwidacji. Przestawały się kręcić koła szybowe, zamierały przodki, wyludniały się cechownie, lampownie…

Nieprawdopodobnie prawdziwie tę pustkę po człowieku uchwycił w obiektywie nasz redakcyjny przyjaciel, Stanisław Jakubowski. Cykl jego fotografii pt. “Łaźnia” przez cały czas ekspozycji w redakcyjnym korytarzu każdego z naszych gości zmuszał do zatrzymania się.

Oszczędnie do bólu

Bieda, powtórzmy, nie oszczędzała też “Trybuny Górniczej”. Tak wspomina ten “chudy” okres gazety z 1998 r. Witold Jajszczok, drugi z kolei prezes Wydawnictwa Górniczego i naczelny redaktor:

Witold Jajszczok

– Kierowałem “TG” około półtora roku w najtrudniejszych dla górnictwa czasach. Wielka reforma była dopiero w planach, zapaść finansowa paraliżowała pracę. Tygodnik był chudziutki, zazwyczaj ośmiostronicowy, ogłoszeń jak na lekarstwo, a zapłaconych jeszcze mniej. Trzeba było ciąć koszty, a ponieważ w redakcji najwięcej można zaoszczędzić na pensjach, więc wręczałem wypowiedzenia i ograniczałem płace, nie bacząc, że dotyka to koleżanki i kolegów. Konieczność podejmowania takich decyzji była dla nas wszystkich wyjątkowo stresująca. Mimo to udało mi się zachować z zespołem dobre relacje i podobno nie najgorzej mnie wspominają. Życzliwe wspomnienia ludzi to nie jest zła ocena mojej pracy w “TG” – zwierza się Witold Jajszczok.

Koniec lat dziewięćdziesiątych. Na każdej tonie węgla górnictwo jest wciąż 22 zł do tyłu. W kręgach kierujących branżą upowszechnia się nieznana w ekonomii kategoria “zero plus”, będąca przejawem tęsknoty za rentownością i zyskiem. Rząd z budżetu i pożyczki z Banku Światowego tłoczy do górnictwa kilka mld złotych na Górniczy Pakiet Socjalny i inne działania osłonowe. W latach 1998–2001 z kopalń dobrowolnie odchodzi prawie 100 tys. osób. Prawie 37 tys. wzięło jednorazowe odprawy po niespełna 40 tys. zł na rękę.

Z kopalni do koni

Dziennikarze “TG” bywają już nie tylko w kopalniach. Są w sklepiku motoryzacyjnym w Bytomiu, w tartaku na Mazurach, w firmie ocieplającej budynki w Bieruniu. Idą śladem tych, którzy odprawę wykorzystali jako kapitał rozruchowy do utworzenia małych firm. Gwiazdą dziennikarskiego światka jest górnik, który w furgonetce z koniecznym majdanem objeżdża stadniny i szkółki jeździeckie, podkuwając konie. Ale nie wszystkim się powiodło. Bywaliśmy więc również w spelunce opodal “Czeczotta”, gdzie przegrany były górnik drzemał nad kuflem piwa, na “hałdzie Wilusia” koło “Dębieńska”, gdzie inny wydzierał spod korzeni złom.

W 2002 r. prezesurę Wydawnictwa Górniczego obejmuje Janusz Kozłowski. W 2003 r. przenosimy się do nowej siedziby. Nie tylko “Trybuna Górnicza”, lecz również redakcje wszystkich specjalistycznych periodyków “Wiadomości Górnicze”, “Karbo” i “Budownictwo Podziemne i Tunelowe”. Lokalowi daleko do komfortu. Dziennikarze wciąż przeciskają się do swoich biurek, telefonów i komputerów. No, i też walczymy o “zero plus”.

– Rolą gazety – tak przynajmniej ją traktowałem – było wtedy uświadamianie górnikom zakresu i skutków dokonujących się w branży zmian. Teksty informacyjne i publicystyczne odzwierciedlały nie tylko całą złożoność codzienności, ale też wskazywały na perspektywy górnictwa – wspomina Janusz Kozłowski.

Ze śmiechem napomyka o “wirtualnym” – przemilczmy nazwisko – naczelnym redaktorze “TG”.

– Odebrał nominację i… wyjechał na wczasy. Wrócił i został odwołany. Pomyślałem, że nikt poważnie traktujący swoje obowiązki nie zaczyna pracy od urlopu. Ale pieniądze wziął – wspomina “wczasowicza”.

Jest rok 2004. “Zielona Trybuna” świętuje 10-lecie i wydanie 500 numeru. Od kilku miesięcy redakcją kieruje Jan Czypionka.

– Całą moją 13-letnią przygodę z gazetą traktuję jako znaczący okres w życiu zawodowym. Uważam, że byliśmy bardzo ważnym ogniwem procesu przekształceń w górnictwie. To były trudne i wymagające czasy dla gazety i jej zespołu, ale wszyscy czuliśmy, że uczestniczymy w czymś istotnym i że nasza praca jest dostrzegana – ocenia Jan Czypionka.

Z “Dziennikiem”

Od 2005 r. tygodnik ma nową „lokomotywę” – “Dziennik Zachodni”, choć przyjaciele gazety mawiają żartem, że jest na opak. Styczeń 2008 r. “Trybuna Górnicza” ukazuje się w odnowionej, bardziej nowoczesnej szacie graficznej.

Krystian Krawczyk

Wcześniej w naszym tygodniku pojawia się rubryka “Po szychcie”. To pomysł autorstwa Krystiana Krawczyka, obecnie naczelnego redaktora, a wcześniej sekretarza redakcji i zastępcy naczelnego. Pomysł – jak pokazał czytelniczy oddźwięk – doskonały. Okazało się bowiem, że górnictwo jest „kopalnią” fascynujących ludzi, którzy na co dzień nie tylko fedrują, lecz mają tysiące rozmaitych upodobań.

– Irytowało mnie to jednostronne pokazywanie górnika w komercyjnych mediach, wyłącznie przy okazji katastrof, burzliwych demonstracji i afer. Kreślono go jako człowieka ograniczonego, nie widzącego nic poza swoim węglem. A myśmy na każdym kroku w swoich dziennikarskich wędrówkach spotykali w kopalniach i firmach górniczych ludzi otwartych na świat. Potrafiących nie tylko marzyć, ale i te marzenia realizować. Mówiliśmy o tym często w naszym zespole redakcyjnym i w tych rozmowach wykuł się zarys “Po szychcie”, której mottem może być stwierdzenie „przede wszystkim człowiek” – wyjaśnia Krystian Krawczyk.

W naszych reportażach między innymi wędrowaliśmy więc z górnikami po dżungli wśród indiańskich plemion, łowiliśmy dorsze na Morzu Norweskim, drżeliśmy wśród rasistów Ku Klux Klanu na planie westernu koło Bierunia, lataliśmy na lotni, przyglądaliśmy się powstawaniu na płótnie cyklu męskich aktów w górniczej łaźni, kleiliśmy flotyllę powietrznych aparatów, jakie kiedykolwiek uniosły się w niebo w dziejach lotnictwa, staliśmy obok ringu, na którym bokserzy w górniczych barwach nokautowali przeciwników i zdobywali mistrzowskie pasy.

W dziennikarzach “TG” coś widać z tych spotkań zostało. Tak przynajmniej uważa Mariusz Siembiga, który prezesował Wydawnictwu Górniczemu w 2008 r.

– W gazecie zastałem profesjonalny zespół i przyjacielski klimat. Byłem zbudowany, że obok ściśle zawodowych kwalifikacji każdy z dziennikarzy miał dużo szersze zainteresowania: literaturą, historią, sztuką, sportem, fotografią – wspomina te cieplejsze strony szefowania Wydawnictwu.

Bywały sytuacje, kiedy gazeta wychodziła w żałobnych barwach, kiedy na jej stronach widniały posępne, sparaliżowane bólem, zapłakane twarze. Rok 2002 – w kopalni “Jas-Mos” w wybuchu pyłu węglowego ginie 10 górników. Rok 2006 – w “Halembie” w podobnej katastrofie śmierć ponosi 23 pracowników tego zakładu i firmy usługowej. Tych zbiorowych i pojedynczych nieszczęść było za dużo. I obyśmy nie musieli już o nich więcej pisać.

Całość: http://www.nettg.pl/news/76621/15-lat-zielonej-gazety

09-06-2009, 17:42

“Śląscy fotoreporterzy Arkadiusz Ławrywianiec i Arkadiusz Gola z nagrodami”  »

Dziennik Zachodni
MT
09-06-2009

Arkadiusz Ławrywianiec i Arkadiusz Gola – fotoreporterzy Polski Dziennika Zachodniego – wśród nagrodzonych w konkursie BZ WBK PRESS FOTO 2009.

Arkadiusz Ławrywianiec zajął II miejsce w kategorii Cywilizacja – fotoreportaż, a Arkadiusz Gola zajął III miejsce w kategorii Portret – Fotoreportaż.

Konkurs wygrał Wojciech Grzędziński z NAPOimages/Dziennik i zdobył główną nagrodę w wysokości 15.000 złotych.

BZWBK Press Foto 2009 to już piąta edycja ogólnopolskiego konkursu skierowanego do fotografów prasowych, którego patronem medialnym jest Rzeczpospolita, a organizatorem Bank Zachodni WBK. Do biura konkursowego wpłynęło niemal 6 tysięcy zdjęć przysłanych przez 325 autorów w sześciu kategoriach: społeczeństwo, portrety, wydarzenia, cywilizacja, sport, przyroda i środowisko naturalne.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/aktualnosci/128027,slascy-fotoreporterzy-arkadiusz-lawrywianiec-i-arkadiusz,id,t.html

08-06-2009, 10:42

“Robert Siewiorek w “Polsce Dzienniku Zachodnim”  »

Polskapresse
Łukasz Szewczyk
08-06-2009

Robert Siewiorek

Robert Siewiorek od lipca zasili grono kierownictwa redakcji “Polski Dziennika Zachodniego” jako zastępca redaktora naczelnego gazety.

Do jego obowiązków należeć będzie nadzór nad Działem Wydarzeń oraz wydaniem internetowym gazety. Robert Siewiorek był szefem działu krajowego, a wcześniej zastępcą sekretarza redakcji dziennika Polska.

Zanim związał się z warszawską redakcją Polski pracował w Dzienniku Zachodnim na stanowisku sekretarza redakcji. Redaktor naczelna Polski Dziennika Zachodniego Elżbieta Kazibut-Twórz ma obecnie dwoje zastępców: Annę Ładuniuk oraz Janusza Szymonika i pozostaną oni na swoich stanowiskach.

Całość: http://media2.pl/media/52231-robert-siewiorek-w-polska-dzienniku-zachodni.html