Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

19-06-2009, 19:39

“Nasz dziennikarz laureatem”  »

Gazeta Wyborcza Częstochowa
mag
19-06-2009

Jeśli to dla Tomasza Haładyja nie szczyt przyjemności, to na pewno spora górka: podróżować pociągiem, oglądać dworce po drodze, opisywać i jeszcze dostawać za to nagrody.

A tak właśnie się stało. 19 czerwca dziennikarz częstochowskiej “Gazety” i nasza redakcyjna koleżanka z Katowic Małgorzata Goślińska odebrali drugą nagrodę w IV edycji konkursu Silesia Press, organizowanego dla mediów w całym województwie. Uhonorowano ich wspólny reportaż “Dworzec PKP – miejsce nie po kolei”.

Konkurs wygrała Izabela Szukalska z TVP Katowice, autorka reportażu o małżeństwie, które ze świecznika spadło na samo dno. Drugich nagród przyznano kilka. Dostali je również: Barbara Gruszka-Zych z “Gościa Niedzielnego” (za opowieść o pracowniku grupy zajmującej się w Auschwitz paleniem zwłok współwięźniów), Barbara Sikora z “Tygodnia w Jaworznie” (za cykl tekstów o starych książkach i ich właścicielach) oraz Jadwiga Woźniakowska i Wojciech Skowroński z Radia Katowice za reportaż “Portret rodziny we wnętrzu”. Trzecie nagrody otrzymały Anna Dudzińska z Radia Katowice (“Jeden dzień z życia związkowca”) i Grażyna Kuźnik z “Dziennika Zachodniego” (“Chłopiec ze znaczka”).

Całość: http://czestochowa.gazeta.pl/czestochowa/1,48725,6739077,Nasz_dziennikarz_laureatem.html#ixz z1VYKHnoLC

19-06-2009, 18:21

Biblioteka dziennikarzy uratowana  »

Gazeta Wyborcza Warszawa
Tomasz Urzykowski
19-06-2009

Zbiór prawie 20 tysięcy książek i 750 tomów czasopism przez ponad pół wieku gromadzonych przez środowisko dziennikarskie omal nie trafił na przemiał. W ostatniej chwili bibliotekę ocaliło miasto. Od wczoraj może z niej korzystać każdy.

Zbiory uratowanej biblioteki dziennikarzy

Księgozbiór trafił do wyremontowanej czytelni naukowej przy ul. Bukietowej na Mokotowie. Urządzono ją w budynku po kotłowni osiedlowej. Biblioteka Dziennikarzy Polskich zajęła tu dużą salę podziemnego magazynu.

- Dziękuję dziennikarzom za zaufanie – mówiła wczoraj podczas symbolicznego przejęcia księgozbioru Grażyna Zgoła, dyrektor Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Mokotów.

Tak zakończyły się trwające kilka lat poszukiwania miejsca dla książek i czasopism. Zbiór tworzony był od 1948 r. w Domu Dziennikarza przy Foksal. W dużej mierze to literatura prasoznawcza, lecz nie tylko. Najstarszym tytułem jest starodruk z 1588 r. z wierszowanym tekstem Bartosza Paprockiego “Pamięć nierządu w Polszcze przez dwie fakcye uczinionego…” Najnowszym nabytkiem – “Ech ta młodość… O czym Zarzewie pisało?” z 2002 r. autorstwa Jana Łysiaka, Czesława Micuły i Elżbiety Wojtas-Ciborskiej. Na półkach stoją pozycje przedwojenne i powojenne, historyczne i czysto propagandowe. Natrafić można zarówno na angielską wersję “Mein Kamf” Hitlera, dzieła Lenina, Stalina czy Gomułki, jak i wydrukowane na powielaczu “Eseje” Leszka Kołakowskiego. Egzemplarze “Trybuny Ludu” sąsiadują z numerami paryskiej “Kultury”.

- Niektórych z tych wydawnictw nie ma nawet Biblioteka Narodowa. Część druków to prawdziwe unikaty, jak np. rozporządzenia władz niemieckich z czasów okupacji – mówiła Ewa Eysymontt ze Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP).

Podczas podziału dziennikarskiego majątku przy Foksal budynek przypadł SDP, a biblioteka konkurencyjnemu Stowarzyszeniu Dziennikarzy RP (SDRP). Większość księgozbioru przeniesiono do jednego z gimnazjów na Woli, gdzie książki i gazety niszczały w fatalnych warunkach, a SDRP musiało jeszcze za to słono płacić. Na papierze rozpanoszył się grzyb.

- Szukaliśmy instytucji, która przejęłaby od nas bibliotekę. Bez skutku, nikt jej nie chciał. Odmówiły nawet wyższe uczelnie – przyznał Henryk Zagańczyk z SDRP.

W poszukiwania nowego miejsca dla biblioteki włączyło się SDP. Obie organizacje połączył nagle wspólny cel. Delegacja dziennikarzy ze Stefanem Bratkowskim i Jackiem Żakowskim na czele udała się do wiceprezydenta Warszawy Włodzimierza Paszyńskiego. W efekcie znalazło się odpowiednie lokum w czytelni przy ul. Bukietowej 4a. Przed ustawieniem na półkach książki i gazety zostały odgrzybione.

- A niewiele brakowało, aby z powodu braku pieniędzy i lokalu wszystko pojechało na przemiał do papierni w Konstancinie – podsumował wczoraj prezes SDRP Jerzy Domański.

Całość: http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,6734730,Biblioteka_dziennikarzy_uratowana.html

19-06-2009, 18:10

Izabela Szukalska wygrała konkurs Silesia Press  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pap/pr
19-06-2009

Związana z katowickim oddziałem TVP Izabela Szukalska zwyciężyła w czwartej edycji regionalnego konkursu dziennikarskiego Silesia Press. Jury nagrodziło ją za przejmujący reportaż “Biała koszula”, przedstawiający historię małżeństwa mieszkającego w przyczepie przy wysypisku śmieci.

Ten reportaż to intymna opowieść o zjawisku społecznym bezdomności i samotności – ocenił szef jury, red. Jan Dziadul z tygodnika “Polityka”, podkreślając, że nagrodzony materiał w przejmujący sposób dotyka istoty problemu. Autorka reportażu pracuje w Redakcji Form Dokumentalnych Programu 1 TVP.

Nagrody w konkursie wręczono w piątek podczas uroczystej gali w katowickim Hotelu Monopol. Jej organizatorzy podkreślali, że Silesia Press należy do nielicznych w Polsce regionalnych konkursów dziennikarskich. Ma promować dokonania śląskich dziennikarzy i integrować miejscowe środowisko dziennikarskie.

Podczas trzech pierwszych edycji nagrody wciąż mówiliśmy, że nasz “Śląski Pulitzer” dopiero raczkuje. Dziś możemy już powiedzieć, że mocno stanął na nogi i dobrze wypełnia swój główny cel, jakim jest integracja naszego środowiska - mówił podczas gali red. Dziadul.

Izabela Szukalska

Do konkursu zgłoszono blisko 200 materiałów, z których około 30 jurorzy zakwalifikowali do ścisłej czołówki. Spośród nich wybrali siedem najlepszych.

W kategorii “Debiut Roku” nagrodę przyznano dziennikarzowi sportowemu Wojciechowi Kani z prywatnej Telewizji Silesia (TVS), która od końca marca ub. roku dostępna jest w kablówkach i na platformach cyfrowych. Jej siedziba mieści się w Katowicach. Badania sytuują ją coraz wyżej wśród ponad 100 polskojęzycznych telewizji.

Równorzędne drugie miejsca w konkursie zajęli: Małgorzata Goślińska i Tomasz Haładaj z “Gazety Wyborczej” za tekst “Dworzec PKP miejsce nie po kolei”, Barbara Gruszka-Zych z “Gościa Niedzielnego” za reportaż “Co widziały moje oczy” (o zmarłym niedawno więźniu obozu koncentracyjnego Henryku Mandelbaumie) oraz Jadwiga Woźnikowska i Wojciech Skowroński z Polskiego Radia Katowice za reportaż “Portret rodziny we wnętrzu”, którego bohaterami są członkowie rodziny tragicznie zmarłej b. posłanki, Barbary Blidy.

Na trzecim miejscu znaleźli się: dziennikarka lokalnego tygodnika “Tydzień w Jaworznie” Barbara Sikora za cykl materiałów historycznych poświęconych starym książkom, Grażyna Kuźnik z gazety “Polska Dziennik Zachodni”, za reportaż “Chłopiec ze znaczka” (o człowiek, którego zdjęcie wykorzystano na popularnym w okresie PRL znaczku pocztowym) oraz Anna Dudzińska z Polskiego Radia Katowice za reportaż “Jeden dzień z życia związkowca”, którego bohaterem jest górniczy związkowiec Andrzej Ciok.

Konkurs Silesia Press zorganizowało po raz czwarty Stowarzyszenie Media dla Integracji Europejskiej. Prace oceniało 10-osobowe jury złożone ze znanych śląskich dziennikarzy prasy, radia, telewizji i PAP. Nagrody przyznawane są za materiały o istotnym znaczeniu dla opinii publicznej, rzetelne i dojrzałe warsztatowo. Laureaci otrzymują nagrody pieniężne; pierwsza to 4 tys. zł.

W ubiegłorocznej edycji konkursu zwyciężyła dziennikarka katowickiego oddziału TVP Brygida Frosztęga, nagrodzona za reportaż o sparaliżowanym Januszu Świtaju z Jastrzębia Zdroju, który poprosił o przerwanie terapii po śmierci opiekujących się nim rodziców. Materiał wywołał ogólnopolską dyskusję o problemach eutanazji i zapoczątkował akcję pomocy dla chorego.

Rok wcześniej konkurs wygrali dziennikarze katowickiego oddziału “Gazety Wyborczej” Piotr Płatek i Józef Krzyk. Nagrodę zdobyli za tekst “Znalazła się Krwawa Julka”, o domniemanej agentce gestapo Helenie Matejance, którą Płatek, po latach starań, odnalazł w Londynie i skłonił do rozmowy. Pierwszą edycję “Silesia Press” wygrała Anna Dudzińska z Polskiego Radia Katowice za reportaż “Ulice węglowe”, będący opowieścią o dzieciach, zajmujących się kradzieżami węgla z pociągów.

Organizujące doroczny konkurs Stowarzyszenie Media dla Integracji Europejskiej powstało w kwietniu 2002 r. w Katowicach. Członkami są dziennikarze niemal wszystkich mediów w regionie oraz byli dziennikarze, którzy obecnie prowadzą agencje PR, itp. Stowarzyszenie organizowało m.in. ogólnopolski konkurs artystyczny pt. “Z Europy do Europy: Unia Europejska i nasze starania o członkostwo w karykaturze” oraz prareferendum europejskie w Bieruniu.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/izabela-szukalska-z-tvp-wygrala-konkurs-silesia-press

19-06-2009, 18:01

Dziennikarz naruszył dobra osobiste  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pap/pr/pr
19-06-2009

Były redaktor naczelny bielskiej gazety “Super-Nowa” Krzysztof Oremus naruszył dobra osobiste prezydenta Bielska-Białej Jacka Krywulta zestawiając w internetowej publikacji jego zdjęcie i prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki – zdecydował bielski Sąd Okręgowy.

Rzecznik sądu Jarosław Sablik powiedział, że dziennikarz ma przeprosić Krywulta na łamach prasy oraz wpłacić 5 tysięcy złotych na konto Polskiego Czerwonego Krzyża. Wyrok jest nieprawomocny.

Zdaniem sądu publikacja, która ukazała się w marcu ubiegłego roku, naruszyła dobra osobiste prezydenta Bielska-Białej jakim jest wizerunek. Nie wolno bowiem publikować wizerunku osoby publicznej bez jej zgody, gdy łączy się on z prześmiewczą treścią.

W ubiegłorocznej publikacji ówczesny redaktor naczelny “Super-Nowej” krytykował władze Bielska-Białej zarzucając stosowanie wobec gazety metod rodem z Białorusi. Artykuł ilustrował collage, na którym widnieli prezydenci: Krywult i Łukaszenko.

Między gazetą a władzami miasta od dłuższego czasu istniał spór. Dziennikarze krytykowali niektóre posunięcia samorządu.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dziennikarz-naruszyl-dobra-osobiste

19-06-2009, 17:55

Silesia Press dla naszych dziennikarzy  »

Polskie Radio Katowice
19-06-2009

Nasze redakcyjne koleżanki Anna Dudzińska, Jadwiga Woźnikowska oraz nasz kolega Wojciech Skowroński otrzymali nagrody w 4. edycji konkursu Silesia Press. Jury składające się ze śląskich dziennikarzy zakwalifikowało do ścisłego finału 32 materiały, z których nagrodzono 7. Przewodniczący jury Jan Dziadul, śląski korespondent “Polityki”, podkreślał wysoki poziom powstających reportaży.

Jadwiga Woźnikowska i Wojciech Skowroński

Anna Dudzińska otrzymała 3. nagrodę za reportaż “Jeden dzień z życia związkowca” natomiast Jadwiga Woźnikowska i Wojciech Skowroński zostali laureatami 2. nagrody za reportaż “Portret rodziny we wnętrzu”. Jak powiedział Wojciech Skowroński w reportażu radiowym ważne jest pokazanie człowieka i jego emocji.

Do konkursu zgłoszono ponad 200 materiałów prasowych, radiowych i telewizyjnych. Przy wyborze laureatów jury brało pod uwagę przede wszystkim znaczenie tematów dla opinii publicznej, rzetelność oraz ich przedstawienie. Pierwszą edycję Silesia Press wygrała przed czterema laty nasza koleżanka radiowa Anna Dudzińska za reportaż “Ulice węglowe” będący opowieścią o środowisku dzieci i młodzieży kradnących węgiel z wagonów. Główną nagrodę i 7000 złotych otrzymała Izabela Szukalska z katowickiego oddziału Telewizji Polskiej za reportaż “Biała koszula”.

Całość: http://stream2.radio.katowice.pl/radio,528-silesia-press-dla-naszych-dziennikarzy.html

19-06-2009, 17:36

“Eduardo, rób oglądalność!”  »

Gazeta Wyborcza Katowice
Małgorzata Goślińska
17-06-2009

- Za wcześnie się urodziłem. Gdybym tę popularność z lat 80. i 90. posiadał dzisiaj, byłbym jak Durczok co najmniej – śmieje się Edward Kozak i zaraz dodaje: – Żartuję. Gdybym został w telewizji publicznej, dzisiaj byłbym zgorzkniałym emerytem.

Edward Kozak

Ludzie przełomu. Syn Lwowiaka i Ślązaczki. Nosił długie włosy i brodę, gdy zapisał się do PZPR. Równocześnie należał do “Solidarności”. Urodzony w Bytomiu, w 24 roku życia za żoną przeprowadził się do Tychów i mieszka tu do dziś, chociaż w latach 90. objechał pół świata. W bloku, chociaż wtedy zarabiał tyle, że za miesięczną pensję mógł kupić dwa maluchy (jeden fiat 126p chodził po 72 tys. zł!) i proponowano mu działki budowlane. Dzisiaj to żona ma auto, a on przemieszcza się rowerem. Ma wciąż tę samą żonę oraz dwóch synów.

Puszczał pierwsze w polskiej telewizji filmy pornograficzne. W łóżku Cycolina i Murzynka, przygląda im się mężczyzna, onanizując się – taka scena leci po godz. 22. Rewolucyjna, bo mamy rok 1993. Program nazywa się Videopiraci. Emituje go PTV Rondo, pierwsza telewizja śląska, jedna z pierwszych stacji prywatnych w Polsce, w paśmie Polonia1 na koncesji włoskiej. Redaktorem naczelnym jest Edward Kozak. Videopiraci to jego autorski program, bodaj pierwszy nocny w Polsce.

Rocznik ‘46. Dżinsy, kurtka ze skóry, bejsbolówka, na szyi koraliki, w uchu kolczyk, do tego krótka, kozia bródka. – Musi być fun, zabawa – powtarza. Nie pali, nie pije – rzucił te nałogi parę lat temu. Całuje mnie w dłoń, z góry zaznacza, że to on zaprasza i pyta kelnera w kawiarni włoskiej: – Macie kawę parzoną, wie pan, taką jak za peerelu?

W branży dziennikarskiej od czasów studenckich. W latach 1970 – 75 pracował w Radiu Katowice, a potem w TVP Katowice, gdzie od roku 85 prowadził Program Regionalny. To była pierwsza w Polsce telewizja śniadaniowa. Zawsze w sobotę o 9 rano. – Młodzież uciekała z lekcji, żeby go zobaczyć, pacjenci odwoływali wizyty u lekarzy – wspomina Kozak. Program adresowany był do niepracujących gospodyń domowych i robotników drugozmianowych. Z założenia lokalny, puszczał felietony o tym, co się dzieje za oknem, a także przeboje – na trzy z demoludów jeden anglosaski, filmy w odcinkach – te, których nie chciała Warszawa, czyli “Przygody psa cywila” albo “Czterech pancernych i pies”.

Kozak co chwilę wzywany był do radiokomitetu, że co to za poziom lekki, bez ideologii! – Robotnik ogląda go przed pójściem do huty czy kopalni, musimy dać mu trochę rozrywki, żeby nastroić go optymistycznie do pracy – tłumaczył. Kupowali to.

- A Włosi powiedzieli: Eduardo, rób oglądalność! – wspomina 1992 rok, gdy dostał propozycję pracy w Rondo. No to przeanalizował, czego nie ma w TVP Katowice. Nie było gołych bab.

Filmy dostarczał Kozakowi były esbek, który miał w domu przegrywarkę kaset. Kozak wycinał “momenty”, puszczał je w przerwach programu i trzymał się zasady, że nie pokazuje nic obnażonego poniżej biustu. Nie było go w redakcji, gdy technik puścił w Rondzie pamiętną scenę. Pech chciał, że obejrzeli ją i nagrali w katowickiej telewizji, która śledziła konkurencję i rozdmuchała aferę. Donos trafił do Krajowej Rady Telewizji i Radiofonii, a ta oddała sprawę do prokuratury.

Kozak już wtedy miał zszarganą opinię. W 1990 roku otworzył w Tychach Dyskotekę U Ediego. Na wzór takich, jakie widział w Tajlandii: basenik, czerwone latarnie, czerwone zasłony, piwo, bilard, na który schodziła się mafia złodziei samochodowych, występy striptizerek. Po mieście chodziły plotki, że kręci tam pornosy.

Po incydencie w Rondzie Włosi natychmiast wyrzucili Kozaka. Groził mu wyrok za szerzenie pornografii. Prokuratura powołała biegłych seksuologów, żeby ocenili film i jeden orzekł: wedle amerykańskich wzorców to jest hard porno! W sądzie pytali: – Ma pan dzieci? A seks uprawia? A wie, co to triolizm?

Sprawa ciągnęła się rok i ostatecznie ucichła, gdy Rondo przegrało koncesję z Polsatem i jako piracka stacja przestało istnieć.

Dyskoteka U Ediego splajtowała jeszcze przed przygodą z Rondem. Kozak nawet się z tego cieszył. – Nie nadawałem się do tego. Wciąż wtedy pracowałem w telewizji katowickiej i drzemałem w redakcji, bo w nocy musiałem pilnować knajpy.

Czasem ktoś jeszcze rozpuści w Tychach plotkę, że Kozak występuje w filmach porno. Poza tym przestało się o nim mówić, chociaż cały czas kręcił dokumenty podróżnicze we współpracy ze słynnym reżyserem Andrzejem Słodkowskim z Toronto. – Nie jestem umocowany, ale czasem coś spadnie z pańskiego stołu – mówi. W 2002 roku na chwilę został radnym Tychów i wywalczył przejście dla pieszych na ul. Grota Roweckiego. Napisał trzy książki na bazie swoich dawnych reportaży kryminalnych, ale kiepsko się sprzedawały. Dzisiaj pisze do polskojęzycznego tygodnika Info Tips Stanisława Wenglorza (tego ze Skaldów), wydawanego we Frankfurcie. Pod pseudonimami: szperaczek, jęzorek, ciekawski, bo nie może być tylko jeden korespondent Eddy Kozak. O Śląsku – w taki sposób, żeby Ślązacy z Niemiec poczuli się zadowoleni, że stąd wyjechali. Prowadzi też gazetę internetową Wieczór Śląski. Z Telewizją Silesia zaczyna kręcić cykl programów o Niemczech.

- Za wcześnie się urodziłem. Gdybym tę popularność z lat 80. i 90. posiadał dzisiaj, byłbym jak Durczok co najmniej – śmieje się i zaraz dodaje: – Żartuję. Gdybym został w telewizji publicznej, dzisiaj byłbym zgorzkniałym emerytem.

Zresztą jak wszystko można, nie ma fun. I w tamtych czasach obowiązywała zasada, której Kozak nie widzi w dzisiejszych mediach: nie wolno krzywdzić prostego człowieka. Popularność nie była celem ani honorem, ba, uchodziła za coś podejrzanego. Trzeba było się gdzieś zapisać, a niektórzy nie mogli, nawet gdyby chcieli, bo były parytety: ma być tylu bezpartyjnych, tylu w opozycji. Ale Kozak i tak mógł posłać dzieci do komunii.

- Luzak, bez krawatu, nowoczesny, odważny, prekursor, miał świetne pomysły, wprowadzał do telewizji bezpośredniość, humanizował ją. Taki animator społeczno – kulturalny – wspominają Kozaka znajomi z dawnych czasów.

Sam Kozak twierdzi, że nigdy nie pasował do środowiska. Od małego jako syn właściciela sklepu z galanterią skórzaną, trzymał z dziećmi zegarmistrzów i kuśnierzy, mieli kasę, ciuchy, dziewczyny, ale byli poza nawiasem, nosząc piętno dzieci prywaciarzy. Ojciec wpajał mu wstręt do państwowej firmy. – Synu, nigdy nie wstawaj na głos pańskiej trąby – powtarzał, wspominając ze zgrozą, jak tuż po wojnie musiał pracować w fabryce. Umarł w 1980 roku, dostając wylewu ze strachu, że do Bytomia wjadą ruskie czołgi, od których zawali się kamienica z jego sklepem.

To był najbardziej dramatyczny przełom w życiu Kozaka. W telewizji publicznej przeżył trzy przełomy. Zawsze było tak samo, nawet w tej samej sali przy stole nakrytym tym samym zielonym suknem i te same hasła. Przychodzili nowi, rozwścieczeni i mówili, że źle pracują.

Gdyby nie było Jałty, nie byłoby mnie, bo moi rodzice by się nie spotkali – śmieje się Kozak. Myśli dzisiaj jak taoista: – Płynę z biegiem wydarzeń i nie wierzgam za bardzo w nurcie, żeby nie wpaść na mieliznę albo rafę. Poddaję się losowi.

Całość: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35063,6730209.html#ixzz1L1LqR12I