Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

28-08-2009, 11:19

Szykuje się nowy skok na regionalne radio  »

Gazeta Wyborcza Katowice
Przemysław Jedlecki
28-08-2009

Od kilku dni trwają spekulacje, kto związany z PiS-em i lewicą przejmie władzę nad Radiem Katowice. Dla rozgłośni z kolejnych roszad nie wyniknie raczej nic dobrego.

Przy Ligonia, gdzie mieści się siedziba radia, do roszad na kierowniczych stanowiskach wiele osób zdążyło już przywyknąć. Bo każda rządząca w Polsce partia prędzej czy później przystępowała do obsadzania swoimi ludźmi stanowisk w regionalnych, jakby tylko na ironię nazywanych publicznymi, mediach. Przez chwilę, gdy fotel prezesa Radia Katowice opuścił związany z PiS-em Wojciech Poczachowski, a rada nadzorcza pozwoliła spokojnie pracować nowemu zarządowi, wydawało się, że ten korowód zmian został przerwany. Ale sądząc po najnowszych doniesieniach, znów do walki przystępują polityczni wyjadacze. Sprzymierzone w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji siły lewicy i PiS-u wybiorą do nowej rady swoich ludzi. Jak amen w pacierzu Radio Katowice znajdzie się w rękach jednej z dwóch opozycyjnych partii w Polsce.

Nominacji wyglądają politycy i pracownicy radia. Pierwsi chcą przekonać się o sile własnych wpływów, a drudzy trzymają kciuki za to, by w radzie nie znalazł się ich niedawny prezes. Wyjątkowo źle go wspominają. Duże szanse na miejsce w radzie ma związany z Ordynacką jego poprzednik Wiesław Rola, a także Piotr Pietrasz, szef katowickiego PiS-u i radny. Z zamiłowania dziennikarz, bo prowadzi blog, a swego czasu pisał sporo do partyjnej gazetki, ale o radiu nie ma raczej większej wiedzy. To jednak, niestety, przy obsadzaniu stanowisk przez partie nigdy nie miało znaczenia. Polityczne znajomości są ważniejsze od troski o fachową kontrolę nad radiem, jego wyniki finansowe oraz słuchalność. Mało kogo z polityków obchodzi też, że radio stoi przed koniecznością poprawy kondycji finansowej i zmniejszenia sporego jak na taką firmę zatrudnienia. Grupowe zwolnienia już zapowiedziano. W sumie pracę ma stracić prawie co trzeci ze stu zatrudnionych, ale to też żądnych stanowisk polityków nie zajmuje.

Istotne jest to, że oto znowu pojawi się szansa na polityczny łup, posady, stanowiska, wpływy, a może nawet mniej czy bardziej subtelne decydowanie o tym, kogo zaprosi się do studia, by w najlepszym antenowym czasie mógł mówić, co mu tylko ślina na język przyniesie.

Tymczasem pracownicy radia zastanawiają się, czy nowa rada poszuka nowego prezesa i kto nim wtedy będzie. Na giełdzie już krążą nazwiska paru osób. Niektóre są wymieniane po to, by z góry spalić potencjalnego kandydata, inne ze strachu, kolejne z nadzieją. Takie spekulacje, nawet jeśli okażą się nie do końca trafne, pokazują, czego można się spodziewać po politykach: karuzeli stanowisk przy każdym kolejnym przejęciu władzy. Co na tym zyska radio? Zapewne nic.

Całość: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35063,6973493,Szykuje_sie_nowy_skok_na_regionalne_radio.html#ixzz1VkNADF3r

24-08-2009, 16:49

“Impreza nie dla wszystkich”  »

Telewizja Silesia
Tomasz Brzoza
24-08-2009

Zabrzańskie muzyczne lato nie dla wszystkich. Zwłaszcza dla tych, którzy piórem i aparatem nie zawsze wyrażają pochlebne opinie. Podczas ostatniego weekendu pod sceną gorąco było nie tylko za sprawą występu zespołu Boys, ale kłótni i szarpaniny do jakiej doszło pomiędzy ochroną, a dziennikarzami portalu zabrzanie.pl. Za kulisy, by przeprowadzić wywiad nie weszli dziennikarze portalu, bo ponoć za scenę wejść dziennikarze nie mogą. Organizatorem imprezy był Wiesław Śmietana, dyrektor Domu Muzyki i Tańca, a zarazem szef konkurencyjnej miejskiej telewizji.

Grażyna Herich – jeszcze do niedawana pierwszy mikrofon zabrzańskiej telewizji. Obecnie dziennikarka miejskiego portalu zabrzanie.pl. I tu pojawia się kłopot. – Spotkała mnie napaść ochroniarzy, właściwie mojego operatora. Kulturalnie rozmawialiśmy, próbowaliśmy przeprowadzić wywiad, nagle wylatuje pięciu panów i próbuje nam zrzucić kamerę ze statywu. To nie pierwszy raz kiedy dziennikarze portalu mają problem z wejściem na miejską imprezę organizowaną przez Dom Muzyki i Tańca. Dlatego w tym roku postarali się o akredytacje i do dyrekcji wystosowali specjalne pismo. - Wyraźnie z tej odpowiedzi wynika, jaką otrzymaliśmy z Domu Muzyki i Tańca, że tam fotoreporter, operatorzy kamer i dziennikarze mogli przebywać. Nikt z nas nie starał się wejść poza ten teren zamknięty, jest to dla mnie sytuacja naprawdę niezrozumiała i bulwersująca – skandal - opowiada Gracjana Chojnacka, redaktor naczelny zabrzanie.pl.

Organizator muzycznego lata – nie ma sobie jednak nic do zarzucenia, bo jak twierdzi działa zgodnie z prawem o imprezach masowych. - Tam jest wyraźny punkt, że zgodnie z umowami z wykonawcami obowiązuje całkowity zakaz, fotografowania i filmowania bez zgody organizatora. Tego będę się trzymał - oznajmia Wiesław Śmietana, dyrektor Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu. Dziennikarze portalu zabrzanie.pl uważają jednak, że prawo zostało tutaj złamane. I to nie tylko w kwestii filmowania czy robienia zdjęć. Podejrzewają, że dyrekcja Domu Muzyki i Tańca miała wpływ na na to, że muzycy zespołu Boys odmówili portalowi wywiadu, na który wcześniej się zgodzili. - Otrzymałam odpowiedź, że manager poinformował ich, że wypowiadamy się niezbyt ładnie na temat zespołu i środowiska disco polo, także wywiad się nie odbędzie – informuje Gracjana Chojnacka, redaktor naczelny zabrzanie.pl.

Bo tu, jak to w demokracji bywa równe prawa dla wszystkich są tylko formalnie. - To nie jest tak, że wszyscy robią wszystko. Jeżeli organizatorem jest Dom Muzyki i Tańca, a mamy w strukturach swoją telewizję, więc my robimy relację z tejże imprezy – wyjaśnia Wiesław Śmietana, dyrektor Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu. – To jest absurdalne, jak może informacje o życiu miasta być działalnością kulturalną. To tak samo jak pani prezydent wymyśliła by sobie, że na przykład będzie budować drogi i mosty z ominięciem wszystkich przepisów prawa i powierzy tą działalność instytucji kultury jaką jest Dom Muzyki i Tańca - ripostuje były pracownik zabrzańskiej telewizji.

Dlatego dziennikarze nie zamierzają tego tak zostawić. Sprawą już zainteresowali Helsińską Fundację Praw Człowieka. Liczą też na to, że miejskiej telewizji przyjrzą się obiektywnie miejscy urzędnicy. - Jeżeli kończy się informowanie, a zaczyna polityka, to jest kłopot, jest to niedopuszczalne - mówi Krzysztof Lewandowski, wiceprezydent Zabrza.

I choć trudno doszukiwać się polityki w wywiadzie z muzykami disco polo – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Całość: http://www.tvs.pl/informacje/15226/

21-08-2009, 19:46

Pióra regionalne i specjalne  »

Zmieniła się formuła konkursu “Ostre Pióra” realizowanego przez Business Centre Club dla dziennikarzy propagujących w pracy zawodowej zasady przedsiębiorczości, wspierających ideały wolnego rynku i szerzących edukację ekonomiczną.

Wojciech Trzcionka

Jeszcze w ubiegłym roku nagrody wręczane były w czasie gali ogólnopolskiej w Warszawie. Od bieżącego roku loże regionalne BCC przyznają swoje nagrody lokalnie. Loża Katowicka wręczyła “Ostre Pióra 2009” na uroczystości, zorganizowanej w Zameczku Myśliwskim w Promnicach. Ceremonii nadania tytułów i przekazania symbolicznych piór dokonali kanclerz Loży Katowickiej Eugeniusz Budniok i kanclerz Loży Bielskiej Tomasz Grela. W nowej formule nagrody Loży Katowickiej otrzymali Mariusz Urbanke z “Polska Dziennik Zachodni” i Józef Wycisk z Polskiego Radia Katowice. Na szczególne wyróżnienie – w opinii kapituły konkursowej – zasłużyli prezes Polskapresse O\Prasa Śląska Zenon Nowak oraz redaktor naczelny “Faktów” TVN Kamil Durczok, którym przyznane zostały Specjalne Ostre Pióra. Ostre Pióro Loży Bielskiej otrzymał redaktor gazety internetowej “gazetacodzienna.pl” Wojciech Trzcionka. Specjalnym Ostrym Piórem został uhonorowany szef Wizja.net.pl Marcin Tomana.

Nagroda “Ostre Pióro” ma już dwunastoletnią historię. Wśród laureatów dotychczasowych edycji nagrody łatwo znaleźć czołowych dziennikarzy, publicystów, szefów największych tytułów prasowych, dziennikarzy radiowych, telewizyjnych i agencyjnych.

Całość: http://www.europerspektywy.pl/ep.php?txtid=1728

21-08-2009, 13:51

56 lat minęło…  »

Katowice.Naszemiasto
Piotr Śmigielski
21-08-2009

Jeżeli ktoś kończy 56 lat, nieuchronnie zbliża się do wieku emerytalnego. Taka jest naturalna kolej rzeczy, choć nie zawsze. Dzisiaj “Dziennik Zachodni” obchodzi 56. urodziny, a przecież jubilat przeżywa..

Historia “DZ” zaczęła się na przełomie stycznia i lutego 1945 roku, gdy u zastępcy pełnomocnika rządu na Śląsk, Eugeniusza Szyra, zjawił się Stanisław Ziemba i uzyskał zgodę na utworzenie gazety adresowanej do wszystkich mieszkańców. Stanisław Ziemba, przedwojenny dziennikarz sportowy, aktywnie działający w akcjach prasowych podczas okupacji, został pierwszym redaktorem naczelnym gazety.

Dobre czasy

Inauguracyjne kolegium redakcyjne odbyło się 4 lutego 1945 r. o godz. 14. Oprócz Ziemby, w szczuplutkim początkowo gronie redakcyjnym “Dziennika Zachodniego” zasiadali: Marek Wydra, Zbigniew Grosser, Jan Rakoczy, Józef Renik, Ludwik Wieczorek, Bolesław Surówka i Bolesław Piątek. Już podczas tego spotkania młody katowicki dziennikarz Zbigniew Grosser zaproponował, aby gazetę nazwać “Dziennikiem Zachodnim”. Chodziło o to, by pismo nie wiązało się jedynie z przedwojennym województwem śląskim oraz z Zagłębiem Dąbrowskim, ale by sięgało daleko na ziemie zachodnie i północne: aż po Odrę, Nysę i Bałtyk. Ten zamiar miał być wyrażony w tytule.

Po latach Marek Wydra wspominał: “Zespół ten był jak jeden koleżeński monolit, bojowy, bez sztywnej rutyny. Każdy dzień i każdy numer nowej gazety witaliśmy jak coś, czego jeszcze nigdy nie było”.

Od samego początku “DZ” starał się rozszerzać obszary swojego zasięgu. Oddziały w Opolu, Sosnowcu, Gliwicach, Bielsku, Rybniku, Chorzowie i rzecz jasna w Katowicach już istniały, choć jeszcze nie zakończyły się działania wojenne. Następne, już po kapitulacji Niemiec, powstały w Cieszynie, Wrocławiu, Wałbrzychu i Kłodzku. To było bardzo dużo jak na tamte czasy. Większej liczby oddziałów redakcja “DZ” dorobiła się dopiero współcześnie.

Dla wszystkich

Pierwsza siedziba redakcji mieściła się w Katowicach przy ul. Sobieskiego w pomieszczeniach przedwojennej, prawicowej “Polonii” wydawanej przez Wojciecha Korfantego. W 1946 roku redakcja przeniosła się do lokalu przy ul. 3 Maja, wcześniej zajmowanego przez “Kattowitzer Zeitung”.

Od pierwszego numeru “DZ” ukazywał się z podtytułem: “Pismo dla wszystkich” i nie firmowało go żadne ugrupowanie polityczne, ani żadna instytucja; to była prywatna inicjatywa zwieńczona czytelniczym sukcesem. Zaledwie po miesiącu wydawania gazety nakład podniesiono do prawie 50 tysięcy egzemplarzy, i – co dziś z perspektywy wydaje się zrozumiałe – wywołało to spory niepokój wśród decydentów w stolicy, zwłaszcza odpowiedzialnych za propagandę w tamtym czasie.

Wkrótce w Katowicach pojawił się prezes Spółdzielni Wydawniczej “Czytelnik”, wszechmocny Jerzy Borejsza i zaproponował redakcji ukazywanie się pod szyldem tej firmy. O jakiejkolwiek próbie odrzucenia oferty nie mogło być mowy.

Złe czasy

Kiedy w latach 50., po śmierci Józefa Stalina, Katowice przemianowano na Stalinogród, ciemny okres historii naszego kraju nie mógł ominąć “Dziennika Zachodniego”. Nie warto dzisiaj sięgać do egzemplarzy polskich gazet z tamtego okresu, jeżeli nie potrafi się patrzeć na nie chłodnym okiem historyka. Wszystkie pisały to samo. O dawnym “DZ”, żywo reagującym na codzienne zdarzenia, nikt już nie pamiętał, tak jak nikt nie przejmował się znaczącym dopiskiem: “Pismo dla wszystkich”.

Od 1945 roku, przez 11 lat, gazeta miała czterech redaktorów naczelnych i trzech “pełniących obowiązki”, jak określamy tę funkcję dziś, a wtedy nazywali się “komisarzami”. W 1956 roku “Dziennik” był gazetą deficytową, jak zresztą wszystkie w Polsce. Najistotniejsze było wszak to, że w ogóle przetrwał te mroczne czasy.

Szkoła Kowalskiego

Kiedy w 1956 roku redaktorem naczelnym gazety został poznaniak, Bronisław Schmidt-Kowalski, nikt nie podejrzewał, że wytrwa na tym stanowisku przez 25 lat! Potrafił pokonać wiele historycznych zakrętów, ale co najważniejsze – utrzymywał dobry poziom gazety, która cieszyła się niezmiennie zaufaniem czytelników. Nikomu, kto kierował liczącą się gazetą w Polsce, nie udało się nigdy być naczelnym tego samego tytułu bez przerwy przez 25 lat!

Przez te lata żadna gazeta w Polsce nie była wolna od politycznych uzależnień, ale też faktem jest, że wszystkie tytuły były zależne w różnym stopniu. Wśród dziennikarzy, a co ważniejsze wśród olbrzymiej rzeszy czytelników, “Dziennik Zachodni” cieszył się opinią gazety “bardziej wolnej”. Tej opinii nie zmieniły zawirowania historii w 1968, 1970, w 1976 roku.

Co istotne, gazeta wyraźnie zaznaczała swój regionalny charakter i miała spory wpływ na wiele znaczących dla rozwoju Śląska inicjatyw. Powołanie Uniwersytetu Śląskiego, koncepcja przebudowy centrum Katowic, podtrzymywanie śląskich tradycji, obyczajów, gwary, czy wreszcie propagowanie tak niechętnie widzianych przez komunistyczne władze haseł i konkretnych propozycji ekologicznych (wszak wtedy liczył się tylko, wielki przemysł”), można śmiało przypisać po części “Dziennikowi Zachodniemu”.

Zupełnie inaczej, niż ówczesna polska prasa, “zachował się” “DZ” w czasie pierwszego przełomu, w 1980 roku i jeszcze dwa lata wcześniej. A gdy kardynał Karol Wojtyła wybrany został na papieża, “DZ”, jako jedyna z gazet regionalnych i jedna z nielicznych w kraju, przedstawił to nadzwyczajne wydarzenie w należytym, godnym rozmiarze.

Zaledwie przed rokiem, niestety – już nieobecny wśród nas redaktor Bronisław Schmidt-Kowalski – wspominał również inne ważne fakty z życia gazety, z okresu tzw. pierwszej “Solidarności”. Już we wrześniu 1980 roku, kilkanaście dni po słynnym Sierpniu, NSZZ “Solidarność” miała w “Dzienniku Zachodnim” swoją samodzielną kolumnę i był to ewenement na skalę krajową. Takie podejście do rzeczywistości zawsze czyniło “Dziennik Zachodni” w oczach czytelników gazetą wiarygodną i rzetelną, gazetą z charakterem.

Z teki Gwidona

Tak wyrażał się o “DZ” nieodżałowany Gwidon Miklaszewski, mistrz-rekordzista, którego rysunki ukazują się na ostatniej stronie magazynowego wydania “Dziennika” od ponad 50 lat. Publikujemy je także dzisiaj, choć są to teraz tylko wznowienia prac mistrza. Ale spełniamy w ten sposób życzenia Czytelników, którzy nie wyobrażają sobie gazety bez słynnych i charakterystycznych rysunków Gwidona Miklaszewskiego.

Ten charakter i duszę dostrzegają wszyscy odbiorcy “Dziennika”, który przetrwał “z twarzą” najpierw stan wojenny, potem lata osiemdziesiąte, a wreszcie doskonale odnalazł się w zupełnie nowym, kapitalistycznym świecie.
Czasy wolnego rynku okazały się wielką siłą napędową dla gazety, która nie zatraciła ani swojego oblicza, ani wielu cech charakterystycznych, wyróżniających spośród dziesiątków tytułów na zmieniającym się polskim rynku czytelniczym.

Przez ostatnią dekadę XX wieku, w czasie gdy jeden po drugim upadały uznane ogólnokrajowe tytuły, “Dziennik Zachodni” wyrósł na prawdziwego prasowego giganta. Stał się największą gazetą regionalną w kraju, a zarazem jedyną o takim obliczu, która z porównań z prasowymi, ogólnopolskimi potęgami, wychodzi obronną ręką. Po “Gazecie Wyborczej” i “Super Expressie”, zajmujemy trzecie miejsce w kraju.

Prócz głównego “grzbietu”, czyli tego podstawowego egzemplarza, który codziennie trafia do rąk Czytelników, gazecie towarzyszy 9 dodatków lokalnych, 7 dodatków tematycznych i ciągle zwiększająca się liczba tygodników powiatowych, ukazujących się wraz z każdym piątkowym magazynem. Wkrótce będzie ich 16. To musi robić wrażenie.

Całość: http://katowice.naszemiasto.pl/archiwum/56-lat-minelo,56675,art,t,id,tm.html

17-08-2009, 12:36

Elżbieta Jaworowicz najlepszą TV-publicystką  »

Newsweek.pl
asz/pap
17-08-2009

Elżbieta Jaworowicz, Monika Olejnik, Andrzej Morozowski w duecie z Tomaszem Sekielskim, Bogdan Rymanowski i Tomasz Lis – tak wygląda pierwsza piątka rankingu “Rzeczpospolitej” na najlepszych publicystów telewizyjnych.

Elżbieta Jaworowicz

Jaworowicz, prowadzącą program “Sprawa dla reportera” w TVP, aż 54 proc. Polaków oceniło na “szóstkę”. Tuż za nią uplasowała się Monika Olejnik (“Kropka nad i” TVN) z przeciętną oceną 4,8. Na podium znaleźli się jeszcze ocenieni na 4,6 Andrzej Morozowski i Tomasz Sekielski (“Teraz my” TVN) oraz Bogdan Rymanowski (“Kawa na ławę” TVN). Tuż za nimi Tomasz Lis (TVP, ocena 4,5).

Co ciekawe, pierwsza piątka rankingu jest dokładnie taka sama jak w badaniu przed rokiem. O czym to świadczy? Zdaniem prof. Stanisława Mocka, medioznawca z Collegium Civitas, oznacza to, że telewizje cierpią na brak nowych twarzy w publicystyce. Od kilku lat nie pojawiła się żadna nowa duża gwiazda i – jego zdaniem – nie ma specjalnych szans, żeby się pojawiła.

Mariusz Szczygieł, który w latach 1995-2001 prowadził w Polsacie talk-show “Na każdy temat”, zapytany przez “Rz”, czy publicystyka telewizyjna zmieniła się przez ostatnie 10 lat, skomentował to tak: “Nie. Tak jak przed 10 laty nie wysłuchuje się ludzi do końca, obowiązuje dziennikarstwo kopniakowe, ważny jest show i żeby było dużo szumu, a prowadzący musi udowodnić, że jego jest na wierzchu“.

Całość: http://spoleczenstwo.newsweek.pl/elzbieta-jaworowicz-najlepsza-tv-publicystka,42466,1,1.html

08-08-2009, 10:54

Wspomnienie o Krzysztofie Smerece  »

Dziennik Zachodni
Zbigniew A. Wieczorek
08-08-2009

Redaktor Krzysztof Smereka zmarł nagle w Wiedniu

Długoletni dziennikarz TVP Katowice, a ostatnio współpracownik TVS zmarł nagle w wieku 62 lat w Wiedniu.

Tę wiadomość otrzymaliśmy na nasz alarmowy mejl alert@dz.com.pl. Przekazali nam ją przyjaciele redaktora Smereki.

Redaktor Krzysztof Smereka prowadził ostatnio swą własną gazetę internetową zewpress.pl.

MT
Dziennik Zachodni
08-08-2009

ZMARŁ CZŁOWIEK Z KAMERĄ

7 sierpnia zmarł nagle podczas pobytu u rodziny w Wiedniu redaktor Krzysztof Smereka, dziennikarz specjalizujący się w tematyce turystycznej, reżyser i producent filmowy. Zaliczył na tym łez padole 62 lata… Krzysiek był duży, jowialny, dowcip miał ciężki, ale dosadny. Nic, co ludzkie nie było mu obce.

Krzysztof Smereka

Przez kilkadziesiąt lat związany był z Telewizją Katowice, a ostatnio z TV Silesia. W skali kraju dał się poznać z autorskiego programu “W cztery świata strony”. Kochał świat w całości, a Beskidy w szczególności. Poznałem go w 1995 roku w czarodziejskiej krainie – Wysokich Taurach (Austria). Pływaliśmy motorówką po jeziorze w Zell am See, wjeżdżaliśmy kolejką w Kaprun na lodowiec, po którym boso chodziłem w lipcu…

Wtedy w Polsce byłem bezrobotny – ta wyprawa z ekipą telewizyjną, przebywającą tam na zaproszenie austriackiej Izby Turystycznej, stanowiła dla mnie duże przeżycie. Bawiliśmy również na EXPO 2000 (Hanower). Rok później sprzedałem Krzyśkowi założony przez mnie portal internetowy http://zewpress.com/. Nie powiem, rozruszał go i to nawet na skalę międzynarodową.

Gdy o poczuciu humoru Krzyśka mowa, przypomina mi się anegdota z czasów PRL. Ośrodek TVP w Bytkowie dostał duże fiaty przeznaczone na eksport do Wielkiej Brytanii. Pewnego wieczoru ekipa wracała z zakrapianego reportażu w górach. Krzysiek był po paru głębszych. Zatrzymuje ich drogówka: – Dokumenty do kontroli! – Proszę bardzo – Krzysiek wyciąga, co trzeba. – Ale przecież to jest dowód rejestracyjny na trabanta, a wy jedziecie Fiatem 1500! – No to co. Takim jeżdżę. – Ale to nie ten samochód?! Kradziony czy co?

Dyskusja trwała przez 15 minut. Chłopcy z telewizji pokładali się ze śmiechu, a biedny milicjant nie wpadł na to, że kierowca w tym aucie siedzi wyjątkowo z prawej, a nie z lewej strony… Krzysiek jednak uznał za stosowne go o tym nie poinformować dopóki sam się biedny “niebieski” nie połapie.

Jak Go mam pożegnać? Do zobaczenia w TV Niebo!

Zbigniew A. Wieczorek


 

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/150062,redaktor-krzysztof-smereka-zmarl-nagle-w-wiedniu,id,t.html; http://zew.blog.pl/2009/08/09/zmarl-redaktor-smereka/