Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

02-10-2009, 16:24

W Czeladzi będą mieć swoją telewizję internetową  »

MMSilesia.pl
Marcin Nowak
02-10-2009

Kolejne miasto z regionu zaczyna inwestować w internetowe środki przekazu. Po serwisach społecznościowych, mikroblogowaniu przyszła kolej na profesjonalny kanał Youtube. Jest to pierwszy i innowacyjny projekt tego typu w Zagłębiu Dąbrowskim.

Od 1 października w mieście o średniowiecznym rodowodzie pojawi się nowe medium – Czeladź TV. Jest to telewizja internetowa, która zajmować się będzie wszystkimi ważnymi dla miasta sprawami. Założeniem autorów projektu jest być wszędzie tam gdzie wydarzą się ciekawe rzeczy, aby poinformować o tym mieszkańców miasta. Wydawcą projektu CTV jest Miasto Czeladź.

Zaczną skromnie, od kanału na serwisie Youtube. Jednak od nowego roku powstanie odrębna strona internetowa www.czeladz.tv

- W dzisiejszych czasach informacja oparta tylko na słowie pisany staje się niewystarczająca, toteż wychodząc naprzeciw oczekiwaniom, chcemy aby mieszkańcy Czeladzi mieli szerszy dostęp do aktualności. Dlatego właśnie powstała Czeladź TV. Liczymy, że zyska sobie uznanie w oczach mieszkańców – wyjaśnia Wojciech Maćkowski z wydziału promocji miasta.

Całość: http://www.mmsilesia.pl/246205/2009/10/2/w-czeladzi-beda-miec-swoja-telewizje-internetowa? category=news

30-09-2009, 18:06

“Na święta odświeżona TVS”  »

Dziennik Zachodni
Łukasz Szewczyk
30-09-2009

Od poniedziałku TV Silesia (TVS) ma nowego dyrektora programowego, został nim Marek Czyż, znany bardziej widzom jako prowadzący informacyjny program “Silesia informacje”. Jakie zmiany czekają na widzów?

Marek Czyż na fotelu szefa programowego TVS  zastąpił Sławomira Zielińskiego, który w lipcu rozstał się ze stacją. Powodem odejścia Zielińskiego, były różne wizje dotyczące przyszłości TV Silesia. Zieliński z TVS związany był od samego początku. Jaka będzie telewizja pod wodza nowego szefa?

- Znam media od podszewki i wiem, jak robi się dobrą telewizję. Kluczem będzie znalezienie złotego środka, równowagi pomiędzy moimi pomysłami i pragnieniami, a możliwościami finansowymi stacji – mówi Marek Czyż w wywiadzie dla Polska Dziennik Zachodni.

Nowy dyrektor programowy chciałby postawić na większą promocję TVS na zewnątrz. Zapowiada także, że postawi na regionalizm. – Chciałbym, żeby ten regionalizm był u nas bardziej sexy. Śląsk jest sexy i trzeba to pokazać – błyskotliwie i atrakcyjnie. Nie zamierzam rezygnować z przywiązania do tematyki regionalnej, zamierzam tylko przedstawiać ją z większym smakiem - przyznaje Czyż.

Pierwsze zmiany w ramówce widoczne mają być jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia. Z zapowiedzi wynika, że odświeżona telewizja Silesia ma być bardziej interaktywna z dobrymi informacjami, mocną publicystyką oraz rozrywką na wysokim poziomie

Całość: http://media2.pl/media/56836-na-swieta-odswiezona-tvs.html

28-09-2009, 19:28

Rada Programowa Radia Opole gani KRRiT i ministra skarbu  »

Gazeta Wyborcza Opole
Joanna Pszon
28-09-2009

Rada Programowa Radia Opole S.A. zwróciła się w poniedziałek ze stanowczym apelem do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz Ministerstwa Skarbu Państwa o pilne powołanie rady nadzorczej w tejże rozgłośni. – Mamy jeszcze dwa posiedzenia – odpiera szef krajowej rady.

“Pomimo publicznych deklaracji składanych przez Witolda Kołodziejskiego, Przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii Telewizji, do dzisiaj KRRiT nie tylko nie wybrała, ale też nie zajęła się na swoich posiedzeniach wyborem członków Rady Nadzorczej naszej rozgłośni. Takie działanie można rozpatrywać w kategoriach bezwładności lub obojętności KRRiT na dalsze losy rozgłośni, której sytuacja jest trudna” – piszą członkowie rady programowej i mają wątpliwości, czy adresaci są do końca świadomi sytuacji w radiu.

Przypominają, że skończyła się dwa miesiące temu kadencja nadzorczej, która wcześniej przez dziewięć miesięcy nie umiała wybrać prezesa radia. Nie ma także prokurenta spółki, bo nagle zmarł, z kolei opolski sąd odroczył z powodów formalnych sprawę wyznaczenia kuratora, który pokierowałby rozgłośnią. Tymczasem od dwóch miesięcy wciąż nie ma powołanej nowej rady nadzorczej, co leży w kompetencji KRRiT oraz ministra.

“W związku z powyższą sytuacją od sierpnia nie są podejmowane żadne istotne decyzje, mające wpływ na funkcjonowanie rozgłośni. Nie są podpisywane ważne dla Spółki umowy. Tylko dzięki wielkiemu zaangażowaniu pracowników rozgłośni misja publiczna Radia Opole S.A. jest wciąż realizowana. Dalsze tolerowanie takiej sytuacji stanowić będzie zagrożenie dla dalszego funkcjonowania rozgłośni”.

W imieniu rady podpisał się jej przewodniczący Tomasz Szymborski.

Szef KRRiT Witold Kołodziejski mówi: – W tym tygodniu mamy jeszcze dwa posiedzenia. Mam nadzieję, że się uda.

A spytany, czy działania krajowej rady są wynikiem “bezwładności” lub “obojętności”, stara się wyjaśniać. – Na pewno nie jest to nasza obojętność. Ale rada przy wyborze rad nadzorczych nie zajmuje się tylko tym, czym powinna, ale jest też, niestety, uwikłana w konflikt telewizyjny i to ma wpływ na opóźnienie. Liczę, że w tym tygodniu się uda, ale po tym, co działo się w zeszłym, nic już obiecać nie mogę. Co chwilę czymś jesteśmy zaskakiwani, co chwilę kolejne rzeczy, które mają z tym związek, wyskakują – słyszymy.

Co na to radiowcy?

- Dobrze, że rada programowa zajęła się nami i wydała stanowisko. Ja zaś jestem pełen nadziei, że ten okres niepewności się już zakończy, że będziemy mogli sfinalizować ważne dla programu umowy. Że wyślemy finalistów letniego konkursu na Ukrainę, że podpiszemy mowę z Andrzejem Czernikiem i wznowimy jego nowelę, że ruszą prace nad naszą stroną internetową, gdzie planujemy uruchomić kanały tematyczne, i co najważniejsze, że wrócimy do normalności – mówi redaktor naczelny Piotr Moc.

Całość: http://opole.gazeta.pl/opole/1,35114,7089163,Rada_Programowa_Radia_Opole_gani_KRRiT_i_ministra.html#ixzz1YhbUnTJB

21-09-2009, 11:39

Pożegnaliśmy redaktora Zygmunta Kiszakiewicza  »

21-09-2009

W kościele św. Józefa w Zabrzu rodzina i przyjaciele pożegnali dziennikarza, publicystę, krytyka muzycznego i teatralnego Zygmunta Kiszakiewicza. Zmarł 17 września br.

Przez wiele lat działał na rzecz upowszechniania kultury na Śląsku, w kraju i zagranicą. Pisał do “Panoramy” śląskiej, współpracował z Radiem Katowice.

Bywał na festiwalach na całym świecie, był otwarty na nowości muzyczne i to dzięki niemu słuchacze mieli okazję usłyszeć je na naszej antenie…

Zygmunt Kiszakiewicz został pochowany na zabrzańskim cmentarzu parafialnym przy ulicy Czołgistów.

Pisał jak z nut

Zygmunt Kiszakiewicz

Zygmunt Kiszakiewicz

To, że Zygmunt jest w redakcji było wiadomo już przed drzwiami. Jako jedyny wciąż używał mechanicznej maszyny, wydającej donośny stukot. Pisał całymi zdaniami, bez poprawek. Niczym artysta-malarz tworzył obraz używając od razu pełnych kolorów, bez szkicowania. Jego teksty czytało się jednym tchem. Gdy trzeba je było skracać, bądź korygować, przypominało to cięcie żyletką płótna z pejzażem. Zdania traciły cały swój urok i spoistość, a nawet sens.

Wprowadzał w życie redakcji specyficzny klimat nie tylko terkotaniem maszyną, lecz rozmowami. A można z nim było dyskutować nie tylko o muzyce, na której znał się jak nikt inny, ale także o literaturze, polityce czy pogodzie. Czekało się na jego powroty z Cannes (jeszcze w czasach, gdy Polska była PRL-em) czy Sopotu. Gdy pojawiał się w pokoju, który dzielił z młodymi reporterami, praca zamierała – wszyscy zaczynali chłonąć Jego opowieści. Miał poczucie humoru wzięte wprost z krakowskich kabaretów. To skojarzenie było oczywiste, bo urodził się w Krakowie. Ba, panie z administracji, które w każdej redakcji uchodzą za najlepiej poinformowane, powtarzały, że w Jego żyłach płynie “błękitna” krew.

Zasłynął jako recenzent muzyczny i krytyk. Znał doskonale kilka języków, perfekcyjnie władał francuskim. Potrafił namówić na wywiad najlepszych artystów światowej muzyki rozrywkowej. Jego teksty drukowane w nieistniejącej już Panoramie z wypiekami czytała cała Polska – były powiewem Zachodu. Pracował także dla Radia Katowice i telewizji.

Był osobowością świata muzyki – m.in. otrzymał w Sopocie honorowego Bursztynowego Słowika oraz nagrodę im. Krzysztofa Komedy. Uhonorowano Go Złotym Krzyżem Zasługi, tytułem Kawalera Orderu Odrodzenia Polski oraz Zasłużonego Działacza Kultury.

W “Głosie” debiutował w 1959 roku i mimo częstych wyjazdów do wielkiego świata i popularności, jaką potem osiągnął, nigdy nie zerwał kontaktu z redakcją ani z Zabrzem, w którym cały czas mieszkał. Do niedawna, gdy starczało mu zdrowia, wciąż na łamach “Głosu” prowadził “Listę Przebojów” i relacjonował muzyczne wydarzenia. Nigdy się nie zdarzyło, by nie przyniósł zaplanowanego tekstu (choć czasem czynił to w ostatniej chwili). Dopiero tego lata zabrakło mu sił…

Nie prowadził “zdrowego” i ustatkowanego życia. Nie miał rodziny, ale w ostatnich dniach, choć żył bardzo skromnie, nie pozostał sam. My – Jego redakcyjni koledzy, choć z innego już pokolenia, długo zachowamy o nim pamięć. Na zawsze w “Głosie” pozostanie także jego masywna maszyna do pisania. Ludzi pióra z taką klasą już rzadko się spotyka.

Jakub Lazar

(wspomnienie  - “Głos Zabrza i Rudy Śląskiej” nr 38, 24.09.2009)

Przyjaciele i Koledzy Zygmunta!

Zygmunt w prasie, Zygmunt w radiu, Zygmunt w telewizji. Wszędzie było go pełno, bo byt z tych najlepszych. W każdy miejscu z wielkim podziwem oceniał wykonawców i utwory, ale też surowo krytykował bylejakość. Przez dziesięciolecia jego słowa lansowały nowe gwiazdy i przeboje, albo odsyłały w muzyczną nicość.

To on przecierał polskim dziennikarzom drogę na muzyczne festiwale w Europie Zachodniej. To Zygmunt najpełniej i najkompetentniej informował nas o blaskach i cieniach polskich festiwali.

Na co dzień, jak Państwo wiecie nie za bardzo dbał o siebie i nasze sprawy doczesne – dbał za to o to, aby docierały do nas mądre informacje o świecie muzycznym.

Dziennikarstwo muzyczne nie było zwykłym zawodem Zygmunta – było pasją, co często podkreślali jego znajomi, ale też zazdrośnicy po piórze.

Ważne, że tą pasję potrafił zaszczepić u młodszych kolegów. Wielu dziennikarzy w Polsce, także tu obecnych, może z całym przekonaniem powiedzieć: tak, byłem uczniem Zygmunta. Uczył jak pisać, jak zdobywać informacje, jak poruszać się po tym skomplikowanym artystycznym świecie.

Szanowni Koledzy, właśnie w zdobytej od Zygmunta wiedzy i Waszej pracy przetrwa pamięć o tej wielkiej i skromnej, nietuzinkowej postaci. (…)

Żegnam Cię z żalem i bólem – w imieniu środowiska dziennikarskiego i własnym. Żegnam z przekonaniem, że gdzieś tam słuchasz swoich ulubionych utworów. Żegnaj Zyga!

z mowy pogrzebowej Wiesława Deski

Muzyka była jego wielką pasją

Zmarł Zygmunt Kiszakiewicz, przez wiele lat jeden z najpopularniejszych polskich dziennikarzy muzycznych, za swoją pracę nagrodzony m.in. honorowym Bursztynowym Słowikiem przez organizatorów festiwalu w Sopocie. Urodzony w 1942 r. w Krakowie, od młodości związany był ze Śląskiem, z którego nie wyjechał mimo kuszących propozycji zawodowych, płynących z całego kraju. Zamieszkał w Zabrzu i został w tym mieście do końca życia.

Specjalnością red. Kiszakiewicza były wywiady z gwiazdami muzyki rozrywkowej i relacje z wielkich europejskich imprez artystycznych. Miał do tego odpowiednie kwalifikacje. Znał kilka języków obcych: dobrze mówił po niemiecku i rosyjsku, perfekcyjnie po francusku. Wykorzystywał je podczas corocznych muzycznych Targów MIDEM w Cannes, z których przywoził mnóstwo ciekawych tekstów. Nie miał kompleksu człowieka “zza żelaznej kurtyny”; ujmował zagranicznych artystów (polskich zresztą też) znajomością tematu i rozeznaniem w nowościach. Wszak w zgrzebnych czasach PRL-u zdobywanie atrakcyjnych materiałów w tej dziedzinie było trudne. A jednak dzięki Zygmuntowi Kiszakiewiczowi Polacy znali na bieżąco obowiązujące mody i trendy w muzyce rozrywkowej. Zanim jednak został specjalistą w dziedzinie muzyki, zamierzał poświęcić się po prostu dziennikarstwu.

Debiutował w 1959 r. w “Głosie Zabrza i Rudy Śląskiej” tekstem reportażowym pt. “Przedświąteczne migawki”. Swoją dziennikarską niszę znalazł jednak szybko. W latach 60. ubiegłego wieku muzyka rozrywkowa cieszyła się ogromną popularnością, ale dostęp do światowych list przebojów był bardzo ograniczony, Zygmunt publikował zaś wiadomości, których gdzie indziej nie można było znaleźć. Coraz częściej występował w radiu (miał charakterystyczny głos), potem w telewizji.

Na dłużej zakotwiczył w ogólnopolskim tygodniku “Panorama” wydawanym w Katowicach. Bez przesady można powiedzieć, że muzyczne felietony i wywiady Kiszakiewicza miały znaczący wpływ na nakład pisma, a on sam był ceniony przez czytelników i środowisko, o którym pisał.

Po zakończeniu dziennikarskiej przygody z “Panoramą” znów nawiązał współpracę z “Głosem Zabrza i Rudy Śląskiej”, którego redaktor naczelny, Jakub Lazar, wspomina:

- Zygmunt był człowiekiem słownym i solidnym; jeśli obiecał, że odda materiał w terminie, oddawał go bez względu na okoliczności. Zawsze pisał na maszynie i to tak, że tekst nie wymagał żadnych poprawek, bo kształt artykułu miał precyzyjnie przemyślany. To było imponujące, choć czasem kłopotliwe, bo tak zbudowanego artykułu nie dało się skrócić, gdy wymagała tego sytuacja – dodaje.

Zygmunt Kiszakiewicz miał wielu naśladowców, ale wtedy, gdy zaczynał przygodę z pisaniem o muzyce, był jednym z nielicznych w Polsce dziennikarzy o tej specjalności. I takim go zapamiętamy.

Henryka Wach-Malicka

“Polska Dziennik Zachodni”, 19-20 września 2009

Nekrolog Zygmunta Kiszakiewicza

Pożegnanie Zygmunta Kiszakiewicza przez SD RP w Katowicach

 

 

 

Muzyka dla Reportera

Był jednym z najbardziej znanych zabrzańskich dziennikarzy. Wybitny znawca świata muzycznego przez kilka dziesięcioleci opisywał kulisy polskich i zagranicznych festiwali, przybliżał postacie najwybitniejszych artystów sceny, opowiadał ze swadą na łamach prasy, w radiu czy telewizji o ich talentach, słabościach, o meandrach show biznesu. Ostatni tekst redaktor Zygmunt Kiszakiewicz napisał wiosną. Wtedy nie wiedział, że od dziennikarskiego biurka odchodzi na zawsze…

Mimo że nie byliśmy Jego macierzystą redakcją, kilka razy zetknęliśmy się z oryginalnymi tekstami Pana Zygmunta. Tworzone na zwykłej maszynie do pisania, a więc bez możliwości komputerowych bieżących poprawek, nigdy nie wymagały korekty. Pełne, soczyste, po prostu prawdziwe polskie zdania, wypełnione wielką wiedzą o muzyce, czy danym wydarzeniu artystycznym, z poprawną encyklopedyczną pisownią nazwisk twórców, pseudonimów czy estradowych ksywek. Mieliśmy to szczęście, że ten wybitny znawca muzycznego świata ostatni tekst napisał właśnie dla nas.

Wiosną tego roku poprosiliśmy Go o refleksję na temat pierwszych, jak i późniejszych lat działalności, obchodzącego w tym roku jubileusz 50-lecia, Domu Muzyki i Tańca. Trudno byłoby zliczyć, ile razy Pan Zygmunt przekroczył próg DMiT-u, ile opisał koncertów na tej zabrzańskiej scenie, przez długie lata uważanej za drugą po Sali Kongresowej w Polsce, ile odbył spotkań z gwiazdami z najwyższej światowej półki w “dmitowskiej” kawiarni “Słoneczna” na piętrze, w kuluarowym, mocno podziemnym “Blue Bell”, czy działającej dziś Kawiarni Artystycznej.

Mimo że był już chory i nie opuszczał mieszkania, jak prawdziwy zawodowiec, którego wzywają na dziennikarską linię frontu, nie odmówił nam i z ochotą, erudycją i znawstwem podzielił się wspomnieniami z szalonych lat 60., wypełnionymi dygresjami o spotkaniach z Gilbertem Becaud, Jacquesem Brelem, Dalidą, czy późniejszymi, m.in. z Leonardem Cohenem. Nie miał już sił, by dostarczyć nam tekst osobiście, ale w umówionym terminie, by dotrzymać dżentelmeńskiej umowy, przekazała nam go zaufana osoba Pana Zygmunta. Taki był właśnie kiedyś Jego świat – muzycznych salonów, koncertowych sal, spotkań i recitali gwiazd. Poruszał się w tym wszystkim z niezwykłą swobodą, którą dawały mu staranne wykształcenie, znajomość języków obcych i niesamowita wprost bezpośredniość w kontaktach z innymi ludźmi. Ten zwykły człowiek, którego można było często spotkać przy stoliku w niedrogiej zabrzańskiej kawiarni, był w przeszłości jednym z niewielu polskich dziennikarzy jeżdżących regularnie do Cannes na muzyczne targi MIDEM, które relacjonował potem w prasie, radiu i telewizji.

Mimo sławy, nie zerwał nigdy kontaktu z regionem i Zabrzem, publikując m.in. w bardzo znanej i lubianej wówczas katowickiej “Panoramie” oraz miejscowym “Głosie Zabrza i Rudy Śląskiej”, gdzie przez długie lata prowadził swoją listę przebojów. Gdy jego przyjaciel fotoreporter założył w Zabrzu zwykłą, skromną, bezpłatną gazetkę poświęconą miastu i Śląskowi, nie wahał się wesprzeć tej idei swoimi tekstami, podnosząc rangę pisma.

Taki był Zygmunt Kiszakiewicz – wielki i skromny, człowiek chodzący po salonach i jednocześnie skory do prostoty w codziennym życiu, nie tęskniący za blichtrem, stanowiskami, materialnymi dobrami. Na pewno nie świecił światłem odbitym, nikogo nie naśladował, nie wcielał się w wymyśloną rolę, nie kreował egoistycznie rzeczywistości dla siebie. Po prostu był sobą – redaktorem ze swoją muzyką. A ta będzie mu już towarzyszyć wiecznie, choć tu, na ziemi, zapadła wielka Cisza…

Redakcja

“Nasze Zabrze Samorządowe”, październik 2009

Zadbane przez red. Wiesława Deskę - przyjaciela zmarłego, miejsce spoczynku red. Zygmunta Kiszakiewicza


 


Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/93

07-09-2009, 20:06

TV TO POTĘGA?  »

Portal Opinii Newsweek.pl
Zbigniew Aleksander Wieczorek
07-09-2009

30 lat jestem gryzipiórkiem prasowym, jednak to wszystko pestka przy wszechwładnej TV. Tylko ona działa na masy jak Pamela Anderson na żeglarza po półrocznym rejsie.

Mogę sobie walić te dzieła, nawet najbardziej wyrafinowane intelektualnie, jednak wysiadam przy trzeciorzędnym prezenterze pogody ubranym w pożyczony garnitur i skaczącym jak małpa. To na jego widok w markecie popuszczają panie przy kasie, to on jest znany i uznany, to on, BO ON Z TELEWIZJI! Kiedyś mnie kamera ujęła przez 3 sekundy jako faceta piszącego długopisem po kartce – a byłem tylko tłem dla jakiegoś wojewody, czy innego ministra. Od razu stałem się Ważną Figurą na moim osiedlu. Przyszła nawet cała delegacja mieszkańców w celu przyspieszenia budowy szkoły. Oczywiście żaden z jej członków nie przeczytał ani jednej mojej ksiązki, za to WIDZIAŁ MNIE NA SZKLANYM SCREENIE! A miałem i ja kilka incydentów telewizyjnych. Najpoważniejszy miał miejsce pod koniec lat 80-tych, kiedy to pod wodzą Eli Piętak (dyrektorowała potem w TVP 3) robiliśmy TELEREGION. Z powodu mojej urody?! – oraz fryzury przypominałem nieco Wojciecha Reszczyńskiego, gwiazdę ówczesnego hitu czyli “Teleekspresu”. Miałem więc czytać newsy. Skład był przedni – ja, Jurek Zawartka (co nawet w ministry poszedł) oraz Piotrek Baron (Balonik, radiowa “trójka”). Kasa była marna, ale zabawa przednia. Odgrzewaliśmy przeważnie kawałki z prasy lokalnej – a co innego robią wszyscy ci newsmeni teraz w newsrooomach?!  Żeby chociaż źródła podawali… 20 lat temu oszczędzano bardzo na taśmie – i tak dostawaliśmy np. 30 sekund limitu na zrobienie reportażu z targowiska… Nic więc dziwnego, że cały pomysł upadł wraz z komuną… A do kogo Wieczorek ty masz pretensje?! Trzeba było w roku 1976, kiedy studiowałeś dziennikarstwo w Katowicach wstać rano na test mikrofonowo – kamerowy to byłbyś w TV. Tak jak Tadzio Mosz, który wtedy wstał. Amen. Idę poszukać pilota, bo trzeba przełączyć te reklamy.

ZEW

Całość: http://blogi.newsweek.pl/Tekst/naluzie/528766,Tv-to-potega-.html

03-09-2009, 10:20

“Nasza reporterka nagrodzona”  »

Polskie Radio Katowice
03-09-2009

Kapituła VII edycji Konkursu pod przewodnictwem Jerzego Domańskiego przewodniczącego Stowarzyszenia Dziennikarzy RP z udziałem m.in. Wiceprezesa TVP Tomasza Rudomino i Zygmunta Chajzera – dziennikarza radiowego i telewizyjnego, przyznała 5 nagród, w tym dwie specjalne oraz 6 wyróżnień, w tym jedno specjalne.

Anna Dudzińska

Nasza reporterka, Anna Dudzińska, otrzymała nagrodę im. Mieczysława Orłowicza przyznawaną przez Polską Organizację Turystyczną, za najlepszą audycję radiową. “Śląska podróż w czasie Szlakiem Zabytków Techniki Województwa Śląskiego” została uznana za najlepszy cykl promujący ciekawe i godne odwiedzenia miejsca w Polsce. Stroną realizacyjną audycji zajmował się Rafał Drabek. To on stworzył i zmontował niepowtarzalne industrialne dźwięki, które stały się dźwiękową wizytówką regionu. Uroczystość wręczenia nagród odbyła się w hotelu Mariott w Warszawie.

Organizatorem konkursu jest Polska Organizacja Turystyczna przy współudziale Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej. Celem Konkursu im. Mieczysława Orłowicza jest wyróżnienie najlepszych materiałów prasowych, audycji radiowych oraz programów telewizyjnych w interesujący sposób prezentujących regionalne i lokalne atrakcje i produkty turystyczne, stanowiące o atrakcyjności turystycznej Polski. Laureatami nagród Orłowicza w sześcioletniej historii konkursu zostali miedzy innymi tak znani dziennikarze, jak Elżbieta Dzikowska, Halszka Wasilewska, Piotr Olivier Janiak, Józef Węgrzyn, Sława Bieńczycka czy Henryk Sytner. Nagrody specjalne otrzymały też redakcje miesięcznika “Poznaj swój kraj”, tygodniki “Newsweek” i “Polityka”.

Patronat medialny nad konkursem sprawuje magazyn PRESS.

Całość: http://stream2.radio.katowice.pl/radio,503-nasza-reporterka-nagrodzona.html