
Jan Suchan
Dzisiaj rano zmarł nagle nasz Przyjaciel, Wspaniały i Szlachetny Człowiek, prawdziwa legenda “Nowin Gliwickich”, fotoreporter Jan Suchan. Miał 65 lat. Odwołując się do bohaterów Sienkiewicza, chciałoby się zawołać: “Larum grają, Jasiu, a Ty gdzie jesteś? Dziś poniedziałek, gazetę trzeba robić, a Ciebie tutaj nie ma”.
Tak jak intensywnie pracowałeś, tak szybko odszedłeś. Dlaczego? Pozostaje wiele pytań pełnych żalu i bólu, na które brak odpowiedzi…
Dla nas pozostanie na zawsze Jasiem. Człowiekiem legendą. Nie tylko “Nowin”, ale i Gliwic. Z redakcją gazety związany był 40 lat. Wiecznie w biegu, wiecznie z aparatem i charakterystyczną fajką w ustach. To jego zdjęcia ilustrowały nasze artykuły, a czasem mówiły więcej niż sam tekst. To on swoim obiektywem zatrzymywał czas, łapał, co nieuchwytne. Jego fotografie pozostaną prawdziwą, niepisaną historią naszego miasta i całego powiatu. Jasiu. Człowiek z aparatem. Kronikarz miejsc, wydarzeń i ludzi… Jaki żal, że nie ma Cię już z nami…
Żegnaj, Jasiu! Będzie nam bez Ciebie bardzo, bardzo ciężko?
Przyjaciele z “Nowin”
WSPANIAŁY FOTOGRAF, WSPANIAŁY CZŁOWIEK. MIAŁ 65 LAT
Jasiu Suchan nie żyje? Ta niesamowicie smutna wieść dotarła do nas w poniedziałkowy ranek.
To niemożliwe – przecież jeszcze w piątek robił zdjęcia. Jasiu, legenda gliwickiej fotografii zmarł nagle w poniedziałek, na zawał serca. Od 40 lat związany był z Nowinami Gliwickim.
Wiecznie w biegu, wiecznie z aparatem i charakterystyczną fajką w ustach. Jego zdjęcia nie tylko ilustrowały materiały prasowe ale często mówiły więcej niż sam tekst.
Dokumentował prawdziwą, niepisaną historię Gliwic. Jasiu. Człowiek z aparatem. Wspaniały fotograf, wspaniały człowiek…. trudno jest pisać, gdy żegna się kogoś tak przedwcześnie…..
Nabożeństwo żałobne w intencji Jana Suchana odprawione zostanie w czwartek, 17 grudnia o godz. 9:00 w kościele p.w. Wszystkich Świętych. Ostatnie pożegnanie o godz. 13:00 na Cmentarzu Centralnym.
chociaż większym ryzykiem
rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało
i stale za późno
ks. Jan Twardowski
Jan Suchan, legenda śląskich fotoreporterów, nie żyje
Kiedy dzisiejszego wieczoru wychodziłam z redakcji, mogłabym przysiąc, że właśnie mignęła mi w tłumie jego charakterystyczna, postawna sylwetka. Lekko pochylona, z aparatem fotograficznym na ramieniu. Ale Jasia Suchana na gliwickiej ulicy nikt już nie spotka. Dacie wiarę? W szalonym pędzie codzienności – odszedł nagle, poniedziałkowego poranka. Nie wytrzymało serce. Janek 20 lutego skończyłby 66 lat.
- Brakuje słów, kompletny szok. On był… zawsze! - mówiła wczoraj ze ściśniętym gardłem Małgorzata Lichecka, sekretarz redakcji “Nowin Gliwickich”, która pracowała z nim od wielu lat.
Jeszcze w ten weekend robił zdjęcia, biegał z obsługi na obsługę. Z nieodłączną fajką w ustach, przenikliwie, ale zawsze serdecznie spoglądał na świat i na ludzi, których fotografował. Punktualny, niezwykle słowny, dyskretny – superprofesjonalny. Uczyliśmy się od niego!
Robienie zdjęć było całym jego światem – sposobem na życie, hobby. To było to coś, co go napędzało. Nie dbał o splendory, nagrody, choć miał ich na swym koncie mnóstwo. Janek nie lubił na temat swoich fot perorować, opowiadać, nie przeliczał. Foty mówiły za niego. Był skromny i powściągliwy, ale jakże serdeczny!
Janek pochodził z Boniowic. Fotografią pasjonował się od dzieciństwa. Swej redakcyjnej koleżance, Barbarze Rozkrut, zdradził kiedyś przy okazji przygotowywaniu numeru na jubileusz tego pisma, że “Suchan – fotograf” narodził się w wieku 7 lat.
- Z Francji wrócił jego ojciec. Przywiózł synom (Jasiu ma starszego o sześć lat brata) dwa profesjonalne aparaty fotograficzne – Kodaka 10×15/Box 6×9 i Agfę. Sami zrobili powiększalnik i… zaczęło się. Suchan, już jako pierwszoklasista, robił zdjęcia klasowe swoim kolegom i koleżankom z podstawówki. Był rok 1951. Fotografia, najpierw traktowana niemal jako zabawa, stała się z czasem Jego pasją. Już w czasie służby wojskowej fotografia i filmowanie były jego głównym zajęciem, w sumie zawodem - relacjonuje Barbara. – Gdy trafił do PAN-u nikt nie musiał Go już uczyć, jak robić dobre zdjęcia. Papiery nigdy nie były dla niego ważne, ale po namowach znajomych i pracodawców zdał właściwe egzaminy w Pomaturalnym Technikum Fotograficznym w Katowicach-Piotrowicach i otrzymał tytuł mistrza-fotografa.
Z redakcją “Nowin Gliwickich” Janek związany był od ponad 40 lat. Wcześniej, jeszcze w latach sześćdziesiątych ub. wieku, pracował w Polskiej Akademii Nauk, biurko w biurko z Jerzym Buzkiem. W Zakładzie prowadził Laboratorium Filmowo-Fotograficzne. Miał dzięki temu dostęp do aparatury, o jakiej inni mogli jedynie pomarzyć – pracował m.in. na kamerze zwanej ?lupą czasu”, która pozwalała na sfilmowanie skomplikowanych procesów chemicznych.
Wreszcie prowadził własny, renomowany zakład fotograficzny przy ul. Matejki, ale zawsze pasjonowały go zdjęcia reporterskie i artystyczne. Rozpoczął więc współpracę z “Nowinami Gliwickimi”. Kiedy przyszło mu wybierać: gazeta, czy zakład fotograficzny – wybrał pracę w terenie.
Jak anegdotycznie mówili jego koledzy – przez lata pracy w zawodzie uwiecznił w kadrze chyba wszystkie pokolenia gliwiczan. Był żywą kroniką i symbolem – ikoną miasta po prostu.
Janek miał niezwykły dar – przykładając aparat do oka, widział więcej, niż inni. A do tego znał każdy kamień w mieście i powiecie. Pamiętał miejsca, twarze, wydarzenia. Zaglądał do przepastnych archiwów i wydobywał cuda, chwile, twarze zatrzymane w kadrze.
- Janek zawsze był na planie zdjęciowym niezwykle opanowany, spokojny, z dystansem i właściwą oceną sytuacji, która cechuje najwyżej rangi fotoreporterów, z dużym doświadczeniem - mówi jeden ze znanych śląskich fotoreporterów. – To był ktoś! W środowisku był bardzo ceniony, młodsi w zawodzie mogli zawsze liczyć na jego życzliwość i pomoc. Dusza człowiek!
Z ust do ust w mieście ludzie powtarzają sobie informację, że pogrzeb Janka odbędzie się w czwartek, 17 grudnia o godz. 13. na gliwickim Cmentarzu Centralnym przy ul. Kozielskiej.
Chociaż wciąż nie możemy uwierzyć, że Cię nie spotkamy na żadnej dzisiejszej obsłudze i że nie będzie Cię jutro na Rynku – mimo wszystko przyjdziemy na cmentarz. Pożegnamy Cię, Jasiu, ale nie zapomnimy.
Patrz tam jako!
Marlena Polok-Kin
“Polska Dziennik Zachodni”
16 grudnia 2009
Pożegnanie
Jasiu, patrz tam jako!
Jeszcze tak niedawno rozmawialiśmy, pytał mnie, jak idzie, jak ze zdrowiem. Nigdy bym nie przypuszczał, że Pan wezwie go do siebie tak szybko – mówił z żalem ks. Robert Chudoba nad trumną fotoreportera “Nowin Gliwickich”, jednego z najbardziej rozpoznawalnych gliwiczan, Jana Suchana, w otoczeniu tłumów autentycznie zasmuconych ludzi.
Czuliśmy ten żal i niedosyt, najpierw podczas porannego nabożeństwa w kościele pw. Wszystkich Świętych, a potem krocząc w nieprzebranym tłumie, który w czwartek wczesnym popołudniem na gliwickim Cmentarzu Centralnym pożegnał największego fotoreportera w historii gliwickich mediów.
Artysta i humanista
Jasiu odszedł zbyt szybko, w lutym świętowałby 66. urodziny. Pozostawił po sobie nie tylko tysiące zdjęć i przepastne archiwa, gdzie z pieczołowitością przechowywał zatrzymane w kadrze wydarzenia ważne dla miasta i powiatu.
Przede wszystkim – serdeczną pamięć ludzi – zarówno tych, z którymi się bezpośrednio zetknął, jak i Czytelników, którzy cenili jego pracę. Bo widać w niej było jego serce i pasję twórczą. Za trumną Jasia szła w mroźne wczesne popołudnie rzesza bliskich, przyjaciół i zwykłych ludzi, których przywiodła na cmentarz potrzeba serca, chęć pożegnania człowieka pełnego życzliwości, który w codziennym pędzie zawsze znajdował choć chwilę, by przystanąć, porozmawiać z drugim człowiekiem.
Ceniony fachowiec
W żałobnym kondukcie szły także znane twarze – ludzi lokalnej polityki, biznesu, kultury, mediów, koledzy po fachu. Dokładnie tak, jak za życia, gdy szacunkiem i sympatią cieszył się u ludzi różnych poglądów, ponad jakimikolwiek podziałami.
- Jasiu był nie tylko doskonałym fachowcem, był po prostu artystą, humanistą – wspominał jeden z nich. – Wszystko, co robił, czynił z pasją. W młodości trzy lata studiował medycynę, a przecież wśród wykonujących tę profesję wielu jest ludzi artystycznie uzdolnionych i kochających innych. Jak Jasiu.
Inni, ze ściśniętym gardłem, mówili po prostu – tak żal tego chłopa, dobry człowiek z niego był. Żałowali, że nie zdążyli mu podziękować, nie zdążyli pójść na tak długo umawianą herbatkę na jego ulubionym, gliwickim Rynku. Dokładnie tak, jak my, przyjaciele z “Polski Dziennika Zachodniego”.
Dni mijają, a my wciąż nie wierzymy, że już nigdy nie zobaczymy Jasia Suchana na gliwickiej ulicy, z charakterystyczną fajeczką i nikonem przewieszonym przez ramię.
- Jasiu, dziś wszyscy o Tobie dobrze mówią, czyli ci błogosławią – podkreślał ks. Robert Chudoba. – Powiem tak, jak się zwykle żegnaliśmy, bo żeśmy mówili po śląsku: Jasiu, patrz tam jako.
Marlena Polok-Kin
“Polska Dziennik Zachodni”
19-20 grudnia 2009

3 rocznica śmierci Jana Suchana, legendarnego gliwickiego fotoreportera
Odszedł nagle, poniedziałkowego ranka, 14 grudnia 2009 roku. Nie miał czasu przystanąć, pomyśleć o sobie, pozwolić na przerwę. Był fotoreporterem z krwi i kości, ciągle w biegu.
Przez wiele lat związanym z “Nowinami Gliwickimi”. Jeszcze kilkanaście godzin przed śmiercią robił zdjęcia. Lata mijają, a nam wciąż trudno uwierzyć, że już Go na gliwickiej ulicy nie zobaczymy. Nie poczujemy zapachu fajki i silnego uścisku dłoni.
Nie znaliście Jasia Suchana osobiście? Wybierzcie się na wystawę do Willi Caro “Marzenia (z) betonu”. Wiele z prezentowanych na ekspozycji zdjęć to właśnie jego foty. Dzięki synowi, Mikołajowi Suchanowi, doskonale znanego Czytelnikom z naszych łamów, będziecie znów mogli się z Jasiem spotkać.
Znajdziecie akurat na tych zdjęciach Gliwice sprzed lat, a może odnajdziecie także siebie? Zdjęcia Jasia mają niezwykłą moc, tak jak on sam był niezwykłym człowiekiem.
Nigdy jednak nie chciał o zdjęciach opowiadać, rozkładać swoich prac na czynniki pierwsze. Po prostu pokazywał nam świat widziany swoimi oczami i zatrzymany w kadrze. Spojrzeniem uważnym, ale zawsze pełnym serdeczności przyglądał się drugiemu człowiekowi.
Tej sympatii, profesjonalizmu i klasy Jasia w otaczającym świecie tak bardzo nam brakuje.
Tradycyjnie wybraliśmy się dzisiaj po południu na grób Jasia na Cmentarzu Centralnym. Bo taką mamy potrzebę. Wraz z kolegami z innych gliwickich mediów powspominamy, zapalimy znicz, porozmawiamy z Jasiem. I jeszcze raz zgodzimy się – to nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych.
Czas mija, a my tylko utwierdzamy się w przekonaniu, że Jasia nie zastąpi nikt.
Pamiętamy, Jasiu!
Marlena Polok-Kin
“Polska Dziennik Zachodni”
14 grudnia 2012