W Zabrzu huczy. Wolność mediów ograniczona! Niezadowolony z wywiadu dyrektor miejskiej placówki zamknął dziennikarza w gabinecie i zażądał skasowania taśmy z nagraniem.
A było tak: dziennikarze prywatnej internetowej telewizji Zabrze TV przygotowywali program. Temat: Jak miejskie instytucje kultury są przygotowane na przyjęcie osób niepełnosprawnych. Odwiedzili Teatr Nowy i Miejski Ośrodek Kultury “Guido”. Wpadli też do Domu Muzyki i Tańca.
W tym miejscu należy wspomnieć, że w Domu ma siedzibę konkurencyjna stacja – kablowa telewizja należąca do miasta. Wiesław Śmietana, dyrektor placówki, jest równocześnie redaktorem naczelnym stacji samorządowej.
Jak było – można zobaczyć w internecie.
Daj kasetę, to cię wypuszczę!
Ekipa prywatnej Zabrze TV (dziennikarz Grzegorz Gałuszka i operator Łukasz Gawin) wchodzą do budynku, w którym urzęduje Śmietana. Widać ciemny korytarz, portiera i drzwi gabinetu. W środku (można się tylko domyślać, bo na ekranie panują egipskie ciemności) w fotelu siedzi mężczyzna. Jak się okazuje – dyrektor Śmietana. Wizytą konkurencji nie jest zachwycony.
Gałuszka: – Chcemy porozmawiać o tym, czy niepełnosprawni mogą korzystać z Domu Muzyki i Tańca.
Śmietana: – Nooo.
- Może pan powiedzieć kilka słów?
- Idźcie do wydziału inwestycji miejskich.
- Byliśmy, ale odesłali nas do pana.
- Nooo.
- To można?
- Nie. Nie zgadzam się.
Z offu przebija damski głos bliski paniki (wszystko wskazuje na to, że głos należy do sekretarki Śmietany): – Panie dyrektorze, panie dyrektorze! Kamera włączona!
Ciemna plama, czyli dyrektor Śmietana, podnosi się z fotela. I na poważnie: – Nie wyjdziesz stąd, Łukasz. Daj kasetę, to cię wypuszczę!
- Dlaczego? – odpowiada operator.
- Za smarkaty jesteś! Skasuj to, bo pójdziesz, k…a, siedzieć!
Operator Gawin: – Ja chcę stąd wyjść.
Dyrektor Śmietana: – Nikt cię tu nie zapraszał. Kasujesz to na moich oczach albo nie wychodzisz stąd w ogóle.
Dziennikarz Gałuszka wybiega z gabinetu. Operatora uwalnia policja.
Prywatna telewizja rozpoczyna kampanię: w Zabrzu wolność słowa jest zagrożona. Do miasta ściągają dziennikarze z Katowic. Małgorzata Mańka-Szulik, prezydent Zabrza, pod ostrzałem. – Dyrektor nie powinien zamykać dziennikarza w swoim gabinecie, dostanie naganę – broni podwładnego.
Dziennikarze żądają krwi.
Mańka-Szulik: – Dlaczego miałabym go zwolnić?
- Bo naruszył swobodę prasy.
Mańka-Szulik: – Bzdura. To konflikt personalny.
Zły dyrektor
Przez długie lata w mieście był spokój. W kablówce zabrzanie mogli oglądać telewizję utrzymywaną przez samorząd. Redaktor naczelną była Grażyna Herich. Dwa lata temu ustalony porządek zburzyła nowa prezydent Zabrza. Zdecydowała, że miejską telewizją pokieruje dyrektor Domu Muzyki i Tańca. Grażynę Herich zdegradowano do funkcji dziennikarki. Tak rozpoczęła się wojna.
Herich: – Większość ludzi w telewizji miała umowy na czas określony. Śmietana ich nie przedłużał. Wprowadzał swoich, a stara ekipa traciła pracę.
Weźmy choćby Ewę Rossa, montażystkę. – Miałam wypadek, wysiadałam z samochodu i koleżanka przytrzasnęła mi drzwiami palce. Śmietana powiedział, że nie jest mu potrzebna montażystka z połamanymi palcami. Zwolnił mnie. Później tłumaczył, że to był żart, ale do pracy nie przyjął – wspomina Rossa.
Informatyk Piotr Pośpiech podpadł, bo Śmietana na stronie internetowej znalazł nieaktualną informację. – Nie porozmawiał ze mną, nie upomniał, od razu wlepił mi naganę. W takiej atmosferze nie dało się pracować. Na szczęście znalazłem zajęcie gdzie indziej – mówi Pośpiech.
W teczce personalnej Herich też kilka nagan. – Jedna za to, że gość programu spóźnił się na nagranie. Druga za to, że w Wigilię powiedziałam na antenie: “Nam, pracownikom telewizji, już pachnie lasem i świętami, ponieważ w Domu Muzyki i Tańca są sprzedawane choinki”. Śmietana uznał to za kryptoreklamę – mówi dziennikarka.
Śmietana zaprzecza: – Pani Herich została ukarana, bo podała nieprawdziwe informacje o pożyczce zaciągniętej przez miasto. Innym razem miała zaprosić na nagranie piłkarzy Górnika Zabrze, czego nie zrobiła. Musieliśmy naprędce ściągać chłopaków.
Fakt jest taki, że Herich została zwolniona z pracy.
Boys nie chcą rozmawiać, a kamera się kręci
Kilka miesięcy później w internecie zaczęła nadawać stacja Zabrze TV. Redaktor naczelna – Grażyna Herich. Mieszkańcom wyjaśniła: – Chcemy informować o tym, co się naprawdę dzieje w mieście, a nie tylko o pozytywnych wydarzeniach.
Gdy w Zabrze TV mieszkańcy skarżą się na remont drogi, w telewizji samorządowej rzecznik policji radzi, jak kupić bezpieczne fajerwerki. Po aresztowaniu byłego prezydenta Zabrza i oskarżeniu go o morderstwo, Zabrze TV dociera do żony i namawia ją na rozmowę. W tym czasie samorządowa telewizja pokazuje, jak szefowie miejskich instytucji kultury dzielą się opłatkiem.
Herich jest dumna z osiągnięć: – Nasza telewizja jest dla ludzi. Nie robimy relacji z tego, jak władza przecina wstęgi. I dlatego konkurencja rzuca nam kłody pod nogi. Boi się krytyki, prawdy i chce za wszelką cenę ograniczyć w mieście wolność słowa.
Przykład? Plenerowy koncert zespołu Boys.
Latem Dom Muzyki i Tańca za pieniądze miasta zaprosił mieszkańców na festyn. Gwiazda – zespół Boys. Przyszło sporo ludzi. Herich zabrała operatora i pojechali na miejsce. – Miałam potwierdzenie, że zespół chce z nami rozmawiać. Podeszłam z operatorem do barierek i poprosiłam, by sprowadzili menedżera zespołu. Śmietana był na miejscu, zaczął namawiać ochroniarzy, żeby mnie przegonili. Wykonali jego polecenie. Zaczęli nam zasłaniać kamerę i kazali się usunąć. A przecież nie przekroczyliśmy barierek! Menedżer zespołu Boys zobaczył, co się dzieje, i odmówił wywiadu. Powiedział, że organizator koncertu się nie zgadza – mówi Herich. – Ograniczyli naszą wolność słowa!
Film umieściła na stronach Zabrze TV i w YouTube pod hasłem: “Skandal w Zabrzu”.
Ludzie dyskutują:
- Dziwne, że Śmietana wyrzucił ekipę Zabrze TV.
- Dziwne? A kto zapłacił za występ Boysów? Bo chyba nie Zabrze TV. Zaproś sobie do knajpy na urodziny jakiś fajny zespół, zapłać za to, a potem patrz, jak inni korzystają z ich obecności za darmo. I na dodatek nikt cię nie pyta o zdanie. Wkurzyłabyś się?
- To prawda, trzeba mieć zgodę tego, kto za występ płaci. Z filmiku nie wynika, czy dziennikarka ją miała. Mówi tylko o mailu ze zgodą samego zespołu.
- Ale miejsce było publiczne, operator nie przekroczył barierek. Zachowanie ochroniarzy było bezprawne. Nie mieli podstaw, by zasłaniać kamerę i wypraszać dziennikarzy.
- A ja nie bardzo rozumiem, po co dziennikarz filmował scenę, skoro menedżer zespołu podszedł i powiedział, że Boys nie chcą rozmawiać. Nie znaczy nie. Brak zgody to sprawa zamknięta, wyłączam kamerę i szukam innego tematu. Jedna i druga strona nawzajem się napędzały. Dziennikarze prawa nie złamali, ale przekroczyli kwestię dobrego smaku i kultury.
Mimo wszystko wojna!
Grażyna Herich o wolności słowa: – To możliwość przekazywania obiektywnych opinii, prezentowania ludzi ze wszystkich ugrupowań politycznych, piętnowanie rzeczy nagannych, co może pomóc zwykłym ludziom.
W jaki sposób miasto naruszyło wolność słowa w trakcie koncertu?
- Nie pozwoliło mi filmować – odpowiada Herich.
Mogłem się drapać po brzuchu
W Domu Muzyki i Tańca wydarzenie – koncert Demisa Roussosa. Ale wszyscy mówią tylko o jednym: Śmietana zamknął dziennikarza w gabinecie. Od kilku dni nie ma z nim kontaktu. Jest na chorobowym. Czy na pewno choruje? Przyjdzie na koncert czy nie? Wszyscy czekają w napięciu, w tym ekipa Zabrze TV.
Kamera w gotowości, akcja. Wśród gości koncertu, między rzędami przechadza się Wiesław Śmietana. Jak to? Taki chory i jest na koncercie?! Informacja ląduje nie tylko w serwisie Zabrze TV, ale także prywatnej TV Silesia. Tam również insynuacje, że Śmietana ma problemy z alkoholem. Obwiniony w materiale nie występuje.
- Nie mogliśmy się z nim skontaktować – tłumaczą dziennikarze.
Dzwonimy do Śmietany. Odbiera.
- Mimo choroby przyjechałem sprawdzić, jak wypadnie koncert. To chyba dobrze o mnie świadczy? – mówi dyrektor.
- Dlaczego zamknął pan operatora w swoim gabinecie?
- Nie zamykałem drzwi na klucz. Ja po prostu nie życzyłem sobie, żeby ktoś mnie filmował. Oczywiście, byłem w pracy, ale nie mam obowiązku stawać na baczność przed każdą kamerą, która bez zapowiedzi się u mnie pojawi. Nie życzę sobie, żeby ktoś mnie filmował bez uprzedzenia. Przecież mogłem w tym czasie drapać się po brzuchu albo jeść tłustą kanapkę. To mało wizyjne, prawda? – mówi Śmietana.
- A wolność słowa?
- Nie jest zagrożona. W gorszym stanie jest zwykła przyzwoitość niektórych dziennikarzy.
Czymże więc jest wolność słowa?
Śmietana: – To cenna wartość, ale nie może wypaczać rzeczywistości. Prawdziwy dziennikarz jest rzetelny, a rzetelność to prawdziwe przedstawianie faktów, a nie naginanie ich do swoich potrzeb
Zmęczenie po Scorpionsach
Wojciech Borowik, prezes Stowarzyszenia Wolnego Słowa, przyznaje rację obu stronom. Dziennikarze nie złamali prawa, bo przecież nie weszli do prywatnego mieszkania, tylko do publicznej instytucji. Ale dlaczego od progu włączyli kamerę? Temat nie był trudny. Co innego, gdyby przynieśli dokumenty kompromitujące rozmówcę. Wtedy ważny byłby moment reakcji bohatera negatywnego, jego próba unikania odpowiedzi na trudne pytania. Ale gdy tematem jest dostosowanie budynku do potrzeb osób niepełnosprawnych? Można się było przecież umówić wcześniej z dyrektorem na nagranie. – Mam wrażenie, że dziennikarze szukali taniej sensacji. Chcieli dyrektora zaskoczyć, sprowokować. Jego reakcja była kuriozalna, ale przecież nikt nie lubi być zaskakiwany.
Kilka dni po incydencie dyrektor Śmietana wygłasza oświadczenie: – Żałuję. Puściły mi nerwy, nie mam na to usprawiedliwienia i ubolewam nad tym, co się stało.
Miasto oddycha z ulgą. – Standardy zachowania zostały złamane, to pewne. Ale Wiesław Śmietana ma za sobą trudny, pracowity okres. Jako pierwszy w Polsce zorganizował koncert Scorpions w zamkniętej sali, a nie na wolnym powietrzu – wyjaśnia Krzysztof Lewandowski, wiceprezydent miasta.
Herich: – Oświadczenie dyrektora Śmietany nie rozwiązuje kwestii ograniczania wolności słowa w mieście.
Małgorzata Mańka-Szulik: – A co ma do tego wolność słowa? Zabrze TV nadaje programy, nikt nie chce ich zamknąć, nikt nie cenzuruje.
Nie o wolność chodzi, lecz o kulturę
- Czy wolność słowa jest w Zabrzu zagrożona? – pytamy Wojciecha Borowika.
- Nie o wolność słowa tu chodzi – odpowiada. – Ale o to, że każdy może się dziś poczuć jak dziennikarz. Wystarczy, że nakręci coś komórką, zrobi zdjęcie i wrzuci do internetu. Masa informacji różnego kalibru powoduje obniżenie standardów zawodu. Gdzieś ginie poczucie kultury i właściwego zachowania. I nie chodzi tylko o dziennikarzy, skoro dyrektor placówki związanej z kulturą nie potrafił się zachować. Tak, to było karygodne, ale dziennikarze też powinni się czasem zastanowić nad jakością własnej pracy.
A mieszkańcy Zabrza? Czy zauważyli, że w mieście działa cenzura?
Wiesław Szostak ze Społecznej Inicjatywy Zabrza macha zniecierpliwiony ręką.